Rano odstawiliśmy puchatka do weta. Potem się dowiedziałam (bo ja do pracy), że Ryszard dostał kropelki przeciwbólowe (chociaż w zasadzie nic nie wiadomo, może to koci reumatyzm) oraz szczepionkę (do października następnego roku ma być spokój, buk zapłać oraz €74,45).
W pracy trochę towarzyszyłam Sziwan, trochę poprzestawiałam komputery, zamknęłam biuro i heja, do Kochanego, który podobnie jak ja zmierzał w kierunku Marksa&Spencera. Po drodze nieoczekiwanie Martaszka zamachała do mnie zza kawiarnianej lady (od 2 tygodni tam pracuje, co mi napisała później przez messengera). Nie rozmawiałyśmy, bo była do niej kolejka, poza tym Fred się pojawił, kupiliśmy w M&S zapas filtrów do kawy i poszliśmy na lunch do Cedar Gate, jak zawsze pyszny, z mieszanką grilową (w tym koftą). Po obiedzie zajechaliśmy do TK Maxxa, niby, że chciałam jakiś prezent zakupić dla Anne na niedzielę. Faktycznie, małżonek podrzucił pomysł książki z wegańskimi przepisami, ale najbardziej zyskałam ja. Bo mam beret, brązowy Sarlini, pod którym wyglądam jak żołądź i wełniany kaszkiet Seebergera (matko, matko, co jutro założyć na głowę?), a do tego mam kubek nowy. I to jaki! Włala:

Kubek z chanukowymi kotami, że kapcie spadają, a jako dodatek drewniany drejdel. Kubek został wyprodukowany w Chinach (jak większość kubków w TK Maxxie), w związku z tym małżonek rzekł, że już kiedyś zamierzał go dla mnie kupić, ale znając moje etyczne priorytety kubkowe się był powstrzymał. Jednak koty, jednak drejdel, dałam sobie dyspensę w temacie chińskim, gdyż nie jestem ideałę (jako rzekłby nasz kot)!
Po powrocie na wieś (po drodze byliśmy jeszcze na kawie u Aury, zjadłam pierwszego świątecznego minspaja), zanim weszłam do domu zapukałam do Anny, żeby się jej wypytać jak się czuje. Sąsiadka jest w wirze zdrowotnych napraw, chodzi na fizjoterapię ręki, przygotowuje się do operacji katarakty, zajęta jest, robi co może.
W temacie nowej pracy, już chciałam dzisiaj wieczorem wszystko wysyłać, ale musiałam się puknąć w głowę, bo na jednym blankiecie (kilkustronnicowym, wypytującym o jakieś głupoty) trzeba mi podać dwie referencje, czyli i tak muszę się udać do Centrum (gdy ktoś w nim jest) i z pracy ów blankiet przeskanować.
Kot po kropelkach w kolacji walnął się na łóżko i drzemie. Morze w oddali ryczy poruszone minionym sztormem. Trawimy dobroci tego dnia jak para hipciów.