Piątek
trzynastego.
Zaraz , zaraz. Z kalendarzem czasem
jestem na bakier. Trzynastego było wczoraj. A zresztą, co to ma za znaczenie. Dziś
przyszła przesyłka do Szarej Sowy, a w niej pech. To ustalone. Bo jak inaczej
nazwać pojawienie się intruza na moim terenie? Baszta Szarej Sowy należy do
mnie i kropka! Kim jestem? A to paradne! Nie znacie mnie, Kateriny? ( http://sowa58.blogspot.com/search/label/Katerina
)
Jestem wampirem. A tu niespodzianie zjawia się ona –
wilkołaczka Klaudyna.
Teraz rozumiecie. Wilkołaczka na moim
terenie! Bezczelność! Od razu powiedziałam Szarej Sowie, że nie ręczę za całość
tej chudzinki.
Sobota
piętnastego.
Noc spędziła na górze. Dziś jednak
musiało dojść do konfrontacji. Właśnie robiłam obchód baszty, kiedy się
zjawiła. Grzeczna, układna. Co prawda błysnęła kłami, ale jakoś tak przymilnie.
Ja wiadomo jestem ponad to, nie ta kategoria. Udaję, że nie zauważyłam.
Będę ją traktować nieco z góry, niech
zna swoje miejsce.
W końcu nie ma co robić afery, ja
mieszkam w sypialni, ona na piętrze . Nie musimy się spotykać.
Wczoraj przybyła do mnie Klaudynka –
wilkołaczka , prezent od Gosi. Gosia
zupełnie mnie zaskoczyła. Kiedyś napisałam, że z Monsterek tylko wilkołaczkę
bym jakoś zniosła, a Gosia postanowiła mnie przekonać, że nie tylko zniosę, ale
i polubię. Gosiu nie wiem jak dziękować.
Klaudynka jest śliczna, ma milutką
mordkę, ale jest strasznie delikatna. Boję się ruszyć jej łapki, takie są
cieniutkie i kruche. Katerina wampirka nieco się boczy, ale inne lalki przyjęły
Klaudynkę bardzo miło, zwłaszcza te podobnego wzrostu. Podziwiały jej sukienkę,
buty i biżuterię.
Nie mniej jednak Klaudynka pozostanie
jedyną Monsterką w moich zbiorach.