Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty

MAC is BACK! Kosmetyczne powroty i moje ulubione kosmetyki MAC, do których wracam po latach


Nie przypuszczałam, że oferta MAC po wielu latach pochłonie mnie na dobre. Owszem, lubiłam pojedyncze produkty, ale nigdy nie byłam wielką fanką marki. Co się zmieniło? Na pewno moje preferencje. Mam też nadzieję, że nadchodzące reformulacje będą równie udane i zachęcą do dalszych zakupów.

Do tego wpisu zebrałam wszystkie produkty, które kupiłam w ciągu ostatnich miesięcy (jeden jest prezentem!). Wszystko zaczęło się w zeszłym roku i zupełnie nieoczekiwanie uzbierała się całkiem pokaźna kolekcja. Zapraszam do dalszej części wpisu!

MAC Blot Powder Medium /recenzja/


Blot Powder jest pudrem matującym o właściwościach absorbujących i kontrolujących wydzielanie sebum. Zapewnia bardzo dobry efekt zmatowienia bez pudrowego wykończenia. Transparentny. Można używać samodzielnie bądź do wykończenia/utrwalenia makijażu. - tyle słowem wstępu :)

MAC Evening Rendezvous (matte)



Przez długi czas unikałam pomadek z firmy MAC. Głównym powodem był ciągły niedosyt w związku z pielęgnacją (a raczej jej brakiem ;)). Mam bardzo chimeryczne usta, a owe maty, od których zaczęłam swoją przygodę lata temu nie pokazały się od dobrej strony. Wszystko uległo zmianie od kiedy wprowadziłam do pielęgnacji ust produkty oparte na lanolinie (Lanolips & Dr. Lipp - to moje osobiste hity). Dzięki temu cieszę się ustami w dobrej kondycji, przeminęły czasy przesuszonej, spierzchniętej, podrażnionej i pękającej skóry. Dużą różnicę widzę podczas stosowania płynnych matowych pomadek jak np. ABH Dusty Rose, która potrafi przesuszyć usta w ciągu stosowania i to już po jednym dniu. Lepiej wypada Stila All Day Liquid Lipstick Patina /recenzja/ oraz absolutna nowość dla mnie The Balm Meet Matt(e) Huges w boskim kolorze Charming (o niej będzie za jakiś czas, ale jeżeli lubicie tego typu formuły, dajcie koniecznie szansę ofercie The Balm - ABH może się schować ;))

MAC Enchanted Eve Brush Kit /pierwsze wrażenia po 6 miesiącach używania/



Zestaw pędzli dostałam w prezencie świątecznym na Gwiazdkę w ubiegłym roku od Simply_a_woman :* Był to strzał w 10-tkę, ponieważ rozważałam zakup tego setu. Opinie w sieci są różnorodne, sama mam mieszane odczucia wobec pędzli MAC. Może dlatego, że z dotychczasowego zestawu pięciu pełnowymiarowych egzemplarzy kupiłabym ponownie trzy? Mimo wszystko biorę pod uwagę zakup dwóch wariantów:
MAC 137 Long Blending Brush
MAC Mini 221 Tapered Blending Brush - pytanie: jaka jest różnica podczas użytkowania pomiędzy nim, a 221SE Mini Tapered Blending Brush? trochę nie daje mi to spokoju. Bo co innego oglądać i dumać, a co innego mieć i używać - a potem porównać, odnieść się do nich.

Skąd taki pomysł, wyjaśniałam tutaj 



Dzisiaj skupię się na Enchanted Eve Brush Kit. Zapraszam :)

MAC Toledo Collection, pierwsze wrażenia




Rzadko czekam lub wypatruję nowych edycji limitowanych z firmy MAC. Jednak tym razem uległam urokowi zdjęć reklamowych w podobny sposób jak przy okazji róży z LE Antonio Lopez, które możecie zobaczyć tutaj /link/ MAC Toledo Collection szybko wskoczyło na zakupową listę i czekałam tylko na dogodny moment :) Oto one :)))

Nie(winna)


Walka z brakiem światła nie jest prosta, ale mam nadzieję, że niebawem to ulegnie zmianie. W międzyczasie postanowiłam Wam pokazać paru ulubieńców z kolorówki w akcji.

Mowa o palecie do twarzy z Mac’a w kolorze Coral. Na początku byłam na nie, lecz im częściej po nią sięgam to tym bardziej doceniam jej funkcjonalność oraz kolory.



Prasowane cienie Lily Lolo Shrinking Violet, to dość świeży nabytek. Trafiły do mnie za sprawą Simply :* 




Zasługują na uwagę. Matowa formuła o dość ciekawej konsystencji. Poniżej zobaczycie próbki kolorów bez bazy! W przypadku matowych cieni, to niezły efekt. Nie do końca mi się one podobają, ale o tym napiszę za jakiś czas. Wiem, że po inne kolory nie sięgnę. Z kolei dla osób, które lubią dzienne, delikatne makijaże te cienie mogą być idealne :)



Flormar SuperShine 525, to urodzinowy prezent od Stri :* Długo czekała na premierę, ponieważ nie miałam do niej konturówki. Kolor pomadki bardzo, bardzo mój   Z tej serii mam jeszcze czerwień i koniecznie muszę Wam ją pokazać. Jeżeli macie dostęp do Flormaru, a szukacie dobrych jakościowo pomadek, które nie wysuszają ust a są dość trwałe i wabią kolorami, nie wahajcie się :)



Na dzisiaj to tyle z mojej strony :) Relaksująca notka, a ja po raz kolejny przekonuję się, że uwielbiam mocno podkreślone usta ♥

Co o tym sądzicie? :)

Miłego wieczoru :)



Niewidzialny przyjaciel ;)


Puder sypki.



Na co zwracamy uwagę podczas zakupu? Jakie właściwości musi posiadać, aby stał się naszym ulubieńcem? Czego oczekujemy po tego typu kosmetyku?

Osobiście stawiam na pudry matujące, ale takie, które zostawią jedwabiste wykończenie. Nie muszę mieć super matu, ale dobrze, jeżeli przez kilka godzin mam komfort omijania luster;) i sięgania po resztę oręża, jakim są bibułki matujące oraz puder w kamieniu. Dodatkowym wymogiem jest to, aby dobrze współpracował z cerą przez cały rok. Dla mnie puder sypki to najbardziej wydajny kosmetyk na świecie;) i nie jestem w stanie zużyć go szybciej niż w przeciągu dwunastu miesięcy. W taki sposób mogę wyrobić sobie zdanie i wiedzieć, czy wrócę bądź nie.
Chyba żaden inny produkt nie ma tak długiego okresu próbnego, bo choć wystawiam recenzję po miesiącu to później lubię wracać by skonfrontować swoje spostrzeżenia.

Wezmę dzisiaj „pod lupę” pudry sypkie, jakie miałam/mam okazję używać w ostatnim czasie – mowa będzie o Vichy Dermablend Fixateur Pouder puder utrwalający, Yves Rocher Couleurs Nature Puder transparentny - Transparentny beż, MAC Prep + Prime Transparent Finishing Powder, Flormar Loose Powder.

Macie takie kosmetyki, do których wracacie z przyjemnością? Bo u mnie często tak bywa nawet, jeżeli ciągnie mnie do nowości to i tak decyduję się na nadprogramowy zakup, który jest pewnym kołem ratunkowym w razie potrzeby. Nie lubię szukać na gwałt zastępcy, jeżeli dany kosmetyk się nie sprawdza.



Sypki puder transparentny Couleurs Nature z Yves Rocher jest właśnie w tej grupie, którą określam mianem koła ratunkowego. Zawsze pewny i niezawodny. Są też minusy;) Dużo bardziej podobało mi się „stare” opakowanie - było funkcjonalne przede wszystkim, ale odnoszę się do bardzo starej edycji. Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta zieloną puderniczkę z bezpiecznym zamknięciem oraz siateczką? Tyle razy zabierałam się za zrecenzowanie tego pudru i coś innego zaprzątało mi uwagę. Pora to zmienić i podzielić się kilkoma wiadomościami na jego temat.



Lubię jego strukturę, choć z matowieniem nie daje sobie rady tak dobrze jak oczekiwałabym, ALE plusem jest bardzo dobre stapianie się ze skórą. Nie ciemnieje, nie wysusza. Do tego dobra pojemność oraz cena. Dobrze wypada na tle średniej półki.



Jeden z niewielu pudrów, które mogę określić mianem Pana wszystkich sezonów.



Vichy Dermablend to puder utrwalający, który wyjątkowo sobie cenię. Podtrzymuję moją dotychczasową opinię, którą zawiera recenzja. Co prawda daleko mu do Poudre Cristalline Chanel, ale to zupełnie inna liga.  



Tak sobie myślę, że gdyby został wzbogacony czymś dodatkowo np. krzemionką czy pudrem ryżowym to zyskałby na właściwościach. Piszę o tym z perspektywy osoby, która zaczęła mieć problem z przetłuszczającą się cerą i szuka ideału. Nie wykluczam podrasowania tego pudru i podzielenia się opinią.
Jest to dobry puder w swojej klasie, ale wiem, że dużo zależy od kondycji cery oraz postawionych wymagań wobec pudru.


MAC Prep + Prime Transparent Finishing Powder – gdybym miała zestawić go z Dermablendem to MAC wygrywa bezapelacyjnie. Dużo lepsza struktura samego pudru oraz przyczepność i wykończenie. I tę różnicę widać już po samym składzie INCI. Wg mnie jest o wiele bardziej uniwersalny. Idealnie nadaje się nie tylko do wykończenia makijażu, ale „zagruntowania” skóry przed wykonaniem kolejnych kroków. 



 Niewidoczny na skórze zostawia delikatną mgiełkę, satynowy mat. W moim przypadku daje radę na kilka godzin pod kątem zmatowienia czoła, ale, pomimo, że pojawia się błysk to makijaż jest nadal świeży i dobrze się prezentuje. Najlepiej aplikuje mi się go pędzlem do różu z EcoTools – jest to jedyny pędzel, który moim zdaniem zasługuje na uwagę, ale nie jest używany zgodnie z przeznaczeniem;) 



Nie wiem czy kupię go ponownie, choć wersja w kamieniu na pewno będzie mile widziana w roli torebkowego niezbędnika na wynos:) Natomiast sypką wersję planuję uszlachetnić na bazie pudru ryżowego, jeżeli jesteście zainteresowane to opiszę moje wrażenia, bo pomimo zakupu gotowców wciąż wracam do tego typu „proszków”.



Flormar Loose Powder, kupiony spontanicznie z miłości do firmy, która ma świetne lakiery i różo-bronzery. To był błąd. Struktura samego pudru jest przyjemna, ale na tym kończą się atuty. Podstawowym problemem jest fakt, że puder ciemnieje! I w zasadzie nie robi nic poza optycznym wygładzeniem, które nie do końca jest takie jakbym chciała. Podkreśla nielubiany przeze mnie meszek....

Jego właściwości są dla mnie zagadką, ponieważ nie matuje, nie rozświetla ( a ma w składzie mikę i drobinki w samym pudrze są widoczne jednak na skórze giną).
Wykorzystuję go za to w innej formie, mianowicie wcieram flat topem tak jak podkład mineralny. W ten sposób zyskuję faktycznie wygładzenie i jednolity kolor. Na takiej bazie dobrze trzyma się róż/bronzer/rozświetlacz. I co dziwne, po takiej aplikacji puder nie ciemnieje, idealnie stapia się ze skórą. Co prawda nie ma właściwości kryjących, ale nie przeszkadza mi to specjalnie.


Lubię go za delikatność, brak wysuszania, ale w roli typowego pudru sypkiego u mnie się nie sprawdza...Wydaje mi się, że może dobrze mi służyć jesienią i zimą. Na pewno dam znać.

Gdybym miała wybrać tylko jeden z pośród przedstawionych to miałabym spory problem jednak...
Postawiłabym na puder Mac’a Prep,+Prime, który daje mi większe możliwości kombinacji. Póki, co nie wystawię pełnej recenzji dla tego pudru, bo uważam, że po roku będę wiedziała więcej na jego temat z racji, że pora jesienno-zimowa jest specyficzna. Obecnie, sezon letni uważam za udany.
 Z perspektywy użytkowej wiem, że lubię mieć kilka produktów pod ręką do wyboru z racji tego, że potrzeby mojej cery zmieniają się wraz z porami roku/temperaturami za oknem i tzw. sezonem kaloryferowym/cyklem i wieloma jeszcze innymi czynnikami.

Jak to jest u Was? Macie swoich własnych faworytów? Z chęcią się dowiem, bo może pojawi się nowy typ?

Pozdrawiam!
*pudry zostały roztarte na dłoni w celu ukazania koloru/efektu a nie dla pokazania stapiania się ze skórą ;)

Faworyci czyli powracam, lubię, cenię. Krótki przegląd kolorówki :)




Pielęgnację zawsze mi jest łatwiej opisywać głównie dlatego, że na bieżąco coś się zmienia, zużywa i siłą rzeczy pojawiają się nowości. Z kolorówką jest już inaczej. Nie wiem jak dla Was ale w moim przypadku jedynie tusz/podkład czy kremy tonujące/błyszczyki bądź balsamy do ust są w ciągłym ruchu natomiast jeżeli chodzi o resztę to jest już zupełnie inaczej.

W każdym razie postanowiłam zebrać to, co w ostatnich miesiącach sprawiło, że sięgam chętniej niż po coś innego lub polubiłam na tyle, że nie wyobrażam sobie codziennego rytuału bez danego produktu.

Brytyjskie lato jest umiarkowane. Mnie to bardzo odpowiada :) Lubię ciepło ale bez przesady i zawsze polska aurą o tej porze była dla mnie najbardziej męcząca... Jednak i w UK zdarzają się na tyle ciepłe dni, że nie mam ochoty na makijaż i stawiam na minimalizm.

Prezentację faworytów z kolorówki podzielę na dwie części, dzisiaj będzie o kilku różnych kosmetykach a następnym razem pokaże tzw. żelazny zestaw jaki towarzyszy mi od kilku tygodni.

Zainteresowane? :)


Zacznę od słynnego BB kremu - Lioele Dollish Veil Vita # 1 Gorgeous Purple – z moją recenzją możecie zapoznać się TUTAJ – nadal uważam, że jest on fenomenalny i warty wypróbowania. Zachwycam się nim ale nie zmieniłam zdania co do BB kremów. Moim zdaniem każdy sam musi zadecydować czy chce, czy warto itd. Nie ma jedynej i słusznej drogi, która mówi, że właśnie TO będzie dla Ciebie dobre ;)
U mnie się sprawdza i zaopatrzyłam się w zapas.



Oriflame Beauty Eyebrow kit – wykończyłam moją ulubioną paletę z Alterry, prezentowałam ją TUTAJ i szkoda, że zniknęła z oferty bo uważam, że to był świetny produkt. Od jakiegoś czasu uzależniłam się od palet i wśród ulubieńców jest także ELF, pokazywałam ją TUTAJ. Oriflame kupiłam w okresie kiedy była produktem widmo ale spotkałam się z informacją, że pokazała się na nowo. Nie wie czy to ta sama wersja ale ta, która posiadam jest niezła. Jedynie wosk od samego początku był dziwny ale nie sięgam po niego więc nie napiszę więcej.
Opakowanie to praktyczna kasetka z mini szufladką na aplikatory, przyznam się, że to fajny pomysł szczególnie dla wersji mobilnej bez dodatkowego balastu w kosmetyczce.



Burberry Lip Cover, za jej sprawą na nowo polubiłam pomadki :) i sprawiła, że nabrałam ochotę na poznanie kolorówki Burberry. Miniaturka jest świetna ale myślę o pełnowymiarowym opakowaniu.

Przy okazji odkryłam fantastyczne szminki z Rimmela – pewnie wszyscy je dobrze znają ale uważam, że warte ponownej prezentacji. 


Rimmel Lasting Finish 070 Airy fairy oraz Rimmel Lasting Finish 077 Asia – ogromnie je polubiłam za kremową konsystencję, dobrą trwałość a przede wszystkim za to, że nie wysuszają moich ust. Kolory bardzo udane, idealne do szybkiego oraz estetyczne opakowanie.

P2 mission summer look 010 Rich Rose to moje ostatnie odkrycie oraz Alverde 52 Primrose.



Pomadka P2 jest niesamowicie trwała i świetnie napigmentowana. W pierwszym kontakcie wydaje się nieco sucha i twarda ale to złudzenie ponieważ świetnie rozprowadza się na ustach. Nie zauważyłam aby wysuszała skórę moich ust a podczas jedzenia czy picia równomiernie znika. 


Alverde zaskoczyło mnie tym, że nie jest to tylko pomadka ;) Mam wrażenie, że zachowuje się jak koloryzujący balsam do ust. Jest świetna i mam ochotę na spróbowanie innego koloru. Może akurat pojawi się okazja.

Jeżeli chodzi o walory pielęgnacyjne pod kątem ust to stawiam na Mac’a oraz A-dermę, lubię tego typu balsamy pielęgnacyjne. 

MAC Lip Conditioner został już przeze mnie szczegółowo opisany. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ



A-Derma Regenerujący balsam do ust na bazie mleczka z owsa Rhealba. Mam ogromną słabość do tej firmy ponieważ w okresie dużych problemów ze skórą okazała się mieć w swojej ofercie naprawdę skuteczne dermo kosmetyki. Uratowały mi skórę. Dosłownie.

Wg producenta balsam do ust głęboko nawilży i wygładzi skórę ust pozostawiając na nich długotrwały film ochronny do 6h, nie pozostawia widocznego wykończenia.



Kosmetyk jest zamknięty w praktycznej tubeczce ze ściętym dziubkiem o poj.15 ml, tworzywo z którego wykonano opakowanie jest na tyle miękkie, że bez problemu zużyjemy balsam do końca.
Faktycznie świetnie nawilża i regeneruje skórę ust, dodatkowo łagodzi drobne podrażnienia. Świetnie sobie radzi z suchymi skórkami, wygładzając skórę warg. Po nałożeniu nie widać, że zastosowaliśmy jakikolwiek kosmetyk. Smak i zapach wg mnie neutralny. Delikatna formuła pozwala na zastosowanie w każdych warunkach bez potrzeby użycia lusterka ;)
Jest tylko jeden minus, nie nadaje się do używania podczas bardzo niskich temperatur. Miałam wrażenie, że był za lekki na duże mrozy. No i te 6 godzin ochrony to też odrobinę przesadzone ;) Działa i to dobrze ale aplikacje warto powtarzać co jakiś czas.



Cienie do których wracam najczęściej to czwórki Guerlain Bal de Miniut, uwielbiam je!



Tusze. W tej kwestii nastąpił wielki powrót do Max Factor 2000 Calorie i okazało się, że kupiłam odnowioną wersję - trudno jest mi oceni różnice ale ta jest moim faworytem i zdeklasowała wyższą półkę ;) Na równi z MF stawiam Maybelline One by one Satin Black, której pełną recenzję możecie TUTAJ zobaczyć.



Na koniec zostawiłam kosmetyki firmy MeMeMe, brązująco - rozświetlające kamyki pokazywałam TUTAJ i nadal uważam, że Goddess Rocks to był świetny zakup! 



Bardzo je lubię i wykorzystuję z powodzeniem na co dzień. Ich uniwersalność pozwala także na szybki makijaż oka a efekt końcowy podoba mi się.


W moim posiadaniu znalazły się również kremowe cienie Dew pots w kolorach Deadly berry oraz Autumn Smoulder. Jako cienie są takie sobie. Mam szybko przetłuszczające się powieki i nie zdają egzaminu ale w roli linera są genialne! Nałożone na cień w postaci kreski zmieniają konsystencję na pudrową i kolor świetnie trwa cały dzień n powiece. Łatwo też stopniuje się poziom nasycenia i bardzo podobają mi się w tej roli. Bardzo mi przypadły do gustu i są w codziennym użyciu od kliku dobrych tygodni.



Znacie coś z moich ulubieńców a może 
macie inne odczucia, którymi chcecie się podzielić?

Pozdrawiam!


Urodzinowy koszyczek : MAC Blue brown - cz.I




W urodzinowym koszyczku znalazło się kilka bardzo ciekawych smakołyków, dzisiaj będzie o jednym z nich, pigmencie z  Mac’a w kolorze Blue Brown. Od dawna miałam na niego ochotę a odświeżona znajomość za sprawą Marti zaowocowała pełnowymiarową sztuką.
Wcześniejszy makijaż możecie zobaczyć TUTAJ doskonale widać jak zmiana bazy/ cienia/kredki itd. może zmienić jego bajeczny kolor


Jestem urzeczona kolorem oraz tym jak jest wielowymiarowy a w zależności od bazy zmienia swoje oblicze, cudny duochrom, który idealnie wpisuje się w moje kolorystyczne upodobania.



Jest to mój trzeci pigment i wiem, że nie ostatni. Dlaczego? Ponieważ żadna firma nie zaoferowała tej miękkości, satynowego wykończenia, kremowej konsystencji w sypkiej postaci. Kiedy zanurzamy pędzelek w pigmencie nabiera na włosie idealna ilość i przy opracowanej aplikacji można zminimalizować osypywanie.
Długo broniłam się przed pigmentami tej firmy. Czy słusznie? I tak i nie, bo pojemność jest naprawdę ogromna a wydajność niesamowita! Duży wybór kolorów i niby łatwo wybrać coś dla siebie to nie każdy pigment jest warty grzechu w moim odczuciu. Nie każdy tez lubi taka formułę w kosmetykach do oczu. Dzięki przygodzie z minerałami doceniłam wszelkie sypkie formuły, oswoiłam je odpowiednio i teraz potrafię wykorzystać je w pełni.



Do makijażu użyłam:

Maybelline EyeStudio Lasting Drama Gel Eyeliner 24H  kolor Brown w postaci bazy pod pigment oraz do kreski- jestem z niego ogromnie zadowolona!
Max Factor 2000 Calorie – moja ulubiona maskara w ostatnim czasie i będzie o niej więcej
Łuk brwiowy- cień z palety Sleeka Paraguaya Sandstone – swoją drogą żałuję, że już się kończy
Załamanie powieki pojedynczy cień MUA – nr 19 matowy brąz

Twarz

BB Lioele Dollish Veil Vita # 1 Gorgeous Purple oraz Goddes Rocks z MeMeMe, które zmieszałam z Essence Vampire's Love shimmer powder - dostałam go od Kochanej Simply, wkrótce pokażę go z bliska.

Usta

Rimmel Airy Fairy

Wykończenie za pomocą MAC Mineralize Skinfinish Natural w kolorze Medium ale o nim będzie przy innej okazji :D

 


Mam okazję posiadać zbliżone cienie Catrice i MUA, którym blisko do efektu, jaki daje pigment Blue Brown jednak po wnikliwych testach śmiem twierdzić, że różnica jest. Znaczna. Czy warto inwestować w pigmenty z Mac’a? Jeżeli jest upatrzony kolor, który lubimy i będziemy wykorzystywać, na co dzień to obiektywnie powiem, że tak. W takich przypadkach nie warto rozmieniać się na drobne i szukać alternatyw. Jednak, kiedy cenimy eksperymenty i nie przywiązujemy się do marek/kolorów spokojnie starczą tzw. dupe. Takie jest moje zdanie.

W moje ręce wpadły jeszcze inne kosmetyki z Mac’a, pokażę je niebawem. Jaka będzie opinia? Sama jestem ciekawa: D, bo pozwoliłam sobie wybrać produkty, które uważam u siebie za podstawę przy udanym makijażu. Jesteście ciekawe czy zmienię nastawienie do Mac’a? Bo ja tak, tym bardziej, że przechodzę fale tzw. wielkich powrotów i nie przekreślam firmy na amen. Pomyślałam sobie, że skoro przychylniej spoglądam w kierunku Inglota to, dlaczego by nie spróbować i z tą firmą. Może będzie jak w polskim przysłowiu * tylko krowa nie zmienia poglądów*?:)


 źródło-http://www.chanel.com/en_SG/fragrance-beauty/Makeup-Powders-LE-BLANC-129214

Na zakończenie pokażę Wam jeszcze moje ostatnie marzenie, co prawda nie jest to nic nowego ale za sprawą Maus na nowo obudziło się we mnie pragnienie tym bardziej, że po pudrze Cristalline zostało jedynie wspomnienie….

                                                                  Pozdrawiam!