Nie zasłaniam okien, nie martwię się, że sąsiedzi mogą zobaczyć, co robię w domu. Niech widzą. Niech patrzą.
Kupuję wielkie świece, stawiam na podłodze na balkonie, wypalam je do dna.
Niedawno świeca się zbuntowała. Zaczęła wychodzić z glinianego naczynia, którego używam jako świecznika. Oczywiście dostrzegam w tym nieznaczny udział piekarnikowych temperatur i południowej wystawy balkonu, ale uważam, że spora w tym wola świecy.
Czekam, co dalej. Moja młodsza córka uznała, że świeca wygląda jak robak, który wychodzi z jabłka. Podoba mi się to określenie. Obserwuję.
mi wygląda jak coś, co pije z dna naczynia wodę. jeszcze tego czegoś nie nazwałem. może żyrafa-albinos? biała murena?
OdpowiedzUsuńAch, patrzysz z drugiej strony. Bardzo ciekawe.
Usuńmagłabym odwdzięczyć sie podobnymi świecowymi robalami )))
OdpowiedzUsuńMasz u siebie krewnych mojej świecy?
UsuńJesteśmy rodziną! 😉
Czy to oznacza, że czekasz, aż świeca siłą woli stanie sama w pełnym wyproście na przykład?
OdpowiedzUsuńGdyby zechciała... 😉
Usuńżywot świecy :)
OdpowiedzUsuńdokładnie to samo zrobiłam ręką ze świecą komunijną. Dzierżyłam godzinę w dłoni podczas mszy i też się z ciepła tak wygięła i .... złamała. Na nieszpory już miałam o połowę mniejszą :D
OdpowiedzUsuń