Od stycznia borykaliśmy się z dużym problemem. Nagle, z dnia na dzień u małej pojawił się silny lęk przed kąpielą. Panika, rozdzierający krzyk, płacz i sprzeciw już jak się wspomniało słowo kąpiel.
Długo nie wiedzieliśmy o co chodzi, wcześniej uwielbiała się kąpać. Nie chodziło o wodę bo na basenie szaleje jak zawsze. Nie chodziło o wannę bo w wanience i w baseniku było to samo. Nie o łazienkę, bo w salonie albo u mojej siostry to samo. Próbowaliśmy wszystkiego - zabawek, kolorowej wody, kąpieli w pokoju w dmuchanym baseniku, kąpieli ze mną, kąpieli małej z cztery lata starszą kuzynką, zmiany kosmetyków, badania moczu pod kątem czy ją pupa nie szczypie w wodzie, no dosłownie wszystko.
Po dwóch miesiącach doszłam do punktu, w którym na myśl o kąpaniu Tosi dostawałam gęsiej skórki.
A na myśl o tym, że zbliża się piaskownica i konieczność codziennego mycia, dochodziły mdłości.
Po trzech miesiącach już zaczęłam odpuszczać dla własnego zdrowia psychicznego, kąpaliśmy małą z raz w tygodniu, a mycie głowy miała może raz na dwa tygodnie.
W czwartym miesiącu wymyśliłam 'kąpanie' a właściwie mycie w umywalce. Na chwilę podziałało.
Teraz coś się zmienia, zaczęła się kąpać już bez krzyku, bawi się w wodzie. Zlokalizowałam źródło lęku - mycie głowy. W jakiejś książce wyczytałam, że dziecko zawsze po jakimś czasie przechodzi z fazy lęku do fascynacji- było to opisane na skrajnym przykładzie chłopca, który bał się ognia a potem zaczął wszystko podpalać. Widzę i u nas zmianę, mała przy każdej kąpieli chce nam myć głowy, wyraźnie ją to bawi. A dziś nawet sama polała sobie dwa razy głowę z kubeczka przy spłukiwaniu szamponu. Oczywiście zaraz był płacz żeby buzię wytrzeć, ale coś się zaczyna dziać w dobrą stronę chyba.... Oby, bo osiwieję niedługo.
środa, 30 kwietnia 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
Terapia, warsztaty, smak.
Kiedy alergie Tosi wymogły na nas zmianę diety, gorączkowo i rozpaczliwie szukałam przepisów na coś zjadliwego.
Trafiłam na blog Smakoterapia.
I tak zaczęło się zmieniać nasze życie.
W weekend tak się szczęśliwie złożyło, że i ja i warsztaty Smakoterapii znaleźliśmy się w Poznaniu. Nie mogło mnie tam zabraknąć.
Pięć godzin gotowania, zdobywania i wymieniania wiedzy inspiracji, doświadczeń.
Trudno się było przebić w tym zgiełku, zamieszaniu i hałasie warsztatowym, a ja do tego wszystkiego nie jestem z tych przebojowych, więc nie zadałam wielu pytań, które chciałam zadać.
Ale wyszłam z głową spuchniętą i bolącą od wiedzy, planów, możliwości.
Stopniowo, powoli (bo niestety kosztownie) będziemy zmieniać swoje otoczenie na zdrowsze, bardziej przyjazne. Wielu rzeczy chcę spróbować, na wiele spraw otworzyły mi się oczy i serce. Te warsztaty to w chyba najmniejszym stopniu były o gotowaniu.
Ale i gotowanie było pyszne. Szereg w sumie prostych, a naprawdę smacznych i megazdrowych dań. A najprostszy i najważniejszy dla mnie dowód, że było warto? Tosia przybiegająca co chwilę do kuchni po 'nowy' chlebek jaglany i wołająca 'esce mniam' pokazując na pastę z adzuki.
Zdjęć z warsztatów nie mam, bo ani czasu ani głowy na to nie miałam ;) Każdemu polecam warsztaty z Iwoną, naprawdę warto. :)
Trafiłam na blog Smakoterapia.
I tak zaczęło się zmieniać nasze życie.
W weekend tak się szczęśliwie złożyło, że i ja i warsztaty Smakoterapii znaleźliśmy się w Poznaniu. Nie mogło mnie tam zabraknąć.
Pięć godzin gotowania, zdobywania i wymieniania wiedzy inspiracji, doświadczeń.
Trudno się było przebić w tym zgiełku, zamieszaniu i hałasie warsztatowym, a ja do tego wszystkiego nie jestem z tych przebojowych, więc nie zadałam wielu pytań, które chciałam zadać.
Ale wyszłam z głową spuchniętą i bolącą od wiedzy, planów, możliwości.
Stopniowo, powoli (bo niestety kosztownie) będziemy zmieniać swoje otoczenie na zdrowsze, bardziej przyjazne. Wielu rzeczy chcę spróbować, na wiele spraw otworzyły mi się oczy i serce. Te warsztaty to w chyba najmniejszym stopniu były o gotowaniu.
Ale i gotowanie było pyszne. Szereg w sumie prostych, a naprawdę smacznych i megazdrowych dań. A najprostszy i najważniejszy dla mnie dowód, że było warto? Tosia przybiegająca co chwilę do kuchni po 'nowy' chlebek jaglany i wołająca 'esce mniam' pokazując na pastę z adzuki.
Zdjęć z warsztatów nie mam, bo ani czasu ani głowy na to nie miałam ;) Każdemu polecam warsztaty z Iwoną, naprawdę warto. :)
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Tego jeszcze nie było...
To się zdarza.
Nie tylko kobietom po 40tce.
Nie tylko wieloródkom.
Obniżenie lub wypadanie narządu rodnego.
U mnie zaczęło się niewinnie, objawy jak przy ciągłym zapaleniu dróg moczowych. No non stop siku mi się chciało.
Któregoś dnia wyczułam, że szyjka mi się obniżyła. Że czuję w badaniu taką kulkę tam.
Poszłam kilka dni temu do lekarza. Obniżyła mi się przednia ściana pochwy i szyjka.
Szybko druga ciąża a potem operacja. Póki jeszcze nie jest bardzo źle. Choć jest to coraz bardziej dokuczliwe. Ciągłe uczucie jakby mi miało wszystko wylecieć. Ciągłe uczucie wypełnionego pęcherza.
Co spowodowało taki stan?
Wrodzone predyspozycje. Poród z ochroną krocza. Silne choć krótkie parcie. Noszenie dziecka i siatek z zakupami na czwarte piętro.
Ściskanie pośladów nabrało dla mnie teraz nowego znaczenia. Muszę się oszczędzać, ćwiczyć mięśnie dna miednicy i modlić się, by udało mi się szybko zajść w ciążę i utrzymać ją.
A od mamusi usłyszałam 'myślałam, że to się tylko starym babom zdarza'. Kurtyna.
Nie tylko kobietom po 40tce.
Nie tylko wieloródkom.
Obniżenie lub wypadanie narządu rodnego.
U mnie zaczęło się niewinnie, objawy jak przy ciągłym zapaleniu dróg moczowych. No non stop siku mi się chciało.
Któregoś dnia wyczułam, że szyjka mi się obniżyła. Że czuję w badaniu taką kulkę tam.
Poszłam kilka dni temu do lekarza. Obniżyła mi się przednia ściana pochwy i szyjka.
Szybko druga ciąża a potem operacja. Póki jeszcze nie jest bardzo źle. Choć jest to coraz bardziej dokuczliwe. Ciągłe uczucie jakby mi miało wszystko wylecieć. Ciągłe uczucie wypełnionego pęcherza.
Co spowodowało taki stan?
Wrodzone predyspozycje. Poród z ochroną krocza. Silne choć krótkie parcie. Noszenie dziecka i siatek z zakupami na czwarte piętro.
Ściskanie pośladów nabrało dla mnie teraz nowego znaczenia. Muszę się oszczędzać, ćwiczyć mięśnie dna miednicy i modlić się, by udało mi się szybko zajść w ciążę i utrzymać ją.
A od mamusi usłyszałam 'myślałam, że to się tylko starym babom zdarza'. Kurtyna.
środa, 9 kwietnia 2014
Wieczorem
Dzień bywa różny.
Czasem jest sam śmiech, zabawa, spacery, love in the air i w ogóle. Czasem dużo 'buntu dwulatka' i mało mojej tolerancji na tenże. Wtedy czasem i łzy się poleją, i głos podniesie. Najczęściej gdzieś pośrodku, czasem słońce czasem deszcz.
Ale niezależnie od tego, jak minął dzień, jedno jest niezmienne. Lubię nasze wieczory. Rytualny taniec radości 'kakao, kakao, kakao' w kuchni na widok butelki z boskim napojem. Wspólne oglądanie ostatniej bajki. Potem zwyczajowy płacz na hasło, że tablet idzie spać. Mąż sięga po książkę i kładzie się na naszym materacu, ja obok z małą wtuloną leżymy i słuchamy. Ostatnio 'Kubuś Puchatek'. Pięć obrotów w tę i z powrotem pod kołderką. Niezdecydowanie - czy dziś zasypianie plecami do mamy czy z ręką w dekolcie. I ta chwila, kiedy oczka się przymykają, zamieszanie ustaje, słuchamy... Słuchamy aż oddech się wyrówna, aż sen zmorzy.
A wtedy ja jeszcze leżę chwilę, jeszcze wdycham ten dziecięcy zapach, chłonę to ciepło. Często jezcze wtedy kot przyjdzie i się położy przy moich plecach, mrucząc jak mały silnik. Czasem zasnę z małą, a czasem jeszcze trzeba coś zrobić, chleb upiec, pranie powiesić... Wtedy z żalem wstaję. Palcem kotu pogrożę, żeby nie ważył się po Tosi łazić i idę do swoich obowiązków.
A Tosia śni, i we śnie przeżywa różne przygody prawdziwe i zmyślone...
Czasem jest sam śmiech, zabawa, spacery, love in the air i w ogóle. Czasem dużo 'buntu dwulatka' i mało mojej tolerancji na tenże. Wtedy czasem i łzy się poleją, i głos podniesie. Najczęściej gdzieś pośrodku, czasem słońce czasem deszcz.
Ale niezależnie od tego, jak minął dzień, jedno jest niezmienne. Lubię nasze wieczory. Rytualny taniec radości 'kakao, kakao, kakao' w kuchni na widok butelki z boskim napojem. Wspólne oglądanie ostatniej bajki. Potem zwyczajowy płacz na hasło, że tablet idzie spać. Mąż sięga po książkę i kładzie się na naszym materacu, ja obok z małą wtuloną leżymy i słuchamy. Ostatnio 'Kubuś Puchatek'. Pięć obrotów w tę i z powrotem pod kołderką. Niezdecydowanie - czy dziś zasypianie plecami do mamy czy z ręką w dekolcie. I ta chwila, kiedy oczka się przymykają, zamieszanie ustaje, słuchamy... Słuchamy aż oddech się wyrówna, aż sen zmorzy.
A wtedy ja jeszcze leżę chwilę, jeszcze wdycham ten dziecięcy zapach, chłonę to ciepło. Często jezcze wtedy kot przyjdzie i się położy przy moich plecach, mrucząc jak mały silnik. Czasem zasnę z małą, a czasem jeszcze trzeba coś zrobić, chleb upiec, pranie powiesić... Wtedy z żalem wstaję. Palcem kotu pogrożę, żeby nie ważył się po Tosi łazić i idę do swoich obowiązków.
A Tosia śni, i we śnie przeżywa różne przygody prawdziwe i zmyślone...
Jest 10!
Wydarzenie to zasługuje na osobny wpis. Od kilku dni pojawiała się czasami, a dziś rano przywitała nas na czczo. Waga! Dziesięć kilo!
Na początku roku, gdy zaczynaliśmy dietę, było 9,200. Przez choroby w marcu na krótki czas znów wróciliśmy do tej wagi. Ale szybko mała odrobiła, na szczęście.
Obiecałam mężowi, że się upiję, jak zobaczę 10,000 na wadze. No to chyba dziś muszę się napić :D
Na początku roku, gdy zaczynaliśmy dietę, było 9,200. Przez choroby w marcu na krótki czas znów wróciliśmy do tej wagi. Ale szybko mała odrobiła, na szczęście.
Obiecałam mężowi, że się upiję, jak zobaczę 10,000 na wadze. No to chyba dziś muszę się napić :D
środa, 2 kwietnia 2014
Dziś na niebiesko
Spektrum autystyczne jest bardzo szerokie. Objawy mogą być bardzo subtelne. Diagnostyka kuleje.
Dziecko z mojej rodziny, mimo, iż objawy były widoczne już jak miało 2 latka, dostało diagnozę w wieku ośmiu lat. Mama dziecka odbijała się od lekarza do lekarza uzyskując wszędzie łatkę nadważliwej. Dopiero w szkole, w drugiej klasie szkoły podstawowej, ktoś poza nią zwrócił uwagę na jego zachowania.
Interesujmy się tematem. Bądźmy świadomi. Nie zrzucajmy wszystkiego na 'ma czas', 'taki typ', 'jest wrażliwy/nieśmiały'. Po to jest taka akcja jak ta. Kwiecień jest miesiącem wiedzy o autyzmie.
Masz chwilę na to, by usiąść z kawą przy komputerze? Zamiast na Pudelka, wejdź na http://naniebiesko.org.pl/ i poszerz swoją wiedzę. Nawet jeśli nie przyda się ona tobie, może przyda się komuś innemu, udostępnij ją.
wtorek, 1 kwietnia 2014
Ma-Tematycznie -w krainie kształtów - Dziecko na warsztat
Oj wstyd nam, wstyd, że z takim opóźnieniem publikujemy. To już jakaś niechlubna tradycja, że na czas warsztatów choroba u nas gości. Tym razem położyło nas konkretnie... :/
No ale jesteśmy i zapraszamy!
Długo nie miałam pomysłu, jak ugryźć matematykę. W końcu Tosia ledwo co skończyła dwa latka... I wymyśliłam, że zajmiemy się geometrią ;)
Co do liczenia, to na razie liczymy paluszki i wygląda to tak: .....tsyyyyy..... seść..... (i rozcapierzone wszystkie dziesięć wtedy)
A wracając do kształtów...
Układanka zakupiona w Biedronce wieki temu teraz dopiero zainteresowała małą. Po ułożeniu wszystkich figur zabawa (wymyślona przez Tosię) polega na testowaniu mojego refleksu. Tosia pokazuje figurę a ja mówię co to, z czasem prędkość pokazywania wzrasta ;P) Jedyny problem w tej chwili sprawiają jej pięciokąt, sześciokąt i ośmiokąt, zawsze kilka razy próbuje zanim dopasuje, ale to w pełni zrozumiałe :))
Proste zabawy w sortowanie, szukanie podobieństw. Tu akurat z klockami, ale bawiłyśmy się też z przedmiotami codziennego użytku, pudełkami, książeczkami, różnymi drobiazgami.
Z bezglutenowej masy solnej (mąka kukurydziana, skrobia ziemniaczana, sól i woda) wycinałyśmy foremkami kształty, składałyśmy je w nowe figury, ogólnie zabawa na całego. Co do samej masy solnej bezglutenowej, to jeszcze nie wiem, jak wysycha, dowiemy się teraz :) Sama masa nie jest taka ścisła jak z mąki pszennej, kruszy się bardzo (bo gluten to klej a bez kleju się nie klei ;P)
Zapraszamy na inne blogi projektowe po pomysły na matematykę dla dzieci w każdym wieku:
No ale jesteśmy i zapraszamy!
Długo nie miałam pomysłu, jak ugryźć matematykę. W końcu Tosia ledwo co skończyła dwa latka... I wymyśliłam, że zajmiemy się geometrią ;)
Co do liczenia, to na razie liczymy paluszki i wygląda to tak: .....tsyyyyy..... seść..... (i rozcapierzone wszystkie dziesięć wtedy)
A wracając do kształtów...
Układanka zakupiona w Biedronce wieki temu teraz dopiero zainteresowała małą. Po ułożeniu wszystkich figur zabawa (wymyślona przez Tosię) polega na testowaniu mojego refleksu. Tosia pokazuje figurę a ja mówię co to, z czasem prędkość pokazywania wzrasta ;P) Jedyny problem w tej chwili sprawiają jej pięciokąt, sześciokąt i ośmiokąt, zawsze kilka razy próbuje zanim dopasuje, ale to w pełni zrozumiałe :))
Proste zabawy w sortowanie, szukanie podobieństw. Tu akurat z klockami, ale bawiłyśmy się też z przedmiotami codziennego użytku, pudełkami, książeczkami, różnymi drobiazgami.
Z bezglutenowej masy solnej (mąka kukurydziana, skrobia ziemniaczana, sól i woda) wycinałyśmy foremkami kształty, składałyśmy je w nowe figury, ogólnie zabawa na całego. Co do samej masy solnej bezglutenowej, to jeszcze nie wiem, jak wysycha, dowiemy się teraz :) Sama masa nie jest taka ścisła jak z mąki pszennej, kruszy się bardzo (bo gluten to klej a bez kleju się nie klei ;P)
Zapraszamy na inne blogi projektowe po pomysły na matematykę dla dzieci w każdym wieku:
Subskrybuj:
Posty (Atom)