Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jurata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jurata. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2019

ZDOBYCZE I PREZENTY

        Dziś chwalipost. W SH poniedziałkowa posucha, udało mi się zdobyć metalową pisankę i dwa mini króliczki.


          Za to w sklepiku "MISZMASZ" czyli wszystko od 1,99 sporo ciekawostek.

okienko i dekory


ramki do zdjęć lub obrazków

Tych różyczek jest 20 małych i 8 dużych w blistrze za jedyne 1,99
 
Takie jakby płaskorzeźby za klejącej podkładce
Perłowe naklejanki w tej samej cenie
       Jedyna lalka to Ken z 2007 r. jeszcze z ubiegłego tygodnia. Ten z przodu, tylko w krótkich spodenkach.



         Muszę się też pochwalić prezentami, które dostałam . Z Domu Mody "Metkacze" przyjechały do nas trzy pary jeansów i śliczna bluzeczka z kotkiem. Tym razem Regina była czyś zajęta i inne dziewczyny skorzystały. 

      Juracie bluzeczka ze śpiącym kotkiem bardzo przypadła do gustu. Dziewczyny pozują na tle bukietu tulipanów i przesyłają przedwiosenne pozdrowienia. :)

piątek, 27 kwietnia 2018

WIOSNA W TULIPANACH

        


        A moje panny w nowych ciuszkach na ich tle. Wpadłam w istny szał szycia ze wspomnianej już książeczki Metki. Niektóre wykroje troszkę sobie pozmieniałam i z bluzeczki zrobiła się sukienka. A, że szyje się je błyskawicznie powstała cała kolekcja.
        Przymierzając się do przyszłych manewrów, uszyłam dla Kena letni mundur polowy, a ściślej biorąc spodnie i koszulkę bez rękawów. Pełen kamuflaż.



          Z bluzki w kwiatki powstały aż trzy kreacje. Bluzka dla Barbie, długa sukienka z bolerkiem dla Rebecci i krótka sukienka dla Reginy.



        Barbie Superstar dostała błękitną bluzeczkę z naszywką.


           A Jurata sukienkę w czerwono białe paseczki.


           Następne ciuszki w szyciu.

wtorek, 17 października 2017

O LECIE TRZEBA ZAPOMNIEĆ JUŻ ...




      Po pięknym poniedziałku, wtorek choć ciepły był mglisty. Taki prawdziwie jesienny, pełen złotych liści. I choć termometr wskazywał +18, to kurtka wcale nie przeszkadzała. Moje lalki też żegnają się z letnią garderobą. Oczywiście,  o ile w ogóle mają jakąś inną. Ale nad tym usilnie pracują kochane koleżanki. Niedawno dostałam całkiem nieoczekiwany prezent od Marzenki z Dłubanin lalkowych. Uszczęśliwiła troje moich rezydentów( nie mylić z medycznymi).
                        Kenyś dostał uroczy brązowy golf.


                               Tereska płaszczyk z kapturem.


         A Jurata śliczne zielone ponczo. Zważywszy na pogodę nad Bałtykiem, takie cieplutkie okrycie bardzo się przyda.


      Ponieważ obdarowani zaraz się przebrali, także inne lalki zaczęły się domagać cieplejszych strojów. Przytargałam wielkie pudło z ciuszkami i zaczęły się przebieranki. Doszło do gorszących scen, kiedy z wnętrza pudła ukazało się futerko. Każda chciała je mieć. 
                      Ostatecznie futerko dostała Hitomi, 


             a ja obiecałam uszyć szybko następne, dla Shani. 


                Także Rebecca znalazła futrzana kurteczkę.  


          Spieszę donieść, że przy szyciu futerek nie ucierpiało żadne zwierzątko (nawet znienawidzona przeze mnie nornica), bo moje panny preferują futra syntetyczne i bardzo kochają przyrodę.
Jedynie Barbie, powiedziała, że wierzy jeszcze w powrót słonecznych dni i zmieniła tylko sukienkę, na taką z długimi rękawami. 


                      Podziwiajcie też jej nowy kapelusz.


 Kapelusz pochodzi od Barbie „Day to night” z 85. Znalazłam na giełdzie trochę ciuszków i drobiazgów. W domu dopiero zauważyłam, że przez nieuwagę nie wzięłam walizeczki od tej Barbie. Gdybym skojarzyła, to może w kartonie było  więcej drobiazgów od tego modelu, a najbardziej prześladuje mnie myśl, że może w walizce były słynne biało różowe szpilki. Och żałuję bardzo, znów brak wiedzy został ukarany.
Z giełdy wrócił ze mną jeszcze ktoś, ale  o tym następnym razem.

środa, 12 lipca 2017

FANTASY



      Czy ja mam jakąś lalkę fantasy? Jedyna przedstawicielka tego gatunku to chyba Wilkołaczka Klaudynka. Ale czy na pewno? Chyba tak, wszak w literaturze fantasy występują wilkołaki.  

No, nareszcie pełnia!

      Ale może jednak trzeba zajrzeć do Wikipedii? No to zaglądajmy.

    „ Charakterystyczne jest także występowanie obok gatunku ludzkiego gatunków istot mitycznych lub baśniowych, takich jak: elfy, krasnoludy, trolle, gobliny, smoki,wiedźmy koboldy, gargulce, centaury, jednorożce, driady. „
      To w takim razie i syreny, rzecz jasna.
      Co do syren to posiadam  Juratę ( Arielkę od Simba), Akwamarynę i kilka zapasowych ogonów jakby co.
Stada syren zgodziły się dopełnić Barbie Hollywood Hair oraz Nelly od MGA
Panny zażyczyły sobie odpowiednich plenerów. Wszak mityczne syreny muszą siedzieć na skałach, pięknie śpiewać i wabić żeglarzy.
 
Te skały nie są zbyt wygodne, może się przeniesiemy?
       W mitologii greckiej nie były bynajmniej sympatycznymi córkami Neptuna (v. Arielka), ale morskimi potworami, które zwabiały śpiewem żeglarzy, aby zatopić statki na skałach, a potem pożreć rozbitków. Moja gromadka obiecała, że ograniczy się do śpiewania i wabienia żeglarzy seksapilem, zupełnie bez kulinarnych zamiarów.

O! widzę rybkę!
Świetne fale, a ja deski nie zabrałam :(
Nie ma to jak leżaczki na molo :)

      Żadnych innych postaci z gatunku fantasy nie posiadam. Ale przyznam się, że bardzo żałuję, że u nas przemysł lalkowy leży . Marzy mi się artykułowana figurka Wiedźmina oczywiście w wydaniu Michała Żebrowskiego.

poniedziałek, 22 lutego 2016

PRÓŻNY TRUD




         Najlepiej to nic sobie nie obiecywać! Podobno jak człowiek coś sobie obiecuje, to diabeł zaciera ręce.  Mnie też się nie udało. Obiecałam sobie, że nie będzie w mojej kolekcji lalek Barbie i jej podobnych, czyli fashion 12 cali. Wszystkie moje zdobycze odpowiadające tym parametrom miały trafiać do Metki. I co? Z jednej strony wszystkie (prawie) kupione do niej trafiły, ale nieładnie jest oddawać prezenty, prawda? Darczyńca mógłby się poczuć urażony, mogłoby mu być smutno, że niedoceniałam prezentu. I tak dorobiłam się już sporego stadka baśkowatych.  A dokładnie siedmiu. Po jednej od:  Mattela – MH,  Simby ,  Manley, Plasty, Lundby, Pedigree i Hasbro.  Z tego towarzystwa cztery to prezenty.
 
Stadko baśkowatych
         No i dałam za wygraną. Postanowiłam przygarniać po jednej z każdej firmy, lub rodzaju, pod warunkiem, że będą to panny co najmniej 30letnie, no chyba, że znów trafi się jakiś prezent.
 
Manley - Donna
Sindy od Pedigree i Sindy - Akwamaryna od Hsbro
Petra von Plasty i Petra - Anjelica od Lundby
Arielka - Jurata od Simby
         Całe szczęście nie zarzekałam się maluchów, bo ich przyrost jest naprawdę spory. Od Mattela chyba z 11, od Simby 7, no i innych też spora garstka. Ale o nich innym razem. Tutaj tylko dwie Kelly towarzyszą Klaudynce. 
 
Klaudynka MH i Kelluszki
      Oczywiście będę wdzięczna za każdą identyfikację, bo ciągle mobilizuję się do robienia kart katalogowych.
Kelly Love 'N Care 2000

czwartek, 16 lipca 2015

LEGENDA O JURACIE




         Jedni powiadają, że imię Jurata pochodzi od litewskiego jurate – syrena, co u Litwinów jednoznaczne jest z bałtycką boginką. Jurata była królową wszystkich bałtyckich syren. Mieszkała w bursztynowym pałacu na dnie morza. I odtąd legendy są bardzo rozbieżne. Jedne mówią , ze boginka była łagodna i dobrotliwa, chętnie pomagała rybakom, współczując ich ciężkiej pracy na morzu, inne, że całkiem odwrotnie. Podobno gniewała się na rybaków, że łowili ryby – jej służki. Aż pewnego dnia zobaczyła pięknego, młodego rybaka i zakochała się w nim. I znowu legendy nie są ze sobą zgodne, bo jedna mówi, że w Juracie zakochał się też Perkun – odpowiednik Neptuna, a inna, że Perkun był ojcem Juraty. W każdym razie rozgniewał się bardzo dowiedziawszy się o romansie Syreny ze śmiertelnikiem. W  przypływie gniewu roztrzaskał piorunem bursztynowy pałac Juraty pozbawiając życia kochanków. W innej wersji tylko rybaka.. Odtąd w czasie sztormu Bałtyk wyrzuca na brzeg szczątki jantarowego pałacu. W innej zaś wersji bursztyny to łzy Juraty po stracie ukochanego.

         Poznajcie Juratę.

         Przybyła do mnie od Ewy. Ewuś serdeczne dzięki raz jeszcze. Przesyłkę odebrał mój M, bo ja akurat leżałam w szpitalu.
Zadzwonił i mówi „Przyszedł list z jakąś czerwoną Barbie w środku”.


         Szczerze mówiąc nie mogłam doczekać się zobaczenia lalki. Ale musiałam poczekać prawie tydzień.


         Czerwona Barbie okazała się być Disnejowską Arielką. Podobno we Wrocławiu bardzo tęskniła za morzem. Podobno nie mogła tam nosić ogona, żeby nie wzbudzać sensacji.
Dlatego przyjechała w sukience i butach na wysokim obcasie. Ewa na drogę zaopatrzyła ją w śliczny sweterek.


         Jak to tylko było możliwe zabrałam Syrenkę nad morze i tu okazało się, że nie jest to wcale żadna Arielka, tylko nasza swojska Jurata – Pani Bałtyku. 


         Perkun czy też Neptun powitał ją wietrzną pogodą i wysoką falą. (Wiem coś o tym, bo musiałam zmieniać spodnie :)  ) Wiatr był zimny, więc sweterek się przydał.


         Jurata długo wpatrywała się w morze, pewnie rozmyślając o swoim ukochanym.