Chyba mnie pozbawia obywatelstwa za to cale narzekanie na Ameryke, ale noz w kieszeni sie otwiera na niektore przepisy….
Pod tarasem z tylu domu zagniezdzil nam sie tchorz. "Czuc" go bylo przez kilka tygodni, potem przestalo wiec stwierdzilismy, ze sobie poszedl. Sasiad przyszedl wyczyscic nam taras i jak go czyscil wyploszyl tchorza (i samego siebie), ktory natychmiast schowal sie do swojej norki pod tarasem. Sasiad mial nam jeszcze taras malowac, ale powiedzial, ze sie nie zblizy do naszego domu jak nie pozbedziemy sie "dzikiego zwierzecia". Najpierw sie z niego podsmiewalismy, ale jak wyobrazilam sobie, ze zwierze owo mogloby nam wejsc do domu, to mina mi zrzedla i zaczelam nagabywac Huba, ze cos z tym fantem trzeba zrobic. Zadzwonilismy wiec do "animal control" czyli specjalnego dzialu w urzedzie miejskim, ktory zajmuje sie dzika zwierzyna. Powiedzieli, ze w sumie to nie moga nic zrobi, dadza nam jedynie pulapke, a jak tchorz sie zlapie to przyjada po "cialo". Przywiezli wiec pulapke, z instrukcja obslugi. Bylo niby cos tam napisane, ze nie mozna zastawiac pulapki na weekend, ale nie za bardzo na to zwracalismy uwage. Zastawilismy wiec pulapke i czekamy… traf chcial, ze tchorz zlapal sie do pulapki w niedziele, czyli w weekend. A do tego w dlugi weekend…..dzwonimy do Animalsow, a oni mowia, ze nie pracuja w weekend i ze mielismy pulapke na weekend zdjac….No to co teraz mamy zrobic, pytamy…Powiedzieli nam, ze w zasadzie to grozi nam odpowiedzialnosc sadowa za znecanie sie nad zwierzetami, bo przetrzymujemy zwierzaka bez wody i jedzenia przez weekend…..!!!!!! Zagotowalo sie w nas… jak to my naruszamy prawa dzikiego zwierza?!… a co z naszymi prawami?! Co z prawem do mieszkania w spokoju i bez obawy, ze dziki zwierz wlezie do domu i ugryzie male dziecko, na przyklad? O nasze prawa to juz nikt sie nie troszczy?! Hub wkurzony krzyczal cos do sluchawki….stanelo na tym, ze musimy zadzwonic jeszcze raz (pod ten sam numer) i zlozyc oficjalne zawiadomienie, ze niechcacy zlapal sie tchorz…. Skonczylo sie na tym, ze pan z Animalsow oderwal sie od Barbeque, ktorego odglosy bylo slychac w sluchawce i przyjechal zabrac tchorza…. Czy to jest normalne?
Month: May 2009
Szymborska jak zawsze krotko i na temat…
Pracuje wlasnie nad memorandum o polskim prawie autorskim i digitalizacji literatury….. dla jednej z najwiekszych Amerykanskich firm internetowych… Tak, tak, czy mowilam juz ze odkad mam wlasna kancelarie stalam sie "ekspertem od wszystkiego". Pisalam juz o miedzynarodowym prawie ochrony srodowiska o zakladaniu firm w Chinach, a teraz przegladam strony "literackie". Troche za daleko dzisiaj zawedrowalam i znalazlam ten oto wiersz Szymborskiej, ktora, nota bene, od dawna uwielbiam. Uwazam, ze jest swietny i jak najbardziej pasuje do mojego "swiatopogladu" i podgladu:). Sami zobaczcie:
Tutaj
Nie wiem jak gdzie,
ale tutaj na Ziemi jest sporo wszystkiego.
Tutaj wytwarza się krzesła i smutki,
nożyczki, skrzypce, czułość, tranzystory,
zapory wodne, żarty, filiżanki
Może gdzie indziej jest wszystkiego więcej,
tylko z pewnych powodów brak tam malowideł,
kineskopów, pierogów, chusteczek do łez.
Jest tutaj co niemiara miejsc z okolicami.
Niektóre możesz specjalnie polubić,
nazwać je po swojemu
i chronić od złego.
Może gdzie indziej są miejsca podobne,
jednak nikt nie uważa ich za piękne.
Może jak nigdzie albo mało gdzie,
masz tu osobny tułów,
a z nim potrzebne przybory,
żeby do dzieci cudzych dodać własne.
Poza tym ręce, nogi i zdumioną głowę.
Niewiedza tutaj jest zapracowana,
ciągle coś liczy, porównuje mierzy,
wyciąga z tego wnioski i pierwiastki.
Wiem, wiem, co myślisz.
Nic tutaj trwałego,
bo od zawsze na zawsze we władzy żywiołów.
Ale zauważ – żywioły męczą się łatwo
i muszą czasem długo odpoczywać
do następnego razu.
I wiem, co myślisz jeszcze.
Wojny, wojny, wojny.
Jednak między nimi zdarzają się przerwy.
Baczność – ludzie są źli.
Spocznij – ludzie są dobrzy.
Na baczność produkuje się pustkowia.
Na spocznij w pocie czoła buduje się domy
i prędko się w nich mieszka.
Życie na ziemi wypada dość tanio.
Za sny na przykład nie płacisz tu ani grosza.
Za złudzenia – dopiero kiedy utracone.
Za posiadanie ciała – tylko ciałem.
I jakby tego było jeszcze mało,
kręcisz się bez biletu w karuzeli planet,
a razem z nią, na gapę, w zamieci galaktyk,
przez czasy tak zawrotne,
że nic tutaj na ziemi nawet drgnąć nie zdąży.
No bo przyjrzyj się dobrze:
stół stoi, gdzie stał,
na stole kartka, tak jak położona,
przez uchylone okno podmuch tylko powietrza,
a w ścianach żadnych przeraźliwych szczelin,
którymi by donikąd Cię wywiało.
Wisława Szymborska z Tomiku "Tutaj"
Przedszkole
Jeszcze o przedszkolu, bo przezyc tego tematu nie moge. Temat o tyle jest zakonczony, ze zapisalam Mysie do przedszkola w piatek. Czy jestem zadowolona? NIE! Przedszkole jest wprawdzie ladne, czyste i blisko mojego biura, ale za to nie daja cieplych posilkow:(. Panie sa przemile, ale przedszkole jest drogie. Maja plac zabaw na zewnatrz, ale nie maja basenu (a inne mialy), i tak dalej i tak dalej… Coz, chyba nie mozna miec wszystkiego.
Pojade zobaczyc jeszcze jedno przedszkole o ktorym powiedziala mi znajoma, ktore podobno jest tansze, ale troche "nie po drodze". Na razie jednak Amelcia jest zapisana do grupy "Jelly Fish"…czyli zelowych rybek…:)
Nadal zastanawiam sie co ludzie robia z dziecmi jezeli nie stac ich na przedszkole. Szczegolnie majac dwoje czy troje dzieci, niemalze nie oplaca sie pracowac… a przeciez matki pracuja… Nie ma panstwowych przedszkoli dla takich malych dzieci. Zaczynaja sie dopiero od 5 lat… a i tak jest to tylko 3 godziny dziennie. Co w takim razie zrobic z tym dzieckiem jezeli musi sie isc do pracy? Czy ja o czyms nie wiem? I jak tu zdecydowac sie na drugie dziecko jak z jednym nie ma co zrobic? Jeez!!!!
Historia z Placu Zabaw
Wczoraj na placu zabaw poznalam fajna dziewczyne, mame malej Lexi… Nasze dziewczynki sie bawily a my sobie plotkowalysmy. Mama Lexi opowiedziala mi swoja (smutna) historie. Zakochala sie w chlopaku. Swiata poza nim nie widziala. On podobno tez. Po kilkunastu miesiacach znajomosci wzieli slub, za chwile zaszla w ciaze z Lexi. Gdy byla w 4-tym miesiacu, maz wyjechal na wojne do Iraku. Za dwa miesiace zadzwonil I powiedzial, ze kogos znalazl i ze koniecznie musza sie rozwiesc. Okazalo sie, ze poznal inna dziewczyne z armi. Mama Lexi od zmyslow odchodzila, ale coz bylo robic…rozwiedli sie. Za miesiac okazalo sie, ze “zolnierka” rzucila bylego meza mamy Lexi… no ale nad nim sie uzalac nie bedziemy!
Mama i Lexi wlasnie niedawno wprowadzily sie na nasze osiedle. Pytalam jak sobi radzi sama, z dzieckiem, pracujac na pelny etat, na drugim koncu miasta? Powiedziala, ze jakos sobie radzi, tylko najgorsze jest wnoszenie zakupow i dziecka (jednoczesnie) na 3 pietro. Mowila, ze najpierw zanosi tylko to co koniecznie trzeba wlozyc do lodowki, a po reszte schodzi na dol jak mala pojdzie spac, majac przy sobie monitorek I nasluchujac czy Lexi sie nie budzi. Smutne. Do tego, ojciec Lexi, ktory juz wrocil z Iraku probuje zatruwac im zycie. Zabiera mala z przedszkola bez powiadomienia Mamy Lexi… ta odchodzi od zmyslow, wydzwania do niego, a on na zlosc nie odbiera telefonow.. po czym przywozi mala w nocy.
Szkoda mi mojej nowej kolezanki z placu zabaw:(.
MOCZNIK
Zadziwiajace jest to na czym ludzie robia pieniadze. Jedna z moich
klientek poprosila mnie o przygotowanie kontraktu na sprzedaz/kupno
mocznika! (urea). Na poczatku myslalam, ze to jakis mineral… a jak
sprawdzilam, okazalo sie, ze klientka posredniczy w kupnie MOCZNIKA. Z
Rosji do Wietnamu…zeby bylo ciekawiej. Jak juz tak czytalam o tym
moczniku to dowiedzialam sie, ze to calkiem "chodliwy towar"… uzywany
teraz do produkcji wielu kosmetykow i lekow. Nie musialam dlugo czekac
i okazalo sie, ze na jednym z kremow do ciala, ktory zamowilam z Polski
byl mocznik….Ale nie przejmujcie sie… krem nie smierdzial. Wrecz pachnial i swietnie sie rozprowadzal. Czego to ludzie nie wymysla.
Szara rzeczywistosc
Czas leci i az mi wstyd, ze nie opisuje na biezaco tego co sie u nas dzieje. Generalnie sporo czasu spedzam w biurze, gdzie ostatnio jestem nawet zajeta. Oczywiscie ciesze sie bardzo bo najbardziej balam sie poczatkow i tego, ze nie bede miala klientow. Nie jest to jeszcze tak jak bym chciala, ale jestem cierpliwa. Ironiczne jest tylko to, ze otworzylam kancelarie, zeby przyciagnac klientow z Cleveland, a tymczasem zdecydowana wiekszosc moich klientow to Chinczycy. Poza tym mam jeszcze klientow w Kaliforni, Kolorado i Arabii Saudyjskiej… a lokalnych malo. Ale nic. Ukazalo sie wreszcie moje ogloszenie w Polskim Radiu wiec moze ktos sie zglosi. W przyszlym miesiacu bedzie tez cos w gazecie….Poza tym musze czekac az "slowo sie rozniesie" i pani przekaze pani, itd.
Poza tym wrocil temat przedszkola. Jezdzimy od nowa po okolicznych przedszkolach szukajac czegos dla Amelci, bo niania wyjezdza na poczatku czerwca. Kolejny raz zalamka i rozczarowanie…Nie wiem co to bedzie bo na razie zadne nam sie nie podoba. W czwartek jedziemy zobaczyc jeszcze jedno, to juz ostatnie w naszej okolicy. Jak juz tylko nie bedzie smierdzialo i beda miejsca to pewnie tam ja oddamy, bo jest obok mojej pracy… Tak, tak… wiekszosc z przedszkoli, ktore widzielismy jest po prostu brudna i smierdzaca. I to sie nazywa prywatne przedszkole… za calkiem spore pieniadze…. Zalamka:(
Weekend Melci
Nasza Mysia miala bardzo pracowity weekend. Tyyyyllleee sie dzialo… Najpierw pojechalismy do fotografa. Juz od kilku miesiecy zbieralam sie zeby zabrac ja na zdjecia na 2 latka. Ma juz 2 i 3 miesiace, wiec nie bylo na co czekac. Amelcia wystrojona sie w suknie, lakierki pozowala…. przez jakies 10 sekund.. Pozniej stwierdzila, ze ona woli na plac zabaw…:) Udalo sie zrobic kilka zdjec. Mogloby byc lepiej, ale i tak fajnie wyszla.
Pozniej poszlismy przekluc uszy. Amelcia troche sie bala, ale obecnosc dziadka i babci pomogla i juz po kilku minutach miala na uszkach sliczne rozowe kwiatuszki… Testowalismy ja pozniej czy wie, ze ma kolczyki na uszach, ale nie wydawala sie tym zainteresowana… Najwazniejszy byl i tak plac zabaw. Zmienilismy wiec lakierki na trampki, a suknie na dzinsy i Amelcia brykala reszte wieczoru na placu zabaw. Coz, kazdy wiek ma swoje priorytety.