Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
No długo tak dobrze być nie mogło jak ostatnio. Obawiam się, że rozpad Unii nastąpi bardzo szybko, już dziś, ledwie opublikowano wyniki głosowania o Brexicie podobne pomysły ma Dania i Holandia.
Niestety pani Merkel nie jest Adenauerem, który wiedział, że państwa mogą żyć w pokoju jedynie mając wspólne interesy biznesowe, a zapobieganie wojnie to takie zorganizowanie przemysłu, by nikt sobie z wyprodukowaniem ciężkiej broni sam nie poradził.
Do pokoju między narodami nie przyczyniają się hordy poszukujące lepszego życia u bogatszego sąsiada, wyznawcy obcych religii masowo migrujący z Afryki, biurokracja, która urosła jak balon, by każdemu urzędnikowi dać zarobić i dać kompetencje.
Na Kremlu wznoszą toasty. Trump stoi u bram. W części Europy już rządzi dzika prawica z faszystowskimi podtekstami przebrana dla niepoznaki za lewicę. Ostatni epigoni roku 1968 stracili wpływy i wahadło historii odwraca się w jak zwykle nieoczekiwanym kierunku. Młodzież wesoło bawi się przy disco polo, moda dziwna i brzydka, stosunki między pracodawcami a pracobiorcami coraz bardziej niewolnictwo przypominają. Zaufanie do instytucji państwowych i finansowych słusznie spada na łeb, każdy każdego chce ostrzyc do skóry.
Nowe średniowiecze nadchodzi?
Co to będzie?
piątek, 24 czerwca 2016
czwartek, 9 czerwca 2016
Aktualności
Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Przed chwilą zadzwoniła koleżanka, która pojechała do Galerii U po nasze obrazy z wystawy. Mój Rudzik znikł. Ktoś się nie ł i zaj...ł. Pan Mąz wściekł się strasznie, nawet coś mówił, że już nigdy nie dam im nic na wystawę. Po Rudziku została fotka i miejsce na ścianie do zapełnienia jakimś innym obrazkiem.
Sójki jednak nie całkiem wyginęły. Dwa maluchy się utopiły, ale trzy inne dzielnie fruwają po ogródku, a starzy ich pilnują. Ptasie jedzenie mimo lata jest bardzo pożądane i kule tłuszczowe znikają. Co je będę do jesieni trzymać, jeszcze się zepsują. Urzęduje na nich stadko mazurków, sikorki i sójki właśnie.
Kretka po ekstrakcji zęba odzyskała humor. Bawi się, cieszy życiem, biega za piłeczkami i nie prosi o środki przeciwbólowe. Może to ją ząb tak bolał a nie stawy?
Bluszcz się w psogródku rozrasta. Znów codziennie leję pod każdą roślinę wartą uwagi 1,5 litra wody do sterczącej z ziemi butelki bez dna. Nie ma innego sposobu na nawadnianie umiarkowanym kosztem, niestety trzeba się nadźwigać i trwa to bardzo długo. Niby dnie w lecie dłuższe, ale roboty znacznie więcej niż zimą. Nie wystarcza czasu i na rysowanie i na dzierganie, więc poczytuję książki. Też kiedyś trzeba.
Na balkonie zrobiłam ogród angielski w doniczkach. Nie ma monokultury, jest kolorowo i się pnie. Niespodziankę zrobiła mi róża z marketu. Kosztowała 4,50, była zapakowana w foliowy worek i miała być żółtą miniaturką. Ma teraz ze 70 cm wzrostu, przepiękne białe kwiaty, ciemne, dobrze wybarwione liście i gapimy się na nią całymi dniami. Różowa miniaturka okazała się faktycznie mini. Ma cienkie kwiatki w majtkowym kolorze, jakiegoś pasożyta i chyba za kilka dni pójdzie na śmietnik. To co posadziłam w ogródku rośnie, owszem, ale jeszcze nie wiadomo czy zakwitnie i jak.
Przed chwilą zadzwoniła koleżanka, która pojechała do Galerii U po nasze obrazy z wystawy. Mój Rudzik znikł. Ktoś się nie ł i zaj...ł. Pan Mąz wściekł się strasznie, nawet coś mówił, że już nigdy nie dam im nic na wystawę. Po Rudziku została fotka i miejsce na ścianie do zapełnienia jakimś innym obrazkiem.
Sójki jednak nie całkiem wyginęły. Dwa maluchy się utopiły, ale trzy inne dzielnie fruwają po ogródku, a starzy ich pilnują. Ptasie jedzenie mimo lata jest bardzo pożądane i kule tłuszczowe znikają. Co je będę do jesieni trzymać, jeszcze się zepsują. Urzęduje na nich stadko mazurków, sikorki i sójki właśnie.
Kretka po ekstrakcji zęba odzyskała humor. Bawi się, cieszy życiem, biega za piłeczkami i nie prosi o środki przeciwbólowe. Może to ją ząb tak bolał a nie stawy?
Bluszcz się w psogródku rozrasta. Znów codziennie leję pod każdą roślinę wartą uwagi 1,5 litra wody do sterczącej z ziemi butelki bez dna. Nie ma innego sposobu na nawadnianie umiarkowanym kosztem, niestety trzeba się nadźwigać i trwa to bardzo długo. Niby dnie w lecie dłuższe, ale roboty znacznie więcej niż zimą. Nie wystarcza czasu i na rysowanie i na dzierganie, więc poczytuję książki. Też kiedyś trzeba.
Na balkonie zrobiłam ogród angielski w doniczkach. Nie ma monokultury, jest kolorowo i się pnie. Niespodziankę zrobiła mi róża z marketu. Kosztowała 4,50, była zapakowana w foliowy worek i miała być żółtą miniaturką. Ma teraz ze 70 cm wzrostu, przepiękne białe kwiaty, ciemne, dobrze wybarwione liście i gapimy się na nią całymi dniami. Różowa miniaturka okazała się faktycznie mini. Ma cienkie kwiatki w majtkowym kolorze, jakiegoś pasożyta i chyba za kilka dni pójdzie na śmietnik. To co posadziłam w ogródku rośnie, owszem, ale jeszcze nie wiadomo czy zakwitnie i jak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)