Post Scriptum do Kary

Kara widocznie zadzialala bo wczoraj Amelia byla jak aniolek. Super mila, grzeczna, nawet w sklepie (gdzie zazwyczaj buszuje jak pies spuszczony ze smyczy) zachowywala sie super.

Z kolezanka juz sie przeprosily i (jak to w bajkach bywa) zostaly najlepszymi przyjaciolkami. Podobno sie nawzajem nie rozstawaly.

No i, jak obiecalam, Myska mogla juz wczoraj ogladac bajki. Z czego skrzetnie skorzystala. W ruch poszla "Swinka Peppa" i "Abby Kadabi".

Hub pojechal z chlopakami na narty. Wracaja w poniedzialek. Bedzie wiec samotny weekend, ktory umile sobie "babskim" spotkaniem w sobote i wypadem na zakupy.

Kara:(

Amelus poznala wczoraj smak kary. Byla niegrzeczna w przedszkolu i za kare od nas dostala zakaz ogladania bajek oraz "wyklad". Najbardziej zainteresowana byla konceptem kary. A co to jest kara? Moja definicja: "Kara to jest cos co sie dostaje jak sie jest niegrzecznym, np. nie bedziesz mogla ogladac bajek".

-Ale ja nie lubie kary….

-My tez nie lubimy corciu, ale musisz miec kare zeby wiedziec ze nie mozna byc niegrzecznym dla dzieci.

-To jak nie moge ogladac bajek, to co ja bede teraz robila?

-Znajdziesz sobie jakas zabawe:klocki, lalki, rysowanie…

-Ale ja chce bajki…

-Bedziesz mogla ogladac bajki jak kara sie skonczy i przeprosisz kolezanke w przedszkolu.

-To ja ciebie przeprosze i juz chce bajki…

-Nie, musisz przeprosic tego kogo obrazilas. Poza tym kara musi troche potrwac…

-A co to jest potrwac?;)

Zwatpilam, bo przez ostatnie 15 minut, Meli targowala sie o kare, jej wymiar i czas trwania i dyskutowala kazdy szczegol. Wytrwalismy jednak do konca dnia bez ogladania bajek, chociaz upominala sie o nie (jak nigdy) co 10 minut. I co 10 minut rozpoczynalismy dyskusje o karze. W pewnym momencie zdalam sobie sprawe, ze jej kara stala sie moja kara. I tak za kare ze dalam Amelci kare, dostalam niekoczace sie pytania i dyskusje o karze…

Dzien z zycia…

Dzis juz od rana stalam na dachu 10-cio pietrowego biurowca. Nie, nie chcialam z niego skoczyc… bylam w pracy. Smialam sie, ze dostalam awans bo robie teraz za portiera i hydraulika i wspinam sie po dachach, sprawdzajac jakosc wody i sprawnosc klimatyzacji… Tak powaznie, ucze sie biznesu od podstaw. Towarzyszylam dzisiaj jednemu z naszych managerow, w jego wizytach serwisowych. A ze akurat jego oddzial zajmuje sie uzdatnianiem wody, wspinalismy sie po dachach, lazili po piwnicach, gazowniach i tego typu pakamerach… A ile sie przez jeden dzien nauczylam…..Ciekawie bylo obserwowac jak umowy, dokumenty czy inne papiery, ktore przygotowujemy maja zastosowanie w rzeczywistym, codziennym zyciu naszych pracownikow. To co na papierze wydaje mi sie blahostka czy abstrakcja ma zywe zastosowanie. To, gdzie postawie przecinek czy kropke, zmienia czasem uklad sil czy zakres obowiazkow stron. Juz nigdy nie zlekcewaze paragrafu o odpowiedzialnosci za zuzyty sprzet czy wybuch bojlera…Ciekawe doswiadczenie. Nauczylam sie sporo o uzdatnianiu wody, historii firmy, ludziach, klientach oraz problemach z jakimi borykaja sie nasi pracownicy. A plotki, kto z kim i kogo sie obecnie nie lubi….. priceless bonus:).

Sylwester w Krakowie

Kolega z pracy, z mojego pietra nawet, spedzil Sylwestra na Krakowskim Rynku. Ot, tak skoczyl sobie na weekend do Krakowa. Bo to przeciez za rogiem:). Kolega dosyc sporo podrozuje po swiecie, a tym razem wymyslil sobie, ze spedzi Sylwestra w Krakowie, bo jakis fajny koncert ma byc na Rynku, no to czemu nie skorzystac. I pojechal. Przed wyjazdem wpadl do mnie po ostatniej wskazowki… chociaz naprawde oprocz polecania sprobowania Zubrowki, nic nie moglam nowego mu powiedziec. Byl naprawde swietnie przygotowany. Wiedzial o Krakowie wiecej niz ja. Po powrocie dzielil sie ze mna wrazeniami. Ciekawa bylam jak takie imprezy jak Sylwestrowy koncert na Krakowskim Rynku odbieraja cudzoziemcy. Wiec, generalnie bardzo sie koledze podobalo. Koncert podobno sie udal, wokalistka spiewala po angielsku, nawet fajnie, ponoc. Do tego o polnocy pojawil sie prezydent Polski z zyczeniami, co wrazenie zrobilo na koledze wielkie. Zdziwilo go natomiast, ze Polacy pili szampana z butelek na placu, a pozniej tego szampana rozlewali po ludziach… co w sumie nie bylo az takie fajne ani smieszne bo na dworze bylo jakies -15. Kolega padl ofiara wlasnie takiego szampanskiego smingusa dyngusa i wcale mu do smiechu nie bylo:( Pytal czy to normalne w Polsce?

Wedlug niego Polska jest nadal tania, z czym nie zupelnie sie zgadzam… za hotel zaplacil $300/noc… czyli jak na Krakow sporo..Ludzie sa ponoc mili, w barze stawiali mi drinki;)

W Polsce spodobalo mu sie na tyle, ze w lecie ma zamiar tam wrocic i zwiedzic inne partie kraju: Gdansk, Warszawe, etc.

Jeszcze o Smolenskiej Katastrofie

Rosjanie opublikowali dzisiaj raport MAK, komisji badajacej przyczyny katastrofy w Smolensku. Przyczyny podali, moim zdaniem, banalne: wina pilota, brak doswiadczenia, presja ze strony obecnych na pokladzie oficjeli. Wyborcza opisala jak na raport zareagowaly swiatowe media. Ciekawe zestawienie, wiec je tutaj przytocze (dla potomnosci):

Co o raporcie MAK piszą światowe media?

Niemiecki "Spiegel" ocenia , że: "Dla Rosjan jest jasne co było główną przyczyną katastrofy: podpity dowódca sił powietrznych." Spiegel podkreśla, że zdaniem MAK – wywierał on presję na pilotów, podobnie jak szef protokołu dyplomatycznego Mariusz Kazana.
"Frankfurter Allgemeine Zeitung" też donosi, że Rosjanie winą za katastrofę smoleńską obarczają podpitego szefa sił lotniczych. – Z 0,6 promilami alkoholu we krwi zmusił pilotów do lądowania – pisze niemiecki dziennik.
– "Podpity szef sił powietrznych spowodował katastrofę" – to tytuł tekstu o konferencji MAK w niemieckim tygodniku "die Welt". Gazeta podaje, że generał Błasik był w kabinie pilotów, że miał alkohol we krwi i że, mimo ostrzeżeń rosyjskich kontrolerów, zmusił pilotów do lądowania.
CNN informuje że błąd popełniła załoga. "Załoga powinna zdecydować o zmianie lotniska w świetle powtarzających się informacji o złej pogodzie" – podkreśla CNN.
Amerykański "New York Times" podaje z kolei, że rosyjskie ustalenia przerzucają odpowiedzialność z załogi na polskich przywódców. "Raport skupia się na dowódcy polskich sił powietrznych, który – jak wskazują Rosjanie – miał wysoki poziom alkoholu we krwi, kiedy wszedł do kokpitu przed wypadkiem".
"Polska obwiniona o katastrofę w Smoleńsku" – czytamy z kolei na stronach BBC. "Rosja uznała, że przyczyną katastrofy jest błąd pilota", a "polska załoga nie zważała na złą pogodę ponieważ obawiała się niezadowolenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego".
CBC pisze: rosyjscy urzędnicy mówią, że "na lądowanie załogi w złej pogodzie naciskał dowódca sił powietrznych, który wcześniej pił". CBC podkreśla, że spodziewana jest złość ze strony polskich władz, których uwagi do raportu nie zostały uwzględnione.
"Pilot bał się złości prezydenta Kaczyńskiego w razie lądowania" – czytamy na stronach agencji Reuters. "On się wścieknie" – cytuje agencja słowa nawigatora.
Euronews: tytułuje swoją informację: "Moskwa mówi, że obecność Kaczyńskiego była czynnikiem wpływającym na fatalny wypadek". Dalej: "Przyczyną jest błąd pilota ale silna presja mogła być wywierane na załogę".


Więcej… http://wyborcza.pl/1,75248,8936341,__Podpity_general______wina_pilota____strach_przed.html

Z Nowym Rokiem

Mamy 2011. Moze trudno uwierzyc, ale rozpoczal sie juz na dobre. Po swiatecznym lenistwie trudno bylo przestawic sie na normalny pracowo-przedszkolkowy rytm. Chociaz, nie zapeszajac, Meli bardzo chciala juz do przedszkola. Tak w ogole to ona juz chce isc do szkoly-jak mi niedawno oswiadczyla. Przeciez juz jest duza.

W pracy nareszcie pelne biuro. Wszyscy wrocili po swiatecznych urlopach. Ruszylismy z kopyta i od razu w poniedzialek rano mielismy wazne spotkanie z jednym naszym oddzialem. Oczywisicie ja bylam odpowiedzialna za to spotkanie i musialam na poczatku wszystkich przeprosic za sciagniecie ich wszystkich w pierwszy poniedzialkowy poranek w roku. Spotkanie poszlo w miare gladko, nawet sie wykazalam. W/g szefa. On natomiast nareszcie pokazal swoja ludzka strone i stwierdzil, ze nie moze sie pozbierac po tych swietach… a juz myslalam, ze naprawde jest jakims pracoholicznym cyborgiem, ktory nie moze zyc bez pracy.

I zaczelam znowu chodzic na Zumbe. Moja fascynacja Zumba siega kilka lat w stecz. Chyba nawet cos o tym pisalam swego czasu. Teraz tez postanowilam sie troche poruszac… wiem, wiem… postanowienia noworoczne zazwyczaj koncza sie pod koniec stycznia…. no nic mam nadzieje, ze z Zumba bedzie inaczej, bo naprawde to lubie, a do tego mam towarzystwo, czyli kolezanka Marte. A to zawsze dodatkowa motywacja.