Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2025

Miniaturowe obrazy Bożego Narodzenia: historia pocztówek świątecznych

 



Pocztówka bożonarodzeniowa, choć często traktowana jako ulotny fragment efemerydy, odgrywa rolę znacznie większą niż zwykłe świąteczne pozdrowienie. Jest miniaturowym płótnem, dokumentem historycznym i świadectwem spotkania innowacji technologicznych, trendów artystycznych oraz zmieniających się zwyczajów społecznych. Od swoich skromnych początków pod koniec XIX wieku, przez „Złotą Erę” bogatych projektów i globalnej dystrybucji, aż po późniejszy spadek popularności i współczesny nostalgiczny renesans, pocztówka bożonarodzeniowa ukazuje fascynującą drogę, która odzwierciedla wartości kulturowe i przemiany komunikacyjne ostatnich stu pięćdziesięciu lat.



 
Geneza: od kart wiktoriańskich do narodzin „Penny Post”
 
Początki pocztówki bożonarodzeniowej sięgają czasów jeszcze przed jej właściwym powstaniem – do narodzin kartki świątecznej. Pierwsza komercyjna kartka bożonarodzeniowa została zamówiona w Londynie w 1843 roku przez sir Henry’ego Cole’a, a jej ilustrację przygotował John Calcott Horsley. Przedstawiała rodzinne świętowanie obok aktów dobroczynności, ustanawiając wzorzec łączenia osobistego pozdrowienia z obrazem świątecznym, który miał definiować przyszłą komunikację bożonarodzeniową. Wczesne kartki były jednak kosztowne, duże i pozbawione szerokiej dostępności, która później stała się cechą charakterystyczną pocztówki. Przełomem dla rozwoju korespondencji była reforma pocztowa w Wielkiej Brytanii, czyli wprowadzenie w 1840 roku jednolitej opłaty Penny Post przez sir Rowlanda Hilla. Obniżenie kosztów wysyłki sprawiło, że komunikacja pocztowa stała się dostępna dla szerokich warstw społeczeństwa. Choć nie doprowadziło to od razu do powstania pocztówek, stworzyło fundament dla taniej i masowej wymiany wiadomości. Równolegle ogromną popularność zdobyły carte de visite, a później cabinet card – niewielkie portrety fotograficzne naklejane na karton. Te formaty przyzwyczaiły odbiorców do otrzymywania i wysyłania sztywnych kart, choć głównie w celach osobistych, a nie ogólnych pozdrowień.


Tak wyglądała pierwsza na świecie komercyjnie wydana kartka bożonarodzeniowa.

 
Za oficjalne narodziny pocztówki jako odrębnego przedmiotu pocztowego uznaje się rok 1869, kiedy w Austro-Węgrzech wprowadzono Correspondenzkarte. Była to prosta karta z nadrukiem, przeznaczona do krótkich wiadomości, która odniosła natychmiastowy sukces dzięki niskiej cenie i łatwości użycia. Wkrótce inne kraje poszły w jej ślady – Wielka Brytania wprowadziła własną pocztówkę w 1870 roku, a Stany Zjednoczone w 1873 roku. Początkowo rządowe pocztówki były skromne: wiadomość umieszczano po jednej stronie, adres po drugiej, bez miejsca na ilustrację. Szybko jednak dostrzeżono potencjał komercyjny ilustrowanych pocztówek. Pierwsze pocztówki bożonarodzeniowe zaczęły pojawiać się pod koniec lat 90. XIX wieku, często jako prywatne wydania lub eksperymentalne druki. Ich projekty były stosunkowo proste, wykonywane techniką litografii lub chromolitografii, przedstawiające zimowe pejzaże, motywy religijne czy ogólne świąteczne pozdrowienia. Brak „dzielonego rewersu” – czyli możliwości umieszczenia adresu i wiadomości na jednej stronie – sprawiał, że obrazy zajmowały całą powierzchnię frontu lub ograniczały się do niewielkich fragmentów, a tekst trzeba było dopisywać w ciasnych przestrzeniach. Ta faza eksperymentów i ograniczonej dystrybucji ugruntowała podstawową ideę pocztówki: taniego, wizualnie atrakcyjnego i łatwego do przesłania świątecznego pozdrowienia. To właśnie połączenie niższych kosztów pocztowych, rozwijających się technologii drukarskich oraz rosnącego zapotrzebowania na komunikację wizualną przygotowało grunt pod „Złotą Erę” pocztówki bożonarodzeniowej.


Święty Mikołaj wchodzący przez komin
Autor tej ilustracji nigdy nie został zidentyfikowany.
Wiadomo natomiast, że kartka została wykorzystana
do zilustrowania słynnego wiersza Clementa C. Moore'a (1779-1863)
zatytułowanego Noc przed Bożym Narodzeniem opublikowanego
około 1870 roku. 

 
Złota Era pocztówki bożonarodzeniowej: 1898–1918
 
Okres od około 1898 roku do wybuchu I wojny światowej, często rozciągany także na lata wojenne, uchodzi powszechnie za „Złotą Erę” pocztówki bożonarodzeniowej. Był to czas gwałtownego wzrostu popularności, innowacji artystycznych i masowej produkcji, które przekształciły pocztówkę z ciekawostki w wszechobecne medium świątecznej komunikacji. Zjawisko to napędzało kilka powiązanych czynników: postęp technologiczny w drukarstwie, udoskonalenie regulacji pocztowych oraz sprzyjający kontekst społeczny, w którym ekspresja wizualna zyskiwała coraz większe znaczenie. Przełomowym rozwiązaniem była pocztówka z „dzielonym rewersem”, wprowadzona w Wielkiej Brytanii w 1902 roku, a w Stanach Zjednoczonych w 1907 roku. Dzięki temu całe miejsce na froncie mogło zostać przeznaczone na obraz, podczas gdy rewers dzielono na część adresową i tekstową. Ta innowacja otworzyła przestrzeń dla artystów i ilustratorów, którzy zyskali pełne, nieprzerwane pole do tworzenia rozbudowanych scen i misternych detali, co pobudziło niespotykany wcześniej rozwój kreatywności.
 
W tym okresie Niemcy stały się bezsprzecznym liderem produkcji pocztówek. Drukarze i wydawcy, szczególnie z Drezna, doskonalili chromolitografię – technikę wielobarwnego druku pozwalającą wiernie oddawać żywe i szczegółowe obrazy. Połączenie technicznej biegłości, wysoko wykwalifikowanej siły roboczej oraz sprawnej sieci dystrybucji umożliwiło produkcję milionów pocztówek wysokiej jakości w konkurencyjnych cenach. Niemieckie wydania wyróżniały się bogactwem kolorów, artystycznym wyrafinowaniem, a często także dodatkowymi efektami – embossingiem, brokatem czy drobnymi aplikacjami – które wynosiły je ponad zwykły drukowany materiał. Choć dominacja Niemiec była wyraźna, także inni wydawcy odnosili sukcesy. Raphael Tuck & Sons, brytyjska firma o niemieckich korzeniach, stała się globalnym potentatem, otwierając filie w całym Imperium Brytyjskim oraz w Stanach Zjednoczonych. W Ameryce znaczącą rolę odgrywali John Winsch, International Art Publishing Co. oraz liczne mniejsze przedsiębiorstwa. Wydawcy ci zatrudniali wielu artystów, co przełożyło się na niezwykłą różnorodność stylów i tematów.


Niemiecka kartka bożonarodzeniowa pochodząca z 1904 roku
autor nieznany


Ogromne znaczenie miała również dostępność i niska cena pocztówek. Za znaczek o wartości jednego pensa lub pół pensa osoby z różnych warstw społecznych mogły przesyłać pozdrowienia na dalekie odległości. Komunikacja została w ten sposób zdemokratyzowana – kontakty, które wcześniej były zbyt kosztowne, stały się możliwe. Pocztówki pełniły rolę namacalnego łącznika między rodziną, przyjaciółmi, a nawet znajomymi, wzmacniając więzi w okresie świątecznym. Były kolekcjonowane, przechowywane w albumach i wymieniane jako pamiątki, co odzwierciedlało rosnącą fascynację kulturą wizualną i popularną sztuką. „Złota Era” pocztówki bożonarodzeniowej stanowiła zatem moment kulminacyjny, w którym artystyczna ekspresja, możliwości technologiczne i szerokie społeczne przyjęcie połączyły się, czyniąc ją nieodzownym elementem świątecznej tradycji.
 
Ewolucja artystyczna i symboliczna ikonografia
 
„Złota Era” pocztówki bożonarodzeniowej nie sprowadzała się jedynie do masowej produkcji – był to czas intensywnej ewolucji artystycznej, która ukształtowała symboliczny wizualny język Bożego Narodzenia. Obrazy obecne na kartkach głęboko odzwierciedlały wartości kulturowe, estetyczną wrażliwość oraz zmieniające się tradycje późnej epoki wiktoriańskiej i edwardiańskiej. Wczesne projekty często cechował sentymentalizm i romantyzacja. Popularne były motywy religijne – sceny Narodzenia Pańskiego, anioły czy kościoły rozświetlone świątecznymi iluminacjami. Zimowe pejzaże, przedstawiające zasypane śniegiem chaty, oszronione drzewa i postacie w ciepłych ubraniach, budziły poczucie domowego ciepła i uroku natury. Dzieci, ukazywane z rumianymi policzkami i niewinnymi twarzami, symbolizowały czystość, radość i zachwyt związany z Bożym Narodzeniem. Ostrokrzew, bluszcz i jemioła pojawiały się niemal wszędzie, niosąc tradycyjne znaczenia szczęścia, płodności i ochrony, często przedstawiane z botaniczną precyzją.
 
Postać Świętego Mikołaja w tym okresie przeszła istotną przemianę – od surowych wizerunków ku dobrodusznej, wesołej figurze, którą znamy dziś. Choć ilustracje Thomasa Nasta z końca XIX wieku spopularyzowały obraz krągłego, brodatego Mikołaja, to właśnie pocztówki utrwaliły tę ikonografię. Wczesne przedstawienia ukazywały go w różnych kolorach, lecz czerwony strój stopniowo zyskiwał dominację. Mikołaj pojawiał się podczas rozdawania prezentów, w saniach czy w zabawnych interakcjach z dziećmi, ucieleśniając hojność i magię świąt. Silny wpływ na estetykę pocztówek miał także ruch Art Nouveau, rozkwitający na przełomie wieków. Organiczne, płynne linie, naturalne formy, stonowane palety barw oraz eleganckie, wydłużone sylwetki wprowadzały wyrafinowany charakter. Stylizowany ostrokrzew, krzywoliniowe ramki czy eteryczne postacie kobiece i cherubiny splecione z zimową florą nadawały kartkom subtelnego piękna i dekoracyjnej lekkości, łagodząc sztywność wiktoriańskiej estetyki. Nie brakowało również elementów fantastycznych i baśniowych. Antropomorficzne zwierzęta, elfy, krasnale czy wróżki dodawały kartkom uroku i magii. Przedstawiane podczas przygotowań do świąt, rozdawania prezentów czy zabaw, przemawiały zarówno do dzieci, jak i dorosłych, oferując chwilę radosnej ucieczki od codzienności.


Kartka bożonarodzeniowa w stylu Art Nouveau 

 
Obok ogólnych motywów pojawiały się także narodowe wariacje. Amerykańskie pocztówki, wraz ze wzrostem krajowej produkcji, częściej odzwierciedlały rozwijającą się kulturę konsumpcyjną – bogate prezenty, tętniące życiem sceny miejskie i akcenty patriotyczne. Europejskie kartki, zwłaszcza niemieckie, zachowywały silniejsze związki z tradycyjnym folklorem, religijną symboliką i mistyczną interpretacją świąt. Różnorodność artystyczna była imponująca – od szczegółowych, malowanych ilustracji po humorystyczne karykatury i wczesne fotomontaże. Wiele kartek zdobiono embossingiem, który nadawał fakturę śniegowi czy tkaninom, oraz brokatem imitującym blask. Każdy obraz był starannie dobrany, aby wywoływać określone emocje: ciepło, nostalgię, radość, spokój czy zachwyt. Dzięki temu pocztówka bożonarodzeniowa stała się niezwykle silnym wizualnym archiwum kulturowej wyobraźni i świątecznych aspiracji.
 
Postęp technologiczny i masowa produkcja
 
Bezprecedensowy sukces pocztówki bożonarodzeniowej w czasie jej Złotej Ery był nierozerwalnie związany z rewolucyjnymi osiągnięciami w technologii druku oraz efektywnymi metodami masowej produkcji i dystrybucji. To właśnie te innowacje przekształciły tworzenie pocztówek z niszowego rzemiosła w potężny przemysł, zdolny sprostać ogromnemu i nieustannie rosnącemu zapotrzebowaniu na świąteczne pozdrowienia. U podstaw tej przemiany leżała chromolitografia – technika drukarska udoskonalona w połowie XIX wieku i doprowadzona do perfekcji przez niemieckich mistrzów. W przeciwieństwie do wcześniejszej, prostszej litografii, wykorzystującej jeden kamień do obrazu, chromolitografia opierała się na użyciu wielu kamieni, z których każdy odpowiadał za inny kolor. Dzięki precyzyjnemu nakładaniu barw drukarze uzyskiwali niezwykle bogatą paletę odcieni, subtelne przejścia tonalne i misterną szczegółowość, wiernie imitującą akwarele czy obrazy olejne. Pozwalało to na tworzenie żywych, realistycznych i bogato zdobionych ilustracji, które stały się znakiem rozpoznawczym pocztówek Złotej Ery. Co więcej, chromolitografia umożliwiała produkcję milionów identycznych, wysokiej jakości egzemplarzy, zapewniając spójność i obniżając koszt jednostkowy. Rozwój wspierały także udoskonalenia w budowie pras drukarskich. Wysokowydajne prasy rotacyjne, drukujące nieprzerwanie z zakrzywionych płyt zamiast płaskich kamieni, znacząco zwiększyły wydajność. W połączeniu z ulepszonymi procesami produkcji papieru oraz bardziej stabilnymi, szybkoschnącymi farbami, maszyny te pozwalały wydawcom na codzienną produkcję milionów pocztówek. Dzięki temu konsumenci mieli dostęp do ogromnych katalogów wzorów, które zaspokajały różnorodne gusta i potrzeby.


Kartka bożonarodzeniowa w stylu real photo postacrds

 
Nowym zjawiskiem były także „real photo postcards” (RPPCs), które wniosły dodatkowy wymiar do technologicznego krajobrazu. Choć mniej popularne w przypadku masowych pozdrowień bożonarodzeniowych niż kartki ilustrowane, RPPCs oferowały unikalną formę spersonalizowanej komunikacji. Dzięki zastosowaniu emulsji fotograficznej na kartoniku pocztówkowym, prywatne osoby mogły nadrukować własne fotografie – rodzinne portrety, lokalne sceny czy osobiste świąteczne uroczystości. Powstawały w ten sposób wyjątkowe pozdrowienia, łączące masowo produkowaną sztukę z intymnym przekazem. Niektóre komercyjne wydania łączyły elementy fotograficzne z ręcznie rysowanymi ilustracjami, tworząc efektowne projekty hybrydowe. Kluczową rolę odgrywała również infrastruktura dystrybucji. Sprawne usługi pocztowe, rozwijane od czasów Penny Post, stale się doskonaliły. Rozbudowane sieci kolejowe umożliwiały szybki transport pocztówek z drukarni do urzędów pocztowych i punktów sprzedaży na całych kontynentach. Dzięki tej logistycznej sprawności najnowsze wzory trafiały do odbiorców szybko i niezawodnie, podtrzymując cykliczny popyt na sezonowe pozdrowienia.
 
Cały proces – od koncepcji artystycznej po finalną dostawę – stał się przedsięwzięciem wysoce profesjonalnym i zindustrializowanym. Artyści zatrudniani przez wydawnictwa specjalizowali się w projektowaniu pocztówek, rytownicy i drukarze obsługiwali zaawansowane maszyny, a sprzedawcy detaliczni – od kioskarzy po wielkie domy towarowe – przeznaczali znaczną przestrzeń na ich ekspozycję, często prezentując je na ozdobnych stojakach i karuzelach. Ta harmonijna integracja sztuki, technologii i handlu uczyniła pocztówkę bożonarodzeniową jednym z pierwszych przykładów masowych mediów XX wieku, demokratyzując dostęp do sztuki i komunikacji na skalę wcześniej niewyobrażalną.
 
Pocztówki bożonarodzeniowe w czasie wojen i depresji (1914–1945)
 
„Złota Era” pocztówki bożonarodzeniowej, napędzana globalnym handlem i swobodą artystyczną, została gwałtownie przerwana wraz z nadejściem I wojny światowej. Kolejne dekady, naznaczone kryzysem gospodarczym i ponownym globalnym konfliktem, znacząco wpłynęły na produkcję, tematykę i ogólną trajektorię rozwoju pocztówek świątecznych. Wybuch wojny w latach 1914–1918 natychmiast zakłócił międzynarodowy przemysł pocztówkowy. Niemcy, dotychczas dominujący producenci, znalazły się w sytuacji poważnie ograniczonego eksportu z powodu blokad i działań wojennych. Zmuszało to inne kraje, zwłaszcza Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, do szybkiego rozwijania własnych możliwości drukarskich, choć początkowo skutkowało to projektami o niższej jakości i mniejszej oryginalności w porównaniu z niemieckimi wzorcami. Tematyka pocztówek uległa wyraźnej przemianie – obok tradycyjnych obrazów świątecznych coraz częściej pojawiały się motywy patriotyczne, przedstawienia żołnierzy w radosnym nastroju, narodowe flagi, symbole wojskowe oraz przesłania nadziei na pokój i zwycięstwo. Popularne były także sentymentalne sceny rodzin tęskniących za bliskimi na froncie czy żołnierzy marzących o powrocie do domu. Kartki pełniły rolę podnoszącego morale łącznika między frontem a domem, niosąc przesłania miłości, odporności i wspólnego poświęcenia, a ich ton stawał się bardziej poważny, nacechowany poczuciem obowiązku i pragnieniem normalności.


Kartka bożonarodzeniowa z elementami Wielkiej Wojny


Po zakończeniu wojny przemysł pocztówkowy stanął wobec nowych wyzwań. Choć gospodarczy boom lat dwudziestych przyniósł chwilową ulgę, skutki konfliktu oraz pojawienie się nowych form komunikacji zaczęły osłabiać dominację pocztówki. Wielka Depresja, która wybuchła w 1929 roku, dodatkowo pogłębiła kryzys. Trudności ekonomiczne sprawiły, że konsumenci dysponowali mniejszymi dochodami, co prowadziło do spadku sprzedaży i przesunięcia w stronę prostszych, bardziej użytkowych projektów. W tym czasie amerykańscy producenci zyskali przewagę, wypełniając lukę po spadku importu niemieckiego. Firmy takie jak Hall Brothers (później Hallmark) zaczęły się rozwijać, koncentrując na większych, bardziej ozdobnych kartkach okolicznościowych, które oferowały więcej miejsca na osobiste wiadomości. Pocztówki coraz częściej pełniły rolę pamiątek z podróży lub przedstawiały lokalne widoki, a bożonarodzeniowe wydania stawały się prostsze, czasem wzbogacone o elementy fotograficzne, odzwierciedlając surowy klimat gospodarczy. Tematyka podkreślała wartości rodzinne, wspólnotę oraz stonowaną, lecz odporną radość świąteczną.
 
Druga wojna światowa ponownie przywróciła wiele motywów znanych z pierwszego konfliktu. Kartki bożonarodzeniowe znów zdominowały patriotyczne obrazy, przedstawienia żołnierzy i przesłania nadziei. Niedobór materiałów, zwłaszcza papieru i farb, sprawiał, że jakość pocztówek bywała niższa, a projekty prostsze, skupione na przekazywaniu bezpośrednich życzeń. Ich rola jako środka łączącego żołnierzy z rodzinami pozostała jednak kluczowa – zapewniały poczucie bliskości, podtrzymywały morale i niosły emocjonalne wsparcie zarówno na froncie, jak i w domach. Wiadomości były głęboko osobiste, pełne tęsknoty i nadziei na zakończenie wojny oraz spokojny powrót bliskich. Lata 1914–1945 ukazują więc, jak pocztówka bożonarodzeniowa przeszła od szczytu artystycznej i komunikacyjnej dominacji do bardziej ograniczonej, użytkowej roli. Choć nadal pozostawała cenionym środkiem przekazu, musiała zmagać się z realiami globalnych konfliktów i kryzysów gospodarczych, odzwierciedlając te napięcia w swojej tematyce, estetyce i stopniowo malejącym znaczeniu na rynku.
 
Powojenny upadek i era cyfrowa
 
Połowa XX wieku wyznaczyła kluczowy moment zwrotny w historii pocztówki bożonarodzeniowej, prowadząc do jej stopniowego spadku znaczenia jako głównej formy świątecznej komunikacji. Zjawisko to było wynikiem jednoczesnego rozwoju nowych technologii, zmian społecznych oraz rosnącej konkurencji ze strony alternatywnych formatów kartek okolicznościowych. Mimo tego pocztówka nie zniknęła całkowicie – odnalazła nowe życie w niszowych obszarach i w świecie cyfrowym. Jednym z najważniejszych czynników powojennego osłabienia jej popularności był rozwój konkurencyjnych technologii komunikacyjnych. Upowszechnienie telefonu sprawiło, że natychmiastowa rozmowa głosowa stała się tania i łatwo dostępna, szczególnie w przypadku pilnych lub dłuższych kontaktów. Późniejsze rozpowszechnienie szybkich i tańszych podróży lotniczych dodatkowo ograniczyło potrzebę wysyłania opóźnionych, pisemnych pozdrowień na dużą odległość. W codziennej komunikacji krótka forma pocztówki stawała się coraz mniej atrakcyjna wobec natychmiastowości rozmowy telefonicznej.


Przykład powojennej składanej kartki bożonarodzeniowej

 
Największym wyzwaniem okazał się jednak rozwój przemysłu kartek okolicznościowych. Większe, składane kartki oferowały znacznie więcej miejsca na osobiste wiadomości, załączone listy czy dodatkowe elementy dekoracyjne. Wydawcy, tacy jak Hallmark czy American Greetings, szybko wykorzystali tę zmianę, tworząc ogromną różnorodność wzorów, sentencji i formatów odpowiadających na każdą okazję. Prywatność zamkniętej kartki, w przeciwieństwie do otwartej wiadomości na pocztówce, również miała duże znaczenie dla wielu nadawców. W rezultacie pocztówka bożonarodzeniowa przesunęła się z pozycji dominującego świątecznego pozdrowienia do roli drugorzędnej – częściej wykorzystywanej jako pamiątka z podróży lub szybka, mniej formalna forma życzeń. Zmiany kulturowe dodatkowo przyspieszyły ten proces. W miarę jak społeczeństwa stawały się bardziej mobilne i mniej formalne, rozbudowana etykieta związana z wymianą pocztówek zaczęła zanikać. Coraz większą wagę przykładano do bardziej intymnej, spersonalizowanej komunikacji, którą większy format kartki okolicznościowej umożliwiał skuteczniej. Albumy pocztówkowe, niegdyś cenione, ustąpiły miejsca albumom fotograficznym lub praktyce wyrzucania starych kartek.


Przykład e-kartki wysyłanej drogą mailową


Pod koniec XX wieku fizyczna pocztówka bożonarodzeniowa w dużej mierze straciła swoją dawną świetność, stając się przedmiotem niszowym. Jednak przełom tysiąclecia i szybka ekspansja internetu otworzyły nowy rozdział – erę cyfrową. E-kartki, animowane kartki oraz spersonalizowane wiadomości wysyłane pocztą elektroniczną czy przez media społecznościowe skutecznie przejęły funkcję pocztówki w formie wirtualnej. Oferowały natychmiastową dostawę, multimedialne możliwości i szerokie opcje personalizacji, trafiając w gusta pokolenia przyzwyczajonego do komunikacji cyfrowej. Choć brakowało im materialnego uroku i historycznej wagi fizycznych poprzedników, kontynuowały tradycję wizualnych świątecznych pozdrowień. Pomimo cyfrowej transformacji fizyczna pocztówka bożonarodzeniowa przeżyła ciche odrodzenie, napędzane nostalgią, kolekcjonerstwem oraz nowym docenieniem dla ręcznie wykonanych, namacalnych przedmiotów. Rynek kolekcjonerski zabytkowych pocztówek rozwija się dynamicznie, a entuzjaści cenią je za artyzm, wartość historyczną i sentymentalną. Niezależni artyści oraz butikowe firmy papiernicze chętnie sięgają po ten format, tworząc wysokiej jakości projekty, które łączą nowoczesną estetykę z nostalgicznym ukłonem w stronę przeszłości. Współczesne pocztówki przypominają, że mała, ilustrowana kartka wysłana pocztą wciąż ma w sobie nieprzemijający urok.
 
Zakończenie: miniaturowe zapisy dziedzictwa bożonarodzeniowego
 
Historia pocztówek bożonarodzeniowych to opowieść, która wykracza daleko poza filatelistyczną ciekawostkę, oferując bogaty i analityczny obraz półtora wieku przemian społecznych, technologicznych oraz artystycznych. Od skromnych początków jako proste, tekstowe środki komunikacji, pocztówki szybko przeobraziły się w barwne i nieodzowne medium świątecznych pozdrowień, osiągając swój szczyt w „Złotej Erze”. Był to czas, gdy chromolitografia, globalny handel i pragnienie dostępnej komunikacji wizualnej nadały im wyjątkową siłę oddziaływania. Obrazy zdobiące te kartki stanowią bezpośrednie świadectwo kulturowej wyobraźni kolejnych epok. Można dostrzec przejście od wiktoriańskiego sentymentalizmu i bogatej ikonografii religijnej do pełnej wdzięku estetyki Art Nouveau oraz fantazyjnych przedstawień antropomorficznych postaci. Ewoluujące wizerunki Świętego Mikołaja, obecność dzieci i symbolika zimowej flory ukazują zmieniające się tradycje oraz wspólne aspiracje. Boże Narodzenie jawi się tu nie tylko jako święto obchodzone, lecz także jako doświadczenie postrzegane – czas ciepła, zachwytu, rodzinnej bliskości i refleksji.


Ta kartka świąteczna Tucker Corporation pochodzi prawdopodobnie
z grudnia 1947 roku, ponieważ przedstawia podstawowy projekt
modelu Tucker '48, choć zawiera elementy wykończenia,
które nie trafiły do produkcji.

 
Trajektoria pocztówki bożonarodzeniowej odzwierciedla również szersze procesy historyczne. W okresach wojen światowych kartki stawały się ważnym narzędziem podnoszenia morale, niosąc przesłania patriotyzmu, tęsknoty za pokojem i nadziei na ponowne spotkanie. Powojenny spadek popularności, związany z trudnościami gospodarczymi i rozwojem konkurencyjnych technologii komunikacyjnych – takich jak telefon czy większe kartki okolicznościowe – ukazuje dynamiczny charakter ludzkiej interakcji i postępu technologicznego. Mimo to, nawet w erze cyfrowej duch pocztówki trwa, odnajdując się w e-kartkach i zyskując nowe uznanie wśród kolekcjonerów oraz osób ceniących namacalny urok fizycznej kartki. Pocztówki bożonarodzeniowe są więc czymś znacznie więcej niż efemerydami – to starannie wykonane artefakty historyczne. Dokumentują rozwój technologii druku, zmiany w sztuce i estetyce, a także ewolucję społecznych zwyczajów i wartości związanych z okresem świątecznym. Każda kartka – czy to masowo produkowane dzieło sprzed wieku, czy współczesny projekt rzemieślniczy – jest miniaturowym zapisem ludzkich więzi, artystycznego wysiłku i nieprzemijającej magii świątecznej komunikacji, oferując bezcenne spojrzenie na nasze wspólne dziedzictwo.
 

Bibliografia:
 
  1. Buday G.: The History of the Christmas Card, Rockliff Publishing, Londyn 1954.
  2. Reed R. M.: Christmas Postcards: A Collector’s Guide, Schiffer Publishing, Atglen 2007.
 

 Ⓒ Agnieszka Różycka




środa, 22 sierpnia 2018

Ciemna strona starożytnego Rzymu







Elitę starożytnego Rzymu zwykliśmy postrzegać jako tę, która szczyciła się szacunkiem wśród społeczeństwa, a i honor też nie był jej obcy. Lecz prawda okazuje się zupełnie inna. Otóż starożytny Rzym był siedliskiem nienawiści klasowej, animozji rasowej, religijnej nietolerancji oraz wykorzystywania seksualnego na szeroką skalę. Potężnym i zapadającym w pamięć obrazem Rzymu jest przede wszystkim uporządkowana procesja senatorów, odzianych w togi i zmierzających na obrady. Wiele mówi się o tym, jak Rzymianie postrzegali samych siebie. Uważali oni bowiem, iż są najbardziej cywilizowanymi i cnotliwymi obywatelami na świecie, a do tego również najbardziej dostojni (z łac. dignitas). Łaciński termin dignitas używany był w odniesieniu do jednostki budzącej powszechny szacunek, posiadającej określone zasługi, a także szczycącej się honorowym postępowaniem i samokontrolą.


Fresk, na którym widać obrady rzymskiego Senatu, podczas których Cyceron oskarża polityka Lucjusza Sergiusza Katylinę (109-62 p.n.e.). Malowidło pochodzi z XIX wieku (1889), a jego autorem jest Cesare Maccari (1840-1919).


Aby usprawiedliwić przeprawę przez Rubikon i marsz na Rzym, Juliusz Cezar (100-44 p.n.e.) powiedział, że dignitas oznacza dla niego więcej niż samo życie. Biorąc zatem pod uwagę spokojną ideologię dignitas, możemy wyobrazić sobie, iż starożytny Rzym był miastem tolerancyjnym i niezwykle przyjemnym miejscem do życia. Prawda jest jednak zupełnie inna, albowiem w Rzymie panowały nietolerancja i przemoc, a także było to miejsce wylęgania się klasowej i religijnej nienawiści, rasowej wrogości oraz wspomnianego wyżej wykorzystywania seksualnego. Podczas gdy Rzymianie mogli uważać siebie samych za cywilizowanych, wiele aspektów dotyczących ich społeczeństwa byłoby nie do przyjęcia we współczesnym świecie.

Trzeba pamiętać, że jedynie wysoko postawieni Rzymianie mogli być dignitas, co zazwyczaj charakteryzowało wyłącznie zamożną i wykształconą elitę. Rzymscy plebejusze, czyli plugawy i wulgarny plebs, jak również niższe klasy społeczne, nad którymi w piramidzie społecznej stała wspomniana już elita, pod żadnym względem nie mogły uchodzić za dignitas. W pewnym sensie nie jest to niespodzianką. W oczach swoich samozwańczych konkurentów, miejski plebs nie był nawet przez nich dostrzegany i uważany za prawowitych Rzymian. Weźmy na przykład Marka Tulliusza Cycerona (106-43 p.n.e.), jednego z największych mówców w starożytnym Rzymie, który prosto w oczy schlebia dobrze urodzonym, nazywając ich mistrzami świata albo antycznymi spadkobiercami wszelkich rzymskich cnót. Z drugiej strony jednak, jako filozof, posługiwał się lekceważącym, snobistycznym słownictwem wymierzonym w innych członków tejże samej elity, zaś do plebsu odnosił się niczym do nieobyczajnego tłumu. Z kolei bardziej arystokratyczny mówca, Publiusz Korneliusz Scypion Emilian Afrykański Młodszy (185-129 p.n.e.), jeszcze bardziej zdegradował plebs w hierarchii społecznej, nazywając go obcokrajowcami, twierdząc również, że Imperium Rzymskie jest dla nich jedynie macochą.  


Warstwy społeczne w starożytnym Rzymie;
od lewej: patrycjusze, żołnierz i niewolnik, plebs.


Rzym bez wątpienia był miastem imigrantów. Za panowania Oktawiana Augusta (63 p.n.e.-14 n.e.) w mieście mieszkało około milion ludzi. Wykładniczy wzrost liczby ludności spowodowany był tak zwanym kryzysem rolnym wynikającym z dwóch poprzednich stuleci. Ponieważ rozwój wielkich posiadłości ziemskich, należących do bogatych, wypędził włoskich chłopów z obszarów wiejskich, zmuszeni byli rozpocząć nowe życie w metropolii. Napływ ludności do Rzymu trwał przez pierwsze trzy stulecia naszej ery, gdyż emigranci ekonomiczni przybywali do Rzymu z terenów całego Imperium Rzymskiego. Poeta i satyryk, Decimus Junius Juvenalis (ok. 60-ok. 127 n.e.) wyraźnie pogardzał ludźmi przybywającymi z Syrii, notorycznie nazywając ich gównem płynącym rzeką Orontes i wpadającym do Tybru. Wielu przybyszów mieszkało w zatłoczonych blokach mieszkalnych, podczas gdy ci, którzy mieli mniej szczęścia tłoczyli się pod mostami lub zakładali obozy dla uchodźców w parku na Polu Marsowym, będącym wówczas publiczną dzielnicą Rzymu. Inni imigranci przybywający do Rzymu nie mieli wyboru, jeśli chodzi o miejsce zamieszkania. W każdym punkcie miasta znaczny procent populacji stanowili byli niewolnicy, którzy mogli pochodzić z dowolnego miejsca Imperium lub nawet spoza jego granic. Elita – najwyraźniej zapominając, że Romulus (jeden z mitycznych założycieli Rzymu) powitał niewolników w swojej pierwotnej osadzie na Wzgórzu Palatyńskim – gardziła plebsem, jako cudzoziemcami o służalczym pochodzeniu.

W oczach elity, miejski plebs był niewiele lepszy od zwykłych barbarzyńców. Często ci ludzie postrzegani byli jako niespełna rozumu i pełni agresji. W swojej trzeciej satyrze, wspomniany już Decimus Junius Juvenalis, przedstawił spotkanie z pijakiem plebejskim jako szczególnie nieprzyjemne doświadczenie: Skąd się wziąłeś? – zapytał podobno plebejusza. – Co za smród fasoli i kwaśnego wina! Znam cię. Byłeś z jakimś kumplem i jadłeś gotowaną owcę i cebulę. Co? Nic nie mówisz? Mów albo dam ci w zęby! Jak na ironię, rzymskim elitom wcale nie było obce zadawanie przemocy fizycznej, chociaż jednocześnie musieli pamiętać, aby za wszelką cenę zachować swoje dignitas. Ojciec cesarskiego lekarza, Claudiusa Galenusa, znanego po prostu jako Galen (ok. 130-200), pewnego razu poradził swoim przyjaciołom, by nie „walili” swoich służących po ustach, lecz nie dlatego, że może to spowodować ból lub upokorzenie sługi, ale dlatego, że istniało ryzyko, iż zęby niewolnika mogą skaleczyć dłoń jego właścicielowi, co okazałoby się znacznie gorsze, niż popadnięcie w irracjonalny gniew lub utrata panowania nad sobą.


Plebejusze mieszkający na terenie Imperium Rzymskiego utrzymywali się
z pracy własnych rąk; głównie była to praca na roli. 


Dobry właściciel niewolnika powinien natomiast sięgnąć po kij, którym mógłby zdzielić po grzbiecie obrażającego go sługę, przy okazji mając całkowitą kontrolę nie tylko nad wymierzaniem kary, ale także nad własnymi nerwami. Nawet podczas bicia słabszych, rzymska elita musiała bowiem zachować swoją godność. Elita odczuwała niesamowity wstręt wobec plebejuszy. Kiedy cesarz Maksymin Trak (ok. 173-238) prześladował wyższe sfery z powodu ich bogactwa, ponieważ potrzebował ich pieniędzy, by móc opłacić wojnę na północy kraju, plebs nie okazywał żadnego współczucia ciemiężonym. Ówczesny historyk, Herodian (ok. 180-ok. 250) opisał tę relację w następujący sposób: Katastrofy, które zdarzają się tym, którzy są najwyraźniej szczęśliwi i bogaci, nie dotyczą zwykłych ludzi, a czasami nawet sprawiają przyjemność pewnym bezwartościowym, złośliwym osobnikom, gdyż zazdroszczą oni potężnym i dobrze prosperującym.

Jako jednostka, plebejusz mógł pozwolić sobie na nieznaczny opór wobec elit. Opór ten przejawiał się zazwyczaj w plotkowaniu o swoich panach lub słuchaniu utopijnych przemówień przedstawicieli filozofii cynickiej, którzy odrzucali tradycyjne normy społeczne, między innymi krytykując bogaczy w miejscach publicznych. Tak więc plebejusze mogli ich słuchać, gromadząc się w konkretnych miejscach w mieście. Niedobory żywności były natomiast jedną z najczęstszych przyczyn zamieszek. W prowincjonalnych miastach uczestnicy zamieszek atakowali gubernatora lub lokalną elitę. Zamieszki te zwykle przybierały formy podpaleń lub ukamienowań. W samym Rzymie gniew plebsu był tłumiony przez Gwardię Pretoriańską, osobistych ochroniarzy cesarza lub inne oddziały wojskowe.  W 238 roku, czyli Roku Sześciu Cesarzy*, znaczna część Rzymu została spalona podczas walk pomiędzy plebsem a żołnierzami. Herodian, pracujący wówczas jako urzędnik państwowy, napisał, iż obydwie strony skorzystały na tym chaosie, aby zwrócić uwagę na elity: Całe mienie niektórych bogatych ludzi zostało zrabowane przez przestępców i niższą klasę, która wmieszała się w oddziały żołnierzy, by osiągnąć swój cel.

Powszechnie uznane niewolnicze pochodzenie plebsu przyczyniło się do jego degradacji seksualnej przez osoby stojące wyżej w hierarchii społecznej. Dla elit, których rodziny były posiadaczami niewolników obu płci, granice przemocy i gwałtu łatwo się zacierały. Rzymski filozof, Gaius Musonius Rufus (ok. 30-ok. 101), powiedział: Każdy mistrz posiada pełne prawo do używania swego niewolnika, jak tylko może sobie tego zażyczyć. W przypadku seksualności rzymskiej elity niewielkie znaczenie miało to, czy ktoś preferował seks z mężczyznami czy z kobietami. Przyjemność, jaką można było czerpać z każdego rodzaju seksu była omawiana w literaturze i przypuszczalnie również podczas zwykłych rozmów towarzyskich. Niektórzy mężczyźni mieli tendencję do uprawiana seksu albo tylko z mężczyzną, albo wyłącznie z kobietą, lecz byli i tacy, którzy lubili robić to i z mężczyzną, i z kobietą. Pojęć homoseksualny i heteroseksualny nie zaliczano do dwóch różnych kategorii, tak jak ma to miejsce obecnie. Podczas gdy płeć partnera seksualnego nie miała znaczenia, kwestia tego, kto był stroną aktywną, a kto pasywną w trakcie łóżkowych ekscesów była niezwykle ważna. Aktywnym zawsze musiał być mężczyzna, co uważano za cechę niezwykle męską, bez względu na płeć partnera seksualnego. Z kolei ten, kto był pasywny, traktowany był jako zniewieściały, „sterowany automatycznie”, zaś reputacja takiego człowieka bywała skażona na całe życie.


Miłość i seks w starożytnym Rzymie. Fresk pochodzi z I wieku naszej ery
 i znajduje się w Casa del Centenario w Pompejach.


Ponieważ mężczyźni z plebsu, którzy wcześniej byli niewolnikami, byli także wykorzystywani seksualnie przez swoich właścicieli podczas służby w ich domach. Uważano ich zatem za „zdegradowanych” i dlatego czymś naturalnym była dla nich rola strony pasywnej podczas uprawiania seksu. Jak to ujął rzymski orator, Lucius Annaeus Seneca (ok. 55 p.n.e.-40 n.e.): Haniebne zachowanie seksualne, które dla mężczyzn oznacza bycie stroną bierną podczas uprawiania seksu, jest przestępstwem jako osoby wolno urodzonej, koniecznością w przypadku niewolnika, zaś obowiązkiem dla byłego niewolnika. Dla mężczyzny z elity było zatem nie do zaakceptowania, aby uprawiać seks z innym mężczyzną pochodzącym z tej samej klasy społecznej lub z ich kobietami. Wyjątek w tej kwestii stanowiła oczywiście jego własna żona. Plebs jednak nie był chroniony żadnymi tego rodzaju ograniczeniami, zaś bieda skłaniała wielu plebejuszy – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – do pracy jako prostytutki.

W oczach elity, miejski plebs Rzymu czcił obcych bogów i był ofiarą niezliczonych dziwacznych przesądów. Jeśli jakiś przedstawiciel elity uderzył się w palec u nogi, poślizgnął, usłyszał krakanie wrony lub pisk myszy, zobaczył spadającą dachówkę albo spotkał małpę bądź eunucha (mężczyznę, który został wykastrowany), wówczas uważał to za wielki pech. Na miejskim rynku elita konsultowała się zatem z niepiśmiennymi wróżbitami, astrologami, czy innymi szarlatanami, którzy w sposób naprawdę intrygujący byli w stanie przepowiedzieć przyszłość, używając do tego tajemniczej metody z wykorzystaniem sera. Sugerowano też, że niektórzy Egipcjanie przeprowadzili się do Subury – osławionej części Rzymu – aby być blisko świątyni bogini Izydy znajdującej się na terenie Pól Marsowych. Kapłani Izydy, z ogolonymi głowami i nagimi klatkami piersiowymi, stali zazwyczaj na zewnątrz świątyni. Czasami nosili na twarzach maski przedstawiające Anubisa, czyli mitologicznego egipskiego boga o głowie szakala. Bóg ten troszczył się o zmarłych i życie pozagrobowe. Z powodu innego koloru skóry, Decimus Junius Juvenalis uważał Egipcjan za chorych na żółtaczkę, a także za skłonnych do przemocy i przestrzegających dziwnych zakazów dietetycznych, ponieważ unikali oni cebuli, porów, jak również jagnięciny i baraniny.

Największa degradacja społeczna dotknęła jednak chrześcijan, którzy uważani byli za „ateistów”, gdyż zaprzeczali istnieniu wszystkich bóstw. Wyjątek dla nich stanowił jedynie ukrzyżowany Bóg, zwany Chrestusem lub Chrystusem. Chrześcijanie często gromadzili się w ciemnych pomieszczeniach, aby uczestniczyć w tajemniczych ceremoniach, co zachęcało Rzymian do ponurych spekulacji na temat ich działalności. Plotka głosiła bowiem, że spotykali się w pomieszczeniu, gdzie znajdował się pies przywiązany do świecznika, zaś kiedy do tegoż pomieszczenia ktoś wrzucił kawałek mięsa, pies natychmiast rzucał się na nie, a jego ruch sprawiał, że gasło światło i zapadały ciemności, co pozwalało chrześcijanom na bezkrytyczne folgowanie sobie podczas rzekomo kazirodczych zbliżeń seksualnych. W rzeczywistości było jednak inaczej. Ponieważ chrześcijanie czcili swojego Boga nielegalnie, prawdopodobnie spotykali się tuż przed nastaniem świtu lub po zmroku, aby uniknąć złośliwych spojrzeń swoich pogańskich sąsiadów, którzy mogliby nie tylko ich potępić, ale przede wszystkim donieść na nich odpowiednim władzom.









* Rok Sześciu Cesarzy (238) – to rok, w którym zmarło aż sześciu cesarzy rzymskich: Maksymin Trak (ok. 183-238), Werus Maksymus (216-238), Gordian I (ok. 159-238), Gordian II (192-238), Balbin (?-238) i Pupien (ok. 164-238).  






piątek, 17 marca 2017

O tym, jak święty Patryk został patronem Irlandii









Legenda o świętym Patryku (ok. 389-461) znana jest od ponad półtora tysiąca lat, czyli od chwili, gdy w Irlandii pojawili się pierwsi chrześcijańscy misjonarze. W miarę upływu lat jego historia stała się mieszanką prawdy, mitu oraz alegorii. Możliwe, że najbardziej znana opowieść o świętym Patryku wiąże się z Shamrock, czyli małą roślinką (koniczyną), która przez wieki zdążyła już zdobyć sławę na całym świecie jako symbol irlandzkiego dziedzictwa. Po tym, jak święty Patryk przygotował się już do pełnienia funkcji kapłana i biskupa, przybył do Irlandii, a było to dokładnie w 432 roku. Natychmiast podjął próbę nawracania na wiarę chrześcijańską pogańskich Celtów, którzy zamieszkiwali wyspę. Mieszkając i pracując już wcześniej na terenie dzisiejszej Wielkiej Brytanii (najprawdopodobniej urodził się w Walii), bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że cyfra „3” posiada szczególne znaczenie w tradycji celtyckiej, jak również w wielu innych pogańskich wierzeniach. Tak więc podjął decyzję, aby zastosować tę wiedzę także w nawracaniu ludności celtyckiej. W związku z powyższym święty Patryk użył Shamrock, czyli trójlistnej koniczyny, którą można było znaleźć na terenie całej wyspy. W ten sprytny sposób chciał bowiem wyjaśnić ludziom znaczenie Trójcy Świętej, czyli teorię dotyczącą Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. Chciał, aby Celtowie zrozumieli, iż każda z tych osób występuje oddzielnie, lecz mimo to stanowią jedność.

Święty Patryk z wężami 
Z osobą świętego Patryka łączy się także poemat noszący tytuł Krzyk jelenia (z ang. The Deer's Cry) lub Zbroja świętego Patryka (z ang. St Patrick's Breastplate), który opowiada o tym, jak święty Patryk użył mocy féth fíada*, aby siebie i swojego towarzysza zamienić w dzikie jelenie, co pozwoliłoby im uniknąć zasadzki podczas nauczania na wzgórzu Tara (z ang. Hill of Tara), znajdującego się w irlandzkim hrabstwie Meath. To królewskie wzgórze w dolinie rzeki Boyne było uznawane za stolicę starożytnej Irlandii, natomiast dla druidów stanowiło święte miejsce zamieszkiwane przez bóstwa. A zatem czekając na przybycie wroga, którego zamiarem było zaatakowanie i uwięzienie dwóch chrześcijan, święty Patryk i jego towarzysz przy pomocy magii mieli rzekomo doprowadzić do tego, że ich celtyccy przeciwnicy widzieli jedynie płowego jelenia biegającego po wzgórzu. I tak oto dwaj misjonarze z powodzeniem osiągnęli swój cel i opuścili Hill of Tara bez jakichkolwiek nieprzyjemnych incydentów.

Celtyckie święto Beltaine (święto ognia) było główną atrakcją celebrowania początku lata i tym samym triumfowania nad ciemnymi mocami. Według tradycji ogień zapalał wówczas irlandzki arcykról. Zgodnie z zasadami starszeństwa był to mężczyzna posiadający władzę nad pozostałymi królami, lecz niemający tytułu cesarza (z ang. High King). Arcykról zapalał ogień na wzgórzu Tara, a potem od tego ognia zapalano pozostałe pochodnie. Tak więc gdy święty Patryk zapalił ogień, wówczas zupełnie świadomie zwrócił na siebie uwagę pogańskich wodzów. Wtedy arcykról Laoghaire (dziś dzielnica Dublina) wysłał starszych druidów, aby ci zbadali i donieśli mu, czy przypadkiem ogień Patryka nie posiada magicznej mocy, ponieważ za nic nie można było go ugasić. W tej sytuacji druidzi ostrzegli arcykróla, iż grozi mu spalenie, jeśli nie zdoła ugasić ognia zapalonego przez Patryka. Niestety, arcykról Laoghaire nie był w stanie tego dokonać, więc uznał, iż magia Patryka jest silniejsza niż ta, której on sam używa. Pomimo że król nie zdecydował się nawrócić na chrześcijaństwo, to jednak wyraził zgodę, aby Patryk szerzył swoją misję w Irlandii i nawracał jej mieszkańców.

Inna legenda o świętym Patryku dotyczy dnia, w którym misjonarz nauczał nieopodal pogańskiego kamienia przeznaczenia, czyli innymi słowy w pobliżu menhiru. Kamień ten przez niektórych z grona potencjalnych konwertytów był uważany za święty, ponieważ został osadzony w okręgu. Ponadto poganie uważali go również za symbol słońca lub księżyca bogów. Z kolei o świętym Patryku mówi się, że narysował chrześcijański (lub łaciński) krzyż właśnie na tym okręgu, tym samym błogosławiąc kamień. Uważa się zatem, że stworzył on pierwszy irlandzki krzyż i pokazał, że jest gotów zaakceptować praktyki pogańskie i jednocześnie wprowadzić chrześcijańskie symbole celem ułatwienia ludziom procesu nawracania się na chrześcijaństwo. 


Święty Patryk wraz z towarzyszami zmierza na wzgórze Tara


Święty Patryk spędził czterdzieści dni Wielkiego Postu na górze w hrabstwie Mayo. Góra ta obecnie znana jest jako Croagh Patrick. W tym czasie nękany był przez demony wcielające się w postać kosów. Ptaki te tworzyły gęste skupiska, dzięki czemu były w stanie zasnuć niebo ciemnością. Lecz według legendy święty Patryk nie ustawał w modlitwie, aż w końcu zadzwonił dzwonkiem, który był symbolem głoszonej przez niego wiary. W odpowiedzi na jego modlitwy pojawił się anioł i powiedział mu, że wszystkie prośby Patryka zanoszone w imię narodu irlandzkiego zostaną wysłuchane, a oni zachowają swoją wiarę aż do dnia Sądu Ostatecznego.

Prawdopodobnie najbardziej znaną legendą o świętym Patryku jest jednak ta, w której posługuje się on trójlistną koniczyną. To właśnie dzięki roślinie Patryk miał utopić w morzu wszystkie węże żyjące na terenie Irlandii. W związku z tym na wielu obrazach przedstawiany jest wraz z wężami, co ma symbolizować zwycięstwo nad złem. Ponieważ obecnie w Irlandii nie ma innych węży oprócz tych, które żyją w ogrodach zoologicznych, ludzie przypisują ich brak właśnie świętemu Patrykowi. Z drugiej strony jednak naukowcy uważają, że mało prawdopodobne jest, aby w Irlandii kiedykolwiek występowały te łuskonośne gady. Dlatego też ludzie ich nieobecność tłumaczą legendą o świętym Patryku. Chodzi w niej bowiem o to, że węże stanowiły świętość dla druidów, natomiast wytępienie gadów odnosi się bezpośrednio do sukcesu Patryka, który w ten symboliczny sposób usunął pogańskie wpływy na wyspie.

Slemish w hrabstwie Antrim, czyli
miejsce, gdzie według tradycji
święty Patryk miał zajmować się
wypasem owiec i świń podczas
pobytu w niewoli.

źródło
Historia świętego Patryka jako patrona Irlandii, który urodził się w drugiej połowie IV wieku nie jest zbyt rzetelna. Tak naprawdę nawet rok jego urodzenia nie jest do końca znany. Niektórzy badacze podają, że był to 373 rok, podczas gdy inni mówią o roku 390. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku miejsca jego urodzenia. Wiadome jest, że wychowywał się w pobliżu miejscowości o nazwie Banna Venta Burniae, lecz nie można dokładnie określić jej położenia. Jedni mówią, że były to nizinne tereny Szkocji, zaś inni twierdzą, iż równie dobrze mogła być to Walia, która w tamtym okresie znajdowała się pod panowaniem Rzymian. Święty Patryk najprawdopodobniej naprawdę nazywał się Maewyn Succat. Jego ojciec – Calpornius – był rzymsko-brytyjskim oficerem i diakonem. Pomimo iż jego rodzina była bardzo mocno zaangażowana w wyznawanie wiary chrześcijańskiej, to jednak sam Patryk nie był osobą wierzącą. Jego życie nie wyróżniało się niczym szczególnym. Wiele zmieniło się w chwili, gdy ukończył szesnaście lat. To właśnie wtedy miały miejsce dramatyczne wydarzenia, które sprawiły, że przyszły święty zapisał się wielkimi literami w historii Irlandii. 

Jako młody chłopak, święty Patryk został porwany przez irlandzkich piratów i sprzedany Irlandczykom. Od tej pory on i jego towarzysze żyli w niewoli. Z jego autobiografii, którą podaje Kościół Katolicki, wiadomo, że Patryk przetrwał niewolę. Sześć lat spędził w więzieniu na północy wyspy i pracował tam jako pasterz owiec i świń na górze Slemish w hrabstwie Antrim. W tym czasie jego religijność coraz bardziej przybierała na sile. Swoje porwanie i uwięzienie traktował jako karę za brak wiary, dlatego też wiele czasu spędzał na modlitwie. Miał też wizję, w której nakazano mu ukryć się na statku płynącym do Brytanii. W ten sposób Patryk wrócił do swojej rodziny.

Będąc już w domu, Patryk miał sen, w którym przykazano mu, iż musi wrócić do Irlandii, aby nauczać tam o Bogu, ponieważ potrzebują tego jej mieszkańcy. Fakt ten zmotywował go do powrotu na zieloną wyspę, gdzie miał pełnić fukcję kapłana, lecz nie zrobił tego od razu. W tamtym momencie nie był jeszcze właściwie przygotowany do roli misjonarza. Oddał się zatem procesowi poszukiwania Boga. Badania, które prowadził zaprowadziły go do Francji, gdzie pobierał nauki w klasztorze znajdującym się najprawdopodobniej gdzieś w pobliżu Saint-Germain. Jego duchowym mentorem był biskup Peregryn z Auxerre (?). I tak oto dwanaście lat swojego życia Patryk przeznaczył na naukę i poznawanie Boga. Potem wrócił do Irlandii jako biskup wysłany tam przez samego papieża. Kolejne lata jego życia są już lepiej znane. Tak więc z Francji przybył do Strangford Loch w hrabstwie Down (obecnie Irlandia Północna). Pomimo że święty Patryk uważany jest za tego, który jako pierwszy przyniósł do Irlandii chrześcijaństwo, to jednak wcale nie był prekursorem w jego nauczaniu, lecz w rzeczywistości był nim biskup Palladiusz (?-ok. 457-461).

Shamrock, czyli trójlistna koniczyna
będąca symbolem Irlandii i służąca
świętemu Patrykowi do wytłumaczenia
poganom tajemnicy Trójcy Świętej.
Historia świętego Patryka to przede wszystkim czas, kiedy wielokrotnie był więziony z powodu głoszenia nauki chrześcijańskiej. Nie podobało się to bowiem lokalnym irlandzkim wodzom czy celtyckim druidom, lecz mimo to zawsze zdołał uciec z niewoli lub odzyskać wolność na skutek przekupywania oprawców jakimiś darami. Przez dwadzieścia lat podróżował po wyspie, gdzie chrzcił ludzi oraz zakładał klasztory, szkoły i kościoły. Zmarł w dniu 17 marca 461 roku lub – jak twierdzą niektórzy – w roku 493, pozostawiając po sobie kościół w Armagh, który dziś znamy jako anglikański kościół pod wezwaniem świętego Patryka. Jest to katedra w stylu gotyckim będąca przebudową trzynastowiecznego kościoła zbudowanego w miejscu, gdzie powstał ten wybudowany na polecenie świętego Patryka w 445 roku. W Armagh znajduje się także katedra katolicka pod wezwaniem świętego Patryka wzniesiona w stylu neogotyckim w latach 1838-1873. W chwili jego śmierci Irlandia była już wyspą z dobrze zakorzenionym chrześcijaństwem. Od tamtej pory Irlandczycy wspominają Patryka właśnie w dniu 17 marca. Święty został pochowany albo w Downpatrick (Irlandia Północna), albo gdzieś w hrabstwie Down lub w Armagh.

Dzień Świętego Patryka obchodzony jest zatem corocznie w dniu 17 marca od ponad tysiąca lat. Jest to święto religijne, które zostało ustanowione celem upamiętnienia jego śmierci mającej miejsce w V wieku. W Dzień Świętego Patryka, który zawsze przypada w czasie chrześcijańskiego Wielkiego Postu, Irlandczycy idą rano do kościoła, natomiast świętowaniu oddają się w godzinach popołudniowych. Wtedy też nie obowiązują wielkopostne zakazy dotyczące spożywania mięsa, a ludzie mogą tańczyć, pić mocniejsze trunki i spożywać tradycyjny irlandzki posiłek przygotowany na bazie boczku i kapusty. Z tej okazji odbywają się również świąteczne parady, lecz nie tylko w Irlandii, ale także w Stanach Zjednoczonych, na przykład w Nowym Jorku czy Bostonie. Co ciekawe, pierwsza taka parada nie odbyła się w Irlandii, lecz właśnie w Stanach Zjednoczonych. W dniu 17 marca 1762 roku irlandzcy żołnierze służący w angielskiej armii przemaszerowali ulicami Nowego Jorku. Towarzyszyła im tradycyjna irlandzka muzyka, dzięki której mogli poczuć się jak w domu, za którym przecież bardzo tęsknili.


Pocztówka zaprojektowana w Stanach Zjednoczonych w 1912 roku
specjalnie z okazji Dnia Świętego Patryka.


W ciągu kolejnych ponad trzydziestu lat irlandzki patriotyzm wśród amerykańskich imigrantów przeżywał swój rozkwit, powołując do życia ruch społeczny zwany Irish Aid, który zrzeszał w sobie sympatyków świętego Patryka. Każdego roku ludzie należący do Irish Aid organizowali parady, podczas których grali na dudach i bębnach. Dodam, że dudy tak naprawdę po raz pierwszy pojawiły się nie w Irlandii, lecz w Szkocji oraz w oddziałach brytyjskich żołnierzy. W 1848 roku kilka grup należących do Irish Aid zjednoczyło siły, aby stworzyć jedną oficjalną paradę w Nowym Jorku w Dzień Świętego Patryka. Dziś tamta parada oficjalnie uznawana jest za najstarszą na świecie oraz największą w Stanach Zjednoczonych. Wzięło w niej bowiem udział ponad sto pięćdziesiąt tysięcy osób. Z kolei każdego roku prawie trzy miliony ludzi przychodzi podziwiać paradę, której trasa mierzy półtorej mili (prawie dwa i pół kilometra) i trwa ponad pięć godzin. Natomiast w Bostonie, Chicago, Filadelfii czy Savannah parady liczą około dwudziestu tysięcy uczestników.

Aż do połowy XIX wieku większość irlandzkich imigrantów w Ameryce wywodziła się z protestanckiej klasy średniej. Podczas wielkiego nieurodzaju ziemniaków, jaki uderzył właśnie w Irlandię w 1845 roku, blisko milion ubogich i niewykształconych irlandzkich katolików zaczęło napływać do Stanów Zjednoczonych, aby w ten sposób uniknąć głodu. W Ameryce spotkali się z pogardą dla swoich obcych religijnych przekonań. Większość amerykańskich protestantów było wrogo nastawionych do przybyszów z Europy, dlatego też Irlandczycy mieli poważny problem ze znalezieniem pracy nawet w charakterze zwykłych służących. Gdy amerykańscy Irlandczycy po raz pierwszy wyszli na ulice w Dniu Świętego Patryka, wówczas tamtejsza prasa przedstawiała ich w sposób prześmiewczy, jak również jako zwykłych pijaków, a nawet agresywne małpy.


Parada w Dniu Świętego Patryka w Nowym Jorku w 1907 roku (Piąta Aleja)
fot. George Grantham Bain (1865-1944)


Wkrótce amerykańscy Irlandczycy zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że ich duża społeczność z dnia na dzień rosnąca w siłę może śmiało wejść również do życia politycznego. Zaczęli więc skupiać się w grupy o charakterze politycznym, natomiast ich pierwszą partią była tak zwana Green Machine, która ostatecznie stała się istotnym punktem zaczepienia dla kandydatów na stanowiska polityczne. Nagle coroczne parady organizowane w Dzień Świętego Patryka okazały się dla nich pokazem siły. W 1948 roku prezydent Harry S. Truman (1884-1972) wziął udział w paradzie zorganizowanej w Nowym Jorku, co napawało dumą irlandzkich Amerykanów, których przodkowie musieli przecież walczyć ze stereotypami i uprzedzeniami na tle rasowym, aby ostatecznie doświadczyć akceptacji w Nowym Świecie.

Kiedy irlandzcy imigranci na dobre zaaklimatyzowali się w Stanach Zjednoczonych, inne amerykańskie miasta zaczęły opracowywać własne tradycje. Jedną z nich było coroczne farbowanie na zielony kolor wody rzeki Chicago. Ta praktyka rozpoczęła się w 1962 roku, gdy pracownicy odpowiedzialni za ograniczenie zanieczyszczenia wód miejskich zastosowali zielony barwnik celem śledzenia nielegalnych zrzutów ścieków. Wtedy też zdano sobie sprawę z tego, że zielony barwnik może także stanowić wyjątkowy sposób uczczenia Dnia Świętego Patryka. W tym samym roku wlali więc do rzeki sto funtów (pięćdziesiąt kilogramów) zielonej farby pochodzenia roślinnego. Taka ilość barwnika pozwoliła na utrzymanie koloru przez tydzień! Obecnie w celu zminimalizowania szkód dla środowiska naturalnego używa się tylko czterdziestu funtów barwnika (dwadzieścia kilogramów), natomiast rzeka zabarwiona jest na zielono jedynie przez kilka godzin.


Rzeka Chicago zabarwiona na zielono w Dniu Świętego Patryka
fot. Knowledge Seeker
źródło


Chociaż historycy twierdzą, że pomysł z barwieniem rzeki Chicago był naprawdę oryginalny i pierwszy w historii, to jednak niektórzy mieszkańcy Savannah w stanie Georgia, gdzie pierwsza parada w Dniu Świętego Patryka odbyła się jeszcze w 1813 roku, uważają, że idea dotycząca barwienia wody powstała właśnie w ich mieście. Zwracają oni bowiem uwagę na to, że w 1961 roku kierownik hotelowej restauracji – Tom Woolley – przekonał urzędników miejskich do tego, aby zafarbowali na zielono rzekę Savannah. Eksperyment nie do końca się udał, ponieważ woda zabarwiła się jedynie nieznacznie, lecz mimo to Tom Woolley utrzymywał, że potem to właśnie on osobiście namówił burmistrza Chicago – Richarda Josepha Daleya (1902-1976) – do tego, aby ten sam pomysł wprowadził również w swoim mieście. Niestety, wielu ludzi zaprzeczało słowom kierownika restauracji.

Obecnie ludzie pochodzący z różnych środowisk obchodzą Dzień Świętego Patryka, nie tylko w Irlandii, lecz także w innych częściach świata, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Australii. Chociaż Ameryka Północna jest centrum największych parad, to jednak Dzień Świętego Patryka celebrowany jest również w wielu innych miejscach świata z dala od Irlandii, w tym w Japonii, Singapurze i Rosji. We współczesnej Irlandii Dzień Świętego Patryka jest przede wszystkim świętem religijnym. W rzeczywistości jednak aż do roku 1970 prawo irlandzkie zakazywało otwierania pubów w dniu 17 marca. Zmiany nastąpiły dopiero na początku 1995 roku, kiedy to rząd irlandzki rozpoczął szeroko zakrojoną kampanię, która miała na celu zachęcić ludzi do korzystania z atrakcji turystycznych Irlandii. W ten sposób reszta świata miała poznawać kulturę zielonej wyspy, a także odwiedzać ją szczególnie w Dzień Świętego Patryka. Dzisiaj około milion osób bierze udział w Irlandzkim Festiwalu Świętego Patryka organizowanym w Dublinie. W tym czasie mają miejsce kilkudniowe parady, koncerty, plenerowe spektakle teatralne oraz pokazy sztucznych ogni.









* Féth fíada – w mitologii irlandzkiej oznacza magiczną mgłę lub zasłonę dymną, której Tuatha Dé Danann, czyli lud z plemienia bogini o imieniu Dana, używał w celu ukrycia się przed wrogiem. Gęsta mgła powodowała, że człowiek, którego spowijała nie mógł być dostrzeżony ludzkim okiem.