Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOCIANY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOCIANY. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2017

BALET.....




Dzisiaj opowiem o pewnej rodzince, która co roku wyjeżdża na wakacje do Egiptu, Po powrocie   z wojaży,  ojciec z pieczołowitością remontuje mieszkanko.Kiedy już dzieci pojawiają się na świecie ,  są rozpieszczane, karmione do "dzióbka " . A charakterki mają różne. Jedne dbają tylko o swoje mięśnie, inne o wygląd, ale spotkałam jedno niezwykłe dziecko, które nie boi się wysokości, i dopiero tam na krawędzi,  ćwiczy figury baletowe, przeglądając się,  w chmurce jak w lustrze.
A oto rodzinka





ale baletnica lubi wysokość
widać ją w środkowym oknie :)








pewnie wyrośnie z niej artystka

3 kwietnia 2016

JUGOWA ...HAUSDORF ...I DZIADKI








Wczoraj odwoziliśmy moją córkę do domu, po świątecznym wypoczynku u nas. Pogoda zrobiła się ładna , więc spokojnie  wraz z promieniami słońca jechaliśmy, co jakiś czas zatrzymując się,  aby zrobić zdjęcia.
Córka miała dojechać do swoich dziadków ze strony taty,  aby się nimi trochę zaopiekować, ponieważ oboje mają ponad 80 lat, dziadek jest po dwóch zawałach i wylewie, babcia po zawale, ma wszczepiony rozrusznik serca. Do tej pory córka dojeżdżała do nich  aby umyć im okna, pomóc w sprzątaniu....ale oboje twierdzili,  że są sprawni :) i dają radę.
Niestety , kiedy Młoda przyjechała do nas przed świętami, jej babcia poszła na zakupy!!! i zemdlała. Oczywiście pogotowie i szpital.  Tata córki zadzwonił do niej po dwóch dniach z informacją , że babcia w szpitalu, ale wydawało się, że to  tylko chwilowe. Niestety okazało się, że babcia ma silną anemię i jest bardzo słaba, tak,  że została wypisana do domu w Wielką Sobotę.
Tata córki jeździł od szpitala, do domu,  do dziadka, który nawet sam nie  ma siły  zrobić sobie zakupy. Koniec końcem po powrocie  babci ze szpitala do domu nakłonił dziadków, że jednak córka powinna z nimi pomieszkać / a mieszka w innej dzielnicy, ma swoje mieszkanie/, bo tak będzie dla nich  bezpieczniej.
Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, warunki mieszkaniowe dziadków są dobre, mają część domku z duzym ogrodem, 3 pokoje, kuchnię, łazienkę itd.....
 W przeddzień wyjazdu od nas dziadki dzwonili do wnusi , że się cieszą, i że czekają na nią...
 Po przyjeździe  do W. musieliśmy zaparkować pod kościołem, bo w pobliżu nie ma na to miejsca miejsca, a pod kościołem karawan, żałobnicy.... odbywa się pogrzeb.
Młoda poszła do dziadków pokazać się, że jest, no i wrócić po bagaże.
Wraca po chwili ale z miną marsową i mówi:
dziadki stwierdzili, że NIE POTRZEBUJĄ ŻADNEJ POMOCY.... SAMI SOBIE DAJĄ RADĘ !!!!
Babcia leży, bo nie ma siły wstać, a dziadek taki "żywotny" że potrafi tylko   dojść od telewizora do kuchni po herbatę i już nie ma siły.
Dzwoni więc Młoda do ojca , jak sprawy wyglądają, ale słyszy, jak dziadki się namawiają.... jak przyjedzie J. to go o.....my, że robi z nas kaleki itd...
J. przyjechał, awantura na całego, no bo jak to - uzgodnili razem,  że tak będzie dla nich najlepiej a teraz odwracają kota ogonem..
Córa pojechała do siebie..... no a jej ojciec dał im jeden dzień do namysłu, bo albo zajmie się nimi wnuczka , albo obca opiekunka.
Nie ma mowy stwierdzili, -  zamkną się i nikogo nie wpuszczą...
Zobaczymy jak sprawa się rozegra, bo przecież ktoś musi zadbać aby brali leki, zrobić im zakupy, ugotować,
Może jednak dojdą do wniosku, że chociaż te zakupy zrobi im wnuczka.....
Zobaczymy, ale mnie się jakoś tak dziwnie skojarzył ten pogrzeb po przyjeździe...oby nie spełnił sie czarny scenariusz.

Wracaliśmy do domu przez Jugową...
historię wsi opisuje ciekawie  pan Kasprzyk na swoim  blogu :
   http://www.jugowa.cba.pl/index.htm

Zatrzymaliśmy się tylko pod kościołem , aby zrobić  parę zdjęć,

http://dolny-slask.org.pl/




















Wracaliśmy przez Twardocice, a tam niespodzianka..... przyleciał pan Bocian, kiedy jechaliśmy rano, gniazdo było puste... a teraz ...proszę





podobnie w Sobocie - jest Pan Bocian :)
teraz,  kiedy uszykowali swoje mieszkanka , czekają na małżonki Bocianice....










26 marca 2015

BOCIANY, WIOSNA, KLECZA



Ludwik w końcu doczekał się terminu i już drugi tydzień jeździ na rehabilitację.
Na razie nie ma efektów powalających, ale być może w jakiś tam sposób zabiegi pomogą. 
Siedzimy więc dzisiaj  rano przy porannej kawie,  i mówię,  -  wiesz co  - może by tak podjechać do Soboty, zobaczyć czy przyleciały bociany, bo pewnie już są  w Polsce?
No zobaczymy, możemy podjechać mówi Ludwik ..... jak wrócę z zabiegów.
Za dwie godziny zajechał na podwórko, z auta wysiadł młody człowiek, więc pies zaczął ujadać. Wyszłam zobaczyć co się dzieje, Młody podziękował i poszedł dalej i nagle Ludwik woła ....zobacz zobacz....
patrzę a nad naszym domem od strony północnej lećą powoli dwa piękne bociany, nisko, dostojnie.....i nad  naszymi głowami  zaklekotały, trochę zboczyły z kursu, znów zaklekotały i powoli, majestatycznie  odleciały w stronę Lubomierza....
Pewnie szukają sobie miejsca na gniazdo albo wracają do starego.
No i popatrz mówi Ludwik wyczarowałaś  je, a one powiedziały ci dzień dobry, już jesteśmy, pięknie się kłaniamy ...
Jesteś chyba czarownicą albo wróżką ...ha ha

Wracając do młodego człowieka, zawsze kiedy wracamy z miasta zabieramy przypadkowych przechodniów, ponieważ komunikacji u nas prawie nie ma, trzy kursy PKS i  autobus szkolny, kolei brak..... więc dojechać do miasta nawet do PUP i wrócić to problem. 
Dzisiaj Ludwik zabrał młodego człowieka, choć ten  nawet go nie zatrzymywał, ale stał w takim miejscu gdzie można się samochodem  zatrzymać i gdzie zawsze potencjalni pasażerowie stoją.
Jadę do Pławnej, mogę zabrać mówi L. ..... i młody człowiek z radością wsiadł do auta. Rozmowa potoczyła się jakoś samoistnie i Młody opowiada: mieszka w Kleczy, to już takie prawdziwe "zadupie" za przeproszeniem. Kto zorientowany to wie.... nawet sklepu nie ma , chleb dowozi mikrobus.....a ludzie stoją na drodze i na niego  czekają.
Tak więc Młody ma w domu dwoje młodszego rodzeństwa, ciężko chorego nie wstającego z łóżka ojca, mamę  też chorą, więc on jest jedynym żywicielem rodziny. Ojciec ma tam jakiś zasiłek, ale to nawet nie  wystarcza na lekarstwa.
Codziennie więc o 4 rano chłopak idzie 5 km przez las do Wlenia, tam łapie okazję do Jeleniej Góry bo nie stać go na bilet, i jedzie do pracy. Pracuje ile się da, nawet 12 godzin jak mówi ,  i w taki sam sposób wraca do domu, musi ogarnąć  jakoś chałupę za przeproszeniem  , spać  i  rano znów to samo.Opowiedział , że rodzice kupili ten mały domek do remontu na raty, i on po trochę go remontuje, ale za bardzo nie ma czasu i pieniędzy,  bo pracuje na  utrzymanie  rodziny. Chłopak schludny, czysty, ale smutny, nie widać w nim radości życia. Mówi, że zrobił już instalację elektryczną,  ale za przyłączenie do domu Tauron woła 300 zł, a dla mnie mówi Młody to suma horrendalna, nie stać  mnie ....
I teraz pytanie, czy państwo nie powinno pomagać własnie takim młodym ludziom ? a nie płacić zasiłki pijakom i obibokom,  co od razu z zasiłkiem  biegną po nalewkę do sklepu ?
Młody mógł wyjechać za granicę, i na pewno by sobie tam  poradził, ale ma widać sumienie i nie potrafi zostawić starych chorych rodziców i rodzeństwa na pastwę losu..... Dla mnie to taki NOWOCZESNY SIŁACZ".....
Ale na ile starczy mu tych sił i chęci ?
 Szkoda mi takich dobrych,  młodych ludzi....