Na lipiec zbyt wielu planów robótkowych sobie nie zrobiłam. W sumie jest to rozsądne rozwiązanie. Zaplanowałam cztery większe zadania:
1. Książeczka sensoryczna. Tkaniny zostały już przycięte do odpowiednich rozmiarów, trwają prace nad pierwszą stroną.
2. Imbryk. Jeszcze jest biały, ale serwetki zostały już wybrane, więc tylko czekam na odpowiedni moment, żeby tę białość przełamać kolorem.
3. Jeweled cowl. Jak narazie jedyna rzecz skończona, o czym pisałam w poprzednim wpisie.
4. Ponczo. Rzecz potrzebna "na już", gdyż pogoda bywa różna. Czasem nie wiadomo, jak ubrać dziecko na dwór - bluzeczka z krótkim rękawem nie wystarczy, z kolei sweterek wydaje się być lekką przesadą. Stąd pomysł, żeby zrobić naszej Niebieskookiej taką narzutkę.
Do zrobienia poncza wybrałam na początek pięć włóczek - cieńszą YarnArt Gold i grubsze, których nazwy w tej chwili nie pomnę. Wybrałam takie połączenie z dwóch powodów. Po pierwsze, staram się zużywać zaczęte włóczki, które zalegają w domu. Po drugie, chcę połączyć grube z cienkim i w ten sposób zrealizować kolejne zadanie Turnieju Dziewiarskiego 2016 - Bo we mnie jest... szaleństwo.
Oprócz "szaleństwa" włóczkowego pojawia się też nieco inne - paskowe. Dopuszczam jeszcze możliwość użycia innych zalegających kolorów, bo nie wiem, na ile wystarczy mi tych, które wyciągnęłam. Wzór, dla odmiany, nie z Raverly, lecz ze specjalnego wydania Sabriny - "Wzory na druty", 2/ 2015. Zalegające gazety też trzeba wykorzystywać. :-)