Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra Brown. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lipca 2016

Sandra Brown – „W objęciach chłodu”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Chill Factor
Przekład: Joanna Grabarek


 


Akcja powieści rozgrywająca się zimą, i to jeszcze w górach, zazwyczaj sprawia, że czytelnik ulega jakiemuś szczególnemu klimatowi. Abstrahując jednak od fikcji literackiej, nie należy zapominać, że każda wyprawa w góry wiąże się z szeregiem przygotowań, co pozwoli nam uniknąć ewentualnych zagrożeń. Lecz nie każdy o tym pamięta i wielu ludzi urządza sobie wycieczki po górach, będąc zupełnie nieodpowiedzialnymi, co potem często skutkuje dramatycznymi wypadkami i nierzadko utratą życia. Istnieje też prawdopodobieństwo utknięcia gdzieś w górach bez szans na szybką pomoc. W dodatku, co zrobić jeżeli nie jesteśmy tam sami? Oczywiście, nie ma problemu, gdy w tych niebezpiecznych warunkach towarzyszy nam przyjaciel, któremu można zawsze zaufać bez ryzyka, że zdradzi i ściągnie na nas niebezpieczeństwo. Ale co zrobić i jak się zachować, kiedy naszym towarzyszem okaże się… morderca poszukiwany przez FBI?!

Małe miasteczko w Karolinie Północnej o nazwie Cleary jest niezwykle piękne. Krajobraz, jaki się wokół roztacza wręcz zapiera dech w piersiach. Zapewne ten widok nie byłby tak piękny, gdyby nie góry, które dodają mu uroku. Lecz z drugiej strony góry potrafią też być wyjątkowo niebezpieczne i ktoś, kto ich nie zna, nie powinien wybierać się tam sam. Bo przecież one potrafią przynieść śmierć, szczególnie zimą, kiedy śnieg bezustannie sypie, zaścielając ziemię białym puszystym dywanem.

Góry to także doskonała kryjówka dla przestępców. To tam wielokrotnie ukrywają swoje ofiary i dopiero po jakimś czasie policja odnajduje ich ciała. Fakt ten jednak nie odstrasza ani turystów, ani tych, którzy pragną zaszyć się w górach, kupując tam nieruchomości. Lilly Burton, a właściwie Lilly Martin, również dała się skusić na kupno domku w górach. Nabyła go jeszcze wspólnie z byłym mężem, z którym właśnie się rozwiodła. Z Dutchem nie chce mieć już nic wspólnego, stąd jej powrót do panieńskiego nazwiska. Dutch Burton to miejscowy stróż prawa, który sam nie zawsze tego prawa przestrzega. Lilly ma już dość życia z agresywnym i niewiernym mężczyzną, dlatego postanawia go zostawić, na co były mąż nie chce wyrazić zgody. Ich rozstanie wiąże się zatem także z podziałem majątku, a właściwe z jego sprzedażą. Choć domek w górach każdemu z nich przywodzi na myśl najpiękniejsze chwile ich małżeństwa – bo i takie się zdarzały – to jednak postanawiają się go pozbyć.

Oczywiście nie obywa się bez kłótni. Porywczy Dutch pragnie siłą zatrzymać Lilly, ale ona już zdecydowała. Kiedy mężczyzna widzi, że już niczego nie wskóra, wybiega z domku, a jego odejściu towarzyszy huk zatrzaskiwanych drzwi. Lilly zostaje sama. Musi jednak wziąć się w garść, zabrać co do niej należy i wyruszyć do Atlanty, gdzie jest jej prawdziwe życie. Tam ma pracę, przyjaciół i wszystko to, czego nie dał jej były mąż. To właśnie w Atlancie czuje się bezpieczna.  Niestety, Lilly nie wie jeszcze, że najbliższe czterdzieści osiem godzin będzie dla niej walką o życie, ale też w tej walce odnajdzie coś, czego do tej pory los jej skąpił. W końcu postanawia zapakować do samochodu swój skromny dobytek i wyruszyć w drogę. I tutaj pojawia się problem. W Cleary szaleje śnieżyca, która odcina od świata nie tylko ją, ale także innych mieszkańców. Jednak to ona jest w największym niebezpieczeństwie, ponieważ znajduje się w górach, a nie w miasteczku.





Lilly Martin to silna i uparta kobieta. Choć wie, że jej powrót będzie ryzykowny, postanawia opuścić domek. Śnieg skutecznie ogranicza widoczność, tak więc o wypadek wcale nie jest trudno. Tak też się dzieje i w tym przypadku. W pewnym momencie kobieta czuje, że traci panowanie nad samochodem. W dodatku nagle nie wiadomo skąd, niczym zjawa, na drodze pojawia się mężczyzna, którego Lilly bierze pod koła. Na szczęście człowiek ten żyje, ale jego stan nie jest najlepszy. Na pierwszy rzut oka wiadomo, że nieznajomy potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej, lecz w tych warunkach pogodowych nie ma mowy o jakimkolwiek ratunku. Co w takim razie robi Lilly? Zabiera mężczyznę do domku w górach i tam stara się mu pomóc. Jej umiejętności medyczne nie stoją na najwyższym poziomie, ale robi, co może, aby udzielić mu pierwszej pomocy.

Bardzo szybko okazuje się też, że mężczyzna nie jest Lilly obcy. Kobieta już kiedyś go spotkała, czym wywołała atak furii u swojego byłego męża. Jednak w tym momencie nie to jest najważniejsze. W miasteczku od dwóch lat grasuje morderca, któremu policja nadała przydomek „Chaber”. Dlaczego akurat taki? Otóż, zabójca najpierw porywa swoje ofiary, a potem je zabija, zaś w miejscu porwania zostawia błękitną wstążkę. W ten sposób z miasteczka zniknęło już pięć kobiet. Policja próbuje więc ustalić kim jest tajemniczy i niebezpieczny Chaber, jednak jej działania okazują się – jak do tej pory – wysoce nieudolne. Oczywiście postępowaniem kieruje Dutch Burton, który niezbyt dobrze radzi sobie nie tylko jako policjant, ale też jako mężczyzna. Jego problemy emocjonalne negatywnie rzutują na sprawę. I tutaj pojawiają się pytania: Czy Lilly dając schronienie mężczyźnie, który wpadł pod koła jej samochodu, podpisała na siebie wyrok śmierci? Czy przypadkowo spotkany facet to poszukiwany przez FBI Chaber?

Jedno z brytyjskich wydań.
Wyd.: HODDER & STOUGHTON
 (2006)
W objęciach chłodu to bardzo dobry thriller, choć nieco przewidywalny, jeśli chodzi o wątek romantyczny. Ponieważ jeszcze jako nastolatka zaczytywałam się w powieściach Sandry Brown, mogę śmiało stwierdzić, że ta powieść jest trochę inna niż poprzednie książki Autorki, które miałam przyjemność czytać. Jedyne, co łączy ją z wcześniejszymi powieściami, to umiejscowienie akcji. Czytelnik ponownie ma do czynienia z małym miasteczkiem, gdzie wszystkimi i wszystkim trzęsie jeden człowiek. Tym razem jest to Wes Hamer, były sportowiec, a obecnie przewodniczący rady miasta. Z jego zdaniem musi liczyć się każdy mieszkaniec Cleary i nawet stróże prawa są zmuszeni tańczyć tak, jak on im zagra.

Choć praktycznie do ostatniej strony Sandra Brown trzyma czytelnika w napięciu, nie zdradzając kto stoi za morderstwami kobiet, to jednak wiadome jest, że cała historia będzie mieć szczęśliwe zakończenie. Jak to często bywa w tego typu książkach, tutaj również spotykamy tajemnice z przeszłości, które kładą się cieniem na obecnym życiu bohaterów. Jest wiele niedopowiedzeń, które wyjaśniają się dopiero z czasem. Miłośnicy twórczości Sandry Brown wiedzą, że jest ona znana z odważnych scen łóżkowych, a zatem i w tym przypadku ich nie zabraknie.

Generalnie amerykańską literaturę kobiecą charakteryzuje jedna rzecz, która wciąż się powtarza. Otóż, amerykańskie autorki przyzwyczaiły nas do kreowania bohaterów niezniszczalnych, jakby zapominając o tym, że człowiek jest istotą śmiertelną. Tak dzieje się nie tylko w książkach, ale także w filmach. Główni bohaterowie to przeważnie postacie, które pomimo bólu, cierpienia, a wręcz krytycznego fizycznego stanu zdrowia, potrafią walczyć z wrogiem niczym supermeni, zapominając, że jeszcze przed kilkoma minutami nie byli w stanie nawet podnieść się z łóżka. Ba! Praktycznie cudem wyrwali się z objęć śmierci. I nagle – pod wpływem jakiegoś impulsu – następuje cudowne odzyskanie sił i do ataku! W tej książce również mamy tego próbkę, a to sprawia, że nie do końca fabuła jest realna. Podobnie sprawa przedstawia się, jeśli chodzi o seks. Na jego uprawianie bohaterowie zawsze znajdują siły, choćby nawet byli już jedną nogą na drugim świecie.

Książka posiada jednak i dobre strony. Dodatkowym atutem W objęciach chłodu jest bowiem całkiem ciekawy portret psychologiczny poszczególnych postaci. Zdaję sobie sprawę, że ten fakt może zainteresować wielu czytelników. Czy zatem polecam tę książkę? Na pewno tak. Sandra Brown, obok Nory Roberts, to moja kolejna ulubiona amerykańska autorka tworząca literaturę dla kobiet. Lubię jej powieści, bez względu na naiwność, jaką wielokrotnie w nich proponuje. Jej powieści generalnie czyta się szybko i przyjemnie. Są swego rodzaju odskocznią od literatury poważniejszej, która zmusza czytelnika do myślenia. A ponieważ w Polsce mamy pod dostatkiem książek Sandry Brown, zawsze można wybrać wśród nich coś dla siebie. Natomiast jeśli do sięgnięcia po powieść nie przekonała Was moja recenzja, to może przekona Was Stephen King, który poleca tę książkę na okładce jej brytyjskiego wydania.









poniedziałek, 2 stycznia 2012

Sandra Brown – „Rykoszet”







Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: Ricochet
Przekład: Joanna Grabarek



Rykoszet to już trzecia z kolei książka autorstwa Sandry Brown, którą Wam polecam. Tym razem Autorka również mnie nie zawiodła. Chociaż przy dwóch poprzednich recenzjach czepiałam się podobieństw, to jednak nie zmieniło to mojej opinii o twórczości Sandry Brown. Jeżeli komuś to nazwisko kojarzy się wyłącznie z romansami, to jest w błędzie. Owszem, Sandra Brown opisuje od czasu do czasu gorące historie miłosne, ale świetnie radzi sobie też w przypadku trzymających w napięciu dreszczowców. To właśnie o takiej książce chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

Cato Laird to sędzia sądu okręgowego w Savannah. Wszyscy darzą go szacunkiem, a on sam czuje się kimś wyjątkowym. Orzeka w najpoważniejszych sprawach. Żyje w dostatku, mając u boku piękną, młodą żonę. Ale nie tylko on cieszy się sławą w Savannah. Po drugiej stronie wymiaru sprawiedliwości stoi Robert Savich bezwzględny morderca, trudniący się w głównej mierze handlem narkotykami. Swoje ciemne interesy Savich prowadzi pod przykrywką warsztatu samochodowego. Czytelnik poznaje bandytę, gdy ten oskarżony jest o makabryczne zabójstwo jednego ze swoich ludzi. Nieboszczyk jeszcze za życia próbował ułożyć się z policją, dlatego musiał zginąć. Przed śmiercią Freddy Morrison został pozbawiony języka, co stało się kluczowym dowodem na to, że za zabójstwem stoi właśnie Robert Savich. Bandyta już wcześniej odgrażał się, że zrobi to, jeśli tylko Morrison odważy się wystąpić przeciwko niemu.

Oczywiście sprawę prowadzi sędzia Laird. Pomimo że policja i prokuratura dysponują niezbitymi dowodami, Savich zostaje zwolniony i wychodzi na wolność. Obecny na rozprawie detektyw Duncan Hatcher daje dość mocno wyraz swojemu niezadowoleniu. W konsekwencji zostaje przez sędziego skazany na dwa dni więzienia za obrazę Wysokiego Sądu. Po odbyciu kary, z więzienia odbiera go DeeDee Bowen, która jednocześnie jest jego partnerką, pracującą z nim w wydziale zabójstw. Po powrocie do domu Hatcher odkrywa, że w jego lodówce ukryty jest język nieszczęsnego Morrisona. Dla detektywa jest to znak, że Savich nie spoczął na laurach i w ten sposób chce dać mu do zrozumienia, aby miał się na baczności, bo może stać się kolejnym celem bandyty.

Jeszcze tego samego dnia Duncan otrzymuje od swojej partnerki zaproszenie na przyjęcie, na którym mają zostać wręczone nagrody dla policjantów, którzy w jakiś sposób wyróżnili się swoją pracą. DeeDee jest wśród nich, ale ponieważ nie ma z kim tam pójść, postanawia zaprosić swojego partnera. Duncan nie jest tym zachwycony, ale ostatecznie zgadza się. Na przyjęciu obecny jest także sędzia Laird i jego żona, Elise. Kiedy Hatcher ją dostrzega, czuje się niczym rażony piorunem. Od tej chwili już wie, że nie będzie mógł o niej zapomnieć. Choć w rozmowie z nią zachowuje się jak zwykły prostak, to jednak czuje, że Elise Laird jest kobietą, o jakiej marzył przez całe życie. Nie wie tylko, że za kilka godzin będzie o krok od oskarżenia jej o morderstwo pierwszego stopnia. 

Jeszcze tej samej nocy Duncan i DeeDee zostają wezwani do posiadłości sędziego, w której doszło do zabójstwa. Okazuje się, że Elise z zimną krwią zastrzeliła mężczyznę, który rzekomo włamał się do rezydencji, aby ją okraść. Kobieta twierdzi, że zrobiła to w obronie własnej. Jej zeznanie potwierdza również Cato, ale mimo to Hatcher nabiera podejrzeń i uważa, że Lairdowie nie mówią całej prawdy. Sprawa znacznie komplikuje się, kiedy po kilku dniach Elise odwiedza Duncana i oznajmia mu, że jej własny mąż chce ją zabić, a rzekomy włamywacz został w tym celu przez niego wynajęty. I co teraz powinien zrobić Hatcher? Uwierzyć pięknej pani Laird, czy może wysłać ją do diabła i prowadzić śledztwo według własnych reguł? W tym momencie detektyw staje przed poważnym dylematem moralnym. Przecież w żadnym wypadku nie wolno mu utrzymywać jakichkolwiek stosunków z główną podejrzaną, gdyż jest to najkrótsza droga do tego, aby stracić pracę. Ale jak przekonać hormony, które zdają się o tym zapominać?

Jeśli zastanawiacie się, jak ze swoim kodeksem etycznym w tej sytuacji poradzi sobie detektyw Duncan Hatcher, to musicie przeczytać tę powieść. Odkryjecie w niej nie tylko tajemnicę dylematów moralnych Hatchera, ale także poznacie prawdziwą twarz Elise Laird. Przyznam się Wam, że w tej książce Sandra Brown naprawdę zaskakuje. Niespodziewane zwroty akcji, o jakich pisze wydawca na okładce, nie są tutaj jedynie zwykłą reklamą. Akcja naprawdę zaskakuje, a czytelnik nie ma czasu na oswojenie się z jednym wątkiem, bo już pojawia się następny. W tym przypadku niczego nie można być pewnym do końca. Nie można niczego przewidzieć. Elise Laird momentami wydaje się słodką, pokrzywdzoną przez los dziewczynką, a już za chwilę poznajemy ją jako twardą i niezwykle odważną kobietę, stającą twarzą w twarz z ogromnym niebezpieczeństwem. Tak naprawdę czytelnik nie wie czy Elise jedynie wykorzystuje Duncana  w tylko sobie wiadomym celu, czy może jest z nim szczera i naprawdę potrzebuje jego pomocy, żeby nie stracić życia? Poza tym, jest jeszcze Cato Laird. Jaką on odgrywa w tym wszystkim rolę? Co stoi za jego przychylnymi decyzjami w sprawie Roberta Savicha.

Szczególną uwagę chcę także zwrócić na postać DeeDee Bowen. Jest to klasyczny przypadek kobiety, która bardziej przypomina faceta. Jej charakterystyczną cechą jest specyficzna fryzura, z której wszyscy się nabijają. Praktycznie nie ma w niej ani grama kobiecości, ale za to jest świetną policjantką. Jej charakterystyczne odzywki bawią czytelnika do łez. Przyznam się Wam, że niesamowicie podoba mi się styl pisania Sandry Brown. Jest to Autorka, która doskonale wie, kiedy użyć ostrzejszego języka, a kiedy wyhamować. Nie bije na oślep wulgaryzmami, jak to się często zdarza innym pisarzom. Nie ma też w jej pisaniu czegoś takiego, jak zastąpienie jednego wyrazu innym, tylko po to, żeby zredukować poziom emocji i żeby tekst był bardziej estetyczny. W tej kwestii jest ona o niebo lepsza niż Nora Roberts i chyba jakakolwiek inna, znana mi pisarka z kręgu literatury kobiecej. Ona po prostu pisze tak, jak jest w rzeczywistości. Potrafi fenomenalnie dopasować język do środowiska, które opisuje. To jest naprawdę zawodowstwo. W związku z tym, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przyznać tej powieści najwyższą ocenę, a Was zachęcić do jej przeczytania.








poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Sandra Brown – „Piętno skandalu”












Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: Breath of Scandal
Przekład: Anna Kruczkowska


Przyznam, że już dawno nie czytałam tak dobrej „babskiej” książki, czyli innymi słowy, tak wciągającej, tak trzymającej w napięciu i tak nieprzewidywalnej. Pomimo takiego wstępu i tak zamierzam się czepiać. Ale o tym za chwilę.

Główną bohaterką powieści jest kobieta sukcesu. Jade Sperry ma trzydzieści trzy lata, dorastającego syna, a do tego jest niezwykle atrakcyjna. Przez lata ciężkiej pracy zdobyła dość mocną pozycję zawodową. Zajmuje się kupowaniem terenów pod budowę fabryk. Kiedy poznajemy Jade jest rok 1990. Kobieta mieszka w Nowym Jorku i żyje wyłącznie pragnieniem zemsty na tych, którzy wiele lat wcześniej boleśnie ją skrzywdzili.

Jade wspomnieniami cofa się do roku 1976. Ma wówczas osiemnaście lat i jest tuż przed maturą. Mieszka w małym miasteczku o nazwie Palmetto leżącym w Karolinie Południowej. Dziewczyna jest szaleńczo zakochana w chłopaku o nazwisku Gary Parker, czego w żaden sposób nie aprobuje jej matka. Ona uważa, że dla Jade najlepszą partią byłby syn najbardziej wpływowego mieszkańca miasteczka, Neal Patchett. W przeciwieństwie do matki, Jade nie może patrzeć na Neala. Jest on najbardziej podłym chłopakiem, jakiego zna. Ale Neal, podobnie jak jego ojciec, Ivan, również rządzi. Podporządkowuje sobie każdego. Koledzy w ciemno wykonują jego polecenia. Gdyby Neal kazał im rzucić się z mostu, z ochotą wykonaliby jego rozkaz.

Jade to najpiękniejsza dziewczyna w szkole. W dodatku ma najwyższą średnią i wraz ze swoim chłopakiem stara się o stypendium, aby móc po maturze utrzymać się na studiach. Gary również stara się o takowe stypendium, bo wie, że rodzice na pewno mu nie pomogą. Pochodzi z wielodzietnej rodziny, gdzie na każdym kroku widać biedę. Oboje z Jade planują, że po studiach powrócą do Palmetto, aby je odmienić. Wybudują w mieście fabrykę, zatrudnią ludzi, zapewnią im uczciwe wynagrodzenie, a tym samym skończy się wyzysk, jaki panuje w fabryce przetwórstwa soi, której właścicielem jest Ivan Patchett.

Pewnego dnia dochodzi do poważnej sprzeczki pomiędzy Nealem a Garym. Powodem jest Jade, którą Neal wulgarnie obraził. W konsekwencji na twarzy Neala lądują dwie porcje lodów. Tego Neal nie może darować. Został ośmieszony przez biedaka przy swoich kumplach. Jednym z nich jest syn szeryfa, Hutch Jolly, zaś drugi to Lamar Griffith, będący pod ciągłym wpływem swojej despotycznej matki. Od tego momentu Neal obmyśla plan zemsty.

W dniu kiedy Jade dowiaduje się o przyznaniu jej i Gary’emu stypendium dochodzi do tragedii. W drodze do domu Gary’ego jej najlepszej przyjaciółce kończy się benzyna i dalsza droga jest niemożliwa. Kiedy tak stoją bezradne na drodze, pojawia się Neal wraz z kompanami. Porywają Jade, zostawiając Donnę Dee na środku drogi. Wywożą na jakieś opuszczone pola, gdzie w ramach zemsty dochodzi do brutalnego, zbiorowego gwałtu na dziewczynie. Już po wszystkim zostawiają ją, a sami uciekają z miejsca zbrodni. Jade ostatkiem sił udaje się dotrzeć do drogi, skąd jakiś czarnoskóry mężczyzna odwozi ją do szpitala. Tam lekarz robi obdukcję, pobiera potrzebne materiały, zaś Jade jest zdecydowana wnieść oskarżenie przeciwko gwałcicielom.

Niestety, nikt jej nie wierzy. Wszyscy obwiniają ją. Uważają, że sama się o to prosiła. Nawet jej matka staje przeciwko niej. Zawodzi się także na najlepszej przyjaciółce, która zaprzeczając jakoby koledzy uprowadzili ją siłą, kryje jednego z przestępów, w którym jest do szaleństwa zakochana. To Hutch, syn szeryfa, który w tym wszystkim okazał się najbardziej brutalny. W tajemniczych okolicznościach giną również wszelkie dowody zebrane przez lekarza w szpitalu. Jade wie, że nic już nie może zrobić. Ivan przekupił kogo tylko się dało, a ona nie ma na tyle siły, aby z nim walczyć. Postanawia, że nie wniesie oskarżenia. Od tej chwili planuje zemstę.

Na początek zrywa z Garym, bo wie, że gdyby chłopak dowiedział się prawdy, zabiłby oprawców. Jade odkrywa również, że jest w ciąży, lecz nie wie który z gwałcicieli jest ojcem. Niestety, Neal perfidnie to wykorzystuje. Docinki w kierunku Gary’ego nie mają końca. Ostatecznie Gary, nie wytrzymując napięcia i drwin, popełnia samobójstwo. To Jade znajduje jego ciało w stodole. Powiesił się.

Po maturze Jade wyjeżdża z Palmetto. Rozpoczyna studia. Rodzi syna, Grahama. I wciąż planuje odwet, nie tyle za siebie, co za śmierć chłopaka, którego kochała całym sercem. Po wyjeździe z rodzinnego miasteczka, dziewczyna spotyka na swojej drodze wielu życzliwych ludzi. Gdyby nie ich pomoc, nie byłaby dziś kobietą sukcesu. Oczywiście matka opuściła ją, kiedy najbardziej jej potrzebowała. Ona wciąż uważała, że powinna wyjść za Neala i uznać jego ojcostwo.

Chociaż wydaje się, że w miarę upływu lat Jade coraz mniej odczuwa skutki gwałtu, to jednak jego piętno wciąż w niej tkwi, co wyraźnie uwidacznia się w jej kontaktach z mężczyznami, a praktycznie w ich braku. Od tamtej feralnej nocy Jade panicznie boi się mężczyzn, a szczególnie fizycznego kontaktu z nimi. W końcu przychodzi upragniony dzień powrotu do Palmetto i dzień zemsty na wszystkich, którzy wówczas zadali jej tyle bólu i upokorzenia. Nikt nie wie, co tak naprawdę planuje Jade. Nie wie tego nawet czytelnik, gdyż akcja jest tak prowadzona, że wszystko ujawnia się dopiero na samym końcu.

Jak napisałam na początku, powieść jest naprawdę świetna, ale… Na pewno niektórzy z Was pamiętają moją poprzednią recenzję książki Sandry Brown pod tytułem Żar. Ci, którzy jej nie pamiętają, mogą zapoznać się z nią tutaj. Dlaczego o niej wspominam? Otóż, dla mnie Piętno Skandalu jest powieleniem tamtej powieści, co pozwolę sobie udowodnić poniżej.


PODOBIEŃSTWA

ŻAR                                                                                     

— małe miasteczko (Destiny)                                              
— wątek główny:
Sayre Lynch powraca do rodzinnego miasta,  aby zemścić się na ludziach, którzy wiele  lat temu ją skrzywdzili. Osobami tymi są jej najbliżsi ojciec i brat.
— mieszkańcy:
Huff Hoyle (ojciec Syre) najbardziej wpływowy mieszkaniec Destiny. Trzęsie całą lokalną społecznością, wszystkich opłaca, budzi strach, jest właścicielem jedynej fabryki w mieście, gdzie ludzie pracują wbrew swojej woli. W fabryce panuje wyzysk.
— powód zemsty
Syre chce nie tylko zemścić się za przeszłe krzywdy, ale także chce wyjaśnić samobójczą śmierć młodszego brata i sprawić, aby osoby za nią odpowiedzialne (kobieta wie, że to jej rodzina za tym stoi) poniosły karę, którą ona sama im wymierzy.


PIĘTNO SKANDALU

— małe miasteczko (Palmetto)
— wątek główny:
Jade Sperry wraca do rodzinnego miasteczka, aby wyrównać rachunki z mężczyznami, którzy ją zgwałcili.
— mieszkańcy:
Ivan Patchett (ojciec Neala) to najbardziej wpływowy i najbogatszy człowiek w mieście. Trzęsie całą lokalną społecznością, wszyscy są mu posłuszni, każdego zastrasza, grozi utratą pracy w jedynej fabryce w mieście, której jest właścicielem. W owej fabryce wyzyskuje się ludzi.
— powód zemsty
Jade pragnie nie tylko zemścić się za swoją krzywdę. Ona przede wszystkim chce odpłacić za śmierć ukochanego Gary’ego.

Powyżej pokazałam tylko te podobieństwa pomiędzy obydwiema książkami, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. I to właśnie one spowodowały, że w trakcie uświadamiania sobie o ich obecności, moja ocena powieści spadała. Dla czytelnika, który nie zetknął się z Żarem, podobieństwa te nie będą miały znaczenia. Być może to tylko ja w swoich recenzjach jestem tak bardzo skrupulatna. Może ktoś inny zupełnie nie zwróciłby na to uwagi. Niemniej, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Oczywiście jak najbardziej polecam Wam tę powieść. Jak przystało na literaturę kobiecą, pojawia się również „rycerz w lśniącej zbroi” o imieniu Dillon, który uwalnia wreszcie Jade od jej lęków. Sam także naznaczony jest cierpieniem i dźwiga ogromny bagaż życiowych doświadczeń.

W związku z powyższym za czystą fabułę daję tej książce najwyższą ocenę, natomiast biorąc pod uwagę podobieństwa, co pokazuje, że Sandra Brown znacznie ułatwiła sobie robotę, stawiam ocenę przeciętną. W konsekwencji średnia obu ocen jest bardzo dobra. 







poniedziałek, 20 czerwca 2011

Sandra Brown – „Żar”










Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: White Hot
Przekład: Joanna Grabarek




Być może zanudzam Was już literaturą kobiecą, ale musicie mi wybaczyć. Myślę, że książka, którą chcę Wam dzisiaj polecić nie jest taką typową powieścią z gatunku literatury kobiecej. Owszem, jest w niej obecny romans, ale więcej w niej sensacji i napięcia. Do tej pory Sandra Brown kojarzyła mi się głównie z romansami, ale po przeczytaniu Żaru mogę śmiało stwierdzić, że potrafi też pisać całkiem dobre powieści sensacyjne. Naprawdę mnie zaskoczyła i przyznam, że po raz pierwszy od dłuższego czasu nie przewidziałam zakończenia.

Akcja powieści toczy się w małym amerykańskim miasteczku o nazwie Destiny Po wielu latach nieobecności, Sayre Lynch przyjeżdża do miasteczka, aby wziąć udział w pogrzebie młodszego brata, który rzekomo popełnił samobójstwo. Dla młodej kobiety przyjazd w rodzinne strony jest niezwykle bolesny, gdyż opuszczając je postanowiła, że jej noga już nigdy tam nie stanie. Jest w bardzo poważnym konflikcie z ojcem i starszym bratem. Nie może zapomnieć krzywd, których doznała od ojca, a w czym tak usilnie wspierał go brat, Chris Hoyle. Sayre nie chce mieć nic wspólnego z rodziną do tego stopnia, że posługuje się panieńskim nazwiskiem swojej zmarłej matki. Pomimo że dwa razy była mężatką, nie używa również nazwiska po żadnym ze swoich byłych mężów. Powodem tego jest fakt, że zostali oni wybrani przez jej ojca, a ona sama była zmuszona do poślubienia tych mężczyzn. Już podczas pogrzebu Sayre poznaje przystojnego Becka Merchanta. Mężczyzna jest prawnikiem jej rodziny, co już na wstępie przekreśla jej pozytywne uczucia wobec niego. Niemniej pomimo swojej wrogości Sayre odkrywa, że Beck nie jest jej tak do końca obojętny.

Od samego początku kobieta podejrzewa, że śmierć Danny’ego nie była samobójstwem, zwłaszcza że doskonale wie do czego może być zdolny jej ojciec i starszy brat, który z biegiem lat stał się wierną kopią ojca. Jej podejrzenia podziela miejscowy szeryf. Wszystkie poszlaki w sprawie wskazują na Chrisa, który z kolei stanowczo zaprzecza, aby miał cokolwiek wspólnego ze śmiercią brata. Przez cały czas ma przy sobie wiernego przyjaciela, Becka, który występuje jako jego obrońca. 

Rodzina Sayre od dziesiątków lat zajmuje się wyrobem metalowych rur. W przedsiębiorstwie nie dzieje się dobrze. Nie przestrzegane są przepisy BHP, a ludzie stają się ofiarami tragicznych wypadków, w wyniku których zostają kalekami do końca życia. Wychodzi na jaw, że stary Huff Hoyle wszystkich opłaca. Korupcja jest u niego na porządku dziennym. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Opłaca każdego, kto mógłby mu zaszkodzić, a jeśli pieniądze nie mogą załatwić sprawy, to pozbywa się przeciwnika. Sayre wie o wszystkich ciemnych stronach poczynań swojego ojca i dlatego postanawia nie wracać do San Francisco, gdzie prowadzi własną firmę, dopóki nie odkryje prawdziwego powodu śmierci Danny’ego. Szereg mrocznych tajemnic, które kobieta odkrywa, prowadzi właśnie do jej rodzinnego domu.  

Tak, jak wspomniałam na początku, nie jest to typowy romans i dlatego muszę przyznać, że Sandra Brown pozytywnie mnie zaskoczyła. Książka trzymała mnie w napięciu i trudno było mi się od niej oderwać. W związku z tym przeczytałam ją bardzo szybko. Treść powieści pokazuje, jak bardzo ludzie mogą czuć się zastraszeni przez swojego pracodawcę. Nawet w obliczu grożących im tragedii, nie potrafią pokazać swojego sprzeciwu wobec nieprawości. Paniczny strach nie pozwala im bronić swoich praw. Oczywiście, jest tutaj także obecna zemsta za doznane krzywdy. Dodam, że żądzą zemsty pała nie tylko Sayre, ale także jeszcze inny bohater powieści. Jeśli chcecie wiedzieć kto, przeczytajcie książkę. Myślę, że warto. Jeśli chodzi o zakończenie, to naprawdę mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

Niestety, w tym miejscu muszę wytknąć Wydawcy błąd. Otóż, szanowny Wydawco, Sara i Sayre to dwa różne imiona. Jestem przekonana, że bohaterka powieści ma na imię Sayre, ponieważ na kartach książki powtarza się ono cyklicznie i ani razu nie zmienia się. Natomiast na okładce, gdzie widnieje notka od Wydawcy, użytym imieniem jest Sara. Na koniec z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że powieść Żar jest książką godną uwagi, zarówno dla kogoś, kto preferuje literaturę kobiecą, jak i dla osób lubiących powieści sensacyjne.