niedziela, 31 marca 2019

Przetłumaczyłam

sobie dokładnie laurkę, Kochany Pamiętniczku.
I dalej mi się łezki kręcą.
Ale oj tam, oj tam.
Wiem, że nie wymyślił tych życzeń sam, ale w swoim porąbanym czasie znalazł chwilę na kupienie kartki.
Napisanie.
Przywiezienie do PL.
(A sklerozę to on ma).
Podrzucenie teściowi z prośbą o wysłanie (poznański centuś, ale też bym tak miała, mam tak w PL, jak mi śpiewają na poczcie 6 zł za kartkę do UK, u nich też drogo).
A życzenia:

Wspaniałe mamy nie rosną na drzewach ani nie przychodzą do ciebie pocztą. Nie znajdziesz ani jednego pozostawionego przy drzwiach, ani w sprzedaży online. Nigdy nie są licytowane. Nie spadają z nieba. Nie możesz ciągnąć mamusi z magicznych kapeluszy bez względu na to, jak będziesz się starał! Mogę spoglądać wysoko i nisko i przeszukiwać cały świat ... Ale nigdy nie znajdę mamy, która jest w połowie tak wspaniała jak Ty.

Poczułam się dowartościowana.
Chociaż raz.
Bo to miłe, że nawet matkę Starą Jędzę chciałby zatrzymać w takim paskudnym modelu, jaki ma :)

Na fejsiku odkryłam grupę miłośników badyli i siłą się powstrzymuję, żeby nie lecieć, a to do Biedronki, a to do Lidla, a to do innego Auchan.
Chyba się wypiszę, bo już w tej chwili nie patrzę, czy mam miejsce jak ktoś przyjedzie, ale kupowałabym, rozmnażała i stawiała i stawiała.
Dobrze, że nie ma mi kto półek założyć, bo byłby sajgon i zielona ściana.

Tak to jest jak człowiek hamulców nie ma.

A juterko do pracy, zobaczyć, czy mnie nikt nie szuka i nie pożąda. Bo inaczej dupska nie ruszę, bo bossa nova mam :) 

I tang słucham cały dzień też :)


I myślę o moim Ojcu, bo to on nauczył mnie tańczyć tango. Rawicz fizycznie bardzo mi go przypomina...
Te tanga na wiejskich zabawach ludowych.
To były piękne dni...

 

piątek, 29 marca 2019

O jeżu

kolczasty, Kochany Pamiętniczku :)

Nie da się tego opowiedzieć normalnie, więc będzie słowotok i pomieszanie z poplątaniem :)

O mało nie zaspałam. Jak zwykle przed podróżą spałam jak zając pod miedzą, a potem klap.
Ale nie zaspałam i nawet zdążyłam na wcześniejszy autobus :P
A na peronie co rusz ktoś mnie pytał o pociąg do Gniezna, jakbym to ja była informacją kolejową, a ja o pociągu do Gniezna z peronu 3. nie miałam zielonego pojęcia.
Doczepiła się do mnie zaś babka w moim wieku  i dzięki temu zamiast czytać gazety, jechałam aż do Jarocina słuchając jej życiorysu, nie powiem, że z zainteresowaniem, no ale widać tak głupio wyglądam, że i na spowiednika się nadaję. I że powinnam sobie kogoś znaleźć, bo ona znalazła i jak to fajnie się do kogo mieć przytulić.
There, there, nienawidzę naruszania mojej przestrzeni osobistej. A na pogłaskanie mnie po główce zasługują tylko nieliczni i niech się cieszą. Bo główka łysa :)
A potem już hyc i byłam w K.
Gdzie z dworca pomaszerowałam lewa, prawa, lewa, prawa do Umarlaków.
Oczywiście, jak zwykle od paru lat powitały mnie


Tu już prawie kwitnące.
Ale nie chcę już kupować tego domku z wieżyczką, albowiem smród spalin w K. na rondzie przebił smog w mojej wiosce i nie, perspektywa mieszkania przy rondzie już mnie nie kręci, a nie wygram aż tyle, by "moją kamienicę" przenieść gdzie indziej.

Pogoda do sprzątania była idealna, a dzięki temu, że E. zagląda czasem na cmentarz nie było AŻ tyle roboty i szło mi żwawo i Umarlaki wypucowane dostały po równej wiązance badyli, i aczkolwiek kusiły mnie bratki i inne takie tam w donicach, spoglądając na wór śmieci rzekłam sobie twardo nie.
No bo jest OK, grób to nie choinka wielkanocna, co nie?

 I tak rączki do paciorka składam, a jakże, ja, niewierząca, no ale co te Umarlaki mają innego do roboty, oprócz bujania nózią na chmurkach, popijania ambrozji i takich innych tam, jak ja się telepię taki kawał świata, rezygnując z mycia okien, żeby im obmyć wszystko, jak nie zająć się moją litanią życzeń, że to oni wiedzą, rozumieją i mają tu tyle do ogarnięcia i dopilnowania.
I tak ich ustawiam w szeregu i widzę, że sunie ku mnie niewiasta ze zniczem, pracująca dwa groby dalej (Kartka znaleziona na grobie: jestem u Ali dwa groby dalij, było mi zimno. Twój EKS, taki kawał, bawi mnie). Pytam domyślnie: ognia, a niewiasta: Stara Jędza? Nosz, kurka wodna.
Twarz znam, imienia ni cholery nie pamiętam.
Chwila i już wiem, kto to.
Trudno mi wywieść pokrewieństwo, ale łączy nas wspólny dziadek :)
I kiedyś namieszała nieźle w moim życiu, gdy starałam się ojca wysłać na leczenie z alkoholizmu (dzisiaj wiem, że to absurd, przymusowe leczenie o kant dupy potłuc, nałóg to nałóg), a ona mu powiedziała (pracowała w służbie zdrowia), kto go tak "urządził".
Nieważne.
Okazało się, że widząc mnie sprzątającą groby doznała olśnienia, bo dotąd myślała, że grobami zajmuje się Lucy. Że Lucy dojrzała i takie tam :)  No proszę, a ja latami się staram, a to na konto Lucy idzie.
Szoknięta była, że to ja.
Że zawsze czysto i takie tam.
Więc pogawędziłyśmy, na kawę zapraszała, ale ja byłam umówiona z kumpelkami, więc przeprosiłam i...
Mam telefon, mam ją już na FB i mam pisać, jak coś trzeba.
Nie wpadam w euforię, ale fajnie, jeżeli mogę napisać do kogoś: proszę, zapal moim Umarlakom. Bo Lucy nie zapali, to wiem :D
A i z tego, co mówiła, wynika, że i siostra Lucy jest cmentarzowo po tych samych pieniądzach, ale to już wiedziałam. Do brania pieniędzy były obie szybkie, do elementarnej opieki już nie.
Ale nieważne.
Karma to suka.
A potem wcześniej niż myślałam, bo jakoś mi raźnie szło i nawet się nie zmachałam, poleciałam do knajpy, gdzie się umówiłam z koleżankami z przedszkola i podstawówki,o dziwo, aż trzy znalazły czas :)
To były szalone, fajne godziny :)
Spiknęłyśmy się kilka lat temu po kilkudziesięciu latach.
Jedna z nich jest moją przyrodnią siostrą, bo jej mama i mój ojciec pobrali się, ale że życie jest popierdolone, to wyszło jak wyszło.
Nauczyłam się nie szukać winnych, bo po co?
To małżeństwo rozwaliło naszą przyjaźń, ale tak do końca jej nie zniszczyło, więc cieszę się każdym spotkaniem.
Jesteśmy obie pokaleczone, tak sobie bliskie, tak podobne, a tak dalekie.
Ale dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i chyba tylko to się liczy, prawda?
Aczkolwiek czasem czuje się kluchę w gardle, gdy dowiadujesz się, że Twoja odwieczna rywalka z polskiego w podstawówce (już w K., gdzie chodziłam od 5. klasy, a która poszła do liceum ekonomicznego i była z moją przyrodnią siostrą w klasie) już nie żyje. Jakie to wszystko tu kruche i ulotne. Kurwa.
Cieszą mnie te chwile, to spotkanie i nieważne, co będzie.
Ważny jest dzisiejszy dzień :)
Pięknie przeżyty.
Odprowadziły mnie na dworzec, bo się kurde, bały, że zostanę :)
Podróż do domu stresująca była, bo kierowca w moim wieku, jak nie starszy, w maleńkim busiku, z gatunku erotoman gawędziarz gawędził całą drogę z młodą pasażerką, którą posadził na siedzeniu dla pilota, gestykulując jak nie przymierzając Holoubek grający Hamleta (o ile grał), a pokazywał jej nawet rentgena swoich zębów w telefonie i wyjaśniając, że ma tylko ten jeden ząb wyrwany.
Ojapierdolę, i tak ponad 100 km...
Jednak dojechałam.
I dostaję Messengera do Synowej.
Ze zdjęciami Małej Wiedźmy.
Kurwa.
Jak nie wrzuca mi Papryczka latającego bez gaci z fąfołkiem na wierzchu, a takie coś wrzuca i na FB, to przysyła mi fotki Małej Wiedźmy, wymalowanej jak ulicznica.
Bo, kurwa zdjęcie dziewięciolatki z karminową, kurewską, nie da się ukryć, bo to nie kolor dla dziewięciolatek szminką na ustach na jakiejś imprezie, to kurwa mać, w dobie #meetoo, pedofilii i innych cudów wianków jest nie na miejscu. Więc piszę, że mi się nie podoba. No i zaczyna się, że mi się nic nie podoba, że kwestionuję jej metody wychowawcze, że nie podobało mi się zdjęcie dziecka ujebanego marchewką czy innym pomarańczowym ustrojstwem, że podoba mi się to od Inżyniera.... WTF?  Też na rzygi mi się zbierało na widok Alienka ujebanego na pomarańczowo. Słodkie to jest dla rodziców, nie dla otoczenia. A dziewięciolatka (niespełna) odrąbana jak Miss America to kurwa ojapierdolę. A ta mi pisze, że nie uległa i nie kupiła jej przybornika do makeup.
Przełykałam, jak pisała, że makijaż jest, bo przedstawienie.
Ale wkurwiona na maksa napisałam, że zdania nie zmienię, bo mam prawo mieć swoje zdanie, chociaż nie mam wpływu na wychowanie wnuków.
Że mordę na kłódkę od lat trzymam, ale życzę sobie, żeby nie przysyłała mi zdjęć MW w charakterze Lolity.
Gdybym dostała takie zdjęcie Kalafiorkówny, też zjebałabym po równo.
Fakt, że Kalafiorkówna jeszcze za mała, ale chuj wie, co będzie za parę lat.
A Mała Wiedźma mając dwa lata już wpadła do mnie, trzymając rączkę w kształcie wycelowanego pistoletu i wołając: ping, ping.
Zjechałam Pierworodnego, że dziecię celuje i strzela do ludzi, a okazało się, że genialna babcia J., jako że MW dwie babcie ma, pomalowała jej paznokcie na pink.
Kurwa mać.
Malować paznokcie dwuletniemu dziecku, jak trzeba mieć we łbie nasrane?

STOP.
Wróć.

Może to ty, SJ jesteś posrana do szpiku kości?

No nic.

W szparze unijnej

JEŻUKOLCZASTYKOCHAMCIĘ


Inżynier pamiętał :)

Pierwszy był Baran, ale Baranowi się daty pokićkały i pamiętał w ubiegłą niedzielę.
Ale pamiętał, Skubany, co mnie zawsze w błogostan wprawia, bo ten model tak ma, że częściej pamięta niż rodzone dzieci i za to go kocham :) Wiernie, bo jest mój.

Bo ja stara wariatka jestem i lubię kartki.
W sensie, że ktoś sobie zadaje trud. Fizyczny.
A Inżynier zawsze znajduje takie w sedno.
Pierworodny też, ale za rzadko pamięta.

I tak się skończył ten szalony, ale piękny dzień.

I mam, kurde, pisać książkę dla dzieci, bo ponoć mam talent :)

Hahahaha, zaśmiała się hrabina i oddała mocz do analizy :P 

niedziela, 24 marca 2019

Nie zabrałam wczoraj

kuponów na kolejną książeczkę o Słodziakach, Kochany Pamiętniczku.
Jako że nie mam zamiaru wydawać kolejnej kasy, pojechałam jednak je odebrać, jako że pogoda była całkiem wiosenna.
Po drodze do lokalu wyborczego, jako porządna obywatelka głosuję we wszystkich wyborach, bo jak ja nie głosuję, to do władzy pisiory się dopychają, znalazłam takie cudo


W naszej osiedlowej sralni dla psów, bo trudno to laskiem nazwać. Chodzę tamtędy od bez mała trzydziestu lat i pierwszy raz widzę takie cuda :D
I tak sobie powoli dreptałam na pętlę, grzejąc się w słoneczku i dojechałam do starego ZOO, bo tam się umówiliśmy na randkę.
Fajnie było, rodzinnie, nie mogę narzekać. Kalafiorkówna spała, ona we wózku, wsadzona do bimby po krótkim koncercie zasypia i śpi godzinami, ideał, nie dziecko :)
A Alienek był jak psiak ze smyczy spuszczony



A w ZOO ruja i porubstwo...

 ... kozioł kozłową w dupsko trykał, taka tam gra wstępna po koźlemu...
... osiołki się migdaliły (kilka lat temu pisiorowa radna zgłosiła interpelację, że to nieobyczajne, bo przyłapała osiołki na otwartym sekszeniu na wybiegu)...

... a dziecko na wszystko patrzyło szeroko otwartymi oczyma, dobrze, że nie mówi, bo nie męczyło nas pytaniami, co one robią :P

A fiołki też rosły

A potem karuzela, ale tu wykpiłam się tanim kosztem, bo za dychę Alienek 3 razy jechał, a Inżynier jako obstawa VIPa też się za darmo kręcił, a i balonika dostali :) Nie wiadomo, który z nich tam się lepiej bawił :)
Były też dziewczyny i na pytanie, gdzie idziemy jeść, chórem krzyknęły: kebab, Avenida.
Jprdl, co one mają z tym kebabem?
Ja w życiu nie jadłam i żyję.
I czemu Avenida?
Byliśmy na Jeżycach, a tam są wypasione knajpy.
No nic, poszliśmy do Avenidy, choć mówiłam o sensacjach żołądkowych. Stanęło zatem na knajpie, ale że tam knajp jak na lekarstwo, zakotwiczyliśmy w Pizza Hut. Muzyka tak napierdalała, że kelnerka nie zrozumiała mojego zamówienia, a ja nie zrozumiałam, co ona mówi, potwierdzając. Zrozumiałam tylko "na grubym" i uznałam, że to moje zamówienie, bo tylko ja zamawiam na grubym, I tak zamiast Vege Manii dostałam kurczaka na boczku.
Nie awanturniczyłam się, bo szkoda mi było czasu, wszystko mi jedno, co jem, więc zjadłam :)
Alienek, zmęczony, zjadł trzy kawałki swojej pizzy i z honorem na dnie legł. Znaczy zasnął, Kalafiorkówna spała cały czas, więc była chwila spokoju.

Leciał prosto na Bałtyk, ale jakiś porządny pilot. Nie pierdalnął :)
Odlatują we wtorek, potem widzimy się w maju.
Będzie jazda, bo dostanę Kalafiorkównę na służbę na weselu, bo wciąż na cycku będzie.
No nic, zobaczymy.

I teraz znów radio Pogoda, wierny towarzysz i kombinowanie, kiedy do Umarlaków.


sobota, 23 marca 2019

Życie

 mnie przerasta, Kochany Pamiętniczku.
I nie chcę się czuć, że się wywnętrzam, że wszystko mi nie pasuje, że już na śmietnik i apiać takie tam.
Tak, wiem, mam żyć swoim życiem, nie wtrącać się w cudze.
Ale czasami witki mi opadają z wielkim hukiem i z trzaskiem, kiedy na to wszystko patrzę.
Randka w Avenidzie to ojapierdolę.
Oczywiście, jak zwykle, byłam punktualnie i czekałam, ale...
Dzięki temu odkryłam tor pociągu, na którym zbankrutowałam, ale tyle szczęścia  w Alienkowych oczkach warte było wydanej kasy.
Nie jestem w stanie zaspokoić marzeń wnuków, gdybym miała całą czwórkę tu na miejscu na co dzień.
To znaczy, jak najbardziej jestem w stanie, ale nie łażąc po galeriach i...
No znów wylałabym wiadro pomyj, ale po co?
Że moja Synowa ma nie po kolei we łbie, bo...
Nie rozumiem niewiast włażących do każdego sklepu i macających wszystko.
Nawet, gdy nie mają swojej kasy, a mąż zarabia już ostatnim rzutem na taśmę i miota się jak karp w przerębli?
Że dziecko MUSI mieć kolejny pierdalnięty w chuj gryzak, za całe trzydzieści parę złotych (kupiłam, stać mnie na to, parę piw mniej), bo wszystkie pojebane mamuśki na jakimś forum go polecają? Że dziecko jest po nim jak cót, mjut o ożeszkurwa, sorry, orzeszki laskowe?
Oddychamy głęboko.
Kupiłam sobie kolejne DKNY w czasie tej łazęgi, bo kurwa, musiałam :)  Ochroniarz z Douglasa, gdy po raz setny jeździłam tym podwójnym wózkiem koło wejścia listy gończe za mną słał, a one, znaczy się Synowa i jej siostra pierdyliard ciuchów przymierzały, przewalały i KURWA, ani jednego nie kupiły.
A potem dołączyła A.Wszyscy niejako żywimy podejrzenia, że A. jest partnerką siostry Synowej. Ale to nie moja bajka :P I nie, nie idziemy do knajpy, bo szkoda kasy. Spoko, ja, zawsze wyrywna, nie pcham się do knajpy ani do płacenia, bo niby dlaczego za cztery osoby ja mam płacić? Oprócz Synowej, wszystkie pracujemy, a ostatnio w knajpie płaciłam ja. Wybór: kebab. Kebab, kurwa, na dworcu? Marudzę. Ale najpierw Smyk. W Smyku budzi się Alienek. Kalafiorkówna dalej śpi jak zabita.
Budzący się Alienek na mój widok mówi rytualne: babcia, ojapierdolę, wie, gówniarz, jak mnie przekupić. Po swojemu mówi, ale to tylko tak do mnie mówi. Nie trzeba mu tłumaczyć: szał ciał. Jest babcia. A babcia cała happy. Bywa. Wychodzimy ze Smyka z dwoma balonami, bo i puppy, puppy i ap, ap, nie wiem, jak to zapisać, mlaskanie ustami, bo rybka.
Lżejsza - ja - o 20 zeta za dwa balony, ale ten błysk w oczach, tego się nie da na kasę przeliczyć. I na to, że mój czekista wie, że ja to ja.
Od Pierworodnego nigdy nie stanęło żadne dziecko na baczność na mój widok.
A oswajanie trwało godzinami.
Dziś Mała Wiedźma wie, kim jestem, ale... Ona za chwilę będzie miała 9 lat. A Alienek ma niecałe dwa i na ojca mówi mama :)

A na mnie bezbłędnie: brr... :)
Jedzenie w bufetach: gdzie każdy, a na dworcu, bo Avenida to dworzec, przechodząc przy tych bufetach rozsiewa swoje DNA, kaszle, kicha, ma nieumyte ręce i nakłada...
KURWA MAĆ.
Alienek dostał paluszki rybne i frytki.
O, zdrowy i wyjebany w Kosmos obiad dla dwulatka.
Przedtem starał się, czekając na swoje danie wyżebrać u osób już jedzących chociaż jedną frytkę, ale babcia, Stara Jędza, sprowadziła go do pionu, mówiąć tym swoim tonem: Alienek, nie żebrz, chodź do babci, zobacz, co ma. Marchewką pogardził, brokułem i kalafiorem też. Na szczęście nadciągnęła matka A. z paluszkami rybnymi i frytkami. Paluszki nawet koło ryby nie leżały, ale oczywiście, co komu to przeszkadza? A jeszcze się, kurwa, zastanawiały, czy resztek do domu nie zabrać.
Ja,  osobiście, następnego dnia zaliczyłam niezłą sraczkę.
Dobrze, że byłam w domu. Nigdy więcej jedzenia z otwartych bufetów, bo taniej. Zapłaciłam tyle, co w knajpie.

Nie będę opisywala radości na tej jebanej kolejce i na karuzeli.
I innych takich tam.
A potem dni, kiedy myślałam, że kurwa w Kosmos wylecę.
Bo pracowałam.
Jak zwykle. I niezwykle.
Boss uznał, że jestem znakomita, gdy w jego (JEGO!) tekście błąd merytoryczny nakryłam. A on, kurwa, takich  nie robi.Od niego wróbelki odnoszą :P

A co ja będę sobie sama bębenek podbijała.
Jestem dobra, jestem najlepsza i chuj.
Chociaż nic z tego nie mam.
Odchorowałam zamykanie, a Synowa mi na to: bo ty zawsze jak masz się z nami spotkać, jesteś chora.
Tak, kurwa mać, biorę lewe L4, którego od 20 lat nie brałam :P


Naszpikowałam się wszystkimi możliwymi środkami i dziś  stawiłam się karnie na drugich urodzinach Alienka.
I ojapierdolę...
Bez pytania, bez niczego, po swojemu na mój widok wrzasnął  babcia.
I...
Rzucił się na mnie, zupełnie niezainteresowany wielką paką prezentów :)
Wytulił, wymiział i zrobił mi dzień.
Potem Kalafiorkównę uśpiłam, mam tę moc.
I z Jubilatem się pobawiłam, ale zatykało mnie, bo i kanarki, i kupa luda, i pies, i okna zamknięte, bo wieje.
Jednak nie umiem tak żyć.
Zapiera mi dech od smrodu, zresztą dziadek Alienka zasypiał za stołem, prababcia też, w sumie jej się nie dziwię (update: zero alkoholu było), brylował wujek, który kupił DROGĄ zabawkę i chciał, żeby wszyscy to docenili, pies za chuja nie chciał wyjść z łazienki, kiedy ja musiałam do niej wejść. Dzieci się biły w myśl modnego hasła: bunt dwulatka, a jak dla mnie, z aparatami, to był armageddon. Potem Alienek dorwał bezpański telefon i do mnie zadzwonił. I znów gadalismy jak czekista z czekistą.
Czasami rodzina jest przereklamowana i najlepiej jak człowieki są same, prawda Kochanie Moje?
Kochany Pamiętniczku, nie da się ukryć, że jestem na maksa pojebana, co nie?

Bo po dwóch godzinach spieprzałam stamtąd w podskokach, żegnana rozdzierającym wyciem Alienka, który chciał ze mną "papa", mimo protestów osobistych rodzicieli.
Mimo jego całej miłości do wszelkiego rodzaju sierściuchów, myślę, że...

A w sumie nieważne, co ja myślę, co nie?

Odchorowałam kolejne zamykanie.
Dosłownie. A Synowa na moje, że jestem chora i nie wiem, czy przyjdę, by nie pozarażać dzieci odpowiedziała: ty zawsze chorujesz, jak masz przyjść.
No pewno, bo ja tak specjalnie, szukam wymówek.


Kurwa.

Mam za niedługo 65 lat.

I byłam dziś na Bema, pytam o cenę pieścichłopów.
Za taaaaki wielki bukiet.

Gość: 25 zł.
Wyciągam 30.
Jak dla pani 20.
Nie targowałam się, bo nie umiem :)
Ma fajne bukiety dla Umarlaków. Bo zbieram się na porządki tam.
Muszę.

Kurwa, jestem pojebana na maksa i niech nikt nie odważy się zaprzeczyć, bo zabiję.

 I zmarł mój profesor od fizyki i chemii. Dożył osiemdziesiątki. Jeden z najlepszych nauczycieli, jakich miałam. Jeden z tych, którym tak wiele zawdzięczam, jako antytalent z nauk ścisłych. Dziś, jako dorosła kobieta widzę go inaczej.
Nie ja, bo ja nieatrakcyjna fizycznie zawsze byłam, ale niektóre koleżanki, nastoletnie seksboginie...
Nie wnikam, czy był gejem.
Był wspaniałym nauczycielem i szczęściarzami są ci, którzy byli jego uczniami.









piątek, 15 marca 2019

Wszystko

jest tak kruche, tak ulotne, Kochany Pamiętniczku.
Pisać po to, by ocalić coś, co przemija.
Może miłość.
Taką złotą myśl, nie pamiętam już czyją, zanotowałam, będąc młoda i głupia.
Jak odnajdę zagubiony w czeluściach pierdalnika stary, papierowy pamiętnik, będę wiedziała.
Teraz jestem stara i mądra i co mi z tego przyszło?
Taki dzień, że nic nie ma sensu.
OK, Kochany Pamiętniczku, czytają cię osoby obce.
Część z nich osadza mnie w realiach, dla części jestem abstrakcją.
Lubianą, ale abstrakcją, bo nigdy nie spotkamy się.
A nawet gdyby - to tylko chwila.
A osoby, na których mi zależy, żeby to przeczytały, nigdy tu nie dotrą, po prostu.
Nie są zainteresowane, bo jak?
Niektóre nie wiedzą, że piszę, a te które wiedzą, niekiedy czytać nie chcą i ja się im wcale nie dziwię :D
Nie powiem ludziom z mojego życia, że piszę, bo jeżeli są takie, które wiedzą, czego niekiedy żałuję, włącza mi się autocenzura niekiedy.
I tak zamknięte koło.
A chciałabym, żeby poczytały to moje wnuki, bo tak naprawdę z myślą o Małej Wiedźmie zaczęłam to pisać.
Ale...
Chyba nici z tego.
Któregoś dnia po prostu odejdę i nie, nie chcę słuchać protestów, że nie.
Bo odejdę, każdy odchodzi, niezależnie od tego, czy jest królewiczem, czy żebrakiem, czy życie płynęło mu po różach bez kolców (był ktoś, kto zawsze deklarował, że tylko takie będzie mi pod nogi rzucał i jakoś nie wyszło, rozdzieliła nas mineralogia i termodynamika, a może to nie był ten czas i to miejsce), czy po grudzie (tak, wiem, starałeś się, jak mogłeś, ja też się starałam, myślałam, że moja miłość góry przeniesie, ale życie postawiło nam na drodze taką górę, której nie dałam rady sforsować ani ty, ani ja, ani oni... co boli mnie do dziś, jak kurwa mać).
Słucham radia Pogoda, szczęśliwa, że przed pojebanym tygodniem, który nadchodzi udało mi się wyleźć mimo deklaracji M., że zaraz już, że w tym momencie... Zawsze była nierówna, a awans jednak jej zwoje z leksza przepalił. No, kurwa, nie ona mi płaci,  tak nawiasem mówiąc, bo palcem nie kiwnęła, jak jej zrobiłam dobrze :) No co, każdemu potrafię jak trzeba i proszę nie mieć robaczywych myśli :P 
Sajgon zacznie się w poniedziałek i będzie trwał do czwartku, jak co miesiąc.
Ale teraz...
Błyszczy, lśni i zachwyca.
Mieszkanko, of course.
Zakupy odfajkowane, jak nie wpadnę jutro na Manhattan, dziury w niebie nie będzie, chociaż chodzi za mną młoda kwaszona kapusta, ale biorąc pod uwagę chemię - nie umrę, jak nie zjem.
Radio Pogoda właśnie Hankę Skarżankę puściło, tego nie ma nawet na YT. A ja to uwielbiam, w jej wykonaniu...
Do ciebie szłam...
Randka z Synową umówiona, w Avenidzie (ojapierdolę), ale...
Pogoda pod zdechłym Azorkiem, Kalafiorkówna jeszcze 3. miesiąca nie skończyła, a Synowa tęskni za zakupami.
Pomijając wszystkie moje takie tam "ja w tym wieku", faktycznie, ma pijawkę na cycku plus Alienka, który po babci ma charakterek, więc co ja będę jej żałować łażenia po sklepach? W jej wieku nie miałam po co łazić po sklepach, bo niewiele w nich było, po wszystko się stało w kolejkach. Więc niech sobie połazi, a ja pogadam z Alienkiem jak czekista z czekistą, a Kalafiorkówna mam nadzieję, imprezy nie zepsuje, tylko będzie spała, bo inaczej matka jej nie połazi.

Jestem szczęściarą, nie da się ukryć, życie sypie mi pod nogi te róże bez kolców (i tak, kurwa, wciąż mam uczucie, że to zasługa Eksa, chociaż ni chuchu, realnie patrząc, nie zasłużyłam, a poza tym nie wierzę w cuda wianki i życie pozagrobowe), więc dlaczego mam nastrój jak w rodzinnym grobowcu?

Bądź tu mądry i rób dzieci :D


Wszystko jest tak kruche, tak ulotne.

Czasami korci, by pierdalnąć i żeby już nie bolało.

Tak kurewsko.
 Może dobrze, że wnuki tu nigdy nie dotrą.

Amen.


środa, 13 marca 2019

Armagedon

Kochany Pamiętniczku się stanął :)
Fejsa nie ma :)
Messenger nie działa.
I dopiero człowiek widzi, jak jest uzależniony i udupiony.
A kiedyś pracowicie wykręcało się numer, do dziś pamiętam 32 18 78...

Jprdl, jak wybiórcza jest pamięć. PIN do różnych ustrojstw nie pamiętam, a ten numer podam obudzona w środku nocy.
Choć od lat już go nie ma.

C'est la vie.

Akcja dodatek błyskawicznie przeprowadzona, aczkolwiek znów siedziałam do usranej śmierci i jako że przesunęli wszystko o tydzień mojej nieobecności, mogli to, kurwa, na tacy podać, zrobiłabym w dwie godziny, ale nie...
A, nieważne.
A teraz ni chuchu nie wiem, po co się wlokę do pracy, bo...
Apiać to samo :)
I napisałam do teatru, że skoro mam im rachunki wystawiać, to ja się tak nie bawię i do widzenia, ślepa Genia, a dziś wchodzę na pocztę i WTF?
Wciąż mnie kochają?
Pochlastać się czy cuś?

Tępym nożem? No ludzie, litości...

Nie mam butów na wiosnę, znaczy się mam sandałki, ale na to jeszcze czas.
Upatrzyłam sobie na Fejsiku z Maciejki półbutki i po miłej konwersacji dowiedziałam się, gdzie po nie zapierdalać.
Synowa sprecyzowała, gdzie jest sklep, bo to w jej Heimacie i jak wykopana z krzesła, jak potłuczona, pojechałam. A miałam jechać jutro, ale czasem mam pierdalca.
Na miejscu okazało się, że model, i owszem, jest, ale nie ten dokładnie, co miał być.
I pił.
Znaczy się, wódki ze mną nie pił, ale pił mnie.
Niby skóra i się rozchodzi, ale skóry, która piła i miała się rozchodzić, ale się nie rozeszła to ja mam na pęczki.
Więc nie.
Ale...

No, poległam i jak nienawidzę kupowania butów, kupiłam.
Popierdoliło mnie ze szczętem, Kochany Pamiętniczku i co ja za to mogę?
To z nadmiaru pracy chyba mnie tak pierdoli, raz a zdrowo :D

Fotka urody nie oddaje, a na dokładkę są mięciutkie jak kaczuszka, nie ta z Żoliborza, ale ta prawdziwa, kaczuszkowata :)
No nic.
Wydałam sporo kasy na inne takie tam, więc pora wydać na siebie.
Raz się żyje, potem się straszy, co nie.
A dziś w bimbie sadzam tłustą kubańską dupę z radością, bo wolne miejsca były. Ostatnio sfrustrowana jestem, albowiem już nawet czterdziestoletnie laski mi miejsca ustępują i nie wiem, kurde, czy takie dobrze wychowane, czy ja tak nędznie wyglądam. Fakt, mogłabym być ich matką bez upierania się, albowiem Pierworodnemu 39. wiosenka za niedługo stuknie, a rodziłam go w zaawansowanym już jak na tamte czasy wieku :) No ale nie czuję się jeszcze dourenkowo, więc traumę mam.Tym bardziej, że gimbaza i liceum na mój widok traci wzrok zagłębiony w smartfonie czy innym srajfonie. Takie pojebane czasy. No ale wracamy do bimby, w której klapnęłam. Przede mną siedzi młodzian a la drwal, znaczy się ten metroseksualny z brodą, tfuj... Włoski w połowie pofarbowane na blond, broda ruda i takie tam... Następny przystanek, wsiada dziewoja i szczerząc nieco krzywe ząbki rzuca się na niego z rozdzierającym duszę i uszy "haaaaaaaaaaaaaaaaaaj". Przy kości dziewoja, krasawica. Wiem, złośliwa jestem, bo i ja na brak "przykości" nie narzekam, ale mniejsza z większym, nie mam tych dwudziestu paru lat. Młodzianowi chyba dupa do siedzenia przymarzła, bo ani jej nie podniósł na milimetr na widok koleżanki.
Kurwa.
Może po heinemedinie był.
Może przerost prostaty miał.
Ale...
Gdy zaczynałam pracę jako siksa po studiach w bibliotece, pracował tam doktor, który moim dziadkiem śmiało być mógł.
I on zawsze na mój widok, witając mnie, wstawał, choć dla niego był to wyczyn, bo aczkolwiek sunął jak torpeda, to podpierał się laską.
Ale wtedy byli mężczyźni, a teraz?
Jakieś niedorobione cipy.
Na miejscu tej dziewoi nie przyznawałabym się w ogóle do znajomości z rzeczonym typem.
Równouprawnienie równouprawnieniem, ale kultura kulturą.
I zamiast tyle pierdolić o tym, że będą dzieci w przedszkolu masturbacji uczyć, pouczyliby w szkołach odrobiny savoir-vivre'u.
Moje pokolenie uczono.
Czasem łopatologicznie, bo pamiętam jeszcze napisy w bimbie: Chłopcze, może byś ustąpił miejsca tej pani, a w knajpach: Pluć do spluwaczki. Ale działało.
A teraz aplikacje, cuda wianki, a kultury za grosz.

Kurde, aż tak się zestarzałam, że narzekam :|

To chyba dlatego, że Fejsbuczka nie ma.
I Messengera :D

Jak żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć?


czwartek, 7 marca 2019

Kręci

mnie życie na krawędzi, Kochany Pamiętniczku :)
Od niedzieli żyłam na krawędzi tak, że ojapierdolę, i cud, że przeżyłam, ale ja twarda jestem i nie dałam się, a co :)

Na krawędzi tapczanu, of course. I niebranie dla Alienka łóżka turystycznego, zajmującego pół pokoju, to był strzał w dziesiątkę.
Inżynier tylko sobie znanym sposobem Alienka usypiał, a potem ja nieśmiało wsuwałam się na kanapę, między Alienka i Apija (ni chuchu nie wiem, jak się to pisze, ale zagadka rozwiązana: Apija to maszkara z jakiejś kreskówki, która dziecię ogląda) i starałam się w nocy nie zlecieć. Albowiem wnuczek mój ukochany wędruje po łóżku jak Kolumb, a nieważne, żyję, rano w podzięce dostawałam ojapierdolę, jakiego smakowitego buziaka w polika.
Wiem, to nie będzie długo trwało, więc tym bardziej jestem życiu wdzięczna, że dostałam :)
Kalafiorkówna zaś, cierpiąca na kolki i inne takie tam wykończyła mój kręgosłup i za nic miała kazania, że jak mi go wykończy, będzie musiała wózek ze mną pchać.
Skubana, myśli, że wszystko zwali na brata, bo śmiała mi się w żywe oczy zamiast płakać.
Ale włoski pod światło ma rude, a rzęsy jeszcze bardziej niewidoczne niż ja, więc może jednak geny poszły zygzakiem?
Czas pokaże.
Niewiele skorzystałam z tej wizyty, raczej za hotel robiłam i za miejsce noclegowe, bo rano włóczęgi albo po urzędach (wyrabianie dowodu dla Kalafiorkówny to kolejny temat na powieść-rzekę na temat biurokracji w PL, albowiem paszport brytyjski, jako że dziecię ma podwójne obywatelstwo wyrobiono online w ciągu tygodnia, a w PL nie wystarczyła obecność rzeczonego dziecka, obojga rodziców i certyfikowanego aktu urodzenia, zażądano jeszcze brytyjskiego paszportu, którego nierozgarnięci rodziciele nie zabrali, no bo jakim cudem obywatel polski znalazł się znienacka w PL? W kartoflach go przemycono, kurwa), albo po galeriach, ojapierdolę, no i po knajpach, bo kiedy obiad gotować, jak się człowieki włóczą? :) Udało się załatwić bez paszportu, albowiem panie w urzędzie po naradzie z kierownictwem stwierdziły, że dwumiesięczna smarkula raczej nie szykuje zamachu stanu...
Łażenie po sklepach w wykonaniu mojej Synowej to dla mnie trauma, ale tego nie ogarnia mój Syn, a cieszył się, a jakże, było widać, że ja też łażę.
Więc łaziłam.
Bo go, jednak, kurde, jakimś cudem kocham.
Popołudniami znikali na randki ze znajomymi, a chociaż wkurwiona byłam, bo co ja, hotel. Kocham moje dziecko, widzę, jak mało ma z życia, jak miota się i jak powtarza mój scenariusz.
Więc nie, nie odbiorę mu tych paru godzin przyjemności. Wracał z doładowanymi akumulatorami.
Alienka kąpałam, bo to rozkosz.
Kalafiorkówny nie tykałam, bo dwumiesięczne niemowlę jest poza moją jurysdykcją.
Takie coś Eks kąpał. Za to gówno sprzątałam bez drgnienia oka, bo wszyscy sramy, a co one, smarki mogą, że od nich wróbelki nie odnoszą? Modląc się w duchu, by ode mnie nikt już w życiu nie musiał sprzątać.
Nie, nie zamęczyli mnie. Burdel był, a jakże, ale czego oczekiwać, gdy w mieszkaniu przerobionym dla singla lądują dodatkowe cztery osoby?
Parę rzeczy mnie wkurwiło, ale to jest kwestia wychowania, nie każdy odbierał kindersztubę taką jak ja i moje bachory. Cóż, można z tym żyć.
Jedyne, co mnie wkurwia na maksa, to marnotrawienie żywności na maksa. Ale na to nic nie poradzę.
I zła byłam, że nie spełniłam wszystkich obietnic dla Alienka, że zabawy i takie tam. Nie było czasu.
Ostatnim rzutem na taśmę, bo kompika mi ogarnął, rzuciłam mu do stóp ulotkę mojego providera i...
Od kwietnia mam o niebo szybszy internet za 1 zł na dwa miesiące, a potem o 25 zł co miesiąc taniej. Sama bym tego nie ogarnęła, bo to jednak dla laika cuda wianki.
Ale dziś, gdy Synowa pakowała się (a to historia na trzy tomy jakiejś sagi), poszłam z Alienkiem na godzinkę w siną dal, w siną dal...
I dziękuję ci, życie za te parę chwil. Za te pojebane projekty, za moje nerwy, za wszystko. Powinnam w Excelu zrobić tabelkę, ale i tak wyszłoby na plus, mimo tego pod górkę i pod wiatr.
Tato Synowej zabrał ją do siebie.
Inżynier jutro wraca do UK.
Godzinkę z Inżynierem jeszcze wykroiłam i...
No cóż, moja krew. Cała ja. Silna, zwarta, gotowa. Oby nie zapłacił za to zbyt wysokiej ceny.
Ja potrafiłam odpuścić.
On jeszcze nie umie.
Kuweta ogarnięta i jak na razie nieswojo czuję się w radiem Pogoda bez płaczu...
Ale znów się przyzwyczaję.
Tylko muszę znów baterie do aparatów kupić, bo zostawiłam w pracy, do której wrócę dopiero w poniedziałek, bo skoro nikt nie pisze i nie tęskni, to widać mnie nie brakuje :P
A mi baterii brakuje, jak słyszę na jedno ucho, a na drugie nie :P

Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...

Nawet na krawędzi :)

piątek, 1 marca 2019

Stokrotki

Kochany Pamiętniczku, jutro posadzę, nie ma wyjścia :D
Bo wrócił na Manhattan mój Pan od Pomidorków, ma bratki i stokrotki, i niezapominajki. Przy niezabudkach się łamię, bo raz, że zimno okrutnie,  a dwa, że nigdy mi się nie trzymały, ale to zobaczymy jutro.
Bo...
Ojapierdolę...
Nowy wózek kupiłam za całe 80 zł polskich...

wydawało się, że olbrzymi, ale... mam nauczkę. Nie daje się zawiesić na rączce wózków marketowych. No ale skąd mogłam wiedzieć?
W Lidlu męczyłam się z nim i z wózkiem lidlowym.
Pod Lidlem dorwała mnie kobietka i tłumaczy jak krowie na rowie, że wiesza się na tym dzyndzlu wózka. Mówię, że wiem, ale się nie da. Ale kobietka mądrzejsza ode mnie, wyrywa mi wózek i pokazuje... No właśnie, co? Że się nie da?
Ja tylko na głupią wyglądam.
Ale wierzbówka działa, nawet się nie wkurwiłam, bo po co i o co?
A jakom wczoraj w pracy obiecała, dziś zostałam w domu i dobrze.
Bo, kurwa, pracowali, jak by im za to nie płacili, a płacą im, i to o wiele więcej niż mi.
Bo ja to w sumie za friko zrobiłam, bo niby kiedy mam odebrać te 20 nadgodzin?
Tym bardziej, że w poniedziałek powinnam być apiać na posterunku, bo im się przesunęło.
Ale mnie nie będzie.
Trzymajcie kciuki, bo to jawna niesubordynacja, ale co ja za to mogę, że na starość chcę mieć trochę życia osobistego? Żeby mi jeszcze kasę dali, żebym mogła ją wydać, ale nadgodziny nie do odebrania?
A w pizdu...
Oczar wirginijski znów kwitnie, przecudnie :)

A gdy zapieprzam z pracy też jest cudnie :)


Z poszarpanymi nerwami, co wracają nad ranem nie same... :)
Za taksówkę do dziś nie mam na koncie, to ja dziękuję za takie zwracanie kasy :)

Nie, żeby mnie te grosze zbawiły, ale życie jest popierdolone: jak ja mam płacić, to w podskokach, a jak mi, to mogę czekać do usranej śmierci, co nie?

Odezwała się K. z teatru. Że nie dostarczyłam papiurków. Jak nie, jak tak, next day w zębach je zaniosłam, księgowy się wykrzywił, dyro wyleciał i rączka, rączka, buzi, buzi, jest OK :) Faktycznie, doniosłam papiurki, w księgowości bajzel. Skąd ja to znam?
Okazało się, że dyro nie dosłyszał, że ja żadnych faktur nie wystawiam, umowa zlecenie mnie li i jedynie kręci.
A ponoć w instytucjach publicznych na umowę zlecenie trzeba fakturę wystawiać.
Więc mówię K., że mi to rybka, że to dla mnie zabawa było, skorekciłam i do widzenia ślepa Genia.
A ta, że to prościzna, że ona za mnie tę fakturę będzie wystawiała, że takie tam sranie w banie, że mam korekcić.
Jeżu kolczasty, co oni mają z tym korekceniem?
A ja, kurwa nie umiem powiedzieć NIE. Jest tyle korektorek, ponoć stadami chodzą po ulicach i żebrzą o pracę, Tak twierdzą zawsze moi szefowie. Od 1992 roku to słyszę, więc? Łapać je, kto zabroni?

Niech mnie ktoś zabije.

Czekając na PDF, zamykając to, co miałam zamknąć we wtorek wg rozkładu, ogarnęłam tę kuwetę tak, że sama jestem w szoku, jakie mam duże mieszkanie :)
No ale badylki zlądowały na kupie w małym pokoju :)
I ostatnią pralkę nie wiem, gdzie powieszę.
Wyszłam na balkon, a tam syf i malaria, sam smog.

A w niedzielę na Luton zaczyna się strajk bagażowych Wizzaira...

Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
Jak nie dolecą, zostanę z lodówką wypchaną po kokardki i pęknę, bo nie wszystko da się zamrozić, a i zamrażarka znów pełna:|

Kurkumę włączyłam do menu.
Tylko jak się pokazywać publicznie z takimi ręcami?
Mało, że jak u chłopki pańszczyźnianej, to jeszcze jak w gównie utytłane :P 
Ale kurkuma jest the best :P