Wiedzma bloguje (Czarownicująca): DIY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Misja szampon - mydło potasowe rzepakowe - podejście pierwsze



Hej :)

Dawno nie pisałam o kosmetykach, co nie znaczy, że ich nie robię. Obecnie w tym temacie pochłonęło mnie mydlenie. Tylko w tej chwili strzykło mnie w plecach i nie wystoję przy blenderze, pozostaje mi pisać na ten temat. I mogę planować :D

Z mydłami (od strony użytkowej) wiąże się sporo mitów, są przeciwnicy i zwolennicy. Do mnie najbardziej przemawia to, że mydła to zupełnie inny dział chemii i dają nowe możliwości.

Teraz na tapecie mydła potasowe. Mydło potasowe rzepakowe jest popularne w kręgach mydlarskich jako mydło do sprzątania :) Co nie znaczy, że do skóry się nie nadaje, po prostu jest tanie. Ale jest wdzięczne jako baza - można do niego dodać olej pielęgnacyjny, olejki eteryczne, drobinki, można mieszać z innymi mydłami potasowymi by otrzymać inne właściwości. Można zrobić mydło w płynie na naparach ziołowych i hydrolatach. Cudowna sprawa z mydłami (robionymi na ciepło) polega na tym, że mogę osobno zaprojektować siłę mycia i osobno działanie pielęgnacyjne :D
W kolejce czeka olej kokosowy na bardzo mocno myjące mydło i olej lniany na mydło lecznicze, na które czekają moim więksi i mniejsi mężczyźni ;)

Mydło rzepakowe to jedno z delikatniejszych. Zaplanowałam je na 2% przetłuszczenia (czyli mydło "bez właściwości pielęgnacyjnych" ale z marginesem bezpieczeństwa wykonania). Mydło rzepakowe ma podobne właściwości do oliwkowego, np popularnego czarnego mydła savon noire.
Według popularnego kalkulatora mydlanego soapcalc ma siłę mycia 0, ale wszyscy mydlarze wiedzą, że to jeszcze o niczym nie świadczy, mydła oliwkowe też mają poziom 0 a to najlepsze mydła dla wrażliwców, a SN nawet niekoniecznie ;)
Mydło rzepakowe jest szalenie delikatne, ale zdecydowanie pieni się i myje.



W roli szamponu - zależy mi mocno na zmiękczaniu naskórka i łagodności dla skóry, co potasiaki zapewniają. W następnej kolejności postaram się o działanie odkażające na wieczny łupież. Nie wiem jeszcze, jak pogodzę łagodność dla skóry z mocnym myciem, którego wymagają moje niskoporowate włosy. Na koniec nadam mieszance postać płynu, łatwiej będzie rozprowadzić taki na włosach :D Pojawił się też problem osadu z mydła w bardzo twardej wodzie, ale nie takie rzeczy Wiedźma pokonała ;)

Do brzegu!
Jeśli ktoś z Was myje włosy mydłami, to skorzystam z porad, jak robić to sprawniej.

Wtarłam pastę mydlaną w zmoczony skalp, spieniłam, bardzo dokładnie wypłukałam, pamiętałam o kwaśnej płukance (na kwasku cytrynowym, chyba przesadziłam i była za mocna).

Efekt - włosy umyte, skalp odświeżony i czysty (i bez łupieżu!!!), pewna sztywność która przypomina mi skutki zabawy z glinkami, czyli pewnie osad mydlany z twardej wody, włosy początkowo szorstkie, co częściowo przeszło po nocy (czyli pewnie domknęła się łuska włosa). Obyło się bez odżywki i silikonów.


Po myciu "zwykłym szamponem" są z powrotem domyte ale i szorstkie, przy myciu trochę wypadło i wrócił łupież.

Na koniec ciocia Wiedźma przypomina, że zabawy z pH mogą zaszkodzić wrażliwej skórze i delikatnym włosom.


Tymczasem życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :D


czwartek, 25 maja 2017

Wiedźma mydli - część druga


Cześć!
Dzisiaj znowu będzie mydełkowo. I o tym, jak mydlenie zaskakuje.
Powyższy kolaż przedstawia efekt mydlenia z kilku ostatnich miesięcy.

Zacznę od ulubionych!

To mydełko na bazie rzepakowo-kokosowej (70:30) z dodatkiem dziegciu brzozowego. Powstało dla mojego K, który zużywa mi wszystkie dziegciowe kosmetyki, bo zapach mu się dobrze kojarzy.
Mydełko wyszło - hm... aromatyczne ;) pielęgnujące i bardzo miękkie. Rzepak daje miękkie mydło - zapamiętać!


Piękne różowe :D O ziołowym zapachu i naturalnym kolorze - z wywaru z korzenia rabarbaru. Wywar w trakcie ługowania wyglądał paskudnie, ale przerodził się w cudeńko :> Baza mydlana - rzepak, smalec i alkohol cetearylowy (utwardza kostkę). Mydło długo dojrzewało. Dzisiaj użyłam po raz pierwszy - i odpukać! jest przyjemne :)

A to moje mam-mieszane-uczucia:

Mamy koniec maja, a mydła jeszcze nie dojrzały. Zostało im bardzo wysokie pH. Z braku papierków mierzyłam odczyn kurkumą. Metoda nie jest superprecyzyjna, ale za to jaka malownicza :)


Tyle o mydłach :)

Ściskam!

piątek, 24 lutego 2017

Przepis na pączki (bez glutenu i mleka, mało cukru)



Witajcie :)

Tłusty Czwartek był co prawda wczoraj, ale udało mi się zrobić (drugi rok z rzędu) pyszne i proste pączki, więc chciałam podzielić się z Wami przepisem :)

Pączki są tanie, mają niewiele składników i mogą nie zawierać alergenów (tu: glutenu ani mleka), które często występują w pączkach gotowych. Ba, można powiedzieć, że są zgodne z zasadami diety paleo ;)

Robi się je prosto i szybko, można zmieniać składniki zależnie od stanu zapasów. 

Czego nie mają, to nadzienia - bo nie potrzeba - i szczególnych wartości odżywczych - bo to z założenia grzeszna przekąska.

Inspiracja pochodzi z bloga Życie bez glutenu

Składniki:
  • 1 szklanka wody
  • 150 g tłuszczu stałego (mieszanka smalcu, oleju kokosowego i olejów roślinnych o neutralnym smaku i zapachu, w tym roku był sam smalec wieprzowy i wyszło pysznie!)
  • 180 g mąki ziemniaczanej (zamiennie: 150g mąki ziemniaczanej i 30g mąki kokosowej, żeby było bardziej fancy)
  • 2 łyżeczki cukru - np trzcinowego waniliowego domowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy) - opcjonalnie
  • 2 g soli (1/4 łyżeczki)
  • 2 jaja
  • 2 przejrzałe banany
  • olej do smażenia o neutralnym zapachu (np słonecznikowy)
  • cukier puder do posypania

Najpierw w rondelku podgrzewamy tłuszcz z wodą, aż się rozpuści i zagotuje. W tym czasie w pojemniku miksujemy jajka z bananami, dodamy je pod koniec. Składniki sypkie mieszamy, aż nie będzie grudek. Do gorącego "rosołku" dodajemy stopniowo zmieszane składniki sypkie, miksując energicznie. Rosołek zmienia się w budyń, a pod koniec ma przypominać ziemniaczane puree. Na sam koniec dodajemy rozbełtane bananowe jajka i też szybko miksujemy (szybko się ścinają).

Pozostaje tylko smażenie! Do rozgrzanego oleju nakładamy porcję masy - najlepiej ok. pół łyżki i smażymy do brązu, co trwa kilka minut na partię. W przyszłym roku może wypróbuję nakładać ciasto z worka w formie paluchów?
Im mniejszy pączek, tym bardziej przypomina ciasto - w większych wnętrze przypomina raczej budyń, wilgotny i lepki.
Pączki mają nieregularne kształty, niektóre wyglądają jak andrzejkowe wróżby :)


Gotowe pączki wyławiamy cedzakiem lub łyżką i układamy na papierowym ręczniku, by wchłonął się nadmiar tłuszczu. Gotowe można posypać cukrem pudrem, żeby było bardziej pączkowo :D

Uwaga! Ostrzegam przed kosztowaniem, zanim pączki wystygną! Wnętrze jest wilgotne i bardzo długo utrzymuje temperaturę, można się poparzyć!



Gotowe pączki są chrupiące z wierzchu i wilgotne i puszyste w środku. Smak banana jest wyczuwalny ale nie dominuje. Smakują trochę jak pączki a trochę jak faworki. Są przepyszne i ciężko się od nich oderwać.

Z podanej ilości składników wyszło około 25 pączków, oczywiście ilość zależy od wielkości porcji. Wszystkie zniknęły do rana za pośrednictwem dwóch podjadaczy :)
Przygotowanie ich zajęło około pół godziny. Nieco dłużej wietrzenie kuchni ;)

A do popicia bardzo polecam gorącą herbatę, dobrą na trawienie ;)


Nie planowałam tego wpisu, dlatego jakość zdjęć jest, jaka jest ;] Ale przepis jest zbyt dobry, żeby się nim nie podzielić!

A może znacie jakieś nietypowe przepisy na słodkości?

Ściskam!

wtorek, 3 stycznia 2017

Wiedźma mydli czyli opowieść o mydlanym DIY



Witam gorąco (na przekór aurze :D) u progu nowego roku!

Przez internety przelewa się fala podsumowań minionego roku i planów na obecny.

Poniższy wpis niejako wpisze się w ten schemat. Kilka miesięcy temu wreszcie odważyłam się przejść na mydlaną stronę mocy i zdecydowanie jest to doświadczenie, o którym chcę Wam opowiedzieć :D

Internet pełny jest świetnie napisanych poradników, więc podlinkuję kilka z nich na końcu wpisu, a tutaj skupię się na wrażeniach :)

Po pierwsze, przed wykonaniem pierwszego mydła warto trochę poczytać. Spore trochę ;] Zmydlanie rządzi się innymi prawami niż emulgacja i każdy tłuszcz (i dodatek!) będzie zachowywał się inaczej. Można też oszczędzić sobie kłopotu i skorzystać z gotowego przepisu, których wiele jest w internecie :) Dla bardziej ambitnych są kalkulatory mydlane, które pomogą ustalić proporcje składników i orientacyjne właściwości mydła.

pierwsze mydełko w pełnej krasie! :)
zawiera olej kokosowy, rycynowy, słonecznikowy i smalec
urodzone we wrześniu
Mydlenie jest o tyle cudne, że możemy sami wybierać siłę mycia, poziom nawilżania, jakość piany itp. Niewielki wpływ mamy tylko na pH, które niestety zawsze będzie co najmniej lekko zasadowe.

Mydlenie uczy cierpliwości, bo w procesie jest kilka etapów oczekiwania. Najpierw na zmydlenie olejów, potem na dojrzewanie mydła. Świeże mydła tragiczne w użyciu, wszyscy ostrzegali ale i tak musiałam sprawdzić :)

Na początku przygody nie trzeba wydawać majątku na sprzęt i składniki. Najlepsze mydełka wychodzą z taniej oliwy pomace czy oleju rzepakowego, nie wspominając o dżemie ze świni ;) a o niepotrzebne garnki i blender można wypytać znajomych, a nawet używać tych co do jedzenia, o ile są z odpowiednich materiałów. Jako foremki można użyć... śmieci, np karton po soku albo pudełko po serku z PP.

mydełko z oliwy (pomace) - bez dodatków
jak na razie mój faworyt

Co koniecznie trzeba przeczytać i STOSOWAĆ to mydlane BHP. Bez rękawiczek i okularów nie podchodź.

Po pierwszej próbie zrobiłam kilka partii mydełek z jednego rodzaju oleju, z przetłuszczeniem około 5%. Nie każdy olej nadaje się do takich zadań, bo nie każdy kwas tłuszczowy się zmydli. W pełni zmydlają się kwasy nasycone długie i krótkie oraz oleinowy (omega-9) i rycynowy, a omega-3 i 6 nie zmydlają się wcale i pozostają jako składnik pielęgnujący. Stąd mydło 100% lniane by po prostu nie wyszło.

Mydło 100% oliwkowe daje mydełko o kremowym kolorze i łagodnym zapachu. Ma kremową piankę i jest bardzo łagodne dla skóry, acz nieźle domywa. Mój faworyt do rąk!

Mydło 100% kokosowe jest bardzo twarde (ostre krawędzie!!!), bardzo szybko dojrzewa i mocno się grzeje, daje obfitą pianę i bardzo mocno myje. Nawet przy 10% przetłuszczenia jest dla mnie za mocne ale od czego są większe przetłuszczenia :) Pachnie olejem kokosowym, co mi okazało się przeszkadzać.
Faworyt mojego mężczyzny - domyje każdy brud i "wreszcie jakaś piana" :P

Mydło 100% ze smalcu wieprzowego ma właściwości podobne do oliwkowego, jest bielsze i pachnie smalcem. Bardzo przyjemne w użyciu, zapach nie utrzymuje się długo na skórze. Bardzo długo się obijało i bez asystenta mogłabym się poddać :)

mydło "tradycyjne" 100% smalec
uwaga powiew artyzmu - gryzmoł z glinką szarą i kawą :D

Byłam niecierpliwa i część mydełek powstała metodą piekarnikową, żeby przyspieszyć etap zmydlania. Te mydła są brzydsze, jest na nich osad i bąbelki a mydło kokosowe skipiało w piekarniku (uwaga przypalony kokos śmierdzi ;] ).

Następna ciekawostka :D Ciężko ubija się ilość tłuszczu mniejszą niż 0,5kg, więc produkcja mydła jest siłą rzeczy masowa. Albo będziemy zużywać je przez długi czas (na szczęście są trwałe i niektóre wręcz lubią długie leżenie) albo będziemy regularnie uszczęśliwiać znajomych ;)



Następne mydła planuję już mieszane i powoli dojrzewam do dodatków - olejków eterycznych i naparów zamiast wody pod ług, a kiedyś w dalszej przyszłości może mydła potasowe, np savon noir? :)

MISJA: MYDEŁKO DO MYCIA WŁOSÓW
Mydło kokosowe powstało z myślą o myciu włosów, gdyż ciągle nie znalazłam szamponu, który by się u mnie sprawdził. Skorzystałam z gotowego przepisu na mydło do mycia włosów.


Kolejnej próby nie było, bo zapach mydła i octu na włosach doprowadził mnie do szału, ale efekty były i tak lepsze, niż np po mydłach ziołowych rosyjskich, polecanych do mycia włosów właśnie, po których miałam siano i skalpową bonanzę ;]

Nie ma co, mydlenie wciąga! :) Potem nic już nie jest takie samo :P

Co sądzicie o domowych mydłach?
A może w inne rejony kosmetycznego DIY zawiało Was ostatnio?
Piszcie śmiało :D



Obiecane linki:
Piana Mydlana - facebookowa grupa wsparcia dla anonimowych mydlarzy ;)
Mydło w domu - świetny poradnik z popularnym kalkulatorem w zestawie
Mydelnica - blog o mydleniu. Autorka jest na etapie, z którego nie ma odwrotu i nawet pastę do zębów mydli własną ;]
Soap-making essentials - kompendium wiedzy dla anglojęzycznych

niedziela, 16 października 2016

Pielęgnacja włosów dla młodej damy




Cześć!
Grzebałam w przepastnych archiwach bloga i trafiłam na niedokończony wpis (sprzed kilku lat!!).
Była to odpowiedź na list mamy z pytaniem o pielęgnację dla córki.

Córa ma 7 lat,włoski brązowe, z lekkimi jasnymi pasemkami, cienkie. Chciałabym je wzmocnić, niestety nie mam pojęcia czym :( Dodam że wypadają jej, nie jakoś specjalnie, ale jak ma spięte to jak ściąga gumki, wtedy ma pełno wyrwanych. proszę o radę :)

Moja odpowiedź wtedy:

Najprostsza rada, jaką mogę dać: z włoskami i z cebulkami obchodzić się delikatnie. 
Jako gumka lepsza będzie miękka frotka, zamiast ciasnego kucyka warkocze.
Rozczesywanie zaczynać od końców i nie czesać włosów, kiedy są wilgotne.

Do mycia - łagodny szampon, np Babydream albo Hipp, one trochę plączą włosy więc nie próbować ich rozplątać, dopóki na włosach nie będzie odżywka.
Jeśli nie przeszkadza Pani inne zastosowanie na etykiecie - balsam do kąpieli dla kobiet w ciąży Babydream fur Mama, zadziała od razu jak szampon z lekką odżywką.

Jako odżywka do spłukiwania - dobre powinny być takie z proteinami pszenicy, np Isana Seidenglanz (różowa) lub Isana HaarKur w tubce, ta: KLIK
Jeśli odżywki do spłukiwania są za ciężkie lub będzie potrzebne coś dodatkowo - odżywka w sprayu bez alkoholu, np Isana Oil Care: KLIK
taka odżywka w sprayu ułatwi rozczesanie kołtunów. Do tego wg mnie pachną owocowo.

Przy takim zestawie może być potrzeba co jakiś czas (np co 2 tyg) użyć silniejszego szamponu, np ziołowego (Barwa, Pollena - dostępne wszędzie, nawet w kioskach).

Polecam kosmetyki z Rossmanna, bo są dobrej jakości w porównaniu do ceny i jest duży wybór w jednym miejscu.
Jeśli nie ma Pani blisko drogerii Rossmann to proszę dać znać, coś wymyślę :)

Wypadanie prawdopodobnie nie jest poważne dopóki włosy nie są wszędzie naokoło, ale może warto przyjrzeć się diecie Pani córki, a jeśli coś panią niepokoi to poprosić lekarza o kompleksowe badania.

Jako, że lubię domowe sposoby i dobrze je wspominam ze swojego dzieciństwa - może warto pokusić się o płukankę z piwa? Wszystko opisane tutaj: KLIK
Żeby wzmocnić cebulki włosów troszkę piwa, nawet nieodgazowanego można wmasować w skórę głowy przed myciem.

Maska z żółtka i oliwy będzie za ciężka, ale może pomóc włosom np po intensywnych wakacjach :)

Pozdrawiam
Wiedźma

Co poradziłabym dziś?

Zapewne inne odżywki, bo te już nie są w sprzedaży - np. Nivea, bo są PEH-owe, mają ładne składy (tzn bez konserwantów, których sama unikam) i ładnie pachną. 
Pomyślałabym o olejowaniu w formie przetarcia włosów kilkoma kroplami oleju albo kremu o ładnym składzie. Albo te nowe olejki Isana HC są obiecujące, widziałam jaki efekt dał babassowy u znajomej pierwszoklasistki :D
Nie pomyślałabym o wcierce z piwa :D Ale popieram zamysł: mała zawartość alkoholu pobudzi krążenie i łagodnie odkazi, zioła i drożdże odżywią mieszki i uregulują wydzielanie łoju.
Zrobiłabym morfologię, żeby wykluczyć skłonności do anemii. 
Ale poza tym - nawet mądra ta wiedźma, skleciła pigułkę i jeszcze przekazała w taki sposób, żeby nie zarzucać mamy lawiną teorii :P Mamy mają i tak swoje na głowie ;]

Ale to wszystko teoria, nie testowałam jej nigdy na 7-letniej dziewczynce i nie wiem, czy się sprawdzi. Jak sądzicie?

Ściskam!
Wiedźma

czwartek, 10 grudnia 2015

Pomysł na... prezent dla brodacza

źródło

Witajcie :)

Chociaż Mikołajki już minęły, chciałam Wam pokazać prezent, jaki przygotowałam dla mojego chłopaka. Może być dla Was inspiracją przed Gwiazdką :)

Co takiego może ofiarować każdemu świadoma naturomaniaczka? Dobry olej i półprodukty oczywiście, bo to najlepsze i najbardziej wszechstronne produkty, jakie znamy :) Jako zaznajomione z tematem możemy dobrać je pod kątem obdarowanego, dzięki temu pozna nasz kosmetyczny światek od razu od dobrej strony.

Tworzenie tego prezentu sprawiło mi wiele frajdy! :) Zarówno poszukiwania odpowiednich produktów jak i szykowanie opisu :) Myślę, że z chęcią stworzyłabym podobne zestawy dla mamy, babci, zapracowanej siostry, która chciałaby spróbować ale nie wie jak zacząć, starszych panów, małych piratów i małych księżniczek.



WYWIAD

Przeprowadziłam wywiad :) Moja ofiara ma cerę normalną, bez większych problemów. Lubi lekkie konsystencje ale nie marudzi posmarowany masłem shea (ciężkie życie nadwornego testera Wiedźmy :P). Włosy są wyłączone z pielęgnacji, ma boskie długie dredy. Daje popalić skórze rąk, jak to facet. Hoduje brodę, ale dla mnie goli wąs.

Odnośnie brody - dowiedziałam się od znajomego brodacza, że razem z modą na brodę pojawiły się całe linie kosmetyków i przyrządów do pielęgnacji skóry twarzy i zarostu. Olejki, balsamy, pomady do stylizacji, grzebienie, specjalne szampony. Mają proste i funkcjonalne opakowania i etykiety trafiające w męskie gusta. Btw - zobaczcie, ile daje marketing, dobra nazwa i ciekawa etykieta :)
Przyjrzyjcie się składom :) KLIK, KLIK - wyglądają... znajomo :D
Pomysły są prześwietne, gdybym miała zacięcie artystyczne (a nie antytalent) - pobawiłabym się jeszcze we własne etykietki, nazwę i logo :D

KOSMETYKI

Co do samych kosmetyków, wybrałam:
  • hydrolat miętowy - ma działanie kojące (np po goleniu) i odświeżające. Dodałam kilka kropli konserwantu, by dłużej służył. Zapach nie utrzyma się długo, ale myślę, że będzie odpowiadać. Nie pachnie super-męsko, ale nie kojarzy się też z babcią, kościołem czy mazidłem na ból stawów :P
  • olejek ze słodkich migdałów - jest jednym z olejów neutralnych i uniwersalnych - o lekkiej konsystencji i delikatnym zapachu, nałożony w małej ilości a zwłaszcza na wilgotną skórę szybko się wchłania, ale da radę ukoić spierzchniętą skórę rąk w zimie. Polecany do masażu, z czego i ja skorzystam :)  Regularne olejowanie zarostu sprawia, że włoski są gładsze i mniej szorstkie (też nie będę narzekać :P ) a skóra pod spodem mniej swędzi. Olej Etja jest w butelce z ciemnego szkła i ma ładną i solidną pompkę, wróżę jej długie życie. I kilka kolejnych ;p
  • pomada DIY - czyli masełko w woskiem pszczelim, masłem shea, olejem rycynowym i z baobabu, czyli moje stare dobre masełko na wszystko. W pierwszej kolejności może służyć jako pomada do uładzenia brody, ale równie dobrze może być pomadką na usta, plastrem na suche skórki i spierzchnięte dłonie, ochronną maścią na mróz i wiatr, a jeśli zapomnę swoich mazideł to i odżywką do paznokci dla mnie :) Składniki są odporne i trwałe, masełko może służyć wiele szczęśliwych miesięcy. 
Oczywiście możliwości jest wiele. Można doprawić olej i masełko olejkami eterycznymi, pomieszać kilka olejów ( to może innym razem), umieszać peeling, dobrać szampon do mycia brody.


Wszystkie produkty są użytkownikoodporne, tzn trwałe, nie wymagają specjalnego przechowywania albo dziwnego stosowania, acz warto zwrócić uwagę ofierze, że jak to naturalsy - mogą się kiedyś zepsuć, więc warto zwrócić uwagę, czy nie zmienia się zapach albo nie rośnie futerko.

OPISY I ETYKIETKI

Koniecznie - dołączyłam opis produktów i przykładowe zastosowanie. Tu można pokazać poczucie humoru i pobawić się nazwami. Wiecie, fanka drogeryjnych produktów nie będzie wiedzieć, co to hydrolat i olej, ale zrozumie tonik i serum. Dziewczynka ucieszy się z magicznej mikstury piękności, babcia z kojącej maści.

OZDOBY I DEKORACJE

Na antytalent artystyczny pomagają gotowe gadżety do ozdabiania, na przykład dziurkacz ze wzorkami gwiazdek, śnieżynek, serduszek, misiów itp. Śnieżynki spryskałam zimowym zapachem i dołączyłam do paczki, by podkreśliły zimowy nastrój. Teraz pałętają się wszędzie :P

Dopisek: Udało mi się znaleźć przykładowe zestawy dziurkaczy w archiwalnych gazetkach Lidla KLIK. Już kilka razy pojawiały się w ofercie, są różne wzory i rozmiary. I tyle możliwości wykorzystania, również w zabawie z dzieciakami :)

Oto moje etykietki, zszyte w książeczkę. Jako, że moja ofiara ma poczucie humoru, nie żałowałam sobie :) Po pierwsze sam kolor - jakże męski róż!







Ofiara uśmiała się podczas czytania książeczki :) 
Mam nadzieję, że będzie zadowolony z kosmetyków.

Jest zachwycony Wazeliną Deluks. Uważa, że powinnam rozpocząć masową produkcję masełek - jak sądzicie?

Co sądzicie o prezentach tego typu?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

wtorek, 4 sierpnia 2015

Włosowe notatki #29 - test aplikacji Blogger na Androida

Witajcie :)
Dzisiejszy wpis to test. Tworzę go w całości na telefonie i jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądał!
Dzisiaj do odnotowania mam dwa wnioski.

Primo.
Chwilowo mam łagodne myjadło - jest to płyn z orzechów piorących.
Mam też wstępnie zaaprobowaną odżywkę bs z Leclerca. Oto one:
(Zdjęcie 1)

Efekty
Przede wszystkim - włosy i skóra są oczyszczone i odświeżone, włosy się nie plączą i utrzymują świeżość nawet do 3 dni! Miłym dodatkiem jest skręt, który pojawia się już podczas mycia :)
Odżywka nie robi nic szczególnego ale daje gładkość i jakieś wykończenie włosom. Nie obciąża i nie oblepia włosów. Bardzo prosty skład: emulgatory i silikon średnio zmywalny.
(Zdjęcie 3)

Zawód miesiąca
Miało być pięknie. Wyszło jak zwykle...
Z tym szamponem się nie lubimy. Skóra po nim zachowuje się histerycznie a włosy są strasznie splątane i szorstkie.
(Zdjęcie 2)

PS: Wrażenia z obsługi aplikacji Blogger na Androida:
Jeszcze się nią pobawię ale nie jestem zachwycona. Daje bardzo mało możliwości formatowania czy nawet wklejenia zdjęcia w tekście. 
Na plus liczę to, że aplikacja zmniejszyła zdjęcia - ale też chyba nie mam wpływu na rozdzielczość. 
Wklejanie linków mnie przerosło.

Pozdrawiam :)

środa, 25 grudnia 2013

Zrób sobie... pasemka. Rozjaśnianie na czepku


Chodziły za mną zmiany na głowie i chodziły... aż doszły do skutku. Tym razem stała się jasność!


Wybrałam znaną mi już technikę pasemek na czepku, bo podoba mi się w niej wiele rzeczy, m.in. to, że da się nią zrobić kilka pasemek i w razie czego następnym razem dorobić resztę (u fryzjera to nie przejdzie), zabieg wykonuje się wygodnie w domu, nie wymaga czasu ani zdolności manualnych, ale warto mieć pomocną dłoń - i jest tanio.

Potrzebujemy:
  • ochotę na rozjaśnienie włosów :)
  • pomocne dłonie! chyba że mamy sprężystość i koordynację i same oporządzimy sobie tył głowy
  • czepek do pasemek
  • szydełko
  • odpowiedni rozjaśniacz, a do niego pędzel, rękawiczki, miseczkę itp.

Czepek do pasemek kupimy od nawet 3zł. Mój kosztował 10zł i był w zestawie z pędzelkiem i specjalnym plastikowym szydełkiem. Szukajcie w osiedlowych drogeriach, większych sklepach spożywczych (Delikatesy Centrum, sklepy Społem) i oczywiście via internet. Czasem są dołączone do rozjaśniaczy.
Niektóre modele mają kołnierz opadający na plecy - te polecam. Tymczasem folia dodatkowo wyściełająca czepek wg mnie jest zbędna i najczęściej ją urywam.
W czepku znajdziemy otworki - część zaznaczona kółkiem, część nie. Na początek warto przeciągnąć włosy tylko przez jeden rodzaj otworów, następnym razem przez drugie.
Czepek jest wielokrotnego użytku.

etykietka mojego zestawu :)
Szydełko - dowolne. Dysponuję niezłą kolekcją zwykłych szydełek do dziergania i korzystam do nich, gdyż dają wybór rozmiaru haczyka. Materiał nie ma znaczenia, gdyż na tym etapie nie ma jeszcze na włosach żadnych chemikaliów. Polecam wyciąganie cienkich pasemek.

Rozjaśniacz - wybrałam Joannę. Poziom rozjaśnienia - 6, bo moje włosy są oporne na rozjaśnianie (pamiętacie zdjęcia megaooprnej łuski? Tego dwójeczka nie ruszy :) ). Postać - proszek rozjaśniający i aktywator. Kiedyś fryzjerka mi powiedziała, że rozjaśniacze w proszku są skuteczniejsze na włosach opornych. Nie wiem, na czym polega różnica, ale czemu nie miałabym sięgnąć po taki rozjaśniacz. Osoby o delikatniejszych włosach oczywiście sięgają po łagodniejsze produkty. Pamiętajcie, że same pasemka muszą być o wiele jaśniejsze niż pożądany kolor całości.

Instrukcja obsługi
Wykonanie najlepiej zaprezentuje Wam filmik:

sgmalcolm, Revlon Frost and Glow Tutorial and Review



Zalety:
  • tanio i szybko
  • można dodawać pasemka stopniowo
  • nie niszczy się całych włosów a tylko pojedyncze pasma
  • rozjaśniacz nie ma kontaktu ze skórą głowy!

Wady:
  • przy braku pomocnych rąk wyciągnięcie pasemek z tyłu głowy może być kłopotliwe
  • to jednak rozjaśnianie i włosy trochę się niszczą
  • rozjaśnianie włosów wcześniej farbowanych w domu nie jest proste i efekty mogą być zaskakujące
  • przy długich włosach zdarza się wyciągnąć włosy nie łapiąc ich przy skórze - pasemko wtedy zacznie się od połowy długości (ale raczej się rozsypie i nie będzie się rzucać w oczy)
  • trzeba zwracać uwagę, jak ułoży się włosy w okolicy przedziałka przed założeniem czepka żeby uniknąć efektu zebry
  • nie każdy przedziałek będzie prezentował się efektownie, czasem trzeba przesunąć o kilka mm i ominąć rząd pasemek


Dla kogo?
Ze względu na technikę - najlepszy efekt wyjdzie na włosach średniej długości oraz o średnim kolorze. Najlepiej oczywiście na włosach niefarbowanych i niehennowanych, zdrowych itp. Włosy zniszczone, porowate, farbowane trudniej się rozjaśniają i najlepiej, jeśli zajmie się nimi fryzjer z doświadczeniem. Chyba, że Wam nie żal i chcecie zaryzykować :P

A teraz focie :)
Najpierw prehistoria, czyli moje pierwsze zabawy z pasemkami na czepku. Robione chyba na 4 raty. Jak widać zawsze miałam pewien problem z żółtym odcieniem, ale same pasemka IMO wyglądają dobrze!
BTW - gdyby nie te pasemka, nie trafiłabym na wizaż i może do tej pory nie wiedziałabym, że istnieje świat kosmetyków naturalnych, że opisy na etykietach kosmetyków to bajka - ani że jestem falowana :)


 And today... Po jednym razie. Raczej będą następne :)


Efekt to bardziej refleksy niż rozjaśnienie. I taki był plan!
Jeszcze kilka zdjęć w różnym świetle:

włosy w świetle dziennym
 
włosy w świetle sztucznym, z lampą

Metodę można oczywiście wykorzystać do pasemek w różnych kolorach.

Czy słyszałyście już o pasemkach na czepku? Zdecydowałybyście się na taki zabieg? :)

PS: Wesołych Świąt kochane!! Naładujcie bateryjki na cały nadchodzący rok!

PS2: Sama świadomość, że najkrótszy dzień w roku już za nami działa na mnie energetyzująco!!
Też tak macie?

post signature

niedziela, 15 grudnia 2013

Uniwersalne ciasto bezglutenowe

Słyszałam, że wyroby bezglutenowe smakują jak podeszwa i mają niewiele lepszą konsystencję.

Wypiek, którego recepturę przedstawiam poniżej, jest tego absolutnym zaprzeczeniem :)))
Buszując po internecie znalazłam HIT! Ciasto proste w przygotowaniu i smaczne.
Z łatwo dostępnych składników (większość albo była w domu albo wymagała spaceru do pobliskiego spożywczaka) w umiarkowanej cenie.
Po pierwszym kukurydzianym szoku smak można uznać za neutralny - więc dobrze się zapowiada jako ciasto bazowe.

Oryginał - babka bezglutenowa

Przepis pochodzi stąd KLIK
Składniki:
  • 5 jaj
  • 1 szklanka cukru (można zamienić na trzcinowy; można użyć mniej np 3/4 szklanki)
  • 1 szklanka mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki maki kukurydzianej
  • 200 g masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (można zastąpić sodą - ale nie polecam, bo soda śmierdzi)*
  • 2 łyżeczki aromatu cytrynowego - można, ale po co :)
*uwaga! zwykły proszek do pieczenia zawiera gluten!
 

Jaja ubić, tak aby podwoiły swoją objętość. Następnie dodać małymi porcjami cukier cały czas ubijając oraz przesiane mąki z proszkiem. Na końcu połączyć z aromatem i roztopionym masłem i wlać do wysmarowanej formy (albo wyłożyć foremkę papierem do pieczenia).
Piec 20 minut w 160 stopniach. Następnie podnieść temperaturę do 170 stopni i piec jeszcze około 30 minut.


Smakuje jak babka piaskowa :) Ciasto należy jeść nad talerzykiem gdyż jest sypkie. Smakowało nie tylko mnie, wyposzczonej na wypieki ale i zwykłym zjadaczom glutenu. Zachowuje świeżość do końca swoich dni :)

Wariacja orzechowa

Podmianę części mąki na zmielone orzechy podpowiedziała mi mama. Myślę, że swobodnie można zamieniać orzechy włoskie na inne orzechy, migdały, pestki, wiórki...?
Nie muszą być rozdrobnione na gładką mączkę, większe okruchy orzechów sprawiają, że ciasto jest ciekawsze.
Dzięki zamianie mąki na orzechy ciasto ma sporo niższy ładunek glikemiczny i nieco mniej kalorii niż wersja podstawowa i zaryzykuję stwierdzenie, że mi smakuje bardziej. Jest tak samo krucha i sypka.

Składniki:
  • 5 jaj
  • 1 szklanka cukru (można zamienić na trzcinowy; można użyć mniej np 3/4 szklanki)
  • 1/2 szklanka mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szklanki maki kukurydzianej
  • 3/4 szklanki zmielonych orzechów włoskich
  • 100 g masła (orzechy już zawierają sporo tłuszczu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (z glutenem lub bez)
 

Wariacje z cukrem i bez

Powstała i wersja, w której cukier zastąpiła stewią.

Nie mogę Wam podać przepisu, gdyż to nie jest wersja ostateczna - ale zmierzam w dobrym kierunku i jeśli macie większe doświadczenie w wypiekach niż ja, to być może podsunę Wam dobry pomysł.

Sugestie:
  • szklance cukru odpowiada ok. 2 łyżek stewii mielonej lub łyżka stewii i dużo słodkich bakalii
  • objętość zabranego cukru trzeba czymś zastąpić - dobrze sprawdziło się jabłko utarte na grubych oczkach i dodatkowo ciasto zyskało na wilgotności bez dodatkowego tłuszczu
  • moja stewia ma odczuwalny ziołowy (bliżej nieokreślony) aromat - warto dodać do ciasta aromatyczne, intensywne przyprawy, np piernikowe, imbir, owoce o wyraźnym smaku
  • moje ciasto wyszło zielone, surowa masa miała kolor zupy-krem z brokułów :)


Moją niedopracowaną i niedosłodzoną wersję zjadłam chętnie z masłem. Kumpel zjadł luzem i prawdopodobnie nadal żyje i nic mu nie jest :)

* * *

Ciasto bardzo łatwo się przygotowuje i jest po tym mało sprzątania :) Póki co zawsze mi wychodzi a jest pieczonej mniej więcej raz na tydzień. Grubsze kromki ciasta noszę jako uzupełnienie drugiego śniadania.

Na Święta przewiduję upiec to ciasto jako quasi-makowiec i keks.

Myślałam o wersji marchewkowej ale znalazłam lepszy przepis na marchewkowca - btw polecam, właśnie podjadam (KLIK).


Uwagi?
Nie unikam glutenu bardzo restrykcyjnie, więc korzystam ze zwykłej mąki ziemniaczanej i kukurydzianej, które mogą zawierać małe ilości mąki pszennej oraz zwykłego proszku do pieczenia, który zawiera pszenicę (ale maleńko). Osoby na diecie bezglutenowej muszą zachować ostrożność i wybierać tylko bezpieczne składniki z symbolem przekreślonego kłosa.
Orzechy włoskie mielę w domu, dzięki czemu mączka orzechowa wychodzi stosunkowo tanio.
Stewię mieloną NaturVit dostałam z Zielarni Lawenda do testów.

SMACZNEGO :)

post signature

wtorek, 13 sierpnia 2013

Buszując w KWC - wyszukiwanie kosmetyków o interesujących nas składach

Ile razy na tym blogu padło pytanie, czy mogę polecić szampon / odżywkę, która robi coś i ma coś, a nie ma czegoś? Dużo razy :)


Przykładowe pytanie:
cześć, czy mozesz mi polecic, jakies dobre maski mocno nawilzajace? ale bez silikonów, bez ekstraktów, bez protein i bez oleju kokosowego i masła shea. ;D
Na jego przykładzie pokażę Wam, jak można w otchłani KWC wyłonić interesujące nas kosmetyki!
Okienko wyszukiwania może być Twoim przyjacielem :)

http://edi-net.pl
O co i jak pytamy?

  • RODZAJ KOSMETYKU
Pytające chce maskę lub odżywkę do włosów. Hasło będzie brzmieć - uwaga, shocking! - odżywka (a później możemy zmienić je na "maska".
Możemy nie wpisywać rodzaju kosmetyku (bo nie wskaże nam balsamów, kuracji i kąpieli) a potem w wynikach wyszukiwania dodać filtr "pielęgnacja włosów - odżywki" (w kolumnie po lewej stronie wyników wyszukiwania).
Oczywiście możemy pragnąć kremu do twarzy, mleczka do demakijażu, pudru do stóp...

  • CO MA ZAWIERAĆ
Podając składniki, które powinny wystąpić w składzie kosmetyku - po 1. zawężamy wskazania do tych, które mają podane składy, po 2. umożliwiamy wyszukiwanie. Musi być kilka zapytań o wartości dodatniej w regułce.

Nasza odżywka ma być odżywką :) Każda odżywka do włosów bazuje na alkoholach tłuszczowych takich jak "cetyl alcohol", "cetearyl alcohol", rzadziej "stearyl alcohol".
Hasło - alcohol albo *ryl alcohol
Uwaga - to nam doda do listy również kosmetyki z "normalnym" alkoholem.
Drugi składnik, który występuje w prawie każdej odżywce do włosów to antystatyk: "cetrimonium chloride", "behentrimomium chloride".
Hasło - chloride lub *monium chloride
Uwaga - to hasło dopuszcza nam też odżywki zagęszczone solą, ale nie jest ich dużo.

Co do pozostałych składników - autorkę zapytania interesują ogólnie pojęte humektanty (klik), ale wymieniając konkretne zmniejszamy pulę wskazanych kosmetyków i być może stracimy z oczu nasz ideał...
Wskazane ale nie konieczne są oleje - hasło oil.

  • CZEGO MA NIE ZAWIERAĆ
Tu na podobnej zasadzie - formułujemy hasła tak, żeby nie wymazać sobie z wyszukiwania składników, które nas interesują.
Hasła - -shea -coconut / coco* -extract -protein
Ten "minus" przed słowem to znak wykluczania.
Niektóre proteiny nie mają w nazwie określenia protein. Piszemy wtedy silk, keratin, elastin - ale nie wszystko na raz.
Silikony to wielka grupa i mają one różne nazwy, np najpopularniejsze: dimethicone, ciclomethicone, amodimethicone.
Hasło - -*cone / -*icone
Mimo wszystko nie chcę denaturatu.
Hasło - -dena*

  • KOŃCOWA REGUŁKA
Powinno nam wyjść w przybliżeniu coś takiego:
[odżywka] alcohol -shea -coconut -extract -protein -*cone

W praktyce - najwygodniej dodawać wyszukiwarce zapytania stopniowo. Przy dużej ilości haseł wyszukiwarka może nie współpracować, tak też stało się w tym przypadku :)

Ostatecznie interesującą mnie ilość odpowiedzi uzyskałam zadając następujące zapytania:
  • maska alcohol -shea -coco* -extract -protein -*one [4 wyniki]
  • odżywka alcohol -shea -coco* -extract -protein -*one [14 wyników]
  • alcohol -shea -coco* -extract -protein -*one [35 wyników]
  • alcohol -shea -coco* -extract -protein -*one -dena* [24 wyniki]
  • alcohol oil -shea -coco* -extract -protein -*one -dena* [40 wyników]
przy aktywnym filtrze Włosy Pielęgnacja - odżywki, który eliminuje nam kosmetyki innego typu i kosmetyki wycofane.


Teraz nie pozostaje nic innego, jak zapoznać się z nimi bliżej :)

  • ZASTRZEŻENIA
Niestety na KWC nie wszystkie kosmetyki mają podane składy. Nie zobaczymy ich na liście, mimo że idealnie wpasują się w nasze potrzeby...
Następnie - nie wszystkie produkty są łatwo dostępne albo w zasięgu finansowym.
Każdemu kosmetykowi warto dokładniej zajrzeć w skład, bo zdarzają się literówki (np gdy szukałam szamponu bez siarczanów przy haśle -sulfate uchowało się przekręcone suflate).
Wyszukiwarka ma wady, ale dobrze, że jest :)

  • BTW...
Z mojej strony sugeruję zaopatrzyć się w możliwie prostą odżywkę bazową i ją tuningować stosowanie do potrzeb :)
Przyznaję się, że korzystam z tej metody robiąc spisy kosmetyków, np odżywek np proteinowych albo szukając czegoś z ciężkimi silikonami. Chociaż najlepszą metodą jest wycieczka do drogerii z aparatem w ręce - wyszukiwanie pozwala rozeznać się wstępnie bez ruszania się z fotela :)


Czy korzystacie aktywnie z wyszukiwarki KWC? :)


post signature

czwartek, 11 lipca 2013

DIY Oliwka do ciała "słoneczna" kakaowo-ryżowa z woskiem pszczelim

Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem i opisem olejku do ciała, jaki namieszałam sobie z okazji rozpoczęcia meteorologicznego lata a wraz z nim słonecznych dni.

Nie należę do fanek opalania, plażingu i smażingu - ale jestem osobą dość aktywną i jeśli tylko pozwala na to pogoda - przemieszczam się rowerem. Zdarza mi się przejechać nawet 20km tylko i wyłącznie w celu załatwiania różnych spraw. Jeśli świeci nam pięknie nasze lipcowe słoneczko - wypada jakoś zabezpieczyć skórę przed działaniem promieni słonecznych, ukoić ewentualne podrażnienia, nawilżyć suchości.

Jako, że nie przepadam za kosmetykami z filtrem UV - staram się mimo wszystko wynaleźć odpowiednik wśród kosmetyków naturalnych!

Jeśli chodzi o pielęgnację skóry twarzy w lecie - na małe słońce nie znalazłam nic lepszego niż olejek z pestek malin.
Natomiast do ciała, na które jakby nie brać zużywam oleje w ilościach hurtowych - wymyśliłam słoneczną oliwkę :)



PRZEPIS - "SŁONECZNA" OLIWKA DO CIAŁA


Olej ryżowy (KLIK) - zaczynam od niego, bo jest go w mieszance najwięcej. Olej ryżowy jest cichym bohaterem tej oliwki. Po pierwsze i najważniejsze - świetnie znosi wysokie temperatury, więc umożliwia rozpuszczenie masła i wosku bez straty wartości. Po drugie - sam z siebie daje pewną ochronę przed promieniowaniem UV (choć nie wiadomo jaką) i dzięki antyoksydantom jak np gamma-oryzanol ułatwia skórze regenerację po ekspozycji na słońce. Po trzecie jest stosunkowo lekkim olejem i dzięki niemu moja mieszanka nie ma konsystencji maści :)
W razie braku oleju ryżowego można użyć słonecznikowego - ale to nie to samo.

Masło kakaowe (KLIK) - główny bohater tej mieszanki! Masło kakaowe od dziesięcioleci jest znane ze świetnego wpływu na opalaną skórę - chroni, wspomaga regenerację i nawilżanie oraz sprzyja ładnemu brązowieniu skóry miast czerwienienia. I pięknie pachnie!! Minusami masła kakaowego są natomiast: twardość, przez którą masło nie nadaje się do użytku solo - i skłonność do wytrącania się w postaci grudek z mieszanki, jeśli nie ma stabilizatora. To nic nie szkodzi działaniu, ale klarowna mieszanka jest ładniejsza.

Wosk pszczeli - wosk pszczeli jest jednym z całkowicie naturalnych emulgatorów. Sam z siebie ma też działanie osłonowe i łagodzące. Wosk dodany do mieszanki zapobiegł wytrącaniu się masła kakaowego, a dodatkowo dzięki niemu olejek nałożony na mokrą skórę tworzy emulsję i momentalnie się wchłania. Zapach wosku pszczelego też należy do przyjemnych (IMO), ale nie przebija się w tej mieszance.

TAJNA RECEPTURA


Proporcje
  • 50-70ml oleju ryżowego
  • 4-5ml (2 czubate łyżeczki 2ml) masła kakaowego
  • 1ml (1 czubata łyżeczka 1ml) wosku pszczelego

Wszystkie składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej.

Opis dla niewtajemniczonych: Składniki umieszczamy w naczyniu odpornym na działanie wysokiej temperatury, najlepiej z hartowanego szkła, a najlepiej w zlewce z podziałką :) Ale może być i szklanka.
Naczynie umieszczamy w drugim naczyniu wypełnionym wodą przynajmniej do poziomu naszych składników w zlewce i wszystko to razem bardzo stopniowo podgrzewamy i mieszamy aż do rozpuszczenia się składników.
Osobiście podgrzewam składniki w mikrofalówce przez 10 sekund, wyciągam, mieszam, pozwalam składnikom odpocząć i tak aż do skutku.


W przypadku olejów i maseł warto mieszankę szybko schłodzić. Po całkowitym rozpuszczeniu składników umieściłam zlewkę w zimnej wodzie z lodem.
Troszkę się zagapiłam i mieszanka stężała mi za mocno, ale na szczęście wiem, że mogę ją podgrzać bez szkody dla składników.
Olejek można też podgrzać w razie potrzeby poprawienia konsystencji.

Oliwka została przelana do buteleczki i stoi w łazience gotowa do użycia. Jej trwałość oceniam na 2 miesiące.

Konsystencja - gęsta.
Smarowność i poślizg - bardzo dobre.
Uczucie - przy zastosowaniu na mokrą skórę: nawilża i dobrze się wchłania; na suchą - mocno natłuszcza.
Zapach - apetyczny kakaowy!

OPINIA

Na ciało...
Cóż dużo pisać - udał mi się ten przepis! Oliwka bardzo przyjemnie zmiękcza, nawilża i otula skórę, nie pozostawiając jej tłustej i lepkiej. Aplikacja jest przyjemnością.
Wchłania się nieźle jak na olejek nakładany na mokro. Oczywiście lepiej nie ubierać się od razu po odłożeniu ręcznika - ale każdy olej potrzebuje przysłowiowej minuty, żeby się wchłonąć. Akurat mam czas na umycie zębów czy oczyszczenie twarzy :)
Skuteczność przeciwsłoneczną trudno mi jednoznacznie zmierzyć :) Musiałabym smarować np lewą stronę olejkiem a prawą niczym, ustawiać się symetrycznie do słońca i takie tam :P Zaczerwienienia ramion nabyte podczas jednej z eskapad ładnie zbrązowiały na drugi dzień - pytanie czy to zasługa olejku czy efekt umiarkowanej ekspozycji?
Przyjmuję skuteczność filtrów na poziomie SPF 10. Jako ochrona na plażing czy wyjście w góry a nawet kilkugodzinną wycieczkę to za mało!

Co oprócz tego?
Łagodzi przesuszenie po depilacji - ale nie rekomenduję sięgać po niego od razu.

Na włosy...
Nie jest to skład dobry dla moich włosów więc nawet nie próbuję - spodziewam się oblepienia i gumowego puchu. Może usatysfakcjonować posiadaczki włosów grubych, średnioporowatych.

Na twarz...
Obawiam się, że po takiej bombie okluzji miałabym wysyp stulecia :)

Dla kogo?
Dla sucharów :)
Odradzam przy skórze problematycznej, z wypryskami i zmianami zapalnymi.
Alergicy powinni: 1) zaopatrzyć się w rafinowane wersje masła i wosku, dzięki którym zmniejszą ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej 2) mimo wszystko zrobić test na małej powierzchni skóry przed użyciem.


Nie pozostaje mi nic jak tylko polecić Wam oliwkę kakaowo-ryżową :)
A jak Wy kombinujecie z masłami i olejami?

post signature

wtorek, 25 czerwca 2013

Zrób sobie... e-booka na komórkę :) czyli gadżet na starszy telefon z Javą

Nie będzie kosmetycznie :)Zaskoczone? :>

Dzisiaj chciałam się podzielić małym odkryciem ze świata komórek i gadżetów komórkowych.
Po długich bojach znalazłam sprawny program do tworzenia e-booków na mój cegłofon :)

www.clark.com.pl
Temat zainteresuje posiadaczki telefonów z Javą - czyli zwykłych - czyli, że tak ujmę, technologicznych staruszków.

Podczas gdy wyczarowanie e-booka na smartfona to trzy ruchy i zajmuje mniej niż minutę - tak wyczarowanie e-booka na Javę... no w dobie smatrfonów to wyczyn!

http://www.telefon-na-karte.pl
Mój uroczy nicniemający Samsung S5610

Do rzeczy.
Na stronie TequilaCat mamy dostępny darmowy program do tworzenia aplikacji. Program generuje gotową aplikację książki wraz z zawartością, gotową do przeczytania na naszym telefoniku.


Pobieramy wskazany plik, rozpakowujemy do folderu.
Programu nie trzeba już instalować. Obiekt Shell.exe otwiera program.


Obsługa jest w miarę intuicyjna, choć interface staroświecki.

Ważne uwagi i ustawienia!


Program nie ma w rejestrze nowych typów telefonów! Na tych ustawieniach u mnie działa :)


Podczytujemy plik, który ma być naszą książką. Format - koniecznie TXT.

Rozpoznawanie rozdziałów:


Ustawienia wyświetlacza:


Maksymalna wielkość pliku - niektóre telefony mają limit wielkości aplikacji, którą odtworzą. Jeśli książka jest długa - program podzieli ją na części.


Przydatna funkcja przy przeglądaniu:


...i koniec :)


Wygenerowane pliki JAR i JAD zapisujemy w pamięci telefonu, odtwarzamy i cieszymy się książką.

Nawigacja - strzałki góra i dół przesuwają po linijce, strzałki prawa i lewa całą stronę z wyjątkiem tej ostatniej linijki (którą u mnie ucina, więc dobrze, że jest wyświetlona jeszcze raz).
Aplikacja pamięta miejsce zamknięcia książki :)

Smacznego :D

Moje drogie posiadaczki cegłofonów - jakie znacie ciekawe i przydatne aplikacje na Javę? :)

post signature