Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2024

Claire Vaye Watkins "Kocham cię, ale wybieram ciemność"

 


Autor
: Claire Vaye Watkins

Tytuł: Kocham cię, ale wybieram ciemność

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 368

Gatunek: literatura współczesna/ autobiografia 



“Kocham cię, ale wybieram ciemność” to opowieść o samym życiu. Do głębi prawdziwa, poruszająca, emocjonalna. Działająca na wyobraźnię, łamiąca serce, odwołująca się do wszystkich zmysłów. Skłaniająca czytelników do myślenia, rozmawiania, wspominania. Zmuszająca do działania.

Powieść Watkins to paraliżująca i przewrotna autobiografia. Autorka na kolejnych stronach dzieli się z czytelnikami fragmentami swojego życia, rozpoczynając od historii swoich rodziców, a kończąc na okresie współczesnym. Odniesienia do przeszłości zrobiły na mnie duże wrażenie. Sportretowanie rodziców w tak brutalnie prawdziwy sposób rzeczywiście zaskakuje. Ojciec Watkins współpracował z Charlesem Mansonem. Matka natomiast specjalizowała się w różnego rodzaju kradzieżach i oszustwach oraz miała problem z alkoholem i narkotykami. Takie charakterystyki narzucają bardzo nieprzyjemne myśli i pytania. Przywołują kwestię wpływu otoczenia, czerpania przykładu, inspiracji rodzicielskiej.

Ale Watkins nie próbuje oczerniać rodziców lub usprawiedliwiać w ten sposób swoich decyzji. Po prostu szczerze i prawdziwie opowiada o początkach, nie kryjąc się za żadnym tabu i pokazując sprawy takimi, jakimi rzeczywiście były. W tym tonie utrzymuje całą narrację. Każde odwołanie, wspomnienie, wydarzenie zostało przedstawione w przerażająco autentycznym świetle. Ta szczerość miała oczyszczający, ale też szalenie intensywny wymiar. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do nazywania rzeczy po imieniu. Lubimy krążyć, wikłamy się w przesadną dyplomację, nie mówimy wprost. Watkins nie ma z takimi kwestiami żadnego problemu.

Jej refleksje, uczucia i rozliczenia przypominają raz po raz wymierzany policzek. Podczas lektury czułam, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Autorka mnie zniszczyła emocjonalnie. Czułam się pusta, nijaka, wydrążona, wyśmiana. Nie pamiętam, kiedy ostatnio poczułam podobne emocje podczas lektury. A jednak te wrażenia miały o wiele głębszy wymiar i większy sens. Nie umiałam odpuścić, poddać się, odłożyć książki. Ta bolesna autentyczność, dosadna i chamska narracja, wulgarna i przesadna manipulacja działały w pewien sposób kojąco. Tak, jakby Watkins przy wykorzystaniu własnej historii, dawała czytelniczkom garść dobrych rad i pomocnych wskazówek.

Mogłoby się wydawać, że ta kobieta miała wszystko. Dobrego męża, urocze maleństwo, satysfakcjonującą pracę- piękne i poukładane życie. A jednak nie czuła się z tym wszystkim komfortowo. I postanowiła o tym opowiedzieć. A nawet wypróbować inny scenariusz. Watkins zaimponowała mi odwagą w tym dzieleniu się fragmentami siebie. Pokazała, że nie ma nic złego w tym, że ktoś chciałby żyć inaczej, uciekając od przydzielanych mu ról i potencjalnie najlepszych dla niego scenariuszy. Opowiedziała o rzeczach, o których niewiele się mówi, a już na pewno nie w taki sposób, jak zrobiła to ona.

Watkins wywołała we mnie ogrom emocji. Oddała w moje ręce coś prawdziwego. Zaoferowała siebie. Mam wrażenie, że coś poświęciła. Może siebie? Zdecydowanie nie jest łatwo być kobietą, mierzyć się z oczekiwaniami innych. Ona o tym opowiedziała tak, jak nikt już dawno tego nie zrobił. A może nigdy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarnemu. 

środa, 22 stycznia 2020

Julie Yip- Williams "Do ostatnich dni"




Autor: Julie Yip- Williams
Tytuł: Do ostatnich dni
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: autobiografia 








Urodziła się niewidoma, a kraj uginał się pod ciężarem politycznego zamieszania. Jej rodzina wyemigrowała do Stanów licząc na polepszenie losu. Życie Julie układało się wspaniale, dopóki nie ugięła się pod ciężarem wyroku- nowotwór jelita grubego, IV stadium.

“Do ostatnich dni” to opowieść kobiety, którą los potraktował w okrutny sposób, wielokrotnie doświadczając ponad siły. Podczas lektury na usta cisną się liczne pytania i wcale nie niosą one ze sobą łatwych odpowiedzi. I choć bez wątpienia mamy przed oczami relację osoby śmiertelnie chorej, to w żadnym wypadku nie przyszłoby mi do głowy, żeby powiedzieć, że to książka o umieraniu.

Trzeba być bardzo otwartym i szczerym, by taką historią się podzielić. By napisać o tym, co boli i rani- zarówno ciało, jak i umysł. Bo kiedy Julie zmagała się z rakiem, to jej myśli biegły różnymi torami. Nie skupiała się tylko na swoim bólu, kolejnych lekarstwach, badaniach i terapiach. Jej umysł zaprzątały także sprawy dnia codziennego i kwestie przyszłości. Kobieta miała bowiem dwie maleńkie córeczki i wspaniałego męża, których przygotowywała na moment swojego odejścia. 


Powieść Williams to historia o emocjach i uczuciach. Mocna, bezkompromisowa, skłaniająca do refleksji. Można by brutalnie powiedzieć, że podobnych książek powstało już wiele i z pewnością kryje się w tym trochę racji. Tylko czy to jest dobry powód, by ich nie czytać? A ta historia jest zresztą trochę inna. Inaczej się zaczęła, a rozwinięcie okazało się niemniej dramatyczne. Poza tym pochodząca z Wietnamu Williams pozwala sobie na drobne wtrącenia i zamieszcza informacje dotyczące tradycji i wierzeń tego kraju. Dzięki temu opowieść nabiera nieco egzotycznego wymiaru i pozwala również czegoś się dowiedzieć.

W żadnym wypadku nie można powiedzieć, by spotkanie z tą powieścią było lekkie i przyjemne. Sam temat może wzburzyć, zasmucić czy obciążyć. A bezpośrednia relacja osoba chorej i świadomość, że książkowe wydarzenia rzeczywiście miały miejsce sprawiają, że tych emocji jest jeszcze więcej. Williams nie tylko dzieli się z czytelnikiem szczegółami rozwoju jej choroby. Ona także pozwala sobie na refleksje, pytania, wspomnienia. To sprawia, że całość nabiera innego wymiaru, mocniej angażuje i wydaje się być jeszcze bardziej autentyczna.

Realizm opowieści robi ogromne wrażenie. Przez cały czas czujemy, że i nas mogło to spotkać. Myślę jednak, że warto sięgać po takie opowieści. I przewrotnie nie dlatego, by się smucić i dołować. Nie po to, by zastanawiać się, czy życie Williams mogło wyglądać inaczej. „Do ostatnich dni” ma bowiem również charakter motywacyjny. Nakłania do czerpania radości z każdego dnia i zmusza, by docenić to, co mamy.

Książkę możesz kupić w księgarni internetowej Selkar.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Melinda Gates "Moment zwrotny"



Autor: Melinda Gates
Tytuł: Moment zwrotny
Wydawnictwo: Zyska i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 332
Gatunek: autobiografia/literatura faktu







Melinda Gates na co dzień zajmuje się prowadzeniem założonej na rzecz kobiet fundacji. Przez wiele lat zgłębiła problemy występujące w globalnej skali, codziennie szukając nowych rozwiązań i oferując niebywałe wsparcie.

Choć chętnie sięgam po literaturę faktu i historie z życia wzięte, rzadko kiedy po lekturze czuję, że dany tytuł faktycznie otworzył mi oczy. Takie wrażenie odniosłam natomiast przy okazji poznawania „Momentu zwrotnego”. Nigdy wcześniej nie zainteresowałam się osobą Melindy Gates, przekonałam się natomiast, że to inteligentna, otwarta i inspirująca kobieta, której głębokie przemyślenia, zrealizowane pomysły i wielkie plany bardzo mnie zaintrygowały.

W swojej książce autorka połączyła szereg niezwykle interesujących tematów, oddając tym samym głos wszystkim poszkodowanym, niezauważanym oraz zepchniętym na boczny tor kobietom. Na kolejnych stronach poznajemy pozornie zwyczajne kobiety, które jednak za sprawą okoliczności, w jakie zostały uwikłane, śmiało mogłyby pretendować do miana bohaterek. Każdy z nas nieco się orientuje, jak wygląda sytuacja kobiet w krach rozwijających się, jednak po lekturze tej książki uświadomiłam sobie, że moje pojęcie na ten temat jest raczej zawstydzające, a ilość posiadanych informacji mniejsza, niż mogłabym się spodziewać.


Takie historie siłą rzeczy wywołują duże emocje. Szczególnie, kiedy uświadamiamy sobie, jak niewiele niektórzy posiadają i jak niesprawiedliwie zostali potraktowani. Za sprawą opisywanych kwestii Melinda Gates wywołała we mnie ogrom przeróżnych odczuć, które jednak skupiały się wokół pojęć negatywnych. Zaniepokojenie, złość, oburzenie i smutek mieszały się we mnie, buzując coraz mocniej wraz z zagłębianiem się w kolejne rozdziały, a trzeba przyznać, że każdy kolejny jest niemniej interesujący od poprzedniego.

Nie byłam do końca pewna, czego mogę spodziewać się po tej powieści. Bałam się, że sposób przedstawienia działań fundacji małżeństwa Gatesów okaże się mało interesujący i angażujący. Tymczasem pani Gates opowiada naprawdę ciekawie i szczerze. Choć momentami przytłaczał mnie ciężar podejmowanych tematów, to treść była na tyle absorbująca, że nie miałam chęci czy potrzeby, by od tej książki się odrywać. Zainteresowała mnie na tyle, że chętnie brałam ją do ręki i w czasie podróży, i w pracy, odrywając się od życia, które toczyło się tuż obok mnie, zupełnie się wyłączając.

„Moment zwrotny” to przedstawienie aktualnych światowych problemów dotyczących sytuacji kobiet i pokazanie w jaki sposób autorka, za sprawą założonej z mężem fundacji, próbuje sobie z nimi poradzić. Widać, że działania dobroczynne stały się sensem jej życia, a do każdej sprawy podchodzi z wielkim sercem i pięknym zaangażowaniem. Podczas lektury nie czułam, że Gates się wywyższa czy że czuje się lepsza dzięki temu, co robi, lub co posiada i może zaoferować. Nie. To po prostu wspaniała osoba, w dużym doświadczeniem i dużą klasą.

Ta powieść to poruszająca, ale i inspirująca historia, która uświadamia, że choć na świecie nie brakuje problemów, a kobiety każdego dnia muszą o siebie walczyć, to jednak jest ktoś, kto stara się poprawić ich los. Gates nie pozwala sobie na obojętność. A jeśli my nie możemy pomóc w taki sposób jak ona, to powinniśmy chociaż docenić to, co mamy i każdego dnia pamiętać, w jak komfortowych warunkach możemy żyć.  Gorąco Wam ten tytuł polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

niedziela, 7 lipca 2019

Shaun Bythell "Pamiętnik księgarza"




Autor: Shaun Bythell
Tytuł: Pamiętnik księgarza
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 388
Gatunek: autobiografia 







Shaun Bythell to właściciel antykwariatu, który dzieli się z czytelnikami szczegółami dotyczącymi dni spędzonych za ladą sklepu z książkami.

„Pamiętnik księgarza” to książka, która wzbudziła we mnie dość mieszane emocje. Z pewnością zaś nie spełniła pokładanych w  niej oczekiwań i nie wywołała efektu wow. Nie znaczy to natomiast, że ta lektura kojarzyć się może z całkowitą stratą czasu. Z pewnością znajdzie swoich wielbicieli, bowiem jest kilka elementów, które można policzyć autorowi na plus. Chętnie więc od nich zacznę.

Bardzo cenię sobie wszelkie historie prawdziwe oraz te oparte na faktach. Cieszę się, że Shaun Bythell postanowił podzielić się z nami swoimi przemyśleniami. Nie ukrywam, że kilkakrotnie zastanawiałam się, jakby to było móc prowadzić sklep z książkami, przebywać wśród tych cudownych utworów całymi dniami, rozmawiać o nich z innymi czy czasem móc zasugerować jakiś tytuł. A relacja kogoś, kto w ten sposób rzeczywiście zarabia na życie, okazała się dla mnie zatem całkiem interesującym doświadczeniem.

Bardzo odpowiada mi również taka pamiętnikowa forma. Krótkie relacje z poszczególnych dni. Anegdotki, fakty, refleksje, wspomnienia. Takie ciekawe i możliwe podsumowanie kolejnych godzin pracy i miesięcy spędzonych w tym samym miejscu. Można poczytać chwilę, odłożyć, następnie wrócić za jakiś czas niczego nie tracąc. Dobry pomysł na przedstawienie tego typu historii.


I czyta się to także dość szybko, całkiem przyjemnie i raczej niezobowiązująco. Bythell bowiem mówi na temat, nie wplata zbyt wielu zbędnych informacji, można nawet odnieść wrażenie, że z czasem w tej opowieści nieco się rozkręca, jego ton staje się bowiem bardziej sarkastyczny, a opowieść nabiera pewnego dystansu do tego wszystkiego.

Bythell opowiada o swojej pracy i pasji szczerze i otwarcie. Przedstawia zalety i wady, sugeruje problemy, podkreśla troski i zmartwienia. Z jego opisów jasno wynika, że wcale nie jest to takie łatwe i przyjemne zajęcie, jak mogłoby się wydawać. Uświadamia nam, jak trudno pracuje się z ludźmi i dla ludzi, wskazuje zmiany zachodzące na rynku książki, od czasu do czasu wplata w swoje przygody różnego rodzaju ciekawostki. I to rzeczywiście jest całkiem ciekawe, przynajmniej początkowo.

Przede wszystkim zaś czuję się nieco oszukana. Rekomendacje obiecują bowiem książkę zabawną i dowcipną, wypełnioną specyficznym poczuciem humoru. Ja podczas lektury nie śmiałam się w ogóle. Co wywołało u mnie przykrą refleksję, że moje to ja nie mam poczucia humoru? No nie wiem, w każdym razie ja nie dostrzegłam w tej książce niczego zabawnego.

I mam wrażenie, że nie stałoby się nic złego, gdyby relacja Bythella straciła na objętości. Nie oszukujmy się, książkowe tematy stale się powtarzają i przeplatają. Klienci wracają, sposób pozyskiwania nowych książek przez autora jest ten sam, nawet obroty wydają się być podobne każdego dnia. To, co na początku wydawało mi się interesujące, z czasem zaczęło mnie nużyć. I pomyślałam, że tracę czas, choć z szacunku dla autora szkoda było mi tę powieść odłożyć.

Lubię literaturę faktu i cenię takie szczere opowieści. Jestem jednak pewna, że w tym gatunku czytelnicy mogą wybierać o wiele trafniej.  

Moją uwagę na tę książkę zwrócił portal www.czytampierwszy.pl.

niedziela, 21 kwietnia 2019

Kooshyar Karimi- Podróż tysiąca burz [recenzja przedpremierowa]



Autor: Kooshyar Karimi
Tytuł: Podróż tysiąca burz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 368
Gatunek: autobiografia








“Podróż tysiąca burz” to autobiografia irańskiego lekarza, Kooshyara Karimi. Jego działalność skupiającą się wokół pomagania młodym kobietom poprzez usuwanie ciąży oraz odbudowywanie błony dziewiczej poznałam nieco lepiej przy okazji jego poprzedniej książki, „Tajemnicy Leili”. Przez cały czas, kiedy doktor Karimi pomagał kobietom, którym groziła kara śmierci, towarzyszyła mu świadomość, że jego czyny mogą zaprowadzić go kiedyś do więzienia, co byłoby przecież jego najmniejszym problemem. W pewnym momencie mógł ratować się już tylko ucieczką z kraju.

Bardzo cenię sobie takie opowieści- przedstawione na papierze wydarzenia z życia niezwykłych ludzi. A doktor Karimi jest w moim odczuciu właśnie jedną z takich osób. Odważną, silną, empatyczną i skłonną do pomocy, niezależnie od ceny, jaką musi mu za to zapłacić. Przyznam szczerze, że nigdy specjalnie nie interesowałam się życiem uchodźców, przede wszystkim chyba ze względu na fakt, że nie dotyczyło to ani mnie, ani nikogo spośród znanych mi osób, tymczasem historia opisywana przez autora nie pozwoliła mi się ani na chwilę oderwać.

„Podróż tysiąca burz” to opowieść mężczyzny, który z dnia na dzień zmuszony był porzucić swoje życie i uciekać. Ryzykowne działania, jakie prowadził chroniąc kobiety, stojące w Iranie na przegranej pozycji, sprawiły, że sam doprowadził siebie i swoją rodzinę na skraj przepaści. Rezygnując z tego, co osiągnął, ryzykując biedę i skazując się na wieczne prześladowanie, nielegalnie przedostał się z rodziną do Turcji, by tam starać się o azyl, a ta książka opowiada szczegółowo o tym, jak wyglądała ta podróż, zanim szczęśliwie się zakończyła.

Kooshyar Karimi opisuje w sposób zaskakująco szczery i niezaprzeczalnie smutny życie uchodźcy, podkreślając na każdym kroku, że iskierki nadziei szybko zastępowane były przeszkodami, jakie co rusz życie rzucało mu pod nogi. Ten szanowany lekarz i jego maleńkie dzieci z dnia na dzień musieli zrezygnować ze wszystkiego, bowiem stać ich było na niewiele więcej niż suchy chleb. Opowieść doktora jest zasmucająca i brutalnie szczera. Pokazuje bezduszność i ludzkie okrucieństwo oraz wszelkie błędy i niedociągnięcia sytemu, związane z problematyką uchodźców.

Karimi szczerze i drobiazgowo opowiada o tym, co go spotkało. I chociaż na jego drodze pojawili się również dobrzy i pomocni ludzie, to przeszkody i niedogodności wydawały się wciąż piętrzyć i pomnażać. Im bardziej zagłębiałam się w tę lekturę, tym bardziej emocjonalnie ją przeżywałam. Przy okazji „Tajemnicy Leili” nabrałam do tego mężczyzny wiele szacunku, a świadomość, przez co musiał przejść niosąc kobietom bezinteresowną pomoc, mocno mnie poruszyła. To szalenie zasmucające, że takie rzeczy wciąż się zdarzają, a Iran jest tylko jednym z miejsc, w których są one na porządku dziennym.

„Podróż tysiąca burz” to piękna, szczera i mądra opowieść, przybliżająca czytelnikowi bardzo aktualną tematykę. Wielu z nas przechodzi obojętnie obok problemu uchodźców, jednak czy rzeczywiście zdajemy sobie sprawę, z czym musieli się oni zmierzyć? Czy czasami zadajemy sobie pytanie kim byli w poprzednim życiu? 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Manal Asz- Szarif "Saudyjka za kierownicą" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Manal Asz- Szarif
Tytuł: Saudyjka za kierownicą
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 494
Gatunek: autobiografia 







Los kobiet żyjących w Arabii Saudyjskiej dla nikogo właściwie nie jest już tajemnicą. Konieczność podporządkowania się mężczyźnie, gorsze możliwość, przebywanie na (zawsze) straconej pozycji- to jedynie kilka elementów charakterystycznych dla ich codzienności. Mimo że na ten temat powstało już sporo publikacji, nie znaczy to jednak, że przestał on szokować lub zaczął wywoływać obojętność. Nie, wręcz przeciwnie.

Po historię Manal sięgnęłam z ciekawości i chęci przekonania się, jakie wydarzenia doprowadziły do jej konfrontacji z władzami. Koniecznie pragnęłam się dowiedzieć, jak daleko posunęła się w celu udowodnienia, że kobieta nie jest w niczym gorsza od mężczyzny i podobnie jak on ma prawo do normalnego życia, nieregulowanego zbiorem absurdalnych nakazów. W jej pojęciu jedną z takich niedorzecznych i narzuconych bezpodstawnie zasad jest niemożność kierowania przez kobiety autem. Choć kwestia ta nie została uregulowania w kodeksie drogowym zbiór powszechnych norm uznaje ją za obowiązującą.

Na kolejnych stronach powieści autorka przytacza wiele problemów związanych z tym tematem. Kobiety powinny bowiem przemieszczać się jedynie w towarzystwie opiekunów lub korzystać z taksówek. Nikogo nie interesuje, że takowy opiekun nie ma czasu, chęci lub sposobności pomóc, a taksówek brakuje lub ich kierowcy wykorzystują sytuację. Co ciekawe, jazda taksówką w przewrotny sposób traktuje przepis, że kobieta nie powinna przebywać sama w obecności obcego mężczyzny. Te dziwaczne zakazy i normy sprawiły, że Manal postanowiła zawalczyć o swoje prawa i przeciwstawić się temu, co od zawsze uznawano za coś normalnego.

Książka w dużej części traktuje o tym, jak jej autorka doprowadziła do sporu z władzami, ściągając na siebie gniew, obelgi i groźby. Mimo że sprawa ściśle dotyczyła przepisów związanych z ruchem drogowym, nie obyło się również bez policji religijnej i pobytu w więzieniu. Bardzo się cieszę, że Manal nie tylko postanowiła zawalczyć, ale także szczegółowo opisała swoją historię. Podczas lektury towarzyszyły mi rozmaite emocje, obejmujące zarówno złość i poczucie niesprawiedliwości, jak i dumę i przeświadczenie, że cała sprawa warta była poświęcenia.

Choć w dużej części powieść poświęcona została kwestiom związanym z kobietami za kierownicą, to jednak temat ten w dużej mierze stanowi punkt wyjścia dla głębszych rozważań. Autorka bowiem chętnie, szczerze i wiarygodnie opowiada o tym, jak wyglądało jej życie, zanim doszło do konfliktu z władzą. Nie ukrywa faktów dotyczących trudnego dzieciństwa, a z jej opowieści wyłania się portret kolejnej uciskanej kobiety, której doświadczenia wyniesione z dzieciństwa i młodości w dużym stopniu wpłynęły na to, jakąś stała się osobą.

Duże wrażenie zrobiła na mnie również sama Manal. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak trudno jest w takim kraju przeciwstawić się mężczyźnie, ściągając na siebie gorzkie słowa, przemoc, nieprzychylność i obawiając się konsekwencji. A jednak autorka książki postanowiła spróbować zdobyć to, na czym tak mocno jej zależało, zaryzykowała wszystko i spotkała ją za to surowa kara. Nie jest łatwo walczyć o siebie i swoje marzenia, szczególnie w takim miejscu.



„Saudyjka za kierownicą” to ważna, pouczająca i dająca do myślenia lektura. Napisana realistycznie i przejmująco, ale przy tym bardzo lekko i intrygująco. Wspaniale czytało mi się o życiu Manal, a pokonując kolejne rozdziały nie raz pomyślałam, że można pogratulować jej odwagi i konsekwencji. Serdecznie polecam.

Za przesłanie książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ntailan Lolkoki "Skrzydła dla motyla" [recenzja premierowa]




Autor: Ntailan Lolkoki
Tytuł: Skrzydła dla motyla
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 304
Gatunek: autobiografia 








Będąc małą dziewczynką Ntailan Lolkoki została obrzezana. Jako kilkulatka jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że to wydarzenie zmieni jej życie na zawsze.


Szczerze mnie cieszy, że ta książka powstała. Choć opisana w niej historia zasmuca, złości i budzi niedowierzanie, a oparta została na ludzkim okrucieństwie, to jednak dobrze się stało, że Lolkoki postanowiła opowiedzieć o swych przeżyciach czytelniczkom. Obawiam się, że nie zmieni to postępowania dręczycieli, którzy wierzą w konieczność kontynuowania tej zgubnej tradycji, może jednak stanie się inspiracją dla poszkodowanych, pewnym drogowskazem na szlaku wątpliwości.


Choć na temat obrzezania powstało sporo publikacji i zdaje się ukazywać ich coraz więcej, temat ten wciąż budzi żywe emocje i skłania do zadawania sobie wielu pytań. „Skrzydła dla motyla” to piękna, realistyczna i czerpana z życia historia o dziewczynce, która również traumy obrzezania doświadczyła. Jej rodzice, przyjaciele domu, członkowie plemienia, krzewiciele tradycji, a także osoby odpowiedzialne za przeprowadzenie zabiegu- oni wszyscy uważali swoje postępowanie za właściwe i słuszne. I choć w ich oczach, i umysłach, nie można było tego uniknąć, bez wątpienia tamto wydarzenie zmieniło życie Ntailan na zawsze.

Autorka książki opowiada bardzo szczerze, wnikliwie i poruszająco o swoim życiu, od dzieciństwa, aż po okres, kiedy jej opowieść została opublikowana. Drobiazgowość, refleksyjność, otwartość i fakt, że nie kryje się ona za żadnym kulturowym tabu sprawiają, że zwyczajnie nie można pozostać obojętnym na jej słowa. Lolkoki pisze o byciu kobietą, ale z jej historii wysuwa się postać pokrzywdzona, zamknięta w sobie, niepewna swoich racji, zagubiona na drodze realizacji celów, a w końcu także niepełnowartościowa. Obrzezanie bowiem odebrało jej to, co każda z nas traktuje jako pewnik. My nie tylko inaczej wyglądamy, ale również myślimy i czujemy.

Opowieść autorki w dużej mierze sprowadza się do jej seksualności, choć może wypadałoby raczej powiedzieć seksualnego otępienia, bowiem do tego doprowadził ją zabieg. Nie rozumie istoty ludzkich popędów, nie czerpie satysfakcji ze strony fizycznej związków, coś tak oczywistego dla ludzkiej natury zwyczajnie jej umyka. Nie przypomina to jednak w żadnym razie skarżenia się i użalania nad sobą, a raczej próbę zrozumienia, dlaczego ja to dotknęło i apel do kobiet, które spotkało to samo.

„Skrzydła dla motyla” to głęboka i poruszająca opowieść o poszukiwaniu siebie i swojej drogi, walce o to, co siłą zostało odebrane, potrzebie realizacji celów i marzeń. Ale to również magiczna opowieść o Afryce, jej pięknie, egzotyce, tradycji- choć zgubnej, to jednak utrzymywanej od lat. W gąszczach buszu żyją ludzie tak różni od nas, mający tak niewiele, a potrafiący traktować to jak codzienne dary od Boga. Na tych obszarach współżyją ze sobą różne grupy etniczne, dzikie zwierzęta zastępują drogę mieszkańcom, a natura ukazuje zupełnie inne oblicze.

Czuję głęboka wdzięczność do autorki tej powieści. Za szczerość zamieszczoną na kartach powieści, za nadzieję, którą daje czytelniczkom, za motywację do odważnych działań i przeciwstawienia się temu, co w pewien sposób nieuniknione. Czas poświęcony takim utworom nigdy nie jest stracony.

Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 10 stycznia 2018

Ludzka niezłomność




Autor: Zbigniew Graczyk
Tytuł: Wózkiem przez świat
Wydawnictwo: Ridero
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 296
Gatunek: autobiografia, literatura podróżnicza 






„Wózkiem przez świat” to opowieść o ludzkiej sile, determinacji i niezłomności. To połączenie autobiografii z książką podróżniczą, okraszone głębokimi wątkami motywacyjnymi. To powieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie, szczególnie, że jej autor, Zbigniew Graczyk, to postać, od której wiele moglibyśmy się nauczyć.

Graczyk od małego zmaga się z niepełnosprawnością. Choć ogranicza go ona pod wieloma względami, nie złamała jednak jego hartu ducha, a może nawet wręcz przeciwnie? Mężczyzna podróżuje, spełnia się zawodowo i prywatnie, ma plany na przyszłość i wie, że jeszcze wiele przed nim.

O odwiedzonych krajach opowiada ciekawie, nie szczędząc nam szczegółów i ciekawostek. Pod tym względem książka przypomina nieco poradnik, w którym znajdziemy wskazówki dotyczące tanich sposobów podróżowania i poruszania się w konkretnych miejscach, hoteli i moteli, jakie warto wybrać oraz cennych atrakcji turystycznych, również mniej znanych. Niektóre spośród informacji zawartych w książce szczerze mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się na przykład, że istnieją biura podróży przeznaczone dla osób niepełnosprawnych i miejsca gdzie takie osoby rzeczywiście mają swój azyl, jak choćby Teneryfa, a tam hotele przystosowane dla osób z różnymi ograniczeniami czy mieszkania przygotowane specjalnie z myślą o niepełnosprawnych.

Prowadząc swoją historię Graczyk porównuje te miejsca z Polską, a ich mieszkańców z rodakami. Za granicą o wiele łatwiej o tolerancję, ludzie chorzy są szanowani, przygotowuje się dla nich odpowiednie przestrzenie. A w Polsce? Wciąż nie wygląda to najlepiej. Przypomniało mi to wydarzenia z mojej własnej przeszłości, krzywe spojrzenia, którymi obdarzali mnie przechodnie, kiedy wyszłam na spacer z moją niepełnosprawną przyjaciółką. Cóż.

Graczyk opowiada o swoich ułomnościach, bardzo szczerze i prostolinijnie, nie powołuje się na żadne tabu, nie tworzy sobie w tych opowieściach granic. Bez wątpienia trzeba się przy tym wykazać odwagą, by tak bezpośrednio mówić o problemach ciała- zanikach mięśni, brakach możliwości poruszania, konieczności wykorzystywania ludzkiej pomocy. Potrzebne jest mu duże wsparcie na co dzień, a co dopiero na dłuższy i dalszy wyjazd. Dla nas to zwykłe wakacje, dla niego prawdziwa eskapada. A jednak to robi. Można? Można.

„Jestem zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa, który zawsze miał pod górkę, a mimo to ciągle jest na samym szczycie. Szczycie swoich możliwości”.

Mężczyzna chętnie opowiada o swojej codzienności i powraca do przeszłości. Niektóre fragmenty zaskakują, choćby opowieść o próbowaniu narkotyków. Co ciekawe, chętnie porównuje się on do ludzi zdrowych i to u nich dostrzega problemy i ułomności, jak na przykład fakt, że nie potrafią się cieszyć tym, co mają, nie dostrzegają, jak wiele dostali od losu. A on dostał niewiele, ale do wszystkiego doszedł ciężką pracą. Dziś prowadzi swój kanał na youtube, gdzie publikuje relacje z wypraw, współpracuje z polonijnym internetowym radiem, publikuje artykuły w czasopismach podróżniczych. I wie, że jeszcze wiele przed nim.

Graczyk sprawia wrażenie osoby zadowolonej z życia, podkreśla, że nie ma do nikogo żalu, cieszy się z tego, co ma. Postęp choroby przełożył się na jej akceptację. W książce pojawiają się jego zdjęcia na wózku, nie wstydzi się swojego wyglądu i swoich problemów zdrowotnych. Jest sobą. I to mu wystarczy.

„Im trudniejszą pokonuję drogę, tym osiągam większą satysfakcję”.

Autor posługuje się prostym językiem, można by odnieść wrażenie, że opowiada coś znajomym. Dzięki temu książkę czyta się lekko i szybko.

Moim zdaniem to wartościowa lektura, której warto poświęcić trochę wolnego czasu. Zobaczyć świat oczami Graczyka. A i samego Graczyka warto lepiej poznać. 

Recenzja powstała w wyniku współpracy z portalem czytampierwszy.pl.

niedziela, 31 grudnia 2017

Powrotów nie będzie




Autor: Irena Jarocka, Mariola Pryzwan
Tytuł: Nie wrócą te lata
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 464
Gatunek: autobiografia







Irena Jarocka przez wiele lat królowała na polskiej scenie muzycznej. Fani doceniali jej utwory za głębokie teksty, piękne melodie i trafiające prosto do serca przesłanie. Piosenkarka skończyła pisać swą autobiografię w 2007 roku, a dziś, po upływie 10 lat, książka nareszcie trafia w ręce czytelników.


Biografie i autobiografie nie należą do moich ulubionych gatunków literackich, co jakiś czas sięgam jednak po takie powieści, dopatrując się w tych lekturach szansy poznania interesujących osób, zainspirowania się, zrozumienia, co kierowało nimi przy podejmowaniu najważniejszych życiowych decyzji. Jedną z osób, którym warto bliżej się przyjrzeć bez wątpienia jest Irena Jarocka.



Wydaje mi się, że dzięki tej publikacji na osobę artystki możemy spojrzeć inaczej. Zawsze wydawała się bardzo delikatna i wrażliwa, oddana innym ludziom, a jednak potrafiła przy tym obstawać przy swoim, twardo stąpać po ziemi, zaskoczyć swą stanowczością, podnieść się po osobistych tragediach. Bardzo podoba mi się taki obraz Jarockiej. Poczułam się szczerze zaskoczona i cieszę się, że taka książka powstała, zwracając uwagę czytelników na postać zarówno kruchą, jak i odważną, wrażliwą, ale także zdeterminowaną w dążeniu do celu. Takie kobiece sylwetki zawsze robią na mnie duże wrażenie i nie potrafię przejść obok nich obojętnie.

Nie da się ukryć, że Jarocka żyła zupełnie inaczej niż gwiazdy, które znamy czy podziwiamy obecnie. Nie kreowała się na celebrytkę, nie robiła ze swojego życia teatru. Zależało jej na sukcesie, ale nie za wszelką cenę. Kochała rodzinę, to ona była dla niej na pierwszym miejscu. A miłość do muzyki szła w parze z miłością do najbliższych i do ukochanego mężczyzny. W tej opowieści znalazło się to, co w życiu najważniejsze. To siła uczucia przeplatana niezwykłą pasją i talent do łączenia rzeczy stanowiących podstawę życia fascynującego i inspirującego.

Zaledwie kilka tygodni temu miałam okazję poznać inną książkę, której opracowania podjęła się Mariola Pryzwan- "Tylko mnie pogłaszcz. Listy do Haliny Poświatowskiej". Dzięki niej przekonałam się, że to rzetelna, dokładna i pracowita biografistka. Tym razem nie mogło być inaczej. Nie jest łatwo oddać czyjeś myśli, poukładać wydarzenia z jego życia, w sposób zadowalający, a zarazem szczery pokazać, kim faktycznie była ta osoba, co wpłynęło na jej życie i jej decyzje. A Pryzwan udało się to zrobić znakomicie. Zainteresować, zachęcić do lektury, zatrzymać przy książce.

Dobrze się stało, że w publikacji pojawiły się listy podkreślające siłę uczucia Pani Ireny. Dzięki nim możemy poznać lepiej zarówno artystkę, jak i przekonać się, jak ważne miejsce w jej życiu zajmował mąż. Siła łączącego ich uczucia była najlepszym dowodem na to, że związek małżeński nie musi być nudny i monotonny, a spędzone razem lata umacniają i wpływają na życie obojga partnerów. Można im pozazdrościć, można się czegoś nauczyć, zainspirować.

Na uwagę zasługuje również piękne wydanie tej książki. Twarda oprawa, mnóstwo fotografii, listy. Te elementy przykuwają wzrok, ozdabiają i urozmaicają tekst, zapadają w pamięć.

"Nie wrócą te lata" i nie wróci Irena Jarocka. Ale dzięki tej książce kolejny fragment Niej z nami pozostał.  

Za książkową niespodziankę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 30 grudnia 2017

Jak to zrobić?




Autor: Kooshyar Karimi
Tytuł: Tajemnica Leili
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 376
Gatunek: autobiografia 








Koooshyar Karimi mógł prowadzić wygodne i zwyczajne życie jako lekarz. Postanowił jednak, wbrew prawu i obowiązującym nakazom, pomagać kobietom w przerywaniu ciąży. Ratując ich życie każdego dnia naraża swoje.

Lubię udawać się w czytelnicze podróże po krajach kulturalnie odmiennych, poznawać ich obyczajowość, tradycję, a przede wszystkim gromadzić wiedzę na temat warunków, w jakich żyją tamtejsze kobiety. Często podróże te mnie przytłaczają, sprawiają, że ciężko mi pogodzić się z faktami. Ale potrzeba ich odbywania zawsze okazuje się silniejsza. „Tajemnica Leili” to tytuł, który krążył mi po głowie od dawna, potrzebowałam jednak czasu, by odpowiednio się na tę lekturę nastroić.



To jedna z tych powieści, na które czas jednak nigdy nie jest odpowiedni. Przekonałam się o tym szybko, poznając już pierwsze strony. Bardzo dobrym pomysłem okazała się w tym przypadku dwutorowa, pierwszoosobowa narracja. Z jednej strony poznajemy kulisy pracy doktora Karimiego- lekarza, który pomaga kobietom, dokonując aborcji oraz odbudowując błony dziewicze, choć wie, że grozi mu za to kara śmierci. Z drugiej strony mamy możliwość wysłuchania historii tytułowej Leili, opowieści przykrej i niezwykle przytłaczającej. Połączenie tych dwóch historii, które obfitują w punkty wspólne, sprawia, że książka nabiera wielkiego ciężaru emocjonalnego, jaki wraz z lekturą przyjmujemy na swoje barki.

Bohaterzy tej powieści to ludzie, jakich dziś wydaje się być coraz mniej. Odważni, gotowi walczyć w obronie innych, zdeterminowani w realizacji celu i walce z systemem. Jestem pewna, że ktoś bez wahania nazwałby ich głupcami i być może biorąc pod uwagę realia, w których przyszło im żyć, nie byłoby to określenie przejaskrawione, ale ja potrafię i chcę ich zrozumieć. Obydwoje okazali się dla mnie postaciami szalenie inspirującymi, będącymi wzorami do naśladowania. Ani razu nie zdarzyło mi się pomyśleć, że podjęte przez nich decyzje są błędne, a wybory niewłaściwe, choć często niepozbawione konsekwencji.

Zagłębiając się w te historię czytelnik powinien być przygotowany, że to nie będzie przyjemna czytelnicza przygoda, że ta powieść nie dostarczy mu rozrywki. Nie, wręcz przeciwnie. To opowieść pouczająca i inspirująca, skłaniająca do refleksji, zmuszająca do wyborów i ujarzmienia własnej wyobraźni. Bo podczas lektury wielokrotnie nasuwają nam się nieprzyjemne refleksje, zadajemy sobie niepokojące pytania, a zdarza się, że i oczy mogą się zaszklić.

Ta powieść to także niezwykłe źródło wiedzy dotyczącej Iranu i obowiązujących w nim nakazów, szczególnie w przypadku kobiet. Choć nie spotkałam się z tym tematem po raz pierwszy, nigdy nie przestanie mnie to dziwić, a nawet szokować. Rygorystyczność ich przestrzegania, brutalność karania, wszechobecność w codziennym życiu sprawiają, że rzeczywistość irańskich kobiet jest bardzo smutna i ograniczona, nastawiona przede wszystkim (oprócz usługiwania mężom) na przestrzeganie zasad. Nigdy tego nie zrozumiem i nigdy nie zaakceptuję, niewątpliwie jednak lektura pozwala popatrzeć w inny sposób na to, co mamy. Docenić to i spokojnie odetchnąć.

To jedna z niezapomnianych książek. Autentyczna, realistyczna, prawdziwa. Do bólu. 

Za możliwość poznania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

piątek, 15 grudnia 2017

Ocalony




Autor: Walter Spitzer
Tytuł: Uratowany rysunkami
Wydawnictwo: Od deski do deski
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 235
Gatunek: autobiografia 







Odkąd pamiętam wychodzę z założenia, że warto sięgać po powieści dotyczące Holocaustu. Stanowią one niezwykłe świadectwo historyczne, pozwalają nam uzupełnić wiedzę. Uważam, że trzeba wiedzieć i trzeba pamiętać, z szacunku dla tych, których to spotkało.

Walter Spitzer z wielką szczerością opowiada czytelnikowi o swoim życiu. Historię rozpoczyna kilkoma szczegółami na temat dzieciństwa, by płynnie przejść do młodości w getcie i rzeczywistości obozowej. Mimo że czytałam już sporo pozycji dotyczących zagłady ludności żydowskiej, te teksty wciąż budzą we mnie żywe emocje, zwłaszcza, gdy tak, jak w tym przypadku relacja odbywa się w formie pierwszoosobowej. Nadaje to historii charakter niezwykle osobisty, mocniej działa na wyobraźnię, bardziej porusza.


Autor powieści w wyniku zagłady stracił całą rodzinę. Co więcej- do obozu trafił jako nastolatek. Młody człowiek, bez bliskich, sam na sam z całym okrucieństwem, zmuszony do radzenia sobie po swojemu i dorastania w takich okolicznościach. I tę zmianę również widać, to przejście z chłopięcej niewinności do wymuszonej dojrzałości.

Walter bardzo osobiście i drobiazgowo opowiada o tym procesie dorastania, dając nam do zrozumienia, że choć zmienił się świat i całe jego życie on wciąż był młodym mężczyzną. Choć walka o życie i konieczność zdobycia pożywienia znajdowały się na pierwszym planie, on wciąż czuł, widział, przeżywał. Poznał smak pocałunku, pierwszą miłość. Nie ukrywa tego, wręcz przeciwnie, podkreśla, że wojna wyostrza uczucia, sprawia, że człowiek pragnie poczuć jeszcze bardziej i mocniej.



Nigdy nie czytałam świadectwa napisanego przez kogoś takiego jak Walter, bo nigdy nie spotkałam się z osobą, która mogłaby zyskać wykorzystując swoje umiejętności. On potrafił przepięknie rysować, marzył, by zostać artystą. Tworzenie portretów pozwalało mu zdobyć nieco więcej pożywienia, zyskanie nieco lepszych warunków, delikatnych przywilejów. Ale każdy medal ma dwie strony. Ta „obozowa sztuka” została z nim na zawsze. Już zawsze jego życie i jego zdolności opierały się na wspomnieniach i obrazach pojawiających się przed oczami, kiedy je zamykał.




Bo nie da się tak po prostu zapomnieć i się odciąć. Epilog umożliwia przekonanie się, co stało się z autorem książki po wojnie. Jak pobyt w obozie wpłynął na jego życie i jak ciężko było mu wrócić do normalności, a może raczej pozornej normalności.







Nie czyta się łatwo, bo nie można bez emocji zgłębiać takiego tematu. Taka lektura wymaga zaczerpnięcia oddechu, zrobienia sobie kilku przystanków. Ale warta jest poznania i zapamiętania. Czuję głęboką wdzięczność do autora za to, że spisał swoje wspomnienia oraz uzupełnił je zdjęciami rysunkami. 

Za możliwość poznania historii Waltera dziękuję Wydawnictwu Od deski do deski.