Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

czwartek, 26 grudnia 2013

O krzywdzeniu. Zupelnie nieswiatecznie.

Niedawno Potwora Wózkowa popełniła tekst o tym, że nikt nie skrzywdzi cię tak jak rodzice.

I to jest prawda. I nie mówię tu o piciu (choć jedno z moich rodziców ma problem, którego oczywiście nie ma w swoim mniemaniu), biciu (choć klapsy były 'bo to nie bicie') i tych sprawach.

Mówię o emocjonalnym chłodzie, o braku emocji pozytywnych, o braku przytulania.

Mówię o nękaniu psychicznym. A czemu nie piątka, czemu tylko czwórka. Czemu nie rozumiesz ułamków, jesteś takim głąbem? Masz idiotycznych znajomych, przeniosę cię do innej szkoły. Będzie ci ciężko w życiu. Żaden facet nie wytrzyma z taką co nie sprząta.To w czasach wczesnych i szkolnych.

A w dorosłym życiu. Wymyślasz sobie problemy, jaka niepłodność. Nie widzę ciebie w roli matki. Jesteś moją porażką pedagogiczną.

Długo by pisać.

Jedna jest tylko różnica, między mną a Potworą. Wydałam mnóstwo kasy na różne terapie. Ale nie wybaczyłam. I nie wybaczę.

Dlatego wyjadę nawet do Australii, jeśli będzie taka okazja. Byle dalej...

środa, 25 grudnia 2013

Prezenty :)

Najedzeni po czubek głowy (Tosia też, zjadła wszystko co zakazane no i dziś są efekty niestety. Ale w święta ma jeszcze dyspensę od diety). Dziś odpoczywamy, bawimy się z małą, no i jemy :P

A oto, co mała dostała: (u nas utarło się że tylko dzieci dostają prezenty)







Książeczki (w tym jedna grająca od dziadków, teraz przez tydzień będą jej słuchać to sami ją przeklną :P), zestaw garnuszków Wadera, dwa zestawy jedzenia z IKEI, piżamka z Bambi (H&M), bluzeczka i legginsy (H&M), sukienka i opaska od kochanej cioci Agnieszki (handmade), farma Wadera, no i hit czyli kuchnia :)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Ho! Ho! Ho!

Życzę wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, w gronie rodzinnym, za suto zastawionym stołem, z lekkim sercem choć ten jeden wieczór...


____________________________________________________
Moje święta... Cóż. Byle do drugiego stycznia przetrwać jakoś.

PS A dziś dostałam wyniki testów alergicznych małej.

Gluten. Mleko. Jaja. Cytrusy.

Idę sobie w łeb strzelić. A potem będę myśleć jak dietę ułożyć. Ale przynajmniej już wiem, co ją zjadało od środka....

wtorek, 17 grudnia 2013

Rok

Wiecie, że pierwszego grudnia minął rok mojej emigracji? Żeby było zabawniej w tym roku pierwszego też przekraczałam niemiecką granicę. Ale już bez strachu. :)

Co się zmieniło?

Nadal niemieckiego nie umiem i nie lubię:P Tzn umiem tyle, by po bułki iść i bilet w autobusie kupić.
Wkurza mnie niemieckie podejście do dzieci, w sensie podejście pediatrów. Selekcja naturalna normalnie... Niczego się nie bada, wszystko ma samo przejść.
Klimat bremeński jest straszny zimą bo jest tak wilgotno, że się pleśń na ścianach robi. Można wietrzyć używać osuszaczy powietrza elektrycznych, a i tak woda na oknach stoi...

Ale też poznałam paru fajnych ludzi tu :)
Nie ma problemu z dostępem i cenami żywności dla alergików.
Szczepienia są za darmo.
Życie jest tak spokojne że aż nudne ;)

Zdecydowanie bardziej wolałabym kraj anglojęzyczny, może się kiedyś doczekam ;P A póki co jest jak jest :) Patrząc na Tosię i jej relację z tatą, nie wyobrażam sobie, by miało być tak jak na początku, że był w domu tylko tydzień w miesiącu. Mała by to bardzo bardzo przeżywała :(.

In vitro, in vivo - dziecko jest dzieckiem

Natrafiłam ostatnio na forum Nasz Bocian na ciekawą rozmowę o podejściu duchownych do in vitro.

Oficjalnie potępiają. A nieoficjalnie wielu księży dziewczynom przy spowiedzi mówi, że nieważne, jak poczęte, ważne, że kochane.

No bo jaka to różnica. Czy poczęte w szkle czy w łóżku. Geny, zapłodnienie, podział komórek, implantacja, wszystko tak samo. Tylko moment połączenia gamet w innych warunkach.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Dziecko na warsztat - holidays are coming ;)

Zapraszamy dziś na warsztat rękodzieła świątecznego!


piątek, 13 grudnia 2013

22

Samodzielna. Tym słowem można idealnie podsumować ostatni miesiąc.

Sama się ubiera, a przynajmniej próbuje. Z tej okazji chadza czasem w trzech parach spodni i dwóch bluzkach, jak wpadnie w szał ćwiczeń. W dwóch czapkach. Albo w jednej mojej jednej swojej skarpetce. Albo w butach założonych prawy na lewą nogę a lewy na prawą.

Chce chodzić w majtkach. Więc mamy 12 par gacioszków, w przerażającej większości z My Little Pony. Chęć ta niekoniecznie idzie w parze z chęcią załapania o co chodzi z tym wołaniem siusiu. ;) Więc mama szmatę w pogotowiu ma i wyciera. No i nocnik jest dla maluchów. Wszelkie sukcesy w temacie to zasługa dorosłej toalety i całego obrzędu z papierem toaletowym, spłukiwaniem i myciem rąk. I 'Nocnika nad nocnikami'. Ale ma też dni kiedy przynosi pieluchę i ja to szanuję, nie namawiam do niczego.

Umie pokazywać 'my jesteśmy krasnoludki' i robi 'idzie kominiarz'. Lubi 'kaczuszki' ale umie póki co pokazywać tylko skrzydełka ;D

Umie posługiwać się nożyczkami, głównie oburącz, ale zdarza jej się już jedną ręką nimi operować.

Mówi nadal po swojemu głównie. Chodzi po domu i woła 'hu hu ha ha'. Albo 'mama tata mata mama tata mama? tata? mama tata' ;) Rano radośnie przychodzi i ładując ręce w mój dekolt woła 'ciciuś' i się przytula. A potem następuje bezlitosne 'mama tań! oć oć'.

Lubi rysować, stemplować, malować, ciąć, Lubi naklejki. Zaczęła się interesować książeczkami, którymi gardziła, na przykład serią 'Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham' lub serią o Bincie, Babo i Lalo. Lubi się kąpać i chlapać przy tym niemiłosiernie. Lubi zęby myć ale tylko pastą Weledy. Raz kupiłam w dobrej wierze Laverę, to odpadła w przedbiegach, bo jak pasta czerwona?? i owocowa? Mama miętową białą pastę dawaj a nie to coś. Lubi przesypywać i przelewać z kubeczka do kubeczka. Lubi kakao i kluski wszelakie.

Taki jest ten nasz dwudziestodwumiesięczniak mały. Mały-duży, bo to już coraz bardziej widać, że to taki zminiaturyzowany dorosły człowiek jest. Choć czasem jeszcze taaki dzidziuś... :)






środa, 11 grudnia 2013

Czas na nocnik!

Kto lubi nasz fanpage ten wie, że u nas próby odpieluchowania. Niestety chęć chodzenia w majteczkach niekoniecznie idzie w parze z chęcią załatwiania potrzeb fizjologicznych do nocnika.

W ogóle, nocnik jest dla maluchów. Tosia na nocniku siedzieć nie chce.

Ona siedzi sobie na dużym kibelku. O. Z nakładką oczywiście. Siedzi, majta nogami i czyta książeczki. I czasem coś tam się trafi, że trafi gdzie trzeba. Ale większość czasu spędzam na wycieraniu plam (bo kupa najczęściej idzie w pieluchę z nocy jeszcze) i praniu posiusianych majtek. ;)

W odpieluchowaniu pomaga nam literatura. Jedną z książek tematycznych jest 'Nocnik nad nocnikami', o której nie będę się rozwodzić, bo wiele już o niej napisano.

Druga to Czas na nocnik.

wtorek, 10 grudnia 2013

Kosmetyki dla AZSowca, 'dermografisty', itd.

Pisałam o tej Pani już kiedyś. Ale zasługuje ona na jeszcze jeden post.

To Pani Ewa Wasilak z Lawendowej Farmy. Tworzy ona mydła i inne kosmetyki. 100% natury.

Ale to nie są zwykłe kosmetyki ekologiczne. To kosmetyki ratujące komfort życia AZSowcowi, osobie z dermografizmem i paroma innymi fajnymi nazwami dermatologicznymi, a wszystkie oznaczają suchą i mega mega wrażliwą skórę.

Od miesiąca się zmagam. Pierwsza opcja to było że alergia. Po dwóch tygodniach dermatolog stwierdził, cytuję - to może być alergia, wirus, w zasadzie wszystko. No fajnie. Ale to mi nie pomoże na moje dolegliwości. Wyobraź sobie że każdy centymetr ciała piecze i swędzi. Jak połączenie oparzenia słonecznego i ugryzienia komara. Że kontakt ciała z ubraniem powoduje wręcz ból. No to już mniej więcej wiesz jak fajne jest moje życie od miesiąca.

Teorii roboczych mam kilka. Alergia kij wie na co. Wirus kij wie jaki. Borelioza. Nerwica. (tarczycę i wątrobę wykluczyłam badaniami). Albo wszystko naraz plus wrodzona wrażliwość skóry plus dermografizm, daje przepiękny książkowy AZS.

I gdyby nie leki przeciwhistaminowe i Lawendowa Farma, pisałabym do was z najbliższego niemieckiego wariatkowa... ;)

A tak kąpię się w mydle owsianym lub w żelu z babką i lawendą, smaruję różnymi fajnymi mazidłami (masło shea, balsamy z czarnuszką i nostrzykiem) i nakładam dla relaksu bajerancką maseczkę z białą glinką (jedyna na świecie która nawilża a nie ściąga twarz).  I hulaj dusza piekła nie ma. I swędzenia w większości też nie.

No kocham kocham miłością szczerą Panią Ewę, choć jej nie znam osobiście (za to syna znam i pozdrawiam i żonę jego też :)).

Pokochajcie i wy i zostawiajcie u niej swoje wypłaty bo warto!

A żeby tego było mało w sklepiku LF znajdziecie też piękną ręcznie robioną ceramikę.... :)






poniedziałek, 9 grudnia 2013

Emocje

Przeszukując sieć w poszukiwaniu czegoś, co nam zapewni rozrywkę na długie zimowe spędzane w domu dni, znalazłam karty Emocje.


sobota, 7 grudnia 2013

Po co dieta 'bez'?


Dziś słowo wstępu o mojej wspaniałej nowej diecie.

środa, 4 grudnia 2013

Du, du, du czyli Zweisprachigkeit

Tosia nie pójdzie do przedszkola teraz. Nie pójdzie też za rok.

Dzięki Eli i Faustynie, które prowadzą blogi o dwujęzyczności i temat mają przerobiony w teorii i praktyce, podjęliśmy z mężem taką decyzję.

wtorek, 3 grudnia 2013

Odbicie czyli po karmieniu

Post nie będzie o metodach trzymania dziecka do odbicia, wbrew pozorom ;P

Karmiąc schudłam. Mocno. 7 kilogramów. Przy wadze wyjściowej 48kg, to bardzo dużo. Morfologia na granicy normy.

Trzy miesiące z hakiem po odstawieniu morfologia taka, że w życiu takiej nie miałam - hemoglobina i czerwone krwinki w górnej granicy normy. I tak ja, mając całe życie hgb w granicach 12,2-12,8 teraz mam 15,2...

A kilogramy... znowu 48 na liczniku. Nie jest to może optymistyczne dla tych z was, które liczą na trwałe schudnięcie w czasie laktacji, ale dla tych, które chudną wtedy choć nie chcą i owszem ;)

Gdzieś mi się przewinęło kiedyś, że te wszystkie składniki odżywcze, z których się wypłukuje organizm w czasie laktacji, po jej zakończeniu wracają w dwójnasób, w ten sposób na przykład laktacja chroni przed osteoporozą - wapń utracony podczas laktacji potem magazynuje się podwójnie. Nie mam w tej chwili pod ręką książek o karmieniu piersią, stacjonują w Polsce, więc wam nie przytoczę konkretnych danych niestety. Ale na pewno moja imienniczka Hafija ma takowe, jak nie na blogu to w głowie lub w literaturze. ;) To tak jakby ktoś odczuwał pilną potrzebę poznania naukowych dowodów.

Na moim przykładzie ta teoria działa. Nie namawiam tym do odstawiania od piersi, o nie. Namawiam do karmienia i to jak najdłuższego! Bo laktacja to zdrowie i dziecka i matki :)

PS A czy byłaś w tym roku na USG piersi? Bo ja tak,tydzień temu, i dowiedziałam się, że mam mastopatyczną tkankę w piersiach, tj włóknistą i mam się często kontrolować bo mogę mieć skłonność do włókniaków. Kobiety z mastopatią często miewają też bolesne piersi przed miesiączką. I w ciąży bolą jak nieszczęście. A tak by the way - czy wasi ginekolodzy sami wyganiają was na USG piersi? Czy badają wam piersi z własnej inicjatywy czy trzeba prosić o to? Jestem teraz pod opieką ginekolożki, która jako pierwsza w moim życiu sama podjęła temat badania piersi. A przed nią było conajmniej siedmiu specjalistów...

poniedziałek, 2 grudnia 2013

W .PL

Byliśmy ponad tydzień w Polsce. Jak zawsze oznacza to milion spraw do załatwienia i spotkań towarzyskich oraz rodzinnych.

Zaliczyliśmy ortopedę, małej jedna stópka się pogorszyła a jedna poprawiła. Ćwiczymy dalej i następna kontrola w marcu.

Rozrósł się małej słownik, do nowych słów należą: dziadek (dziadzi, dziada), Misia (Isia), koło (ałał), kwadrat (tatat), kakao (tato), chodź (oćoć), wstań (tań), rower (ouwel).

Kota jeszcze z nami nie ma, z przyczyn dość niejasnych, teoretycznie z powodu choroby u hodowcy, a w praktyce myślę, że chodzi raczej o zmianę karmy. Odbierzemy go po świętach chyba. Mam nadzieję.

Przywieźliśmy z Polski mnóstwo książeczek, kupionych i dostanych (siostrzenica postanowiła oddać Tosi książeczki, z których wyrosła) i w ogóle mnóstwo różności, więc spodziewajcie się wysypu nowości na blogu :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Dziecko na warsztat - dziecko w kuchni :)


Witamy was na trzecim warsztacie z cyklu Dziecko na Warsztat! Tym razem u nas smaki, zapachy, trochę pichcenia i dużo zabawy! Oto nasz warsztat kuchenny!

wtorek, 19 listopada 2013

Lepiej nie pytaj

Przyszła Tosia się przytulić. Mówię Tosi 'kocham cię'. Przytula się bardziej.

Pytam się Tosi czy kocha mamę. 

'Neeeee'.

Cóż ;) 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Nowy szablon

Mąż dłubał, dłubał (i nadal dłubie). I wydłubał. Oto nowy szablon bloga. I zapowiedź zmian, nie tylko w wyglądzie. Enjoy! :)

W zakładce Dziecko na warsztat znajdziecie mapę linków do wszystkich projektowych blogów oraz linki do moich warsztatów i facebookowy profil projektu.

W zakładce Słownik Tosi zamieszczać będę postępy w rozwoju mowy małej.

W zakładce Dieta przepisy związane z dietą bez cukru, drożdży, glutenu, dietą w antybiotykoterapii i profilaktyce zakażeń grzybiczych, ale nie tylko. Zdrowe, smaczne i nie nudne jedzenie.

Zakładka Linki to miejsce, gdzie znajdziecie odnośniki do moich stron na FB i bloglovin, linki do blogów, do których często zaglądam, listę specjalistów zajmujących się zdrowiem mojej córki i różne inne strony, które uznam za warte zapisania. :)

niedziela, 17 listopada 2013

Chleb nasz powszedni

To trzeci chleb na zakwasie, jaki wyprodukowałam :)


Kupiłam nową foremkę, jest krótsza i wyższa, i od razu widać, że chleb też dużo wyższy :) Dla porównania to był mój drugi chleb:

środa, 13 listopada 2013

Mija czas

Wierzyć się nie chce, że to tylko 3 miesiące dzielą nas od drugich urodzin Tosi.

Ostatnio pisałam, jak mała się rozwija, więc nie będę się powtarzać. :)

Zaczęła jeść dość fajnie, co mnie bardzo cieszy. Z zębów brakuje nam już tylko jednej dwójki i piątek.


Kocham bardzo tę małą łobuziarę. :) <3

poniedziałek, 11 listopada 2013

Serce domu

Kuchnia. Nazwijcie mnie kurą domową, ale kuchnia jest moim ulubionym miejscem w domu. To serce domu. Uwielbiam spędzać wolny czas pichcąc, piekąc. W ten weekend upiekłam wieniec drożdżowy, drożdżówki z makiem, rogale marcińskie. Ugotowałam rosół z kury (dla Tosi krem z kury) i zrazy z kluseczkami.

sobota, 9 listopada 2013

O empatii i innych takich

Tosia nadal nie mówi za wiele. No, słowo 'nie' ma opanowane do perfekcji. I tata. I ciocia. I chcę. I jeszcze. A tak to nadal palec wskazujący i ciaganie po domu za rękę. Jak dorwie telefon lub domofon, to gada po swojemu jak najęta. Najbardziej wyraźnie gada we śnie lub wybudzając się. A to znaczy, że kompocik na stole jest... ;) Nic, jak do skończenia 2rż nic się nie ruszy, to odwiedzimy logopedę, by się upewnić, że to kompocik.

środa, 6 listopada 2013

Warsztat biologiczny - cz.1


Dołączyłyśmy do Dziecka na warsztat w październiku, już po pierwszych warsztatach. Ale obiecałam sobie, że nadrobimy. Więc nadrabiamy! Nasz warsztat okazał się być całorocznym projektem... :)
Dziś część pierwsza.

piątek, 1 listopada 2013

Idzie nowe

Tosi problemy zdrowotno-wagowe i moje leczenie Bezczelnej Bakterii (niektórzy mówią na nią Borrelia Burgdoferi :P) wymusiły na nas wprowadzenie zmian w diecie.

Już jakiś czas temu z menu wyleciała laktoza. Wszyscy spożywamy nabiał bezlaktozowy i powiem wam, że znów mogłam wrócić do picia mleka, bo wcześniej było mi niedobrze po nim. Czyżbym i ja miała jakąś lekką nietolerancję laktozy?

Teraz z diety wylatuje gluten. Zrobi to dobrze nam wszystkim, ja i tak za chwilę wyląduję na bezglutenówce (dzięki pani BB), a Toni się uszczelnią jelita i może będzie lepiej przyswajać co trzeba.

Żeby się nie katować świętami bez pysznego jedzonka, startuję z lekami od nowego roku. Po diagnozie czuję się naprawdę wyśmienicie, nawet jak coś mi dolega, to jest to chwilowe, nie ciągnie się tygodniami jak wcześniej. Cóż, borelioza i nerwica są mocno związane, nazwanie tego, co mnie męczy od lat dało dużą ulgę jak widać.

A po nowym roku wylatuje cukier. Oczywiście Tosi nie zabiorę z diety ziemniaków (chlip chlip żegnajcie fryteczki) i owoców, będzie mieć zbilansowaną dietę, nie widzę powodu, by miała cierpieć z powodu moich antybiotyków :)

Zabieram się jutro za rozpoczęcie hodowli zakwasu żytniego, z tego co czytam to gdzieś za miesiąc powinien być zdolny utrzymać chleb bez drożdży. Będziemy jeść pyszny naturalny chlebek :)

Zgłębiam wiedzę tajemną o różnych zamiennikach, cudach wiankach, komosach i karobach. Dzięki temu nawet placek sobie zjem, a co ;)

Mam nadzieję, że nowa dieta zagości u nas na dobre, przysłuży się mężowi diabetykowi, córce wrażliwcowi i mnie co się całe życie będę bronić przez BB. Będzie dużo ziół, zdrowe oleje, nasiona, warzywa, mięęęcho. Kolorowo i pachnąco. Jestem bardzo ciekawa tego nowego wyzwania :)

poniedziałek, 28 października 2013

Fotograficznie i o Tosi

To jak się mała teraz rozwija, przechodzi ludzkie pojęcie. Zainteresowała się słowami, jak coś piszę to podchodzi i pyta się co to. Więc idąc za ciosem zamówiłam zestaw do metody Domana, spróbujemy :) Jej zdolność przewidywania faktów, pamięć wydarzeń, skojarzenia, abstrakcyjne myślenie co dzień mnie zaskakują. Wącha namalowane na koszulce kwiatki, jak nie chcę rano wstać z łóżka to mnie łaskocze w stopy, jak jestem smutna albo zła to mnie poklepuje po plecach, daje buziaczki, przytula i przemawia w swoim języku (ciekawe skąd to wzięła ;P), jak chce jeść to idzie do kuchni i otwiera 'swoją' szafkę, rysuje maziaje lub rzeźbi z bubbera i mówi, że to kotek/rybka/inne zwierzę, ma fioła na punkcie bajek z pojazdami wszelakimi i Myszką Miki, naklejkami coraz lepiej trafia w miejsca, gdzie powinny być*, zdecydowanie i kategorycznie mówi "nie" jak czegoś nie chce (na nocnik - nieeee, ubierać się - nieee itd), jeśli na placu zabaw jakieś dziecko usiłuje zrobić coś, czego ona nie chce (na przykład wziąć za rękę i zaprowadzić gdzieś) Tosia stanowczo protestuje i wyrywa rękę. Niestety za dorosłym pójdzie każdym. :/ Mówi coraz więcej, co nie znaczy, że mówi zrozumiale ;) Cóż, zawsze jest ten kompocik ;)

Dziecko na warsztat - EKSPERYMENTY


W tym miesiącu tematem projektowym są eksperymenty. Zaraz jak dołączyłam do zespołu to burzę mózgów z mężem uskuteczniłam coo by tu fajnego. Na całe szczęście mam męża po polibudzie a i przyjaciela mamy co chemikiem zapalonym jest. Eksperymentowania było że hoho, bałaganu, prób, radochy.

Chemicznych różnych doświadczeń spróbowaliśmy między innymi takich:
- lava lamp w 2 wersjach (było kilka podejść zanim nam wyszło)
- 'wulkan' sodowo-octowy
- herbaciane mikstury

Większość wybuchowa lub mussssująca, bo żeby 20 miesięcznego (chorego na dodatek!) malca zająć to się musi DZIAĆ proszę Państwa! Ma być kolorowo, mokro, żeby można było łapki wsadzić (a więc bezpiecznie), trzeba się ubrudzić, nos w butelkę wsadzić i w ogóle.

niedziela, 27 października 2013

"Lazy" sunday

Od rana mała na basenie, w tym czasie ja uszyłam na konkurs organizowany przez Dziecko na Warsztat to co obiecałam, czyli klamkowca i poduchę domek :). Po basenie mąż przywiózł małą i pojechał do pracy, mnie naszło jeszcze na kiecę dla Tosi, więc z małą patrzącą przez ramię szybko uszyłam takie coś

wtorek, 22 października 2013

Osiwiałam

Przewiduję, że w krótkim czasie osiwieję.

Tosia nie chce jeść. Bo ma anemię. A ma anemię. Bo nie chce jeść.

Więc na razie kropelki, syropki, dieta odżywcza... I czekamy na cud.

Wiecie jak wygląda Tosi jedzenie teraz? Jedna łyżka, jeden gryz, jeden kawałek. I 'nie chcę'. Nieważne co jest i czy je sama czy jest karmiona.

Schudła prawie kilogram w cztery miesiące.

Poza beznadziejnym żelazem, reszta badań wyszła ok.

Będziemy jeszcze badać alergie pokarmowe, szczególnie gluten.

A mnie się chce płakać, jak na nią patrzę. Rączki schudły, buzia też.

I nie, to nie jest jej uroda, to nie geny, nie ma tego po mnie.


Samostanowienie

Chcesz kakao na śniadanie? Neee
Chcesz iść na nocnik? Neee
Założymy pieluszkę? Neee
Zjesz banana? Neee
Chodź się przebrać. Neee

i tak od otwarcia oczu do zaśnięcia. ;)

poniedziałek, 21 października 2013

Komunikacja

Tosia się zmienia. Znowu. Widzę, jak zwiększa się jej samoświadomość, jak polepsza się skuteczna komunikacja potrzeb. I komunikacja w ogóle.

Już pisałam na FB, ale i tu przytoczę przykłady.

Wczoraj popołudniu maluda zaprowadziła mnie do sypialni, położyła się na swoim łóżeczku. Przykryła kołderką, wtuliła we mnie plecami i szybko zasnęła. Wiecie co by się działo jeszcze miesiąc temu w sytuacji popołudniowego zmęczenia? Płacz, pokładanie, wrzaski, i histeria w reakcji na każdą próbę uśpienia. A teraz sama idzie i się kładzie.

Dziś w nocy pobudka, Tonia kręci się i marudzi. Pytam się, czy chce pić. 'Nie, nie chcę'. Pytam się czy chce do mnie na ręce. 'Chcę'.

Kolejna pobudka wcześnie rano, maluda obraca się na brzuch, wypina pupę i pokazuje na pieluchę. Pytam się czy trzeba zmienić pieluszkę. 'Ta.'

Przed chwilą w kuchni. Tosia wspina się na krzesło, pokazuje na wodę mineralną i mówi 'Chcę. Pić.'

Bardzo lubię ten etap jej rozwoju. ;)

A w ogóle to jestem w trakcie czytania książki dra Karpa 'Najszczęśliwsze dziecko w okolicy'. Wkrótce post o tej książce i o tym, czy metoda tam pokazana jest skuteczna.

Girl on fire

Próbowałam napisać jakiegoś podsumowującego posta. Ostatni rok to była burza w moim życiu. Jeszcze nie wiem, czy dobra czy zła burza. Zawiesiłam swoje życie na kołku na jakieś 'kiedyś'.

Minął kolejny rok.

Wszystkiego najlepszego sobie życzę.



Everybody stands, as she goes by
Cause they can see the flame that's in her eyes
Watch her when she's lighting up the night
Nobody knows that she's a lonely girl
And it's a lonely world
But she gon' let it burn, baby, burn, baby

niedziela, 20 października 2013

Bubber - lubimy to!

Po burzy mózgów wśród znajomych mam co by tu na pierwszy ogień kupić z gatunku do miętolenia i tworzenia, padło na Bubbera. Na początek kupiłam jedno wiaderko - jeden kolor, by zobaczyć co to i czy Tosia polubi. Polubiła. :)

Bubber to hmm. Nie umiemy nazwać, co to. Trochę jak piasek, ale się nie sypie. Trochę jak pianka montażowa. Lekki, choć bardziej do wycinania niż lepienia. Przyjemne w dotyku, wieczorami w trójkę siedzimy i miętolimy Bubbera w łapkach. Nie klei się, nie jest tłuste, nie przywiera do dywanów i włosów. Nie wyschnie nawet zostawione na cały dzień otwarty.
Uczepiłabym się zapachu, ale może jestem wybredna. :P




A to moi mili jest KOT. Tosia ulepiła i kategorycznie oświadczyła 'miau'. No to miau :) 

piątek, 18 października 2013

Choroba=nuda? Nieee!


Tosia od kilku dni choruje, gorączkuje i ogólnie ciężko jest. Żeby nie spędzać całe dnie na oglądaniu bajek i jakoś przegonić nudę i chorobę, robimy co możemy. Eksperymentujemy na warsztatach chemicznych, malujemy, bawimy się. I wyciągamy różności nabyte ostatnio. Oto jedna z nich, zestaw do zabaw plastycznych od 18 miesiąca, nabyty w sklepie internetowym Kreatywne Maluchy.

Pudełko z zestawem

czwartek, 17 października 2013

Zabawy Tutusia


Jakiś czas temu, poszukując odpowiedzi na dręczące nas wątpliwości w temacie puszczenia małej do Krabbelgruppe, trafiłam na blogi mam dzieci dwujęzycznych, między innymi na te dwa: http://www.dwujezycznosc.blogspot.com/  i http://dziecidwujezyczne.blogspot.com/. (które serdecznie polecam, nie tylko rodzicom dwujęzycznym). I właśnie na tym drugim blogu szperając znalazłam popełnione przez obie panie zestawy pt Zabawy Tutusia.

wtorek, 15 października 2013

7 dni w Polsce

Jak zawsze, tydzień urlopu spędzony w Polsce ma z urlopem niewiele wspólnego. I tak:
  • Byliśmy z małą u pediatry, nowej, wypasionej. (Asiu dziękuję jeszcze raz za namiar!!!) Wreszcie ktoś, kto nie zlekceważył Tosi chudnięcia, zrzucając je na to, że zaczęła chodzić (bo chodzi od 7 miesięcy) ani na geny... Dziecko zdrowe, biegające ma prawo nie przybierać na wadze, ale nie chudnąć!!! Tonia została obejrzana od stóp do głowy, zważona, zmierzona, cała wizyta była bardzo bardzo długa i naprawdę poruszyliśmy w końcu (!!) wszystkie tematy, które nas niepokoiły. Wyszliśmy z gabinetu z długą listą badań do zrobienia, masą zaleceń itd. Badania w większości zrobione, ale o wnioskach wam napiszę, jak je wyślę pani doktor i mi odpowie co i jak, ja się nie podejmuję interpretacji, bo jak zajrzę w dr Googla to na zawał zejdę pewnie... Poza wagą, rozmowa była o wiecznie podkrążonych oczach, o nadal niezarośniętym ciemiączku (dla tych, których dzieci też tak mają, spójrzcie na wielkość ciemiączka po urodzeniu, jeśli tak jak u Toni było bardzo duże - u nas 4x4cm - będzie siłą rzeczy zarastać wolniej, niż u dziecka z ciemiączkiem 1x1. ), o dziwnej dziurce nad pośladkiem, którą Tosia ma, a o której długo myślałam, że wszystkie dzieci tak mają, do czasu, aż się dowiedziałam, że jednak nie (ta dziurka to taki chochlik z życia płodowego, przy tworzeniu się jelit i zamykaniu powłok brzusznych, u niektórych dzieci z tego chochlika robi się niefajna przetoka a u innych, jak u Tosi tylko mała dziurka - dołeczek zostaje na pamiątkę;)). Poza wszystkim, Tosia panią doktor zachwyciła swoim rozwojem :) Zresztą maluda w poczekalni dała pokaz wokalno-taneczny wraz z dziewczynką w wieku przedszkolnym... ;) I bardzo ją ciekawił 4miesięczny chłopczyk, któremu ciągle podawała rączkę i mówiła 'cześć', trzymała za stópkę go i zabawiała grzechotkami. :)

niedziela, 13 października 2013

Dwudziestka

Poważny wiek, jak się już skończyło naście a zaczęło -dzieścia ;)

Tosia w tej chwili ma etap, że niezbędny do wszystkiego jest tata, więc ja mam noce spokojne :P Bo jak się budzi to mnie odpycha jak chcę ją uśpić, tylko woła tatę ;)

Jest bardzo rezolutna, kupiliśmy taką grę, gdzie drewniane rybki łowi się wędką, i Tosia szybko wymyśliła, że łatwiej zamiast celować wędką w rybkę, wziąć rybkę i do magnesu na wędce przyłożyć. ;) I tak jest w większości przypadków, jak coś jej nie wychodzi, to znajduje inny sposób, by cel osiągnąć.

Jest na etapie uwielbienia naklejek, książeczki z nimi są u nas teraz na czele listy.

Wszystkim krzyczy i macha papa, albo przesyła buziaczki na pożegnanie.

Gada jak najęta, nadal mało po polsku, ale idzie się jakoś porozumieć.

Układa bezbłędnie choć z wielkim mozołem klocki lego duplo. Najbardziej lubi się bawić zwierzętami i ludzikami z zestawu ;) Np małpa jeździ na słoniu :P

Pokazuje małe detale w książeczkach, rozpoznaje zwierzęta, znajduje je sama. Potrafi naśladować kotka, rybkę, psa, kozę (jak nie zapomni), kaczkę.

Jak usłyszała z daleka tramwaj to szukała na niebie samolotu, bo jej się z nim dźwięk skojarzył :)

Jest miłośniczką kakao, kiełbasy i klusek. Niestety nie widać tego w wadze :/

Apropos wagi, waży teraz 9100, szukamy przyczyny spadku wagi, jesteśmy w trakcie diagnostyki. Wzrost 80cm.

Uczy się balansować i trzymać równowagę, wszelkie murki, krawężniki i inne takie powierzchnie są teraz na topie.

Coraz trudniej mi wyodrębniać jej nowe osiągnięcia, bo  nie są już tak spektakularne, jej rozwój to teraz dość subtelny ale ciągły proces, widzimy jak się zmienia, dorośleje na wszystkich płaszczyznach, rozwija się społecznie, fizycznie, emocjonalnie i intelektualnie.




sobota, 12 października 2013

O Cafe Bajarka

Ostatnie dwa dni byłam w Cafe Bajarka w Poznaniu. W piątek na warsztatach, o których pisałam wczoraj i dzisiaj rano, miały być warsztaty z bębnami dla maluszków, ale prowadzący się rozchorował, więc po prostu przez dwie godziny szalałyśmy po salach zabaw (których jest trzy). Zdjęć mam mało, bo nie zauważyłam, że zostawiłam aparat w innym plecaku.. :( a te co mam są z telefonu więc jakość jaka jest, każdy widzi ;)

W Cafe Bajarka co i rusz odbywają się różne zajęcia, warsztaty i spotkania, żałuję, że bywam w Poznaniu tylko raz na dwa miesiące. ;)


Tu miejsce wodzenia na pokuszenie ;) Czyli książki, książeczki, zabawki, płyty, chusty i nosidła...Trzeba się za portfel trzymać i bardzo trudno wyjść stamtąd nie dokonawszy zakupu. Mnie się nie udało ani razu :P


Małpi gaj, z którym poradzi sobie nawet mniejsze dziecko, Tośka śmigała sama bez problemu. 


Jedna z sal, kolorowo, mnóstwo zabawek, kuchnia i stragan, jest co robić! 

A za tą ladą siedzą przemiłe panie zawiadujące tym miejscem. Polecam pyszną i gęstą gorącą czekoladę (6zł) i ciastko z truskawką (3,5zł). :) Za godzinę hasania po wszystkich salach zapłaciłam 11 zł.

Mając porównanie z Cafe Bebe, w której byliśmy ostatnio, nie umywa się ona do Cafe Bajarka. Ta druga to prawdziwa bawialnia dla dzieci z funkcją kawiarni, ta pierwsza to kawiarnia z bardziej rozbudowanym kącikiem dla dziecka. 

Serdecznie wam polecam to miejsce, może się kiedyś tu spotkamy :) 

piątek, 11 października 2013

Telegraficznym skrótem - warsztat AP

Byłam dziś na wieczornych warsztatach w Cafe Bajarka. W ramach MTRB Natalia Minge poprowadziła warsztat pod tytułem 'O sukcesie wychowawczym, czyli czy AP sprawi, że moje dziecko będzie aniołem?'

Było ciekawie, było inspirująco, mam dużo do przemyślenia. Jak przemyślę to wam napiszę :)
O czym było? Głównie o tym, że dziecko to mała ameba i nie wolno jej ucinać rączek i nóżek. To tak w skrócie. ;)

 Z Cafe Bajarka wyszłam obładowana oczywiście, bo jak widzę książki to mnie portfel swędzi. Ale o nabytkach z ostatniego tygodnia będzie inny post. Polecam tamtejszą gorącą czekoladę, była pyszna. :)
.............................................................................................................................
A jak wróciłam do domu, Tosia rzuciła mi się w ramiona, przytulała się dłuuugo mrucząc mi coś do ucha a potem dała trzy buziaki i zaprowadziła do pokoju żeby z nią się bawić. <3

czwartek, 10 października 2013

Zagadka

Syrop z buraka, tran, woda morska, tantum verde... Po ciężkiej nocy nieprzespanej z dzieckiem jęczącym, że boli gardło, bolą rączki i nóżki... Co wam to mówi? ;(

środa, 9 października 2013

Mały barbarzyńca

Jeśli ktoś z was był dziś popołudniu w poznańskim Starym Browarze i słyszał krzyczące, biegające jak opętane, rozchichotane dziecko w golfiku w paski, to była Tosia.

Biegała za dziećmi i usiłowała je przytulać. Najczęściej dzieci wystraszone jej entuzjazmem uciekały. ;) Jeździła po schodach ruchomych w tę i z powrotem. I windą. I po schodach biegała. I po sklepach. Właziła gdzie mogła a szczególnie tam, gdzie nie mogła. Wypiła sok jabłkowy i zjadła trochę muffinki.

Wróciłam do domu spocona i zmęczona, ze śpiącą Tosią przewieszoną przez ramię ;) Padła w drodze.


Blisko

Patrzę na Tonię, jak się zachowuje wśród ludzi, jak się garnie do dzieci, jak z nimi tańczy i śpiewa i gania, jak robi akuku dorosłym, jak przesyła buziaki i macha papa głośno przy tym krzycząc PAA PAA, jak bierze 4 miesięcznego chłopczyka za rękę raz za razem i mówi 'Cześć', albo siedzi i trzyma go za stópkę, jak biegnie przed siebie bo ją wszystko ciekawi i wszystko chce zobaczyć i doświadczyć...

Patrzę i wiem, że każda godzina spędzona na noszeniu jej na rękach, każda noc przy piersi, moje bycie z nią 24/7, to wszystko właśnie po to było.

Bo dziecko rosnące w bliskości, nie boi się wyjść do innych ludzi.

Patrzę na nią i zjadłabym ją z tej miłości.

A w piątek idę na warsztat na temat RB w ramach Tygodnia Bliskości w Poznaniu. :)

niedziela, 6 października 2013

Nierecenzja

Znacie blog Manufaktura Radości? Autorka tego bloga napisała książkę 'Bajki o życiu'.
To nie będzie recenzja. Nie powiem wam też, o czym ta książka jest.

Tej książki się nie czyta. Tą książkę trzeba przeżyć.

Leżała na półce kilka miesięcy i łypała na mnie okiem. Chyba musiałyśmy dojrzeć obie, ona przykryła się trochę kurzem, stając się mniej onieśmielająco nowa.

Ta książka to zbiór opowieści, bajek. Ale nie bajek dla dzieci, nie dobranocek. Niektóre z nich przeleciałam wzrokiem tylko, nie wciągnęły mnie. Inne zmusiły mnie do zawieszenia się i poddania się fali myśli. Połowę z nich przepłakałam.

Ta książka to właściwie książeczka. Taka niepozorna, cienka, szara. Ale jej moc jest zaskakująca.

Słowa mają moc, tyle wam powiem.

Chcecie ją poznać, kupcie, pożyczcie, zdobądźcie 'Bajki o życiu'.
Warto.

Pani Małgosiu, dziękuję Pani za bloga i za tę książkę. Po prostu dziękuję.

czwartek, 3 października 2013

Matka w formie

Zanim zaszłam w ciążę moja kondycja pozwalała mi na zrobienie 3 brzuszków z zadyszką. I wejście po schodach na 4 piętro z zadyszką.

Tosia rosła, rosła, wymagając ciągłego noszenia.

Moja kondycja poprawiała się z dnia na dzień.

Dziś z 9-10 kg dzieckiem i zakupami wejdę na 3 piętro może ciut spocona, ale bez zadyszki. Brzuszków zrobię tyle na ile mi dziecko pozwoli ;)

I niech mi ktoś powie, że Matka Narodowa (Polka na przykład) to matka zaniedbana.

Ostatnio ćwiczę razem z Tosią. Ona się zanosi od śmiechu wymachując nogami czy podskakując, a ja robię rowerki, pajacyki, brzuszki itd. Mam zamiar robić zumbowe wygibasy z youtuba :) Na rzeźbieniu sylwetki mi nie zależy, ale na zdrowiu i kondycji tak.

Poza tym borelioza nie lubi tlenu i ćwiczeń. Wygonię ją w ten sposób szybciej :)

Co do boreliozy, zaczęcie leczenia (od 1 listopada jadę z koksem) wymusi na mnie dietę. Bezcukrową, w większości bezglutenową, mocno ograniczoną. Ale zdrową bardzo. Będę musiała mocno kombinować, by było smacznie i na tyle kalorycznie, by z głodu nie umrzeć ;) Jeśli chcecie, mogę zrobić zakładkę z przepisami, które znajdę lub wymyślę. Dorzucicie sobie do tej diety trochę owoców i warzywa, których ja nie będę mogła jeść i macie super dietę :) Osobiście mam nadzieję, że po leczeniu zostanie mi nawyk zdrowego jedzenia i nie wrócę do jedzenia ton słodyczy. I mnie, i mężowi i małej się przyda to.

środa, 2 października 2013

Chciałabym inaczej

Chciałabym znów pisać z polotem i głębią
Chciałabym pisać w ogóle
Chciałabym żeby ten blog wyglądał inaczej
Chciałabym...

Wiecie, kiedyś pisałam wiersze. Pisałam mnóstwo rzeczy. Pisałam prace semestralne. Z polotem. Lekkim piórem. Listy kiedyś pisałam. Takie papierowe. Na wiele stron. Atramentem.

Po kilku latach pracy w biurze, po zmiękczeniu mózgu staraniami i macierzyństwem, doszłam do momentu, że po napisaniu listy zakupów boli mnie ręka. A jak już wpadnę na jakiś pomysł, nie mam czasu by usiąść i się skupić. Albo zbyt rozkojarzona lub zmęczna jestem.

Tęsknię za moim starym piórem parkera z malutką stalówką, miękko piszącym, nie skrzypiącym. Tęsknię za grubymi zeszytami zapisywanymi maczkiem. Za czasem, kiedy w liceum zamiast odrabiać lekcje, zaczadzałam się świeczkami i kadzidełkami i pisałam, pisałam, pisałam...

Dziś już nie mam do kogo pisać listów. Bo czekanie na odpowiedź dwa lata to trochę za dużo na moje nerwy. Miałam pomysł na książkę, ale jak zaczynałam to wychodził bełkot.

Dziś mam bloga, laptopy, komunikatory, facebooka, wideorozmowy. Nie będę narzekać, męża w nich poznałam. ;) Ale....

Tęsknię za starą, niemodnie papierową rzeczywistością. Tylko jakoś nie umiem się z tej cyfrowej wylogować...

niedziela, 29 września 2013

Znowu Flohmarkt ;)

Uuuuwielbiam Flohmarkty. No sami zobaczcie! 

trzy bluzki i sztruksy - razem 4 euro 

duży zestaw lego duplo 12 euro!! 

sobota, 28 września 2013

Niepłodność a bezpłodność

Denerwuje mnie to. Wszędzie, w mediach, na blogach, wkurza mnie to.

Niepłodność i bezpłodność to nie jest to samo, to nie są synonimy!

Więc wyjaśniam.

BEZpłodna jest osoba która nie jest w stanie począć dziecka w ogóle, bo jest pozbawiona np narządów rodnych.

NIEpłodna jest osoba, która ma problemy z poczęciem dziecka, ale takie, które można leczyć.

BEZpłodność jest nieuleczalna, NIEpłodność najczęściej da się wyleczyć, tj doprowadzić do poczęcia.

Uff. Spuściłam powietrze z opon mózgowych, mogę iść spać. ;)

Nie kumam.

Myjemy Tosi zęby kilka razy dziennie. Nie je nic ani nie pije w nocy po umyciu zębów. A dziś zauważyłam, że to przebawienie co miała na dwójce zżółkło i zeszło jej z niego szkliwo.

Nie kumam, kurde. Dbasz, pilnujesz, a i tak dziecko ma próchnicę... Chyba geny, po mnie takie kijowe zęby odziedziczyła. Masakra jakaś, załamałam się dzisiaj.

Za tydzień jedziemy do Polski to jej to pewnie jakoś zabezpieczą. Mam nadzieję.

czwartek, 26 września 2013

wtorek, 24 września 2013

Zupa jarzynowa z niespodzianką



Laryngolog

Tosia rośnie na wybitnego laryngologa ;) Bada ucho, aplikuje lekarstwo i zastrzyki prosto do ucha i po każdej dawce sprawdza postępy leczenia. W międzyczasie sprawdza tętno i grzebie pęsetą w nosie :P

poniedziałek, 23 września 2013

Bajka dla Tosi

Była sobie dziewczynka imieniem Tosia. Mieszkała wraz z innymi dziećmi w pięknym ogrodzie ze wszystkich stron otoczonym żywopłotem. Pewnego dnia Tosia wspięła się razem z koleżanką na żywopłot by zobaczyć co jest poza ogrodem i zobaczyła kogoś. Nie widziała nigdy dorosłego człowieka, więc zapytała:
-Kto to jest?
Koleżanka odpowiedziała:
-To są ludzie Tosiu. Widzisz tych dwoje? Ta pani z dużym brzuchem to moja mama a ten pan to tata. Mówią, że za kilka dni będę już z nimi, że bardzo chcą już mnie zobaczyć i przytulić.
-A moja mama i mój tata gdzie są?
-Nie wiem Tosiu ale na pewno cię szukają, moi rodzice mówią, że długo na mnie czekali.

wtorek, 17 września 2013

Kinderflohmarkt

W niedzielę byliśmy na Kinderflohmarktcie w pobliskim miasteczku. Całe szczęście, że byliśmy przed otwarciem, bo jak szarańcza wpadła do miejsca w którym to było zorganizowane, to po pół godzinie już zostały resztki :P Wśród moich łupów znalazły się spodnie zimowe za 3 euro, z wyłowienia których jestem najbardziej dumna ;D Wszystko wyniosło około 30 euro. Gdyby nie rycząca Tonia to pewnie bym jeszcze coś wynalazła, na następny Flohmarkt pojadę sama. 


niedziela, 15 września 2013

Co poza piersią?

Dziś kilka słów o tym, co trzeba lub można mieć dodatkowo do karmienia piersią poza piersiami oczywiście ;) Będzie subiektywnie, czyli takie moje hity i kity.

1. Poduszka do karmienia - Jak dla mnie zbędny gadżet. Ciągle mi się zdawało, że mała zaraz z tego spadnie. Ponoć przydaje się do karmienia spod pachy, ja tak karmiłam tylko raz przy jednym zapaleniu. Pod łokieć żeby było wygodniej podkładałam sobie jakąkolwiek poduszkę.

2. Laktator - Dla mnie laktator okazał się zbędny, bo zupełnie nie reagowałam na niego, a miałam dwa różne (medela mini electric i avent manualny). Ściągałam max 70ml z obu piersi i trwało to jakąś godzinę. Maltretowało sutki i w ogóle bleee. Jak potrzebowałam odciągnąć, odciągałam ręcznie, szybciej i bez bólu. Ale oczywiście, jak ktoś chce karmić swoim mlekiem, a z jakiego powodu nie może tego robić bezpośrednio z piersi, laktator jest absolutnie niezbędny.

sobota, 14 września 2013

Edukacja i integracja


Mała ma w poważaniu zabawki edukacyjne. Sortery, puzzle, układanki. Książeczki czytamy po trzy naraz, mniej więcej po 40 sekund każdą. Jak dam jej pisaki, to wiem, że pomaluje nimi siebie a nie kartkę i bardziej będzie ją interesowało odgryzanie końcówek niż malowanie. Malowanie farbami to też fikcja. Macza paluchy i rozmazuje po sobie. Masa solna była fajna przez minutę a potem jęk o umycie rączek. 

Co więc robimy cały dzień? Ano stoimy przy oknie i gapimy się na świat, pokazujemy gołębie, pieski, samochody i dzieci. Ganiamy dinopojazdem po całym domu. Stoimy przy umywalce i Tosia zjada pastę do zębów prosto z tubki. Tosia włazi gdzie może i nie może. Bawimy się piłką. Oglądamy bajki. Tarzamy się po łóżku, przytulamy, łaskoczemy, wygłupiamy. Tulimy misie. Zrzucamy misie z parapetu na podłogę. Sadzamy misie na nocniku i udajemy, że robią kupę lub siusiu. Karmimy misie kulkami z papieru. Wkładamy misie w różne zakątki mieszkania. Wkładamy skarpetki na ręce i wygłupiamy się takimi nibypacynkami. Jak jest pogoda to idziemy na spacer. Robimy lub sprzątamy bałagan. 

Czasem pojawia się z tyłu głowy myśl, by w związku z Tosi niechęcią do prac plastycznych i ogólnego babrania się wybrać się na diagnozę integracji sensorycznej, tak też sugerowała rehabilitantka jak Tosia miała 7 miesięcy, by ze względu na jej przeboje z niechęcią do ruszania się w tamtym okresie mieć to na uwadze i sprawdzać. Podczas najbliższego wyjazdu do PL czeka nas kontrola dentystyczna i chyba ortopedyczna, więc odpuszczę sobie, ale następnym razem chyba poszukam. Może ktoś z was korzystał lub zna i może polecić dobrego terapeutę SI w Poznaniu?

*dres uszyty przeze mnie. Wykrój rysowany z głowy, tzn odrysowana bluza i spodnie :P

piątek, 13 września 2013

19

Co się zmieniło w ciągu ostatniego miesiąca? Hmm...

Mała śpi najczęściej większość nocy sama. To znaczy na swoim łóżku obok naszego łóżka, i albo ląduje u mnie rano jak mąż wychodzi do pracy (koło 6), albo śpi sama do 8 i wstajemy od razu. Oczywiście bywa czasami, że o 2-3 w nocy się obudzi i ląduje między nami, ale to są marginalne przypadki. Sama tak zaczęła. Widzę, że musi mieć dużo przestrzeni wokół siebie w nocy, żadnych przykrywaczy, miejsce do kręcenia się... ;) Wieczorem w zależności od preferencji wybiera sobie do zasypiania albo mamę albo tatę. A czasem ciągnie nas oboje. ;)

Je. Sama się domaga jedzenia. I nawet zaczęła pić kakao na bezlaktozowym mleku. Czasem zje mniej, czasem bardzo dużo, zależy jaki ma dzień. Ulubione danie? Pasta... do zębów. Zjada tubkę na tydzień mniej więcej... :P Trzeba ją chować przed małą, bo by zjadła w jeden dzień jakby mogła.

Potrafi pokazać na obrazku, u mnie i u siebie, gdzie są: oczy, nos, buzia, zęby, włosy, brzuch, pępek, ręce, nogi, cycusie (robi przy tym mniam mniam a więc wciąż pamięta ;))

Gada, po chińsku lub wietnamsku (a może turecku, tyle ich tu, że może podłapała :P), ale gada, dużo. Staram się łapać kontekst a czasem po prostu przytakuję i słucham, żeby nie zniechęcać ;) Czasem coś nawet po polsku powie. :P

Jak coś mi podaje, mówi 'osie'. Jak chce więcej mówi 'esce'. Mówi oczywiście 'chce' 'da' 'mama' 'tata' 'nie'.

Przytula się, obejmuje ręką przytulanego za szyję, głaszcze po głowie albo plecach, daje buziaki. Sama z siebie, nieproszona. Ostatnio bardzo dużo.

...




Wszystko mam, wszystko co mogłam mieć
I chleb i sól i dobry ciepły dom.
Wszystko mam, wypełnił się mój sen..
Unoszę się na fali ludzkich rąk.

On obok śpi, troskliwy niczym Bóg..
Przed złem chowa mnie, w cieniu swoich rzęs.
Bezpieczna tak, jak ptak w objęciach chmur.
A z dnia na dzień bardziej boję się..

Co dalej jest??




środa, 11 września 2013

Gucie nie dla każdego

Pisałam wam wiosną, że kupiliśmy Tosi Gucie. No buty wypasione, drogie, ręcznie szyte, cud miód orzeszki.

Niby wszystko pięknie, sztywna pięta, elastyczna podeszwa, szeroko w palcach.

ALE.

poniedziałek, 9 września 2013

Dylemat przedszkolny

Mam możliwość wysłać małą do tzw Krabbelgruppe w przedszkolu, które ma dosłownie pod oknem. Miałaby zajęcia trzy razy w tygodniu.
Miałaby kontakt z dziećmi, socjalizowałaby się w międzynarodowym środowisku.

ALE.

Zarówno koleżanki z placu zabaw jak i moja siostra która jest pedagogiem i dyrektorem przedszkola zwracały mi uwagę, że mała nauczy się mówić po niemiecku i nie będzie chciała mówić po polsku, bo jej tu wygodniej będzie po niemiecku, a my chcemy wrócić do Polski...

I co zrobić, jak żyć?


sobota, 7 września 2013

Nowy członek rodziny :)

Pisałam wam już, że będziemy mieć kotka.

Dziś wam go pokażę <3

Oto mały Teo!



Mały ma dwa tygodnie, odbierzemy go na początku grudnia :) To rasa Maine Coon, pochodzi z hodowli Perła Annaru z Gorzowa Wlkp. Będzie wieeeelki. (chcecie mieć pojęcie, jaki wielki? Zajrzyjcie do Agnieszki o tutaj)

piątek, 6 września 2013

Dzień dobry!

Oj działo się dziś działo... Tosia postanowiła zacząć dzień o piątej. Udało mi się ją przytulańcami i bajką przekupić i leżała ze mną do siódmej. :P

A potem... Tosia zaliczyła pierwsze postrzyżyny u fryzjera! Usiadła mi na kolanach i zafascynowana patrzyła, co też ta pani jej robi z włosami. Dzielnie siedziała cały czas, nie kręciła nawet głową. Potem dostała lizaka od fryzjerki, więc już w ogóle super jej się podobało. Cała procedura trwała 5 minut i kosztowała nas caałe 3 euro. ;) Będę teraz co miesiąc z nią chodzić podcinać trochę włosy, może jej zgęstnieją i trochę się wzmocnią, bo póki co ma cienkie pierze a nie włosy...

Cosleeping

Jeszcze w ciąży, w 35tc bodajże, zarzekałam się, że spanie z dzieckiem to idiotyzm, niebezpieczny i w ogóle ble proceder.

Ha ha ha.

Urodziła się Tosia.
Zaczęłam karmić piersią.
I już sobie nie wyobrażałam inaczej, niż spać z małą.

Bo cosleeping jest IDEALNY dla takich leniwych matek jak ja.
Bo nie trzeba w nocy wstawać do dziecka.
Bo nocne pobudki trwały minutę i rano często nie byłam w stanie powiedzieć, czy i ile razy mała się budziła.
Bo się wysypiałam.
Bo jak mała była chora to wiedziałam o tym w sekundę, natychmiast czując przy sobie mały piecyk.

środa, 4 września 2013

Closure

To będzie ostatni post o odstawieniu od piersi.

Dziś Tosia pożegnała się z cycusiem.

Ponieważ już zupełnie nie mam mleka, mogłam pozwolić Tosi się przekonać, że faktycznie go nie ma.

Jak się przebieram, to Tosia zawsze się śmieje i robi mniam mniam, jak mnie widzi bez stanika.

Dziś się spytałam, czy chce zobaczyć, że naprawdę w cycusiu nie ma już mleka, oczywiście zaraz chciała. Dossała się do jednej, zaraz puściła, uśmiechnęła się, sięgnęła po drugą, po chwili znowu wróciła do pierwszej, ale już nie próbowała ssać, tylko dawała buziaczki. I tak kilka razy na zmianę w każdą pierś. Opowiadałam jej przy tym, że cieszę się, że jej tak mleczko smakowało, że ja też lubiłam ją karmić...

Chyba nam obu było potrzebne takie zakończenie. :)

poniedziałek, 2 września 2013

Chodzi o zasadę.

Noszę się od kilku dni z zamiarem napisania tego. Noszę się też z katarem, i noszę Tosię z katarem, i to jest bezpośrednią przyczyną tego, że piszę.

Macie dziecko. Dzieci może nawet, sztuk dwie lub więcej niż ustawa przewiduje.

Idziecie w gości.

Od progu wita was dziecko z glutem radośnie płynącym szerokimi strumieniami z nosa do buzi.

Nosz kurrrrr.

Mało tego. Mama tegoż uroczego zasmarkańca informuje, że sama czuje się nieteges.

Ja pierrr.

Dobę z kawałkiem potem mnie zaczyna boleć gardło, wieczorem już mam katar, mąż kaszle. Następnego dnia Tosi już leci woda z nosa, nocka z głowy z powodu kataru, no odlot.

Słowa jakie mi się cisnęły na usta, są wysoce niecenzuralne. Może nie będę ich przytaczać.

Nie uważacie, że dość naturalnym jest, szczególnie jak samemu ma się dzieci, w imię zasady 'nie czyń drugiemu co tobie niemiłe' powiadomić, że dziecko zaglucone, DAĆ WYBÓR, czy chcemy się w te gluty ładować? Nawet godzinę przed wyjściem, trzy razy bym się zastanowiła, i to nie tylko dlatego, że Tonia trzy dni wcześniej miała cholerne szczepienia.

Jak jestem 'lewa', nie ładuję się w gości, nie ładuję się w gości z chorą Tosią i nie zapraszam gości, chyba, że ktoś i tak chce przyjść, wiedząc, że może złapać bakcyla.

No musiałam to wyrzucić z siebie. Bo mnie szlag trafił jaśnisty. I gdyby taki numer wywinęła mi osoba bezdzietna! Ale nie, matka niewiele starszego od Toni dziecka.

Serdecznie dziękujemy za gluty, mamy ich teraz pod dostatkiem, zapraszam po rewanż choćby jutro.




niedziela, 1 września 2013

Te chwile

Jak staje na głowie i próbuje fikołki robić.

Jak mi obślinia spodnie na kolanie.

Jak siada mi na brzuchu i skacze po nim.

Jak ni z gruszki ni z pietruszki przybiega się przytulić.

Jak daje rozpłaszczone buziaki przez szybę balkonową.

Jak ciągnie mnie do kuchni po coś do jedzenia.

Jak przynosi mi balerinki bo chce iść na spacer.

Jak broi jednocześnie kiwając głową i paluszkiem, że nie wolno.

Jak idzie usiąść na nocnik z książką w ręce. (Ciekawe u kogo to podpatrzyła :P)

Jak idzie do łazienki, sama odkręca wodę i myje zęby po raz piętnasty tego dnia.

Jak się wtula mocno na dobranoc, obejmuje rączką moją szyję i zasypia.


czwartek, 29 sierpnia 2013

Czyścioszek

Kupiliśmy ostatnio w ikei stołek dwustopniowy do łazienki, by Tosi łatwiej było ręce myć i ząbki.

O taki:
źródło: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/10225589

I dziś patrzę, a mała wchodzi na niego, odkręca wodę, myje ręce, bierze szczoteczkę i szuka pasty, myje zęby kilka razy... :)

A dzięki musującym tabletkom barwiącym wodę znowu jesteśmy na etapie krzyków na rodzica, że już już do wody natychmiast trzeba! Minęły kąpielowe lęki zupełnie :) Mamy w kolekcji kolor różowy, zielony, niebieski i fioletowy, to chyba wszystkie, jakie Rossmann wyprodukował. ;) Są jeszcze barwiące wodę perełki kąpielowe, jest pianka do mycia, istny szał :D

Zdjęć póki co brak, bo aparat mój dokonał żywota. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Po odstawieniu

Dziś będzie o 'plusach ujemnych i plusach dodatnich', jakie ma odstawienie dziecka od piersi. Zaznaczyć chcę na początku, że mimo wszystko, bardzo za tym tęsknię, brakuje mi karmienia Tosi, i chyba jeszcze długo będzie... Tosia też mi czasem w dekolt zagląda i próbuje się dostać do piersi, ale bez złości czy żalu, chyba tak kontrolnie, czy się nic nie zmieniło...

Na plus:
-Tosia więcej je, dużo więcej
-w nocy budzi się albo jak my jeszcze nie śpimy (koło północy-pierwszej) albo nie budzi się wcale. Jeśli się budzi, to potem śpi do ósmej ciągiem, jeśli się nie budzi, to ma krótką pobudkę o 5-6 na polulanie. Nie chce w nocy pić ani jeść.
-usypia tak samo szybko z tatą jak ze mną, więc teraz często mąż ją usypia wieczorem i w nocy też wstaje do niej na zmianę ze mną :)

Na minus:
-piersi z niezłego C zeszły mi do A... ;) Ale bez uszczerbku na jędrności czy kształtu, uff.
-Tosia schudła ostatnio :( Mimo, że dużo je. Układ pokarmowy się uczy teraz czerpać z jedzenia... Jak widzicie, mleko matki półtoraroczniaka to nie woda, tylko pełnowartościowy pokarm!
-mała nie chce pić żadnego mleka, ani mm ani zwykłego bezlaktozowego, nie chce jogurtów, serków, kasz, budyniów. No po prostu żadne inne mleko poza moim nie jest do przyjęcia...
-pobudki są między 7.30 a 8.30, a były 9-10..
-drzemki w dzień w zeszłym tygodniu zdarzyły się dwa razy...

sobota, 24 sierpnia 2013

Jak możesz pomóc kobiecie która dopiero zaczyna swoją mleczną drogę?

Masz w rodzinie kobietę (żonę, siostrę, kuzynkę etc), która na dniach urodzi, lub już urodziła i chce karmić piersią? Oto kilka zasad jak się zachować, by pomóc, a nie zdołować...

1. Nie lataj za nią z butelką, jojcząc, że dziecko na pewno jest głodne bo płacze. Dziecko płacze z jakiegoś miliarda powodów. Nie tylko z głodu. Dziecko domaga się piersi z miliarda powodów.

2. Nie kupuj w prezencie puszki MM i/lub butelek, mówiąc, że to na wszelki wypadek. Zakładamy, że wypadku nie będzie. A w każdym większym mieście jest całodobowa apteka lub market 24h, do których można pojechać nawet w nocy, by takie mleko kupić, jeśli będzie potrzeba.

piątek, 23 sierpnia 2013

Pokój zwierzeń ;)

Prowadzę tego bloga już prawie dwa lata, i tak sobie myślę, że mało w nim mnie... Piszę głównie o Tosi, o przysłowiowych już zupkach i kupkach. To może dziś napiszę coś o sobie...

Obecnie mam 27 lat. To dużo i mało. Dużo jeszcze przede mną, wszystko to, co większość ludzi w tym wieku ma za sobą - np studia ;) Kariery też nie zrobiłam i nie wiem, czy mam ochotę i ambicję zrobić. Jestem typem domatora, odkąd mieszkam 'na swoim' w końcu mój dom stał się moją twierdzą i lubię w nim przebywać.

środa, 21 sierpnia 2013

wtorek, 20 sierpnia 2013

Triumfalny powrót

...drzemki w dzień!

Poganiałyśmy się najpierw po sypialni, wyturlałam małą i wygiglałam, żeby się maksymalnie zmęczyła. Potem się położyłam na łóżku i udawałam, że idę spać. Tosia bawiła się koło mnie dłuższy czas, potem zażądała miziania po nogach, więc poćwiczyłyśmy przy okazji nazewnictwo poszczególnych części nóg i tak ją to znużyło, że sama się położyła i zasnęła szybko :)

Hurra!


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Uważaj, bo... (do osiemnastki)

...bo jak ją tak będziesz ciągle karmić to nie oderwie się od cycka do osiemnastki...
...jak ją będziesz tyle nosić to nie zacznie chodzić/będzie ci wisieć na rękach (w domyśle-do osiemnastki)
...jak ją będziesz usypiać przy piersi/na rękach to nie nauczy się zasypiać sama (do osiemnastki)
...nauczysz ją dziadostwa i nie ujedziesz (do osiemnastki?)

Dzisiejsze zasypianie nocne. Położyłyśmy się, Tosia przytuliła się do mnie, wsadziła mi rękę w dekolt i odpłynęła w sekundę. Tydzień po odstawieniu od piersi nie upomina się, nie płacze, nie próbuje się dostać do piersi jak mnie widzi w staniku lub bez. Przytula się, do zasypiania nadal wkłada mi rękę w stanik. I tyle.

Uwielbiam złych proroków. Swoją drogą co to jest z tą osiemnastką to ja nie wiem. ;)


niedziela, 18 sierpnia 2013

Za rękę

Spotkałam się niedawno ze stwierdzeniem, że dzieci koło 18 miesiąca zaczynają przeżywać podobne lęki separacyjne jak koło 8-9 miesiąca. I to by się zgadzało, bo jestem z Tosią na etapie, że piszczy jak wychodzę do kuchni, a jak już wyjdę to nie dłużej niż na minutę... Przestała się sama bawić, wszędzie ciągnie mnie za sobą, za rękę. W domu mam gorzej niż chlew, obiad robię na milion rat albo jak Adam wróci...

W ogóle za rękę to teraz jest jedyny sposób jej komunikacji. Nie mówi teraz nic, ani daj ani chcę, ani tak ani nie, tylko bierze za rękę i stęka. Szykuje nam się jakiś skok rozwojowy? Bo mam wrażenie, że mi się dziecko cofnęło ciut w rozwoju.. A może to reakcja obronna na odstawienie od piersi? Albo się rozbestwiła na wakacjach kiedy przez 2 tygodnie 24/7 miała oboje rodziców tylko dla siebie, bo mieliśmy zero obowiązków domowych itp?

Mam wrażenie, że macierzyństwo spod znaku KP to był poziom łatwy, teraz po odstawieniu weszłyśmy na poziom bardzo trudny. Komunikacja, a raczej jej brak, zniecierpliwienie, wiszenie na nodze, brak drzemki i słanianie się na nogach przez pół dnia ale histeria w reakcji na moje próby uśpienia jej... Ciężko jest.

piątek, 16 sierpnia 2013

O kąpieli

Chyba dziś udało mi się znaleźć sposób na przejście przez ten lęk związany z kąpielą.

Po południu, kiedy jeszcze nie jest mocno zmęczona (bo wieczorem jest bardzo, nie śpi już w dzień), nalałam wody do wanny i weszłam razem z Tosią. Jak zobaczyła, co zamierzam, był w tył zwrot i wrotki z łazienki, z płaczem... Posadziłam ją sobie na początku na kolanach, by woda tylko obmywała jej nóżki, pokazywałam zabawki, rysowałyśmy kredką po wannie aż się Tosia ośmieliła, zaczęła się bawić piankowymi morskimi stworkami, chlapać sama... Pozwoliłam jej umyć mi głowę - najpierw lała mi na włosy wodę miseczką, potem szamponem pomazała i znowu spłukała. Po czym pozwoliła sobie bez protestu umyć też, nawet sobie sama szampon nałożyła na włosy i umyła nim brzuszek przy okazji :P - chwila płaczu była tylko jak jej do oczu naleciała woda, ale wytarłam ręcznikiem i było ok. Tosia bawiła się tak dobrze, że nawet jak spuściłam już wodę, stała nadal w wannie i udawała, że zatyczka odpływu to mikrofon :)

Zmiany ostatnich dni

Powrót z wakacji i odstawienie od piersi przyniosło ze sobą wiele zmian.

Tosia zaczęła panicznie się bać kąpieli :( Mamy nadzieję, że to chwilowe, już w zeszłym roku było grane to samo, dwa tygodnie po powrocie z wyjazdu były problemy.. Bo i u rodziców moich i tam gdzie spaliśmy nad morzem nie było wanny tylko prysznice, których się boi, może stąd? Kąpiemy ją teraz co drugi dzień i możliwie krótko, żeby nie pogarszać... Nie pomagają zabawki, bajery, kredki kąpielowe ani nic... Jest krzyk aż do bezdechu.. Mam nadzieję, że jak inne lęki, minie szybko.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Książeczki z bajerem cz I

'Wiejskie zwierzęta' wyd. Olesiejuk 2010

Książka kartonowa, z planszą i zestawem zwierząt gospodarskich. Absolutny hit ostatnio u nas! Plansza na stałe na podłodze musi być, a zwierzątka jeżdżą z małą na bujaku, jedzą kanapki z nią i piją sok. Kupiona na stoisku taniej książki w Jarosławcu za 29,70. Z tyłu za książeczką jest panel z przegródkami w którym można schować planszę i figurki. A my już myślimy jak 'zakonserwować' planszę, bo od intensywnego używania ma pozaginane rogi, mimo, iż jest wykonana z grubego lakierowanego papieru. 


środa, 14 sierpnia 2013

Emocje

Odstawienie Tosi wiąże się dla mnie z trudnymi emocjami.

Raz - radzenie sobie z emocjami Tosi, która przeżywa brak cycusia. W ciągu dnia jest ok, ale wczorajsza noc i poranek były ciężkie. Pobudka o 3.30 i płacz na zmianę ze słabą drzemką do 7, po czym drzemka godzinna i dwie godziny na zmianę płaczu i lekkiego snu.

Dwa - moje własne uczucia, niełatwe, niefajne. Wylewam mleko do zlewu i jest mi potwornie smutno. W nocy płakałam razem z małą. Dziś wieczorem płakałam mężowi w rękaw.

Karmienie piersią to niesamowicie emocjonalna sprawa. Tak, tego żadna butelka ze smoczkiem 'anatomicznym' i mleko 'inspirowane mlekiem matki' nie zastąpią. Więź, jaka się wytwarza podczas karmienia, te chwile tylko dla nas, to poczucie, że daję małej coś, czego nikt inny dać jej nie może... To jest bezcenne. Niepowtarzalne.

Karmiłam piersią pełne osiemnaście miesięcy.

Czy gdybym wiedziała, że będzie tak trudno skończyć, odstawiłabym wcześniej? NIGDY. Mam radykalne poglądy w temacie matek odstawiających dziecko od piersi z powodów innych niż medyczne.

Moje dziecko nie umie pić z butelki ze smoczkiem, nie używało smoczka, MM piło dwa razy w życiu i pluło nim.

Gdybym mogła, karmiłabym nadal.

Jestem dumna z tego, że karmiłam piersią i że tak długo. Mam świra na punkcie KP, i nie przemawiają do mnie żadne argumenty pro MM.

Jeśli będzie nam dane mieć drugie dziecko po zakończeniu leczenia, będę je karmić tak długo, aż się samo odstawi. Rok, dwa, trzy, pięć, tyle ile będzie chciało.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ostatnie


To ostatnie zdjęcie jak karmię Tosię piersią. Na statku na Bałtyku :D

Półtora roku

To już! Minęło 18 miesięcy od narodzin Tosi.

Wagowo i wzrostowo bez zmian - 77cm, 9400g.

Co się zmieniło?
Zasypia bez piersi i bez bujania. W nocy ma jedną pobudkę koło 5.
Zaczęła jeść i domagać się jedzenia i picia.
Sama zakłada sobie sandałki i crocsy, próbuje zakładać sama skarpety i spodnie. Umie sobie zdjąć sweterek i pomaga się rozbierać z bluzek.
Była na pierwszej wizycie u dentysty.
A wczoraj sobie sama zażyczyła, że chce usiąść na kibelek. Co prawda siedziała 3 sekundy i nic nie zrobiła, ale zawsze ;)

I od wczoraj już nie pije 'me me' (mleka)... Ale o tym będzie osobny post. :)



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Plażowe obserwacje

Tydzień nad morzem obfitował w różne spostrzeżenia... Dziś będzie o tym, co mi się nie podobało.

Tyle się mówi o tym, by dzieci po plaży na goło nie biegały. A biegają. Widziałam nawet taki przypadek, że rodzic wpadł na pomysł, by synowi (na moje oko z 5-6lat) założyć odblaskową kamizelkę ratunkową ale majtek już nie... Ilość gołych siusiaków i opiaszczonych (aż mnie swędziało) warg sromowych dziecięcych widoczna na plaży porażała... Już nawet nie mówię o aspektach wizualnych czy zagrożeniach wynikających z potencjalnej obecności dewiantów na plaży. No ludzie. Tosia mając specjalną pieluchę i strój kąpielowy i tak miała piasek wszędzie. I często po całym dniu na plaży, mimo opłukiwania i wymiany pieluch, miała zaczerwienioną pupę. A co dopiero dziecko szorujące po piasku gołymi genitaliami...

Druga rzecz - po jakiego pieruna zabierać dziecko na plażę, jeśli potem biega się za nim i krzyczy - nie siadaj na piasku bo się pobrudzisz, nie wchodź do wody bo się zamoczysz??? Przedwczoraj Tosia znalazła sobie piętnastomiesięcznego kolegę na plaży. Kolega w pełnym ubiorze, nie mogąc ani pobawić się w piachu ani wejść do wody, wył wniebogłosy... Dopiero jak Tosia się pojawiła, to zapomniał trochę i zaczęli się bawić razem.