Scholares Minores Pro Musica Antiqua to Perform in Dallas February 7-14, 2019
Month: January 2019
Podsumowanie 2018
AMELIA
ANTONIA
MY
Trzeba mi wielkiej wody
Kazdego roku, gdy wyrywam ostatnia kartke z kalendarza kusze sie o podsumowanie przemijajacych 12 miesiecy. W tym roku, z malym poslizgiem bo tydzien z zycia wyjela mi przeokropna grypa, ale chcialabym spojrzec do tylu na 2018 i zeznac co nastepuje:
To byl swietny, ciekawy rok, pelen wrazen, podrozy, wzlotow i upadkow – jak to zwykle w bajkach bywa. Bylo mnostwo spotkan z cudownymi przyjaciolmi i w Polsce i tutaj i w Azji i w sumie wszedzie gdzie sie nie pojawilismy- otaczalismy sie cudownymi ludzmi – i czerpalismy od nich energie, wiedze, natchnienie.
Weszlismy w nowy (stary) rok troszke podbudowani nagroda od konsula w Nowym Jorku. Nagrode trzeba bylo odebrac, wiec przy okazji odwiedzilismy NYC i nasza Malgosie. Choc krotko, fajnie bylo sie spotkac i zobaczyc Wielkie Jablko.
Sporo, oj sporo bylo w tym roku podrozy: tych dalszych i tych blizszych, razem i osobno, w roznych konfiguracjach rodzinnych. No wiec, tak jak wspominalam, my z Hubem polecielismy do Nowego Jorku, pozniej ja bylam tydzien w Anglii (sluzbowo) a kolejny tydzien na urlopie w Polsce. W tym samym czasie Hub z Ami zwiedzali Wschodnie Wybrzeze i wszystkie uniwersytety “Ivy League”. Byli w Bostonie, Princeton, Philadelphii, Nowym Jorku i kilku innych miejscach. Troche tez pojezdzili na nartach przy okazji. Tesciowie polecieli do Polski na miesiac, a z Polski w tym czasie przyleciala moja mama i znajomi tesciow z Oregonu. Podczas jej pobytu troche jezdzilismy po Texasie, np. spedzilismy cudny, dlugi weekend w Austin. Pod koniec czerwca Ami i mama polecialy do Polski – gdzie Ami rezydowala 2 miesiace, uczestniczac w obozach, odwiedzajac rodzine i znajomych. Ja tymczasem udalam sie do Azji na prawie 3 tygodnie-odwiedzilam Malezje i Chiny – zalatwilam wiele spraw sluzbowych, ale tez mialam kilka dni dla siebie. Hub polecial do Polski i Niemiec na konferencje, a jak juz zjechalismy sie wszyscy do domu pod koniec lipca – przyjmowalismy gosci u nas. Tradycyjnie przylecialy juz moje kochane Merykejki, a pozniej Magda i Albert, przyjaciele z Polski z rodzina. Troszke pozwiedzalismy z nimi okolice, a na kolejne 10 dni wybralismy sie w podroz do Kalifornii i Nevady. Objechalismy kilka parkow narodowych, Las Vegas, Kanion i wszystko co bylo po drodze. Przede wszystkim, jednak, spedzilismy sobie wspolnie swietnie czas – nadrabiajac zaleglosci i budujac wspolne wspomnienia – co jest naprawde bezcenne. Rozpoczynajacy sie rok szkolny troszke nas turystycznie ograniczyl, ale juz na Thanksgiving ponioslo nas do Arizony i Meksyku. Hub jeszcze w miedzyczasie wyskoczyl ze studentami do Wilna na tydzien, a rok zakonczyli z Amelia na objazdowce Hiszpanii, witajac nowy rok w sercu Madrytu. Uff…. troche tego wloczenia sie bylo w tym roku, ale my wlasnie tak lubimy.
Jak juz siedzielismy na miejscu, tez nie proznowalismy. Ciagle sie cos dzialo. Mnostwo bylo bankietow, konferencji, gal i tego typu oficjalnych imprez, przynajmniej mialam gdzie szpilkami postukac;). Ami realizowala sie aktorsko biorac udzial w kilku sporych i calkiem fajnych przedstawieniach w Polskiej Szkole: Mece Panskiej czy przedstawieniu z okazji 100-lecia niepodleglosci Polski. Rozpoczela rowniez “gimnazjum”, nauke gry na waltorni i wystepy w szkolnej orkiestrze detej na tejze wlasnie trabie. I nawet powiem szczerze staralismy sie bardzo zrelaksowac…ale nie wyszlo. Bo jak pojechalismy na biwak nr 1, na lono natury pod namioty – ja uszkodzilam sobie reke. A jak zblizal sie biwak nr 2 na lonie natury – Ami zlamala sobie palucha. Nijak te nasze spotkania z natura sie nie udaly, chyba my naprawde lesne ludki nie jestesmy. Skoro o uszkodzeniach ciala mowa, to Ami zlamala sobie w sumie 3 palce u nogi w tym roku – konczac ten rok wlasnie w bucie ortopedycznym:( Do tego cala nasza rodzina, z dziadkami wlacznie polegla grypie tuz po Swietach. Roznie te grype przechodzilismy, jedni szybciej inni dluzej, a my z tesciowa, szczerze mowiac do tej pory nie mozemy sie wykaraskac. Cale szczescie, ze Antonka najszybciej z nas wyzdrowiala – bo dziecko z 40 stopniowa goraczka to nic przyjemnego.
Antosia poszla do przedszkola, wydoroslala. Jest super madra, bystra i przecudowna. Kochamy ja najmocniej jak sie da, wnosi tyle szczescie w nasze zycie, jest naszym cudenkiem kochanym. Dziewczyny maja coraz lepsza relacje, Antosia zupelnie i bezgranicznie wpatrzona jest w starsza siostrzyce;).
Tak wiec kolejny, dobry, udany i ekscytujacy rok za nami. Ciezko bedzie pobic rekord podrozy w Nowym Roku, ale jak znam zycie – cos sie pewnie wykluje. Hub miewal momenty zniechecenia w pracy, bo cala polityczka uniwersytecka daje sie czasem we znaki, ale ogolnie bardzo lubi swoja prace. Jakies tam postepy z doktoratem robi, wiec wszystko jest na dobrej drodze. U mnie tez dobrze, rozwijam sie zawodowo, prowadze juz dosyc skomplikowane sprawy, dobrze pracuje mi sie z szefostwem i klientami. Dorobilam sobie dodatkowa “specjalizacje”, nawet sie ucertifikowalam i zdalam powazny egzamin – jestem teraz specem od ochrony danych osobowych;). Duzo czasu w ciagu minionego roku spedzilam piszac nasze procedury wewnetrzne w tej wlasnie dziedzinie, prowadzac szkolenia czy wspoltworzac caly program ochrony danych osobowych na wszystkich kontynentach no i oczywiscie w Europie.
Szybko pedzi nam to zycie, mnostwo sie dzieje, nie ma zbyt wiele czasu dla siebie, dla rodziny – i nad tym troche ubolewam. Ale nie zamienilabym tych wszystkich ekscytujacych spotkan, ludzi i wydarzen na cisze, spokoj i nude. I jak zawsze znajduje sobie motto na kolejny rok, i jak zwykle z pomoca przychodzi Osiecka, ktora zycie znala jak malo kto. I ktora prosila Boga by ” Nie dał, broń Boże, skosztować, tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa…” I ja tez prosze o kolejne wyzwania, kolejnych cudownych ludzi, kolejne nieodkryte kraje, drozki nieuroczyste, wielkie wyprawy pod Krakow, nocne rozmowy Polakow, strumienie zyczliwe i opowiesci rzewne;). I jeszcze, czego jestem pewna, niech mnie ścieżką prowadzi “gdzie śmieją się śmiechy w ciemności i gdzie muzyka gra, muzyka gra…”. A tutaj ten cudowny hymn w calosci:
“Trzeba mi wielkiej wody, tej dobrej i tej złej,
na wszystkie moje pogody, niepogody duszy mej.
Trzeba mi wielkiej drogi, wśród wiecznie młodych bzów
na wszystkie moje złe bogi, niebogi z moich snów…
Oceanów mrukliwych i strumieni życzliwych,
czarnych głębin niepewnych i opowieści rzewnych.
Drogi białosrebrzystej, dróżki nieuroczystej,
piachów siebie niepewnych i ptasich rozmów śpiewnych!
I tylko taką mnie ścieżką poprowadź, gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra…
Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa…
Trzeba mi wielkiej wody, tej dobrej i tej złej,
na wszystkie moje pogody, niepogody duszy mej
Trzeba mi wielkiej psoty, trzeba mi psoty, hej,
na wszystkie moje tęsknoty, ochoty duszy mej…
Wielkich wypraw pod Kraków, nocnych rozmów rodaków,
wysokonogich lasów i bardzo dużo czasu!
I tylko taką mnie ścieżką poprowadź, gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra…
Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa…”
[ A. Osiecka “Wielka woda”]
Historia o Palcach
Wprawdzie wlasnie wkroczylismy w Nowy Rok, musze cofnac sie do wydarzen ostatnich kilku tygodni, coby luki w dzienniku wypelnic;)
Zaczne od tego, ze na poczatku pazdziernika Ami zlamala duzego palca u nogi. Zwyczajnie walnela paluchem w sciane na wu-efie;). Zwyczjnie paluch pekl, spuchl i zostal zapakowany do buciora ortopedycznego na 4 tygodnie. Po 4 tygodniach, dottorro orzekl, ze jeszcze sie nie zasklepilo, po 5 bylo lepiej, ale jeszcze nie tak jak trzeba i nareszcie po 6 tygodniach uwolnilismy palucha z buta i…. pojechalismy na wakacje. Ami uwazala na palca, bo jeszcze ja troche pobolewal, wiec wszystko bylo oki. Do czasu. Noga ledwo byla bez buta moze 2 tygodnie, jak Ami znoooooowwwuuuuuu zlamala palec. Tym razem drugi. Wyglupialy sie z Antoska i Ami znowu gdzies tam sie uderzyla…. Nie moglam uwierzyc, ze kolejny raz, kolejny palec zlamany. To sie nie dzieje naprawde…. niestety, Xray i dottorro potwierdzili, ze dwa kolejne palce sa pekniete. I znowwwwwuuuuuu but na 4 tygodnie, do tego jeszcze kule, zeby nogi nie obciazac…. zero sportow, zero chodzenia, jednym slowem “DRAMAT”. Juz nie wspomne, ze Ami miala jako niespodzianke jechac z Hubem na narty…. Coz poradzic, glowa muru nie przebijesz, palcem zreszta tez;). Plany cale szczescie da sie zmodifikowac, a Ami musi po prostu przecierpiec kolejne kilka tygodni w bucie i bez, jak to okreslila “zycia”.
Cudowna Noc
‘Cudowna noc
Tak ciemna jest jak bezmiar wód, jak morza toń,
Jest tak głęboka.
Cudowna noc,
Otula nas i daje nam tajemny znak,
Że nas ochroni.
Bo w taką noc,
Dla naszych serc rozdziera się zasłona mroku,
I światła blask przenika nas,
Jak z nieba promień.’
[Swietlista Noc – Studio Accantus]
Przesylam tym wirtualnym korytarzem wszystkim, ktorzy tu wpadaja na chwile badz na dluzej, wszystkim, ktorzy wirtualnie sa ze mna od lat badz od wczoraj – najserdeczniejsze zycznia zdrowych, spokojnych, rodzinnych i radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz Szczesliwego Nowego Roku!!!!
Bo to Boze Narodzenie
“Bo to Boze Narodzenie, niesie spelnien moc
Szczescie blysnie, nie zagasnie, w te cudowna noc…”
Nasz dom juz tradycyjnie w Swieta staje sie przystania dla rodziny i przyjaciol. I to jest piekne. Ciesze sie, ze moglismy, po raz kolejny, zasiasc do Wigilii w niezmiennym od kilku lat skladzie – Iza z Pawlem i Dawidkiem, Wiola, tesciowie i nasza czworka. Zawsze dokladam wszelkich staran zeby Wigilia byla jak najbardziej tradycyjna. Za wszelka cene probuje te nasze, dawne, polskie tradycje przekazac dziewczynkom. Jest wiec 12+ dan na stole – w tym karp, sledzie, kluski z makiem, ryby, barszcz z uszkami i inne typowo wigilijne przysmaki. Tradycyjnie lamiemy sie oplatkiem, tradycyjnie juz Amelia buntuje sie, ze musi czytac pismo swiete;). Jest sianko pod/na obrusie, jest dodatkowy talerz dla przypadkowego gościa. Wiem, ze moze staje sie z wiekiem zbyt sentymentalna, a moze to ta atmosfera swiateczna nastraja sentymentalnie, ale bardzo wazne sa dla mnie Swieta Bozego Narodzenia i nasze polskie tradycje. Amelia wprawdzie przekomarza sie ze mna, ze ona tylko pamieta jedzenie i prezenty, ale mam wielka nadzieje, ze cos jej tam zostanie i przeniesie chociaz niektore zwyczaje do swojego domu.
Tradycyjnie otwieramy prezenty w Wigilie – tutaj wielkich oporow nie bylo;). Mikolaje babciowe, ciociowe i oczywiscie mamine – glowy potracily i obsypaly, doslownie dzieci gradem prezentow. Wprawdzie “nastolatki” juz w Mikolaja nie wierza, zachowywali sie jak nalezy i pary z ust nie puscili. Antonka dala sie zwabic na gore, gdzie pilnie obserwowalysmy kazde mrugajace swiatelko, ze niby to Mikolajowe sanie. Jak ja uwielbiam ta dziecieca naiwnosc – niech trwa jak najdluzej. Antosia dala sobie nawet wmowic, ze widziala samego Mikolaja jak ladowal na dachu sasiadow – na nasze szczescie, cos rzeczywiscie majaczylo na dachu sasiadow;).
Oczywiscie piskom i zachwytom nie bylo konca. I choc naprawde staram sie tlumaczyc, ze w swietach nie chodzi o prezenty, to kupujac im mnostwo drobiazgow sama sobie zaprzeczam;). Nie moge jednak odmowic sobie przyjemnosci obserwowania tej radosci, tego pisku, tego jak spelniaja sie marzenia, gdy w pudelku znajduje sie wymarzony gadzet, kosmetyk lub puchate skarpety;)
Boze Narodzenie tez tradycyjne. Kosciol, przywitanie narodzonego Jezusa w Szopce. Spokojne popoludnie, wypuscilismy sie nawet na spacer – mimo, ze pogoda za wszelka cene starala sie nas zniechecic od ruszenia sie z kanapy i zeslala mrozny wiatr i deszcz;). Wieczorem, co juz tez stalo sie nasza tradycja, ogladamy stare, polskie komedie – tym razem padlo na “Misia”. Boki zrywalismy z wiecznie zywych Bareizmow;).
Cudny, magiczny czas wsrod najblizszych i serce wypelnione radoscia i miloscia po brzegi.