...czyli następna lala od Schildkröte.
Ostatnio życie mnie nie rozpieszcza na żadnej
płaszczyźnie. Dlatego cieszę się nawet z małych przejawów uśmiechu losu.
Leżała sobie na dnie kosza, cała czymś
wysmarowana i golutka jak ją Schildkröte stworzył. Obok walała się mocno nieświeża
sukienka pasująca rozmiarem, jednak z pewnością nie należąca do tej lalki.
Pierwszy dzień było drogo, ale byłam pewna, że nikt na lalkę nie zwróci uwagi i
miałam rację. Udało mi się ją kupić za 2,50.
Pierwsza radość, że to czym była
wysmarowana, to nie był lakier do paznokci, tylko błyszczyk do ust. Niestety
dwa wielkie siniaki na obu rączkach nie były już takie uległe. Mimo trzydniowej
kuracji maślanej na słońcu nadal wyglądają tak.
Włosy dały się ładnie umyć i wyczesać.
Niestety malatura ust ucierpiała z wiekiem.
Postanowiłam
ją poprawić. Użyłam farb akrylowych i odrobiny lakieru.
Wyprałam, wyprasowałam i naprawiłam
sukienkę . Oto efekt . Lala dostała na imię Viki.
Viki jest cała gumowa. Sygnowana na głowie żółwikiem, a na plecach żółwikiem i napisem Germany. Ma około 30 cm. Nie może stać, bo ma
zgięte nóżki – lala typu niemowlak.
Ma też zamykane oczka i dziurkę w
ustach. Najpierw myślałam, że na smoczek. Ale Kiedy ją rozmontowałam do mycia
okazało się, że ma dziwne ustrojstwo. W pleckach ma malutki otworek , a do wewnątrz prowadzi
jakaś rurka. Niestety zdjęcia się nie dało zrobić. Ashoka sugerowała, że może
jest to lalka do kąpieli i pluła wodą. Znalazłam podobną, ciemnoskórą lalkę w
necie, niestety jedyna informacja było to, że pochodzi z lat 60tych.
Może ktoś
ma więcej informacji na temat mojej Viki?
Jak zwykle gotowa już Viki zaliczyła
sesję kwiatkową.