Przewiduję, że w krótkim czasie osiwieję.
Tosia nie chce jeść. Bo ma anemię. A ma anemię. Bo nie chce jeść.
Więc na razie kropelki, syropki, dieta odżywcza... I czekamy na cud.
Wiecie jak wygląda Tosi jedzenie teraz? Jedna łyżka, jeden gryz, jeden kawałek. I 'nie chcę'. Nieważne co jest i czy je sama czy jest karmiona.
Schudła prawie kilogram w cztery miesiące.
Poza beznadziejnym żelazem, reszta badań wyszła ok.
Będziemy jeszcze badać alergie pokarmowe, szczególnie gluten.
A mnie się chce płakać, jak na nią patrzę. Rączki schudły, buzia też.
I nie, to nie jest jej uroda, to nie geny, nie ma tego po mnie.
Oj biedna Tosia! Mam nadzieję, że szybko wyjdziecie z tej sytuacji!
OdpowiedzUsuńMój syn też nie bardzo chce jeść, najchętniej mleczko, kaszkę, coś słodkiego albo chrupka, biszkopta. Ma skończony rok i mam wrażenie, że właśnie idą kolejne ząbki.
Pozdrawia!
mój synek miał taką anemię, że musieliśmy przetoczyć krew...ale od tamtej pory się wzmocnił. Oczywiście dostawał żelazo bardzo długo (to niestety zniszczyło mu ząbki), ale od niedawna zaczął jeść normalnie i rośnie jak na drożdżach, choć jest chudziusieńki. Także spokojnie, na pewno będzie dobrze ;) trzymam kciuki
OdpowiedzUsuńMój syn też miał anemię, do tej pory jesteśmy pod opieką poradni hematologicznej ale wyniki są w porządku.
OdpowiedzUsuńMy stosowaliśmy Actiferol- proszek do rozpuszczania w jedzeniu lub piciu, nie zmienia smaku potraw (a to najważniejsze, bo mój to typ co leków pić nie chce a to pił z chęcią), nie barwi ząbków (ma białą barwę), jest bioprzyswajalny więc uwalnia się dopiero w jelitach więc nie powoduje żadnych kłopotów brzuszkowych. Nie jest to reklama producenta ale opinia matki, która jest zadowolona z efektów (wcześniej żadnych syropów z żelazem pić nie chciał).
Co do jedzenia- to fakt anemik ma słaby apetyt. Ale pocieszę Cię- to mija jak tylko wyniki się poprawią. Ja stosowałam zasadę nie namawiania- stawiałam na stole jedzenie, wołałam i w duchu się modliłam, żeby jadł, ale nie naciskałam. Bo im bardziej mu wciskałam tym bardziej on się zamykał na jedzenie.
Nam nasza doktórka kazała dawać mięso wieprzowe i wołowe (drób ma baardzo mało żelaza). Jak syn miał mały apetyt to gotowałam zupy i miksowałam z mięsem (bo mięsa unikał jak ognia) na zasadzie- jak najwięcej mięsa w jak najmniejszej ilości zupy. Udawało mi się go przechytrzyć :-) I jadł zupy z mięsem dwa razy dziennie (bo zupy lubi), na żółtko też jest sposób- jak nie chce jeść w całości to rozduszałam je na sitku i dodawałam do zupy a tam w ciepłej fantastycznie się rozpuszcza :-)
Teraz na szczęście już ma lepszy apetyt, ba nawet sam po mięso sięga co mnie cieszy niezmiernie.
Trzymamy kciuki za Tosię :-) Będzie dobrze :-)
Zdaję sobie sprawę, że to dla Ciebie trudny czas. Na pocieszenie mogę powiedzieć tylko to, że na szczęście przejściowy. Trzymam kciuki za apetyt Tosi.
OdpowiedzUsuńOby Toście apetyt szybko wrócił!
OdpowiedzUsuńhttp://zycnieumieracania.blogspot.com/
Oj, oby nie gluten! Bo ta dietka to masakra :/
OdpowiedzUsuń