Scholares w Dallas – Leniwy Poniedzialek

Dzis dzien troszke luzniejszy, mozna powiedziec leniwy – o ile lenistwem mozna nazwac cztery godziny zakupow (doszly nas glosy, ze zdecydowanie za malo czasu). Zawiezlismy zespol do duzej galerii handlowej i puscilismy na buszowanie po sklepach. Ponoc calkiem owocne;) Nawet namlodsze dzieciaki znalazly cos dla siebie. Pogoda jakby dostosowala sie do naszego planu, dzis caly dzien leje – mizerne byloby zwiedzanie. Zreszta byc w Stanach i nie uprawiac “shoppingu” – to jakby wcale nie byc.

Po zakupach przywiezlismy cala grupe do nas do domu. Troche martwilam sie jak sie pomiescimy, bo w sumie bylo nas ponad 50 osob – ale swietnie dalismy rade. Zaserwowalysmy z tesciowa mieszanka jedzeniowa coby goscie mogli roznych tutejszych dan sprobowac. Byly wiec steki, zeberka, ale rowniez kurczaki, salatki, przystawki – a w ramach deseru fontanna czekoladowa. Prawdziwy hit wsrod dzieciakow. Spotkanie w domowym zaciszu bylo tez okazja do wymiany prezentow i oczywiscie do wspolnego spiewu. Jak zwykle cudowne, niezapomniane chwile. I kolejny dowod na to, ze marzenia sie spelniaja. Choc chyba nawet w najsmielszych snach nie snilo mi sie, ze Scholares zaspiewa u mnie w domu, w Teksasie, na drugim koncu swiata, 30 lat pozniej… Zycie potrafi pisac niesamowite scenariusze. Serce peka mi z radosci, ze mialam okazje przedstawic moim bliskim zespol, z ktorym bylam tak blisko zwiazana przez cale moje dziecinstwo.

img_2030-collage

 

Scholares w Dallas c.d. – Niedziela Wdziecznosci

Niedziela rowniez okazala sie pracowita. Rano zespol zaspiewal w czasie Mszy Sw. w polskim kosciele. Dal rowniez mini-koncert po Mszy. Wygladali i brzmieli naprawde pieknie. Znow publicznosc bardzo sie wzruszyla, podziekowaniom i pochwalom nie bylo konca. Do konca zycia nie zapomne kolejki ludzi, ktorzy ustawiali sie do dzieciakow by im pogratulowac, nie zapomne lez w oczach, usciskow dlon, wymiany emaili. Tak juz bedzie do konca pobytu – wszedzie gdzie Scholares spiewa, podbija serca, wzrusza, zachwyca.img_0889-collage
Niedzielne popoludnie opisala najlepiej nasza szkolna kronikarka Agnieszka. Pozwole sobie zacytowac:

Popoludnie i wieczor juz mniej wystepowo, ale wcale nie mniej emocji i wrazen. W rezydencji, ktora gosci zespol, spotkalismy sie na uroczystej kolacji. Byla to okazja do podziekowania wszystkim za wszystko. Taki Dzien Wdziecznosci ❤️
Zespol serdecznie dziekowal wszystkim osobom zaangazowanym w ich pobyt w Texasie.
Gospodarzom  – za ich szczodrosc i serdecznosc; za to, ze przyjeli cala grupe pod swoj dach z otwartymi ramionami.
Osobom zwiazanym ze Small Big Hearts Foundation, Camerata Dallas Young Soloists oraz naszej szkole za zaproszenie do Texasu; za zorganizowanie pobytu zespolu, koncertow, zwiedzania i dopiecie wszystkich malych i duzych spraw na ostatni guzik.
Gospodarze, ze swojej strony dziekowali zespolowi, za radosc i spiew, ktorymi rozbrzmiewa ich dom od samego rana.
I w ten spsob oto wczorajszy dzien zyskal miano Dnia Wdziecznosci ❤️

Mariaci

img_0960-collage-1

 

Scholares podbija Texas c.d. – Koncertowa Sobota

To chyba byl najbardziej intensywny dzien dla naszych gosci. I dla nas. Najpierw wizyta i koncert w polskiej szkole. Cudny, wesoly, idealnie zaaranzowany dla duzych i mniejszych widzow KONCERT. Jezeli ktos mial po raz pierwszy do czynienia z muzyka dawna – to byla to idealna dawka tego typu muzyki. Oczywiscie, takze i koneserzy znalezli cos dla siebie – bo brzmienie, harmonia i repertual byly cudowne. W trakcie koncertu odbyla sie rowniez mini-prelekcja pana Witka idealnie dostosowana do wieku publicznosci. Pan opowiadal o historii muzyki, prezentowal instrumenty, wyjasnial “co z czym sie je”. Dzieciaki siedzialy z otwartymi buziami i chlonely te historie w zywej postaci. O tym jak rzadko mamy okazje taka historie dotknac wspomniala rowniez nasza pani Dyrektor, Marta. I to jest prawda. Nasze dzieci ucza sie teorii, czytaja podreczniki, ogladaja zdjecia, ale nieczesto moga spotkac sie z historia na zywo, zobaczyc jak wygladalo zycie w dawnych czasach, jakiej muzyki sluchano, jak sie ubierano, na jakich instrumentach grano  – a wszystko to “w pigulce” zaprezentowal wlasnie Scholares. Cudowne przezycie dla malych i duzych.
Taki zas wiersz przygotowalismy na powitanie Scholares w naszej szkole, wyrecytowaly go pieknie Iza, Gabrysia i Amelia:Wiersz_powitanie_blog

Wspolne Spiewanie
Slon Rozowy i Ala Miala Kota

Po koncercie odbyly sie warsztaty z udzialem naszych dzieciakow. Scholares w mig nauczyl dzieciaki szkolne dwoch piosenek. Malo, ze dzieci szybko zalapaly melodie, nauczyly sie tez pokazywania. “Slon Rozowy” oraz “Ala Miala Kota”, natychmiast wpadly w ucho dzieciakom i rodzicom. A dzieki plytom, ktore przywiozl nam zespol – te i inne “Sloniowki” weszly na stale do repertuaru naszych rodzin i rozbrzmiewaja do dzis w kazdym samochodzie;). Nawet moje male piskle podchwycilo melodie i chetnie pokazuje “Fumba Bamba”:-). Popoludnie zakonczylismy pysznym lunchem z zaprzyjaznionej wloskiej restauracji, pogaduchami, wspomnieniami, wymiana serdecznosci.  Wszyscy, ktorzy tylko mieli okazje poznac Scholares, nie mogli nadziwic sie jak cudowne, serdeczne, a jednoczesnie skromne i mile sa dzieciaki. Jak zupelnie inne niz dzieci wychowywane w Stanach. Moge pozwolic sobie na takie porownanie, bo sama wychowuje polskie dzieci w Stanach. Niestety musze przyznac, ze moje dzieci (przynajmniej starsze) nie maja w sobie takiej pokory, skromnosci, bezinteresownosci. Poniatowskie dzieciaki, oprocz tego, ze utalentowane muzycznie, ciezko pracujace i pilne – sa naprawde skromne. Sa zawsze zadowoleni, wdzieczni za najdrobniejszy gest, zachwycaja sie wszystkim dookola, upewniaja sie, ze kazdy w ich towarzystwie czuje sie dobrze. Bylo to dla nas jak powiew swiezego powietrza, jak bryza, za ktora sie teskni- cudownosc w najczystrzej postaci. Uwielbiam.p1130403-collagePo krotkim odpoczynku (doslownie, p. Danusia zarzadzila 30 min drzemke – i wszyscy bez mrugniecia okiem poszli sie przespac), przemiescilismy sie do Muzeum Sztuki Biblijnej w Dallas, gdzie wieczorem odbyl sie duzy, wazny, galowy koncert dla Polonii i nie tylko. Piekne polonijne wydarzenie, glowny punkt wizyty artystycznej Scholares w Dallas.
Goraczka przedkoncertowych przygotowan udzielila sie takze i mnie. Mialam mala role- przedstawic i zapowiedziec Scholares. Najbardziej stresowalam sie jednak tym, czy wszystko wyjdzie, czy sala bedzie przygotowana, czy niczego nie zabraknie, a najbardziej martwilam sie czy dopisze publicznosc. Cala akcja marketingowa zakrojona byla na szeroka skale, lacznie z naszym osobistym zapraszaniem ludzi w kosciele, w polskiej szkole, na social media, emailowo, telefonicznie i jak tylko sie dalo. Na kilka dni przed koncertem, bocznymi kanalami dowiedzielismy sie rowniez, za na koncert wybiera sie sam Konsul Generalny z Houston. Poprzeczka natychmiast zostala postawiona jeszcze wyzej.

Program koncertu przygotowywalismy starannie z Hubertem Pralitzem od jakiegos czasu. Wprawdzie do ostatniej chwili (co podobno jest norma) wprowadzalismy poprawki i zmiany, ale ostatecznie program wygladal nastepujaco:

American and Polish National Anthems
Scholares Minores Pro Musica Antiqua and Camerata Dallas Young Soloists.
*Please stand and remain standing for both Anthems, if possible.
Opening Remarks
Marta Morawska, Director, the Jan Karski Polish School of Dallas.
Greetings
Mr. Robert Rusiecki, Consul General of the Republic of Poland, Houston TX.
Welcome Poem
Children from the Jan Karski Polish School of Dallas.
Polish National Songs
Scholares Minores Pro Musica Antiqua.
Children’s Songs: “Ala Miała Kota, “Słoń Różowy”
Scholares Minores Pro Musica Antiqua
with children from the Jan Karski Polish School of Dallas.
Krakowiak
Jagoda Dance Ensemble.
G. F. Handel (1685-1759) – Aria
J. Mouret (1682-1738) – Rondeau
Camerata Dallas Young Soloists.
H. Purcell (1659-1695) – Sound the Trumpet
Scholares Minores Pro Musica Antiqua and Camerata Dallas Young Soloists.
Introduction of Scholares Minores Pro Musica Antiqua
Edyta Zydorek, Secretary of the Jan Karski Polish School of Dallas,
former member of Scholares Minores Pro Musica Antiqua.
Musical Journey Through Early Europe
Scholares Minores Pro Musica Antiqua.

Naprawde trudno w skrocie opisac wrazenia z koncertu. Jednym slowem byl cudowny, podniosly, wzruszajacy, patriotyczny, a jednoczesnie taki swojski, dzieciecy, niewinny, lekki…. Oczywiscie walory artystyczne na najwyzszym poziomie: zarowno Schoalres jak i inni artysci zaprezentowali SZTUKE przez duze S. Publicznosc nie tylko dopisala, sala wypelniona byla po brzegi, obsluga nie nadazala dostawiac krzesel, a w koncu spora grupa widzow musiala stac. To jak cudowne wrazenia zapewnil wszystkim Scholares, nie da sie zwyczajnie opisac w kilku slowach. Byly lzy wzruszenia, gratulacje, podziekowania i prosba o jeszcze, jeszcze, jeszcze…
Dzieci z polskiej szkoly mialy niepowtarzalna okazje wystapic na jednej scenie z profesjonalnym zespolem muzycznym.

Wspolny Wystep

Pieknie wszystkich powitala Marta, po raz kolejny przypominajac nam jak wazne jest obcowanie z polska kultura, jak mile jest jej “dotkniecie” i zobaczenie na zywo. Mile slowa uslyszelismy rowniez od pana Konsula oraz calej delegacji z Houston. Po raz kolejny Amelia, Iza i Gabrysia – wyrecytowala powitalny wiersz. Super profesjonalnie cala impreze poprowadzil swoim cieplym, radiowym glosem, niezawodny James. A mysle, ze i moje powitanie nie wypadlo najgorzej. Tutaj jego tekst, nieskromnie przyznam, ze fajnie mi sie napisalo:

Ladies and Gentlemen, Dear Friends:
My heart is full tonight. I have the honor and privilege to introduce to you a group of talented young musicians from my hometown in Poland – Poniatowa.
Scholares Minores Pro Musica Antiqua will perform for you tonight and as the children in the welcome poem have indicated, Scholares will take you on a magical journey back in time to royal palaces and performance halls of the early Europe.
Many moons ago, I had the privilege to be part of this great ensemble. For almost 10 years, we have performed together traveling all across Europe. Friendships were born that lasted a lifetime as we bonded over hours of rehearsals and concert preparations. It was then that I’ve learned the value of discipline, determination and team work – qualities that I’ve carried with me to my adult life. Qualities that serve me well today. And for that I am forever grateful.
Dear Friends, sometimes life brings us a full circle and back to people and places where we have been before to show us how much we have grown but also to remind us of how much we can still do. It has been a big dream of mine to one day bring Scholares to Dallas and to share my passion for music with my family and friends here, at home.
And, yes, sometimes it takes hard work and perseverance and a group of tireless, passionate friends to make it happen, to see the dream through, to close that circle. But it was worth it. Because some dreams, like some circles, are bigger than others and some dreams, just like some circles are bigger than ourselves.
So, although overwhelmed with emotion, I am standing here tonight as happy as one can be-remembering the great times when I was wearing that costume, holding that instrument and getting ready to get on stage. But tonight, life has brought us a full circle:  I get to introduce this wonderful group to you but it is their moment to shine.
Ladies and gentlemen, please join me in welcoming my dearest friends: SCHOLARES MINORES PRO MUSICA ANTIQUA.
Caly program tego cudownego wydarzenia tutaj:

SCHOLARES PROGRAM FEB 7th 2019_2_Page_1

SCHOLARES PROGRAM FEB 7th 2019_2_Page_2SCHOLARES PROGRAM FEB 7th 2019_2_Page_3A tutaj male podsumowanie fotograficzne:
p1140637-collage

 

 

Z muzyka dawna na podboj Teksasu;)

Czwartek

Pierwszy dzien naszych gosci w Dallas. Dalismy im troche odetchnac po podrozy, zjesc pozne sniadanie. Kolo poludnia wyruszylismy jednak na zwiedzanie miasta. Znajomy Jurek historie Dallas zna od podszewki. Oprowadzil dzieciaki po miescie, opowiedzial historie najwazniejszych miejsc: ulica na ktorej zabito prezydenta Kenediego, katedra, filharmonia, Pioneer Plaza – gdzie mozna fajnie pozowac do zdjec z bykami (z bronzu – rzecz jasna). Jurek zaprosil tez zespol na lunch, za co i ja i dzieciaki byly mu bardzo wdzieczne.

Zespol wstapil tez do symfonii – gdzie, rzecz jasna, zaspiewal sobie – ot tak coby akustyke sprawdzic:

Meyerson Symphony Dallas

Po lunchu pojechalismy do katedry, gdzie Scholares mial swoj pierwszy koncert. Choc termin nie byl idealny – w pierwszy dzien po przylocie zazwyczaj czlowiek jest bardzo zmeczony- nastroj i akustyka katedry sprawily, ze koncert udal sie znakomicie. Zreszta tak juz bedzie do konca pobytu. Kazdy jeden koncert jest cudownym przedstawieniem, cudowna uczta dla zmyslow. Umiejetnosci i talent dzieciakow jest nie do opisania. Ich przygotowanie, strona techniczna i muzyczna na najwyzszym poziomie. Powinnam to wiedziec, pamietam przeciez ile przygotowan, prob, nauki i pracy wkladalismy w koncerty. Jestem jednak pod niesamowitym wrazenim artyzmu Scholares. Brzmia przecudnie, czysto, profesjonalnie. Prezentuja sie przepieknie w strojach, szczegolnie na tle pieknej katedry. Widownia jest zachwycona,  a na niejednej twarzy plyna lzy wzruszenia. Ponizej link do tego koncertu:

Koncert w Katedrze

Po koncercie powrot do rezydencji, przepyszna kolacja i zasluzony odpoczynek. W ramach odpoczynku wlasnie puszczamy dzieciakom film – bo w rezydencji jest tez kino domowe. Domowe jest tylko z nazwy – normalnie IMAX z profesjonalym naglosnieniem I przewygodnymi fotelami kinowymi;).

Czwartek_COLLAGE

Piatek

Na dzis zaplanowalismy dla zespolu dzien “kowbojski”. Zaczynamy od prawdziwej lekcji historii w Grapevine. Dzieciaki dowiaduja sie kim byli pierwsi osadnicy w Teksasie, co sie uprawialo, jak wygladaly szkoly i domy. Totalna podroz w przeszlosc do czasow kolonialnych. Wstepujemy rowniez do pieknego hotelu Gaylord, gdzie w unikalnym atrium odpoczywamy I robimy sobie zdjecia. Chcielismy tez wypic tam kawke, ale niestety kawiarnia byla zamknieta. Niezrazeni, natychmiast znajdujemy pobliski Starbucks – gdzie dzieciaki piszcza z zachwytu na obietnice goracej czekolady czy kawy. Pani nie pozwala grymasic i zarzadza, ze do wyboru sa dwa napoje wlasnie: czekolada dla mlodszych, kawa dla starszych. Dzieciaki poslusznie godza sie na takie rozwiazanie. Troszke rozgrzani jedziemy do Fort Worth – punktu docelowego dzisiejszej wycieczki. Tutaj mamy okazje podejrzec jak wyglada zycie prawdziwego Texanskiego kowboja. Patrzymy jak przepedza sie bydlo, kosztujemy prawdziwego Texanskiego BBQ  – to tez znow dzieki uprzejmosci i szczodrosci znajomych. Uwienczeniem wieczoru jest RODEO. Ku mojemu zdziwieniu – bo myslalam, ze po pol godzinie dzieciaki beda chcialy wracac do domu-Rodeo staje sie prawdziwym hitem. Krowki, cielaczki, lasso, konie – wszystko to podoba sie naszym gosciom. Zmeczeni, ale zadowoleni wracaja do domu pozna noca – by odpoczac przed kolejnym dniem pelnym wrazen.

Piatek_COLLAGE

Scholares Minores w Dallas – od kuchni

Zaczelo sie wszystko, jak zaczac sie musialo, od jednego krotkiego, ale konkretnego emaila od Pani Danusi, ktory, przyznam, troche mnie zaskoczyl. Pani Danusia zapytala, czy bylaby mozliwosc zorganizowania wizyty Scholares w Dallas, w lutym 2019 roku przy okazji wyjazdu zespolu do Kalifornii.

Akurat przebywałam w podróży służbowej w Azji i moje mysli zaprzątnięte były totalnie pracą –a tu taka propozycja. Z jednej strony ucieszyłam się na samą myśl, z drugiej zawahałam. Typowa ja: serce od razu skacze, rozum każe się chwile zastanowić. Od razu rozmarzyłam się jak to by było gdyby….Wiedziałam, że jest to dosyć ważna decyzja i spora odpowiedzialność. Chciałam to jak najszybciej skonsultować z mężem – ale z powodu różnicy czasu musiałam poczekać cały dzień. Cieszę się, że miałam te kilka godzin na przemyślenie. Jak rozmawiałam z Hubertem, miałam już w głowie konkretny plan działania i listę osób które miałam zamiar poprosić o pomoc.

Przedstawiłam propozycję wizyty Scholares zarządowi polskiej szkoły. Propozycja została jednoglośnie zaakceptowana. Szkoła obiecala się zaangażować oraz wesprzec projekt od strony organizacyjnej. Wielu czlonkow zarzadu bardzo osobiście zaangażowało się w organizacje wizyty, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Do projektu dołączyła również zaprzyjaźniona Fundacja “Small Big Hearts”.  I tym sposobem uformowal sie nasz “komitet organizacyjny”, czyli ok. 10 osob oraz wiele zaprzyjaznionych dusz, ktore pomagaly jak mogly przy posilkach, organizacji koncertow czy chocby przygotowaniu “suchego prowiantu” zeby dzieciaki nie zglodnialy.

I zaczelismy przygotowania. Troche tak jak w wierszu o Lokomotywie- najpierw powoli, ospale – by na kilka tygodni przed planowanym przyjazdem przyspieszyc do super sprintu. Ostatnie dni, rzecz jasna – to prawdziwa goraczka i dopinanie na ostatni guzik tysiaca drobiazgow.

I wreszcie nadszedl dzien, kiedy z niecierpliwoscia czekalismy na Scholares na lotnisku DFW. Lot sie opoznial, czas wypelnialismy sobie rozmowami i cpykaniem zdjec z dosyc licznie przybylym na lotnisko komitetem powitalnym.

Nareszcie sa. Zmeczeni ale szczesliwi. I oczywiscie co robi zespol po prawie 20 godzinnej podrozy, dzwiganiu bagazu, instrumentow I strojow? SPIEWA! Tak, przyznam szczerze, ze uspiony pozna godzina terminal lotniska DFW ozywil sie nagle jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki gdy rozbrzmialy dzwieki “Niech zyja nam”.  Ach jakie to cudowne uczucie zaspiewac z zespolem po 30 latach, chocby na lotnisku;). Powitaniom, lzom, emocjom, zdjeciom, nie bylo konca. Cudowne przezycie. Powrot myslami do tamtych lat, tamtych przyjazni, wspolnych wyjazdow, prob, koncertow – nagle przed oczami staje wielki kawal mojego zespolowego zycia.

Czas rozlokowac dzieciaki w rezydencji. Mielismy niesamowite szczescie, ze dwa anioly: Ewa i Waldek spadly z nieba i zaprosily dzieciaki do swojej pieknej rezydencji. To, ze zespol moze zamieszkac pod jednym dachem niesamowicie ulatwi logistyke I transport. Dzieki temu bedziemy w stanie pokazac dzieciakom Dallas, zaoferowac sporo atrakcji i ciekawych wydarzen.

Niesamowite jest jak ludzie, czasem calkiem obcy – zaangazowali sie w organizacje i wsparcie wizyty zespolu. Niejednokrotnie plakalam ze wzruszenia jak otrzymywalam “anonimowe” czeki, pieniadze, czy chocby dobre slowo. Ktos zglosil sie, ze zrobi lunch, ktos zaplacil za kolacje. Polskie sklepy zapewnily prowiant na wiele posilkow, dobre dusze juz od rana piekly rogaliki by dzieci mialy je swieze na sniadanie. Byli tacy, ktorzy ogarneli cala kolacje – np. Przygotowali przepyszne fajitas na 100 osob;). Dlugo moglabym wymieniac wszystkich dobroczyncow, ktorzy mi pomogli. Naprawde wielka bezinteresowna, wspaniala pomoc od wielu ludzi – takie rzeczy przywracaja wiare w ludzi i ich naturalna dobroc.

Nie obylo sie rowniez bez skandali, niemilych sytuacji czy lokalnej polonijnej polityczki. Niektorzy chcieli skrzetnie wykorzystac wizyte zespolu i pod pretekstem “jednoczenia Polonii” dopisac sie do organizatorow.  Coz, takie sytuacje i ludzie sa nieuniknione, choc przykre. Nie moglam sobie tym zaprzatac glowy, bo bylo naprawde sporo do zrobienia. Poza tym nakrecalam sie to dobra, pozytywna energia plynaca od (jednak jakby nie bylo) zdecydowanej wiekszosci ludzi, ktorzy sie zaangazowali.

Najwiecej czasu i energii zajela nam organizacja koncertow. Szukalam kontaktow w instytucjach, ktore moim zdaniem moglyby byc zainteresowane koncertem muzyki dawnej. Chcielismy rowniez koniecznie zorganizowac jeden duzy koncert dla Polonii, przy udziale lokalnych muzykow oraz dzieciakow z naszej szkoly. Mielismy wielkie wsparcie artystyczne od znanego skrzypka, Huberta. Dzieki jego kontaktom udalo nam sie np. zorganizowac koncert w katedrze w Dallas.

Cieszę się, że udało nam się zorganizować koncert na University of North Texas (UNT) – College of Music, na wydziale muzyki dawnej. Przez znajomych znajomych dotarłam do Prof. Leenhouts’a – cudownego człowieka i miłośnika muzyki dawnej, który nie tylko poparł organizację koncertu na UNT ale osobiście się w to zaangażował. Dopiero po fakcie dowiedziałam się, ze Prof. Leenhouts jest szefem całego wydziału – tym bardziej jest mi miło, że zaangażował swój czas w to przedsięwzięcie. Inna moja przyjaciołka, pracuje w prywatnej szkole Greenhill i pomogła mi dotrzeć do władz szkoły co doprowadziło do organizacji koncertu w Greenhill. Podobnie wyglądała organizacja pozostałych koncertów: ja znałam kogoś kto znał kogoś – i od słowa do słowa wszystko powoli układało się w całość. Ostatecznie plan koncertow wygladal nastepujaco:

7.02.19 Dallas – 17:00 Koncert w Cathedral Shrine of the Virgin of Guadalupe
9.02.19 Dallas – 13:00 Koncert w Jan Karski Polish School
– 18:00 Koncert w Muzeum Sztuki Biblijnej
10.02.19 Dallas – 11:00 – Koncert po Mszy w Polskim Kosciele
12.02.19 Denton – 12:30 Koncert na UNT University of North Texas, College of Music
13.02.19 Dallas – 11:00 – Koncert w Ronald McDonald House of Dallas
14.02.19 Dallas – 10:30 Koncert  w Greenhill School

Nioficjalnie zas, Scholares spiewal na kazdym kroku, w kazdym miejscu, o kazdej porze dnia i nocy:-). W kolejnym wpisie szczegolowy reportaz z wizyty.

I warto mieć marzenia. Doczekać ich spełnienia

Okazuje sie, ze marzenia naprawde sie spelniaja. Wizyta Scholares jest tego najlepszym przykladem. I naprawde trzeba glosno o nich mowic. Jak sie okazuje, ja przepowiedzialam wizyte zespolu w Teksasie juz wiele lat temu – przypomniala mi o tym dopiero ksiazka o zespole, ktora dostalam od p. Danusi – a w ktorej to opublikowane sa listy do zespolu z okazji 40-tego, bodajze, jubileuszu. Tak do nich wtedy napisalam:

Droga Pani Danusiu, Drogi Panie Witku, Kochani Przyjaciele:

Przesyłam wam najserdeczniejsze życzenia i gratulacje z okazji wspaniałego Jubileuszu 40-lecia Zespołów. Jestem niezmiernie dumna i szczęśliwa, że mogłam być częścią “Szczygiełek” i “Scholares” przez prawie 10 lat.  Jestem również wdzięczna, że Zespół stał się tak ważną częścią mojego życia, a Państwo odegraliście kluczową rolę w kształtowaniu mojej młodej osobowości. Dziękuję Wam i moim przyjaciołom z Zespołu za cudowny, magiczny i niezapomniany czas. Dziękuję Wam za przygodę, która stała się sposobem na prozę życia w małym miasteczku. Dziękuję za odkrywanie przed nami swiata muzyki oraz  możliwość poznawania cudownych ludzi, niesamowitych osobowości, pasjonatów muzyki z całego świata.

Dziękuję z całego serca Zespołowi za ten swoisty przyśpieszony kurs dorastania – gdy od najmłodszych lat uczono nas brania odpowiedzialności za siebie i za zadania, które nam powierzano.

Do dziś pamiętam etos pracy i odpowiedzialności, który nam wpajaliście. “Dyska musisz być przygotowana na 110%  by podczas koncertu dać z siebie 100% – 10% zawsze zabierze ci trema”  –  powtarzał Pan przed każdym koncertem. Słowa te brzmią mi w uszach przed każdym większym wystąpieniem publicznym, przed każdym spotkaniem biznesowym, które prowadzę, przed każdą rozprawą sądową, w której uczestniczę. Jakże jestem również wdzięczna Pani za “obowiązkowe” pamiętniki z podróży zagranicznych. Moje groteskowe opisy miejsc i  wydarzeń już nie raz dostarczały rozrywki mojej rodzinie i znajomym: “ a w sklepach na półkach jest wszystko, dosłownie wszystko o czym marzy twoja dusza” –  z rozrzewnieniem pisałam podczas wyjazdu do NRD.

Ponad wszystko dziękuję jednak Zespołowi, za cudowne przyjaźnie, które przetrwały próbę czasu. Za wspaniałych ludzi, którzy stanęli na mojej drodze. Za rzekę wspólnie wylanych łez, za niekończące się rozmowy, za dzielenie sie smutkami i radościami. Za to, że do dnia dzisiejszego pozostaliśmy w kontakcie.

Życzę wam i Zespołowi niekończącego się pasma sukcesów, kolejnych podróży, koncertów, nagród.  Życzę, aby to wspaniałe dziedzictwo które budowaliście przez lata przynosiło radość kolejnym pokoleniom muzyków, widzów i sympatyków. Mam nadzieję, że nasze drogi skrzyżuja się jeszcze kiedyś gdy na kolejnej trasie waszego tournee pojawi się Teksas –  moja druga Ojczyzna.

Dallas, Texas

img_2256

Moja przygoda ze Scholares

Ostatnie kilka miesiecy moje mysli zaprzatala wizyta Scholares w Dallas. Opisze dokladnie cale to przezycie, ale najpierw musze wyjasnic o co w tym wszystkim chodzi.

Scholares Minores Pro Musica Antiqua i chor “Szczygielki” to zespoly dzieciece, do ktorych nalezalam prawie 10 lat w mojej rodzinnej Poniatowej. Czas zespolowy to kawal mojego dziecinstwa, mlodosci, wspolnego dorastania wsrod muzyki i muzykow.

Moja przygoda z zespolem zaczela sie gdy pewnego dnia jako  9-letnia dziewczynka  wsiadlam na rower i pojechalam na egzamin do choru. Kolezanki z bloku podsmiewaly sie, ze dziewczynka nie umie spiewac, a pcha sie do choru, ale  nic sobie z tego nie robiac, poszlam na egzamin i odspiewalam najlepiej jak umialam jakas szkolna przyspiewke. O dziwo do choru zostalam przyjeta i z usmiechem na ustach i z “zagranicznym” lizakiem w buzi wrocilam do domu i oswiadczylam, ze od dzisiaj bede spiewac w chorze. Tak zaczela sie moja prawie 10-letnia przygoda z wielkim swiatem. Mijaly lata, a ja coraz bardziej wsiakalam w swiat muzyki. Juz nie liczylo sie nic, tylko zespol. Jezeli wyjazdy –  to tylko z zespolem, jezeli przyjaznie –  to tylko w zespole. Smutki, radosci, nieustajace proby, koncerty –  caly moj dzieciecy swiat zamykal sie w magicznym swiecie zespolu.

Scholares jest zespolem muzyki dawnej,  grajacym muzyke glownie z epoki Renesansu i Baroku. Spiewa, tanczy, gra na instrumentach pochodzacych z tych wlasnie epok. Koncerty sa starannie przygotowywane, wycwiczone, na najwyzszych poziomie artystycznym. Wiele zawdzieczam zespolowi i jego zalozycielom, panstwu Danielewiczom. Zespol byl dla mnie druga rodzina. Tam doroslam, dojrzalam, zakochalam sie w muzyce, wyrobilam sobie wrazliwosc na wszelkie formy artyzmu.

Może trudno w to uwierzyć, ale bardzo często wracam pamiecią do chwil spędzonych w zespole. Dopiero po latach, człowiek uświadamia sobie ile zawdzięcza państwu Danielewiczom i zespołowi, ile się nauczyłam przez lata, jak rozbudzili w nas, młodych ludziach miłość do muzyki, wrażliwość na różne formy sztuki. Wspólne wyjazdy, ciężka praca, dyscyplina, tzw. “teamwork” – wszystko to przeniosłam do dorosłego życia, zarówno zawodowego jak i osobistego. Wiele przyjaźni, które zrodziły się w dawnych “Szczygiełkowych” czasach przetrwało do dziś. Mam regularny kontakt z wieloma dziewczynami z zespolu,  z innymi mam kontakt, tzw. “fejsbukowy” – mniej więcej wiemy co sie u każdej dzieje. Uważam to za duży sukces, zważywszy na odległość, która nas dzieli oraz to jak wszsyscy jesteśmy zajęci.  Przez moje prawie 10 lat w zespole koncertowalismy w kraju, byly tez wyjazdy zagraniczne – dla mnie jedenascie. Bardzo miło wspominam wszystkie wyjazdy z Zespołem. Najbardziej chyba utkwiła mi w pamięci Finlandia – być może dlatego, że to był dosyć “egzotyczny” jak na ówczesne czasy kraj. Pamiętam nasze koncerty, sauny, pływanie w zimnym jeziorze. Pamiętam jak opiekował się nami Kari, pamiętam długie z nim rozmowy i jego zachętę żeby uczyć się języków i pilnie ćwiczyć grę na instrumentach;). Był to też dosyć szczególny moment w moim życiu, tuż po śmierci mojego taty. Trochę bardziej byłam wrażliwa na otoczenie, może głębiej przeżywałam wszystkie spotkania, koncerty, przygtowania. Może dlatego najbardziej to pamiętam. Rownie ciekawe byly wyjazdy do Hiszpanii, Francji, Niemiec, a nawet na Bialorus – gdzie przyjeli nas bardzo milo.

Gdy nadarzyla sie wiec okazja zorganizowania wizty Scholares w Dallas – serce natychmiast zabilo mi mocniej. Natychmiast wrocily mile wspomnienia, przed oczawmi pojawily sie znajome twarze, migawki z koncertow, wyjazdow. Na sercu zrobilo sie jakby cieplej….

IMG_7049IMG_7047IMG_7045IMG_7043

 

Spring Break 2019

Czas pedzi, az wstyd sie przyznac, ze w “nowym” roku nie popelnilam jeszcze zadnego konkretnego wpisu. A dzieje sie duzo i powoli powroce na blogowe lono i opisze, chociaz w skrocie. Tymczasem odnotuje, ze Ferie Zimowe 2019 wlasnie sie z hukiem zakonczyly, dzieciarnia mniejsza i wieksza powrocila w szkolne lawy.

Nie dalismy rady czasowo nigdzie wyjechac. Na dodatek, Hubowe ferie w tym roku z Ameliowymi sie nie pokryly – i kolo nosa przeszedl jej wyjazd z tatusiem do Dubaju:(. Trzeba sie bylo zadowolic lokalnymi atrakcjami, spedzaniem czasu z kolezankami i fajnym weekendem spedzonym z mama;).

Ami wymyslila sobie kurs gotowania. Przez 2 dni uczyla sie komponowac menu, cos tam kroic, obierac, smazyc – nie rzucilo jej to na kolana. Podobne rzeczy robi czasem z babcia, przynajmniej wychodza z tego pysznosci – tymczasem na kursie, ponoc, potrawy wyszly nie za bardzo zjadliwe. Kolejnego dnia Ami zazyczyla sobie tzw. “spotkanie ze sztuka” – czyli warsztaty malarskie. Moze nie byla to sztuka przez duze S, ale Ami bardzo sie podobala, przytargala do domu obraz wielki, kolorowy, czyms tam jeszcze udekorowany. Zasili nasza garazowa galerie – gdzie spokojny spoczynek znajduja takie wlasnie dziela sztuki co to szkoda ich wyrzucic, ale na sciany tez sie nie nadaja;).

W piatek, natomiast, zabralam Amelie ze soba do pracy na pare godzin. Miala mi niby pomagac, sprzatac pokoj, ukladac akta, numerowac papiery, etc. – ale nie zdazyla:-) Tak sie rozgadala ze wszystkimi, ze ledwo zdazyla odrobic swoja wlasna prace domowa. Dzien byl piekny, sloneczny, spedzilysmy sobie urocze mamusiowo-corusiowe popoludnie na fajnym lunchu, malych zakupach i tzw. babskich sprawach. Pozniej spotkalismy sie z tatusiem i Antosia w Muzeum Techniki, a dzien zakonczylismy w centrum handlowym na obiecanych lodach i nieplanowanych zakupach. Padlismy doslownie po dniu pelnym wrazen – ale dzieciarnia zadowolona, i mala, i duza – wiec
“Mission Accomplished”;-).

Pasmo atrakcji kontynuowalysmy juz same w sobote i niedziele -Hub tymczasem wybyl do Dubaju.

A my wybylysmy z domu i jezdzilysmy od atrakcji do placu zabaw do kolejnego centrum handlowego – nie wiedzialam, ze mozna sie az tak zmeczyc latajac po sklepach i karuzelach. Ale fajnie, milo nam bylo. Antoska przeszczesliwa, super grzeczna, w ogole nie narzekala na godziny spedzone poza domem. I choc trudno pogodzic interesy nastolatki z zachciankami 3 latki – dziewczyny okazaly sie mistrzyniami kompromisu. Ami nie przekrecala oczami na ChuckECheese’a, a Antonka cierpliwie czekala jak Amelia przymierzy pietnasta pare dzinsow;).

O ile zawsze narzekam, ze za malo czasu spedzam z dziecmi, ostatni weekend, po prostu w 100% poswiecony byl dzieciom, ich atrakcjom. Cudne chwile, fajny czas. Zdecydowanie to jeszce powtorzymy.

img_2329img_2328