Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paullina Simons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paullina Simons. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 stycznia 2017

Paullina Simons – „Pieśń o poranku”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: A Song in the Daylight
Przekład: Katarzyna Malita





Kiedy człowiek czuje, że ma już wszystko, a życie obeszło się z nim naprawdę łagodnie w porównaniu do innych, wówczas zaczyna zastanawiać się nad celem swojej dalszej egzystencji. Możliwe, że popadł już w rutynę, a codzienne czynności wykonywane do tego samego schematu nie sprawiają mu takiej przyjemności, jak miało to miejsce kiedyś. Matka, która spędza całe dnie w domu, opiekując się dziećmi nierzadko czuje, że życie wymyka jej się z rąk i tak naprawdę nic dobrego już jej nie czeka, choć najmocniej na świecie kocha swoją rodzinę i oddałaby za nią życie. Mąż większość czasu spędza w pracy i jedyne, co go interesuje, to ciepły obiad na stole oraz zapewnienie bliskim egzystencji na godnym poziomie. Takie rozumowanie nie jest złe, dopóki nie przysłoni innych istotnych spraw. Bywa bowiem tak, że małżonkowie uparcie podążają tą samą drogą już od wielu lat, nie mając ani czasu, ani ochoty na zmianę. Wtedy może zdarzyć się tak, że nieoczekiwanie ktoś inny pojawi się w ich życiu i pokaże im, że przecież jeszcze nie wszystko stracone i można żyć inaczej. Wystarczy tylko podjąć odważną decyzję i pozwolić porwać się emocjom, idąc za głosem serca.

Rutyna, która tak uwierała przez ostatnie lata przykładnego małżeńskiego życia może zatem odejść w zapomnienie, bo oto nagle przed naszymi oczami pojawi się zupełnie inna perspektywa, a ktoś właśnie uświadomi nam, że najwyższa pora, aby znów zacząć myśleć tylko o sobie. Nasze pragnienie zmiany życia będzie wówczas tak ogromne, że odrzucimy wszelkie wyrzuty sumienia i pójdziemy za tym, co dyktuje nam serce. Niestety, nie zawsze decyzje podejmowane pod wpływem emocji są rozważne. Często zdarza się tak, że w ich wyniku krzywdzimy tych, którzy do tej pory stanowili sens naszego życia i obdarzali nas bezgranicznym zaufaniem. Czy zatem warto jest porzucić męczącą rutynę i zacząć życie z kimś nowym, z dala od tego, czemu poświęciliśmy większość swojego życia? Czy budowanie własnego szczęścia na nieszczęściu bliskich naprawdę przyniesie nam spełnienie? Możliwe, że na początku tak właśnie będzie, lecz po jakimś czasie – kiedy już opadną emocje – będą nas maltretować wyrzuty sumienia, a umysł stale będzie nam podsuwał obrazy z przeszłości i twarze bliskich, których porzuciliśmy, aby zacząć żyć inaczej. Może jednak lepiej spróbować coś zmienić w towarzystwie tych, którzy dzielą z nami życie?

W takich sytuacjach, jak ta opisana powyżej bardzo często w grę wchodzi prowadzenie podwójnego życia, które nierzadko wiąże się ze zdradą małżeńską. Powszechnie przyjęło się, że to rodzina jest najważniejsza, lecz istnieje ryzyko, że jest to tylko utarty banał, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wielu ludzi porzuca ją, aby zacząć nowy etap życia. Tak właśnie postąpiła główna bohaterka powieści Paulliny Simons – czterdziestoletnia Larissa Stark. Kobieta posiada wszystko to, o czym inni mogą jedynie pomarzyć. Otóż ma kochającego męża i troje wspaniałych dzieci. Starkowie żyją na naprawdę wysokim poziomie, choć zawodowo pracuje tylko Jared. To on zajmuje się domowym budżetem. Mężczyzna jest zatrudniony w Prudential, więc zna się na finansach, jak nikt inny. Poza tym zarabia naprawdę dużo, a to pozwala na to, aby jego rodzina nie narzekała na brak pieniędzy. Larissa zajmuje się dziećmi, choć tęskni za pracą zawodową. Kiedyś zajmowała się teatrem, a nawet zdarzało jej się wyreżyserować jakąś sztukę. Wie jednak, że rodzina jest najważniejsza i to jej należy poświęcić swój czas. Z drugiej strony kobieta nie ma go zbyt wiele, aby móc pracować. Zajmowanie się domem jest dla niej naprawdę niezwykle absorbujące, pomimo że zatrudnia pomoc domową.


Ratusz w Summit w stanie New Jersey
W budynku znajdują się posterunek policji, sala sądowa, garaż
oraz wiele innych pomieszczeń. 

fot. Tom Sulcer
źródło


Starkowie żyją jak typowa amerykańska rodzina. Mieszkają w Summit, miasteczku leżącym w stanie New Jersey. Posiadają przyjaciół, z którymi spotykają się dość często. Podczas tych spotkań dyskutują na rozmaite tematy, nawet na te zahaczające o filozofię. Oczywiście każdy z przyjaciół posiada swoje własne problemy, którymi dzieli się z resztą towarzystwa. Wygląda więc na to, że wszyscy mogą liczyć na siebie wzajemnie. W dodatku Larissa utrzymuje też kontakt z przyjaciółką z dzieciństwa, która obecnie mieszka na Filipinach, gdzie wraz ze swoim narzeczonym angażuje się we wszelkiego rodzaju protesty przeciwko władzy. Czego zatem można chcieć więcej? Okazuje się, że Larissa jednak nie do końca jest zadowolona ze swojego życia. Męczy się w zamknięciu i rutynie dnia codziennego. Pragnie znów być aktywna zawodowo, dlatego też jeden z przyjaciół spieszy jej z pomocą i proponuje pracę w swoim teatrze. Nie jest to jednak to, o czym kobieta marzy, pomimo że przyjmuje jego ofertę, bo przecież lepsze to niż nic.

Kiedy zbliżają się czterdzieste urodziny Larissy, jej mąż Jared pragnie zrobić żonie niespodziankę. A ponieważ stać go na kosztowny prezent, zabiera ją do salonu samochodowego, gdzie kupuje jej sportowego jaguara. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że właśnie przyczynił się do rozpadu własnej rodziny. Otóż okazuje się, że jednym ze sprzedawców w salonie jest młody, dwudziestoletni chłopak, którego Larissa już kiedyś spotkała. Od tego momentu zaczyna się podwójne życie Larissy Stark, o którym ani Jared, ani tym bardziej dzieci nie mają pojęcia. Kobieta jest mistrzynią w tym, co robi. Jej kamuflaż jest tak doskonały, że nikt nie ma najmniejszego pojęcia, iż ta wzorowa żona i matka w każdy poniedziałek na kilka godzin opuszcza rodzinę, aby uprawiać gorący seks ze swoim młodym kochankiem. Pewnego dnia Larissa Stark zwyczajnie znika, nie pozostawiając żadnych śladów, które mogłyby pomóc w zrozumieniu tego, co się z nią stało. Czy wyjechała? A jeśli tak, to w czyim towarzystwie? A może uległa jakiemuś wypadkowi i teraz leży gdzieś nieprzytomna albo nieżywa? Dlaczego opuściła męża i dzieci, które rzekomo tak bardzo kochała? Czy jeszcze kiedyś jej bliscy ją zobaczą? Czy Larissa wróci do domu? Może gdy się już wyszaleje i zrozumie, jak wiele straciła, przybiegnie do męża z podkulonym ogonem i będzie go błagać o wybaczenie? Co zrobi zrozpaczony Jared, kiedy już do tego dojdzie? Czy taką zdradę można wybaczyć?

Wydanie amerykańskie z 2010 roku
Wyd. HARPER
Po lekturze Dziewczyny na Times Square, która wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie, postanowiłam sięgnąć po następną powieść Paulliny Simons. Niestety, kolejna książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Możliwe, że stało się tak, ponieważ zbyt wiele od niej oczekiwałam. Oczywiście historia opowiedziana na kartach Pieśni o poranku kryje w sobie drugie dno i stanowi, jak gdyby przestrogę skierowaną do tych osób, które dają ponieść się emocjom i z ich powodu rzucają wszystko, co było dla nich do tej pory naprawdę ważne, aby zacząć nowe życie w miejscu niedostępnym dla ludzi z ich przeszłości. W tej powieści ukryte jest również ostrzeżenie przed łatwowiernością. Larissa ufa bezgranicznie, ponieważ pożądanie fizyczne przesłania jej wszelkie wady swojego dwadzieścia lat młodszego kochanka. Ta różnica wieku sprawia, że oni tak naprawdę nadają na różnych falach, lecz kobieta zupełnie tego nie dostrzega. Może przy chłopaku, który mógłby być jej synem, pragnie się odmłodzić? A może czuje się przy nim atrakcyjniejsza niż przy mężu, który już dawno wkroczył w fazę wieku średniego?

Pieśń o poranku nie należy do najcieńszych książek, dlatego też w pewnym momencie zaczynałam zastanawiać się nad sensem pisania tak grubych powieści, skoro tak naprawdę przez większość akcji czytelnik czuje się jedynie znudzony fabułą. Pierwsze strony tej historii prezentują się zachęcająco, ponieważ Autorka wprowadza nastrój tajemniczości, bo oto nagle znika główna bohaterka i nikt nie wie gdzie ani z kim jest, a potem cofamy się w czasie i poznajemy codzienne życie Starków, które zwyczajnie jest nużące. Najprawdopodobniej to właśnie ta nuda, która udziela się także czytelnikowi, spowodowała, że Larissa zapragnęła czegoś więcej. Podobnie jak sam czytelnik. On również pragnie czegoś więcej, a tym czymś jest dynamika powieści. Gdyby akcja nie była tak bardzo rozwleczona, wówczas zapewne tę książkę czytałoby się dużo lepiej.

Książka stanowi typową powieść obyczajową, choć w pewnym momencie można ulec złudnemu wrażeniu, że będzie także zawierała elementy kryminału. Nie jest to historia, która może porwać czytelnika, natomiast jedynym zaskoczeniem jest tutaj jej zakończenie. Niestety, na ten emocjonalny szok musimy czekać aż do ostatniego rozdziału. Oczywiście przez cały ten czas możemy analizować postępowanie Larissy Stark i oceniać ją krytycznie lub tłumaczyć jej zachowanie. Do mnie ta postać zupełnie nie przemówiła i przez cały czas stałam po stronie Jareda Starka, ponieważ to on jest tutaj najbardziej pokrzywdzony. Oczywiście są też dzieci, które w niczym nie zawiniły, a jednak również mocno cierpią. Niemniej, to nie moja antypatia względem głównej bohaterki sprawiła, że książki nie oceniam za dobrze, choć z drugiej strony mogłabym przyznać, że po zaginięciu kobiety akcja nieco nabiera tempa. W moim postrzeganiu tej książki jest zatem trochę sprzeczności, lecz nie zmienia to faktu, że po Pieśni o poranku oczekiwałam czegoś zgoła innego i lepszego w wykonaniu.

Możliwe, że powieść przypadnie do gustu wielbicielom twórczości Paulliny Simons, którzy okażą się bezkrytyczni w jej ocenie. Z kolei czytelnicy lubiący klasyczne powieści obyczajowe też nie powinni poczuć się rozczarowani. Jeśli natomiast chodzi o sceny erotyczne, to jest ich tutaj całkiem sporo, co może przyciągnąć uwagę tych, którzy lubią w powieściach nieco pikantniejsze wątki, choć mimo to Pieśni o poranku na pewno nie można zaliczyć do literatury erotycznej. Mam nadzieję, że inne książki Paulliny Simons bardziej mnie wciągną. Czekam zatem co najmniej na powtórkę wrażeń, które otrzymałam po przeczytaniu Dziewczyny na Times Square.








wtorek, 6 grudnia 2016

Paullina Simons – „Dziewczyna na Times Square”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: The Girl in Times Square
Przekład: Katarzyna Malita





Czasami w życiu człowieka przychodzi taki moment, kiedy świat wali mu się na głowę i tak naprawdę tylko cud może sprawić, że wszystko skończy się dobrze. Niestety, o ile cuda się zdarzają, to bardzo rzadko. Przeważnie ludzie ze swoimi tragediami muszą borykać się sami. Gdy otrzymują wsparcie rodziny i przyjaciół, wówczas łatwiej im znosić przeciwności losu. Gorzej natomiast dzieje się wtedy, gdy zostają całkiem sami w swoim nieszczęściu i nie mogą liczyć nawet na najbliższych. W dodatku brakuje pieniędzy, żeby zapłacić choćby tylko czynsz za mieszkanie, nie mówiąc już o jakichś większych wydatkach i zakupach, które w tym trudnym czasie sprawiłyby przyjemność. Z powodu braku pieniędzy trudno jest też mówić o sfinansowaniu kosztownego i długiego leczenia. Co wtedy robić? Usiąść i płakać? Popaść w rozpacz, nie widząc już żadnej drogi przed sobą? A może warto zaczekać, aż karta się odwróci i dobry los uśmiechnie się do człowieka?

Główna bohaterka książki Paulliny Simons staje właśnie w obliczu życiowej tragedii i wydaje się, że będzie musiała zmagać się z nią sama. Lily Quinn ma jedynie dwadzieścia cztery lata. Jest rok 1999, czyli czas, kiedy ludzie już niedługo entuzjastycznie będą wkraczać w XXI wiek. Dziewczyna mieszka w Nowym Jorku w dość obskurnej dzielnicy. Lokum, które wynajmuje też nie jest najpiękniejsze. Lily dzieli je z przyjaciółką – Amy McFadden – i chłopakiem, który już niedługo przyjmie status byłego partnera. Joshua właśnie się wyprowadza, ponieważ nagle uznał, że z Lily jakoś nie jest mu po drodze. Na szczęście dziewczyna nie zostaje zupełnie sama, bo wszak ma jeszcze Amy. Dziewczyny bardzo dobrze się dogadują, a Lily wydaje się, że koleżanka nie ma przed nią żadnych tajemnic. Czyżby?

Tak naprawdę można powiedzieć, że życie Lily Quinn nie różni się niczym od tego, jakie prowadzą statystyczni młodzi Amerykanie. Przecież każdemu może zdarzyć się, że zabraknie mu punktów, aby zdać końcowy egzamin na studiach, i w związku z tym nie odebrać dyplomu. Brak pieniędzy też nie jest niczym dziwnym, ponieważ młodzi studiujący ludzie z reguły szukają finansowego wsparcia u rodziców. Lily robi dokładnie to samo, pomimo że pracuje. Niemniej zarabia zbyt mało, aby móc się utrzymać w Nowym Jorku. Dziewczyna jest najmłodszym dzieckiem swoich rodziców. Pomiędzy nią a starszym rodzeństwem jest spora różnica wieku, dlatego też wszyscy traktują ją niczym dziecko, któremu do prawdziwej dorosłości jeszcze sporo brakuje, jak gdyby zapominali, że Lily ma już dwadzieścia cztery lata. Możliwe, że dzieje się tak dlatego, iż dziewczyna swoim zachowaniem wcale nie przypomina osoby dorosłej. A może jest to jedynie złudzenie? Może Lily nie miała jeszcze okazji udowodnić swojej dorosłości?

Polskie wydanie z 2006 roku.
Rodzina Quinnów nie należy do ubogich, dlatego też może dziwić fakt, że nasza bohaterka mieszka w tak bardzo obskurnym mieszkaniu. Starsze siostry są już od dawna na swoim i prowadzą ustabilizowane życie u boku mężów, natomiast brat jest kongresmenem z poważnymi planami politycznymi na przyszłość. On również – jak na przykładnego polityka przystało – posiada ustabilizowane życie rodzinne. Oprócz rodziców i rodzeństwa, Lily Quinn ma jeszcze babcię, którą bardzo kocha i regularnie raz w tygodniu ją odwiedza. Z babcią jest pewien problem, bo oto pewnego dnia przestała nagle wychodzić z domu. Dlaczego? Co takiego spowodowało, że starsza pani za nic nie chce opuścić swojego mieszkania na Brooklynie? Czy ta sytuacja ma jakiś związek z jej przeszłością? Bo trzeba wiedzieć, że Claudia Rose Vail, znana niegdyś jako Klavdia Róża Venkiewicz, urodziła się w Gdańsku, lecz gdy Niemcy napadli na Polskę, kobieta uciekła z okupowanego kraju. Tamte dramatyczne wydarzenia wciąż stoją staruszce przed oczami i przy każdej okazji raczy nimi swoją wnuczkę, która nie ma najmniejszego pojęcia o tym, czym była druga wojna światowa. Nie może więc wczuć się w sytuację Claudii, bo zwyczajnie jej nie rozumie. Może jedynie wysłuchać i pokiwać głową, zaś już po chwili zmienić temat rozmowy.

Gdyby Lily Quinn nadal prowadziła takie życie, jakie zostało opisane powyżej, wówczas na pewno nie zainteresowałoby ono czytelnika. Dlatego też pewnego dnia życie bohaterki zostaje wywrócone do góry nogami i tak naprawdę nie wiadomo czy Lily wyjdzie z tego cało. Wszystko dzieje się bowiem bardzo szybko. Oto któregoś czerwcowego dnia nagle bez wieści znika Amy McFadden i nikt nie ma choćby najmniejszego pojęcia o tym, dokąd mogła się udać. Od samego początku policja prowadzi śledztwo, lecz nie natrafia na żaden ślad dziewczyny. Nikt, kogo przesłuchuje detektyw Spencer O’Malley nie jest w stanie podać informacji, które przynajmniej w niewielkim stopniu mogłyby popchnąć sprawę do przodu. Co zatem stało się z Amy? Gdzie jest? Dlaczego zniknęła tak nagle, nie zabierając ze sobą żadnych dokumentów? Czy uda się ją odnaleźć? Czy żyje? A może ktoś ją zamordował? Jeśli tak, to komu się naraziła? Z kim zadarła? W co się wplątała? Na razie na te wszystkie pytania nie ma ani jednej odpowiedzi.

Niestety, wygląda też na to, że los postanowił jeszcze bardziej doświadczyć Lily, jakby zniknięcie przyjaciółki, brak porozumienia z matką i odejście chłopaka były zbyt małym obciążeniem dla jej psychiki. Otóż dziewczyna dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, a jej szanse na przeżycie są minimalne. Jeżeli nawet uda jej się wyjść z choroby, to będzie to graniczyć z cudem. Jedyne, co teraz Lily musi zrobić to poddać się leczeniu i zaufać lekarzowi, który przecież nie ma dla niej zbyt optymistycznych wieści. W dodatku rysuje przed dziewczyną perspektywę bardzo wyczerpującej i wyniszczającej organizm terapii, która albo jej pomoże, albo zaprowadzi prosto do grobu. Czy Lily znajdzie w sobie na tyle dużo siły, aby poddać się leczeniu? Czy będzie walczyć? A może pogodzi się z losem i będzie czekać już tylko na śmierć? Przecież jest taka młoda. Ktoś powiedziałby, że całe życie jeszcze przed nią. Czy w tej sytuacji nie brzmi to jak utarty banał? 


Widok na Times Square 


Dziewczyna na Times Square to pierwsza powieść Paulliny Simons, jaką przeczytałam. Nazwisko Autorki nie jest mi jednak obce, ponieważ wokół jej powieści czytelnicy i wydawcy na całym świecie robią tak wiele szumu, że nie sposób tego nie zauważyć. Swoją przygodę z twórczością Paulliny Simons nie rozpoczęłam jednak od słynnej trylogii o losach Tatiany i Aleksandra (Jeździec Miedziany, Tatiana i Aleksander i Ogród letni), lecz od powieści autonomicznej, a zrobiłam to na wypadek, gdyby proza Autorki nie przypadła mi do gustu. Mogło się bowiem zdarzyć, że po lekturze Dziewczyny na Times Square nie chciałabym już sięgnąć po kolejną jej książkę. Natomiast jeśli czyta się trylogię bądź cykl powieściowy, wówczas wypadałoby je skończyć. Przynajmniej takie jest moje zdanie. W związku z czym bezpieczniej jest zacząć od powieści autonomicznej, jeśli nie zna się twórczości danego autora/autorki. W tym przypadku okazało się jednak, że będzie ciąg dalszy i już czeka na mnie kolejna powieść Paulliny Simons.

Jedno z wydań amerykańskich.
Wyd. HARPER (2008)
Historia Lily Quinn niesamowicie mnie poruszyła. Do tej pory poznałam dwie książki dotykające podobnego problemu. Są to Love Story Ericha Wolfa Segala (1937-2010) oraz Jesienna miłość Nicholasa Sparksa, na podstawie której w 2002 roku powstał film zatytułowany Szkoła uczuć. Love Story również sfilmowano, a było to w 1970 roku. Tym razem na kartach książki również spotykamy śmiertelnie chorą dziewczynę i do szaleństwa zakochanego w niej mężczyznę. Tak naprawdę nie wiadomo jak skończy się ich związek, lecz mimo to sporo straszy od Lily mężczyzna sprawia, że ta choć przez chwilę może poczuć się wyjątkową i kochaną. Czuje się tak nawet wtedy, gdy z powodu chemioterapii traci włosy, a choroba z każdym dniem wyniszcza jej organizm, sprawiając, że w końcu wygląda niczym zombie. W pewnym momencie nic już z Lily nie zostaje, a przy życiu trzyma ją chyba tylko miłość. Można zatem zadać sobie pytanie, dlaczego prawdziwe uczucie przyszło tak późno? Dlaczego prawdziwa miłość czekała do chwili, gdy Lily stanie nad grobem? Jaki jest tego cel? A co z mężczyzną, który jest przy dziewczynie niemalże o każdej porze dnia i nocy, jeśli tylko praca i inne obowiązki mu na to pozwalają? Przecież już niedługo może zostać sam. Czy zatem jest sens wiązać się z kimś, kto w każdej chwili może umrzeć? Po co narażać się aż na takie cierpienie? Może lepiej odejść i znaleźć sobie kogoś zdrowego, z kim dałoby się założyć rodzinę?

Paullina Simons nie skupia się jednak tylko na romansie, który de facto wymaga od bohaterów naprawdę sporo poświęcenia i wewnętrznej siły. Oprócz tego, że przez całą powieść czytelnik trzymany jest w napięciu i wciąż zastanawia się, czy Lily Quinn przeżyje, myśli także o tym, co takiego stało się z młodziutką Amy McFadden. Policja wciąż błądzi we mgle pomimo że ma jakieś podejrzenia, ale to przecież tylko podejrzenia, a nie twarde dowody. Bardzo dużo miejsca Autorka poświęca relacjom rodzinnym, które nie należą do najlepszych i najłatwiejszych. Bohaterowie przede wszystkim mają problem sami ze sobą, a to nie pozwala im nawiązać poprawnych więzi rodzinnych. W życiu każdego człowieka są rzeczy ważne i ważniejsze, lecz postacie funkcjonujące na kartach książki czasami zupełnie tego nie dostrzegają. U nich na pierwszy plan wysuwają się sprawy, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia, kiedy w grę wchodzi dobro drugiej osoby.

Paullina Simons ogromny nacisk kładzie również na problem alkoholowy. Są bowiem tacy bohaterowie, którzy w ogóle nie radzą sobie ze swoim alkoholizmem. Nie mają w sobie na tyle wewnętrznej siły, aby móc ostatecznie zerwać z nałogiem, choć niekiedy potrafią nad nim zapanować. Czasami jednak nie zdają sobie sprawy z tego, że ich alkoholizm nie tyle wyrządza szkodę im samym, co ich bliskim. Musi zatem wydarzyć się coś naprawdę dramatycznego, aby mogli zrozumieć, że problem znajduje się po ich stronie, a z nie po stronie otoczenia. Trudno jest im też przyjąć pomoc od innych, ponieważ tkwią w przekonaniu, że to nie oni są winni, lecz ci, którzy dzielą z nimi życie.

Moim zdaniem Dziewczyna na Times Square to powieść poruszająca ważne kwestie życiowe i zmuszająca czytelnika do zastanowienia się nad własnym postępowaniem. Problemy, z którymi zmagają się bohaterowie są identyczne z tymi, jakie dotykają zwykłego śmiertelnika. Każda z postaci wykreowanych na potrzeby książki jest niesamowicie autentyczna. To są ludzie podobni do tych, z którymi większość z nas mogła mieć styczność w swoim życiu. Gdybym musiała opisać tę historię jednym słowem, to użyłabym przymiotnika smutna. Pomimo że Paullina Simons stara się nie przygnębiać czytelnika i w związku z tym operuje słownictwem, które czasami może wywołać uśmiech na twarzy osoby czytającej, to jednak całość przenika smutek i wrażenie, że ta opowieść nie będzie mieć szczęśliwego zakończenia.