No cóż....nie widziałam na blogach palm.....a przecież sama tez mogłam jakąś uwinąć:)
Powinnam mieć to w genach.....bo moja babcia pochodziła z Kurpiów, z Myszyńca właśnie...gdzie palmy sięgają nieba...:)
Kochała kwiaty, koty, kolory, warkocze, hafty, koronki, białą bieliznę szyła sama, nie tylko tą domową, ale i do noszenia. Krochmaliła swoje halki, białe bluzeczki, obrusy. W oknach zawsze kwitnące pelargonie, świeże drożdżowe ciasto w kredensie...ech...
Wiele lat utrzymywała się z robótek ręcznych, na drutach robiła kamizelki, skarpety, rękawiczki, szaliki....W domu miała kołowrotek, sama przędła wełnę owczą.
Wyjechała z Kurpiów jako młoda, piękna dziewczyna, tu nikt nie rozumiał jej gwary...była inna. ....Kochała śpiewać, bawić się...po prostu artystyczna dusza....
Bardzo dotykała ją zazdrość innych wiejskich kobiet....nie rozumiejących jej zwyczajów, kuchni, rękodzielniczej pasji..
Dziś, po latach widzę , jaka do niej podobna jestem, jak sobie życie układam podobnie....stąd moje zabawy kolorami, koronkami, patchworkami właśnie....itp.
Babcia Rozalia.....jej pierwsza miłość mówiła do niej "Różyczko"....
Dziś miałaby 110 lat...ale zawsze pozostała w duszy tą młodą, piękną dziewczyną z czarnymi grubymi warkoczami.....i z miłością w sercu do ułana, który zginął na wojnie...
To tyle nostalgicznych wspomnień na dziś.....:)
Dziękuję Wam kochane za miłe słowa i za skrzydła, które powodują, że mi czasem "palma odbija" ...:)niezależnie jaka to jest niedziela...;)