Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dermalogica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dermalogica. Pokaż wszystkie posty

Demakijaż i mycie twarzy. Dermalogica Magnetic Afterglow Cleanser & Youth To The People Adaptogen Cleanser /recenzje/

 

W przypadku produktów do oczyszczania twarzy liczą się dla mnie dwie rzeczy: skuteczność i łagodność działania. Mile widziane są także dodatkowe właściwości kojące, które nie zaburzają bariery naskórkowej — a idealnie, gdy kosmetyk jest bezzapachowy.

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to możliwe, ponieważ użyte surowce mają swój naturalny zapach, ale niech będzie on neutralny. Jeśli natomiast w składzie pojawia się kompozycja zapachowa, preferuję tę subtelną, nienachalną i dobrze dopasowaną do charakteru produktu.

W tym przypadku zarówno Dermalogica Magnetic Afterglow Cleanser, jak i Youth To The People Adaptogen Cleanser idealnie wpisały się w moje potrzeby oraz preferencje.

Jeśli szukasz podobnych właściwości, bardzo możliwe, że to produkty warte poznania. Zapraszam do dalszej części wpisu!

Dermalogica Barrier Repair


Barrier Repair to produkt nawilżający skierowany do skóry wrażliwej i podrażnionej, naczyniowej. Wchodzi w skład serii UltraCalming. Oparty na silikonowej bazie zawiera olej z wiesiołka, ogórecznika, vit. C i E, ekstrakt z owsa, imbiru. 

DERMALOGICA Redness Relief SPF 20


Pierwsze opakowanie kupiłam w zeszłym roku, na początku byłam bardzo podejrzliwa, że niby jak TO ma zadziałać i czy faktycznie efekty okażą się zadowalające? Z recenzją czekałam, zwlekałam i odkładałam ile tylko się dało ;) Pielęgnacja wymaga czasu. Dzisiaj kończąc druga tubkę wracam do swoich notatek i zapraszam na podsumowanie.

DERMALOGICA - UltraCalming Serum Concentrate


UltraCalming Serum Concentrate, to łagodzące serum dla cer wrażliwych i naczynkowych. Zapewnia skoncentrowaną dawkę składników aktywnych, które koją i chronią skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Zapewnia właściwości łagodzące przy poważnych podrażnieniach skóry, minimalizuje pieczenie, swędzenie i jednocześnie dba o odpowiedni poziom nawilżenia.

Dermalogica PreCleanse, czyli o mojej pielęgnacji część I

Postanowiłam przygotować serię postów, która dotyczy mojej pielęgnacji i jednocześnie zaprezentować oraz w tym ujęciu opisać/zrecenzować/przybliżyć produkty, które znajdziecie na mojej półce w łazience.




Krótkie przypomnienie:
Wiek 30+ (bliżej czwórki niż trójki:P)
Typ skóry: twarz i ciało

Charakterystyka cery: mieszana w kierunku tłustej z okresowym problemem w strefie T, cera płytko unaczyniona z tendencją do zaczerwienienia, walczę z trądzikiem różowatym oraz problemami z suchą skórą na ciele.

Suchość skóry na policzkach i problem ze strefą T a szczególnie czołem wymusza stosowanie dwóch produktów pielęgnacyjnych. Najczęściej łączę różnego rodzaju sera z nawilżaczami, które dobrze spiszą się na strefie T i nie będą wpływać na przyspieszony proce przetłuszczania się skóry
Wielokrotnie wspominałam na temat mojego rytuału dotyczącego demakijażu oraz oczyszczania. Dla mnie to ważna sprawa i wiem, że przekłada się na kondycję cery.
Kiedy borykamy się z różnymi dolegliwościami skórnymi zapewne większość z Was stara się wypracować swój pomysł na dobrą i udaną pielęgnację. Wszelkie zmiany bądź podejmowane próby mają różny finał, ale ponad 1,5 roku temu postawiłam wszystko na jedną kartę. Z perspektywy czasu wiem, że to był doskonały krok i wszystko to, czego dowiedziałam się wcześniej zaprocentowało. Dlaczego o tym piszę? Głównie z jednego powodu, kiedy został u mnie zdiagnozowany trądzik różowaty byłam przerażona. Dzisiaj oswajam wroga na każdy możliwy sposób. Pisze do mnie wiele osób, dzielimy się spostrzeżeniami, radami. Mam szczęście, że trafiłam na mądrego i dobrego dermatologa. Dlatego też ta seria jest w pewnej części skierowana do wszystkich tych osób, z którymi do tej pory wymieniałam się uwagami poza blogiem, na FB, czy w e-mailach. A przy okazji każdy z Was może wyłuskać coś z tego dla siebie :)

Oczywiście to tylko moje przemyślenia, eksperymenty, zmiany. Niekoniecznie musi sprawdzić się w Waszym przypadku. Jak ze wszystkim ;) warto wziąć poprawkę, jak to napisała jedna z moich ulubionych blogerek „U mnie zawsze znajdziecie moją wersję prawdy :)”
 
I tym pięknym podsumowaniem zapraszam do dalszej części :)))

Przez wiele lat stosowałam tzw. podwójne mycie twarzy korzystając z różnych preparatów i nie zagłębiałam się w to za bardzo ;) Pierwszy raz z tym pojęciem spotkałam się bardzo dawno temu podczas zaznajamianiu się z ofertą Kanebo. Potem o tym zapomniałam.

W czym rzecz. Kiedy mam za sobą fazę z demakijażem przechodzę do dalszego oczyszczenia i tutaj jest to dowolny produkt np. żel/pianka/olejek itd. W zależności od skóry i jej potrzeb. Potem najczęściej sięgam po mydło Aleppo z glinką Beloun/Aqua Marinę/itd.

Może wydawać się dużo, lub nie ;) Kwestia przyzwyczajeń oraz cery. U mnie taki sposób gości od lat i zmiany zauważyłam po kilku tygodniach stosowania. Z czasem zaczęłam szukać produktów idealnych i w taki oto sposób historia zatoczyła koło, a ja zainteresowałam się olejkami i innymi cudami. Dwa lata temu pisałam na temat olejków z Biochemii Urody KLIK! Tylko, że po spotkaniu z olejkiem Galenic, Dermalogica, TBS, Kanebo wiem, że nie wrócę do takiego wydania. Czuje się różnicę i to bardzo dużą! Pomijam aspekt cenowy, skupiam się przede wszystkim na działaniu.
W tym momencie wypada wspomnieć o olejku PreCleanse firmy Dermalogica. Pamiętam, że to właśnie recenzja Iwetto wygenerowała zakup PreClenase. 

Pomyślałam....O, to coś dla mnie!


Olejek dostajemy w kartonowym opakowaniu z pełnym opisem producenta i zabezpieczeniem z hologramem.


Czytelna informacja o przydatności od momentu otwarcia.


Skład INCI



Poj. 150ml/ cena –ok. £30 (orientacyjnie, bo widziałam ceny plus/minus)

Olejek ma za zadanie przygotować cerę do dalszego oczyszczania twarzy (pre clenase, czyli wstępne oczyszczanie) więc sięgamy po niego przy demakijażu. Takie jest założenie, u mnie w praktyce wygląda to zupełnie inaczej.
Dlatego też wstępne mycie staje się ostatnim :)

Próbowałam zmywać makijaż, czyli podkład/puder/róż (do oczu używam wyłącznie preparatów dwufazowych) ale efekt był średni. Nie zachęcał mnie do dalszych prób. Od lat jestem wierna dla połączenia mleczko + micel. I to sprawdza się najlepiej. 

Jednak olejek zaczęłam używać na już wstępnie oczyszczoną skórę z kosmetyków kolorowych. Na delikatnie zwilżonej skórze wodą rozprowadzałam olejek (ilość „na oko”- w zależności od kalibru używanej kolorówki). W taki oto sposób przystępowałam do delikatnego masażu całej twarzy, a olejek w połączeniu z wodą zmienia się w białą emulsję.

W efekcie wspaniale pomaga pozbyć się resztek makijażu oraz innych nieczystości skumulowanych po całym dniu. Skóra staje się przyjemnie ukojona, promienna i gładka. Po całym zabiegu nie jest ściągnięta, nie wymaga natychmiastowego użycia toniku bądź kremu.
Pełen luksus.

Bardzo lubiłam wykorzystywać go rano, do przemycia twarzy i usunięcia wszelkich pozostałości po produktach które aplikowałam na skórę wieczorem. W ten sposób przygotowywałam cerę do dalszych zabiegów. Z biegiem czasu zauważyłam, że taki zabieg przynosi ogromne korzyści. Żaden znany produkt wcześniej nie odwdzięczał się działaniem w takim wydaniu.

Owszem, mam swoich ulubieńców jak np. pianka z Caudalie, Aqua Marina, mydło Aleppo z glinką Beloun, ale to zupełnie inny kaliber. I nawet nie mogę ich w żaden sposób zestawić ze sobą.

Zbawienne działanie PreCleanse doceniałam szczególnie kiedy przez kilka tygodni borykałam się z intensywnymi zmianami grudek i krostek, są one dość bolesne. Na dodatek pojawił się rumień i skóra była mocno przesuszona. Teraz z perspektywy czasu wiem, co było przyczyną i nie ma to już większego znaczenia (za to napiszę o tym za jakiś czas), ale w taki oto sposób przekonałam się o łagodnej aczkolwiek bardzo skutecznej mocy olejku. Dzięki niemu skóra dość szybko została ukojona, wyciszona a okresowe przesuszenie szybko odchodziło w zapomnienie. Był to jedyny produkt po który sięgałam do mycia oraz demakijażu. Makijaż był bardzo oszczędny, więc zmycie go nie stanowiła większego wyzwania a cały proces był mało inwazyjny dla cery.

Od lipca do stycznia zużyłam dwa opakowania. Na początku sięgałam po niego tylko wieczorem, z biegiem czasu dwa razy dziennie. A w ostatnich tygodniach na zmianę z pokaźnym pakietem miniatur z Kanebo.

Pomimo problemów z dozowaniem oceniam go jako wydajny kosmetyk.
Nie wiem, czy wrócę do PreClenase. Możliwe, nie mówię nie. Widzę za to jeszcze większy potencjał w Kanebo Silky Purifying. W dużej mierze sprawcą zamieszania jest opakowanie, a raczej jego rodzaj ;)

Olejek PreCleanse mieści się w zwykłym opakowaniu ze sztucznego tworzywa, z małym dziubkiem w postaci otworu bez żadnego dozownika.



Moje dawkowanie „na oko” odbywało się w różnych ilościach, nie lubię sobie żałować dobrej pielęgnacji. Irytowało mnie to, że ciężko jest jednorazowo zaaplikować tyle ile potrzebuję a przecież nie będę trzymać miarki w łazience :P Kanebo ma funkcjonalną pompkę :) 


Przez chwilę sądziłam, że olejek z Dermalogica zastąpię The Body Shop Camomile Silky Cleansing Oil, ale tak się nie stało. I nie dlatego, że to zły produkt, nie! O dziwo TBS wykonał dobrą robotę :) warto rozważyć zakup jeżeli lubimy takie formuły. W tym przedziale cenowym nie znajdziemy nic lepszego. Mnie osobiście nie do końca pasuje olejowa konsystencja, jakkolwiek to dziwacznie zabrzmi ALE Dermalogica jak i Kanebo mają bardzo fajną formułę, która nie jest tłusta, wyczuwalna na skórze. A właśnie to najbardziej przeszkadzało mi w olejku z TBS. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że doskonale usuwa makijaż oczu! Nie podrażniając ich przy tym. Dla mnie szok! 

Przypadkowa czynność, której normalnie bym nie zrobiła :)))) Dla mnie demakijaż to rzecz święta. Była mini impreza, zaszumiało w głowie bardzo przyjemnie a potem trzeba było położyć się do łóżka. Wpakowałam się pod prysznic i nagle zdałam sobie sprawę, że mam na sobie makijaż a moją jedyną opcją jest olejek z TBS, który stał porzucony na półce. W taki oto sposób przekonałam się, że potrafi sobie poradzić z mocnym makijażem, bardzo skutecznie i nie podrażnił oczu. Oczywiście sprawdziłam to jeszcze w innych warunkach. Efekt ten sam.

Dermalogica PreClenase dokonał pewnego przełomu w mojej pielęgnacji, w moim podejściu do demakijażu i oczyszczania. Pokazał, że można chcieć więcej, że można trafić na kosmetyk którego obietnice przekładają się na realne zastosowanie. Podniósł poprzeczkę. To mnie cieszy, bo kiedy borykamy się z różnego rodzaju problemami szukamy najlepszego rozwiązania. Znalazłam nie tylko rozwiązanie, ale przede wszystkim drogę dla siebie.


Zamierzam przybliżyć pozostałe produkty firmy Dermalogica, które mam w posiadaniu. Jest to dobra marka, warto spróbować i przekonać się, czy zadziała.

Znacie tę markę? A może polecicie jakiś inny olejek tego typu? :)

Pozdrawiam :)