Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SeSDERMA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SeSDERMA. Pokaż wszystkie posty

Dlaczego nie kupię ponownie: Sesderma Azelac RU Emulsja rozświetlająca SPF50/ Azelac RU Luminous Fluid Cream SPF50



Nie planowałam tego zakupu albo inaczej, miałam go na liście z ciekawości, bo gdy zapoznałam się ze składem, nie byłam zbytnio przekonana (moją uwagę przykuła zawartość kwasu traneksamowego i azaleinowego). Doświadczenia z filtrem z linii Repaskin dołożyły swoje na "nie". A jednak w głowie pozostał ;) Zadziałała słabość do Sesdermy, po której to ofertę sięgałam z chęcią przez kilka lat. Zresztą od serii Azlelac wszystko się zaczęło. W każdym razie dzisiaj, z perspektywy czasu oraz kosmetycznego doświadczenia czuję coraz mniejsze zainteresowanie ich asortymentem. Chyba jedynie serum z witaminą C (seria C-Vit) jestem skłonna nadal kupować, ponieważ zawiera etylowy kwas askorbinowy (małe stężenie, ale jest) i odpowiada mi formuła samego serum. Jednak nie o nim i nie o tym dzisiaj.

Sesderma Repaskin Mender Liposomal Serum & Post Suncare Gel*


Na początku miesiąca pokazałam Wam nowości z serii Repaskin marki Sesderma /link/, które otrzymałam w ramach współpracy. Od razu wiedziałam, że zabiorę je ze sobą na urlop, co więcej filtr i serum od razu poszły w ruch. Dzisiaj chcę o nich więcej opowiedzieć, ponieważ pora wyjątkowo sprzyja, a działanie poszczególnych produktów solo jak i w połączeniu przyniosły bardzo dobre efekty. Mogą uwagę skradły dwa kosmetyki, serum i żel po opalaniu. Recenzję filtra Fotoprotector SPF50 zostawiam na później, nie jest zły, lecz spodziewałam się czegoś więcej. Nie mam mu wiele do zarzucenia, bo zapewnia bardzo dobrą ochronę, jednak czegoś mi w nim brakuje i raczej pozostałą ilość zużyję do ciała niż do twarzy.

SeSDERMA Repaskin* prezentacja nowości


Moja słabość do oferty Sesdermy zaowocowała nawiązaniem współpracy dzięki której będę mogła Wam opowiedzieć o słonecznej linii Repaskin, wybranej na dobry początek. Pomyślałam, że jest to dobry czas (nadchodzące lato) oraz sprzyjające okoliczności (urlop tuż tuż ;))

Za kilka tygodni pojawią się recenzje każdego z produktów, a dzisiaj przybliżę nieco poszczególne kosmetyki.

Sesderma Hidraderm Hyal krem nawilżający


Dzisiaj opowiem Wam o kolejnym produkcie Sesdermy, którego ocena jest trudna, lecz nie niemożliwa ;)

Przymierzałam się do tej recenzji przez kilka dobrych miesięcy. Pierwszy kontakt nastąpił z tym kremem w zeszłym roku w okresie jesieni, ale nie stosowałam go zbyt regularnie. Wtedy pełnił formę doraźną i głównie pod makijaż. Potem wróciłam do niego w grudniu i zrezygnowałam, ponieważ nie do końca radził sobie z moimi problemami (przesuszenie, łuszczenie skóry).

Byłam nieco zawiedziona, w końcu krem rekomendowano pod kątem profilaktyki i leczenia suchej, odwodnionej skóry. Mimo to postanowiłam dać mu szansę, a po Nowym Roku i kupiłam nowe opakowanie. Pomyślałam, że będzie to dobry wybór na wiosenno-letni okres. I nie pomyliłam się :)

Sesderma Azelac RU Liposomal Serum


O serii Azelac na blogu już wspominałam, pełne recenzje dla przypomnienia znajdują się TUTAJ Serum pojawiło się w ofercie firmy w zeszłym roku i przyznam się, że od razu nabrałam na nie ochoty.

Azelac RU Liposomal Serum, to kojące serum zwalczające objawy foto-starzenia i trądziku różowatego. Z racji zmagania się z trądzikiem różowatym szukam nowych preparatów bazujących w szczególności na kwasie azelainowym. Do tego producent zapewnia, że formuła serum opiera się na nanotechnologii, czyli transportowaniu składników aktywnych zamkniętych w liposomach w głębsze warstwy skóry i jednocześnie zwiększając działanie preparatu.

Może być stosowane do kuracji samodzielnej lub w połączeniu z innymi zabiegami depigmentującymi. Związek liposomowy składników aktywnych hamuje melanogenezę.

SeSDERMA Azelac żel bionawilżający i krem, czyli moje rozważania odnośnie codziennej pielęgnacji




Wprowadzenie na temat SesDermy zrobiłam przy okazji Glicare Żel Kontur Oczu i Ust a dzisiaj przychodzę z serią Azelac, która gości już u mnie 5 miesiąc i nie zanosi się na to, by zniknęła. Był to jeden z bardzo dobrych wyborów, skonsultowany z moją dermatolog i faktycznie regularne stosowanie przynosi pożądane efekty.

Z góry uprzedzam, że to będzie długi tekst także dużo czytania i mało obrazków:)

Dlaczego sięgnęłam po serię Azelac? Otóż jak większość z Was dobrze wie borykam się z trądzikiem różowatym (rosacea), który jest obecnie od dłuższego czasu w fazie „uśpienia”, ale to nie oznacza, że jestem wolna od problemów związanych z posiadaniem tej przypadłości. Pomimo leczenia choroba zostaje, na zawsze. Na szczęście nie oznacza to wiecznego przywiązania do leków w moim przypadku. Nie wiem jak u innych, lecz mogę powiedzieć, że jestem zadowolona i pomimo pojedynczych wyprysków/grudek mam także okresy pełnego spokoju a Rozex został odstawiony dość dawno temu.

Ale od początku, bo może nie wszyscy wiedzą, czym jest trądzik różowaty. Źródło – Kosmetologia i farmakologia skóry Marie-Claude Martini „Trądzik różowaty jest chorobą skóry cechującą się: rumieniem i teleangiektazjami środkowej części twarzy, grudkami, krostkami itd. Pierwszym stadium rozwoju trądziku różowatego jest rumień.
Jest to pierwotna choroba naczyniowa układu żylnego twarzy.”

W skrócie mówiąc pierwszą grupą ryzyka są osoby posiadające cery naczyniowe i płytko unaczynione. Nie oznacza to od razu, że trądzik różowaty wystąpi, jednak warto minimalizować ryzyko. Pomimo, że prawdziwa przyczyna tej chory pozostaje nieznana i przyjmuje się kilka opcji, to w moim przypadku stała się ona efektem błędnego leczenia. Niestety było za późno na odwrócenie jego skutków...

To jest długa historia i nie zamierzam się nad tym rozwodzić, stało się. Teraz staram się przy pomocy mojej dermatolog radzić z tym na dobrym poziomie.

Moja cera źle reaguje na większość kwasów, które można stosować przy tego typu problemach. Przechodziłam kurację kwasem salicylowym, PHA i choć początki były dobre, to w miarę kuracji tylko coraz gorzej. 

Kwas azelainowy był spontanicznym pomysłem. Głównie, dlatego, że dawno temu stosowałam, Acne Derm, który dobrze tolerowałam. 

Kwas azelainowy to kwas tłuszczowy C9 (dikarboksylowy), otrzymywany przez peroksydację kwasu oleinowego. Występuje w niewielkich ilościach w organizmie człowieka.

Potwierdzono jego działanie w procesie hamowania aktywności gruczołów łojowych, bakteriostatyczne w stosunku do bakterii tlenowych i beztlenowych. Zmniejsza rogowacenie naskórka, działa rozjaśniająco, zapobiega podrażnieniom. Pierwszy raz został wprowadzony do leczenia trądziku w 1989 roku.

Co więcej, można go stosować przy zapalnym i niezapalnym trądziku pospolitym i różowatym, łuszczycy oraz zapaleniu mieszków włosowych. Polecany dla cer naczynkowych, wrażliwych i skłonnych do rumienia.

Warto pamiętać, że mogą po niego sięgać kobiety w ciąży.

Nie można zapomnieć o efektach ubocznych, ponieważ nie ma leku na całe zło... Możliwe jest pojawienie się pieczenie, swędzenia, złuszczania skóry oraz rumień. Sama nie doświadczyłam takiego działania niemniej warto mieć to na uwadze.

Seria Azelac SeSDermy wykorzystała kwas azelainowy w jednej z form pochodnych – azeloiloglicyny. Z reguły są to małe stężenia i tym razem otrzymujemy deklarowane 3% stężenie Azeloglicyny, która łączy właściwości kwasu azelainowego i nawilżające działanie glicyny. W rezultacie uspokaja, zmniejsza zaczerwienienie, oczyszcza skórę. Działanie przeciwbakteryjne korzystnie wpływa na cery z trądzikiem różowatym. Zmniejsza wydzielanie sebum, eliminuje zaskórniki.

W sieci jest bardzo ciekawa publikacja Kwas azelainowy w podłożu żelowym: zastosowanie w trądziku zwykłym i trądziku różowatym Jacka Szepietowskiego i Adama Reicha, którą gorąco polecam. W bardzo przystępny sposób został opisany kwas azelainowy oraz jego zastosowanie i działanie.

Mam w swoich zasobach preparat Finacea 15% - Acidum azelaicum, jednak nie wiem czy o nim pisać. Jeżeli pojawi się głos potrzeby to na pewno przygotuję tekst w odniesieniu do Skinorenu czy Acne Dermu. Są to dobre produkty i godne polecenia, jednak nie nastawiajcie się na szybkie działanie. Sumienne i regularne stosowanie przynosi efekty nie tylko w przypadku skór z trądzikiem różowatym.
Tyle słowem wstępu:) 

Postanowiłam łącznie zaprezentować krem oraz żel z tej serii, ponieważ pomiędzy nimi są niewielkie różnice i chcę się skupić na tym, co deklaruje producent w zderzeniu z moimi odczuciami.

Producent przeznacza tę serię dla codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej i reaktywnej, zaczerwienionej ze względu na kruchość naczynek. Wspomaga leczenie trądziku różowatego i grudkowo-krostkowego. Skuteczny na przebarwienia. Azelac wykorzystuje innowacyjną technologię przenoszenia składników aktywnych zamkniętych w liposamach do głębszych warstw skóry bezpośrednio oddziaływując na przyczyny rumienia.
Właściwości preparatów z tej serii:
- zmniejsza zaczerwienienie skóry
- zmniejsza stany zapalne
- chroni i wzmacnia barierę skórną i mikronaczynka, zwiększa grubość skóry, przez co naczynia krwionośne stają się mniej widoczne.
- poprawia nawilżenie
- zmniejsza infekcje bakteryjne
- reguluje wydzielanie sebum
- ujednolica koloryt skóry
- rozjaśnia przebarwienia


Azelac krem nawilżający ze wskazaniem dla skóry mieszanej i suchej. W składzie mamy znaleźć: azeloglicynię, kwas azelainowy, niacynamid, fitosfingozynę, pantenol, wyciąg z ostropestu plamistego (Silybum Marianum) zamkniete w liposomach. Kwa hialuronowy w formie wolnej i kwas hialuronowy zamknięty w liposomach, triklosan.

Moje zainteresowanie składami INCI jest czysto hobbystyczne, nie jestem specjalistą także nie wnikam w formuły, ocenę. W/w składniki są, na tyle się orientuję. Tym najczęściej sugeruję się podczas zakupów. Lubię wiedzieć, czy podstawowe obietnice mają pokrycie w INCI.

Dlatego też u mnie nie spotkacie się analizą, czy rozkładaniem składu na części. Nie znam się na tym i nie będę udawać, że przy pomocy innych źródeł można tego dokonać, ponieważ zawodowo nie jestem związana z tą działką. Jedno to poznanie i rozróżnianie nazwy, działania i przeznaczenia, ale co innego ocena formuły. Mogę przewidywać i zwracać uwagę JAK reaguje MOJA cera i TAKIMI spostrzeżeniami się z Wami dzielić:)

Tyle w temacie pewnych pytań, które pojawiają się od czasu do czasu.

Azelac żel nawilżający ze wskazaniem dla cery tłustej. W składzie można znaleźć te same składniki, które w kremie.

Produkty różnią się pomiędzy sobą konsystencją, która w zależności od potrzeb cery ma znaczenie kluczowe. Postanowiłam wypróbować oba warianty, by mieć porównanie.

Opakowanie.



Krem jest w klasycznym opakowaniu. Masywne pudełko, może się podobać;) Dla mnie ono nie miało większego znaczenia, choć czasami było mało praktyczne. Z racji, że krem został w Polsce za parę dni uzupełnię notkę o dodatkowe zdjęcia i zobaczycie jak prezentuje się w pełnej okazałości.


Żel dla odmiany to smukły flakon z pompką, która świetnie dozuje pożądaną ilość produktu. Nie zacina się podczas użytkowania a kosmetyk wydobywamy z mistrzowską precyzją:) Widzimy, w jakim tempie zużywamy produkt, ponieważ część opakowania to przezroczyste tworzywo, jednak na tyle masywne, że ewentualne upadki nie są problemem. Tak, zdarzyło mi się to kilka razy i dobrze wiedzieć, że opakowanie nie ulega uszkodzeniu. Niby detal, który ma znaczenie.
Myślę, że gdyby krem byłby w takim samym opakowaniu tylko zyskałby na funkcjonalności.


Konsystencja. 

W obu przypadkach dostajemy żelową, odrobinę lepką formułę. Kolorem przypomina masę perłową, trochę nie do końca rozumiem ten zabieg producenta. Moim zdaniem można sobie darować takie dodatki.

Krem pomimo delikatnej konsystencji jest dość treściwy i odczuwalnie cięższy niż żel, ale to wynika także z przeznaczenia pod kątem cery. Sama wykorzystałam go głównie w okresie zimowym podczas intensywnej ery kaloryferowej. Jednak nie sądzę abym ponowiła jego zakup. Żel jest o wiele lepszym wyborem.

Wydajność.
Oceniam na bardzo dobrą, w moim przypadku opakowanie żelu starczyło na 3 miesiące a kremu ok.3/4 opakowania zużyłam przez 2 miesiące, przy czym resztę pozostawiłam w Polsce, by czekała na mnie właśnie teraz.

Działanie. Na samym początku zaznaczę, że żaden z powyższych produktów nie był/jest używany przeze mnie na dzień. Postawiłam na zastosowanie raz dziennie, na noc. W takiej postaci z powodzeniem łączone były/są z innymi serami/olejkami jak np. EkoAmpułki P&R, Aromaesencje Decleor, olej śliwkowy lub z kremem Filorgii Hydra Filler, który świetnie mi służy w takim wydaniu.

Oczywiście nie używam wszystkiego na raz, ale mam określony system pielęgnacyjny, którego się trzymam i akurat te kosmetyki dobrze się sprawdzają od jakiegoś czasu. Na chwilę obecną nie planuję większych zmian, więc za jakiś czas podzielę się szczegółami.
Zaznaczę, że to są produkty, które w bazie mają silikony, polimery oraz ich pochodne i zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi tego typu produkty, dlatego też, jeżeli nie jesteś pewna/y to zdecydowanie lepiej sprawdzić przed zakupem.

Osobiście na początku nie mogłam się oswoić z tym rodzajem lepkości, która pojawiała się na skórze od momentu aplikacji do całkowitego wchłonięcia. Na dodatek krem i żel potrafiły się rolować na niektórych serach. EkoAmpułka 1 nie była zbyt dobrą bazą, więc odpuściłam ją sobie i łączyłam z 3 i 4, przy czym muszę zauważyć, że bazowanie na EkoAmpułce 4 i żelu zaowocowało wzmocnionym efektem. To mi się podoba i na chwilę obecną jest to ulubione zestawienie obok różanego serum z Decleora.

Działanie jest zauważalne, lecz istotne staje się, w jakim stanie znajduje się nasza cera. W moim przypadku to były i są pojedyncze krostki, grudki, które pojawiają się i znikają, zyskują na szybszym zaleczeniu oraz ginie po nich wszelki ślad. To jest dla mnie duży plus.

Po tych kilku miesiącach mogę stwierdzić, że rumień występuje bardzo rzadko. Podczas niekorzystnych warunków bywa odczucie wewnętrznego rumienia, lecz nie pojawia się on w sposób widoczny. Brak efektu zaczerwienienia, które zazwyczaj było płonącym rumieńcem.

Mogę uznać, że koloryt cery jak na moje warunki coraz lepiej się prezentuje aczkolwiek nie liczę, że ulegnie drastycznej poprawie. Porcelanowej skóry nigdy nie miałam i charakteryzowałam się brzoskwiniowym odcieniem cery, który obecnie nie jest aż tak widoczny. Nie mam problemów, by sięgnąć tylko po krem tonujący a bywają dni, że daruję sobie także korektor. Podkład zostawiam na dni, kiedy robię pełny makijaż.

Czy faktycznie wpływa na poprawę nawilżenia? Trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć, bo tak naprawdę wykorzystuję inne produkty do pielęgnacji. Patrząc ogólnie na zmiany w pielęgnacji, które wprowadziłam parę miesięcy temu to widzę znaczną poprawę. Także seria Azelac dołożyła swoją cegiełkę do całego procesu, który nadal zachodzi.

Regulacja wydzielania sebum. To zależy, jakie mamy problemy. W okresie stosowania Merz Spezial miałam ją bardziej uaktywnioną i faktycznie odczuwałam ograniczenie tego. Strefa T była trzymana w ryzach, lecz oprócz SeSDermy w tamtym czasie gościł duet Biodermy Sebium, o którym pisałam tutaj.

Obecnie od 3 miesięcy nie używam Merz Spezial, za to micel Biodermy Sebium został na półce i sięgam po niego dwa razy dziennie. Większych problemów ze strefą T nie mam, choć aura w UK nie przypomina tropików. Myślę, że warto to wziąć pod uwagę. Z jednego jestem na pewno zadowolona, czoło przez kilka godzin prezentuje się w dobrym stanie a makijaż z niego nie spływa. 

Wybierając te preparaty najbardziej liczyłam na zmniejszenie stanów zapalanych, ograniczenie występowania niespodzianek w postaci krostek i grudek. To się udało. O ile grudki coraz rzadziej się pokazują, to krostki są raczej punktowe i nie tworzą całego okręgu. Co więcej dużo szybciej znikają.

Nie liczyłam, że przy takim stężeniu seria Azelac stanie się cudownym panaceum, nie:) Oczekiwałam czegoś wspomagającego, czegoś, co pomoże odstawić Rozex i tak też się stało. Poza tym priorytetem było wybranie produktu, po który może sięgać kobieta będąc w ciąży. To taki rodzaj zabezpieczenia dla mnie, bo hormony mogą dać o sobie znać w dobry sposób lub zaostrzyć zmiany.

Pojemność/cena
Krem 50ml, cena ok.160zł
Żel 50ml, cena ok.150zł

W ogólnym podsumowaniu są to produkty warte uwagi, jednak nie wiem czy wpiszą się w potrzeby każdego, ale cieszę się, że sięgnęłam po tę serię. Żel nawilżający zostanie ze mną na długo, a na pewno dotąd dopóki nie znajdę czegoś lepszego. Uważam, że przy moich problemach krem i żel Azelac stanowi świetne uzupełnienie pielęgnacji, jest przysłowiową kropką nad „i”. Daje mi swobodę bez sięgania po lek. To jest istotne. Może moja cera nie jest idealna, lecz pojawiające się drobne krostki nie są bolesne, skóra mnie nie piecze i nie boli, rumień się nie pojawia. Nie muszę sięgać także po kosmetyki kolorowe, które mają ukryć zaczerwienienie, ponieważ skóra ma zdrowy odcień. Budząc się rano nie czuję żadnego dyskomfortu, który kiedyś był mi dobrze znany. Widzę także, że moja cera powoli pozbywa się niechcianych gości i w połączeniu z Peelingiem enzymatycznym Phenome to jest zgrany zespół: D

Mam ochotę spróbować jeszcze kremu Clareny Pyruvic & Azelaic Acid Cream i przekonać się, czy może okaże się jeszcze lepszy?

Póki, co Żel nawilżający i EkoAmpułka 4 to udane połączenie, które mnie w pełni satysfakcjonuje.
Za parę miesięcy na pewno powrócę z aktualizacją a tymczasem uważam, że seria Azelac trafiła w moje potrzeby.

Znacie te produkty, czy też może są dla Was nowością? A może któraś z Was ma porównanie do Clareny?

Z chęcią się dowiem i będę wdzięczna za wszelkie sugestie:)

Pozdrawiam!


Sesderma Glicare Glicare Żel Kontur Oczu i Ust - moja pielęgnacja okolic oczu




Sesderma to firma hiszpańska założona 1989 roku przez Gabriela Serrano, który wraz z innymi fachowcami chcieli skupić się kuracjach dopasowanych do problemów skórnych jak np. łojotokowe zapalenie skóry, atopowe zapalenie skóry, bielactwo. Firma była pionierem przy wprowadzaniu na rynek produktów, które zawierały alfa- i beta-hydroksykwasy (Acglicolic/Salises) - nadal te produkty cieszą się dobrą opinią, pomimo, że uległy reformulacji i wzbogaceniu o składniki aktywne.

Obecnie firma należy do koncernu dermatologicznego Ses Group w Walencji. Produkują kremy pielęgnacyjnie, zalecane po zabiegach medycznych w postaci peelingów czy mikrodermabrazji.

W ich ofercie znajdziemy preparaty tworzone z myślą o każdym rodzaju cery a przede wszystkim skórze wykazującej określone problemy jak np. trądzik różowaty, przebarwienia, itd.
Marka związana jest z medycyną estetyczną, posiadają bogatą ofertę do min. do wypełniania zmarszczek, ujędrniania.

Tyle słowem wstępu, aby przybliżyć firmę, którą zainteresowałam się parę miesięcy temu. Po przeszukaniu sieci niestety nie trafiłam na zbyt wiele opinii, ale pomyślałam, że zaryzykuję. Była to dla mnie zupełna nowość, jednak chciałam postawić na coś totalnie innego w mojej pielęgnacji, coś, co połączy działanie lecznicze i pielęgnacyjne. Dlatego też skierowałam swoją uwagę w stronę kosmeceutyków. Wybór padł na Sesdermę. Dołączyła także Filorga (oprócz niej kilka innych produktów przyciągnęło moją uwagę), lecz póki, co jestem w fazie testowania i podejmowania decyzji. Pomysł skonsultowałam ze swoją dermatolog, która uznała, że nie ma żadnych przeciwwskazań. Wszystko zaczęło się od kwasu azaleinowego, ponieważ on jest jednym z niewielu, który mogę bez obaw stosować, na co dzień i faktycznie działanie jest widoczne. Do tego tematu jeszcze wrócę przy prezentacji serii Azelac, którą mam w użyciu już ponad 3 miesiące. 

Będę chciała tej grupie produktów poświęcić więcej uwagi, na pewno zaprezentuję je na blogu na bazie posiadanych próbek oraz pełnowymiarowych opakowań. Podzielę się spostrzeżeniami, a być może ktoś inny szuka takiej informacji. Sama z wielką chęcią nawiązałabym kontakt z osobami, które sięgają po tego typu ofertę.

Wybór produktu do pielęgnacji okolic oczu od zawsze był dla mnie wzywaniem. Profilaktykę zaczęłam dawno temu, z prostego względu – odkąd pamiętam okolice oczu miałam bardzo suche, wymagały regularnego nawilżania. Z czasem ten problem się nasila lub maleje, ale dobry nawilżacz jest zawsze mile widziany. 

Nie oczekuję cudów, że zmarszczki zostaną rozprasowane a ja odzyskam głębię spojrzenia jak u nastolatki, nie: D Wystarczy mi, że skóra stanie się nawilżona, ujędrniona, napięta a załamania w fałdach skóry będą mniej widoczne, zniknie delikatna siateczka zmarszczek. Nie mam problemów z sińcami w okolicy oczu, lecz dodatkowe rozjaśnienie jest jak najbardziej mile widziane. Do tego od czasu do czasu pojawiał się widoczny obrzęk z samego rana, szczególnie po zarwanej nocy lub wyjątkowo stresujących wydarzeniach. Która z Nas nie odczuwa efektu zmęczonego oka? Bywają przecież takie dni/okresy, że nie sposób od tego uciec. Klimatyzowane pomieszczenia bądź osoby palące, czy przebywające pośród palaczy także zmagają się z określonymi problemami. Oczy mamy tylko jedne, warto dbać o nie:)

Po przejrzeniu oferty różnych firm postanowiłam na Glicare Żel Kontur Oczu i Ust firmy 
Sesderma, który używam ponad 3 miesiące i mogę śmiało podzielić się swoimi spostrzeżeniami. 

Bezbarwny, lekki, nietłusty żel, który nawilża, pobudza i odmładza skórę oczu i kontur ust. Zapobiega i leczy objawy zmęczenia oczu.
Szczególnie wskazany w przypadku: cieni i worków pod oczami, opuchniętych oczu, zmarszczek, kurzych łapek i zmarszczek palacza wokół ust. 

Co prawda producent zaleca go również na kontur ust, to u mnie nie występuje taka potrzeba:) Zostałam przy okolicach oczu i opis zawierał wszystko to, czego potrzebowałam.

Aktywne składniki żelu:
eyeseryl (10%) - innowacyjny aktywny składnik zwalcza efekt zmęczonych oczu, haloxyl (2%) - zmniejsza cienie pod oczami spowodowane przez nagromadzenie hemoglobiny i jej pochodnych, krzem organiczny - regeneruje elastynę i kolagen, kwas hialuronowy - posiada właściwości nawilżające, ekstrakt z nostrzyka - działa uspokajająco,
są wyzwalane stopniowo, więc jego czas działania trwa do osiemnastu godzin.

Eyeseryl to tetrapeptyd, który pojawił się w 2005 i został opatentowany, udowodniono, że działa ono przeciw obrzękowo, redukuje sińce pod oczami. Większość znaczących firm na rynku zaczęła wykorzystywać ten składnik w produktach do pielęgnacji oczu. Początkowo byłam niedowiarkiem, lecz moje podejście uległo zmianie, kiedy obserwowałam zmiany zachodzące na skórze.
Zainteresowanych odsyłam tutaj KLIK! oraz tutaj KLIK!

Żel Glicare zawiera także krzem organiczny (Methylsilanol mannuronate) należy do grupy emolientów stosowany do preparatach do pielęgnacji skóry i włosów i jego zadaniem jest tworzenie warstwy okulzyjnej, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni.

W przypadku preparatów do włosów spełnia funkcję antystatyczną.

Opakowanie. Elegancki, masywne pudełko. Nie do końca praktyczne, ponieważ potrzebowałam sporej chwili, by wyczuć, jaka ilość jest wystarczająca na jednorazową aplikację. Rozumiem, że nie jest to wyłącznie produkt pod oczy. Niemniej jednak przy takiej formule wolałabym opakowanie w postaci tubki.

Konsystencja. Żel o różowym zabarwieniu w opakowaniu na skórze staje się bezbarwny. Lekki, ale nie ściąga skóry, jak to zazwyczaj tego typu formuły mają do siebie. Zostawia delikatny ochronny film na skórze, dobrze się wchłania, nie jest tłusty. Nie sprawia żadnych problemów podczas makijażu, jest świetną bazą dla korektora, pudru. Bardzo dobrze nawilża, odświeża.
Nie migruje w okolice oczu, nie podrażnia.
Nie wyczuwam zapachu.

Pomimo lekkości ma w sobie coś zawiesistego, co sprawia, że wyjątkowo dobrze rozprowadza się go na skórze, szybko wchłania nie tworząc skorupy. W jego przypadku nie ma mowy o zastyganiu. Jedyny minus, to podczas niskich temperatur wymagał dodatkowej warstwy ochronnej. Do tego celu wykorzystywałam krem do twarzy a potem przez dłuższy czas towarzyszył mi krem pod oczy Decubal, którego krótką prezentację zrobiłam w tej notce

Decubal Eye Cream Ujędrniający i Regenerujący krem pod oczy to dobry krem, jednak moja 35-letnia skóra jest o wiele bardziej wymagająca i stosowany solo stanowił wyłącznie przyjemny, acz przeciętny produkt w swojej klasie. Połączony z żelem Glicare dał zadawalające efekty. Uważam, że jeżeli nie masz większych problemów z okolicą oczu, a kondycja skóry nie wymaga silniejszego oręża, to Decubal powinien trafić w Twoje potrzeby. Sama raczej już do niego nie wrócę.

Działanie. Żałuję, że nie pomyślałam o zdjęciach w stylu „przed i po”, ale to był specyficzny okres i było już za późno. Poniżej wkleiłam kilka linków do zdjęć, które widnieją podczas prezentacji kolorówki. Może nie jest to najlepsza metoda, lecz uznałam, że choć taki podgląd da porównanie do chwili obecnej. Żel wkroczył do mojej kosmetyczki z impetem:) na dodatek nie musiałam zbyt długo czekać, by zobaczyć pierwsze efekty.

W tamtych dniach nie brakowało dni, kiedy widoczny obrzęk i opuchlizna w okolicy oczu była po prostu widoczna. Nawet jak zakryłam to makijażem, oczy były mówiły same za siebie. 

Pierwsza zmiana, która dość szybko zaistniała to brak suchości w okolicy oczu. Skóra zaczęła prezentować się dużo lepiej, zyskała na jędrności i wygładzeniu. Wieczorem sumiennie nakładałam żel, by rano obserwować zmiany odnośnie zanikania obrzęku. 

Przez pewien okres czasu miałam widoczne cienie, nie były one duże i jakoś specjalnie mi nie przeszkadzały, jednak wpływały na kontur oka. Spojrzenie było jakby przygaszone.

Po miesiącu używania ten problem zniknął. Okolice oczu rozjaśnione w widoczny sposób. Coraz rzadziej sięgam też po korektor pod oczy, a jeżeli już to zmieniłam na lżejszą formułę, która wspomaga wyrównanie kolorytu. Na pewno same znacie to uczucie, kiedy patrząc w lustro nie ma przymusu zakrywania więcej niż potrzeba . U mnie tak jest od paru tygodni i mam nadzieję, że efekt zostanie utrwalony.

Na bazie „starych” postów
możecie zobaczyć jak prezentowała się okolica moich oczu

A tak jest dzisiaj z samego rana, przed nałożeniem makijażu i całej reszty.
Uważam, że nieźle:)

Żel jest delikatny, lecz skuteczny. Przynosi ukojenie oraz widoczne rezultaty przy regularnym stosowaniu, czyli skóra zyskuje nawilżenie, ujędrnienie, wygładzenie.

Zmniejszony obrzęk oraz widoczne rozjaśnienie okolic pod oczami to jego atut.
Pomimo, że w okresie miesięcy zimowych łączyłam go z dodatkowym kremem, by mieć dobrze zabezpieczoną skórę przed panującymi warunkami na zewnątrz to uważam, że przez resztę roku doskonale radzi sobie sam. 

Używam go 2 razy dziennie od ponad 3 miesięcy i dopiero teraz dobijam dna także uważam, że ma świetną wydajność przy tak nie praktycznym opakowaniu. Stylowy słoiczek doskonale zdaje egzamin przy większości kosmetyków, lecz do przy produktach do oczu wybieram tubki, tak jak wspominałam we wstępie. Przez ostatnie tygodnie żel jest wspomagany przez Elixir Serum with Argireline and Pure Hyaluronic Acid z Forever-young, o którym wspominałam przy tej okazji –KLIK! Za jakiś czas podzielę się swoimi uwagami. Jest to dobre serum, warte uwagi, ALE wymaga dobrego połączenia i niestety nie mogę doczekać do całkowitego wchłonięcia, moja skóra źle reaguje na taki rodzaj aplikacji. 

Tak prezentuje się skład INCI

Pojemność 30ml, cena ok.120zł w zależności od miejsca

Dla mnie samej ten żel jest pewnego rodzaju odkryciem, kupię go ponownie i zagości na półce na stałe. Do tego temat tego typu pielęgnacji zmotywował mnie nie tylko do zmian, ale zgłębienia go w bardziej zaawansowany sposób. Wiem, że można chcieć więcej tym bardziej, że czas nie stoi w miejscu:D

A Wy macie swoje sprawdzone kosmetyki do pielęgnacji okolic oczu? Bo nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo ważny obszar i od lat staram się go nie pomijać. Profilaktyka przede wszystkim:) Z czasem zaczęłam za to jeszcze bardziej przywiązywać uwagę, a jest w Waszym przypadku?

Pozdrawiam!