Do południa nawet obleci (jak się już człowiek przyzwyczai do szpitala psychiatrycznego ;)). Odwiedziłam Saren i tę drugą, porozmawiałyśmy jak fachowiec z fachowcem, wróciłam do biura, powyłączałam wszystko, co miało być wyłączone, i wyszłam mężowi naprzeciw. Kochany właśnie wracał ze Specsavers, z dwiema parami nowych okularów. Od razu zabraliśmy się do domu, bo grafik mieliśmy jasno określony: zjeść coś przed wyruszeniem na północ (Ka zaprosił nas na wieczorną herbatkę urodzinową Jot). Mąż wziął się za gotowanie, ja za nadrabianie lektur blogowych.
Jedzenie pyszne, aż mi się uszy trzęsły. Między obiad i wyjazd zdołaliśmy upchnąć dwudziestopięciominutowy spacer z kotami oraz dokument Ani Kazejak, Bocznica (2009). Myślałam, że już go razem oglądaliśmy, ale nie. Sama obejrzałam go 11 lat temu.
Nareszcie się wytoczyliśmy. Kochany skręcił na chwilę po żwirek dla kotów, potem tylko przyjemności i pizza urodzinowa:
Ciekawie rozmowy nam skręciły, bo Jot wspomniała o poprzednio oglądamy filmie z Cillianem.
Już u przyjaciół odkryłam że nie mamy połączenia z kamerką w Kuchniosalonie. Dla spokojności głowy zaalarmowałam Anne, która wykorzystała zapasowy klucz, żeby odwiedzić dziewczynki. To się wydarzyło:
Któryś ostry ząbek odłączył kamerkę od zasilania ^..^ Dobrze, że nikomu nic się nie stało. Sąsiadka przekazała fotkę, pogłaskała dziewuchy, a nawet już znalazła mi kabel na wymianę, który może dla mnie zamówić na Amazonie (dobrze się składa, bo jestem z Amazonem na bakier, ale jednak lepiej jest mieć kabel niż go nie mieć). Wszystko to w czasie naszego pobytu u przyjaciół. Kochany pracuje w weekend, więc wspólne kino domowe nie doszło do skutku, urwaliśmy się około dziesiątej.
Zieeeeeew. Myszy polują na jakieś kuchenne baboki. Mąż pod prysznicem. Mnie oczy się zamykają (w samochodzie miałam toż samo — ucięłam sobie drzemkę, potem nagle otwieram oczko, a tu na horyzoncie czarne góry odcinające się na tle jaśniejącego nieba). Na pewno Duolingo, czy książka ... dunno, dobranoc, pchły na noc ..