Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kądziela Marek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kądziela Marek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

Odpoczno - "Dryf"

Odpoczno

Joanna Szczęsnowicz – śpiew, basy, elektronika
Marcin Lorenc – skrzypce
Marek Kądziela – gitara
Piotr Gwadera – perkusja

Gościnnie:
Joanna Gancarczyk - śpiew w "Srebro Ryb"
Paweł Cieślak - syntezatory, elektronika, chór

Album: "Dryf"

Wydawca: Audio Cave (2022)

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Dryf" werdyktem Polskiego Radia został nagrodzony Folkowym Fonogramem Roku 2022! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku pod żaglami Daru Młodzieży... Biskaje, Galapagos... Przylądek Horn...

Niemniej – udało się!

Będzie to opowieść o dwóch olśnieniach i kilku słowach-kluczach.

środa, 15 marca 2023

Jacek Mielcarek - Życiodajna Woda (2022)

Jacek Mielcarek

Jacek Mielcarek - saksofon tenorowy, klarnet basowy
Marek Kądziela- gitara, elektronika
Jakub Mielcarek - kontrabas
Łukasz Stworzewicz - perkusja, elektronika

Waldemar Kotas - lektor

"Życiodajna Woda" (2022)

Autor recenzji: Piotr Banasiak

"Życiodajna Woda - improwizowane medytacje na podstawie tekstów według św. Jana" - i tutaj Drogi Czytelniku kończy się Twoje wyobrażenie o tej płycie. Zapewniam. Bywa, że poszukiwacze Dobrej Nowiny wychowani na poznańskiej Arce Noego natrafią na poznański Creation Of Death. To jest tożsame z doświadczeniem, jakie będzie udziałem poszukiwacza Nadziei osłuchanego w christiansmoothspiritualgospel jazzie, który trafi na "Życiodajna Wodę". No chyba, że zna późne albumy Coltrane'a albo Aylera. To po pierwsze.

Mamy w tej chwili na rynku "modę" na albumy w rodzaju "panowie grają, a pan/pani deklamuje". Miłosze, Szymborskie, ostatnio Witkacowie, za chwile będą Fredrowie... wydawnictw zatrzęsienie, czasem znakomite, czasem dramatyczne. A tutaj jest św. Jan, który opowiada nam często bardzo niewygodne i niekomfortowe prawdy. Odważny pomysł na dzisiejsze bezduszne czasy. To po drugie.

Pan Jacek Mielcarek nie jest artystą z pierwszych stron "Jazz Forum", niemniej ma piękny dorobek jako współpracownik artystów tak krańcowo różnych jak Natalia Kukulska i India Czajkowska, od Kapeli Brodów i Tadeusza Sudnika do Zbigniewa Wodeckiego. Często tworzy wraz z synem Jakubem, wziętym i markowym kontrabasistą. Jeśli poszukacie Pana Jacka w sieci, posłuchacie czystych, dystyngowanych tonów, mocnego wpływu etnicznego i ludowego. Mnie osobiście styl Pana Jacka kojarzy się z pokrewnym podejściem Mateusza Pospieszalskiego. Przeczytaliście? Posłuchaliście? No to już o tym zapomnijcie. Na "Życiodajnej Wodzie" Pan Jacek pokazuje zupełnie nieznane mi oblicze. Posłuchajcie.

28 lipca 2022 zebrali się w studio Panowie Mielcarkowie, ciekawy perkusista i elektroniczny performer Łukasz Stworzewicz oraz mój ulubieniec Marek Kądziela, który w swoim vanie przywiózł jak zwykle ze dwie gitary i ok. 1700kg efektów do tych gitar. Wiedzieli "o czym" mają grać. Św. Jan to nie św. Franciszek. Miłość miłością - ale najpierw trochę prawdy, prosto w twarz. Łyk herbaty, i pojechali... zdani na siebie i swoją intuicję, w pełnym impro bez dogrywek. I wyszła im godzinka, w sam raz tyle, co msza z porządnym kazaniem.

Pięć utworów, pięć totalnie wyimprowizowanych długich wypraw duchowych, począwszy od najbardziej przyswajalnego otwieracza "J1" , dalej w coraz bardziej powyginane tonalnie i brzmieniowo czeluści poznania, aż do finalnego "J12" z apokaliptycznym klarnetem i słowami nadziei na samym końcu.

"J1" - "Na początku było Słowo" a Pan Kądziela już odmalowuje dźwiękowy pejzaż z ...czasów 4AD i shoegazingu, wspomagany kosmicznymi sygnałami Pana Stworzewicza. Dołącza Pan Jakub, którego piękne smyczkowe burdony będą unosić cały utwór. Słyszymy słowa Janowe i przemowę saksofonu, piękne, wyważone dłuuuugie dźwięki. W drugiej części gitarowy ambient zmienia się, proponując kaskadę "schodzących" dźwięków, kontrabas gra wyższe nuty a na tym tle nieustający monolog saksofonu brzmi jeszcze piękniej.

"J3,J7" - rozmowa z Nikodemem, odważniej wchodzi perkusja, instrumenty ożywiaja się, ich dźwięki wiją się i splatają ze sobą, a my odkrywamy zdumiewającą zasadność pytania "Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem?"

"J8" - posłuchajcie tego wyszkaradzonego efektami gitarowego jazgotu, rozdygotanego kontrabasu, niezbornej perkusji i skrzekliwego saksu. Posłuchajcie jak się kłócą ze sobą - niczym uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wyobraźcie sobie do tego twarze z obrazu "Chrystus dźwigajacy krzyż" Hieronima Boscha. W takim nerwowym zgiełku i egzystencjalnym bałaganie ciężko usłyszeć Słowo. Fresk dźwiękowy wzbogaca część środkowa, w której Pan Jakub ponownie chwyta za smyczek, a pozostali muzycy odpływają na chwilę do krainy łagodności.

"J10" - nic nie jest łatwiejsze, bodźców coraz więcej, jakiś irracjonalny w tym miejscu kontrabasowy walking... Gitara kompletnie zdehumanizowa, albo wyje slide jak upiory w środkowej części "Echoes" Floydów. Perkusja gra schozofreniczną figurę rytmiczną a saksofon snuje zwariowany monolog, który na końcu zamienia się w ...a sami sobie posłuchajcie w co.

"J12" - huragan basowoperkusyjny... a tu jeszcze Kądzielowa gitara zaczyna udawać odgłosy z gier playstation... tak tak, my jak my.. a nasze dzieci? Czy one usłyszą Słowo? Czy one cokolwiek usłyszą? Oszalały klarnet i.....cisza, a na koniec słowo o ziarnie, co wielki owoc przynosi.

"Życiodajna Woda" to zapis pełnej wolności, ZNAKOMITEJ zespołowej podróży dźwiękowej. Album jednoznacznie obrazuje, co mogą osiągnąć znakomici instrumentaliści. Dowodzi też, że w tych czasach efekty gitarowe i pozostałe, cała ta elektronika - w odpowiednich rękach (i nogach) stają się pełnoprawnym nie tylko narzędziem, ale i OBIEKTEM improwizacji.

I Słowo. Pan Waldemar Kotas jest aktorem i tak interpretuje tekst. Wcale to nie musi się podobać - mnie na przykład ta maniera się nie podoba. Janowe Słowo pojawia się jednak tylko w pewnych miejscach, we fragmentach długich improwizacji. Zapyta ktoś - a nie lepiej by było żeby pomiędzy utworami? A nie lepiej po prostu wydrukować teksty na okładce, żeby nie przeszkadzały w odbiorze tej NAPRAWDĘ PIERWSZORZĘDNEJ MUZYKI? Ja bym tak zrobił. Na pewno było by ŁATWIEJ, ale Jacek Mielcarek zadecydował że tak będzie LEPIEJ. Nie ma być łatwiej, trzeba podjąć wysiłek i nie tyle to Słowo usłyszeć pośród muzyki, ale spróbować TOLEROWAĆ jego obecność. Wolną wolą każdego człowieka jest, czy to Słowo przyjmie, czy odrzuci. Czy - nieustannie bombardowany zachłanną teraźniejszością - poszuka w sobie tego duchowego pierwiastka. Czy znajdzie czas, żeby porozmawiać sam ze sobą. I z drugim człowiekiem.

Album "Życiodajna Woda" jest dziełem zdecydowanie niszowym, rzadkim i ekskluzywnym, trudnym do nabycia. Ja mój egzemplarz zdobyłem u źródła. Płyta nie do samochodu, do podwieczorku na słonecznym tarasie też raczej nie. Płyta zdecydowanie na samotny, godzinny seans słuchawkowy. Kawał intensywnego doznania muzycznego i ćwiczenia duchowego, niezależnie od tego czy chcesz, czy nie chcesz słuchać Słowa. Powodzenia!


sobota, 7 maja 2022

Odpoczno - Odpoczno (2018)

Odpoczno

Joanna Gancarczyk – voc., cello
Marcin Lorenc – violin
Marek Kądziela – guitar
Piotr Gwadera – drums (simple set)

Gościnnie: Paweł Cieślak - synth, voc ("Rapowy")

Odpoczno (2018)

AUDIO CAVE 2018

Tekst: Piotr B.

Uwertura:
Przenoszę Cię na moment Drogi Słuchaczu w głębokie i szare lata 80te, w których rytm dnia dzieciaka w wieku szkolnym wyznaczały dźwięki z Polskiego Radia. Dźwięki niezmienne, znane na pamięć. Gdy zbliżało się południe, wiedziałeś, że po wybrzmieniu jakiejś klasyki nieubłaganie nadciąga Komunikat IMGW O Dzisiejszym Stanie Wód Ważniejszych Rzek W Polsce. Że za chwile ktoś w niezmiennej, nieubłaganej kolejności beznamiętnym głosem wyrecytuje " ... w dolnej strefie stanów średnich i wynosił... na Sanie w Przemyślu ... na Bugu we Włodawie ... w ciągu ostatniej doby ubyło ... w Malczycach ...". Taka wdrukowana w mózg, hipnotyzująca mantra, przy której czytając, leżąc czy nawet bawiąc się w sąsiednim pokoju od razu byś wychwycił jakiekolwiek potknięcie, odstępstwo od ustalonego porządku nazw... Jak w transie. Potem? No jasne - "ostatni krótki sygnał oznacza godzinę dwunastą". A po chwili hejnał z Krakowa, cztery razy mniej lub bardziej udanie powtórzona solówka pana trębacza, przedzielona jakże pamiętnym odgłosem kroków. Jak w transie. A po hejnale? Oczywiście! Audycja "Z Malowanej Skrzyni", a w niej kujawiaki, mazury, trombity, obertasy, podkogutki! Szewcowiaki, Gościeszanki, Królowianie, Tośtoki, Obiboki... Nieprzebrany tożsamościowy skarbiec brzmień i emocji. Nasze dziarskie etno. Nasz malwą i bocianem malowany trans.

Allegro:
Jak dotarłem do Odpoczna? Posłuchajcie. Jak już pisałem onegdaj budowlańcy to społeczność wbrew pozorom niesłychanie audiofilsko wrażliwa, choć i zapalczywa zarazem. A w kwestii folkloru i jazzu to już w ogóle. Było tak. Kwiecień 2020, nocą jeszcze zamróz, ale w dzień skowronki na polach, słowiki po lasach koncertują, a słońce na naszej budowie już kałuże w błoto zamienia. W powietrzu i w gumiakach czuć było wiosnę. Tamtego dnia wysiadam ja z wywrotki i widzę, że wysoko na rusztowaniu dwóch pomocników głównego zbrojarza okłada się zawzięcie. Chłopy wielkie, pleczyste, pięści walą jak cepy, ino kurz z drelichów i tynk z worków się unosi. Do tego pomiędzy stękaniem bluzgi się konkretne ozywają, nie do zacytowania. Wbiegamy na górę, rozdzielamy te buldogi, te pyski okrwawione, zaślinione a zawzięte, a jeszcze ryczące ku sobie... jeden cały jeszcze w pianie, drugi bez górnej jedynki... Nic ino związać. Jako tako uspokojonych pytamy, o co poszło? Otóż "dyskutanci" mieli kompletnie różne zapatrywania co do obecności dwu- i trzygłosowego kontrapunktu oraz faktur opartych na pionach akordowych w "Siódmawce" Zbigniewa Namysłowskiego. Powiadam - idziemy do majstra, on rozstrzygnie! Majster powitał nas jak zwykle spojrzeniem wściekłego byka, jak zwykle kazał... no powiedzmy "oddalić się w pośpiechu", ale na końcu jeszcze ryknął za nami: "Nie przyłaźta mnie tu ze starociami! Lepi se Odpoczna posłuchajta!". Dwa dni później za pól litra pożyczyłem od Majstra płytę. I już nie oddałem. Bo oniemiałem. A lube wspomnienie "Z Malowanej Skrzyni" z nagła mię naszedłszy, rumień na jagodach i ciepło w sercu sprawiło.

Scherzo:
Zajrzało do malowanej skrzyni czworo muzykantów, a każdy z innej parafii, każdy już z dorobkiem niemałym. Upatrzyli sobie swoje rodzinne stony, tę krainę środkowopolską i poczęli ów skarbiec opoczyński zgłębiać, a przez pryzmat swojego ludowego, rockowego i jazzowego doświadczenia oglądać i interpretować. Oczywiście, że nie oni pierwsi. Przypomnijmy wielu pasjonatów do dzisiaj uparcie poszukujących i nagrywających rozmaitych muzycznych Nikiforów ukrytych gdzieś po kołach gospodyń wiejskich, domach kultury i świetlicach parafialnych. Od trzydziestu lat mamy prawdziwy renesans i zatrzęsienie etno muzyki, od tradycyjnego pasiastego folkloru do kombinacji zupełnie abstrakcyjnych. Również w obszarze jazzowym tradycja ludowa ma swoją długą historię, począwszy od pamiętnych Namysłowskich "Piątawek" i "Siódmawek"; a i obecnie konkurencja jest znamienita, choćby wspomnieć o projektach Piotra Damasiewicza czy Irka Wojtczaka. Nic to. Odpoczno udowadnia, że nadal warto do malowanej skrzyni zaglądać , warto ten nasz ludowy korzeń obrabiać, wykorzystywać jego olbrzymi potencjał, bo na prawdę można w oparciu o to stworzyć coś frapującego, nośnego, ciekawego.

Płyta urzeka lekkością, bezpretensjonalnością, a zarazem wirtuozerią, poczuciem humoru oraz - uwaga! - sprytem wykonawczym. Album zaskakuje już od pierwszych chwil swoim własnym JĘZYKIEM ARTYSTYCZNYM. Każdy fan jazzu doskonale wie, że The Ramones zaczynali swoje wiekopomne opusy od wyskandowanego "One! Two! Three! Four!". Z kolei jazzmani z Kraftwerk jedną ze swoich epokowych płyt rozpoczęli beznamiętnym, robotycznym "Ein, Zwei, Drei, Vier". A Odpocznianie? Album zaczyna się od "Raz dwa trzy, dwa dwa trzy" i dalej Drogi Słuchaczu radź sobie sam. A w zasadzie daj się po prostu ponieść temu niezwykłemu opoczyńskiemu groove, temu unikalnemu timingowi, temu niewiarygodnemu amalgamatowi, który powstał z zespolenia jazzowego triolowania z ludowym kwartolowaniem.

"Odpoczno" to fantastyczne smyczkowe melodie. Tak jak Brian Jones był strażnikiem rytm'n'bluesowego ogniska u RollingStonesów, tak Pan Lorenc i Pani Gancarczyk zdają się być filarem tradycyjnej strony zespołu. Myślę że nieprzypadkowo. Oboje wszak od lat w ludowym tworzywie dłubią, a nawet w jednym Kożuchu chodząc na przykład. Słucham tych PanaLorencowych czasem skocznych zaśpiewów, czasem lamentacji... i od razu widzę tych wszystkich magów skrzypkowego ludowego undergroundu... Jana Morawskiego, Stanisława Ksytę, Stanisława Palucha, Piotra Strzałkowskiego... pewnie z Nieba z radością obserwują, jak się Pan Lorenc uwija.
"Odpoczno" to głos Pani Gancarczyk. Głos mocny, polesko - źródlany, łęczycko - łąkowy, chwilami bałkańsko - dźwięczny, ale znamienny tym, że ma w sobie delikatny, jak muśnięcie wiatru, ledwie słyszalny "czerstwy" tembr. Nadaje mu to zdecydowania, mocy i dojrzałości. I przede wszystkim niebywałej autentyczności. Wspaniały głos!

"Odpoczno" to nie jest produkt powierzchowny, jak kilkuminutowa wizyta w sklepie Cepelii. To jest owoc mozolnego zagłębienia się w materię dźwiękową, w idiom opoczyńskiego oberasa. Posłuchajmy partii gitarowych. To jest efekt dogłębnego studiowania przez Pana Kądziele gry miejscowych skrzypków (Stanisław Wolski) i harmonistów (Julian Jarząb) i zespolenia jej, a właściwie zaimplementowania do obszaru improwizacji jazzowej. W efekcie słuchamy fantastycznych dźwięków granych na instrumencie, który nigdy nie funkcjonował w muzyce tradycyjnej!

Mam tutaj jedną ciekawą obserwację. Dziwię się, że profesjonaliści nie zwrócili na to uwagi. W kilku miejscach te "ludowe" partie gitarowe i improwizacje bardzo zbliżają się do tego, co wyczyniał w solówkach Roger McGuinn w The Byrds w 1966/67r. Wystarczy porównać Odpocznieńskiego "Kowboja w Kalinie" albo "Od Ksyty" z Byrdsowymi "Eight Miles High" albo "I See You". Moim zdaniem to nie jest przypadek. Po pierwsze, jak wiadomo, muzycy The Byrds tworzyli pod ogromnym wpływem Johna Coltrane'a. Po drugie, co prawda wiemy, że ojciec Coltrane'a okazjonalnie grywał na skrzypcach, ale o wiele ważniejsza jest informacja biografów, iż stryj Alice Blair, matki Coltrane'a, był emigrantem z ziem polskich. Nazywał się Abram Bleigerman i - co udokumentowano - prowadził szynk w Petrykozach. A zatem, melodyka ziemi opoczyńskiej stanowi integralny składnik DNA stylistyki Wielkiego Saksofonisty jak i Ojców amerykańskiej psychedelii! Po prostu, Coltrane odziedziczył opoczynskie nuty po kądzieli! Pardon - po Kądzieli.

"Odpoczno" to prawdziwy rollercoaster w obszarze rytmiki. Pan Gwadera w jednym z wywiadów oznajmił, że gra "wiejski rap". Panie! Czy Pan sobie ze mnie żartuje?! Przecież nawet głuchy wysłyszy, że to co Pan grasz, to jest brylantowe, rozsłingowane heavy-country z zakamuflowanym wątkiem źródłowym! Panie! Mając do dyspozycji skromny dżaz zamiast rozbudowanej perkusji, a to koloryzujesz Pan pięknie i budujesz tkankę ("Oj Prawda"), a to transujesz Pan zapamiętale, by za chwilę wybuchnąć synkopującym crescendem ("Dekarski"), a to zapodajesz Pan rześkie łupucupy ("Jedziemy") wypisz wymaluj wesele w Kunicach albo Jarocin '84! Jaki rap Panie??

"Odpoczno" to kolorowy, wielowątkowy patchwork, utkany z wielu smakowitych szczegółów dźwiękowych. Znajdziesz tu Słuchaczu klimaty zwiewne i magiczne, jak z dawnych produkcji OBUH Records ("Piejo Koguci"), znajdziesz i wściekłą nawałnicę gitarowych riffów ("Jedziemy"), przerwaną na chwilkę tylko po to, żebyś przez ułamek sekundy usłyszał... a to już sobie sprawdź sam, co :). Transowy "Jade Ja Se" udowodni Ci z jednej strony, że źródła krautrockowej motoryki leżą gdzieś w centralnej Polsce, a z drugiej strony pokaże, jak niedaleko jest z Końskich nad rzekę Jenisiej do Tuvy.... Wprawne ucho usłyszy też efekty stosowane przez jamajskich mistrzów dubu oraz smaczki z hip-hopowego światka. Aurę dźwiękową wzbogaca nieco dyskretnej elektroniki, tricków edycyjnych i efektów, zwłaszcza piękne pogłosy. Na deser jeszcze perełka - "Jedna Noga w Odrzywole": molowe zwrotki przeplatane durowymi mostkami - jak w prastarych pieśniach wielkopostnych albo "Te Deum Laudamus". Następnie w części drugiej utworu już tylko dury i barokowo "schodząca" progresja... i wspomnienie zapachu w drewnianym kościółku w Sołku...

"Odpoczno" to także teksty. To jest zupełnie osobny rozdział. Teksty czasem obrazowe, przepełnione życiową mądrością ludowych porzekadeł ("Oj Prawda"). Czasem po wiejsku impresyjne, rozedrgane. Bywają też liryki wielowątkowe, nieco mistyczne, z elementami gwary, zawierające bogatą symbolikę, a nawet - wpływ Salvadora Dali? - posmak wyraźnie koprofagiczny... z resztą , posłuchajmy fragmentu:
" A BUJAŁA SIĘ CIOTKA NA DRZWIACH OD WYCHODKA
ALE PRZYGLĄDAŁ SIĘ WUJA JAK SIĘ CIOTKA BUJA"

W Odpocznieńskich lirykach znajdziemy też prawdziwe kalambury, wybitnie wieloznaczeniowe. Przeanalizujmy choćby taką strofę:
"ALE ŻEBYŚCIE WIEDZIELI JAK PRAGNĘ NIEDZIELI"
Można to interpretować doprawdy na wiele sposobów. Być może jest deklaracja niechęci do prac polowych i obrządkowych w gospodarstwie? Pochwała lenistwa i garownictwa? Ale wejdźmy głębiej. A może podmiot liryczny utonął w przesadnej pobożności, dewocyjnie oczekując cotygodniowego rytuału? Ale wejdźmy jeszcze głębiej. Światek muzyczny nie jest taki duży, wszyscy wszystkich znają... Może to jest po prostu ukryte wyznanie? Wyznanie tkliwego a porządliwego afektu ku Panu Jackowi N., autorowi poczytnego dzieła "Histora Jazzu - 100 Wykładów"?? Tobie Słuchaczu osąd pozostawiam.

Rondeau:
Album trwa niecałe 37 minut. Krótko? Mój Boże - a czy "Love Supreme" Coltrane'a trwa dłużej? Do diabła - czy "Reign In Blood" Slayera trwa dłużej?! No właśnie. Tu się liczy precyzja i potęga wyprowadzonego ciosu. A "Odpoczno" to jest mentalny cios w splot słoneczny. Nie nudzi ani przez sekundę. Wsysa. Uzależnia. Nie bierze jeńców.
Mamy wiosnę 2022r. Zespół nieco zmienił skład. Panią Joannę zastąpiła Pani Joasia, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Odpoczno nadal żegluje na potężnej fali kreatywności i już niedługo możemy oczekiwać kolejnego ujawnienia ich geniuszu. A póki co, w oczekiwaniu na nowy materiał, sięgnij Drogi Słuchaczu po ten album. Zajrzyj do malowanej skrzyni. Posłuchaj tych skrzypcowych i basowych śpiwli, tego przaśnego a kolorowego dżazowego łojenia, tych rozedrganych gitarowych pajęczyn, tego śpiewu jak babie lato... Poczuj ten letni brzask, gdy za stodołę za potrzebą bieżysz, a przed oczami łąka mgłą zaległa a pierwszym słońca promieniem ozłocona. Weź zboża w gajdę, co by się nie głębosić. Posłysz ten karczmiany gwar, saremne śpiewy dziewek u rzeki i końskie rżenia. Pomnij te czerwcowe noce, te wielkie księżyce, gdy pośród psów chargotania koguty latają na rozgwieżdżonym Chagallowym niebie, gdy wszystko się mieni i krąży coraz szybciej coraz szybciej wiruje i szybciej i dyla oj da dana u ha!
 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Marek Kądziela Jazz Ensemble - Marek Kądziela Jazz Ensemble (2021)

Marek Kądziela Jazz Ensemble

Marek Kądziela - guitar
Maciej Kądziela - alto axophone
Jacek Namysłowski - trombone
Paweł Puszczało - double bass
Radosław Bolewski - drums

Marek Kądziela Jazz Ensemble

Wydawca: Audio Cave

Tekst: Piotr B.

Tytułem wstępu. Niedawno na facebooku przeczytałem żenującą tyradę pewnego Artysty Z Dorobkiem pod adresem recenzenta, który nie wystarczająco entuzjastycznie ocenił płytę tegoż Artysty. W związku z tym mam bardzo ważny komunikat dla twórców z obszaru jazzu - muzyki improwizowanej - muzyki współczesnej. Być może dla niektórych ta wiadomość będzie prawdziwie zaskakująca, zgoła sensacyjna. Otóż informuję, że Wasze płyty, poza Waszymi krewnymi, kolegami, Waszymi studentami, zaprzyjaźnionymi dziennikarzami i blogerami słuchają, a nawet - uwaga! - kupują zwykli ludzie, zwykli słuchacze, amatorzy. Wśród nich bywają także kompletnie nie wtajemniczeni absolwenci zawodówek budowlanych ( tutaj serdecznie pozdrawiam Artystę Z Dorobkiem ).

Płyta Pana Marka Kądzieli trafiła właśnie w takie ręce. W ręce operatora koparki żeglującego po szerokim oceanie dźwięków, gdzieś tam między Marylą Rodowicz a Swans, między Stockhausenem a Jerzym Połomskim. Siłą rzeczy Pan Kądziela i Szanowni Zaglądający nie poczytają tu o przebiegach harmonicznych, strukturze agogicznej czy alikwotach. Tutaj będzie o tym, co słyszę w tej muzyce i czy mi się ona podoba.

Nie będę pisał kim jest Pan Marek Kądziela. Prawie nie znam Jego dotychczasowej twórczości, choć w trakcie odsłuchu omawianej płyty przypomniałem sobie, że Pana Marka kojarzę z pewnym fantastycznym przedsięwzięciem o nazwie ODPOCZNO, po którego usłyszeniu ramię mej koparki aż opadło z wrażenia. Mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości będę miał okazję napisać tutaj o tym fenomenie.

Wracamy do albumu "Marek Kądziela Jazz Ensemble". Już sama oprawa graficzna powoduje apetyt na dźwięki. Cóż bowiem może być bardziej powabnego dla budowlańca jak nie okładka w barwie schnącego betonu z portretem lidera w tym betonie odciśniętym? Nota bene widzę, że stajnia AudioCave ostro steruje w stronę klientów z sektora budowlanego - choćby ostatnio grafiką najnowszej płyty Pana Piotra Scholza. Pięknie!

Pierwsze podejście do płyty zakończyło się falstartem. Po pierwszych dźwiękach "Meanwhile" majster z wrzaskiem kazał mi wyłączyć boomboxa. Ostrym językiem przypomniał mi, że to jest porządna budowa, tutaj murarze słuchają Desmonda, Brubecka i Muligana. I że jak chcę sobie posłuchać Alberta Aylera, to mam zmykać do szoferki albo po robocie w domu rodzinę katować ( w sumie majster nie powiedział "zmykać" tylko nieco inaczej, ale przekaz mniej więcej ten sam, choć bardziej dynamiczny). Od tej chwili płytę katowałem w domu i to wiele razy.

Na okładce płyty lider informuje, że muzyka odzwierciedla m.in Jego korzenie, jego fascynacje. Próbowałem z moim drewnianym słuchem pójść tym tropem. Skończyło się na tym, że skontaktowałem się z Panem Kądzielą i bezczelnie zapytałem o co chodzi w utworze "In Bloom". Pan Kądziela mógł mi odpowiedzieć w takim stylu, jak wspomniany na wstępie Artysta Z Dorobkiem. Cytuję "panie kochany moja płyta, moja wizja i gówno panu do tego!". Tym czasem Pan Kądziela mi odpowiedział, że mogę sobie ten utwór interpretować DOWOLNIE W OPARCIU O WŁASNĄ WYOBRAŹNIĘ. Następnie - naciskany prze ze mnie i bombardowany moimi teoriami - uprzejmie poinstruował, że wygląda to nieco inaczej i wskazał źródło inspiracji. Cóż, w życiu bym nie zgadnął. Przestałem zatem kombinować i skupiłem się na słuchaniu. a tutaj trzeba i warto się skupić.

Płyta na pierwszy "rzut ucha" osadzona w mainstreamie, bez ciężkich odjazdów, ale wymagająca uwagi. Mikstura odrobiny szaleństwa, wszechobecnej lekkości i dyscypliny. Choćby w otwierającym "Meanwhile", kiedy po pierwszej minucie testującej nerwy mojego majstra wyłania się forma urzekająca krimsonowską precyzją, ale też jazzową lekkością. Album bardzo spójny i miło zbalansowany. Instrumentem dominującym jest gitara. Ze względu na skład zespołu plan dźwiękowy jest dość nasycony, ale bardzo klarowny. Bardzo mi się podoba praca panów puzonisty i saksofonisty. Tematy i ich rozwinięcia czasem grane unisono, czasem słyszę ciekawe dialogi, rzekłbym, w poszczególnych utworach dęciaki "opowiadają" różne historie, chętnie się wsłuchiwałem w to, co mieli "do powiedzenia" obaj panowie z osobna. Solują rzadko, ale finezyjnie. Gitara Pana Kądzieli pięknie z nimi współpracuje w tematach, ale kiedy przychodzi jej czas, reszta zespołu nieco się "wycofuje" by dać jej więcej przestrzeni. Co wtedy słyszę? Słyszę mnóstwo fajnych pomysłów, słyszę bardzo inteligentne korzystanie z całej baterii efektów, słyszę czasem subtelność i rozmarzenie (środek "Float Like A Feather"), słyszę czasem rockowy sznyt. Są też momenty, że słyszę barwy i tony podobne do tych, za które cenię Eda Bickerta i Wesa Montgomery ("Gedde", "Subconcious Bop").

Podoba mi się finezja pana perkusisty i sposób, w jaki traktuje werbel. Podoba mi roncarterowska nienachalność i solidność pana kontrabasisty - nawet mamy kilka chwil tradycyjnego walkingu! Podobają mi się smaczki w rodzaju ukrytego pod warstwą chwilowej kakofonii zaśpiewu folklorystycznego, podoba mi się zabawa pogłosami i modulowanym delayem. Podoba mi się, że w "In Bloom" - zupełnie w brew intencjom Pana Kądzieli - słyszę nagle na chwilę bardzo polskie granie, trochę namysłowskie, trochę przywołujące pewien soundtrack autorstwa Włodzimierza Korcza. A na koniec podoba mi się bardzo, iż w nagrodę za uważne odsłuchanie całości dostaję na końcu utwór "Trinity" - z pięknym tematem, no w ogóle - hit po prostu :)

Jeszcze słówko na temat "Last Coffee At The Soyuz Spacecraft". Utwór nieco odróżniający się od pozostałych, na moje ucho zagrany samodzielnie przez lidera. Zgodnie z tytułem - nieco kosmiczny. Ale też w moim przekonaniu najbardziej odsłaniający "młodość" Pana Kądzieli - tam chyba jest miejsce na Radiohead, na postrcokowe sprawy... oraz na Nirvanę i kawałek "Heart Shapped Box".. zresztą , zapytam przy okazji Pana Marka :) Ostatnie półtora minuty tej kompozycji to ścieżka dźwiękowa thrillera sci-fi, te dźwięki mogłyby się pojawić w filmie na podst. opowiadania Stanisława Lema "Terminus", gdyby taki film nakręcono. I jeszcze - jak to na statku Soyuz - słychać przez chwile ruskich sołdatów, co z akordeonem przylecieli... Taka to płyta.

Drogi słuchaczu. Warto wejść w tę muzykę, zajrzeć w każdy jej zakamarek.


czwartek, 20 maja 2021

Marek Kądziela Jazz Ensemble - Marek Kądziela Jazz Ensemble (2021)

Marek Kądziela Jazz Ensemble

Marek Kądziela - guitar
Maciej Kądziela - alto axophone
Jacek Namysłowski - trombone
Paweł Puszczało - double bass
Radosław Bolewski - drums

Marek Kądziela Jazz Ensemble



AUDIO CAVE 2021/004

By Adam Baruch

As hard as it is to believe, this is only the second album as a leader by Polish Jazz guitarist/composer Marek Kądziela, this time recorded in a quintet setting with his brother saxophonist Maciej Kądziela, trombonist Jacek Namysłowski, bassist Paweł Puszczało and drummer Radosław Bolewski. The album presents eight original compositions, all by Marek Kądziela.

During the second decade of the 2000s Kadziela participated in numerous recordings and co-led several Polish and international ensembles, as diverse as Hunger Pangs, Jazabu, K.R.A.N. and KaMaSz as well as his own ADHD. These recordings present a restless, searching spirit, who is constantly trying to re-invent himself and drive towards uncharted territory, crossing genres with ease and competence. Over the years I have had the pleasure to listen to him live as well, which often exposed other aspects of his wide-ranging musical personality. There is no doubt that during that time he established himself not only as one of the leading Polish guitarists, but also as an important leader and trendsetter.

In many respects this album (as Kądziela himself states on the album’s liner notes) is an amalgamation of his experiences up to now, with an emphasis on composition, as much as on his guitar playing skills. The rather unusual sounding ensemble highlights his originality as a sound creator, which enhances the acoustic quintet with skillful use of electronics, creating a modern, somewhat rough and toothed exterior, which hides the melodic contents, without damaging it.

The individual performances are all absolutely stunning, with the leader moving between Wes Montgomery and Jimi Hendrix and back in an instant, always being himself. Namysłowski is a surprise as his playing is more open and daring than usual and the rhythm section does a wonderful job driving the music forward and filling the blanks.

Overall this is a wonderful modern Jazz album, full of great music and intricate individual performances, not easy on the ear and demanding attentive listening, but highly rewarding. Although Kądziela made a giant step forward in his career, deep down he is still a Blues/Rock kid who loves to show his guitar licks, which I personally love as much as all the serious stuff he is playing. Having said that, this album is almost completely free of any Fusion accents, announcing the leader’s full commitment to the Jazz idiom. Hats off! 

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Gniewomir Tomczyk/Project - Pieces Of My Journey (2020)

Gniewomir Tomczyk/Project

MIN t - vocals
Maciej Kądziela - saxophone
Zdzisław Kalinowski - keyboards
Gniewomir Tomczyk - drums
and others

Pieces Of My Journey

SOLITON 1038


By Adam Baruch

This is the third album by Polish Jazz drummer/composer Gniewomir Tomczyk, recorded with a core quartet including vocalist MIN t (a.k.a. Martyna Kubicz), saxophonist Maciej Kądziela and keyboardist Zdzisław Kalinowski. A long list of guests appears on selected tracks. The album presents nine original compositions, eight composed or co-composed by Tomczyk and one by Kądziela. There are also six bonus tracks which are either remixes or radio edits of the album’s tracks.

The music shows clearly the path Tomczyk has been following since the start of his career, moving gradually away from the traditional concept of Jazz into contemporary Pop. Although his music still carries some marginal Jazz accents, the emphasis is on production, contemporary sound and highly melodic contents.

Although not exactly my cup of poison, the music is professionally put together and Tomczyk knows exactly what he is doing. Make no mistake, he is quite an accomplished Jazz drummer is he wants to be, but obviously his current desire is to produce elegant and quite sophisticated Pop music, which is every iota as good as the best accomplishments in this area over the pond and anywhere else around the globe, without being disgusting and plainly primitive, as most Pop productions are these days. Large parts of this music are instrumental and there are some nice solo parts by Kądziela and the guest artists, with makes the music shift between Jazz-Pop Fusion and Smooth Jazz, with a bit of Avant-Garde touch for good measure, which awaits the listener just when he is blissfully floating towards the horizon.

As already said earlier, this is not "strictly" Jazz, but at least it does not pretend to be so. It operates within clearly defined cross-genre borders, offering its own rules and production values, which are highly effective. I really enjoy this music, here it is, I admit it! It has its time and its place and does not replace my love for Jazz or Classic Rock or anything else, but I do appreciate the effort and talent put into it and completely non-snobbishly enjoy it. And as usual I don’t give a damn what others think. Well done!

poniedziałek, 22 marca 2021

Marek Kądziela Jazz Ensemble - Marek Kądziela Jazz Ensemble - premiera nowej płyty w wytwórni Audio Cave


Marek Kądziela - gitara, elektronika
Maciej Kądziela - saksofon altowy
Jacek Namysłowski - puzon
Paweł Puszczało - kontrabas
Radosław Bolewski - perkusja

Marek Kądziela, gitarzysta, kompozytor, współtwórca wielu interesujących projektów (m.in. Jaząbu, Hunger Pangs, Odpoczno) zadebiutował albumem sygnowanym własnym nazwiskiem. Autorska płyta jest kolejnym ważnym krokiem w jego działalności. "Co jakiś czas pojawia się we mnie potrzeba indywidualnej wypowiedzi, gdzie ja decyduję o przebiegu zdarzeń - tych muzycznych, jak i organizacyjnych. Marek Kądziela Jazz Ensemble powstało właśnie z takiej potrzeby otwarcia kolejnego rozdziału w mojej autorskiej twórczości" ­- tłumaczy muzyk. Nowa grupa jest również syntezą dotychczasowych doświadczeń Kądzieli, w której rolę wiodącą pełni gitara. Jakie cele przyświecały liderowi? "W tej grupie mam możliwość pełnej ekspozycji gitary elektrycznej w jej wielu odsłonach, barwach i brzmieniach. Gram tutaj dokładnie to, co w muzyce jako gitarzystę interesuje mnie najbardziej" - informuje Kądziela.

W skład nowej grupy wchodzi wielu uznanych i niezwykle wszechstronnych muzyków. Przemyślana koncepcja personalna nie była dziełem przypadku. "Z Pawłem Puszczało gram od lat, jest jednym z najsolidniejszych basistów w naszym kraju, Radek Bolewski to ewenement na polskiej scenie - zawodowy perkusista, songwriter, piosenkarz. Od dłuższego czasu chciałem mieć dęciaki w swoim składzie. Grający na puzonie Jacek Namysłowski był moim zdecydowanym faworytem, a za partie saksofonu odpowiedzialny jest mój brat Maciej Kądziela, który sieje rock’n’rollowe spustoszenie w partiach solowych. Ten skład jest jednocześnie zbalansowany oraz mocno eklektyczny" - podsumowuje gitarzysta.

Płyta "Marek Kądziela Jazz Ensemble" przynosi muzykę znajdującą się na styku bardzo różnych stylistyk. Z jednej strony pokazuje ona eleganckie, niezwykle uporządkowane, oblicze jazzu. Z drugiej zaskakuje dynamicznymi akcentami, uderza free jazzowym rozedrganiem lub płynie w kierunku ambientowej eteryczności. Różnorodność gatunkowa nie burzy jednak spójności materiału, którą gwarantuje postać lidera. Rola gitary jest tu niezwykle rozbudowana - pełni rolę fundamentu oraz łącznika pomiędzy wszystkimi elementami, dając jednocześnie dużą swobodę w kreowaniu przestrzeni dźwiękowej innym muzykom. Brzmieniowe bogactwo i frapująca złożoność kompozycji Kądzieli potwierdzają, że jest to jeden z najbardziej wszechstronnych gitarzystów na naszej scenie, który w każdym projekcie stawia na świeżość i nieoczywiste rozwiązania.

sobota, 8 sierpnia 2020

Singer Jazz Festival 2020 !!!


Jazzowe ogniwo warszawskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej od ponad dziesięciu lat przyciąga koneserów tego gatunku muzyki. W tym roku wystąpią zarówno legendarni artyści, jak i młodzi twórcy, poszukujący nowych brzmień i sprawnie łączący różne gatunki muzyki pod wspólnym jazzowym mianownikiem. Większość koncertów dostępnych będzie także w transmisjach online.

Singer Jazz Festival otworzy w poniedziałek 24 sierpnia Włodek Pawlik Trio koncertem "Od Gershwina do Weilla". Słynnemu pianiście towarzyszyć będą: Paweł Pańta (kontrabas) i Cezary Konrad (perkusja). Ten koncert to spotkanie klasycznych kompozycji z mistrzowską interpretacją. W wydarzeniu tym będzie można uczestniczyć zarówno na żywo w Synagodze im. Nożyków, jak i w wersji online.

Innym ważnym gościem festiwalu będzie Francesco Bruno, również znany już i bardzo ceniony w Polsce. Włoski gitarzysta i kompozytor wystąpi kilkakrotnie - z własną grupą oraz z kilkoma polskimi składami. Jego pierwszy koncert "Blue Sky Above The Dreamers" odbędzie się 27 sierpnia w Synagodze im. Nożyków. Gitarzyście towarzyszyć będą: Pierpaolo Principato (piano), Alessandro Marzi (perkusja) i Fabrizio Cucco (gitara basowa). Również ten koncert udostępniony będzie kanałami wirtualnymi. Francesco Bruno wystąpi dwukrotnie w Hard Rock Cafe: 28 sierpnia z trio Jachna/Kądziela/Gwadera i z Jerzy Małek Trio oraz 29 sierpnia na Scenie Letniej Teatru Żydowskiego z grupą Szymon Łukowski Trio. Osoby zainteresowane osobą i twórczością tego włoskiego muzyka mogą uczestniczyć w spotkaniu, które odbędzie suę 29 sierpnia w Teatrze Żydowskim na ulicy Senatorskiej.

Warto pamiętać o niezwykle ekspresyjnym i wyrazistym saksofoniście oraz kompozytorze litewskim - Liudasie Mockūnasie. Jego twórczość łączy jazz i muzykę klasyczną, bo artysta jest wielbicielem obu tych obszarów. Na warszawskim festiwalu stworzy niezwykły projekt muzyczny z Mikołajem Trzaską. Wystąpią z nimi Paweł Szpura (perkusja) i Jacek Mazurkiewicz (kontrabas). Koncert odbędzie się 29 sierpnia w klubie Pardon ToTu

czwartek, 21 maja 2020

Hunger Pangs - II (2020)

Hunger Pangs

Marek Kądziela - guitar, electronics, effects
Tomasz Dąbrowski - trumpet, microKORG
Kasper Tom Christiansen - drums

II

AUDIO CAVE 2020/004


By Adam Baruch

This is the second album by the Hunger Pangs trio, which comprises of Polish guitarist Marek Kądziela, Polish (resident in Denmark) trumpeter Tomasz Dąbrowski and Danish drummer Kasper Tom Christiansen. The album presents six original compositions, three by Kądziela, two by Christiansen and one by Dąbrowski. For reasons unknown to me, the album recorded four years earlier, is being released only now.

The music continues the direction set by the trio's debut, which mixes composed themes with free (collective) improvisation on one hand and Rock versus Free Jazz interactions on the other. The music is often rather minimalist, with three distinct instrumental voices merged together into one fabric. The individual parts are perfectly audible at all times and the amalgam happens more in the listener's brain than actually within the music.

All three musicians are strong individual voices, each of them with impressive recorded legacy under the belt in spite of their relative young age. Their work together is a typical example of being more than just a sum of their individual contributions, and certainly manages to be a fascinating listening experience throughout. As a big fan Dąbrowski, his contributions usually draw my attention immediately and as usual he does not disappoint here. His virtuosic trumpet parts are simply outstanding; both technically and emotionally, and firmly assert his position as one of the leading European Jazz trumpeters of the last decade.

It took me a while to appreciate the talents of Kądziela, but hearing him perform live several times in the last years broke the ice and convinced me as to his great talent as well. He is a very unique and forward thinking player and composer, firmly stuck in the proud legacy of the Rock idiom, but always taking his music beyond the ordinary. He is certainly one of the most interesting guitar players in the Polish scene at the moment.

Christiansen has also an impressive recorded legacy, which proves his outstanding position as a drummer, bandleader and for me especially as a composer. All his albums are superb examples of contemporary European Jazz and his contributions here are all in par with his usual excellence. Overall this album is every bit as good as the debut and connoisseurs of contemporary Improvised Music/Avant-Garde Jazz should be perfectly happy with every note this album has to offer.

czwartek, 12 marca 2020

KaMaSz – Eight Rocks From Grandma's Box (2019)

KaMaSz

Marek Kądziela - guitar, electronics
Jacek Mazurkiewicz - bass, electronics
Krzysztof Szmańda - drums

Eight Rocks From Grandma's Box



MULTIKULTI MPI 041

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Improvising Music trio KaMaSz comprising of guitarist Marek Kądziela, bassist Jacek Mazurkiewicz and drummer Krzysztof Szmańda. The album presents eight original compositions/improvisations co-credited to all three members of the trio.

Despite the fact that this album firmly belongs to the Improvised Music idiom, the music is relatively well "organized" and accessible, including melodic fragments and logical harmonic developments, wrapped up in minimalistic low key, spaced-out ambience, which overall is remarkably listenable.

For one reason or another, this music remained unreleased for five years and only now sees the light of day. In the meantime the musicians involved in creating it recorded intensively, so this album allows a glance into the past, as well as comparison with their recent work. Whatever the reason, it is great to have this music out in the open.

All three musicians contribute not only cohesive and sympathetic collaborative statements as a trio, but also interesting individual statements. Kądziela offers a diverse palette of sounds, often returning to his Rock roots, Mazurkiewicz keeps the music on track with excellent bass lines and Szmańda masterly plays in and around the rhythms, still able to swing al all times. Overall this is a highly enjoyable album, full of great playing and despite the open improvisations sounding organized and structured enough for most Jazz listeners to be able to have fun, giving it some slack. Recommended!

czwartek, 29 sierpnia 2019

KaMaSz - Eight Rocks From Grandma's Box (2019)

KaMaSz

Marek Kądziela – guitar, electronics
Jacek Mazurkiewicz – contrabass, electronics
Krzysztof Szmańda – drums, percussion

Eight Rocks From Grandma's Box


MULTIKULTI MPI041

By Maciej Krawiec

Moje spotkanie z albumem tria KaMaSz zbiegło się z częstszym niż zazwyczaj słuchaniem pewnej stacji radiowej, gdzie jedną z metod na zapełnienie czasu antenowego jest tzw. "kartka z kalendarza". Podaje się wtedy jakąś rocznicę, czyjeś urodziny czy inne okoliczności, w związku z którymi można po dany utwór sięgnąć. I swego rodzaju kartką z kalendarza jest również płyta tria KaMaSz, czyli gitarzysty Marka Kądzieli, kontrabasisty Jacka Mazurkiewicza i Krzysztofa Szmańdy. Zagrali oni kilka koncertów w 2014 roku, rok później spotkali się w gdańskim Custom 34 Studio i... cztery lata po sesji nagraniowej ukazuje się krążek "Eight Rocks From Grandma's Box". 

Trzeba było więc trochę poczekać, ale skoro niektóre wydawane dziś płyty przeleżały w szufladzie nawet trzydzieści czy czterdzieści lat, to raczej należy się cieszyć, że możemy ten album wreszcie wziąć do rąk. Co najważniejsze jednak, radość nie zakończy się na obejrzeniu ciekawej skądinąd okładki, zaprojektowanej przez Marka Wajdę. Główna satysfakcja płynie z obcowania z zawartej na płycie muzyki, której autorami są czołowi improwizatorzy w naszym kraju.

Pamiętam, że moją relację z warszawskiego koncertu tria sprzed pięciu lat zatytułowałem "Stąpanie nad przepaścią". Ujęli mnie odwagą improwizowania, a także umiejętnością wyjścia z impasów, które przytrafiały się podczas tamtego premierowego występu. Myślałem sobie wtedy, że dobrze by było, gdyby zespół z takim potencjałem nie zamykał współpracy na paru koncertach; że ich dalsze działanie mogłoby przynieść kolejne ciekawe owoce – choćby właśnie w studiu. I tak się stało!

"Eight Rocks From Grandma's Box" to rzetelna improwizowana płyta, gdzie słyszymy to, co na takim albumie znaleźć się powinno: poszukujące błądzenie prowadzące do ciekawych form, tarcia konwencji, zarysy motywów. Jest free jazz, jest gra bopowa, jest sonorystyka, są drony, są brzmienia elektryczne i akustyczne, niespodziewane narracje i dużo szczerych emocji. W tej konfiguracji Kądziela jest odpowiedzialny za emocjonalny żar, Mazurkiewicz to z reguły głos spokoju i ostoja grupy, zaś Szmańda najczęściej jest wsłuchanym w kolegów towarzyszem, adaptującym swoją pracę do tego, co dzieje się wokół (choć przydarza mu się także długi występ solo w utworze "Kromenyt"; może tak by rozwinąć te bardzo udane osobiste poszukiwania i pomyśleć o solowej płycie?).


czwartek, 30 maja 2019

Zawartko/Piasecki – Leć Głosie (2015)

Zawartko/Piasecki

Magdalena Zawartko - vocals
Grzegorz Piasecki - bass
Piotr Wojtasik - trumpet
Tomasz Wendt - saxophone
Artur Tuźnik - piano
Wojciech Buliński - drums
Marek Kądziela - guitar
Jose Torres - percussion



Leć Głosie

PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz duo comprising of vocalist Magdalena Zawartko and bassist Grzegorz Piasecki, recorded with other top Polish Jazz musicians: trumpeter Piotr Wojtasik, saxophonist Tomasz Wendt, pianist Artur Tuźnik, guitarist Marek Kądziela, drummer Wojciech Buliński and percussionist Jose Torres. The album presents eight compositions (one repeated twice as intro and outro) which include Classical and Folklore pieces and two original compositions, one each by Zawartko and Piasecki, also inspired by external sources.

The concept behind the music is the amalgamation of Folklore and Classical Music with Jazz, which of course has been already attempted numerous times before, but in this case the selection of the music, the arrangements and the entire production of the project, which were entirely in the hands of the duo, as well as the superb execution of the music by the excellent team generate a wonderful and entirely successful outcome.

Zawartko sings occasional lyrics but mostly uses vocalese and her voice is by and large used as another instrument within the instrumental environment. Piasecki plays brilliant bass parts and naturally gets more exposure than bassists usually get in ensemble projects. The rest of the instrumentalists, mostly veterans of the scene, perform accordingly, without a hitch.

Overall this is an excellent piece of music from start to finish, intelligent, elegant and highly sensitive, tastefully conceived and brilliantly executed, in accordance to the usual high standards of the Polish Jazz scene. I have no idea why this album landed on my desk years after it was released, but better late than never. Highly recommended!

niedziela, 27 stycznia 2019

Gniewomir Tomczyk/Project Live – Quality Jazz Live (2018)

Gniewomir Tomczyk/Project Live

Gniewomir Tomczyk - drums, samples, fx
MIN t - vocal, rap, synth bass
Maciej Kądziela - saxophone
Zdzisław Kalinowski - keyboards, synth bass
Anna Furkałowska - cello
Robert Seniuta - violin, fx


Quality Jazz Live

SJ 034

By Adam Baruch

This is the second album by Polish drummer/composer Gniewomir Tomczyk, this time recorded live and presenting some of the compositions included on the debut album recorded with keyboardist Andrzej Mikulski and new original compositions by Tomczyk intended to appear on the next studio album. The album consists of seven tracks recorded live and five additional bonus tracks recorded in various locations either live or in studio. Tomczyk is accompanied by an impressive group of young Polish musicians, which includes keyboardist Zdzisław Kalinowski, cellist Anna Furkałowska, violinist Robert Seniuta, saxophonist Maciej Kądziela and others, with several people providing the rap and vocal parts.

The music is a sophisticated amalgam of Jazz roots with contemporary Pop/electronic/Avant Rock/Rap excursions, melody based but allowing plenty of space for improvisation and individual statements by the participating musicians, which works quite well and definitely explores new horizons as far as Jazz music is concerned, bringing it much closer to contemporary popular music trends, without loosing any of the intellectual and artistic quality.

The album is a very refreshing listening experience and although it is a compilation of available recordings rather than a coherent and well planed album, it still works out well and offers plenty of diverse and at times even fascinating music. For the young generation of Jazz musicians and listeners, such cross genre excursions sound completely natural. For the Jazz purist my advice is to take the stick out of their rectum and let go – this is fun music and is to be treated as such. Personally I am already waiting to hear the next album by Tomczyk, which promises to be an exciting journey.

niedziela, 6 maja 2018

Piotr Wojtasik - Tribute To Akwarium (2017)

Piotr Wojtasik

Piotr Wojtasik - trumpet, flugelhorn
Sebastian Sołdrzyński - trumpet, flugelhorn
Dominik Wania - piano
Leszek Możdżer - keys, fender rhodes
Viktor Toth - alto saxophone, ocarina
Marcin Kaletka - tenor saxophone


Marek Kądziela - guitar
Igor Pietraszewski - shakuhachi, pungs
Darek Oleszkiewicz - double bass
Eric Allen - drums
Jakub Miarczyński - percussion

Tribute To Akwarium

INDYGO 001

By Adam Baruch

This is a sensational album by veteran Polish Jazz trumpeter/composer Piotr Wojtasik recorded with a large ensemble which comprises of some of Poland's top Jazz musicians and a few guests from outside of Poland. In addition to the leader who plays trumpet and flugelhorn the other musicians are: trumpeter Sebastian Sołdrzyński, shakuhachi and other wind instruments player Igor Pietraszewski, saxophonists Viktor Toth (Hungary) and Marcin Kaletka, keyboardists Leszek Możdżer and Dominik Wania, guitarist Marek Kądziela, bassist Darek Oleszkiewicz, drummer Eric Allen (USA resident in Poland) and percussionist Jakub Miarczyński. Two female vocalists are featured on one of the tunes.

The album presents a five part suite composed and arranged by Wojtasik and dedicated to the memory of the legendary Warsaw Jazz club Akwarium (active between 1977 and 2000), which used to be the Mecca of Polish Jazz in the past. A sixth bonus track is also included, which offers an alternate version of one of the suite's parts. The music was recorded at the RecPublica Studios and engineered by Łukasz Olejarczyk, who as usual stood up to the challenge.

I recently had the opportunity to hear this music performed live at its premiere concert at the Silesian Jazz Festival in Katowice, with a slightly different lineup, and the impact of the music was truly astounding. This studio version is of course much tamer and orderly, so in some respects it sounds quite differently, but of course it is no less remarkable. Wojtasik managed to combine several sub-genres of the Jazz idiom into one coherent piece of music, which presents a kaleidoscope of modern Jazz, pointing to its many sources from Bebop through Jazz-Rock Fusion to electronics. Based on strong melodic themes but allowing a lot of freedom to the individual musicians to explore and probe, this is a wonderful example of modern Mainstream Jazz, which manages to be fascinating, unexpected and searching.

The individual performances are all great, as expected from this level of musicians. Kądziela's guitar parts are the nicest surprise as he manages to transform the last part of the suite into a modern day "Bitches Brew" ambiance, which should make Miles Davis happily turn in his grave. Możdżer's synthesizer parts are somewhat tedious, especially in comparison to what Paweł Tomaszewski managed to come up with during the concert. Of course Dominik Wania plays some stunning piano parts and it is interesting to hear him in a large ensemble setting. But overall everybody plays their heart out and the result is simply superb.

It is great to see (and hear) that Wojtasik is still in great shape as a player/composer/bandleader and as a friend I wish him many years of good health and creativity. He can certainly be proud of his achievement here and I look forward to hear more of his work soon. His blessed work as an educator at the Katowice Music Academy is of course no less important, but seeing him play is a true Jazz experience. Te old lion is still capable of a mighty roar, which the younger lions are happy to return. Wholeheartedly recommended!

piątek, 29 grudnia 2017

Jaząbu – Łódź Kosmiczna (2017)

Jaząbu

Wojciech Jachna - trumpet, flugelhorn
Tomasz Glazik - tenor saxophone
Marek Kądziela - guitar, electronics
Jacek Buhl - drums, percussion

Łódź Kosmiczna



AUDIO CAVE 2017/009

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish avant-garde Jazz quartet Jaząbu, which consists of trumpeter Wojciech Jachna, saxophonist Tomasz Glazik, guitarist Marek Kądziela and drummer Jacek Buhl. The album presents ten original compositions/improvisations, which are not credited on the album's artwork and therefore assumed to be all co-composed by the four quartet members.

The music is quite typical Free Jazz/Improvised music offering, with short melodic lines stated at the beginning of the tracks, which are then developed into group improvisations and feature solos by the individual quartet members. Some of the tracks lack even the basic melodic theme and are completely improvised. The music appears to be working best when it is more contemplative and introvert, and as such delivers a deeply atmospheric musical aura. The more energetic pieces sometimes move into chaotic intensity. The lack of bass, which is only partly compensated by the guitar, creates a fluid, less rigorous rhythmic setting, which suits this music well.

Jachna and Glazik were members of the legendary Sing Sing Penelope ensemble, which was active since the turn of the Millennium, and their musical attitude was largely influenced by their formative years. Jachna and Buhl recorded several albums together in duo and trio formats and all three of them come from similar background. Kądziela is a bit of an outsider here, having been mostly associated with young Polish Jazz musicians active on the Danish scene, but since his return to Poland he is certainly more active on the local scene in several quite diverse environments. Together they represent an interesting amalgam of talent and musical experience, which definitely has a lot to offer.

Although I was not overwhelmed by the music on this album, probably mostly due to the fact that although beautifully performed it offers little innovation, I believe that their future offers might be much more exciting, considering their potential. Of course the album offers some great moments and impressive soloing and the connoisseurs of the Polish avant-garde scene should be quite happy with this music, which more than anything proves that Polish musician are still searching and making an effort to cover uncharted territory, rather than succumb to lethargy.

niedziela, 8 października 2017

Gniewomir Tomczyk – Event Horizon (2017)

Gniewomir Tomczyk

Andrzej Mikulski - keyboards, bass
Gniewomir Tomczyk - drums, samples
Piotr Schmidt - trumpet
Kuba Więcek - alto saxophone
Maciej Kociński - soprano saxophone
Marek Kądziela - guitar
Krzysia Górniak - guitar
Aga Derlak - flute
Zdzisław Kalinowski - keyboards
Mateusz Smoczyński - strings
and others

Event Horizon

SJ 017

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish duo Event Horizon, which comprises of drummer Gniewomir Tomczyk and keyboardist/bassist Andrzej Mikulski. A plethora of guest musicians, some form the echelons of the young Polish Jazz circles and others from different areas, add their contributions, including Piotr Schmidt, Aga Derlak, Krzysia Górniak, Mateusz Smoczyński, Kuba Więcek, Marek Kądziela and many others. The album presents ten original compositions (one repeated twice), recorded over a period of several years, five of which were co-composed and arranged by Tomczyk and Mikulski, others composed either individually by one of the duo members or co-composed with others, improvised or being arrangements of Classical themes, in short a very diverse collection of ideas. Three of the pieces feature texts/lyrics in English.

The music is strongly melody based and rooted in Jazz, but emphasizes production and sound at least as much as improvisation, creating wonderful contemporary vistas, which feel completely cross-genre and can be liked by a very wide spectrum of listeners, predominantly belonging to the younger generation. The music is intelligent and wonderfully coherent, offering a superb selection of melodies and harmonies, which often are absent in the so called "serious Jazz" recordings. Although this music can be categorized as Smooth Jazz for lack of a better definition, based on the "cool" and seemingly "smooth" approach, it is full of excellent musicianship and masterly music production.

Overall this is a classic example of "don't judge a book by its cover" (here both metaphorically and directly, as the album's cover art is rather bleak, completely uncharacteristic of its contents). What might be considered as a youthful experiment turns out to be a solid piece of excellent music, which stands its own ground, regardless what the Jazz purists might say. In many respects this album represents what the new generation of Jazz players feels about Jazz, respecting the tradition but reaching out to electronics, new sounds and original approach, which attempts to discover new ground, which after all is the most important aspect of music making. This is definitely one of the most interesting releases so far in 2017, as far as I am concerned. Well done Wonder Kids!

wtorek, 15 sierpnia 2017

Tomasz Pruchnicki Quartet – Gnomonika (2015)

Tomasz Pruchnicki Quartet

Tomasz Pruchnicki - tenor & soprano saxophones, ocarina, electronics
Marek Kądziela - guitar, electronics
Grzegorz Piasecki - double bass
Wojciech Buliński - drums

Gnomonika


JB 018

By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by Polish Jazz saxophonist Tomasz Pruchnicki, recorded in a quartet setting with guitarist Marek Kądziela, bassist Grzegorz Piasecki and drummer Wojciech Buliński. It presents ten selections, five of which are original compositions by Pruchnicki, four are his arrangements of Polish Folk songs and one is a "paraphrase" on a standard.

The music is modern mainstream Jazz, with focus on the re-working of folkloristic themes in a Jazz form, which is a distinct Polish Jazz sub-genre, usually producing very interesting results, like the ones herein . Even in the original compositions by Pruchnicki it is possible to discover some basic Slavic elements and the typical Polish melancholy, which has almost no parallels anywhere else. Overall the level of the music is very high; both as far as the original compositions or the arrangements are concerned, full of stylish melodic and harmonic vistas and aesthetic elegance.

The personal performances are all excellent, with the leader being up front most of the time and the guitar staying respectfully in the background, which works very well for this specific music. In addition to his saxophone parts Pruchnicki also uses very effectively the ocarina, which plays the traditional role of the flute, and adds some electronic effects, which bring the sound of the album up to date. The guitar adds a supportive harmonic layer and manages to fill the space effectively. The rhythm section does a fine job supplying the steady base and supporting the soloists amicably and capably. Some of the rhythmic patterns are quite tricky, but the rhythm section has no trouble taking care of them.

It is a pity we had to wait for so long for the debut album by Pruchnicki, as he definitely has his very personal approach and voice, which is absolutely worth following. This is a very mature, balanced and excellently executed debut album, which hopefully will be followed by more recordings in the not too distant future. In the meantime we can savor this solid and inspired musical offering. Well done indeed!

sobota, 20 maja 2017

Michał Kobojek – The Outside (2016)

Michał Kobojek

Michał Kobojek - saxophones
Witold Janiak - piano
Marek Kądziela - guitar
Wojciech Pulcyn - bass
Przemysław Kuczyński - drums

The Outside




MANXIMUM 5908254159596

By Adam Baruch

This is the second album as a leader by Polish saxophonist/composer Michał Kobojek, recorded in a quartet setting with pianist Witold Janiak, bassist Wojciech Pulcyn and drummer Przemysław Kuczyński. Guitarist Marek Kądziela appears as a guest artist. The album presents eight original compositions, all by Kobojek. Kobojek's career is mostly associated with the Polish Pop/Rock scene due to his cooperation with many top Polish artists/groups in that area. But obviously the Jazz streak has always been there as part of his musical personality.

The music is, as expected, definitely on the lighter side of the Jazz idiom, somewhere near the Smooth Jazz concept, which, as I have stated many times, does not mean that the music is necessary inferior in any way to other Jazz styles, as this album overwhelmingly proves. The album is full of absolutely beautiful melodies, all of which manage to avoid the schmaltzy stigma of the bad side of Smooth Jazz. The music is romantic and beautifully lyrical and presents Kobojek as a gifted composer, who mixes feeling with professionalism.

The performances are all highly professional, but relatively constrained without presenting any virtuosic solos or complex improvisations, which of course goes hand in hand with the album's intended character. Kobojek plays with a sweet timbre and stays close to the melody lines, but his skills are obvious as is his feel for the music. Janiak plays excellent accompanying chord structures, exactly what is required in this case, inserting several nicely structured solos. The rhythm section is doing a superb job in the background, with Pulcyn, as always, being the Master of bass accompaniment.

Overall this is a very good straightforward Smooth Jazz album, full of great melodic music, which does not make any compromises as far as the quality is concerned. Listeners, who are Romantics at heart, regardless of their age, should find this album exactly what they need to make their day (or night).

wtorek, 30 sierpnia 2016

K.R.A.N. – The Zombie Chords (2016)

K.R.A.N.

Tomasz Licak - clarinet, tenor saxophone
Marek Kądziela - electric guitar
Richard Andersson - bass guitar bass
Kasper Tom Christiansen - drums

The Zombie Chords


FOR TUNE 0099

By Adam Baruch

This is the second album by the Polish/Danish quartet K.R.A.N., which consists of Polish clarinetists/saxophonist Tomasz Licak and guitarist Marek Kądziela and Danish bassist Richard Andersson and drummer Kasper Tom Christiansen. They perform seven original compositions: three by Licak and two each by Andersson and Christiansen.

The music is typical young contemporary European Jazz, full of complex and passionate statements by the quartet members. The brief melodic intros give way to extended improvisations by Licak and Kądziela, admirably supported by the excellent Danish rhythm section, with both Andersson and Christiansen already recognized as some of the best new generation European players on the scene.

The quartet manages to balance skillfully between discipline and freedom, both individually and as an ensemble. Some of the soloing plunges deeply into Free Jazz, but the rhythm section keeps things right in check, successfully avoiding mayhem and cacophony. Licak sounds great both on clarinet and saxophone and Kądziela adds some electronic effects to his guitar vocabulary, enhancing the overall sound of the quartet. He also supports Licak very skillfully during his solo parts and plays beautiful unisono parts with him.

It is very encouraging seeing K.R.A.N. make such a progress since their debut album some years ago, recorded when they were still students. The experience they all gained during the years that passed since then is plainly evident. By now they are a mature and fully equipped unit, which is capable of delivering solid musical statements. Overall this is definitely a very fine effort, which brings forward some fresh ideas and a lot of interesting music, which speaks volumes about the future of European Jazz. Definitely worth investigating!

niedziela, 5 czerwca 2016

Nowa płyta grupy K.R.A.N. - "The Zombie Chords" - premiera 11.06.2016


Tomasz Licak - saksofon tenorowy, klarnet
Marek Kądziela - gitara 
Richard Andersson - gitara basowa 
Kasper Tom Christiansen - perkusja

Kiedy polsko-duński kwartet K.R.A.N. zadebiutował w 2007 roku, wywołał ogromne zainteresowanie miłośników współczesnego jazzu. Z ogromną przyjemnością prezentujemy drugą płytę zespołu.

K.R.A.N. założyło czterech absolwentów Carl Nielsen Academy of Music w Odense - duńskiej uczelni będącej kuźnią talentów oraz miejscem szczególnym dla twórców poszukujących nowych wartości w muzyce improwizowanej. Tutaj zaczęła się ich wielka przygoda z kompozycją oraz zdobywaniem uznania międzynarodowej publiczności, z wspólnym świętowaniem sukcesów na światowych konkursach i festiwalach jazzowych. 

"The Zombie Chords" to podsumowanie 10 lat działalności K.R.A.N.-u, konsekwentnie uciekającego od mainstreamowych schematów. Wyraźnie wybrzmiewa tu klimat środowiska artystycznego Danii oraz siła płynąca z otwartości muzyki improwizowanej. Członkowie zespołu, stawiając na własne kompozycje, łączą złożoność formy z prostotą oraz szacunkiem dla pojedynczych dźwięków. Można powiedzieć, że muzyka kwartetu funkcjonuje ponad wszelkimi podziałami, łącząc wiele tradycji i wpływów w jednym spójnym charakterystycznym brzmieniu. Cytując urodzonego w Odense H. Ch. Andersena - "gdy słowa zawodzą, muzyka przemawia". 

Koncerty zapowiadające nowy album:

11.06 Foto Cafe, Łódź
13.06 Browar Polski, Szczecin
14.06 12/14 Jazz Club, Warszawa

Zobacz też: