Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora Roberts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora Roberts. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 kwietnia 2017

Nora Roberts – „Zamek Calhounów. Rodzinne szmaragdy” # 2












Wydawnictwo: HARLEQUIN ENTERPRISES
Warszawa 2006
Tytuł oryginału: For the Love of Lilah 
& Suzanna’s Surrender  
Przekład: Alina Patkowska




Mury rezydencji Towers kryją w sobie naprawdę wiele. To one przed osiemdziesięciu laty były świadkami tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości. Gdyby potrafiły mówić, wówczas na pewno opowiedziałyby o tym, jak bardzo cierpiała ówczesna pani na zamku, Bianca Calhoun, która nieszczęśliwie wyszła za mąż za tyrana, pragnącego jedynie pomnażać swój majątek. Trzeba bowiem przyznać, że Fergus Calhoun dopiął swego i spełnił marzenie, które spędzało mu sen z powiek przez wiele lat. Pragnął zostać bogatym właścicielem ziemskim i tak się stało. W swoim dążeniu do celu nie brał jednak pod uwagę tego, że przy okazji krzywdzi ludzi, którzy go otaczają i którzy są mu najbliżsi. Każdego dnia tyranizował swoją piękną żonę i niewinne dzieci pragnące jedynie żyć tak, jak robią to ich rówieśnicy. Można więc śmiało rzec, że ojciec odebrał im dzieciństwo i zastraszył tak bardzo, że w pewnym momencie zapomniały o tym, że przecież mogą być szczęśliwe.

Historia nieszczęśliwego życia Bianki Calhoun wcale nie skończyła się w chwili jej tragicznej śmierci. Mury zamku znów ożywają i próbują przekazać potomkom Bianki i Fergusa to, o czym zapomniano na długie lata. W amerykańskim miasteczku Bar Harbor panuje wielkie poruszenie, bo oto do prasy przedostała się informacja o rzekomych szmaragdach wartych fortunę, których właścicielką była Bianca Calhoun. Te cenne klejnoty kobieta otrzymała od swojego męża jako zapłatę za to, że urodziła mu dziedzica. Nieważne, że przed chłopcem na świat przyszła dziewczynka. To Ethan liczył się najbardziej. Nawet młodszy syn nie był już tak bardzo hołubiony przez ojca. Niestety, w chwili śmierci Bianki w 1913 roku zniknęły również szmaragdy i przez długie osiemdziesiąt lat nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, gdzie się podziały i gdzie należałoby ich szukać. Dopiero cztery prawnuczki Bianki i Fergusa na czele z ekscentryczną ciotką o imieniu Coco rozpoczynają poszukiwania klejnotów.

Wydanie z 2012 roku
Wyd. HarperCollins Polska
tłum. Alina Patkowska
Jak wspomniałam wyżej, wieść o szmaragdach przedostaje się do mediów, więc nie dziwi fakt, że budzą one powszechne zainteresowanie, szczególnie wśród tych, którzy chcieliby się wzbogacić tanim kosztem. Są więc tacy, którzy już kalkulują, ile tak naprawdę warte są klejnoty i ile będą mogli na nich zarobić. Najpierw trzeba jednak je zdobyć, a to nie jest już takie proste. Tak więc przestępcy wciąż kombinują, co by tu zrobić, aby wejść w posiadanie szmaragdów Calhounów. Dochodzi nawet do tego, że padają strzały, a jedna z sióstr chyba tylko cudem uchodzi z życiem. Lecz na tym nie koniec. Okazuje się, że tak naprawdę jest to dopiero początek walki nie tylko o uratowanie zamku, który zdążył popaść w ruinę, ale także klejnotów, które jednocześnie są drogą ku poznaniu prawdy o małżeństwie Bianki i Fergusa, a także o tajemniczych okolicznościach śmierci kobiety.




Lilah vel Szmaragdowy sen
(tytuł oryginału: For the Love of Lilah)


Lilah Calhoun to kobieta obdarzona nieprzeciętnymi zdolnościami. Możliwe, że odziedziczyła je po ciotce Coco, która przecież od wielu lat interesuje się światem nadprzyrodzonym, często organizując nawet seanse spirytystyczne. Oczywiście nie do każdego ta forma kontaktu z duchami przemawia, ale Coco jest tak bardzo przekonująca w swym działaniu, że nawet największy przeciwnik seansów w końcu ustępuje i bierze w nich udział. Lilah nie organizuje seansów, ani też nie rozmawia z duchami, ale potrafi świetnie odczytywać aurę ludzi, z którymi styka ją los. Dziewczyna wie, kto jest dobrym, a kto złym człowiekiem. To bardzo pomaga jej w podejmowaniu decyzji, a w dodatku wie, komu powinna ufać, a komu nie.

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Oprócz powyższej zdolności, Lilah przeczuwa również nadejście sytuacji kryzysowych albo wręcz nieszczęść. Panna Calhoun jakimś wewnętrznym i tylko jej znanym głosem potrafi przewidzieć, że zbliża się coś złego i dlatego czasami jest w stanie zapobiec tragedii. Tak więc pewnego wieczoru dziewczyna wyraźnie czuje niepokój. Jej stan nie ma bynajmniej związku ze zbliżającą się burzą. To coś znacznie więcej. Pomimo grzmotów i błyskawic udaje się zatem na plażę, ponieważ czuje, że to właśnie tam rozegra się jakiś dramat. Oczywiście ma rację. W pewnym momencie dziewczyna widzi, jak za burtę statku wypada ciało. Okazuje się, że to mężczyzna, któremu należy natychmiast pośpieszyć z pomocą. Przynajmniej tak wewnętrznie czuje Lilah. Oczywiście kobieta nie waha się ani sekundy. Ostatecznie holuje mężczyznę do brzegu, a potem wzywa na pomoc swojego szwagra i przyszłego męża Amandy, o której była mowa w Rezydencji.

Kiedy już nieznajomy mężczyzna jest na tyle silny, że można nawiązać z nim kontakt, okazuje się, że to niejaki Max Quartermain. To naukowiec, który został wynajęty do zbadania dokumentów ukradzionych wcześniej z Towers. Zatrudnił go bandyta, o którym była mowa w poprzedniej części tej historii. Max twierdzi, że podejmując tę pracę nie był niczego świadomy, a o całym przekręcie dowiedział się dopiero, będąc na statku i zajmując się papierami dotyczącymi przeszłości Calhounów. Czy zatem można mu wierzyć? Czy mężczyzna mówi prawdę? A może to jakiś szpieg, którego w rzekomo dramatycznych okolicznościach wysłano do rezydencji, aby tam wkradł się w łaski jej mieszkańców? Ale czy w takiej sytuacji ktoś strzelałby do niego, prawie go zabijając? Trzeba też dodać, że Max jest nieziemsko przystojny, a Lilah też nie jest ze stali. Pomiędzy nimi praktycznie od pierwszej chwili rodzi się uczucie. Tylko czy Lilah może ufać mężczyźnie, skoro wiadomo już, że pracował dla wroga?



Suzanna vel Na zawsze twój
(tytuł oryginału: Suzanna’s Surrender)


Suzanna Calhoun Dumont to czwarta z prawnuczek Bianki i Fergusa. Pomimo że ma dopiero dwadzieścia osiem lat, to jednak życie jej nie oszczędzało. Jako bardzo młoda dziewczyna wyszła za mąż za prawnika nie tylko o nieprzeciętnej sławie, ale także i ambicjach. Dość szybko okazało się, że Baxter ożenił się z nią jedynie dla pieniędzy, a gdy wyszło na jaw, że jednak tego majątku będzie niewiele, wówczas stworzył swojej żonie istne piekło. Nie pomogło nawet to, że urodziła mu dwoje dzieci, w tym syna, co przecież dla mężczyzny takiego, jak Bax nie jest bez znaczenia. Tak więc Suzanna po licznych upokorzeniach postanowiła wreszcie odejść. A zatem zabrała dzieci i to, co uważała, że prawnie jej się należy, i wróciła do Towers. Oczywiście w rezydencji znalazła wszystko to, czego brakowało jej w domu męża w Bostonie, czyli miłość i wsparcie, a także opiekę nad dziećmi. Dopiero po rozwodzie kobieta zaczęła z nadzieją patrzeć w przyszłość. Czy jednak taka sytuacja będzie trwać wiecznie?

Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Ponieważ w Towers odbywają się aktywne poszukiwania szmaragdów prababki Bianki, a do całej tej historii zaangażowani zostali już praktycznie wszyscy mieszkańcy posiadłości, Suzanna również musi wnieść swój wkład w to przedsięwzięcie. Szybko okazuje się, że niedaleko rezydencji, w domku tuż przy plaży, mieszka niejaki Holt Bradford. To były policjant, który w pewnym momencie swojego życia uznał, że jeśli dalej będzie tkwił w zawodzie, wówczas albo skończy tak, jak ci, których tropi każdego dnia, albo po prostu ktoś, kiedyś wbije mu nóż w plecy i nie będzie już wtedy dla niego żadnego ratunku. Aby tego uniknąć, mężczyzna postanowił więc zamieszkać w domku swojego nieżyjącego od lat dziadka. Holt był bardzo zżyty z Christianem i stale go wspomina. Często przesiaduje w pracowni dziadka i wyobraża go sobie przy sztalugach, jak ten maluje piękne obrazy, z których można naprawdę wiele wyczytać. Chociaż w chwili śmierci dziadka Holt był dzieckiem, to jednak nie przeszkadza mu to czuć bliskość z najwspanialszą osobą, jaką spotkał w życiu.

Jaki zatem ma być wkład Suzanny w poszukiwanie klejnotów prababki? Otóż Holta Bradforda i Suzannę połączyło niegdyś pewne wydarzenie, lecz potem ta znajomość umarła śmiercią naturalną, a dziewczyna wyszła za mąż za Baxtera. A ponieważ Holt jest wnukiem mężczyzny, z którym Bianka Calhoun rzekomo zdradzała męża, na Suzannę spada obowiązek odnowienia tej znajomości i tym samym zasięgniecia informacji na temat romansu ich przodków. Czy zatem kobiecie uda się przełamać niechęć młodego Bradforda do jej osoby? Czy przeszłe urazy odejdą w niepamięć i dawni znajomi połączą siły, aby wreszcie poznać tajemnicę sprzed osiemdziesięciu lat? Jak bardzo ta sprawa zaważy na ich aktualnych relacjach? Czyżby – ku uciesze ciotki Coco – w powietrzu wisiał kolejny romans, a może nawet i ślub?

Podczas, gdy w Rezydencji czytelnik ma do czynienia z kobietami silnymi i uparcie dążącymi do celu, tak tutaj spotyka bohaterki, z których każda to zupełnie inna osobowość. O Lilah można powiedzieć, że buja w obłokach i jedyne, co ją interesuje to zasypianie o każdej porze i w każdym miejscu. Lecz pomiędzy tymi drzemkami jest również kobietą pracującą i pragnącą miłości. Nie chce jednak wiązać się z byle kim i czeka na tego jedynego, czyli przysłowiowego księcia z bajki. Bardzo aktywnie uczestniczy też w odkrywaniu tajemnicy śmierci Bianki Calhoun, z którą tak naprawdę czuje ogromną więź, szczególnie wtedy, gdy przebywa w wieży, z której wypadła jej prababka, kończąc swoje nieszczęśliwe życie.

Z kolei Suzanna to typowa kobieta z przeszłością. Ponieważ doznała tak wiele krzywd od byłego męża, teraz obawia się wejść w kolejny związek. Jedyną pociechą są dla niej dzieci, które kocha bezgranicznie i na samą myśl, że ktoś mógłby zrobić im coś złego cierpnie jej skóra. Choć nie mówi o tym głośno, to jednak nadal boi się swojego byłego męża. Ona wie, że Bax naprawdę wiele może. Przecież to wpływowy prawnik, który w każdej chwili może pociągnąć za odpowiednie sznurki i wtedy całe jej życie znów zamieni się w koszmar. Dlatego też zapomnienia szuka w ciężkiej pracy. To tam może wyładować całą swoją wściekłość i nie pamiętać o tym, co złe. Wiele wsparcia otrzymuje od rodziny i tych, którzy do tej rodziny weszli lub mają zamiar do niej dołączyć.


Holt Bradford po odejściu z policji zamieszkał w domku niedaleko Towers, 
który niegdyś należał do jego dziadka. Mężczyzna teraz zajmuje się naprawą łodzi,
a Suzanna próbuje sprawić, aby wokół domu było pięknie za sprawą krzewów i kwiatów.
Możliwe, że tak właśnie wyglądałby dom Holta, gdyby wyjąć go z kart powieści. 


Na kartach Rodzinnych szmaragdów pojawia się także dość ciekawa postać, a jest nią najstarsze dziecko Bianki i Fergusa. Kiedy rozgrywa się akcja powieści, czyli są to lata 90. XX wieku, kobieta jest staruszką, lecz to wcale nie oznacza, że pozbawioną zmysłów i logicznego myślenia. Wręcz przeciwnie. Colleen wciąż jest niesamowicie aktywna, a jej cięty język niejednego wyprowadził już z równowagi albo przyprawił o śmiech. Oczywiście wątek kryminalny nadal jest obecny i wygląda na to, że robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Każdy może znaleźć się na celowniku wroga, a chciwość, która za tym stoi sprawia, że życie mieszkańców Towers jest naprawdę zagrożone. Wiele dobrego wnoszą do fabuły również pamiętniki Bianki i Christiana, z których czytelnik dowiaduje się, co tak naprawdę łączyło tych dwojga. Poznaje ich uczucia, a także motywy postępowania. Widzi też, jak bardzo zmieniło się ich życie, kiedy skrzyżowały się ich życiowe drogi.

Rodzinne szmaragdy to wcale nie koniec opowieści o klanie Calhounów. Jest to jedynie zakończenie historii czterech sióstr z Towers. Nora Roberts stworzyła bowiem jeszcze jedną powieść, której fabuła dotyczy jednej z bohaterek pojawiających się na kartach Rodzinnych szmaragdów i o której Autorka wspomina również w Rezydencji. Mowa oczywiście o Pomyślnych wiatrach, gdzie główną bohaterką jest Megan O'Riley, czyli siostra Sloana, który jest mężem Amandy. Ta kobieta również sporo przeszła i ma wiele wspólnego z Suzanną. O tym jednak opowiem za jakiś czas. 







środa, 22 marca 2017

Nora Roberts – „Zamek Calhounów. Rezydencja” # 1













Wydawnictwo: HARLEQUIN ENTERPRISES
Warszawa 2006
Tytuł oryginału: Courting Catherine & A Man For Amanda
Przekład: Alina Patkowska





Każda wiekowa posiadłość chowa w swoich murach jakieś tajemnice. Nie zawsze fakty, które się za nimi kryją są poparte rzetelnymi dowodami. Często bowiem dzieje się tak, że ludzie wiele rzeczy sobie dopowiadają, aby wzbudzić większe zainteresowanie u innych, bądź też chcą nadać danemu miejscu jakiś specyficzny klimat. Historie, które opowiadają przeważnie są mroczne i budzą strach w słuchaczach. Nierzadko chodzi o niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat albo samobójstwo podyktowane nieszczęśliwą miłością lub innymi problemami, z którymi osoba targająca się na swoje życie nie potrafiła już sobie dać rady. I tak oto po latach kolejne pokolenia pod wpływem jakichś dziwnych okoliczności nagle trafiają na ślad babki czy dziadka, którzy pewnego dnia odebrali sobie życie, zabierając jednocześnie tajemnicę do grobu. Wtedy zazwyczaj rozpoczynają się intensywne poszukiwania dowodów mogących dać odpowiedzi na szereg pytań.

W amerykańskim mieście Bar Harbor w stanie Maine (hrabstwo Hancock) znajduje się piękna stara posiadłość, którą wszyscy nazywają po prostu rezydencją Towers. Od pokoleń należała ona do rodziny Calhounów. Na początku XX wieku wybudował ją niejaki Fergus Calhoun z myślą o swojej pięknej i młodej żonie Biance. Okazało się jednak, że pomimo bogactwa i miłości męża kobieta wcale nie była szczęśliwa w tym małżeństwie. Dopiero, gdy pewnego dnia poznała przystojnego malarza, który tworzył na pobliskiej plaży, jej życie diametralnie się zmieniło. Niestety, była to nieszczęśliwa miłość, pomimo że to właśnie dzięki niej Bianka mogła poczuć się naprawdę wyjątkowo, wiedząc, że jest ktoś, komu naprawdę na niej zależy. I tak oto kobieta co pewien czas udawała się na potajemne schadzki ze swoim artystą. Obydwoje wiedzieli jednak, że ich uczucie nie ma przyszłości. Bianca obawiała się także reakcji zaborczego męża, gdyby ten dowiedział się o jej nikczemnym postępowaniu. Pamiętajmy, że był rok 1912, więc rzeczywistość wyglądała wówczas zupełnie inaczej, niż będzie to mieć miejsce kilkadziesiąt lat później, gdy potomkowie nestora rodu znów będą zagłębiać się w przeszłość swojej rodziny.

Wydanie z 2012 roku
Wyd. HarperCollins Polska
tłum. Alina Patkowska
Bianca Calhoun na swoje spotkania z malarzem często zabierała ze sobą syna. To ten kilkuletni chłopiec sprawiał, że kobieta nie była w stanie całkowicie poddać się emocjom, które towarzyszyły jej podczas tych zakazanych schadzek. Pisała też pamiętnik, w którym zdradzała bardzo wiele. Niestety, nadal była nieszczęśliwa. Z jednej strony zaborczy mąż, którego słowo było święte, a z drugiej platoniczny kochanek, dla którego Bianca mogła naprawdę wiele poświęcić. Trudno jest jednak egzystować w rzeczywistości, kiedy za jedyne towarzystwo człowiek ma wyłącznie strach. Prędzej czy później taka sytuacja może bowiem doprowadzić do tragedii. Tak też stało się w przypadku Bianki Calhoun. Pewnego dnia weszła bowiem na drogę, z której nie była już w stanie zawrócić.

Mijają lata. Jest rok 1991, zaś zamkiem Calhounów opiekują się cztery prawnuczki Bianki i Fergusa. Pomaga im ciotka Cordelia Calhoun McPike, która jest młodszą siostrą ojca dziewczyn. Kobieta jest dość specyficzna. Oprócz tego, że świetnie gotuje, posiada także szereg innych zdolności, w tym te związane z byciem medium. Tak więc ku utrapieniu swoich bratanic Coco co pewien czas urządza seanse spirytystyczne, podczas których łączy się duchowo ze swoimi przodkami, w tym także z Bianką Calhoun. To właśnie dzięki tym „spotkaniom” kobieta wie, a wręcz jest tego pewna, że z życiem jej babki związana jest jakaś makabryczna historia, którą należy jak najszybciej rozwiązać, bo inaczej nestorka rodu nigdy nie zazna spokoju na tamtym świecie. Czy w takim razie kobietom uda się odkryć prawdę o tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości wiele lat temu? Co takiego stało się, że Bianca posunęła się do ostateczności?




Catherine vel Rodzinne gniazdo
(tytuł oryginału: Courting Catherine)



Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Catherine Colleen Calhoun, zwana po prostu C.C., to najmłodsza z czterech prawnuczek wspomnianej wyżej Bianki Calhoun. Dziewczyna ma dwadzieścia cztery lata, ostry język i wykonuje zawód, który w żadnym razie nie przystoi pannie z dobrego domu. Jest bowiem mechanikiem samochodowym i to w dodatku niezwykle dobrym. Nie ma bowiem usterki, której by nie naprawiła. W Bar Harbor jest doskonale znana ze swej skuteczności i tak naprawdę nikogo już nie dziwi fakt, że młoda i piękna dama wciąż chodzi w kombinezonie i do tego jeszcze umorusana po łokcie. Pewnego dnia próg jej warsztatu przekracza niejaki Trenton St. James III, który właśnie przyjechał z Bostonu pozałatwiać jakieś interesy. Mężczyzna jest nie tylko nieziemsko przystojny, lecz także niewyobrażalnie bogaty. Pech chciał, że praktycznie już na samym początku wizyty w miasteczku psuje mu się samochód i chcąc nie chcąc musi skorzystać z pomocy Catherine. Jak można się łatwo domyślić, ich pierwsze spotkanie nie należy do najprzyjemniejszych. Z jednej strony Trenton jest wkurzony z powodu awarii auta, a z drugiej zaskoczony, że jego samochodem będzie zajmować się baba!

Oczywiście C.C. nie pozostaje dłużna swojemu klientowi i bardzo szybko jej cięty język daje się we znaki Trentonowi. W dodatku dziewczyna nie cierpi bogatych facetów, którzy epatują wszem i wobec swoim majątkiem. Tak więc można śmiało rzec, że nasz arystokrata już na starcie jest stracony w oczach C.C. Jak gdyby tego było mało, za przybyciem Trentona do Bar Harbor stoi ciotka Coco, która poprosiła biznesmena, aby ten obejrzał rezydencję Towers celem jej ewentualnego nabycia. Posiadłość chyli się ku upadkowi, a jej mieszkanki nie mają pieniędzy, aby móc przeprowadzić gruntowny remont. Tak więc w pewnym memencie Cordelia nie widziała już innego wyjścia, jak tylko sprzedać rezydencję i wyprowadzić się z niej tam, gdzie mogłaby w spokoju dożyć swoich dni. Oczywiście niczego nie skonsultowała z bratanicami, więc można sobie tylko wyobrazić, jaka będzie ich reakcja na wieść o tym, co starsza pani zamierza zrobić z miejscem, w którym dziewczyny się urodziły i wychowały.

Ale to jeszcze nie wszystko. Coco założyła sobie bowiem, że wyswata swoje bratanice i tym samym zabezpieczy im byt. I tak oto jednym z kandydatów na męża dla którejś z prawnuczek Bianki Calhoun ma być właśnie Trenton St. James III, który prawdę mówiąc wcale nie spieszy się do tego, aby stanąć przed ołtarzem. Czy zatem któraś z młodych kobiet zawróci mu w głowie na tyle mocno, że mężczyzna zdecyduje się na ślub, zapominając o swoich przekonaniach odnośnie do instytucji małżeństwa? Czy kiedy zakocha się w którejś z Calhounówien nadal będzie chciał pozbawić je rodzinnej posiadłości? A może jedyne, czego będzie wtedy pragnął to zamieszkać w Towers razem z kobietami i tym samym pomóc im w ratowaniu rezydencji?




Amanda vel Rodzinny skarb
(tytuł oryginału: A Man For Amanda)



Wydanie z 2001 roku
Wyd. HARLEQUIN
tłum. Alina Patkowska
Amanda Calhoun pracuje w jednym z miejscowych hoteli, gdzie jest menedżerką. Kobieta uwielbia swoją pracę, pomimo że szef nie zawsze ją docenia. Amanda potrafi świetnie dogadywać się nie tylko z gośćmi, ale też ze współpracownikami i generalnie jest bardzo lubiana. Do tego jest także bardzo piękną kobietą, za którą oglądają się mężczyźni, lecz ona sama raczej ich nie dostrzega, czekając na swojego wyśnionego księcia z bajki. Ona ma własny typ kandydata na męża i tak naprawdę mało który facet jest w stanie sprostać temu schematowi. Pewnego dnia zupełnie przypadkowo, w pośpiechu Amanda wpada na ulicy – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu – na Sloana O’Reily’ego, sprawiając, że ten ląduje na tyłku. Okazuje się, że Sloan to nikt inny, jak tylko architekt wynajęty przez Trentona St. Jamesa III, aby pomóc odremontować zamek Towers. Kiedy mija pierwsza złość, obydwoje zauważają, że coś ich ku sobie wzajemnie przyciąga. Oczywiście Amanda nie chce przyznać się do swoich uczuć, zaś Sloan nie odpuszcza. I tak oto rozpoczyna się swego rodzaju wojna podjazdowa, która nie wiadomo tak naprawdę jak się skończy. W bitwie uczestniczą bowiem dwa niesamowicie silne charaktery, z których żaden nie chce się wycofać. Jak skończy się ta historia? Co musi się stać, aby Amanda i Sloan zrozumieli, że wszak są dla siebie stworzeni?

Rezydencja to pierwsza z dwóch części opowiadających o losach sióstr Calhoun. Oprócz Catherine i Amandy w zamku Towers mieszkają jeszcze Lilah i Suzanna. Ich historię Nora Roberts opowiada w książce zatytułowanej Rodzinne szmaragdy. Każda z tych kobiet przeżywa własne problemy, z którymi nie musi jednak borykać się sama, ponieważ obok są pozostałe siostry i oczywiście specyficzna ciotka Coco. Fabuła niniejszych opowiadań, jak i tych zamieszczonych w Rodzinnych szmaragdach, opiera się na historii sprzed wielu lat. To właśnie teraz na skutek remontu rezydencji powraca tragiczna śmierć Bianki Calhoun, jak również sprawa szmaragdów, które zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Odkrycie prawdy siostry stawiają sobie za punkt honoru. Nie zapominają jednak o tym, co dzieje się obecnie, czyli według fabuły w 1991 roku. A zatem całą swoją uwagę skupiają na ratowaniu rezydencji, nie przypuszczając nawet, że są ludzie, którzy za wszelką cenę pragną dopaść cennych szmaragdów.


Możliwe, że fikcyjna rezydencja Towers wyglądałaby podobnie, jak angielska posiadłość
Turton Tower, której budowę zaczęto na początku XV wieku,
natomiast ukończono w 1596 roku. 


Oczywiście zarówno Catherine, jak i Amanda to delikatne romanse, które nie przytłaczają czytelnika wulgarnością czy zbyt egzaltowanym słownictwem. Każdy, kto zna twórczość Nory Roberts wie, że Autorka nawet, jeśli tworzy klasyczny romans, to nie jest on ani śmieszny, ani sztuczny. W przypadku tych dwóch opowiadań mamy więc do czynienia z silnymi bohaterami, którzy pragną wciąż postawić na swoim, lecz tak naprawdę stale tęsknią za prawdziwą miłością. Oni bezustannie walczą nie tylko ze sobą nawzajem, ale też z własnymi uczuciami, aby w pewnym momencie poddać się i pozwolić losowi kierować ich życiem. Widać też ogromną miłość do posiadłości, która jest dla nich bezcenna. Nawet ci, którzy do tej pory jej nie znali, jak Trenton czy Sloan, teraz robią wszystko, aby nie pozwolić jej popaść w całkowitą ruinę. Zamek Calhounów ma w sobie jakąś magię, która sprawia, że każdy, kto choć raz na niego spojrzy natychmiast zakochuje się w nim bez pamięci.

Ogromne znaczenie ma tutaj również historia Bianki i jej szmaragdów. Można wręcz powiedzieć, że jest ona najważniejsza, ponieważ pociąga za sobą kolejne wydarzenia. Myślę, że miłośnikom twórczości Nory Roberts nie trzeba polecać tej książki, natomiast jeśli ktoś z czytelników szuka lekkiej i niezobowiązującej lektury na jeden wieczór, to śmiało może sięgnąć po Rezydencję, jak i po Rodzinne szmaragdy, które stanowią jej kontynuację. O tej drugiej książce opowiem za jakiś czas.







poniedziałek, 21 listopada 2016

Nora Roberts – „Błękitny dym”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Blue Smoke
Przekład: Elżbieta Kowalewska & Michał Wroczyński




Ogień to żywioł, który jednych przeraża, natomiast innych fascynuje. Ta fascynacja może być tak silna, że człowiek jest w stanie sam podpalić dom, a potem brać udział w ugaszaniu pożaru, i nikt nawet nie zorientuje się, że sprawca czyjegoś nieszczęścia jest tuż obok. Czasami podpalenie czyjeś własności może być wynikiem zemsty albo zwykłej szczeniackiej zabawy. Trzeba jednak pamiętać, że bez względu na to, jaki cel przyświeca sprawcy, jego działanie zawsze spowoduje tragiczne skutki czy to moralne, czy materialne. W wyniku takiego podpalenia ludzie tracą niekiedy dorobek całego życia. Oczywiście podpalenie nie zawsze musi być wynikiem czyjegoś działania. Są przypadki, gdy ogień wybucha nagle i tak naprawdę nie wiadomo co było tego przyczyną. Nawet specjaliści nie potrafią do końca stwierdzić czy za konkretnym pożarem stał człowiek, czy był to tylko nieszczęśliwy wypadek.

Jest sam środek lat 80. XX wieku. Prawie dwunastoletnia Catarina Hale mieszka wraz z rodziną w amerykańskim Baltimore. Jej matka jest Włoszką, zaś ojciec Amerykaninem. Reena ma jeszcze dwie siostry i młodszego brata, których bardzo kocha, choć z siostrami nie zawsze potrafi się dogadać. Ale przecież to normalne, że nastolatki często sprzeczają się nawet o błahe sprawy. W rzeczywistości siostry Hale stają za sobą murem i jedna za drugą jest gotowa pójść w przysłowiowy ogień, bo wszak rodzina jest najważniejsza. Rodzice dziewczynki prowadzą pizzerię, która jest bardzo znana w okolicy. Prawdę powiedziawszy panuje przekonanie, że nikt nie robi tak dobrej pizzy, jak Hale’owie. Dlatego też w Sirico’s zawsze jest komplet klientów. Niestety, pewnej nocy uporządkowane i szczęśliwe życie tej amerykańsko-włoskiej rodziny zostaje zakłócone przez pożar, w wyniku którego Hale’owie tracą dorobek swojego życia. Z drugiej strony jednak gdyby nie czujność Catariny, a właściwie zbieg okoliczności, który sprawia, że dziewczynka nie może spać, pożar Sirico’s zapewne zabiłby ludzi, którzy mieszkają nad pizzerią. Na szczęście straty są tylko materialne i nikt w pożarze nie ucierpiał.

Najnowsze wydanie z 2013 roku.
Kiedy na miejsce docierają strażacy, a policja zaczyna prowadzić dochodzenie okazuje się, że pożar mógł być skutkiem podpalenia. Rezolutna Reena zadziwia praktycznie wszystkich swoją zdolnością obserwacji i skrupulatnego relacjonowania wydarzeń. Jest bowiem w stanie przekazać stróżom prawa nawet najdrobniejsze szczegóły, które komuś innemu mogłyby umknąć w tak stresującej sytuacji. W zasadzie nikt już nie ma wątpliwości, że pożar wybuchł na skutek podpalenia. Kto zatem tak bardzo nienawidzi Hale’ów, że posunął się aż do takiej zbrodni? Kim jest podpalacz? Czy policja będzie w stanie go odnaleźć i ukarać? Dlaczego ten człowiek w ogóle to zrobił? W czym zawinili Hale’owie i komu tak bardzo się narazili, że jednym posunięciem pozbawił ich dorobku całego życia, omal nie zabijając ludzi, którzy wynajmowali mieszkanie nad pizzerią?

Mijają lata. Catarina Hale jest już studentką. Tej nocy, kiedy spaliła się pizzeria jej rodziców prawie dwunastoletnia wówczas Reena postanowiła, że w przyszłości będzie policjantką i będzie prowadzić dochodzenia w sprawach podpaleń. Tak więc teraz uczy się, jak skutecznie rozpracowywać podpalaczy albo w jaki sposób szukać przyczyn pożarów, bo przecież nie zawsze za wybuchem ognia musi stać człowiek. Choć od spalenia Sirico’s minęło już siedem lat, to jednak dziewczyna wciąż nie może zapomnieć tamtej nocy. Oczywiście rodzice zdążyli już odbudować pizzerię i wygląda na to, że wszystko dobrze się skończyło, pomimo że podpalacz nie został złapany. Będąc studentką Uniwersytetu Maryland Reena poznaje Josha Boltona. Chłopak ma dwadzieścia lat, jest nieziemsko przystojny i pragnie zostać pisarzem. Kiedy już wygląda na to, że rodzina Catariny zaakceptowała Josha, na dziewczynę spada kolejne nieszczęście. Otóż chłopak ginie w płomieniach i nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego tak się stało. Policja oczywiście ma swoją teorię, lecz Reena się z nią nie zgadza. Ona uparcie twierdzi, że przyczyna wybuchu pożaru w mieszkaniu chłopaka była zgoła inna, niż mówią śledczy. Ten fakt jeszcze bardziej utwierdza pannę Hale w przekonaniu, że musi zrobić wszystko, aby tylko zostać policjantką, która będzie zajmować się pożarami. Teraz nie jest to już tylko pragnienie nastolatki, lecz misja młodej kobiety. Jeśli zatem Reena ma rację, nie zgadzając się z teorią policji, to dlaczego Josh usmażył się w płomieniach? Kto mógł być tak okrutny, aby niewinnego chłopaka skazać na tak bestialską śmierć?

Plakat promujący film.
źródło
I znów mija kilka lat. Teraz czytelnik spotyka Catarinę Hale jako młodą policjantkę każdego dnia zdobywającą doświadczenie w niełatwej profesji, która z narażeniem zdrowia i życia skrupulatnie bada miejsca, gdzie wybuchają pożary. Choć starsi koledzy po fachu próbują ją ochraniać, to jednak Reena nie potrzebuje ich asekuracji, i pcha się tam, gdzie jest najbardziej niebezpiecznie. Oczywiście o swojej pierwszej miłości – Joshu Boltonie – kobieta nie potrafi zapomnieć. Pomimo że nauczyła się jakoś żyć z piętnem jego tragicznej śmierci, to jednak ta sprawa wciąż nie daje jej spokoju. W swojej pracy poznaje mężczyznę, z którym zaczyna ją łączyć coś więcej niż tylko przyjaźń. Niestety, ten związek także kończy się tragicznie. Czy tym razem był to przypadek, czy może ktoś zaplanował śmierć Hugh? Dlaczego znów umiera mężczyzna, który związał się z Reeną? Czy to zwykły zbieg okoliczności, czy może celowa robota jakiegoś psychopaty? W dodatku jest jeszcze ktoś, kto nie potrafi zapomnieć o pięknej Catarinie Hale, lecz nie ma pojęcia, jak ją odnaleźć. Czy w końcu mu się to uda? Czy kiedy już zbliży się do Reeny, jego życie nie znajdzie się przypadkiem w niebezpieczeństwie? Czym tak naprawdę kieruje się ów tajemniczy wielbiciel i czy z jego strony kobiecie również grodzi niebezpieczeństwo?

Błękitny dym to jedna z lepszych powieści Nory Roberts, choć równie przewidywalna, jak większość książek Autorki. Niemniej historię Catariny Hale czyta się z ogromnym zainteresowaniem, i dla kogoś, kto nie miał jeszcze okazji obejrzeć ekranizacji, może to być jedna z tych powieści, o których mówimy: jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Pomimo że od 2007 roku możemy oglądać Błękitny dym również na srebrnym ekranie, to jednak nie miałam jeszcze okazji, aby tę ekranizację zobaczyć. Rodzina Hale’ów to typowa amerykańsko-włoska familia, gdzie tak naprawdę to Włosi wybijają się w niej na pierwszy plan. Czasami odnosiłam wrażenie, że Nora Roberts wyposażyła ich w cechy typowej rodziny mafijnej, która musi sprawdzić każdego, kto próbuje zaskarbić sobie jej przychylność. Obcy poddawany jest swego rodzaju stresującym testom i dopiero po ich zdaniu może myśleć o bliższych kontaktach z Hale’ami.


Scott Bakula jako John Minger & Alicia Witt w roli Catariny Hale.
Kadr z filmu Błękitny dym (2007)
reż. David Carson

źródło


W powieści bardzo dużo jest scen, w których na pierwszy plan wysuwa się ogień, co oczywiście ma związek z pracą, jaką wykonuje główna bohaterka. Tak naprawdę Reena stale jest w niebezpieczeństwie. Z jednej strony naraża zdrowie i życie, idąc na akcję, natomiast z drugiej gdzieś tam czai się psychopata, który nie spocznie dopóki nie wyrówna rachunków sprzed lat. Oprócz dość dobrze skonstruowanego wątku kryminalnego, czytelnikowi zafundowany jest również namiętny romans. Każdy, kto sięga po książkę Nory Roberts musi się z tym liczyć. Bez gorącego romansu żadna jej powieść nie ma prawa bytu. Podobnie jak bez przyjaźni, która jest w stanie naprawdę wiele przetrwać, a nawet ponieść ofiarę, aby tylko ta druga strona była bezpieczna. Bohaterowie kreowani przez Norę Roberts albo są na wskroś dobrzy, albo źli. Raczej nie można liczyć na postacie, które będą posiadać zarówno wady, jak i zalety. Jeśli nawet ktoś popełnia błędy, to zawsze w słusznym celu i dla dobra innych.

Myślę, że wielbicielki Nory Roberts nie zawiodą się na tej powieści, zważywszy że Autorka nie skupiła się w niej jedynie na romansie. Błękitny dym to klasyczna literatura kobieca, wobec której raczej nie należy mieć jakichś wygórowanych oczekiwań. Linia fabularna z jednej strony może być uznana za oryginalną, lecz z drugiej – znając inne książki Nory Roberts – można śmiało rzec, że jest wykreowana według tego samego schematu, który znamy z innych jej powieści. W moim odczuciu wiele dobrego wnosi do fabuły zabieg połączenia gatunków. Tego rodzaju książki zazwyczaj świetnie się sprawdzają i dostarczają kobietom przyjemnej lektury. 










niedziela, 18 września 2016

Nora Roberts – „Pokusa”














Wydawnictwo: MIRA/HARLEQUIN POLSKA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: By My Side
Przekład: Adela Drakowska & Julita Mirska





Nora Roberts to bez wątpienia jedna z najbardziej poczytnych pisarek ostatnich dekad. Jej książki sprzedawane są na całym świecie w ogromnych nakładach i wygląda na to, że chyba nigdy nie wyjdą z mody. W 2011 roku mówiło się, że Nora Roberts wydała ponad czterysta powieści! Zapewne wzięto tutaj pod uwagę również krótkie opowiadania miłosne, które tworzyła na początku swojej kariery pod szyldem Harlequin. Nora Roberts wydaje średnio dziesięć książek rocznie, natomiast co minutę na całym świecie trzydziestu czterech czytelników kupuje którąś z jej powieści. Co ciekawe, fenomen Nory Roberts dotyczy nie tylko olbrzymiej sprzedaży książek, lecz także jej samodyscypliny i sposobu podchodzenia do pisania. Dzięki wielkiemu szacunkowi, jakim Autorka darzy swoją pracę, jest ona w stanie napisać powieść w ciągu czterdziestu pięciu dni. Jeśli już potrzebuje przerwy pomiędzy skończeniem jednej książki a rozpoczęciem pracy nad kolejną, to jest to tylko jeden dzień niezbędny, aby móc zebrać myśli.

A teraz może kilka słów o tym, jak to wszystko się zaczęło. Otóż był rok 1979, zaś na zewnątrz szalała śnieżyca. Zamknięto lokalne przedszkole, natomiast w domu brakowało czekolady do picia, a dwaj mali znudzeni chłopcy doprowadzali swoją młodą matkę niemalże do szaleństwa. Po kilku dniach grania z chłopcami w gry planszowe, młoda matka wpadła na pomysł, aby wziąć do ręki ołówek i kawałek papieru i zacząć zapisywać na nim pomysły na opowiadanie. Młoda matka bardzo lubiła czytać romanse spod szyldu Harlequin i uważała, że ma świetny pomysł, nad którym może popracować i przenieść go na papier. Zaczęła więc coś tam bazgrać na skrawkach papieru. Robiła to w przerwach pomiędzy bieganiem po domu za rozbrykanymi chłopcami. Po kilku latach pisania i kilku odmownych odpowiedziach od wydawców, wreszcie udało jej się sprzedać swój pierwszy maszynopis wydawnictwu Silhouette. Nikt wtedy nie przypuszczałby nawet, że po latach tamta młoda matka będzie jedną z najbardziej znanych autorek światowej literatury kobiecej, którą cenią nie tylko czytelnicy, ale także krytycy, nie mówiąc już o profitach finansowych, jakie spływają na jej bankowe konto.

Wydanie z 2009 roku
Przyznaję, że bardzo lubię prozę Nory Roberts i zawsze kiedy mam ochotę na powieść obyczajową z romansem w tle i wątkiem kryminalnym, sięgam po którąś z jej powieści. Ponieważ tych książek jest tak wiele i wciąż wydawane są nowe albo wydawcy publikują wznowienia, nie mam najmniejszego problemu z wyborem lektury. Niemniej odnoszę wrażenie, że nie sposób przeczytać wszystkich książek Nory Roberts. Tak więc pomimo że lubię opowieści oferowane przez Autorkę, to jednak nie wszystkie czytam z zainteresowaniem i nie każda z książek sprawia, że oceniam ją wysoko. Przykładem jest Pokusa, która składa się z dwóch oddzielnych historii, które nie mają ze sobą żadnego związku. Obydwa opowiadania zostały wydane po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 80. XX wieku, czyli wtedy, gdy Nora Roberts tworzyła pod marką Harlequin. Potem obydwie minipowieści były wznawiane i w końcu trafiły do Polski. U nas również co pewien czas wydawcy dokonują wznowień, zmieniają okładki i tytuły, a później często promują jako nowość, która de facto żadną nowością nie jest.

Jak wspomniałam wyżej, w Pokusie czytelnik odnajdzie dwa opowiadania, które są klasycznymi romansami, choć prawdziwej erotyki w nich nie uświadczy. Tak więc jeśli ktoś oczekuje, że sięgając po książkę będzie ją czytał z wypiekami na policzkach, niczym Pięćdziesiąt twarzy Greya, to bardzo się rozczaruje. Zarówno Pensjonat marzeń, który poprzednio wydano pod tytułem Nieodparty urok, jak i Rajska jabłoń to niezwykle delikatne romanse, w których choć mocno iskrzy, to jednak bohaterowie nie posuwają się dalej, niż tylko do namiętnych pocałunków. Reszta jest kwestią wyobraźni czytelnika.


Pensjonat marzeń vel Nieodparty urok 
(tytuł oryginału: From This Day)

Piękna dwudziestoczteroletnia B.J. Clark jest kierowniczką pewnego pensjonatu usytuowanego w Nowej Anglii. Pensjonat nosi nazwę Lakeside Inn i jest nieco staroświecki. Powodem takiego stanu rzeczy są oczywiście klienci, którzy odwiedzają to miejsce. To przede wszystkim starsi ludzie, którzy mają swoje zachcianki i nierzadko żyją przeszłością. Zdarza się, że B.J. musi stawiać czoło ich dziwactwom, co wcale nie jest takie proste. Oczywiście młoda kobieta ma do pomocy całą załogę pracującą w pensjonacie, lecz ostatnie słowo zawsze należy do niej i tak naprawdę wszystko jest na jej głowie. Niestety, prawie zawsze to, co dobre kiedyś się kończy. Spokój B.J. i jej pracowników również.

Pewnego dnia do pensjonatu przychodzi wiadomość, że za kilka dni w jego drzwiach stanie niejaki Taylor Reynolds. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pan Reynolds jest nowym właścicielem sieci pensjonatów, w tym również Lakeside Inn, i do Nowej Anglii przyjeżdża na wizytację, która może się skończyć naprawdę bardzo źle. Szybko okazuje się bowiem, że ponad trzydziestoletni Taylor chce zrobić z przytulnego pensjonatu ośrodek, do którego będą przyjeżdżać ludzie z wyższych sfer, a co za tym idzie będą zostawiać w jego kasie mnóstwo pieniędzy. Oczywiście na żadną przebudowę nie chce zgodzić się B.J., która uważa, że pensjonat bardzo na tym straci i odstraszy obecnych klientów, którzy już się przyzwyczaili do specyficznego klimatu tego miejsca. Od tej pory pomiędzy B.J. i Taylorem będzie już tylko iskrzyć. Ich kłótniom nie będzie końca, a wszystko to spowijać będzie erotyczne napięcie. Jak sobie z tym poradzą? Czy Reynolds w końcu ustąpi i przyzna rację pannie Clark? A może obydwoje dojdą do jakiegoś kompromisu, a Lakeside Inn nie straci swojego dotychczasowego uroku?


Pensjonat, którym kieruje B.J. Clark



Rajska jabłoń 
(tytuł oryginału: Temptation)

Eden Carlbough ma dwadzieścia trzy lata. Niedawno straciła ojca, z którym była bardzo zżyta. Odszedł nagle, czego Eden zupełnie się nie spodziewała, ponieważ nic nie wskazywało na to, że cierpi na jakąś poważną chorobę. Niestety, wraz ze śmiercią Briana Carlbougha, kobieta odziedziczyła także jego potężne długi pochodzące z hazardu. Straciła praktycznie wszystko. Nie ma już pięknego domu, firmy, ani nawet narzeczonego, który – jak się okazało – był z nią tylko dlatego, że mogła mu zapewnić dostatnie i bezproblemowe życie u swego boku. Eden musi też spłacić wierzycieli. Jak widać, młoda kobieta jest w naprawdę dramatycznej sytuacji. W dodatku o jej hańbie i wstydzie swego czasu pisały gazety, co sprawia, że panna Carlbough czuje ogromne upokorzenie.

Na szczęście Eden ma obok siebie prawdziwą przyjaciółkę, która nie ma zamiaru zostawić jej samej w potrzebie. Te grosze, które jeszcze pozostały, Eden inwestuje we wspólny interes, który ma być pierwszym krokiem ku temu, aby móc odbić się od dna. Tak więc wraz z Candice Bartholomew organizują letni obóz dla nastoletnich dziewcząt. Bardzo szybko przekonują się jednak, że opieka nad rozpieszczonymi nastolatkami pochodzącymi z bogatych i wpływowych rodzin wcale nie jest taka łatwa. Trzeba bowiem uważać, aby nie narazić się ich rodzicom, więc jakakolwiek surowa obozowa dyscyplina raczej nie wchodzi w grę. Podopieczne są tak rozpuszczone, że zupełnie nie słuchają co się do nich mówi. Szczególnie jedna z nich daje kobietom popalić. Pewnego dnia wbrew wszelkim nakazom Roberta Snow – wnuczka wpływowego sędziego – namawia koleżanki, aby udały się wraz z nią do sąsiadującego z obozem sadu. Jego właścicielem jest Chase Elliot, którego jabłka znane są niemalże w całych Stanach Zjednoczonych.

Jak można się spodziewać, Roberta doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że łamie regulamin obowiązujący w Liberty, lecz nic sobie z tego nie robi. Praktycznie natychmiast śladem dziewczynek podąża Eden. Oczywiście w sadzie spotyka przystojnego Chase’a. Okazuje się, że Eden wcale nie jest mu tak do końca obca. Na wybuch płomiennego uczucia nie trzeba długo czekać. Czy zatem Eden będzie w stanie zrezygnować z wygodnego życia i osiedlić się na wsi? Przecież do tej pory przyzwyczajona była do komfortu, chodziła na bale i obracała się w naprawdę zacnym towarzystwie. A Chase? Czy nie będzie mu przeszkadzać fakt, że wybranka jego serca nie ma grosza przy duszy? Co zrobi, kiedy na drodze do szczęścia stanie były narzeczony Eden?


Sad jabłoniowy Chase'a Elliota


Obydwa opowiadania na pewno nie należą do literatury ambitnej. To lekkie historie z domieszką humoru, które można przeczytać w ramach odprężenia. Dla wielbicielek Nory Roberts może to być lektura obowiązkowa. Podobnie jak dla czytelniczek gustujących w romansach. Jeśli o mnie chodzi, to znacznie bardziej cenię sobie te powieści Nory Roberts, które choć przez chwilę trzymają czytelnika w napięciu. Lubię kiedy bohaterowie znajdują się w niebezpieczeństwie, choć wiem, że i tak wyjdą z tego żywi i w jednym kawałku, a wszystko zakończy się happy endem. Z drugiej strony jednak nie odmawiam Norze Roberts bycia fenomenalną pisarką, o czym świadczy potężne grono jej czytelników na całym świecie. Myślę, że ten fenomen wynika z faktu, iż każdy człowiek jest stworzony do tego, aby kochać i być kochanym, posiadać prawdziwych i oddanych przyjaciół, a także kochającą rodzinę. To wszystko można znaleźć w powieściach Nory Roberts. Jeśli więc czytelnicy z jakiegoś powodu nie są w stanie zbudować trwałych związków z innymi ludźmi, to szukają ich właśnie w literaturze. Proza Nory Roberts stanowi natomiast gwarancję tego, że czytelnik, który na co dzień musi zmagać się z problemami, może choć na chwilę o nich zapomnieć i mieć nadzieję, że w jego życiu też któregoś dnia zaświeci słońce, a wszystkie kłopoty zakończą się happy endem.










wtorek, 9 sierpnia 2016

Nora Roberts – „Lasy w płomieniach”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Chasing Fire
Przekład: Katarzyna Malita





Missoula to amerykańskie miasto leżące w stanie Montana. To tam znajduje się baza strażaków-spadochroniarzy (z ang. Zulies lub Smokejumpers). Baza mieści się w zachodniej części międzynarodowego lotniska. Obecnie w skład oddziału Zulies wchodzi około dziewięćdziesięciu osób. Są to mężczyźni i kobiety pochodzący z różnych środowisk i prywatnie wykonujący różne zawody. Mają od dwudziestu do pięćdziesięciu lat. Wszyscy strażacy pracują z ogromnym poświęceniem, są bardzo dobrze wyszkoleni i posiadają ogromne doświadczenie. Podstawowym zadaniem strażaków-spadochroniarzy jest powstrzymywanie pożarów wybuchających na oddalonym górzystym terenie w zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Aby walczyć z ogniem muszą być samowystarczalni oraz w każdej chwili zdolni do zaatakowania płonących górzystych obszarów dzikiej przyrody.

Oddziały Zulies zostały utworzone w celu szybkiego dotarcia drogą powietrzną na tereny, które pozbawione są możliwości tradycyjnej formy dojazdu przy użyciu samochodów strażackich. Strażacy-spadochroniarze w swojej pracy używają śmigłowców. Każdy Zulie trenuje dziennie około półtorej godziny, a czasami nieco mniej, w zależności od sezonu. Na terenie bazy w Missouli ćwiczą na siłowni, uprawiają aerobik, jak również przebiegają około dwóch mil, czyli ponad trzy kilometry. Codzienna praca Zulies polega także na pakowaniu sprzętu potrzebnego przy gaszeniu pożarów, sprawdzaniu spadochronów, jak i utrzymywaniu sprzętu w dobrym stanie i jego testowaniu. Jeśli pozwala na to sezon, w którym wybuchają pożary, wówczas niektórzy skoczkowie mogą pomagać w pracy nad zabezpieczaniem przed ogniem odległych terenów leśnych. Tego typu praca zazwyczaj obejmuje redukcję drzewostanu, utrzymywanie leśnych szlaków w dobrej kondycji, czy też budowanie potrzebnych ogrodzeń. Zulies zabezpieczają również dany obszar przed ewentualną plagą owadów.  


Strażacy-spadochroniarze z Missouli w stanie Montana
fot. Dragomiloff (Creative Commons)
źródło


Strażacy-spadochroniarze z Missouli to także główni bohaterowie powieści Nory Roberts. Na czoło wysuwa się Rowan Tripp, która zamiłowanie do gaszenia pożarów ma we krwi. Jeszcze do niedawna jej nieustraszony ojciec walczył z najbardziej niebezpiecznymi pożarami, jakie widział stan Montana. Nie dziwi więc fakt, że Ro tuż po ukończeniu osiemnastego roku życia poszła w ślady Lucasa Trippa, który dla miejscowej ludności jest już bohaterem i legendą. Kobieta nie ma za sobą szczęśliwego dzieciństwa, choć jej więź z ojcem jest niezwykle silna. To z winy matki Rowan jako dziecko przeżywała dramaty, które w żadnym razie nie powinny być udziałem małego, niewinnego człowieka. Ta trauma nie pozwala jej teraz budować normalnych i zdrowych związków z mężczyznami. Jest bardzo nieufna i wszelkiego rodzaju znajomości traktuje z dystansem. Ro uważa bowiem, że prawdziwa miłość nie istnieje, a przynajmniej ona nie jest zdolna do takiego uczucia. Seks i dobra zabawa to jedyne, czego mogą z jej strony spodziewać się mężczyźni, którzy wykażą na tyle odwagi, aby się nią zainteresować.  

Pewnego dnia w bazie Missouli pojawia się nieziemsko przystojny nowicjusz Gulliver Curry. Praktycznie od samego początku jest zafascynowany Rowan i nie zamierza odpuścić, nawet jeśli kobieta będzie mu stawiać zażarty opór. Gull wie, że Ro jest wyjątkowa, a jej dystans jest tylko grą pozorów, ponieważ jak do tej pory nie spotkała jeszcze mężczyzny, który byłby w stanie wywrzeć na niej tak ogromne wrażenie, że w końcu dałaby za wygraną i odrzuciła wszelki opór. Owszem, jest twarda, lecz pod tą skorupą kryje się naprawdę wrażliwa kobieta, która potrzebuje miłości. Młody strażak-spadochroniarz dotychczas pracował w tradycyjnej straży pożarnej, a do tego prowadzi jeszcze dobrze prosperującą firmę w Kalifornii. Wraz z nim do bazy w Missouli przybywają też inni nowicjusze, lecz nie wszystkim udaje się zdać konieczne testy, aby móc stać się jednymi z najlepszych. Oczywiście w tej selekcji bierze udział także Rowan Tripp i to od niej zależy kto zasili szeregi Zulies z Missouli, a kto z podkulonym ogonem wróci do domu.  


Pożar w stanie Montana
Tak naprawdę oryginalny tytuł zdjęcia to Elk Bath. Zostało ono zrobione 6 sierpnia 2000 roku na wschodnim rozwidleniu rzeki Bitterroot w kompleksie Bitterroot National Forrest obejmującym swoim zasięgiem wschodnio-środkową część stanu Montana i wschodnie tereny Idaho. Autor zdjęcia został nagrodzony.
fot. John McColgan


Okazuje się też, że Ro cierpi nie tylko z powodu nieszczęśliwego dzieciństwa. Rok wcześniej podczas akcji straciła kumpla, z którym wyskakiwała ze śmigłowca w jednej parze. Chłopak spalił się wówczas żywcem, za co przez długi czas obwiniano właśnie Rowan. Czy słusznie? Czy kobieta faktycznie miała coś wspólnego z tragiczną śmiercią Jima Braynera? Czy kiedykolwiek będzie umiała zapomnieć o tamtym straszliwym wypadku? A może już wkrótce będzie musiała zapłacić za to, co stało się z jej partnerem? Może gdzieś obok kryje się ktoś, kto nadal obwinia Rowan o śmierć Jima i nie spocznie dopóki ta nie zostanie ukarana? Odpowiedź na te pytania przychodzi bardzo szybko. Otóż pewnego dnia pokój Rowan zostaje zdemolowany, oblany zwierzęcą krwią, a napis na ścianie wyraźnie informuje, że ten, kto dopuścił się dewastacji, życzy kobiecie śmierci w męczarniach. W niedługim czasie zostają zamordowane dwie osoby, których ciała dla niepoznaki zabójca spalił, wywołując pożar w pobliskim lesie. Wygląda na to, że w ten sposób morderca chciał zaznaczyć swoją wyższość nad strażakami i dać im do zrozumienia, że kiedyś przyjdzie kolej również na nich. Kim zatem jest okrutny zabójca? Czy strażacy – a szczególnie Rowan Tipp – mogą czuć się bezpieczni? Ilu ludzi musi stracić życie, aby w końcu winny został złapany i ukarany?

Trzeba przyznać, że tym, razem Nora Roberts zaskakuje oryginalnym tłem powieści, lecz nie można tego samego powiedzieć o linii fabularnej. Wprowadzając postacie strażaków-spadochroniarzy Autorka sprawiła, że czytelnik może wiele ciekawego dowiedzieć się o ich pracy. Prawdę powiedziawszy, do momentu sięgnięcia po powieść, nie wiedziałam, że w Montanie istnieje tego rodzaju oddział strażaków. Tak więc nie poprzestałam jedynie na przeczytaniu książki, ale po skończeniu lektury poczytałam nieco o Zulies i muszę przyznać, że to niesamowicie odważni i godni podziwu ludzie, bo przecież nie każdy byłby w stanie walczyć z ogniem, skacząc praktycznie do piekła. Historia opowiedziana przez Norę Roberts skupia się nie tylko na życiu zawodowym strażaków-spadochroniarzy, lecz także na ich sprawach prywatnych. Niemało miejsca Autorka poświeciła relacji pomiędzy ojcem a dorosłą córką. Rowan jest tak bardzo przywiązana do Lucasa, że w ogóle nie wyobraża sobie, aby jej starzejący się ojciec mógł jeszcze pragnąć od życia czegoś więcej, aniżeli tylko być ze swoją córką i zajmować się firmą, którą rozkręcił już po zakończeniu kariery w Zulies. Wynika to oczywiście z klasycznej zazdrości o kogoś, kto – zdaniem Ro – mógłby zastąpić jej miejsce w życiu Lucasa i zrzucić ją z piedestału, na który wyniósł córkę kochający ojciec.


Płonąca dzika przyroda w Kalifornii
Zdjęcie pochodzi z dnia 5 września 2008 roku.
autor nieznany

Skoro już na samym początku pojawia się Gulliver Curry, trzeba spodziewać się równie ognistego romansu, jak pożary, które od chwili pierwszego spotkania obydwoje z Rowan będą gasić. Na tym polu Nora Roberts nie zaskakuje niczym nowym, ponieważ – jak to zwykle bywa – jedno nie chce się angażować w związek, zaś drugie robi wszystko, aby było inaczej. I jak to ma miejsce w powieściach Nory Roberts, wszystko kończy się happy endem. Podoba mi się jednak to, iż Autorka na pierwszy plan wysuwa charakter pracy strażaków-spadochroniarzy, zamiast wciąż kręcić się wokół romansu Gulla i Rowan. Z kolei wątek kryminalny nie jest zbyt skomplikowany, gdyż dość szybko czytelnik może domyślić się, kto tak naprawdę stoi za morderstwami i dlaczego zabija tych ludzi. Początkowo Autorka pragnie nas zmylić i skierować naszą uwagę na kogoś innego, lecz praktycznie zupełnie jej to nie wychodzi. Cała sprawa jest tak jasna, że trudno byłoby nie domyślić się, kim jest morderca. 

Każdy z bohaterów pojawiających się na kartach książki wydaje się tak bardzo naturalny wraz ze swoimi wadami i zaletami, że czytelnik może odnieść wrażenie, iż nie są to postacie fikcyjne, lecz prawdziwi ludzie, którzy żyją gdzieś obok nas. Tę naturalność dodatkowo uzupełniają bardzo dobrze skonstruowane dialogi. Nie ma w nich sztuczności. Brak też wyszukanego, fachowego słownictwa niezrozumiałego dla przeciętnego czytelnika, co sprawia, że postacie stają się podobne do nas. Na pochwałę zasługuje przede wszystkim fakt, iż Nora Roberts doskonale poradziła sobie z opisami pożarów, których na kartach powieści jest naprawdę sporo. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że Zulies nie robią niczego innego, jak tylko walczą z ogniem. Stale muszą być w najwyższej gotowości do wylotu, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy włączy się alarm, a wtedy nie będzie już czasu na nic innego, jak tylko na chwytanie w pośpiechu sprzętu i bieg w kierunku śmigłowca. Te opisy są bardzo dynamiczne i pobudzają wyobraźnię.

Myślę, że książka tym razem może spodobać się także czytelnikom, którzy nie lubią typowych romansów Nory Roberts. I choć linia fabularna nie jest zbyt skomplikowana, podobnie jak wątek kryminalny, to jednak niezwykle barwne opisy walki z żywiołem sprawiają, że książkę naprawdę chce się czytać i poznać jej zakończenie.







poniedziałek, 20 czerwca 2016

Nora Roberts – „Port macierzysty“















Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2007
Tytuł oryginału: Homeport
Przekład: Bożena Krzyżanowska




Jest koniec XV wieku. Hieronim Savonarola vel Girolamo Savonarola (1452-1498) – florencki reformator religijno-polityczny – wygłasza we Florencji kazania, w których jawnie potępia luksus i sztukę pogańską. We Florencji panuje ród Medyceuszy, a na jego czele stoi niekompetentny Piero di Lorenzo de’ Medici (1472-1503), który w 1494 roku zostaje wygnany z Włoch przez francuskiego króla – Karola VIII Walezjusza (1470-1498). Epoka renesansu wychodzi już z okresu wczesnej chwały. Wtedy też dzieła takich sław, jak: architekta Filippo Brunelleschiego (1377-1466), a także rzeźbiarza Donato di Niccolò di Betto Bardiego, znanego jako Donatello (1366-1466) i malarza Tommaso di Ser Giovanni di Simone, zwanego po prostu Masaccio (1401-1428), przyczyniają się do rewolucji zarówno w kwestii koncepcji, jak i funkcji sztuki. Tak więc wielkimi krokami zbliża się wiek XVI, kiedy to pojawi się kolejne pokolenie nonkonformistów poszukujących oryginalności. Wśród nich znajdą się: Leonardo da Vinci (1452-1519), Michał Anioł (1475-1564) oraz Rafael Santi (1483-1520).

Mijają wieki i oto pewien florencki hydraulik w piwnicy jakiegoś domu odnajduje przepiękną statuetkę wykonaną z brązu. Rzeźba swoim wyglądem wyraźnie szydzi z prezentowanych przez Savonarolę poglądów. Robotnik natychmiast oddaje statuetkę do laboratorium, aby tam stwierdzono jej pochodzenie, ustalono autora, a co najważniejsze, potwierdzono jej autentyczność. Takim oto sposobem brąz z Fiesole (prowincja Florencji) trafia do laboratorium Elizabeth Standford-Jones. Kobieta od wielu lat mieszka we Włoszech i choć formalnie nie żyje z mężem, to jednak od czasu do czasu utrzymuje z nim kontakt ze względu na wspólne interesy. Jej włoska firma stoi na bardzo wysokim poziomie. Z jej usług korzysta nawet rząd. Nie dziwi więc fakt, że brąz z Fiesole to sprawa priorytetowa i należy jak najszybciej zwołać najlepszych specjalistów, którzy pracują dla Standjo. Jednym z takich właśnie pracowników jest Miranda Jones, prywatnie córka Elizabeth. Miranda jest wybitnym specjalistą w dziedzinie historii sztuki i tylko dlatego matka ją zatrudnia. Elizabeth nie przyjmuje żadnej odmowy. Pomimo że doktor Jones mieszka w Stanach Zjednoczonych i nie jest jej łatwo stawić się natychmiast na rozkaz matki we Florencji, robi to najszybciej jak potrafi. Niemniej czyni to z nieznacznym opóźnieniem, ponieważ tuż przed wylotem zostaje napadnięta przed swoim domem przez nieznanego zamaskowanego mężczyznę. Chyba nie trzeba wspominać, ile strachu ta napaść jej napędza, zważywszy że Miranda panicznie boi się noży, a napastnik niestety takim narzędziem dysponuje. Kiedy doktor Jones jest już na miejscu, natychmiast zabiera się do pracy. Statuetkę chrzci mianem: Czarna Dama.


 Fiesole (prowincja Florencji) 
fot. Alessandro Vecchi (Creative Commons)
źródło


Bardzo szybko okazuje się, że brąz z Fiesole jest autentyczny i najprawdopodobniej wykonany przez samego Michała Anioła. Miranda jest niesamowicie dumna ze swego odkrycia, jednak niemal od razu przekonuje się, że jest ktoś, kto bardzo chce jej zaszkodzić. Informacje o prowadzonych przez nią badaniach powinny być ściśle tajne, aż tu nagle zostają przekazane do mediów. We Włoszech robi się spore zamieszanie, a bezwzględna Elizabeth Standford-Jones za wszystko obwinia Bogu ducha winą Mirandę. Kroki jakie podejmuje w tej sprawie są błyskawiczne. Córka zostaje natychmiast odesłana do Ameryki. Elizabeth nie przyjmuje z jej strony żadnych tłumaczeń i żąda, aby ta bezzwłocznie wzięła urlop. Jakby tego było mało, badania prowadzone w innym laboratorium potwierdzają jednoznacznie pomyłkę Mirandy. Szokująca informacja również przedostaje się do mediów, co sprawia, że reputacja naukowa kobiety lega w gruzach.

Girolamo Savonarola – 
dominikanin, który jawnie sprzeciwiał się 
m.in. sztuce. Przez Kościół Katolicki został 
uznany za heretyka, a potem 
ekskomunikowany i spalony na stosie, 
zaś po śmierci zrehabilitowany.
Portret powstał w 1524 roku.
autor: Moretto da Brescia 
(ok. 1498-1554)
Miranda jest załamana. Któż by nie był, będąc przekonanym o własnej niewinności? Przecież kobieta ma pewność, że statuetka jest prawdziwa i pochodzi z epoki renesansu! W takim razie, kto chce zaszkodzić młodej pani doktor? I cóż takiego kryje się za ową Czarną Damą, że tyle wokół niej szumu? W związku z tym Mirandzie nie pozostaje nic innego, jak tylko wrócić do Maine i tam lizać rany. Tymczasem w instytucie, który prowadzi wspólnie z bratem, zjawia się zupełnie nieoczekiwanie niejaki Ryan Boldari. To nieziemsko przystojny pół-Włoch, pół-Irlandczyk, który jest właścicielem słynnych w całej Ameryce Galerii Boldariego. Mężczyzna oprócz tego, że robi na Mirandzie piorunujące wrażenie, chce też nawiązać współpracę, proponując wymianę niektórych dzieł sztuki. Niemalże w tym samym czasie z instytutu ginie statuetka z brązu przedstawiająca Dawida, natomiast Miranda zaczyna dostawać listy z pogróżkami, a wręcz groźbami utraty życia. Czy te dwie sprawy coś ze sobą łączy? Czy za Czarną Damą i Dawidem stoi ta sama osoba? Tego właśnie Miranda będzie próbować się dowiedzieć. Cóż takiego odkryje? Czy prawda nie doprowadzi jej przypadkiem do tego, co najgorsze?

Nora Roberts nie byłaby sobą, gdyby znów nie postawiła na miłość, która oczywiście zanim znajdzie spełnienie, musi przejść przez wiele krętych dróg i niebezpieczeństw. Główni bohaterowie muszą walczyć z własnymi uczuciami, muszą też wiele przemyśleć, zanim podejmą właściwą decyzję. Ale nade wszystko przed rozpoczęciem nowego etapu w swoim życiu powinni najpierw uporać się z przeszłością, która wciąż kładzie się cieniem na ich obecnym postępowaniu. Aby móc zbudować coś wartościowego i trwałego, nie da się stale żyć tym, na co już nie mają wpływu.

W tej książce oprócz romansu, jest również dość zawiły wątek kryminalny. Praktycznie do samego końca nie wiadomo, kto tak bardzo nienawidzi Mirandy Jones, że pragnie się jej pozbyć, po drodze uśmiercając też innych. Najważniejsze jednak, że kobieta nie jest w tym wszystkim sama. Lecz z drugiej strony, jej „pomocnik” jest człowiekiem dość specyficznym, aby można mu było bezgranicznie zaufać.

Wydanie z 2011 roku
Nora Roberts poruszyła w swojej powieści bardzo istotny problem, jakim jest uzależnienie od alkoholu. Spotykamy tutaj bohatera, który totalnie nie radzi sobie z życiem i jedyne, co robi, to topi własne smutki w mocnych trunkach. Autorka postać tę prowadzi w taki sposób, że czytelnik może stopniowo obserwować jej wewnętrzną przemianę. Pokazuje też, co tak naprawdę jest w życiu ważne i co może sprawić, że człowiek jest w stanie podźwignąć się nawet z najgorszego życiowego bagna. W powieści spotkamy także poważne konflikty rodzinne i tajemnice, które stanowią ich przyczyny. Czasami ludzie przez wiele lat nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego ktoś bliski zachowuje się tak a nie inaczej. Dopiero jedna chwila najwyższych emocji może odkryć przed nimi tę tajemnicę. Tak właśnie dzieje się w przypadku Mirandy Jones.

W Porcie macierzystym mamy również do czynienia z kwestią przyjaźni, zarówno tej prawdziwej i oddanej, jak i fałszywej i jedynie na pokaz. Nasza bohaterka przeżywa chwile grozy, załamania, ale też radości i szczęścia. Jej świat, w którym żyła do tej pory zaczyna zmieniać się stopniowo. Miranda odkrywa w sobie uczucia, o których istnieniu jak dotąd nie miała pojęcia. W pewnym momencie uznaje, że praca i kariera zawodowa to nie wszystko, i że jest coś, co może być znacznie ważniejsze, niż sława doskonałego badacza i naukowca.

Oprócz powyższego w książce można odnaleźć także fantastyczne opisy Florencji. Oto jeden z nich:

[...] Wschód słońca nad dachami i kopułami Florencji był niezwykle piękny. Zjawisko nie dające się z niczym porównać. Takie samo łagodne światło padało na miasto, kiedy wielcy ludzie projektowali i wznosili okazałe kopuły oraz wspaniałe wieże, a potem wykładali je marmurem pochodzącym z pobliskich wzgórz lub dekorowali wizerunkami świętych i bogów.  
Gwiazdy migotały na niebie, które powoli traciło aksamitną czerń i stawało się perłowoszare. Sylwetki wysokich, smukłych pinii porozrzucanych na toskańskich wzgórzach rozmazały się, kiedy światło rozproszyło mrok, a potem zza horyzontu wyłoniło się słońce.  
Kiedy wspinało się na nieboskłon, zasnuwając powietrze złocistym blaskiem, miasto było wyjątkowo ciche. Zagrzechotało i zabrzęczało żelazne okratowanie stoiska z gazetami, a jego właściciel ziewnął szeroko, przygotowując się do otwarcia interesu. Zaledwie kilka świateł połyskiwało w oknach. Jedno z nich należało do Mirandy […]*

Port macierzysty to przede wszystkim książka, która doskonale relaksuje. Pozwala choć na chwilę oderwać się od problemów dnia codziennego. Czasami każdy z nas potrzebuje takiej odskoczni, a Nora Roberts daje nam gwarancję odprężenia. Dla mnie ta Autorka jest właśnie takim balsamem na trudy życia. Wiem, że bez względu na to, po którą z jej powieści sięgnę, zawsze otrzymam szczęśliwe zakończenie. Znam jej twórczość na tyle dobrze, aby wiedzieć, czego mogę się po niej spodziewać. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała przestać czytać jej książki. Jest to raczej niemożliwe. Choć Nora Roberts nie imponuje w kwestii klasycznych romansów, to jednak powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym tworzy na bardzo dobrym, wysokim, poziomie. Tak więc jeżeli potrzebujecie odprężenia przy lekturze, to możecie śmiało sięgnąć po Port macierzysty.








* N. Roberts, Port macierzysty, Wyd. Książnica, Katowice 2007, s. 41.