Magdalena
Abakanowicz jest dla mnie artystką- „tajemnicą”. Niby sporo o
niej wiem, znam jej różne dzieła, ale zawsze, kiedy o niej myślę,
to zastanawiam się nad jej postrzeganiem świata, przedmiotów,
ludzi.
Mogłabym
tak powiedzieć o większości znanych mi artystów, a jednak
dziedzina, w której artystycznie poruszała się Abakanowicz jest
niejednoznaczna. Tu się nie da tak wyrazić swego przesłania, jak
np. w malarstwie, czy rzeźbie (nie piszę tu teraz o sztuce
abstrakcyjnej). Oczywiście można teraz zaprotestować, bo w sztuce
przeważnie spotykamy się z brakiem jednoznaczności, z brakiem
wyraźnego przesłania, o ile artysta dokładnie nie nazwie swojego
dzieła lub dzieło nie jest tak realistyczne, że bez jakiegoś
wielkiego wysiłku i domysłów, wiemy o co chodzi.,
Piszę
o tkactwie Abakanowicz,które mnie zafascynowało. Ta dziedzina
twórczości jest mi coraz bliższa i coraz więcej o niej wiem.
Dlatego zdaję sobie sprawę z tego, jak wielką artystką trzeba
być, by tworzyć tkane dzieła sztuki, które zyskały
międzynarodową sławę. A nie są to tylko kilimy czy gobeliny, ale
dzieła wielowymiarowe o dużej kubaturze.
Ale
po kolei.
Magdalena
Abakanowicz urodziła się w 1930 roku w Falentach niedaleko
Warszawy. Mówiła o sobie, że była inna, była samotnym dzieckiem
„Taka
się urodziłam – wyjaśniała Jakubowi Janiszewskiemu w wywiadzie
radiowym udzielonym TOK FM. Zanim nauczyłam się posługiwać
sprawnie palcami, brałam w dłonie jakieś przedmioty i wiązałam
je ze sobą. Tylko ja wiedziałam, dlaczego ten patyk z tym kawałkiem
gliny są jedną rzeczą. Bez przerwy grzebałam w ziemi, zajmowałam
się lepieniem i tworzeniem przedmiotów o mnie tylko wiadomych
znaczeniach. Robiłam w pokoju dziecinnym straszny bałagan, więc
rodzice podczas porządków to wszystko wyrzucali, a ja wygrzebywałam
ze śmietnika co ważniejsze rzeczy”.
Po
ukończeniu szkoły podstawowej zdawała do liceum plastycznego,
gdzie już na wstępie powiedziano jej, że na rzeźbę to ona się
nie nadaje. Zajęła się malarstwem. Malowała obrazy
surrealistyczne.
Na
studiach często głodowała, ale trzymała wewnętrzną dyscyplinę,
która wpoili jej rodzice i nie myślała, by w tych trudnych
warunkach studia przerwać. O sztuce wyrażała się, że jest stanem
psychicznym, stanem ducha, przypadłością, z którą trzeba żyć.
Traktowała sztukę jako wręcz przywarę, z którą trzeba sobie
radzić. Powinna dawać do myślenia, ale nie może być użyteczna.
„Sztuka
pozostanie najbardziej zdumiewającą działalnością człowieka,
zrodzoną z bezustannych zmagań rozumu z szaleństwem, marzenia z
rzeczywistością…” - brzmiał jej artystyczny manifest.
Kiedy
wyszła za mąż i zamieszkała z mężem w małej kawalerce, zaczęła
malować duże obrazy, między którymi się przechadzała- dawało
jej to poczucie przestrzeni. To w tych latach zatęskniła za
wielowymiarowością, bo obrazy wydawały jej się zbyt płaskie.
Zaczęła tkać i zszywać kawałki utkanych tkanin. Powstawały
miękkie rzeźby- „antyrzeźby” jak je nazywała.
Te
reliefowe płótna nazwała „abakanami” i uważała je za
doskonałą przestrzeń do kontemplacji. Była to sztuka innowacyjna-
nikt wtedy takich rzeźb nie wykonywał. I te tkane formy
przestrzenne, jej artystyczne oryginalne odkrycie, przyjęło nazwę
od niej nazwę.
„Abakan
jest wymagający. Potrzebuje szczególnej troskliwości i szczególnej
ekspozycji. Nie nadaje się na ścianę, do dekoracji. Do niczego się
nie nadaje” -twierdziła artystka.
W
katalogu jednej z wystaw Magdaleny Abakanowicz, Ewa Hornowska
napisała o Abakanach tak: „To samoistne twory, zawieszone
swobodnie w przestrzeni, bez ścian w roli tła bądź podpory,
zapętlone w środku, a przy tym otwarte, dostępne zmysłom ze
wszystkich stron, również od wewnątrz”
Abakany
(i inne prace- rzeźby) artystki były wystawiane na wielu wystawach
oraz biennale. Jednym, z pierwszych, w których Abakanowicz
uczestniczyła, odbyło się w Lozannie w 1962 roku. Zaprezentowała
wtedy „Kompozycję białych form”. Były to jeszcze płaskie
gobeliny, jednak miały one już elementy reliefowe. Prace wzbudziły
zachwyt ale i kontrowersje. Zachwycała nie tylko forma prac, ale
również ich kolorystyka- odcienie bieli, beżu, szarości oraz
sepii.
Trzy
lata później na wystawie w São Paulo, formy przestrzenne
Abakanowicz wzbudziły sensacje, a ona sama zdobyła za nie złoty
medal. Tym samym otworzyły się przed nią drzwi światowych sal
wystawienniczych. Sama zaś stała się artystką rozpoznawalną.
Po
okresie tworzenia abakanów, artystka zajęła się tworzenie rzeźb,
głównie postaci ludzkich. A po tym etapie tworzyła rzeźby głównie
z konarów i pni drzew ściętych przez drogowców. Wykonywała
również formy przestrzenne z odlewów żeliwnych.
Na
prośbę mieszkańców Hiroszimy, wykonała 40 postaci, odlanych z
brązu. Postawiono je na wzgórzu, jako pomnik upamiętniający
ofiary wybuchu bomby jądrowej.
Zajęła
się także tworzeniem choreografii dla tancerzy polskich oraz
japońskich, którzy specjalizowali się w tańcu butoh. I to jeszcze
nie koniec działalności Abakanowicz na niwie artystycznej- w ramach
uczestnictwa w konkursie, dotyczącym zaplanowania jednej z dzielnic
Paryża, zaproponowała nowatorską wówczas koncepcję wybudowania
kilku 25 piętrowych budynków, które miałyby kształty nawiązujące
do drzew i oplecione byłyby od dołu do góry bujną roślinnością,
posadzoną na różnych poziomach fasad. Stąd wzięła się nazwa
tej koncepcji- architektura arborealna. Projektu nie zrealizowano z
braku pieniędzy, ale jego wizjonerski charakter porównuje się do
wizji Gaudiego.
Doceniam w niej tę
artystyczną wszechstronność, mnie jednak najbardziej
zainteresowała jej twórczość tkacka.
Już
na początku zaprezentowania się pierwszych abakanów, powstał
problem nazewnictwem, dotyczącym tych form artystycznych.
„W
recepcji twórczości Magdaleny Abakanowicz od samego początku
powracał ten sam problem – jak właściwie nazwać jej prace.
Krytycy prześcigali się w tworzeniu określeń, które pozwoliłyby
umieścić jej dzieła poza granicami tradycyjnego tkactwa. Pisano o
„anty-tkaninach”, „rzeźbach w tkaninie”, „tkanych
obrazach”. Przydawano im kolejne przymiotniki, próbowano uczynić
z jej prac obiekty z kategorii „wielkiej sztuki” – obrazy,
później rzeźby – ale abakany, choć zapożyczały niekiedy
wyrazy z języka rzeźby czy malarstwa, pozostawały tkaninami.
Wyjątkowymi, na wskroś nowatorskimi – ale tkaninami. Tylko i aż.
„Sama
artystka chciała przede wszystkim uniknąć miana „tkaczki” –
z czasem coraz bardziej. Pytana o definicje, unikała jednoznacznych
odpowiedzi. W ten sposób otwierała pole do interpretacji – i do
dyskusji, która miała ciągnąć się przez następne lata. Abakany
były zbyt monumentalne, zbyt cielesne, zbyt przestrzenne, by
pozostać w obrębie tkaniny – ale zbyt organiczne, by całkowicie
wpisać je w rzeźbę. W tym wszystkim często odmawiano tkaninie
prawa do samodzielności – jakby mogła istnieć tylko poprzez
odniesienie do innych dziedzin. Abakanowicz była jedną z pierwszych
artystek, które tę hierarchię odwróciły. W pewnym momencie
problem ten się jednak skończył, o co zadbała sama artystka,
zwracając się w połowie lat 70. ku pracom, które już bez cienia
wątpliwości odbierane i opisywane mogły być jako rzeźby. (…)
(…)
Na początku drogi twórczej Abakanowicz była więc głównie
„tkaczką–malarką”, przynajmniej w recepcji krytycznej. Miała
jednak uwolnić tkaninę od „niewzruszonej zależności od
malarstwa”. Im dalej, odważniej artystka wychodzi w przestrzeń ze
swoimi pracami, tym bardziej staje się „tkaczką–rzeźbiarką”.
I
trochę o technice tworzenia abakanów.
„Abakan
to wyjątkowa forma rzeźbiarska, połączenie tkaniny i rzeźby.
Abakany nie są wykonane z twardych materiałów jak klasyczna
rzeźba. Nie są również płaskie jak dzieło wykonane z tkaniny.
Abakan, potocznie określany jako miękka rzeźba, wykonany jest z
grubo tkanych sizalowych splotów. Abakanowicz, przy tworzeniu,
dzieliła włókna na cieńsze pasma, następnie barwiła je i
suszyła. Potem, tkała z nich na krośnie swoje abakany. Cały ten
proces sprawiał, że w trakcie tworzenia przypominały one kształtem
gobeliny, czyli płaskie tkaniny. Sposób prowadzenia włókna jest
poziomy, równoległy. Wszelkie łączenia materiału są
niewidoczne. Po zszyciu wszystkich elementów, Abakanowicz nadawała
im przestrzenną formę.
O
ile technika tkacka jest dosyć prosta, to nie wyobrażam sobie
tkania wątku przędzą sizalową. No nie wiem, w sumie to nie miałam
przędzy sizalowej w ręce. Kojarzy mi się ona z przędzą konopną
lub jutową, a te są raczej szorstkie. Na pewno sznurek jest
nieprzyjemny w dotyku. A z drugiej strony, coraz częściej czytam o
ubraniach z tkaniny konopnej, czyli nici powinny być miękkie. A
może spróbować?
Abakany można zobaczyć na prezentacji- koniecznie na dużym ekranie.
https://www.tygodnikprzeglad.pl/sztuka-moj-swiat-wyobrazni/
https://niezlasztuka.net/o-sztuce/magdalena-abakanowicz-artystka-osobna/
https://culture.pl/pl/artykul/nieznosny-ciezar-abakanow
https://www.abakanowicz3d.pl/modele-3d/abakan/