Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CHMIELEŃ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CHMIELEŃ. Pokaż wszystkie posty

6 kwietnia 2013

CHMIELEŃ

Dzisiejszy dzień przyniósł nam nerwówkę..... 
mieliśmy przełożoną wizytę  u wweterynarza z wczoraj na dzisiaj, więc pojechaliśmy z naszą psiną na ten zabieg....
Tym razem już nie bała się tak bardzo, panowie...Młody i Starszy  już na nas czekali,  gadka, szmatka, zastrzyk ...i pies leży....
no to możecie przyjechać za 1,5  godziny, mówią....

więc pojechaliśmy...


 CHMIELEŃ
tu  więcej....
  wszędzie leży jeszcze śnieg, no to gdzie tu spacerować, postanowiliśmy pojechać   najbliższą drogą do Chmielenia. 
Nie znam tej miejscowości, przejeżdżąliśmy tylko przez  nią  kilka razy, więc mając  tylko godzinę czasu poszliśmy na cmentarz przykościelny. 
Ja z tego wszystkiego nie zabrałam aparatu więc robiłam zdjęcia komórką....
Sniegu miejscami tyle,  że wsypywał mi się do kaloszy.....
W   ogrodzenie  otaczające kościół wmurowane są epitafia... kilka sztuk tylko....





stoi też piękny , kamienny nagrobek młodego [ pewnie mieszkańca tej wsi]    zmarłego w wieku dwudziestu paru lat,  w 1919 roku. Nie wiem  czy śmierć nastąpiła w czasie działań wojennych czy też nie, ale krzyż widniejący na nagrobku sugeruje,  że był to żołnierz.



zdjęcie z netu

patrząc na usytuowane obecne  groby na cmentarzu  nasuwa mi się nieodmiennie refleksja.
Dlaczego mogiły pochowanych tu ówczesnych  niemieckich mieszkańców są usytuowane równo, w rzędach,  z zachowaniem proporcji, są wymurowane kwatery, wszystko to stworzone z ładem i harmonią....
obecne groby sa stawiane , chaotycznie,  byle jak, bogatsi mają większe, biedniejsi mniejsze, tak, że nie zawsze można spokojnie dojść do mogiły. Haos i bylejakośc....
Boli mnie to , bo czyż  nikt z gospodarzy cmentarza  tego  nie widzi ?
I muszę przyznać rację,  że jednak niemiecki ordnung bardziej mi odpowiada, chociażby na cmentarzu.










Podziwiam kunszt dawnych kamieniarzy , ten nagrobek jest przykładem...wykute z kamienia małe ciosy....ułożone w cokół....


Wsiadając do samochodu widzimy jak z budynku parafialnego wychodzi ksiądz, omiata nas spojrzeniem i zatrzaskuje za sobą  z powrotem  drzwi. 
 Zapewne  obserwował nas przez okno jak robilismy zdjęcia i   pomyslał, że to może jacyś przyszli  złodzieje , którzy sobie upatrują  łupy do kradzieży. Nie wiem czy nie zapisał sobie naszych numerów.
No i teraz gdyby coś w parafii zgineło,  jak nic mielibyśmy policję na karku.






Zaczyna opadać mgła,  więc postanawiamy wracać, droga jest w tej mgle prześliczna, tajemnicza....













i nagle dzwoni telefon.... możecie przyjechać po pieska,  ale operacji nie było ...
??????

Przyjeżdżamy więc do lecznicy, pies leży na stole, ale gdy się odezwałam zamerdał delikatnie ogonkiem.... no żyje , myślę...


i co się okazało.... nasza Mosia dostała zapaści, trzeba było ją reanimować.... nie oddychała.....
a ponowne podanie leku usypiającego spowodowało by jej zejście :(
No i kolejny raz wywinęła nam psikusa, Wet śmiał się,  że dobrze że nie zaczął ją kroić bo byłoby.... 
No więwnieśliśmy  ją do domu,  teraz doszła już do siebie, ale patrzy na nas z wyrzutem.....
I nie wiem,  czy za miesiąc nie pojedziemy ponownie, bo tego schorzenia  nie da się leczyć .... trzeba radykalnego rozwiązania jeżeli ma być jeszcze zdrowa.
Zobaczymy.....
I tak to zleciała nam sobota....