kolczasty, Kochany Pamiętniczku :)
Nie da się tego opowiedzieć normalnie, więc będzie słowotok i pomieszanie z poplątaniem :)
O mało nie zaspałam. Jak zwykle przed podróżą spałam jak zając pod miedzą, a potem klap.
Ale nie zaspałam i nawet zdążyłam na wcześniejszy autobus :P
A na peronie co rusz ktoś mnie pytał o pociąg do Gniezna, jakbym to ja była informacją kolejową, a ja o pociągu do Gniezna z peronu 3. nie miałam zielonego pojęcia.
Doczepiła się do mnie zaś babka w moim wieku i dzięki temu zamiast czytać gazety, jechałam aż do Jarocina słuchając jej życiorysu, nie powiem, że z zainteresowaniem, no ale widać tak głupio wyglądam, że i na spowiednika się nadaję. I że powinnam sobie kogoś znaleźć, bo ona znalazła i jak to fajnie się do kogo mieć przytulić.
There, there, nienawidzę naruszania mojej przestrzeni osobistej. A na pogłaskanie mnie po główce zasługują tylko nieliczni i niech się cieszą. Bo główka łysa :)
A potem już hyc i byłam w K.
Gdzie z dworca pomaszerowałam lewa, prawa, lewa, prawa do Umarlaków.
Oczywiście, jak zwykle od paru lat powitały mnie
Tu już prawie kwitnące.
Ale nie chcę już kupować tego domku z wieżyczką, albowiem smród spalin w K. na rondzie przebił smog w mojej wiosce i nie, perspektywa mieszkania przy rondzie już mnie nie kręci, a nie wygram aż tyle, by "moją kamienicę" przenieść gdzie indziej.
Pogoda do sprzątania była idealna, a dzięki temu, że E. zagląda czasem na cmentarz nie było AŻ tyle roboty i szło mi żwawo i Umarlaki wypucowane dostały po równej wiązance badyli, i aczkolwiek kusiły mnie bratki i inne takie tam w donicach, spoglądając na wór śmieci rzekłam sobie twardo nie.
No bo jest OK, grób to nie choinka wielkanocna, co nie?
I tak rączki do paciorka składam, a jakże, ja, niewierząca, no ale co te Umarlaki mają innego do roboty, oprócz bujania nózią na chmurkach, popijania ambrozji i takich innych tam, jak ja się telepię taki kawał świata, rezygnując z mycia okien, żeby im obmyć wszystko, jak nie zająć się moją litanią życzeń, że to oni wiedzą, rozumieją i mają tu tyle do ogarnięcia i dopilnowania.
I tak ich ustawiam w szeregu i widzę, że sunie ku mnie niewiasta ze zniczem, pracująca dwa groby dalej (Kartka znaleziona na grobie: jestem u Ali dwa groby dalij, było mi zimno. Twój EKS, taki kawał, bawi mnie). Pytam domyślnie: ognia, a niewiasta: Stara Jędza? Nosz, kurka wodna.
Twarz znam, imienia ni cholery nie pamiętam.
Chwila i już wiem, kto to.
Trudno mi wywieść pokrewieństwo, ale łączy nas wspólny dziadek :)
I kiedyś namieszała nieźle w moim życiu, gdy starałam się ojca wysłać na leczenie z alkoholizmu (dzisiaj wiem, że to absurd, przymusowe leczenie o kant dupy potłuc, nałóg to nałóg), a ona mu powiedziała (pracowała w służbie zdrowia), kto go tak "urządził".
Nieważne.
Okazało się, że widząc mnie sprzątającą groby doznała olśnienia, bo dotąd myślała, że grobami zajmuje się Lucy. Że Lucy dojrzała i takie tam :) No proszę, a ja latami się staram, a to na konto Lucy idzie.
Szoknięta była, że to ja.
Że zawsze czysto i takie tam.
Więc pogawędziłyśmy, na kawę zapraszała, ale ja byłam umówiona z kumpelkami, więc przeprosiłam i...
Mam telefon, mam ją już na FB i mam pisać, jak coś trzeba.
Nie wpadam w euforię, ale fajnie, jeżeli mogę napisać do kogoś: proszę, zapal moim Umarlakom. Bo Lucy nie zapali, to wiem :D
A i z tego, co mówiła, wynika, że i siostra Lucy jest cmentarzowo po tych samych pieniądzach, ale to już wiedziałam. Do brania pieniędzy były obie szybkie, do elementarnej opieki już nie.
Ale nieważne.
Karma to suka.
A potem wcześniej niż myślałam, bo jakoś mi raźnie szło i nawet się nie zmachałam, poleciałam do knajpy, gdzie się umówiłam z koleżankami z przedszkola i podstawówki,o dziwo, aż trzy znalazły czas :)
To były szalone, fajne godziny :)
Spiknęłyśmy się kilka lat temu po kilkudziesięciu latach.
Jedna z nich jest moją przyrodnią siostrą, bo jej mama i mój ojciec pobrali się, ale że życie jest popierdolone, to wyszło jak wyszło.
Nauczyłam się nie szukać winnych, bo po co?
To małżeństwo rozwaliło naszą przyjaźń, ale tak do końca jej nie zniszczyło, więc cieszę się każdym spotkaniem.
Jesteśmy obie pokaleczone, tak sobie bliskie, tak podobne, a tak dalekie.
Ale dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i chyba tylko to się liczy, prawda?
Aczkolwiek czasem czuje się kluchę w gardle, gdy dowiadujesz się, że Twoja odwieczna rywalka z polskiego w podstawówce (już w K., gdzie chodziłam od 5. klasy, a która poszła do liceum ekonomicznego i była z moją przyrodnią siostrą w klasie) już nie żyje. Jakie to wszystko tu kruche i ulotne. Kurwa.
Cieszą mnie te chwile, to spotkanie i nieważne, co będzie.
Ważny jest dzisiejszy dzień :)
Pięknie przeżyty.
Odprowadziły mnie na dworzec, bo się kurde, bały, że zostanę :)
Podróż do domu stresująca była, bo kierowca w moim wieku, jak nie starszy, w maleńkim busiku, z gatunku erotoman gawędziarz gawędził całą drogę z młodą pasażerką, którą posadził na siedzeniu dla pilota, gestykulując jak nie przymierzając Holoubek grający Hamleta (o ile grał), a pokazywał jej nawet rentgena swoich zębów w telefonie i wyjaśniając, że ma tylko ten jeden ząb wyrwany.
Ojapierdolę, i tak ponad 100 km...
Jednak dojechałam.
I dostaję Messengera do Synowej.
Ze zdjęciami Małej Wiedźmy.
Kurwa.
Jak nie wrzuca mi Papryczka latającego bez gaci z fąfołkiem na wierzchu, a takie coś wrzuca i na FB, to przysyła mi fotki Małej Wiedźmy, wymalowanej jak ulicznica.
Bo, kurwa zdjęcie dziewięciolatki z karminową, kurewską, nie da się ukryć, bo to nie kolor dla dziewięciolatek szminką na ustach na jakiejś imprezie, to kurwa mać, w dobie #meetoo, pedofilii i innych cudów wianków jest nie na miejscu. Więc piszę, że mi się nie podoba. No i zaczyna się, że mi się nic nie podoba, że kwestionuję jej metody wychowawcze, że nie podobało mi się zdjęcie dziecka ujebanego marchewką czy innym pomarańczowym ustrojstwem, że podoba mi się to od Inżyniera.... WTF? Też na rzygi mi się zbierało na widok Alienka ujebanego na pomarańczowo. Słodkie to jest dla rodziców, nie dla otoczenia. A dziewięciolatka (niespełna) odrąbana jak Miss America to kurwa ojapierdolę. A ta mi pisze, że nie uległa i nie kupiła jej przybornika do makeup.
Przełykałam, jak pisała, że makijaż jest, bo przedstawienie.
Ale wkurwiona na maksa napisałam, że zdania nie zmienię, bo mam prawo mieć swoje zdanie, chociaż nie mam wpływu na wychowanie wnuków.
Że mordę na kłódkę od lat trzymam, ale życzę sobie, żeby nie przysyłała mi zdjęć MW w charakterze Lolity.
Gdybym dostała takie zdjęcie Kalafiorkówny, też zjebałabym po równo.
Fakt, że Kalafiorkówna jeszcze za mała, ale chuj wie, co będzie za parę lat.
A Mała Wiedźma mając dwa lata już wpadła do mnie, trzymając rączkę w kształcie wycelowanego pistoletu i wołając: ping, ping.
Zjechałam Pierworodnego, że dziecię celuje i strzela do ludzi, a okazało się, że genialna babcia J., jako że MW dwie babcie ma, pomalowała jej paznokcie na pink.
Kurwa mać.
Malować paznokcie dwuletniemu dziecku, jak trzeba mieć we łbie nasrane?
STOP.
Wróć.
Może to ty, SJ jesteś posrana do szpiku kości?
No nic.
W szparze unijnej
JEŻUKOLCZASTYKOCHAMCIĘ
Inżynier pamiętał :)
Pierwszy był Baran, ale Baranowi się daty pokićkały i pamiętał w ubiegłą niedzielę.
Ale pamiętał, Skubany, co mnie zawsze w błogostan wprawia, bo ten model tak ma, że częściej pamięta niż rodzone dzieci i za to go kocham :) Wiernie, bo jest mój.
Bo ja stara wariatka jestem i lubię kartki.
W sensie, że ktoś sobie zadaje trud. Fizyczny.
A Inżynier zawsze znajduje takie w sedno.
Pierworodny też, ale za rzadko pamięta.
I tak się skończył ten szalony, ale piękny dzień.
I mam, kurde, pisać książkę dla dzieci, bo ponoć mam talent :)
Hahahaha, zaśmiała się hrabina i oddała mocz do analizy :P