Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2025

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag - dziś premiera trzeciego wydania! - patronat


 
Autor: Joanna Stovrag
Tytuł: Chwila na miłość
Data wydania: 18.11.2025
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 352
 
 
 
Dziś premiera - pozostawiam Was z moją recenzją pierwszego wydania tej książki - bowiem to właśnie moje pierwsze spotkanie z historią Joanny i Sejo wywołało największe emocje. Zmienię jedynie tytuł na aktualny.
 
 
"Chwila na miłość" to wyjątkowa książka. Bowiem nie jest to powieść obyczajowa z fikcyjnymi bohaterami, której akcja dzieje się w realnym miejscu z prawdziwym tłem historycznym. Nie! Tutaj właściwie mogę śmiało napisać, że to literatura faktu, że to autobiografia, że tu wszystko jest na serio. Prawdziwa krew, prawdziwi ludzie, prawdziwe ludzkie dramaty i w czasie lektury nie można siedzieć z obojętnym stosunkiem w fotelu z kubkiem herbaty...

Zanim zacznę swoją recenzję, chciałabym najpierw przybliżyć Wam nieco konflikt bałkański. Dlaczego? Wiadomo, że żadna wojna nie jest mile widziana, że żadna nie niesie nic dobrego. Każda niesie śmierć i cierpienie ludzi, jednak dla mnie ta na Bałkanach jest "inna niż inne". Zapewne myślicie dlaczego tak uważam... Ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego (magiczne słowo "dlaczego" wciąż się pojawia w mojej wypowiedzi) wybuchła.

Jaki był sens i cel... Możecie szukać odpowiedzi w Wikipedii, w licznych opracowaniach historycznych z tego okresu, które prezentują czasami różniące się między sobą wersje. Inny pogląd na przyczyny wybuchu wojny mają bośniaccy Muzułmanie, inny bośniaccy Serbowie a jeszcze inny bośniaccy Chorwaci. Choć przecież wszyscy byli stronami tego konfliktu.

Autorka nie chce zajmować stanowiska w tej sprawie, nie zamierza oceniać czy analizować, ale kiedy poprosiłam ją o kilka słów wstępu, zacytowała słowa swojego sarajewskiego profesora:
"(...) wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy w 1991 r. wybuchła 10-dniowa wojna w Słowenii - na skutek odłączenia się tej republiki od Jugosławii, nawet kiedy straszne dni nastały również dla pragnącej niezależności Chorwacji i  został zrównany z ziemią chorwacki Vukovar, zniszczony Dubrownik..., w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny.

Bośniacy, w przeważającej części - z wyjątkiem bośniackich Serbów, chcieli dalej żyć w wielokulturowej, wieloreligijnej, ale niezależnej i suwerennej Bośni i Hercegowinie. Nie chcieli walczyć, wierzyli, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy. Twierdzili, że aby prowadzić wojnę, potrzeba chętnego do walki, a oni nie chcieli rozlewu krwi.

A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazywał ich mój sarajewski wykładowca, który doskonale znał historię i podkreślał, że marzeniem Serbów od dawien dawna było stworzenie Wielkiej Serbii, a Chorwatów - Wielkiej Chorwacji - wybuchła. Kiedy zabrakło Tity - dyktatora, który trzymał sztuczny twór, jakim była Jugosławia w całości, propagandowe media podporządkowane ówczesnym rządzących podsycały nacjonalizmy. I tak nieszczęście stało się faktem - wojna nie ominęła Bośni i Hercegowiny i jej mieszkańców, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć... Nie chcieli, by Bośnia i Hercegowina zniknęła z mapy, chcieli, by była niepodległa i samodzielna, więc nieprzygotowani do walki, byli zmuszeni jej bronić".



Joanna jest studentką - młodą, piękną dziewczyną z marzeniami, by kiedyś w dorosłym życiu móc biegle posługiwać się językami bałkańskimi. W ramach stypendium naukowego wyjeżdża do Sarajewa, by na tamtejszym Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu zdobywać wiedzę. Jednak oprócz chwil spędzanych na zajęciach Joanna chłonie klimat miasta po swojemu - zwiedza, słucha muzyki, poznaje sarajewian i ich gościnność, szczerość odkrywając, że to bardzo wylewni ludzie... Kraj, w którym się znalazła i jego kultura, zaczął ją fascynować a nawet zaskakiwać, gdyż czymś normalnym były tam koce i erotyka, niedostępne wtedy w PRL-owskiej Polsce. Stała się wręcz entuzjastką Sarajewa, to miasto ją przenikało i rodziła się miłość... Najpierw do miejsca a potem do bośniackiego Muzułmanina - Seja. To uczucie zrodziło się w ułamku sekundy, choć jeszcze wtedy oboje tak do końca nie zdawali sobie z tego sprawy... Czuli, że jest między nimi coś pięknego, wyjątkowego, pewne porozumienie dusz i serc. Młodzi spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak przyszedł czas, gdy Joanna musiała wrócić do Polski. Jej studencki czas w Sarajewie dobiegł końca.


Joanna i Sejo - Sarajewo - przed wojną


W wakacje 1992 roku Sejo miał przyjechać do Krakowa, by poznać rodzinę ukochanej dziewczyny. Jednak nie mieściło się w to planach LOSU. Ten miał inne, swoje własne i nie do końca radosne... Na Bałkanach wybuchła wojna. Sarajewo - a wraz z nim i Sejo oraz wielu innych znajomych młodej Polki - zostało odcięte od świata... Przestała działać poczta, telefony, w mieście brakowało prądu, wody i gazu, nie wspominając o żywności. Nikt nie mógł być pewny swego losu, gdyż trwały ostrzały a budynki rozsypywały się jak domki z kart... Nie wspomnę jak rozdzielano rodziny, jak śmiałkowie próbowali wydostać się z oblężonego miasta... To po prostu nieludzkie! Okropnie to przeżyłam... Piekło na ziemi rozdzieliło rodzącą się miłość. Sądzę, że wielu ludzi po prostu by sobie darowało, odpuściliby takie uczucie, jakże niepewne dnia jutrzejszego. Ale nie ONA, nie Joanna...

akredytacja z 1995 r.
Dziewczyna poruszyła niebo i ziemię, wydeptała ścieżki do osób, które mogły pomóc jej w jakimkolwiek kontakcie z Sejem. Dokonywała rzeczy niemożliwych tracąc ogromne kwoty pieniędzy, byle tylko móc przekazać mu list, paczkę czy usłyszeć jego głos... Jakże mało istotne były wtedy dla niej pieniądze, bowiem sercem rządziła miłość. Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem determinacji Joanny, niejedna tak młoda kobieta dawno już by zmieniła obiekt zainteresowania... Jednak nasza bohaterka i zarazem autorka tej książki czerpała siłę z listów, które otrzymywała z Sarajewa. Martwiły ją opóźnienia w przekazywaniu poczty, dlatego znalazła sposoby na inny kontakt z ukochanym.


To nie jest powieść obyczajowa, dlatego śmiało mogę napisać, że obecnie Joanna i Sejo są małżeństwem. Jednak droga do chwil szczęścia, radości i posiadania rodziny, była długa i wyboista. Istotą tej książki jest miłość, która "góry przenosi", która nie boi się niczego i jest tak ogromną siłą napędową, że potrafi pokonać strach, ból, odległość, lęk o bliską osobę, śmiercionośne żniwo wojny... Lektura jest ogromnie poruszająca. Podczas czytania nie mogłam ukrywać wzruszenia i emocji towarzyszących podróży Joanny do ogarniętego wojną Sarajewa. To było szalone! Nieprawdopodobne, niezwykłe a zarazem piękne. Jeśli ktoś przeczyta "Chwilę na miłość" bez choćby jednej chwili wzruszenia, bez podniesionego ciśnienia to z pełną stanowczością stwierdzę, że ma kamienne serce. Bo nie da się przejść wobec tej historii obojętnie!

Nie przeszedł zresztą sam - nieżyjący już - Waldemar Milewicz - dziennikarz telewizyjny i korespondent wojenny, który o miłości tej pary na tle konfliktu w Sarajewie, nakręcił film "Zwykła historia". Na kartach książki pojawia się wiele informacji o dziennikarzu i kulisach kręcenia tego filmu. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć.


autorka w Mostarze (stolica Hercegowiny)
Autorka w swej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach do Seja. Poruszyła wiele ciekawych wątków - wielokulturowość mieszkańców Sarajewa, czasy studenckie, różnice między życiem w Bośni i w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, niesamowitą postawę swojej mamy. Wspomniała też o wielu ludziach o dobrych sercach, którzy bezinteresownie pomagali jej w dążeniu do celu, jaki sobie postawiła. A przecież nie był banalny... To był trudny czas pełen wyrzeczeń, walki, stresu i cierpienia... Przez co przeszła? Kto najbardziej jej pomógł? Co udało jej się uzyskać dla Seja? Jak wyglądała krok po kroku ich droga do szczęścia? O tym wszystkim dowiecie się już szczegółowo z lektury.




 
 
Ja ze swej strony gwarantuję Wam ogrom emocji, uczuć a nawet łzy wzruszenia czy wściekłości. Książka jest niezwykłym świadectwem miłości, która pokonuje wszelkie postawione jej na drodze przeszkody. Nawet wojnę! Pozostaje pozazdrościć takiego uczucia... Wiary i nadziei też...





Kilka słów o autorce - rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Część wykształcenia zdobywała na Uniwersytecie w Sarajewie, gdzie wyjechała na stypendium naukowe. Ukończyła podyplomowe studium dla lektorów języka polskiego jako obcego. Z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków południowosłowiańskich: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Jest tłumaczem przysięgłym tychże języków na Liście Ministerstwa Sprawiedliwości.



Wszystkie fotografie dzięki uprzejmości autorki 

środa, 29 października 2025

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag - zapowiedź - patronat - wznowienie

Przepiękna historia o miłości Joanny Stovrag w objętej wojną Bośni. To już trzecie wydanie tej wyjątkowej książki i ponownie mam przyjemność jej patronować.
 
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać "Chwili na miłość" to już 18 listopada 2025 będzie miała swoją premierę. 
 
Wydawnictwo Replika proponuje bardzo atrakcyjną cenę.
 
 
TUTAJ znajdziecie moją recenzję, TUTAJ słów kilka o drugim wydaniu a TUTAJ relację ze spotkania autorskiego z 2017 roku. A TUTAJ przeczytacie mój wywiad z Joanną Stovrag. 



Na koniec mam dla Was jeszcze OPIS:

Poruszająca najczulsze struny duszy bałkańska opowieść napisana sercem zakochanej kobiety
Czy chwila wystarczy, aby narodziła się miłość, która nie zna granic?
Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy.
To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób.
Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.

Jest to nowa, rozszerzona wersja książki ” Jeszcze żyję…”, wzbogacona o większą liczbę zdjęć. Wydawnictwo Replika przy wydaniu obszerniejszej bałkańskiej opowieści o miłości nadało książce nowy tytuł “CHWILA NA MIŁOŚĆ”.

 

 Jak Wam się podoba okładka? Czytaliście? Macie w planie?

 

 

środa, 2 sierpnia 2023

Czasy wojny i międzywojnia w sierpniowych premierach Wydawnictwa Replika - zapowiedź

8 sierpnia 2023 to data dwóch premier w Wydawnictwie Replika, na które się skusiłam. Nie będzie to łatwa lektura, ale czasami sięgam po takie gatunki, tematy...
Czekacie? Słyszeliście o nich?

Poniżej zostawiam Wam opisy


 

Pełna intryg powieść obyczajowa o polskiej rodzinie w czasach międzywojennych.

Historia rodziny Nideckich, których poznajemy w momencie śmierci matki czworga rodzeństwa.

Niczym tytułowe cztery wiatry, tak cztery skrajne osobowości jawią się przed czytelnikiem ze swoimi słabościami i skrywanymi pragnieniami lepszego bytu. Rodzeństwu w ich codzienności towarzyszy służba, a także ciotki i wujkowie z dalszej rodziny.

Rodzinne relacje, intrygi, zazdrość i poczucie krzywdy – wszystko to w dłuższej perspektywie może sprowadzić na rodzinę nieszczęście. Czy tak stanie się i w tym przypadku?

Wartka akcja, dobrze zarysowane portrety psychologiczne bohaterów, a także nieoczywisty finał, który pozostawi czytelnika z refleksją odnośnie własnych rodzinnych relacji.

W tle sugestywny obraz ówczesnej stolicy, spotkań w kawiarenkach, niekończących się rozmów o miłości, przyjaźni, o walce i rozczarowaniu. O tym, co piękne, i o tym, co może się rozwiać… na cztery wiatry.
 
 


 

Dzieci uprowadzone przez nazistów. Ich dramatyczne losy, koszmarne wspomnienia, trudne wybory, życie napiętnowane „germańskim nalotem” – efektem zniemczenia. Temat dzieci poranionych przez wojenną zawieruchę zawsze wywołuje silne emocje. To właśnie w nich tamte doświadczenia odcisnęły najtrwalsze ślady. A jednak często jest to temat spychany na boczny tor historycznych rozważań.

Śledząc dzieje kilkunastu ofiar, autorka ukazuje zwyrodnienie systemu, który przedmiotowo traktował nie tylko untermenschów, ale także tych, którzy „nadawali się” się na niemieckich nadludzi. Odbierano ich rodzicom i próbowano uczynić wiernymi poddanymi „tysiącletniej Rzeszy”.

Opisuje zręby organizacji Lebensborn, której złowieszczy cień rozciąga się na wszelkie działania III Rzeszy nastawione na zawłaszczanie polskich dzieci. Jej zbrodniczej działalności nie poddano nigdy dogłębnemu badaniu. Dlatego też zebrane tu przykłady są tym cenniejsze, że pozwalają pojąć, jak ogromne spustoszenie poczyniło w psychice oraz w życiu takie wynarodowienie. Tragedia tych dzieci pomaga również zrozumieć, że historia wcale nie jest czarno-biała, gdy w grę wchodzi ludzka natura z całym bogactwem jej wad i zalet.

Książka ta jest zarazem milczącym oskarżeniem wyznawców Führera – nigdy nieskazanych bezwolnych i bezdusznych wykonawców jego nieludzkich planów.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Ewa Formella seria 'Szkatułka wspomnień' "Listy do Duszki" / "Muzyka dla Ilse" / "Kołysanka dla Łani"

W styczniu poznałam trzy historie Ewy Formelli oparte na wspomnieniach, stąd tytuł cyklu - 'Szkatułka wspomnień'. Akcja jest prowadzona dwutorowo - bohaterowie, którym towarzyszymy w teraźniejszości prowadzą nas w czas wojennej zawieruchy, kiedy ludzie przecież też czuli, kochali, nienawidzili, rodzili się i umierali.
Łzy gwarantowane...



Autor: Ewa Formella
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2018
Liczba stron: 302


Wolne Miasto Gdańsk
Wiosną roku 1939 brat Stefanii - Antoni - wezwał niemieckiego doktora z sąsiedztwa, by ratował jego siostrę i jej dziecko. Doktor Gotlieb Becker aż po kres swych dni będzie zmagał się z wyrzutami sumienia i ciążącą tajemnicą z tamtej nocy...

Narodzone wtedy dziecko nie miałoby łatwego życia. I to nie tylko dlatego, że już za kilka miesięcy miała wybuchnąć wojna. Był to mezalians jakich wiele - Stefania to córka Polaka i Żydówki a Heinrich - Niemiec!

Czasy współczesne, Gdańsk
Joanna po utracie pracy podjęła się opieki nad mającą dziewięćdziesiąt jeden lat seniorką, która bardzo chętnie wspomina trudną przeszłość i ukochanego. Wciąż ciepło, ale ze smutkiem myśli o córeczce, którą wtedy straciła.

Czasy współczesne, Niemcy
Starszy mężczyzna w swym brulionie od wielu lat pisze listy, listy do Duszki... Myśli że ukochana nie żyje a on dzięki temu czuje jakby namiastkę jej obecności. Jakby dzielił z nią każdą chwilę życia.
 
 
Co mają wspólnego polska staruszka z Gdańska i niemiecki mężczyzna tęskniący za ukochaną kobietą? Czy łączą ich tylko podobne losy i wojenne wspomnienia? 
Wprawdzie czytelnik szybko połączy fakty i domyśli się prawdy, ale możecie mi wierzyć, że nie ona jest tutaj najistotniejsza. 
Bardzo emocjonalnie wpłynęła na mnie ta książka. Ogromnie współczułam Stefanii, która najgorszy wojenny czas spędziła na kaszubskiej wsi a to co tam przeżyła... To było straszne!
 
 
Utrata bliskich, strach, niepewność jutra, wspomnienia, wyrzuty sumienia i próba naprawienia błędów oraz wola przeżycia wojennego koszmaru. I jeszcze intryga, by rozdzielić kochających się ludzi...t
Tajemne skrytki, ogromne wzruszenia i ta moja niepewność czy bohaterom uda się na koniec spotkać... Czy wszyscy dotrwają przy życiu do tej chwili... 
Przepiękna historia!





Autor: Ewa Formella
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2019
Liczba stron: 304


Jesień 1942
Julek i Antoś chcąc pomóc matce zbierają na torach zagubione podczas transportu resztki węgla. Tamtego dnia obserwowali jak pociąg się zatrzymał, esesmani walili w wagony a gdy skład odjechał, między torami chłopcy znaleźli kłębowisko szmat wydające dźwięki!

Współcześnie poznajemy Ilonę, która od dawna podejrzewa, że jej dwudziestoletnie małżeństwo to farsa... Że mąż jej zdradza i okłamuje. Prawdę odkrywa przypadkowo w Wigilię i... los sprawia, że dzięki pomocy Andrzeja trafia pod dach jego rodziny. Wreszcie czuje wewnętrzny spokój, radość, jest jej tutaj naprawdę dobrze. Z czasem dowiaduje się kto jest kim, poznaje też Filipa - dziecko znalezione na torach podczas wojny... 
 
Początkowo myślałam, że opowieść skupi się właśnie na losach tamtego chłopca. Jednak niespodziewanie autorka poszła w innym kierunku i opowiedziała nam historię siostry Filipa - Ilse, która zaraz po zakończeniu podróży pociągiem została oddzielona od matki. Jeden z Niemców ją uratował, zmienił jej tożsamość na polską i załatwił pracę na terenie Niemiec. Trafiła do domu niepełnosprawnej Sabine, która przepięknie grała na fortepianie.To właśnie tej dziewczynce i jej matce Ilse opowiedziała prawdę o losach swojej rodziny. 
Po wojnie Ilse zaczęła szukać brata... A teraz współcześnie Ilona i Andrzej postanowili mieć dla niej niespodziankę... 

Przepiękna, wzruszająca i oparta na prawdziwej historii ogromnej przyjaźni opowieść, w której wielokrotnie miałam mokre oczy... 
Ból, żal, strach i radość mieszały się we mnie podczas lektury.





Autor: Ewa Formella
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2020
Liczba stron: 272

 
 
 
Czas drugiej wojny światowej to nie tylko miłość między różnymi narodowościami, ale również walki partyzantów czy gwałty Niemców lub Sowietów na polskich dziewczynach. 
Choć ta właśnie historia rozpoczyna się i gwałtem i miłością, mimo że każde ze zdarzeń dotyczy innych osób. W wyniku zdrady, dwa partyzanckie oddziały zostały złapane przez Niemców, "Ryś" trafił do obozu koncentracyjnego a "Łania" na roboty w Niemczech.


Współcześnie poznajemy Alicję, która ma bardzo dobre serce i przygarnia bezdomnego starszego mężczyznę, w zamian za pomoc w odzyskaniu jej własności od złodzieja. Umieszcza go w domku gospodarczym, co nie podoba się jej rodzinie (choć życie tak im się ułożyło, że aktualnie kobieta mieszka sama). Mężczyzna opowiada jej, że stracił pamięć a imię którym się przedstawił - Zygmunt - po prostu sobie wybrał.
 
Alicja dostrzega na jego przedramieniu ślady po obozowym numerze i na wiele sposobów próbuje ustalić kim jest ten człowiek. Pragnie odnaleźć jego rodzinę. Nie wie, że prawda jest tak blisko...
 
 
Bohaterowie są od niej daleko, dla czytelnika niemal wszystko jest jasne... Jednak droga do prawdy, towarzyszenie Zygmuntowi we wspomnieniach z obozu czy partyzantki, których to wydarzeń nie pamięta, ale wciąż krążą w jego głowie... A do tego wspomnienia Jadwigi - babci Alicji... 
Gwarantuję Wam kolejną poruszającą opowieść, zwłaszcza w momencie świątecznego połączenia internetowego i tytułowej Kołysanki...




Książki przeczytane w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

środa, 11 sierpnia 2021

Edyta Świętek "Łąki kwitnące purpurą"


Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron:  384
Seria: Spacer Aleją Róż tom 2
 
 
 
 
 
 
 
 
Sięgając po "Łąki kwitnące purpurą" miałam nieco wątpliwości - czy wkręcę się w fabułę skoro pierwszy tom czytałam w 2019 roku? Czy po tak wielu przeczytanych potem powieściach odnajdę się w zawiłościach między bohaterami i ich losami?
 
W fabule odnalazłam się bez problemu a pewne fakty zostały przypomniane czytelnikom w dwustronicowym "W poprzedniej części". 
 
Życie znanych nam już postaci obserwujemy od roku 1951 przez kilka lat. Rodzeństwo Szymczaków nieustannie dostarcza różnorodnych emocji. 
Przewodniczący spółdzielni - Bartłomiej Marczyk - mocno zaszkodził rodzinie Szymczaków, nie tylko pozbawiając dóbr materialnych czy ziemi, ale przede wszystkim siostrom Julii i Krystynie a potem jeszcze Agacie, która miała zostać panią Szymczak. Dlatego w czasie świąt Bożego Narodzenia bracia Leszek, Andrzej i Bronisław knują plan zemsty. Niestety napad się nie powiódł...
 
Po pewnym czasie Marczyk znika...

A czytelnik z krótkich fragmentów dowiaduje się, że z tym wydarzeniem ma coś wspólnego... Szymczak. Tylko który?

Tymczasem w Nowej Hucie nadal trwa wznoszenie kolejnych budynków. Bronek stara się pomagać rodzeństwu w przydziale mieszkań a oni próbują być szczęśliwi. Obserwujemy śluby, pogrzeby, narodziny, kłótnie i randki. Każdy ma jakieś problemy, ale trzymają się razem, wspierają i spotykają kiedy tylko mogą. 
Bronek jest świetny w pracy, za to w domu ma spięcia z żoną, ona zaś ma liczne tajemnice. Finał tego związku - szokujący!
Julka jest szykanowana w pracy, ale jest dzielna z uwagi na synka. Nie pozbawia się jednak nadziei na zmiany, jej wątek jest tym ciekawszy, że jest śledzona... Zakończenie tego wątku - bomba!

Jak potoczyły się losy pozostałych postaci? Sprawdźcie sami - gwarantuję Wam mnóstwo emocji, wrażeń i zaskoczeń.
Świetnie napisana saga, choć nie sposób w recenzji opowiedzieć Wam o losach każdego bohatera, zepsułabym Wam niespodziankę.

Trochę obawiałam się klątwy drugiego tomu, ale autorka mocno mnie zaskoczyła i sprawiła, że jest znacznie lepszy niż pierwszy! Nie brakuje zagadek, trupów, donoszenia, podsłuchiwania, rodzących się uczuć, ale i błędów. A wszystko to na tle wydarzeń historycznych jak pierwsze powojenne wybory, śmierć Stalina, poruszone zostały też tematy społeczno-obyczajowe: kościół solą w oku władzy ludowej czy propagowanie pracy na rzecz socjalizmu. 
 
 
Podsumowując - "Łąki kwitnące purpurą" to powieść wciągająca, wielokrotnie trzymająca w napięciu, pokazująca nadzieje, marzenia, dramaty i zaskakujące decyzje bohaterów. Często los poddawał ich próbom, ale wtedy wykazywali jedność rodzinną. Historia tocząca się w najmłodszej dzielnicy Krakowa jest pełna uporu, wytrwałości, zazdrości, oczekiwań, ale i zdrad, czy nowych związków. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
 
"Cień burzowych chmur"
"Łąki kwitnące purpurą"
"Drzewa szumiące nadzieją"
"Szarość miejskich mgieł"
"Powiew ciepłego wiatru"




Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki 
 

niedziela, 30 maja 2021

Monika Orłowska "Adam i Ewy"


 
 
 
Autor: Monika Orłowska
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2012
Liczba stron: 236





Niewielkich rozmiarów książka Moniki Orłowskiej od dawna zasilała moją biblioteczkę, ale nie kusiło mnie by ją przeczytać. Opis chyba nie przemówił do mnie na tyle, aby zagłębić się w rodzinne tajemnice i poznać odpowiedzi. Aż do teraz...

Ewa ma trzydzieści dziewięć lat i nie jest do końca spełnioną kobietą. Wykształcona pani tłumacz o ugruntowanej pozycji zawodowej musiała nagle zrezygnować z kariery i marzeń, bowiem... zakochała się. I to już kilka lat temu, ale dopiero teraz utknęła w nieswoim mieszkaniu na dobre...

Adam rozkochał ją w sobie, jednak nie wiedziała jaki pakiet dostaje wraz z tą miłością... Po pierwsze status tej drugiej, bowiem pierwsza żona nie żyje, też zresztą Ewa. Po drugie - razem z Adamem w jej życiu pojawiają się pasierbica (tak, też Ewa - o, zgrozo!) oraz teściowa. Początkowo nieinwazyjnie mieszkająca w centrum Krakowa, ale z czasem i po dwóch udarach byli zmuszeni zamieszkać z nią. Z żalem pożegnała Gran Canarię.

Teraz jest podwójną matką (ma z Adamem czteroletnią obecnie Karolinkę), opiekunką do matki męża, kucharką, sprzątaczką a on wciąż w delegacjach, jest bowiem specjalistą od złóż metali. Bywając w domu raz na sześć tygodni nie zauważa problemów rodziny. Winą o gorsze samopoczucie matki obarcza żonę. Nie przejmuje się stosunkiem córki do macochy. 

Jakie bajery kryją się u Bajerów? Znikające z konta duże sumy pieniędzy, które szokują Ewę, wychodzące na jaw tajemnicze okoliczności śmierci Pierwszej, telefony od męża z dziwnych miejsc... 

"Bomba" wybucha w szczególnym dla niej dniu...


Książka mocno mnie irytowała. Nudziła i denerwowała. Trudny i ciężki styl, brak rozdziałów, niewiele ciekawych wydarzeń i tylko chęć odkrycia tajemnic pozwoliła mi dotrwać do końca. Dość zaskakującego zresztą. Szkoda, że autorka nie wyjawiła jaką decyzję finalnie podjęła bohaterka.

Owszem, lektura nie jest całkowicie bezwartościowa - porusza bowiem wątek przemocy domowej, opieki nad osobą całkowicie zależną od innych, byciu półsierotą czy macochą; jest też spojrzenie czterolatki na wiele spraw, przyjaźń starszych pań i wspomnienie tego, co się miało a bezpowrotnie minęło.
 
 
Podsumowując - "Adam i Ewy" to historia o prawdzie, niewiadomych, śmierci, marzeniach, żałobie, szczęściu małżeńskim czy właściwym miejscu na ziemi. Pojawiły się też emocje jak żal, ból czy nienawiść oraz smutek po utracie bliskich. Sami musicie podjąć decyzję czy chcecie sięgnąć po losy rodziny Bajerów mieszkającej przy ulicy Zamenhofa w Krakowie.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki

piątek, 25 września 2020

Lucyna Olejniczak "Wypadek na ulicy Starowiślnej"

 
 
 
 
Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2019
Liczba stron: 240
 
 
 
 
 
Lucyna Olejniczak rozkochała mnie w swojej twórczości dzięki serii 'Kobiety z ulicy Grodzkiej'. Niewątpliwym plusem jej powieści jest akcja osadzona w mieście, w którym obie mieszkamy, czyli w Krakowie, teraźniejszym lub z przeszłości. Czy "Wypadek na ulicy Starowiślnej" pozostanie na długo w mej pamięci?
 
Lucyna mieszka w Nowej Hucie, ma dorosłe dzieci a mąż nie żyje od wielu lat. Przeglądając "Dziennik" natrafia na rubrykę 'W Krakowie przed stu laty', gdzie znajduje notatkę z 1900 roku dotyczącą pożaru na ulicy Starowiślnej. Dla innych osób notka byłaby zupełnie niezauważalna, lecz Lucyna dostrzegła w niej znajome nazwisko - Teodor Henzelmann. Jej pradziadek był jednym ze strażaków spieszących do pożaru a gdy wóz uległ wypadkowi, został poszkodowany. 

Bohaterka poruszona jego losami postanawia dowiedzieć się o swoim przodku jak najwięcej. Magda i Tomek - jej dzieci - gorąco namawiają matkę, by napisała o pradziadku książkę. Tylko czy uda jej zdobyć wystarczającą ilość materiału? Dzielnie jednak zabiera się do pracy, odnajdując nie tylko zdjęcia czy listy, ale również towarzystwo sympatycznego mężczyzny o intrygującym spojrzeniu. Dziennikarz stara się pomóc w poszukiwaniach strażaka z przeszłości, ale czy wspólne "śledztwo" przyniesie lepsze rezultaty? Czy Lucyna napisze książkę? 


Lucyna Olejniczak jak zawsze wyśmienicie oddała klimat z lat, gdy żył Teodor Henzelmann - dorożki, tramwaje konne, sienniki i jazda pociągiem do Mogiły. Głupie zabawy dzieci przeplatają się z problemami dorosłych, żałobą, tęsknotą i biedą. Bohaterka próbując wczuć się w najbliższych pradziadka stara się ich oczami opisać dzień wypadku - co wtedy robili, gdzie byli, w jaki sposób dowiedzieli się o nieszczęściu. Zabieg ten sprawia, że poznajemy szerszą perspektywę i postrzeganie faktów w zależności od wieku narratora.
 
Niestety chcąc napisać szczerą recenzję muszę stwierdzić, że ta książka mocno mnie rozczarowała. Podczas lektury czułam się wręcz zmęczona, nie pasował mi ani język, ani bohaterowie i wydarzenia wokół nich. Bardzo żałuję, bo w poszukiwaniach przodka tkwił ogromny potencjał. Niewiele tutaj konkretów w głównym temacie, wątki poboczne też dość rozmyte. Chwilami miałam wrażenie, że pisała tę powieść zupełnie inna Lucyna Olejniczak niż moje ukochane 'Kobiety z ulicy Grodzkiej'. Szkoda...


Podsumowując - "Wypadek na ulicy Starowiślnej" to opowieść o poszukiwaniach, zauroczeniach, sprawianiu radości starszym i samotnym osobom, o miłości zaborczej i zazdrosnej a także o nieszczęściu, biedzie, zbyt szybko podejmowanym decyzjom. Historia o tchórzostwie, rozczarowaniu, igraniu życiem innych. Dla mnie niestety bez fajerwerków, ale może Wam przypadnie do gustu.



 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 

czwartek, 19 grudnia 2019

Joanna Opiat-Bojarska "Blogostan"





Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2012
Liczba stron: 308




Obecne czasy charakteryzują się ucieczką w świat wirtualny. Częściej przebywamy w Internecie śledząc znajomych na Fejsbukach, Instagramach czy Łotsapach niż spotykamy się z nimi w rzeczywistości. W sieci jest łatwiej, bardziej bezproblemowo, anonimowo - możemy ukryć się pod dowolną maską, niekoniecznie prawdziwą.

W taki właśnie świat wkracza Sylwia, która dwa lata wcześniej skończyła studia, teraz rozpoczyna pracę jako agent nieruchomości a prywatnie zakłada bloga, by móc nagromadzone emocje wyrażać pisząc kolejne posty. Opisuje swoich współpracowników; szefa, który wciąż zalega z pensją; problemy z chłopakiem Patrykiem oraz rozterki dotyczące miłości w wieku dojrzałym. Tematów dostarczają jej kolejne dni, ale sporo wnosi jej własna rodzina: mama się zakochała a na jaw wychodzą tajemnice ojca, którego Sylwia nawet nie pamięta. Miała niespełna rok, gdy została z mamą sama a okoliczności zniknięcia taty były przez wiele lat owiane tajemnicą.

Sylwia wciąż ma o czym pisać, jednak pasja przerodziła się w obsesję. Nie potrafi racjonalnie myśleć, jej umysł cały czas podąża ku blogowi. Cały czas potrzebuje dostępu do Internetu, by móc odczytywać komentarze oraz maile. Realny świat przestaje mieć takie znaczenie, jak to, czy ludzie zareagowali na jej słowa... Straszne!

Byłam negatywnie zaskoczona jej podejściem do związku z Patrykiem, jej niezrozumieniem jego zachowania, tym jak dawała się wykorzystywać, sobą pomiatać, jak mu usługiwała i biegła na każde kiwnięcie palcem, gdy on marzył o łóżkowych szaleństwach. Bohaterka zupełnie nie myślała o drugim dnie tej sytuacji.

Mimo że to powieść sprzed kilku lat, autorka doskonale opisała blogosferę. Zwróciła uwagę na to, że ludzie noszą maski, które czasem mylą innych co do tego, co skrywają. Wskazała fakt, że od wirtualnego świata łatwo się uzależnić, wpaść w szpony nałogu jest łatwo, wydostać się trudniej. Takie przywiązanie do bloga działa jak dostęp do tlenu, kiedy go nie ma, człowiek nie ma czym oddychać.

Książkę czyta dobrze i szybko, to taka lekka i przyjemna lektura, choć nafaszerowana tajemnicami, zagadkami oraz oszustwami. Fabuła przeplatana jest wpisami z bloga Sylwii oraz licznymi komentarzami czy mailami. Nie brakuje intrygujących momentów oraz niespodziewanego finału.

Podsumowując - "Blogostan" to historia o wirtualnym świecie, ale poruszająca jak najbardziej realne problemy. Rozterki młodej kobiety poszukującej szczęścia przeplatają się z krótkimi historiami życia czytelników jej bloga a wszystko to w świecie pełnym iluzji, który stworzyła sobie bohaterka. Jest to opowieść o osiąganiu sukcesu, niespodziewanych członkach rodziny, zdradzie, toksycznych związkach i kłamstwach. Polecam na wieczorne odprężenie.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 3, 52 książki

czwartek, 5 września 2019

Edyta Świętek "Cień burzowych chmur"





Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 352
Seria: Spacer Aleją Róż tom 1










Seria 'Spacer Aleją Róż' krakowskiej pisarki Edyty Świętek, to mój mocny wyrzut sumienia i choć wielu chwaliło, namawiało, musiał nadejść czas, że sama poczułam - to teraz! I sięgnęłam po pierwszy tom - "Cień burzowych chmur", który przeniósł mnie w czasie...

Rok 1949, wieś Pawlice // rok 1950, Nowa Huta / Kraków
Najstarszy z szóstki rodzeństwa, Bronek Szymczak, ma dopiero dwadzieścia cztery lata, ale w zastępstwie nieżyjącego ojca, martwi się o los rodziny. Wprawdzie są dość zamożni, ale władza ludowa wciąż rzuca kłody pod nogi, do tego swoje 'trzy grosze' dorzuca Bartek Marczyk i już nieszczęście gotowe. Kolektywizacja odebrała Szymczakom ziemię a Marczyk godność i cnotę Szymczakównom. By uniknąć zemsty oraz gorszych zniewag, załamany Bronek podejmuje decyzję o wyjeździe do Mogiły, gdzie budowany jest kombinat metalurgiczny oraz osiedla Nowej Huty.

W pocie czoła Bronek kładzie cegłę na cegle, stara się nie myśleć o tęsknocie za rodziną. Poza pracą zwiedza Kraków, chodzi do kina, ratuje z opresji piękne panny. Ale jest też wiele smutków w życiu młodego mężczyzny, tak jakby jego rodzina zbyt mało jeszcze straciła...
Naprzemiennie z wydarzeniami krakowskimi opisane są te z Pawlic. Niestety, żadne nie są pozytywne. Nawet jeśli ktoś się zakochuje pierwszą i piękną miłością, pojawia się ktoś, kto to zniszczy i doprowadzi do upadku. Jeśli komuś zbyt dobrze się powodzi, pokombinuje z prawem albo przekupi kogo trzeba, by wyszło na jego. A najlepiej to mieć rodzinę obsadzoną na właściwych stanowiskach.

"Cień burzowych chmur" pokazał mi przede wszystkim Kraków, którego nie miałam okazji poznać osobiście. Spacerowałam Aleją Róż wielokrotnie, ale nie w czasach równoległych bohaterom. Dlatego ta opowieść zachwyciła mnie opisami budowania Nowej Huty od podstaw; podobały mi się dowcipy polityczne, które opowiadali robotnicy; informacje o znaleziskach archeologicznych z terenu Nowej Huty i Pleszowa. 

Autorka zawarła w swej książce również wątek wolności Cyganów, sporo miejsca poświęciła troskom i urokom macierzyństwa oraz by przedstawić tło polityczno-społeczne, czyli ubiory z tamtego okresu, działania władzy ludowej oraz propagandę. Pokazała niewinność niemowląt, reformę walutową, bezgraniczną radość oraz poczucie bezpieczeństwa.
Bardzo odpowiada mi styl Edyty Świętek, sposób w jaki prowadzi fabułę i dialogi, intrygi, niespełnione uczucia i odkrywanie własnych błędów. Już po lekturze pierwszego tomu widać ogromny potencjał serii!


Podsumowując - "Cień burzowych chmur" opowiada o zazdrości, która popycha do niecnych celów, poczuciu wyższości, gwałtach, rubieżach, samotnym macierzyństwie oraz spędzaniu płodu. Emocji jest tutaj ogrom, tęsknota za domem i bliskimi, przywiązanie do ojcowizny, zwątpienie, miłość oraz rada, by nie ulegać przeciwnościom losu. Jak dobrze, że wreszcie sięgnęłam po serię :) Tom drugi czeka na półce, reszty na chwilę obecną brak...
Ale nie należy się tym zrażać! Powieść polecam wszystkim fanom sag, Krakowa oraz fabuły osadzonej w czasach powojennych.




"Cień burzowych chmur"
"Łąki kwitnące purpurą"
"Drzewa szumiące nadzieją"
"Szarość miejskich mgieł"
"Powiew ciepłego wiatru"




Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


niedziela, 16 czerwca 2019

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Szósty" // "Szósty po latach"





Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Replika // Novae Res
Data wydania: 2012 // 2018
Liczba stron: 332 // 384










Z twórczością 'dilerki emocji' jaką jest określana Agnieszka Lingas-Łoniewska spotkałam się już kilkanaście razy. Były to zarówno powieści obyczajowe jak i thrillery czy kryminały z nutką romansu. Elementem, który niezmiennie zaskakuje jest finał, nigdy nie jest pewne jaki będzie... Dowód? Wydany kilka lat temu "Szósty" doczekał się nowego zakończenia, które zostało dopisane przez autorkę i po drobnych poprawkach całość wydano ponownie, jako "Szósty po latach". Który finał podobał mi się bardziej?

"... życie jest zbyt kruche i ulotne, aby marnować je na nic nie wartą ułudę." *

Inspektor Marcin Langer jest szefem Śląskiej Grupy Śledczej, która zajmuje się najcięższymi przestępstwami. Od kilku lat tkwi w związku z Angelą, jednak nie do końca chce z nią związać swoją przyszłość. Czy ma to związek z powtarzającymi się od lat snami z nieznajomą dziewczyną w roli głównej? Czy Marcin przypomni sobie pewne wydarzenia z przeszłości i powiąże je z tym, co się dzieje?

Gdy na Śląsku dochodzi do trzeciego już porwania zielonookiej blondynki Langer włącza do sprawy przysłaną z centrali profilerkę - Alicję Szymczak. Ich spotkanie jest niezwykle dziwne... Oboje są w szoku, mają wrażenie, iż już się znają... Przeskakują między nimi iskry i sami nie do końca kontrolują emocje. Czy uczucie w pracy, na dodatek w policji ma szansę przetrwać, zwłaszcza że tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą?

Wszystkie odnalezione na Śląsku ofiary były gwałcone, szóstego dnia mordowane a ich ciała były umyte i podrzucane w różne miejsca. Jednak policja nie może trafić na żaden ślad mordercy, któremu z uwagi na okoliczności nadano pseudonim 'Szósty'. Dlaczego tak trudno go schwytać? Czyżby był idealnie przygotowany, by nie wpadli na jego trop? Ile jeszcze kobiet zginie? Co myślały i czuły, gdy leżały w jego kryjówce?

Dowiecie się tego z rozdziałów napisanych z ich perspektywy, zaś fragmenty z punktu widzenia mordercy odkrywają nam jego myśli i powody, dla których prowadzi swoją krucjatę. Teoretycznie autorka 'wskazuje' nam tego mężczyznę, jednym zdaniem podpowiada w jakim środowisku należy go szukać... Ale tak naprawdę wcale nie jest łatwiej, źle typowałam winnego a kolejne analizy poszczególnych osób i odrzucanie ich jako potencjalnych morderców nakręcało moją spiralę dobrej zabawy i poziomu zaintrygowania.

"Przeszłość zawsze nas dopada. Bo tak naprawdę nigdy nas nie opuściła." **

Agnieszka Lingas-Łoniewska jak zawsze świetnie potrafi rozbudzić, opisana historia nie pozwala zasnąć czy odłożyć książki w dowolnym momencie. Bardzo szybko przeczytałam ten kryminał denerwując się pierwotnym zakończeniem... Na szczęście mogłam poznać nowy finał, czyli dopisaną po latach fabułę dotyczącą wydarzeń rozgrywających się szesnaście lat później. Początkowo nie do końca orientowałam się w tym, kto jest kim, bowiem pojawiły się nowe postacie, ale kiedy wszystko zaczęło się łączyć... Odkrywałam przerażającą prawdę, by finalnie otrzymać wisienkę na torcie, czyli bombowe zakończenie!

Właściwie to trzon ten książki opiera się na pracy policji, która robi wszystko, by ująć seryjnego mordercę. Możemy obserwować ich pracę, analizy, poszukiwania baz danych, tworzenie profilu psychologicznego, odwiedzać kolejne miejsca odnalezienia zwłok. Jednak tuż obok, w tle toczy się przecież życie zwykłych ludzi - przyszłych ofiar, policjantów i ich rodzin... Rodzi się miłość, rodzeństwa wspierają się w trudnych chwilach, jedne kobiety marzą o ślubach a inne zostają młodymi wdowami. Szaleństwo w oczach, roziskrzony wzrok, pragnienie... - to ktoś zakochany czy noszący się z zamiarem zamordowania kogoś??


"Każdy w końcu dostanie swój rachunek." ***


Podsumowując - kryminalna historia z 'Szóstym' w roli głównej pokazuje jak bardzo zagmatwane mogą być losy ludzkie, wypełnione żalem, tęsknotą, bólem czy bezsilnością. Jak czasami pojawienie się na naszej ścieżce jednego, niekoniecznie w pełni sił umysłowych, człowieka może pokrzyżować nam plany. Jest to również opowieść o trudnych decyzjach, przeznaczeniu, pragnieniach, uczuciach, rozpaczy i wściekłości - jak przystało na 'dilerkę emocji' Agnieszka Lingas-Łoniewska nie zawiodła. Nie można przestać myśleć o tej książce...


P.S. Zdecydowanie wolę finał z "Szóstego po latach" :)




* A. Lingas-Łoniewska, "Szósty", Replika, Zakrzewo 2012, s. 154
** A. Lingas-Łoniewska, "Szósty po latach", Novae Res, Gdynia 2018, s. 353
*** Tamże, s. 377




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatyłułuj się 2, Mini Czelendż 4, 52 książki



Za wersję elektroniczną "Szóstego po latach" dziękuję Wydawnictwu Novae Res

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Natalia Nowak-Lewandowska "Głód miłości"




Autor: Natalia Nowak-Lewandowska
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 320













Każdy z nas pragnie miłości, prawda? Czasami jest łatwo – zauroczenie, wyznanie, ślub, dzieci i szczęście na lata… Czasem jednak nie ma lukru, różowych dekoracji na torcie czy codzienności usłanej różami… Już od dawna chciałam poznać twórczość Natalii Nowak-Lewandowskiej, udało się dzięki lekturze książki „Głód miłości”. Czy tytułowa miłość będzie łatwa czy trudna a głód uda się zaspokoić?

Zaczęło się niezwykle typowo… Wzięty, stanowczy i bezkompromisowy łódzki adwokat potrąca na przejściu dla pieszych młodą i piękną rudowłosą dziewczynę. Bohatersko zawozi ją do szpitala i odwiedza w trakcie leczenia kontuzji kolana. Dawid Paliszewski jest zafascynowany Martą Śliwińską. Od początku ich spojrzenia iskrzą, jednak żadne z nich nie chce pokazać uczuć, choć każde ma inne powody. Dla ostrego i konkretnego adwokata to normalne, że nie odczuwa emocji, ale lubi jasne sytuacje a ma wrażenie, że Marta kryje w sobie coś niebezpiecznego. Czy Śliwińska będzie potrafiła wyznać mu prawdę o sobie? Czy Paliszewski to zrozumie? Jak potoczą się losy tej zauroczonej sobą dwójki ludzi? Łatwo na pewno nie będzie…

Jeśli w tym momencie mojej recenzji myślicie, że „Głód miłości” to przesłodzona i typowo babska powieść o cudownej miłości oraz ‘żyli długo i szczęśliwie’… jesteście w błędzie – tak samo jak ja po początkowych stronach tej lektury. Natalia Nowak-Lewandowska zaskoczyła mnie trudną tematyką i jej bardzo mocnym akcentem w książce. To wokół choroby Marty została osnuta fabuła – karygodny stosunek matki do młodej kobiety, problemy z samoakceptacją, trudność w wyznaniu prawdy o konieczności leczenia i stanach lękowych a przede wszystkim podejmowanie trudnych decyzji w kwestii miłości i związku. Nieracjonalne zachowania Śliwińskiej i niespodziewane reakcje są różnie odbierane przez otoczenie, ponieważ to co nieznane nas przeraża a czasami nawet poznanie szczegółów nie powoduje, że wiemy co począć dalej.

Godni uwagi są również bohaterowie drugiego planu – zwłaszcza przyjaciele mecenasa Paliszewskiego – Alina i Grzegorz Morawscy. Dawid może zawsze liczyć na ich pomoc, o każdej porze dnia i nocy ruszą ratować go z opresji, jednocześnie mogąc liczyć na to samo z jego strony. A przecież sami nie ustrzegli się problemów – w pracy, ze zdrowiem a momentami nawet własnymi relacjami i oczekiwaniami wobec drugiej osoby...

Pierwsze spotkanie z pisarstwem Nowak-Lewandowskiej uważam za niezwykle udane. „Głód miłości” nie jest pozycją lekką tematycznie, choć czyta się ją przyjemnie, szybko i jest łatwa w odbiorze. Terminy medyczne nie przytłaczają, nie ma przesadnej liczby nazw leków co mogłoby powodować u czytelnika zagubienie. Wszystko to, co dotyczy choroby psychicznej bohaterki jest napisane w przystępny dla laika sposób. Autorka postawiła na tej samej drodze dwie, jakże różne postacie – z jednej strony zagubiona i wciąż kontrolowana przez matkę dwudziestotrzyletnia Marta, która nie wyobraża sobie że ktoś mógłby chcieć z nią być na zawsze… Kto mógłby ją kochać, przytulać, otaczać opieką i czułością. Wciąż słyszała tylko słowa pogardliwe i pełne rozczarowania. Zaś na końcu tej drogi stoi trzydziestopięcioletni adwokat, człowiek z pozycją, pieniędzmi, o którego podstawowe potrzeby dba wynajęta pomoc domowa. Przez lata twardy, opanowany i nieprzystępny. Czy będzie potrafił zmierzyć się z chorobą ukochanej? W jaki sposób zakończą się jego rozterki?

Bardzo realni bohaterowie i niezwykle rzeczywiste problemy z jakimi muszą się zmagać sprawiały, że z dużym zaangażowaniem śledziłam kolejne wydarzenia. Wciąż byłam zaskakiwana i angażowałam się w to, co Nowak-Lewandowska przygotowała dla swych postaci. Wzrusza, uczy i intryguje a do tego wywołuje całą gamę emocji. Czego chcieć więcej?!

Podsumowując - „Głód miłości” jest historią o niestabilności, odrzuceniu, ukrywaniu choroby a jednocześnie pragnieniu akceptacji i miłości. To opowieść o trudach związków, nieszczerości, problemach finansowych oraz braku wiary w siebie. Autorka zwraca naszą uwagę na fakt, iż każdy z nas potrzebuje wsparcia – w sprawach błahych i ważnych. Nie chowajmy urazy, nie patrzmy wstecz, ale skupmy się na wyjaśnieniu tajemnic, bądźmy cierpliwi i dążmy do lepszego jutra pokonując przeszkody.



P.S. Osobistym i miłym akcentem dla mnie było wykorzystanie w powieści mojego panieńskiego nazwiska :)



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 18 września 2017

Janet Cherrie "Córka Fanny Hill"




Autor: Janet Cherrie
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 320










Zakazany owoc smakuje najlepiej i dlatego śmiem przypuszczać, że mimo iż w większości domów książki zabarwione erotyką nie są zapewne ustawiane w widocznym miejscu biblioteczek, to i tak prędzej czy później latorośle do nich dotrą. Mam rację?
Pamiętam, że razem z bratem znaleźliśmy taką "skrytkę" i przeczytaliśmy wszystko co w niej było między innymi "Pamiętniki Fanny Hill". Nie wiem ile miałam wtedy lat, ale to był mój pierwszy erotyk. Choć nie potrafię po latach nakreślić zupełnie fabuły to w moim umyśle pozostało wspomnienie mocno zaczerwienionych policzków.

Dlatego zaintrygowała mnie "Córka Fanny Hill" wydana przez Replikę. Byłam ogromnie ciekawa jak po tak długim czasie odbiorę historię córki słynnej literackiej kurtyzany.

XVIII wiek, Anglia
Laura Hill bardzo szybko została sierotą. Już mając pięć lat wychowywała się u stryja w Liverpoolu a po jego śmierci - już jako dwudziestotrzyletnia dziewczyna - wyjechała do kuzyna do Farlow's Mills. George ma trzydzieści osiem lat i samotnie wychowuje syna - Henry'ego. Chcąc przygotować go do prowadzenia firmy prosi Laurę, by nauczyła go rachunków. Tylko czy dziewczyna będzie potrafiła wyzbyć się myśli o seksualności w obecności młodzieńca?

Pobyt na wsi sprzyja spacerom, podglądaniu schadzek, ale również pozwala na rozwijanie pasji jaką jest alchemia. Laura ma sprecyzowane plany co do stworzenia wynalazku życia, jednak wcześniej musi pomóc kuzynowi w zdobyciu koncesji na handel z Indiami. Do czego się posuną, by to osiągnąć? Na czym będzie polegała intryga?


Klimat osiemnastego wieku nadaje erotykowi specyficznego uroku - obok powozów, długich sukni i gorsetów są również tajemne przejścia, wyjątkowe domy uciech i jakże odmienne od obecnych relacje międzyludzkie. Prawda jest jednak taka, że Cherrie nie postarała się w kwestii  tła historyczno-społecznego. Zbyt mało wydarzeń, na których tle rozgrywałyby się losy bohaterów. Dość skąpe informacje na temat handlu z Indiami, planowanych celów wypraw morskich czy też ustroju Anglii i sytuacji jej mieszkańców.

Prawdziwej fabuły jest w książce niewiele, autorka skupiła się na erotyce a poza nią jest dość sielankowo i wydarzenia rozgrywają się w kręgu kilku osób. Dopiero pod koniec lektury pojawiają się nowe postacie, jednak nie zmienia to faktu, że powieść nie jest ani odrobinę romantyczna a prawdziwej miłości tu nie uświadczycie.
Laura opowiada nam o harcach z nauczycielem, potem o uciechach w samym Farlow's - swoich i nie tylko, gdyż panuje ogólna rozwiązłość. Cała książka ukazuje dość otwarte podejście do intymności, części ciała są nazywane różnorodnie - od słodkich czy wręcz śmiesznych, po potoczne i "świntuszkowate", co powoduje iż nie zawsze sceny erotyczne wywołują rumieniec, często śmieszą słownictwem lub zachowaniem bohaterów. Najbardziej ujęło mnie określenie "różowy nosek myszki" :)
"Momentów" jest przecież jednak kilka lub kilkanaście (wybaczcie, ale nie liczyłam...) i nie zawsze jest słodko czy śmiesznie - zdarzają się sceny wyuzdane czy pikantne.

Na uwagę zasługuje pewna tajemnica pana domu w Farlow's Mills, która wychodząc na jaw nieźle miesza w życiu pewnych mężczyzn - zabrakło mi wyjaśnienia jak jeden z nich zareagował na nowinki... Liczyłam na dokończenie tego wątku... Zwłaszcza, że brała w nim udział zjawa.


Doskonale widać, iż akcja dzieje się wiele lat temu, ponieważ często stosowane są archaizmy - nie zawsze zresztą rozumiane przez współczesnego czytelnika. Występują też wyrazy potoczne. Słowo "chędoży", mi nie przeszkadzało, ale już na przykład wyraz "flaszka" powinien zostać chyba zastąpiony "butelką"...


Podsumowując - "Córka Fanny Hill" charakteryzuje się dużą częstotliwością miłosnych uniesień, które z kolei określiłabym jako różnorodne. To oryginalna lektura, głównie z uwagi na akcję osadzoną w osiemnastym wieku, jednak w mojej ocenie jest dość średnia. Wielbiciele literatury erotycznej nie będą zniesmaczeni, ale na ile seksualność ich zadowoli - wszystko zależy od tego czy oddadzą się lekturze dla poznania tej historii czy będą tylko porównywać do hitów gatunku.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 3 lipca 2017

Julita Strzebecka "Nakarm mnie"




Autor: Julita Strzebecka
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 336











Prosta aczkolwiek ogromnie sugestywna okładka, która nie razi feerią barw ani nie zalicza się do modnego nurtu zbliżeń twarzy. Intrygujący ON występujący w okładkowym cytacie, który wzmaga w potencjalnym czytelniku chęć odkrycia kim jest... To pierwsze odczucia podczas spotkania z debiutanckim "Nakarm mnie" Julity Strzebeckiej. Jak oceniam powieść? Zachęcam do poznania mojej opinii.

Joanna Wysocka ma trzydzieści pięć lat i piastuje stanowisko dyrektor finansowej. Pieniędzy jej nie brakuje, jednak jest sama i samotna. Mąż odszedł, znajomych brak a pracownicy firmy wolą nie wchodzić jej w drogę - nie odnosi się do nich przyjaźnie, nie darzy szacunkiem a zdarza się nawet poniżyć tego i owego jeśli czymś podpadnie.
A teraz - uwaga - będzie troszkę szokująco - bohaterka często zasypia w ubraniu, prysznic bierze nawet raz na trzy tygodnie i koniecznie potrzebuje do tego gąbki na kiju. Najczęściej higienę utrzymuje... chusteczkami nawilżającymi! A nową fryzurę przyćmiewają wyrzuty sumienia. Dlaczego? Otóż Joanna waży sto czterdzieści kilogramów. A mimo iż zdaje sobie sprawę ze swojej otyłości, nie potrafi przestać jeść i już samo posiadanie słodyczy ją cieszy. Wie, że ma dwa podbródki, czuje do siebie odrazę, brzydzi się swojego ciała, rozpacza że jest sama a w porannym ubieraniu musi pomagać jej sąsiadka... To upokarzające, ale nie ma innego sposobu. Nie pomaga nawet świadomość, że zęby są pełne plomb, chód przypomina kaczkę a otyłość prowadzi do kalectwa. Ot, patowa sytuacja. I jeszcze gdyby jadła większe porcje porządnych posiłków... Ale ona nie je, ona obżera się głównie słodkościami: chipsy, czekolady, wafelki, ptasie mleczko, cukierki toffi, chałwy, batony, pianki, pierniczki, delicje - wszystko to w ilościach hurtowych. Od samego czytania mnie mdliło!

Awaria windy i konieczność odbycie morderczej wędrówki na szóste piętro oraz kilkukrotnie omdlenia spowodowały, że Joanna znalazła się w gabinecie bariatry domagając się operacji zmniejszenia żołądka. Jako zamożna kobieta na wysokim stanowisku nie zamierza katować się ćwiczeniami i dietą. Ale czy uda jej się tego uniknąć? Czy powróci do rozmiaru czterdzieści, który nosiła jeszcze dwa lata temu? Czy wie jaki los ją czeka?


Naprzemiennie z historią pani dyrektor poznajemy szczegóły z życia dwóch mężczyzn. Wiktor jest bariatrą, który służbowe obowiązki musi godzić z jakże odmiennymi prywatnie preferencjami. Jest dwulicowy i przed niemal całym światem ukrywa prawdę o sobie. Jego kumpel - Albin - dotrzymuje mu towarzystwa podczas biegania czy gry w tenisa, ale najważniejsza jest dla Wiktora możliwość porozmawiania z kimś o swojej pasji. Albin jest bowiem feedersem. Feedersi to inaczej dokarmiacze bądź wypasacze kobiet ważących ponad sto kilogramów. Kręcą ich cellulit, fałdy i rozstępy a im więcej tłustego ciała tym feeders jest bardziej z siebie dumny. Niebawem w ich codzienność wkradnie się też Darek ze swoją feedee - Patrycją i akcja nabierze tempa. Adrenalina osiąga coraz wyższy poziom - zarówno u bohaterów jak i u czytelnika. Dlaczego? Otóż drogi Joanny i Wiktora zaczną się krzyżować...


Julita Strzebecka zadebiutowała bardzo odważnie. Sięgnęła po ogromnie trudny - a zarazem mało znany - temat jakim jest chorobliwe obżarstwo oraz celowe tłuczenie kobiet. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z problemem, gdyż kiedy czytałam "Zielarnię nad Sekwaną" Liliany Fabisińskiej , zwróciłam uwagę na zawarty tam fragment:



Jednak to tylko wzmianka - zaś Strzebecka wnikliwie opisuje problem. Nie tylko skutki, ale również przyczyny, okoliczności i możliwości walki. Trzeba tylko chcieć...



Książka od samego początku wywołała we mnie mnóstwo emocji. Nie nudziła mnie nawet na początku. Dość szybko wniknęłam w opowieść o otyłej i nie do końca szczęśliwej kobiecie. A kiedy do fabuły zostali wprowadzeni mężczyźni z nietypowymi upodobaniami to lektura upływała mi coraz szybciej, gdyż z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam zakończenia. Niektórym bohaterom kibicowałam, inni denerwowali mnie podejmowanymi decyzjami. Wiele scen szokowało, niektóre zaś budziły odrazę (do gustu nie przypadły mi jedynie opisy dotyczące wypróżniania). Nie mogłam pojąć jak kobiety z własnej woli chcą być feedee?! Czym jest życie dla jednego celu, jakim jest zaspokojenie potrzeby feedera dotyczącej posiadania wypasanej, zdanej na jego łaskę, która otrzymuje jedynie ból czy upokorzenie, ale z drugiej strony ma czuć się kochana i adorowana?! Czy to nie jest przypadkiem poniżające? Jak pokazały bohaterki powieści - da się tak "żyć"...

Julita Strzebecka bardzo szczegółowo opisała postacie co sprawia, że doskonale wiemy co myślą, czują i z czego wynikają ich działania. To nieprawdopodobne jak ludzie potrafią sami sobie zniszczyć życie i jeszcze nie dostrzegać wyciągniętych na pomoc dłoni. Autorka pokazała jak wiele tajemnic skrywa społeczeństwo. Może gdzieś obok nas żyją Ci, których codzienność nie wygląda normalnie... Może ich zainteresowania nie są ujawniane... Może ukrywają wstydliwe pasje, żeby nie zostać przyłapani... A może komuś trzeba pomóc... Otwórzmy oczy i rozejrzyjmy się, bo możemy uratować komuś życie.

"Nakarm mnie" to naprawdę świetna książka. Aż nie do wiary, że to debiut! Podczas lektury byłam zdziwiona, zszokowana, zniesmaczona, ale czułam też złość i podziw, choć nie do końca był on pozytywny. A to chyba dowód na to, że to potrzebna pozycja na polskim rynku wydawniczym. Uważam, że Strzebecka trafiła w niszę i doskonale ją wykorzystała. To przecież powszechny problem - otyłość. Wielokrotnie niedostrzegana przez tych, którzy jej doświadczyli. Wiedzą, że jest im źle z nadprogramowymi kilogramami, ale nie mają na tyle silnej woli, by walczyć. Nie zawsze też mają kogoś bliskiego, na kogo mogą liczyć a jeśli nie daj Boże trafią na feedersa... Może lepiej na tym wielokropku zakończę myśl.


Podsumowując - powieść debiutantki jest napisana w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu nie nudzi, nie przytłacza... Chyba tylko skalą problemu. Ogromnie mnie poruszyła historia Joanny walczącej z nadwagą i z nieuczciwym bariatrą. Autorka prosto i chwilami brutalnie wprowadza czytelnika w świat ludzi otyłych - stara się zagrać na emocjach, na uczuciach i pokazać, że tym można się uporać.
Objadanie się bez umiaru kontra niecodzienny fetysz - kto będzie górą w "Nakarm mnie"? Polecam Wam ten kontrowersyjny, ale zarazem intrygujący debiut.






Książka przeczytana w ramach czerwcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce



piątek, 17 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"





Autor: Joanna Stovrag
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 14 lutego 2017
Liczba stron: 368




O moich wrażeniach dotyczących historii niezwykłej miłości Joanny mieliście już okazję czytać TUTAJ.

Nie, nie będę tu czynić żadnych porównań. To nie będzie też typowa recenzja. Ale nie mogę nie napisać o wydaniu drugim, wzbogaconym. Miałam przyjemność objąć patronatem i rekomendować książkę. Mój egzemplarz jest dodatkowo cenny - uzyskałam osobisty wpis autorki! Piękna dedykacja, oryginalna pieczątka - dziękuję :)

Ale postanowiłam Wam napisać kilka słów na ten temat drugiego spotkania z tą opowieścią. Co się zmieniło? Jak odebrałam fakty, które już znałam?
Szczerze mówiąc to nie potrafię Wam napisać szczegółowo, które konkretnie fragmenty zmieniła p. Joanna. Co wykasowała, co dopisała, co edytowała. Na pewno - jak każdy - lekturę rozpoczęłam od końca, czyli od zdjęć :) Jest ich sporo - duży plus :)
Lecz poza tym... Nie wiem. Dlaczego? Historia wciągnęła mnie tak bardzo, że zwyczajnie nie wiem... Może coś wydało mi się nieznane, ale przecież za każdym razem, gdy czytamy coś ponownie (lub oglądamy) naszą uwagę zwracają inne detale...

Rzadko czytuję książkę drugi raz. Tym razem ponownie zagłębiałam się w świat zafascynowania bohaterki - Joanny - Bałkanami, z wypiekami na twarzy. Znów udałam się z młodą dziewczyną do Sarajewa, by tam podczas stypendium naukowego poznać historię, zwyczaje i język. Wraz z nią zwiedzałam miasto, spotykałam ludzi. Przeżywałam też chwilę, gdy pojawił się błysk - miłość, która jeszcze wtedy nie przypuszczała, co ją czeka... Wraz z Joanną drżałam o życie Seja, próbowałam każdej możliwej ścieżki kontaktu z nim. Szukałam różnych znajomości, form pomocy, pakowałam kolejne paczki, starałam się z mozołem uzyskać połączenie z oblężonym miastem. Znów cierpiałam, denerwowałam się, kibicowałam. Ileż sił ją to kosztowało...

Każdy ślub autorki (było ich przecież więcej niż jeden :)),
każda tragiczna wiadomość o czyjejś śmierci,
każdy ślad po kuli,
każda wzmianka o tym co ludzie jedli, jak żyli, jak starali się to przetrwać,
każdy ocalały...
Wszystko to wywoływało we mnie emocje. Chwilami skrajne, bo od uśmiechu aż po łzy. Choć zapewne dziwicie się teraz, gdzie w tej wojennej zawierusze miejsce na śmiech...

Jakie to szczęście, że znam finał. Że wiem jak potoczyły się losy bohaterów. Nie musiałam obgryzać paznokci, pić hektolitrów kawy, której nie lubię przecież... Z pozornym tylko spokojem zmierzałam do końca, nie drżąc co się wydarzy.
Z każdej kartki płyną słowa, które już na spokojnie, po śmierci Waldemara Milewicza (który nakręcił film o tej bałkańskiej miłości), spisała Joanna.
Jest w nich miłość,
                                  emocje,
                                               strach,
                                                           złość,
                                                                     żal,
                                                                           radość
                                                                                      i euforia.
Więcej się już nie da zawrzeć w "Chwili na miłość"!  Serio!


Wzruszenie, nerwy i podziw - to chyba trzy słowa, którymi mogę opisać swoje wrażenia po ponownym przeczytaniu książki. Choć prawda jest taka, że trudno jest opisać to, co czułam. Najlepiej zwyczajnie sami sięgnijcie i poznajcie historię miłości, której ja mogę tylko pozazdrościć.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce i


sobota, 30 stycznia 2016

Marta Obuch "Szajba na peronie 5"




Autor: Marta Obuch
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 268












Wielokrotnie czytałam w blogosferze o twórczości Marty Obuch i były to w większości głosy pozytywne, chwalące książki i styl autorki. Postanowiłam więc zweryfikować te opinie i na własnej skórze przetestować "obuchomanię". O jej rezultatach przeczytacie poniżej.

Zofia Haba jest rozsądną, stateczną i inteligentną czterdziestoletnią panią doktor na wydziale literatury współczesnej. Wyszła za mąż za egoistę i lenia Oskara a ich uczucie przygniotły pieluchy. Oskar znikał, ona zajmowała się domem i studiami co spowodowało, że pojawił się stres i problemy z tarczycą, co z kolei poskutkowało znacznym przyrostem wagi. Teraz Zosia jest rok po rozwodzie, ale czuje się stara, gruba, zraniona, rozczarowana i na dodatek samotna... bo przecież każdy potrzebuje miłości, czułości i bliskości drugiego człowieka... nawet jeśli waży ciut więcej, prawda? Niestety Zośka nie dostrzega maślanych oczu swojego asystenta Mirka Mędrzyckiego... A może dostrzega, tylko celowo nie dopuszcza tego do siebie i maskuje chłodem i ciętymi ripostami. Kobieta marzy o tym, by znów być młodą, piękną a przede wszystkim szczupłą... Nawet nie przypuszcza, że wystarczy wino z rocznika 1929 (muszę takiego koniecznie poszukać :P), uporek na peronie piątym katowickiego dworca (który nieodmiennie skojarzył mi się z Harrym Potterem, był równie wyjątkowy i miał swoje prawa) i wypowiedziane życzenie, by wraz z Danką (młodszą siostrą) i Mirkiem przenieść się w czasie...

Tym oto sposobem cała trójka pokaże nam życie Katowic lat dwudziestych XX wieku. Okaże się, że nasza szanowana pani doktor jest Czarną Zośką - szefową szajki rabusiów, która najpierw typuje i uwodzi a później okrada, głównie Niemców. Jak bohaterowie odnajdą się w nowej rzeczywistości? Czy odczują brak wynalazków techniki, które zostawili w starym życiu? Czy Zośka i Danka będą zadowolone ze swoich odmienionych ciał? Jakie przygody czekają ich w przeszłości?

Swoją rozległą wiedzą dotyczącą historii rodziny oraz Katowic doskonale popisała się Danka, której notatki miały im pomóc w kolejnym "skoku" bandy Czarnej Zośki. Tym razem wzięły za cel złoto Diebla - ich prapraprastryj jako burmistrz miasta okradł miejską kasę a potem uciekł za ocean. Siostry zamierzają rozwikłać rodzinne tajemnice a przy okazji odnaleźć skarb. Jednak nie będzie to takie proste, ponieważ sprawy lubią się komplikować, gdy pojawia się wiele ciekawych osobistości: Edyta i Oskar, pani Adela a także Grześ - wielbiciel Danki, ciężarna świnia i jork o wdzięcznym imieniu Goliat. Co łączy te jakże różne postacie? Czy bohaterom uda się rozwiązać zagadkę sprzed lat? Jakie znaczenie miała słoma w bucie a cegła w majtkach? Jak zareagowali ludzie z dwudziestolecia na tekst Zosi wypowiedziany do Mirka, by "pokazał ptaszka"? Do czego pani Adela użyła tampon? Dlaczego telefon komórkowy służy do odczyniania czarów?

Podziemne korytarze pod miastem, remonty kamienic, zniknięcie portiera, ukryte w listach wskazówki, szkatułka z niezwykłą zawartością, ślady stóp czy mikstury usypiające - to wszystko składa się w większym lub mniejszym stopniu na fabułę książki. Ta komedia kryminalna miała bawić, śmieszyć i odprężać. Autorka postarała się o ciekawą historię, którą ubarwiła boskimi humorystycznymi tekstami, ciętymi ripostami a niekiedy niezwykłymi radami (kilka cytatów na końcu recenzji, co jak wiecie rzadko się u mnie zdarza, bo nie lubię ich w recenzjach). W moim odczuciu książka jest dobra, ale bez fajerwerków, bo mimo że uśmiechałam się przy gagach. Nie poczułam uwielbienia dla lektury, a wręcz zdarzyło mi się przy niej zasnąć (i nie było to późną nocą ale w godzinach popołudniowych), chwilami była nudna a zbitek zdań czy połączenia akapitów zupełnie przypadkowe. Niektóre wątki uważam wręcz za zbędne z uwagi na brak ich kontynuacji czy jakiegokolwiek zakończenia. A finał całej historii? Ja czuję niedosyt, uważam że sporo mu brakuje, bym mogła go nazwać idealnym i już nie chodzi mi o fakt, że niejako zawisł w próżni... Jakoś tak za szybko i za mało... zbyt płytko został potraktowany. Sprawa złota, szkatułki, byłych małżonków... Niestety ta książka nie zapadnie mi na długo w pamięć a szkoda, bo potencjał ma ogromny a i humorem powala... Ale widać nie każdy autor nadaje na podobnych falach do moich... Może jeszcze kiedyś dam autorce szansę...



W związku z tym, że czytałam książkę w formie elektronicznej nie podam stron z których pochodzą cytaty, ale wszystkie są z niniejszej pozycji:

"Naukowcy źle znoszą światło dzienne"
"Bez miłości zawsze żyje się tylko prawie"
"Czasem najlepsze wyjście to wyjście na kawę"
"Mężczyźni słuchają najczęściej tylko przez pierwszą i drugą minutę kobiecego gadania"
"...ustawić się jak Britney Spears do foto: biust do góry, warga w dół a rozum do kosza"
"Zdolnością adaptacji do trudnych warunków Danka Haba przerastała nawet bakterie beztlenowe"
"... jeśli chodzi o operacje plastyczne, z twojej pensji stać cię tylko na wenflon..."



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...