Miało być wiosennie ale wyjście na dwór grozi utratą głowy, tak strasznie wieje ;) Tak więc Moniczko, Dorotko jeszcze musicie troszkę poczekać;) Dobrze, że zaprosiłyście mnie do zabawy bo na chwilę zapomniałam, że przecież mamy wiosnę. Po prostu tumany kurzu z remontu zasłoniły mi na chwilę uroki tego jakże pięknego okresu w przyrodzie ...Ale intuicyjnie ciepełko już poczułam bo kilka razy byłam na naszym ryneczku miejskim i było gdzie pobuszować. Po prostu ryneczek a właściwie ludzie sprzedający perełki z lamusa wybudzili się z zimowego letargu ;) A moją nową perłą jest Biblia z 1922 roku, czyż to nie jest piękne, że na nią natrafiłam. Posiada dedykację, niestety nie mogę rozczytać, widnieje na niej data z 1949 albo 1941 roku...Bardzo jestem z niej dumna... Zrobiłam sobie hmm trudno chyba napisać pisankę no to niech będzie jajeczko ;) No kochane nie śmiejcie się ;) wiem,wiem....I żeby nie było widziałam Wasze, więc jestem szalona, że znowu odważyłam się pokazać moją ,,twórczość,,.Jednak jak na moje możliwości i mój styl to mi się podoba ;)Użyłam kartkę z tajemniczej książki, którą znalazłam w pudełku z różnymi rzeczami na strychu. Jej kolor jest naturalny nic nie musiałam postarzać. Wykorzystałam ją bo co miałam ją wyrzucić o nie takich rzeczy to ja nie robię to się nazywa barbarzyństwo albo jakoś inaczej...;) Mam nadzieję, że ksiądz nie zemdleje jak w tym roku zobaczy zawartość mojego koszyczka...;) Może nie zauważy w końcu tyle jajek do poświęcenia, więc moje takie mało tradycyjne zgubią się w tłumie. No chyba, że jakaś sąsiadka z ciekawości zaglądnie no to spadnie z krzesła z wrażenia oczywiście ;) Przynajmniej znowu wniosę trochę ,,śmiechu,,w lokalną społeczność. Cóż to wszystko dlatego, że chyba lubię po swojemu wszystko robić i dostosowując się do ogółu troszkę przemycam swojego różanego ja ;)
Buziaki!
Miłego wiosennego bezwietrznego dnia...