Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borelioza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borelioza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lutego 2014

Sama prawda. Ja i borelioza.

To się zaczęło jakoś pół roku przed maturą.
Wtedy wszyscy mówili - stres przed maturą. Nerwica. Dziś już wiem, że to ujawniła się borelioza pod wpływem wielkiego stresu.

Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i plecach. Jakby mi ktoś serce na drugą stronę przewracał. Jakby mi się płuca skurczyły. Łapanie oddechu.

Potem doszły drętwienia nóg, rąk i twarzy. Piszę piszę i nagle mi długopis wypada z ręki. Albo mi się zaczyna ręka trząść tak, że nie mogę pisać. Uczucie, że tracę władzę w połowie twarzy, jak przy udarze.

Jeden lekarz, drugi, trzeci. Nerwica. Psycholog. Jeden, drugi trzeci. Nerwica lękowo-depresyjna. No tak, to też.

Bóle żołądka, bóle wątroby, bóle trzustki. Zaburzenia widzenia. Bóle i tak wielkie zmęczenie nóg i rąk, że każdy krok był wielkim wysiłkiem. Zawroty głowy.

Raz jedno, raz drugie, albo wszystko naraz.

Jedno badanie, drugie, piąte, wszystkie w normie, okaz zdrowia. Hipochondryczka.

Coraz więcej czarnych myśli. Coraz większe lekceważenie ze strony służby zdrowia.

I tak minęło dziesięć lat prawie. Mało było dni w tym czasie, kiedy mi nie dolegało nic.

Aż pewnej niedzieli w czerwcu zeszłego roku złapałam nad jeziorem kleszcza. Po kilku tygodniach badania.

IgM ujemne, uff. Nie zaraził mnie gnojek.

IgG dodatnie. O kurwa. Boreliozę mam. Starą taką. Dobrze zadomowioną.

I wszystko stało się jasne. Nie jestem hipochondryczką. Mam boreliozę.

I wiecie, odkąd mam diagnozę, czuję się zaskakująco dobrze. Bo jak mi coś drętwieje, czy boli, nie nakręcam się myślami co to może być, jaki rak czy inne stwardnienie rozsiane, tylko mówię sobie, to borelioza. I zamiast ciągnąć się tygodniami jak wcześniej, mam jakiś objaw kilka godzin, maks dni.

Od sierpnia patrzą na mnie z szafki z lekami antybiotyki i inne leki za małe tysiąc złotych (kwota za dwa miesiące leczenia).

Najpierw odwlekałam, bo muszę przytyć po odstawieniu małej. Potem odwlekałam bo cośtam. Boję się zwyczajnie. Bo leczenie może być gorsze niż sama choroba przez jakiś czas. Skutki uboczne leków, reakcje na toksemię w wyniku wybijania bakterii.

Ale dość już tego. Po urodzinach Tosi biorę byka za rogi. To, że się teraz względnie czuję, nie znaczy, że za miesiąc czy rok borelioza nie zabierze mi zdolności poruszania się albo jasnego myślenia. A jestem potrzebna dziecku zdrowa. Silna. Sprawna intelektualnie. Boję się jak nie wiem. Ale nie mam wyjścia.

Będziecie ze mną?

sobota, 7 grudnia 2013

Po co dieta 'bez'?


Dziś słowo wstępu o mojej wspaniałej nowej diecie.

piątek, 1 listopada 2013

Idzie nowe

Tosi problemy zdrowotno-wagowe i moje leczenie Bezczelnej Bakterii (niektórzy mówią na nią Borrelia Burgdoferi :P) wymusiły na nas wprowadzenie zmian w diecie.

Już jakiś czas temu z menu wyleciała laktoza. Wszyscy spożywamy nabiał bezlaktozowy i powiem wam, że znów mogłam wrócić do picia mleka, bo wcześniej było mi niedobrze po nim. Czyżbym i ja miała jakąś lekką nietolerancję laktozy?

Teraz z diety wylatuje gluten. Zrobi to dobrze nam wszystkim, ja i tak za chwilę wyląduję na bezglutenówce (dzięki pani BB), a Toni się uszczelnią jelita i może będzie lepiej przyswajać co trzeba.

Żeby się nie katować świętami bez pysznego jedzonka, startuję z lekami od nowego roku. Po diagnozie czuję się naprawdę wyśmienicie, nawet jak coś mi dolega, to jest to chwilowe, nie ciągnie się tygodniami jak wcześniej. Cóż, borelioza i nerwica są mocno związane, nazwanie tego, co mnie męczy od lat dało dużą ulgę jak widać.

A po nowym roku wylatuje cukier. Oczywiście Tosi nie zabiorę z diety ziemniaków (chlip chlip żegnajcie fryteczki) i owoców, będzie mieć zbilansowaną dietę, nie widzę powodu, by miała cierpieć z powodu moich antybiotyków :)

Zabieram się jutro za rozpoczęcie hodowli zakwasu żytniego, z tego co czytam to gdzieś za miesiąc powinien być zdolny utrzymać chleb bez drożdży. Będziemy jeść pyszny naturalny chlebek :)

Zgłębiam wiedzę tajemną o różnych zamiennikach, cudach wiankach, komosach i karobach. Dzięki temu nawet placek sobie zjem, a co ;)

Mam nadzieję, że nowa dieta zagości u nas na dobre, przysłuży się mężowi diabetykowi, córce wrażliwcowi i mnie co się całe życie będę bronić przez BB. Będzie dużo ziół, zdrowe oleje, nasiona, warzywa, mięęęcho. Kolorowo i pachnąco. Jestem bardzo ciekawa tego nowego wyzwania :)

czwartek, 3 października 2013

Matka w formie

Zanim zaszłam w ciążę moja kondycja pozwalała mi na zrobienie 3 brzuszków z zadyszką. I wejście po schodach na 4 piętro z zadyszką.

Tosia rosła, rosła, wymagając ciągłego noszenia.

Moja kondycja poprawiała się z dnia na dzień.

Dziś z 9-10 kg dzieckiem i zakupami wejdę na 3 piętro może ciut spocona, ale bez zadyszki. Brzuszków zrobię tyle na ile mi dziecko pozwoli ;)

I niech mi ktoś powie, że Matka Narodowa (Polka na przykład) to matka zaniedbana.

Ostatnio ćwiczę razem z Tosią. Ona się zanosi od śmiechu wymachując nogami czy podskakując, a ja robię rowerki, pajacyki, brzuszki itd. Mam zamiar robić zumbowe wygibasy z youtuba :) Na rzeźbieniu sylwetki mi nie zależy, ale na zdrowiu i kondycji tak.

Poza tym borelioza nie lubi tlenu i ćwiczeń. Wygonię ją w ten sposób szybciej :)

Co do boreliozy, zaczęcie leczenia (od 1 listopada jadę z koksem) wymusi na mnie dietę. Bezcukrową, w większości bezglutenową, mocno ograniczoną. Ale zdrową bardzo. Będę musiała mocno kombinować, by było smacznie i na tyle kalorycznie, by z głodu nie umrzeć ;) Jeśli chcecie, mogę zrobić zakładkę z przepisami, które znajdę lub wymyślę. Dorzucicie sobie do tej diety trochę owoców i warzywa, których ja nie będę mogła jeść i macie super dietę :) Osobiście mam nadzieję, że po leczeniu zostanie mi nawyk zdrowego jedzenia i nie wrócę do jedzenia ton słodyczy. I mnie, i mężowi i małej się przyda to.

piątek, 12 lipca 2013

Fight!

Wiecie, boję się jak diabli leczenia, boję się, że będę się tak źle czuła, że nie będę w stanie się Tosią opiekować, ale bardziej boję się tego, że jak się nie będę leczyć, to za chwilę nic nie będę w stanie... Jako fizyczny wrak i umysłowe warzywko... I tak, patrząc na to, jak długo mam objawy, choroba była dla mnie łaskawa tyle lat... Więc na jesień zaczynam batalię :) Staram się być dobrej myśli, choćbym miała zażywać antybiotyki pulsacyjnie do końca życia to zrobię to, nie dam się pokonać jakimś podstępnym krętkom! Mam tyle planów, mam cudowne dziecko i męża, w którym znajdę zawsze wsparcie i pomoc.

czwartek, 11 lipca 2013

Diagnoza

Dziś wam napiszę coś ważnego.

Przed maturą zaczęły się ze mną dziać różne rzeczy. Bóle różne, problemy z oddychaniem, sercem, zaburzenia czucia i wzroku.

Lekarze oczywiście zgodnie orzekali -  stres.

I tak od lat ciągną się za mną te dolegliwości, mniej lub bardziej nasilone, i wszyscy wokół mówią - nerwica, hipochondria, stres.

Aż tu spadła na mnie diagnoza.