Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instagram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instagram. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 grudnia 2015

Świątecznie.


Powoli na naszej wsi robi się świątecznie.
u.

wtorek, 1 grudnia 2015

niedziela, 12 lipca 2015

O nocnych przygodach i naszych sąsiadach.

Życie obok dzikich zwierząt rządzi się swoimi prawami. To my schodzimy im z drogi, bo to my jesteśmy na ich terenie. Mamy różnych sąsiadów. Są bardzo kulturalne jelenie i sarny, jest ryś i żubr. Budzą respekt, mówimy sobie "dzień dobry" i schodzimy im z drogi. Mamy panią lisicę, która kradnie nam buty i regularnie budzi nas w nocy okrzykami pełnymi rozpaczy. Przestaliśmy zostawiać buty na zewnątrz, w nocy zamykamy okna. Z ptactwem zapoznaliśmy się na tyle blisko, że kiedy w zimie nie dostaną codziennej porcji ziarenek do karmnika, koło południa zaczynają pukać w szyby dopominając się o swoje. Są też nietoperze. Najpierw miały gniazdo w domu, potem w trakcie remontu przeniosły się do kuchni letniej. Kuchnia letnia to nasze biuro, warsztat lawendowy i ostatnio zaplecze pszczelarskie. Dzieliliśmy się z nietoperzami przestrzenią, ale ostatnio towarzystwo się rozmnożyło zacnie, w skutek czego ich odchody zaczęły ingerować w nasz warsztat. Zapach stał się coraz bardziej uciążliwy. Zaczęliśmy szukać sposobów na przeprowadzenie nietoperzowej rodziny. Fora internetowe podpowiadały różne sposoby, niektóre bardzo zaskakujące, raczej mało humanitarne. Dla tych, którzy nie wiedzą - nietoperze są zwierzakami pod ochroną. Po pomoc zwróciliśmy się do specjalisty nietoperzologa - chiropterologa, na którego namiary znaleźliśmy na stronie www.nietoperze.pl Odpowiedź przyszła tego samego dnia i od razu było czuć, że osoba po drugiej stronie jest pasjonatem i specjalistą. Grzegorz ucieszył się z naszej wiadomości i obiecał przyjechać pomóc.


A to już zdjęcia zrobione dzisiaj wieczorem. Przyjechała nietoperzowa ekipa, rozłożyła siatkę i zaczęła się przygoda. Złapaliśmy kilka sztuk i odbyła się lekcja przyrody na żywo. Chiropterolog w roli nauczyciela, my w roli uczniów z rozdziawionymi buziami. Ważenie, mierzenie, oglądanie. Nietoperze startowały z naszych dłoni. Mamy ok. 200 karlików drobnych, oczywiście już "naszych" karlików nietoperzy. Są sposoby na przeprowadzenie naszej kolonii, ale po tym jak się bliżej poznaliśmy nie ma mowy o żadnej przeprowadzce. Czekamy na propozycje imion, 200 to dużo do wymyślenia. Ktoś chce zostać nietoperzową ciocią albo wujkiem?
u.

czwartek, 7 maja 2015

O tym jak postanowiłam zostać blogerką kulinarną.

Jedna koleżanka blogerka jadła u nas obiad i pochwaliła się tym światu. Jak na blogerkę przystało, pochwaliła się przez media społecznościowe. Obiad jak obiad, zupa i ziemniory ze skwarami. Patrzę, a na fb lud czytający koleżankę blogerkę zaczął dopytywać się o przepis. Połechtało to moje próżne ego i postanowiłam na jeden dzień zostać blogerką kulinarną.
Na jeden dzień, bo w moim przypadku już samo słowo "blogerka" jest nadużyciem. Wiedzą o tym dobrze wszyscy wytrwali czytelnicy, którzy dwa miesiące czekają na post. Do "kulinarna" może byłoby mi bliżej, bo uwielbiam jeść i lubię gotować tylko, że gotuję wszystko "na oko", więc spisanie przepisów jest dla mnie niezłym wyzwaniem. No ale, że na blogu wciąż Wielkanoc i ego połechtane podjęłam wyzwanie.

WIOSENNA ZUPA Z CZOSNKIEM NIEDŹWIEDZIM
- 0,5kg wieprzowego mięsa mielonego
- sól, pieprz, słodka papryka, oregano, siemię lniane
- 4 litry wody
- 3 listki laurowe, 5 bubków ziela angielskiego, 10 kulek pieprzu ziarnistego
- seler, pietruszka
- 4 marchewki
- mała cebula 
- 5 ząbków czosnku
- oliwa z oliwek
- sól, pieprz, lubczyk, cukier
- czosnek niedźwiedzi

Gotujemy standardowy wywar mięsno-warzywny, z tą różnicą, że zamiast mięsnej kostki używamy klopsików. U mnie wygląda to tak. Wstawiam 4 litry zimnej wody do zagotowania. Pół kilo mięsa mielonego przyprawiam solą, pieprzem, słodką papryką, oregano i dodaję siemię lniane. Formuję klopsiki. Klopsiki lądują w garnku z gotującą się wodą. Czekam aż wypłyną i na powierzchni zrobi się szum. W między czasie szykuję włoszczyznę: obieram seler i pietruszkę, kroję na plasterki marchewkę i cebulę. Kiedy klopsiki się zagotują zbieram szum, dodaję listki laurowe, ziele angielskie, pieprz ziarnisty i włoszczyznę. Zupa gotuję się dalej, a ja zabieram się za czosnek, który zmiażdżony i zalany oliwą z oliwek, w naczyniu żaroodpornym zapiekam w piekarniku. Po około pół godziny, kiedy warzywa są miękkie, dodaję do zupy przyprawy (sól, pieprz, lubczyk, cukier), upieczone ząbki czosnku oraz pokrojone listki czosnku niedźwiedziego. Moje zupy gotują się zawsze około 2 godzin na małym ogniu. W międzyczasie dolewam po trochu zagotowanej wody.
U nas zjedzenie takiej zupy z dodatkowo ugotowanymi ziemniakami załatwia temat obiadu :) 


Koleżanka blogerka załapała się też na deser, więc idąc za ciosem spiszę i ten przepis. Cukiernikiem w naszym domostwie jest G. Od razu to zauważycie, w kolejnym przepisie - wszystko podane jest w gramach. On serio do pieczenia wyciąga dziwny osprzęt typu miarki i wagi.

SZYBKIE KOKOSANKI Z PIANKI
- 4 białka jajek
- 140gr cukru pudru
- 200gr wiórków kokosowych

Włączamy piekarnik, niech się grzeje do 170 stopni. Wykładamy blachę papierem do pieczenia. Ubijamy białka, pod koniec dodajemy cukier puder i jeszcze chwilę ubijamy razem. Dodajemy wiórki kokosowe, delikatnie mieszamy. Łyżką delikatnie formujemy kokosanki na blaszce do pieczenie wyłożonej papierem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni. Pieczemy 15 minut. Studzimy w lekko uchylonym piekarniku.


Jako, że decyzja o zostaniu blogerką kulinarną przyszła z zaskoczenia, jedyne zdjęcia jakie posiadam są zrobione telefonem, musicie wybaczyć.
u.

środa, 7 stycznia 2015

O gotowaniu bezglutenowym, śniegu i mrozie.


Mróz i słońce. Śnieg i wiatr. Tak na zmianę od tygodnia. Jest pięknie :) W domowym zaciszu zgłębiamy tajniki gotowania bezglutenowego. Nie ze względu na modę, bo do podążania za nią raczej nam daleko. Lista podejrzeń alergicznych była długa i zawiła. Po różnych dietach, testach, eksperymentach padło na pszenicę i mleko. Na szczęście za lasem mamy panią, która hoduje kozy, więc mleko krowie udało się szybko zastąpić. Z pszenicą jest trudniej. Niestety często "bezglutenowe" jest synonimem "bez smaku". Na szczęście są wyjątki. Kolekcjonujemy i dopracowujemy przepisy. Chleb już jest. Wśród słodkości króluje ciasto migdałowe i praliny czekoladowo-kokosowe. Kombinujemy dalej. Znacie jakieś pyszności bezglutenowe?
u.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

O świątecznych przygotowaniach, dekoracjach i zakupach.

Jak idą Wam przygotowania do świąt? Biegacie z jęzorami na brodzie żeby ze wszystkim zdążyć i przygotować "perfekcyjne" święta czy wrzucacie na luz i śmiejecie się z tego, że pierogi wyszły trochę za słone, zapomnieliście kupić prezent dla cioci Wiesi, a kuchenny bajzel zaczyna rozprzestrzeniać się w salonie?

U nas już dosyć spokojnie. Drewniane zamówienia rozwiezione i rozesłane. Pierogi ulepione, gotuje się kompot z suszu, pieką się wędliny. Tylko na posprzątanie i udekorowanie domu brakuje czasu. Bywa :) Nie dajemy się zwariować i pilnujemy przepisowej dawki snu. Zwłaszcza, że pogoda jakoś nie specjalnie dodaje energii. Zastanawiam się tylko co będzie z choinką, bo od kilku dni leje i zupełnie nie ma sposobności żeby przytachać coś z lasu.

Z radością podglądamy na instagramie jak nasze dekoracje rozgaszczają się w Waszych domach :) Zdjęcia od @lejdiszon @_nulka @jaszmurka i @papierprojekt :*

I wiecie co jeszcze? :) Dworzyskowe ozdoby można teraz kupić w Sokółce! Jest takie super kreatywne miejsce, gdzie odbywają się warsztaty i zajęcia dla maluchów i rodziców - Bubustacja. Zarządza nim uśmiechnięta od ucha do ucha, przesymatyczna Agnieszka. Zajrzyjcie na stronę www.bubustacja.pl i fejsa --->klik. 

A białostoczan nieustająco zapraszamy do naszej zaprzyjaźnionej Kaffki --->klik. Ozdoby tablicowe już się sprzedały, ale została lawenda, różdżki, świeczniki i sianko ze Stajni Zamczysk --->klik.

Znajdźcie chwilę dla siebie w tym szalonym czasie :)
u.

czwartek, 4 grudnia 2014

O niespodziance, która się szykuje :)

Fascynacja drewnem trwa. Ekscytuję się bardzo, więc musiałam wrzucić chociaż jedno zdjątko. Zajrzyjcie tu w sobotę. Szykujemy dla Was mikołajkową niespodziankę. Będzie słodko :)
u.

wtorek, 2 grudnia 2014

O drewnie, różnych fazach i totalnej szajbie.

Miałam w życiu fazy fascynacji przeróżnymi rzeczami. Zaczynając od klocków lego, przez miłość do Leonardo Dicaprio, fazę na punkcie ciemni fotograficznej, na szajbie związanej z harcerstwem kończąc. Każdy z Was na pewno wie o czym piszę, bo każdy miał takie, czy inne fascynacje. Towarzyszą nam od dzieciaka. Czasami trwają tydzień, innym razem lata. Czasami zostają z nami na dobre. Zaczynają się zazwyczaj dosyć nieśmiało, żeby po chwili porwać nas w wir poznania. Lubię ten stan, odkrywania czegoś nowego. 
Teraz mam dwie fazy. Pierwsza to granie na pianinie. Wraca do mnie regularnie od wielu, wielu lat i póki co, nie prowadzi do niczego więcej, niż znajomość kilku podstawowych nut i melodyjek. Zobaczymy na ile kolęd wystarczy mi zapału tym razem :) 
Druga faza, w którą wsiąkam z każdym dniem coraz bardziej, to drewno. Niby nic nadzwyczajnego. Niby nic nowego. Mieszkam w puszczy, drzewa widzę codziennie. Aż tu, któregoś dnia patrzę na drewno opałowe, które zajmuje spory kawał naszego podwórka, i niby patrzę na to samo drewno co zawsze, ale... zaczynam myśleć, kombinować i w efekcie przetwarzać. Wzięło mnie do tego stopnia, że poważnie rozważam piłę jako prezent urodzinowy. "Drewnianą fazę" chwilę przede mną złapał mój małżonek, więc teraz fazujemy się ze zdwojoną siłą. Zapowiada się na totalną szajbę :) Wkrótce pokażę Wam efekty.
Wcześniej jakoś tego nie widziałam, sama nie wiem czemu. Może temu, że drzewo to szeroko pojęte brązy, a za brązami nie przepadam. Za to teraz wszędzie widzę faktury i kolory drewna, które mnie fascynują. Moje zdjęcia są ostatnio głównie "drewniane".
u.

sobota, 11 października 2014

Jesień.


Lubię jesień, bo bez względu na to, jak bardzo wciągnął mnie codzienny wir, jesienią zwalniam. Między kolejnym spotkaniem i przekładaniem papierów, pojawia się czas na zatrzymanie się i rozejrzenie wokół. Po prostu.

piątek, 3 października 2014

środa, 16 lipca 2014

sezonowo-lawendowo.


Sezon lawendowy ruszył z kopyta. Chyba pierwszy raz odkąd mamy pole jest dokładnie taki, jak czytałam w poradnikach o uprawie lawendy. Krzaki zaczęły kwitnąć na początku lipca i w dwa tygodnie przerobiliśmy już ich zdecydowaną większość. Cały czerwiec drżałam o nasze pole, bo pogoda dawała lawendzie w kość. A wystarczyło kilka dni upałów, żeby wszystko zadziało się "wzorcowo".


Czujecie jak pachnie?
u.

środa, 2 lipca 2014

InstaLOVE.


http://iconosquare.com/viewer.php#/user/1387442003/

Żeby rok temu ktoś mi powiedział, że zamienię ukochany aparat na aparat w telefonie, uśmiałabym się do łez. Ale pewna Lejdi zaznajomiła mnie z aplikacją, która zowie się INSTAGRAMEM i od tamtej pory moje życie przewróciło się do góry nogami.


Najpierw się opierałam, marudziłam, wybrzydzałam. Powoli, powoli przekonałam się, że jednak często łatwiej cyknąć zdjęcie telefonem niż ciągnąć kilka kilo na ramieniu. Wiadomo, że nie zawsze warto, bo jednak jakość zdjęć robionych telefonem pozostawia wiele do życzenia, ale od czego są filtry i inne sprytne funkcje obróbki :)


Kwadratowy format jest bardzo wdzięczny do scrapowania. Instagramowe kolaże zauważyliście też na pewno od jakiegoś czasu na blogu. Dopadło i mnie. Nie zostanę mobilnym fotografem, wiersze pochwalne na temat aparatu w telefonie nie zostaną wystukane przez moje palce, ale potwierdzam, że to fajna i wygodna zabawka. Cóż więcej mogę napisać... aha jeszcze to, że instagram to kopalnia inspiracji i to chyba największy +.


Jeżeli macie ochotę na bieżąco podglądać co dzieje się w Dworzysku zapraszam Was do obserwowania konta DWORZYSK na INSTAGRAMIE --->kilk. A jeżeli zawitacie na podlasie otagujcie swoje zdjęcia #ilovepodlasie, chętnie je obejrzę :)
u.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wieści wieczorową porą.

Wieczorową porą niosę trochę wieści i scrap zrobiony dla DT scrapki.pl --->klik. Tym razem w roli głównej dworzyskowe logo.


Wiecie, że to moja 50 praca dla scrapkowego DT?! Sama jestem zaskoczona, że powstało ich aż tyle. W większości scrapów, jak to u mnie, ale były też mini albumy i kartki. Liczę i podsumowuję, bo nadszedł czas na zmiany. Postanowiłam opuścić szeregi DT scrapki.pl. To była super przygoda i bardzo żałuję, że się kończy. Ślę moc buzioli i podziękowań Marcie, która zaprosiła mnie do współpracy w swoim zespole :*


Czasami trzeba przeprowadzić małe zmiany, żeby zrobiło się miejsce na nowości. Nie należy to do moich ulubionych czynności, ale cóż... nowe już na horyzoncie, więc nie ma czasu na szlochy ;)
Żeby trochę rozweselić klimat dorzucam na koniec kilka zdjęć tego, co przez ostanie dni działo się w Dworzysku i nie tylko :)


u.

czwartek, 26 czerwca 2014

Lawenda w KAFFCE.

Wir pracy, o którym wspominałam w poprzednim poście wciągnął nas na dobre. Tempo bez zmian, za to są już pierwsze zmiany namacalne, realne, odczuwalne. O jednym spełnionym planie/marzeniu będzie dziś, ale zacznijmy od początku.


Uwielbiam ludzi z inicjatywą, którzy biorą życie w swoje ręce i spełniają marzenia. Mam to szczęście, że w moim najbliższym otoczeniu  jest trochę takich osób. Jakiś czas temu nasi przyjaciele postanowili otworzyć knajpkę. Droga okazała się długa, kręta i z wybojami, ale od trzech tygodni można wpaść do KAFFKA BISTRO w Białymstoku przy Grochowej na pyszną kawę i ciasto. Za jakiś czas pojawi się menu śniadaniowe i lunchowe.

KAFFKĘ uwielbiam od momentu kiedy zobaczyłam ptaszkowe logo. Byłam przekonana, że powstanie miejsce z klimatem, w którym będzie chciało się przebywać... i nie myliłam się! Wnętrze urządzone ze smakiem, z troską o detale, uśmiechnięta obsługa i przestrzeń, w której nie jedna kreatywna dusza poczuje się jak w domu. Moja radość jest podwójna, bo znalazło się tam miejsce na kawałek naszego DWORZYSKA.
 

Tym oto sposobem spełnienie jednego marzenia przyczyniło się do spełnienia mojego - w KAFFCE można kupić naszą lawendę :) A już jutro zapraszamy na lawendowe babeczki z kozim mlekiem.


To na pewno nie ostatnie wspólnie wyćwierkane słowo i zdjęcie, mamy w głowie już kilka wspólnych projektów.
Póki co KAFFKĘ znajdziecie na facebooku --->kilk.
u.

czwartek, 5 czerwca 2014

wiejska wiosna.

Dostałam przyspieszenia i pędzę do przodu. Osiągnęłam już taką prędkość, że momentami nie wyrabiam się na zakrętach, ale cieszę się ogromnie! Podjęliśmy kilka strategicznych decyzji, dzięki którym może już wkrótce będziemy mogli zaprosić Was do Dworzyska. Decyzje zapadły, teraz rzuciliśmy się w wir pracy. Trzymajcie kciuki za realizację.

Wiejskie życie w instagramowym skrócie:
1. Moja ulubiona "galeria handlowa".
2. Leżaki. Wiadomo, do leżenia.
3. Śniadania na tarasie. Jeżeli tylko pogoda pozwala.
4. Truskawkowy sezon rozpoczęty.

5. Kotki, kaczki i cielaki. Dużo małych w tym roku we wsi.
6. Małosolne. Produkcja taśmowa.
7. Z łąki. Zawsze piękne.
8. Ser kozi z naszą LAWENDĄ!!! Najlepszy z miodem i wiejskim chlebem :)

I jeszcze wiosenny scrap zrobiony z materiałów ze sklepu scrapki.pl. Zajrzyjcie koniecznie na firmowego bloga, scrapki mają nową, pastelową szatę graficzną! --->klik. 
u.

poniedziałek, 24 marca 2014

Godzina po godzinie.


Jupi! Bawimy się znowu :) Tu możecie podejrzeć dzień Antilight --->klik.
Zeszły tydzień spędziłam w górach. Zrobiłam bardzo dużo zdjęć, ale dopiero w dniu wyjazdu zmobilizowałam się do cykania co godzinę. A wyglądało to tak:


Teraz Wasza kolej! Jest więcej słońca i więcej czasu, bo aż do 4 kwietnia czekamy na Wasze linki. Zasady znajdziecie tu --->klik, a linki możecie zostawiać w komentarzach pod tym postem lub tu --->klik.
Powodzenia :)
u.

piątek, 14 marca 2014

Pisze pani na maszynie.

W jednej z szufladek w mojej głowie znajduje się kilka marzeń, które sobie po prostu są. Bez bliższych planów realizacji, bez specjalnej skarbonki, do której zbieram fundusze na ich realizację. Czasami, któreś z tych marzeń spełnia się nieoczekiwanie, a ja cieszę się wtedy jak dziecko, które dostało wymarzony prezent. Ostatnio właśnie tak się cieszyłam, skakałam do góry i wznosiłam dzikie okrzyki. Zostałam właścicielką maszyny do pisania :)


Pierwsze zdjęcie nowego skarbu oczywiście musiało zostać oscrapowane. :) Użyłam nowych pastelowych kolekcji MY Mind's Eye i 7 Dots Studio. Szczegółową listę materiałów znajdziecie na blogu scrapki.pl --->klik.


Kiedy czytacie ten post, ja z nowym travel journalem pod pachą jestem już pewnie w okolicach Krakowa. Postanowiliśmy przywitać wiosnę w górach :)
Pięknego weekendu!
u.

środa, 5 marca 2014

przerwa na kawę?

Mam taki malutki codzienny nawyk, z którego ciężko byłoby mi zrezygnować - przerwa na kawę. Jeżeli kiedyś nadejdzie dzień, że np. kawa, jako roślina, zostanie objęta programem ochrony, w związku z czym zostanie wprowadzony zakaz jej zbierania, palenia i spożywania, będę dużo mniej szczęśliwym człowiekiem niż jestem dziś.
Wiele czynności idzie w parze z kawą. Są takie, które ciężko wyobrazić mi sobie bez kubka w ręku - planowanie tygodnia, ploteczki, siedzenie na tarasie, jedzenie ciasta. Dobrze, że zaczęłam od planowania tygodnia, dzięki temu uniknęłam potencjalnych podejrzeń o lenistwo ;)


Praca foxowo - przyklejowa. Jeżeli macie ochotę dowiedzieć się w jakich okolicznościach i z czego powstała zapraszam na blog PRZYKLEJ TO!

I jeszcze kilka kawowych, instagramowych chwil z ostatniego miesiąca.

Miłego wieczoru.
u.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Hour by Hour powraca :)


Pamiętacie jeszcze taki projekt? Ponad rok nie uwieczniałam swojego dnia godzina po godzinie. Zatęskniłam ostatnio za tym wyzwaniem, więc rach ciach napisałam do Antilight i bawimy się znowu :)














Z pomocą w uwiecznieniu całego dnia przyszedł mi telefon i instagram, co znacznie ułatwiło zadanie, bo nie musiałam dźwigać aparatu.

Jeżeli macie ochotę dołączyć do nas zapraszamy! Koniecznie podzielcie się swoimi zdjęciami. Wystarczy, że zostawicie komentarz z linkiem pod tym postem albo powędrujecie do Anti, gdzie czeka InLinkz. W przyszłym tygodniu zrobimy małe podsumowanie.

A tu dla ułatwienia kilka zasad punkt po punkcie:

1 - W ciągu najbliższego tygodnia wybierzcie sobie jeden dzień, który uwiecznicie w zdjęciach co godzinę.

2 - Robimy jedno zdjęcie na godzinę, nie koniecznie o stałej porze, po prostu jedno zdjęcie dokumentujące to, co wydarzyło się w tym czasie.

3 - Małe oszustwa dozwolone, bo gdy np. przez kilka godzin robisz długo to samo, wystarczy jedno zdjęcie, chyba że masz ciekawe pomysły na dokumentację.

4 - Gotową kolekcję zdjęć puśćcie na swoim blogu i zostawcie link w komentarzach pod tym postem lub zgłoście go w InLinkz na blogu Antilight  TU>>>klik do 26 stycznia.

5 - Będzie nam miło jeżeli podzielicie się informacją o naszej zabawie u siebie na blogu, aby to ułatwić mamy dla Was banerek (ten poniżej).

6 - Jeśli chcecie używać Instagrama czy też dzielić się swoimi zdjęciami na Twitterze możecie dopisać tag #hourbyhour wtedy łatwiej będzie nam siebie odnaleźć :)


Nie mogę się doczekać "podglądania" Waszych dni!
u.