Szczegóły:
Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
czwartek, 8 czerwca 2023
3115. Bielenda Kuracja Młodości Odbudowujące serum przeciwzmarszczkowe dzień/ noc
czwartek, 4 sierpnia 2022
2957. Green Pharmacy Argan Oil & Pomegranate szampon do włosów suchych z olejkiem arganowym i granatem
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt możecie kupić w Internecie i drogeriach stacjonarnych za ok. 8 zł.
Zapach: przyjemny, słodko-kwiatowy.
Konsystencja: szamponowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, czarne, z białym tłem z akcentem graficznym i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 350 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie starczy nam na kilka miesięcy używania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że jeśli chodzi o szampony Green Pharmacy to przetestowałam ich chyba wszystkie wersje. Miałam na pewno rumiankowy, nagietkowy, pokrzywowy i każdy z nich dla mojej czupryny był zacny w działaniu. Dlatego nic więc dziwnego, że i powyższy arganowy gagatek spisał się świetnie. Przede wszystkim, cudownie mył i odświeżał mi skalp, sprawiając że czułam się od razu rześko jak po wiosennym deszczu. Skóra głowy była ładnie domyta, a wszelakie brudy i kurze jakie tam się gromadziły, zostały usunięte już po jednym szorowaniu. Szamponu używałam tak jak zawsze, czyli rozcieńczając go w pojemniczku z wodą (metoda pojemniczkowa), przez co bardzo dobrze się pienił i był mega wydajny. Warto zaznaczyć, że specyfik nie plątał mi włosów, natomiast ja zawsze do mycia stosuję też odżywkę lub maskę, aby owe kołtunienie nie miało miejsca. Dodam jeszcze, że gagatek mnie nie podrażnił, ani nie uczulił, ani też nie szczypał w oczy podczas mycia. Do tego ładnie pachniał i był mega tani. Podsumowując: nic tylko brać na zapas. Polecam!
Ocena: 5/5
Miałyście?
Kathy Leonia
wtorek, 26 lipca 2022
2951. Joanna Naturia Ciało żel pod prysznic melon i awokado
odświeżający
aktywne składniki naturalne: melon i awokado
Sposób użycia: Niewielką ilość żelu nanieść na zwilżoną gąbkę, delikatnie masować ciało do uzyskania piany, a następnie spłukać."
Cena i dostępność: produkt lupiłam w Rossmanie za ok. 8 zł.
Zapach: przyjemny, słodki, owocowy.
Konsystencja: żelowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, zielone, z białymi i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 300 ml.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy nam na jakieś dwa miesiące mycia się.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że najbardziej lubię używać owocowych żeli pod prysznic. Nie dość, że dają mi oczyszczenie z brudu i kurzu dnia powszechnego, to jeszcze dostarczają niezapomnianych wrażeń zapachowych. Uważam bowiem, że procedura mycia ma być przyjemnością, która pozwoli na błogą chwilę oderwania się od rzeczywistości. To takie moje osobiste 10 minut samej ze sobą, z mnóstwem piany, słodkim aromatem owocowym i ciepłą wodą. Takie właśnie wrażenia zapewniają mi żele pod prysznic od Joanny. To, jak owe gagatki pachną jest niespotykane. Ot, jakbym się pucowała czystym, przejrzystym, świeżo zrobionym musem z melona i awokado. Oprócz swojego cudnego zapachu, produkt spisuje się również bardzo dobrze w swej głównej roli, czyli żelu myjącego. Fajnie i szybko domywa skórę, nie wysusza jej, ani nie podrażnia. Mazidło jest bardzo wydajne i świetnie się pieni. Wystarczy objętość równa ziarnku fasoli, aby dokładnie i szybko umyć całe ciało. Myślę, że żel pod prysznic Joanny spodoba się każdemu. Ja na pewno wrócę do niego nie raz. Polecam!
Ocena: 5/5
Miałyście?
Kathy Leonia
wtorek, 19 lipca 2022
2947. Rexona Motionsense Active Protection+dezodorant roll-on w kulce
Cena i dostępność: specyfik kupiłam w Rossmanie, gdzie kosztuje coś ok. 10 zł.
Zapach: przyjemny, świeży.
Konsystencja: płyn w kulce.
Opakowanie i pojemność: butelka plastikowa z kulką utrzymana w kolorystyce bieli z czernią i takimiż napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Produkt spokojnie wystarczy na kilka miesięcy.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że to mój pierwszy dezodorant marki Rexona w kulce. Do tej pory, przez wiele, wiele lat używałam głównie antyperspirantów w sztyfcie lub sprayu, mając je za najbardziej wygodne i komfortowe w aplikowaniu i działaniu. Jednakże razu pewnego stwierdziłam, że czas najwyższy spróbować czegoś nowego i zakupiłam sobie gagatka z kulkowym aplikatorem. I była to również dobra decyzja, bo - niezależnie od tego czy produkty Rexona są w sztyfcie, kulce czy aerozolu, ich działanie jest tak samo dobre. Specyfik chroni mnie bowiem przez cały dzień przed poceniem się oraz brzydkim zapachem. Aplikuję go rano na umyte i suche paszki, czekam chwilę, aż mazidło się wchłonie, po czym jestem gotowa do codziennych bojów życiowych. Dezodorant działa praktycznie od razu i cały dzień daje mi świeżość i komfort suchości. Warto wspomnieć, że produkt jest ładnie pachnący i mega wydajny - jedno opakowanie starcza mi czasami nawet i na pół roku! Jak dla mnie to kosmetyk idealny, który oprócz skuteczności w ochronie, jest także delikatny dla skóry. Nie wysusza, nie podrażnia, nie uczula. Warto wspomnieć ponadto o pięknym zapachu, niskiej cenie, wydajności czy łatwej dostępności. Polecam Wam go szczerze!
Ocena: 5/5
Miałyście?
Kathy Leonia
wtorek, 31 maja 2022
2919. Garnier Intensywna Pielęgnacja Bardzo Suchej Skóry regenerujące mleczko do ciała
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt znalazłam w Rossmanie za ok. 20 zł.Zapach: przyjemny, słodki.
Konsystencja: kremowa.
Kathy Leonia
czwartek, 31 marca 2022
2885. beBIO Natural Deo Roll Naturalny dezodorant roll-on granat i jagody Goji
Witajcie!
Dziś czas na pięknie pachnące paszki.
Będę mówić o beBIO Natural Deo Roll Naturalny dezodorant roll-on granat i jagody Goji.
Słowo od producenta: "Dezodorant roll-on zawiera 99,4% składników pochodzenia naturalnego. Dezodorant na bazie naturalnego minerału, który zapobiega powstawaniu nieprzyjemnego zapachu jest to idealny wybór dla osób o wrażliwej skórze lub pragnących całkowicie naturalnej alternatywy. Ekstrakt z goji wspomaga właściwości ochronne skóry, detoksykuje ją, wzmacnia i witalizuje. Ekstrakt z granatu łagodzi podrażnienia i tonizuje skórę. Sok z liści aloesu koi podrażnienia, pielęgnuje skórę oraz pomaga zachować jej naturalną równowagę. Zawiera wyłącznie substancje zapachowe pochodzenia naturalnego."
Produkt w okazałości:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt znalazłam w Rossmanie, gdzie kosztował ok. 30 zł.
Zapach: delikatny, nieco owocowy.
Konsystencja: roll-on pod pachy.
Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik z kulką w środku i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: dobra. Specyfik starczy na jakieś trzy miesiąca używania.
Działanie: średnie. Zacznę od tego, że swych ulubieńców w kategorii dezodorantów już mam: Klik! i Klik! Używam tych mazideł od kilkunastu lat i zawsze podczas zakupów drogeryjnych robię sobie ich porządny zapas. Ostatnio jednak pokusiłam się o wypróbowanie czegoś innego, bardziej naturalnego. Wybór padł na gagatka z osławionej marki Ewy Chodakowskiej, czyli beBIO. Co sądzę o tym roll-onie? Ano powiem Wam tak: miłości nie będzie... Produkt jest bowiem bardzo średni jeśli chodzi o działanie antyperspirantowe i - co najważniejsze - nie daje 100% ochrony przed spoconymi paszkami. Tu od razu wtrącę, że kwestia skuteczności dezodorantów jest indywidualna u każdego z nas, zależna od intensywności pracy gruczołów potowych, diety, stylu życia itp. Gdybym tylko leżała i nic nie robiła cały dzień to deo roll beBIO mi w zupełności wystarczy. Ot trochę odświeży, minimalnie orzeźwi, jakoś tam paszki w czystości zachowa. Wszystko się jednak zmienia, gdy z tzw. dnia lenia, przechodzimy do trybu "wszystko na raz", gdzie nie wiemy w co ręce wsadzić i musimy być w kilku miejscach jednocześnie. W takich sytuacjach stresowych połączonych ze zwiększonym wysiłkiem, nasze paszki po ok. dwóch/trzech godzinach (od aplikacji bohatera postu) robią się mokrawe, co sprzyja powstawaniu nieestetycznych śladów na ubraniach. Są to co prawda plamy bezwonne, ale sam fakt ich wystąpienia - i to w przypadku produktu za 30 zł - zdecydowanie nie należy do przyjemnych. Dlatego też uważam, że specyfik od Ewy Chodakowskiej nie jest dla mnie. Jego wysoka cena wyjściowa, słabe działanie zdecydowanie nie skuszą mnie do ponownego zakupu.
Ocena: 3/5
Miałyście?
Kathy Leonia
wtorek, 13 lipca 2021
2728. Yope naturalny balsam do ciała mandarynka i malina
Witajcie!
Dziś czas na balsamowanie się.
Będę mówić o Yope naturalny balsam do ciała mandarynka i malina.
Słowo od producenta: "Aksamitna, rozpieszczająca konsystencja balsamu przyjemnie się rozprowadza, pozostawiając na skórze świeży zapach orzeźwiającej mandarynki i soczystych malin.
Odżywczy olej z rokitnika i regenerujący olej makadamia chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Naturalne masła shea i mafura, zmiękczają, wygładzają i wzmacniają barierę ochronną skóry. Gliceryna roślinna silnie nawilża skórę, a bogaty w witaminę C ekstrakt z mandarynki rozjaśnia, działając jednocześnie zmiękczająco na przesuszoną skórę. Ekstrakt z malin łagodzi objawy podrażnienia, wygładza i pobudza skórę do regeneracji.98% składników pochodzenia naturalnego oraz porcja najlepszych składników odżywczych i nawilżających masło mafura, olej makadamia i rokitnikowy.
To działa!
Bogata formuła nawilża, działa wygładzająco, odżywia i chroni skórę."
Produkt w okazałości:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt znalazłam w Rossmanie za ok. 30 zł.
Zapach: męczący, nieprzyjemny.
Konsystencja: balsamowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w charakterze butelki z pompką, w tonacji pomarańczowo-fioletowej i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 300 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Taki balsam starczy na kilka miesięcy używania.
Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że - jak już na pewno wiecie z moich wcześniejszych recenzji - zapach danego mazidła to dla mnie kluczowa rzecz. Można nawet powiedzieć, że ważniejsza niźli samo działanie. Co z tego bowiem, jeśli produkt czyni cuda i robi dobrze mojej skórze, skoro jego woń jest po prostu dla mnie nie do zniesienia? Ano niestety podobnie właśnie było z powyższym balsamem z Yope. Ileż to ja się nasłuchałam ochów i achów na temat specyfików tej marki, to nie macie pojęcia. Dlatego też byłam niezwykle podekscytowana, gdyż po raz pierwszy sięgnęłam po ów balsamik. I niestety, mój entuzjazm ze stosowania kosmetyku zmalał już po pierwszym użyciu... Ten zapach niby sztucznej pomarańczy i chemicznej maliny był po prostu niemożliwie natrętny i odpychający. Nie wiem doprawdy czy takie były dziwne fantazje owocowe producenta, czy zwyczajnie w świecie mój egzemplarz okazał się być nieudany. W każdym razie jak zaczęłam dumać dłużej nad tym, tak zaczęła mnie boleć głowa i normalnie zrobiło mi się niedobrze. Nie mogąc wymyślić nic innego, czym prędzej starłam z rąk i ramion naniesiony wcześniej produkt. Aby jednakowoż nie marnować mazidła, spróbowałam potem stosować go jako krem do nóżek i tu się spisał nawet ok. Moje stópki były dobrze nawilżone, mięciutkie i gotowe na założenie pierwszych w tym sezonie sandałek. Produkt szybko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej warstwy i był bardzo wydajny. Sam zapach balsamu nie przeszkadzał mi już wtedy tak bardzo, gdyż - jak wiadomo - stopy znajdują się daleko od newralgicznego ośrodka węchowego, czyt. nosa. Myślę, że jakoś skończę ów nieszczęsny balsam, ale na pewno nie kupię go ponownie i Wam także to odradzam. Chyba, że macie iście pancerne nozdrza i tolerancję na tego typu mało przyjemne wonie.
Ocena: 2/5
Miałyście?
Kathy Leonia
czwartek, 24 czerwca 2021
2718. Nivea dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Witajcie!
Dziś czas na demakijaż.
Będę mówić o Nivea dwufazowy płyn do demakijażu oczu.
Słowo od producenta: "Delikatnie i efektywnie usuwa nawet najbardziej trwały makijaż oraz tusz. Chroni delikatne okolice oczu i pielęgnuje rzęsy. Wzbogacony w ekstrakt z bławatka."
Produkt w okazałości:
Cena i dostępność: produkt znalazłam w Rossmanie za ok. 16 zł.
Zapach: ładny, delikatny.
Konsystencja: wodno-olejowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe w tonacji granatowej, z białymi napisami od producenta. Pojemność: 125 ml.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy na dwa miesiące demakijażu.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że dawno nie stosowałam już mazideł Nivea. Było to przede wszystkim spowodowane tym, że kilka lat temu strasznie podrażnił mnie jakiś szampon z tej firmy, przez co miałam niejako uraz do całej marki ogólnie. Na całe szczęście czas mija, pamięć nieco blaknie i tak oto pewnego dnia poczułam, że to jest ten moment, gdy jestem gotowa na ponowne testowanie Nivei. I tak do koszyka wpadł powyższy dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Co o nim mogę rzec? Ano, jest to dosłownie produkt stworzony dla mnie! Jako miłośniczka mocnych makijaży oka muszę mieć pod ręką coś, co podoła mym codziennym malunkom i nie będzie robiło mi brzydkich smug na całej buzi. Specyfik Nivea dzięki fazie wodnej i olejowej, nie ma najmniejszych problemów z domyciem mojej twarzy. Każdy rodzaj podkładu czy tuszu do rzęs - nawet te wodoodporne - po kontakcie z płynem znikają raz dwa. I to bez pocierania czy szorowania! Ot wystarczy, że po porządnym wstrząśnięciu buteleczki z tymże gagatkiem, nasączę nim wacik kosmetyczny i przyłożę do do zamkniętych powiek na kilka minut. Cienie do powiek, eyeliner, żel bo brwi rozpuszczają się praktycznie zaraz. Dla pewności delikatnie powtarzam proceder drugi raz i gdy mam pewność, że wacik jest czysty, myję buzię płynem oczyszczającym. Skóra po takim zabiegu jest promienna i szczęśliwa, bez nadmiernego wysuszenia czy podrażnienia. Jedyne nad czym ubolewam, to dość spora cena jak za taką małą pojemność gagatka... Dlatego też gorąco apeluję Panie Producencie, że można byłoby wypuścić na rynek butle 400 ml za nieco niższą stawkę, bo na pewno takowe rozwiązanie spotka się z większym entuzjazmem niźli 125 ml za 16 zł. Mimo tego drobnego mankamentu cenowego i pojemnościowego, polecam powyższe cudo całym serduszkiem.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy Leonia