sobota, 20 sierpnia 2011

Między słowami czyli Sin City...

Ten post jest odpowiedzią na ogłoszone Candy Mimochodem



15 sierpnia. Święto państwowe i kościelne, a co się z tym wiąże wszystko co żywe zamknięte. Naród świętuje, grilluje i jak przystało na sierpień pije bez umiaru.
My także postanowiliśmy iść z postępem, czasem i osiągnięciami i zaprosiliśmy znajomych na grilla do naszego dość zachwaszczonego Kju. Jako, że postanowiłam przy okazji dać upust swoim kulinarnym pasjom postanowiłam, oprócz zwykłej kiełbachy, zaserwować inne wymyślne dania. Mianowicie postanowiłam upiec placek. Wiem, dla niektórych to jest zwykła rzecz. Dla mnie nie jest. Umiem piec tylko jeden i ten właśnie miał się pojawić na grillowym stole.
AAAAAAby upiec placek... należy posiadać określone w przepisie składniki. Takim podstawowym jest mąka. Nie miałam mąki.

- Osobisty błagam Cię przypomnij mi, żeby kupić kilo maki!- prosiłam w niedzielę (!) moje życiowe (nie)szczęście ;)
- Dobra, niech Ci będzie- odpowiedział z dość mało wyraźnym entuzjazmem - a co będziesz z niej robić? Nie słyszałem o metodzie wsypywania jej do kociej kuwety celem likwidacji zapachu- znając moje podejście do pieczenia nawet nie przypuszczał jakie go czeka szczęście.
- Placek upiekę.
- !!!!???? Ok masz jak w banku!- trudno mu było ukryć radość, bo placek w naszym domu to zaiste niczym na targu staroci biały kruk.
Jak przystało na niedzielę, podobnie jak większość prawdziwych katolików udaliśmy się do hipermarketu na zakupy.
- Pamiętaj! MĄKA!- Osobisty od jakiejś godziny powtarzał jak mantrę.
- Dobra, dobra, za chwilę- odpowiadałam ja, bo już jakoś odechciewało mi się piec.
- Maka...
- Ok, ok,...
- Maka, pamiętasz?
- Tak, tak...
Osobisty wiedziony jakimś wewnętrznym instynktem poleciał szukać mąki. Coś czuł, że jak sam nie dopilnuje to nici z placuszka, a doświadczenie wieloletnie mu mówiło, że jak już padło magiczne słowo to nie należy go tak zostawiać samopas...
Przytargał trzy rodzaje.
- Ta, ta, czy ta?
- Ta.
- OK.!!!- "placuszek, placuszek, placuszek tralala" podśpiewywał sobie wcale nie w duchu, powodując moją wyraźnie rosnącą agresję na myśl o pieczeniu...
Oprócz rzeczonej mąki zostały zakupione ofkors inne produkty nie tylko do naszego gospodarstwa domowego. Zwyczajowo zaopatrujemy tez moją Mamę.
Późnym wieczorem zajechaliśmy pod dom, wypakowaliśmy naszą część zakupów i poszliśmy spać.
Rano wstałam, wypiłam kawę i przystąpiłam do prac kuchennych. Postanowiłam zacząć od placka.
- Osobisty, gdzie mąka?- zapytałam przeglądając wszystkie możliwe miejsca jej ukrycia (złośliwego rzecz jasna)
- Nie wiem...- powiedział na wpół przez sen Osobisty- Leży tam...
- Gdzie?
- No tam...
- Gdzie???
- No w kuchni...
- Osobisty nie wkurzaj mnie, nie ma jej w kuchni!
- Ale jak to nie ma?
- No po prostu NIE MA!!!Może została w samochodzie. Dzwoniłam do Mamy i w jej zakupach nie było.Zejdź proszę do samochodu, może została.
- (...Grrr...) To zejdź ty...
- (...Grrr...) Nie chce mi się. Poza tym jak zejdę i wyjdę to już mi się odechce piec.

No to był argument. Osobisty mamrocząc niewybredne wyrazy ubierał się niespiesznie. Przez jego nie o końca obudzana głowę niemrawo przechodziły myśli o tym jakże ciężkim męskim życiu, w którym, żeby zjeść kawałek wytęsknionego placka, trzeba się tyle nacierpieć...
Rzeczona mąka, przedmiot licznych ludzkich zabiegów, pożądań, chęci i zaniechań, leżała sobie w ciszy i spokoju blokowego parkingu w samochodzie marki takiej to a takiej w jednorazowej sklepowej reklamówce w towarzystwie piwa marki Warka Strong... Do czasu jednak...
Osobisty od razu zauważył, że coś jest nie tak. Nie wiedział czy zasugerował mu to spory tłumek gapiów dookoła jego własnego samochodu, czy tez odłamki szkła walające się wokół...

- JASNA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) CHOLERA!!!!! TWOJA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) MĄKA!!!! NA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) NAM ONA!!!! I TAK (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) NIE BĘDZIE PEWNIE TEGO (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) PLACKA!!!

Jak się potem okazało piwo wiadomej marki, zauroczyło do tego stopnia panów przechodzących MIMOCHODEM ;) ;) ;) , że postanowili się ochłodzić. W tym celu użyli sporej lipowej gałęzi pozostałej po ścince wykonanej kiedyś tam. Kiedyś tam zaniechanie panów z zieleni miejskiej poskutkowało kolejnym rozbojem. Wszak pozostawiona samopas gałąź to po prostu kusi. Leży i kusi niczym panienka pokazująca wydekoltowane wdzięki aż prosi się o... No nie ważne.
Potem była Policja. Gapie już byli wcześniej. Świadkowie. Spisywanie. Mechanicy, którzy 15 sierpnia grillowali w świętym spokoju.
I goście, którzy przyjechali na grilla do Kju.
Zjedli oni kiełbaskę, wypieczone skrzydełka, a na deser placek...

Tak, upiekłam go.

Wszak trzeba pamiętać, aby dzień święty święcić...


Polacy to zawsze maja pecha ;) (to moja muzyczna ilustracja)

piątek, 12 sierpnia 2011

Siedem prawd... jak siedem życzeń

Przemiłe wyróźnienie dostałam od Tiny i Emocji Dziękuję dziewczyny!


Muszę teraz sprostać paru "prostym" zasadom ;)

Zasady:
1) umieścić podziękowanie i link do blogera, który przyznał nagrodę (OK) 2) skopiować i wkleić logo na swoim blogu (OK)
3) napisać o sobie 7 rzeczy (o mój bobku!)
4) nominować 16 innych blogerów (nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę) (o rany koguta aż 16?!)
5) napisać im komentarz by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji. (OK - bułeczka z masełkiem) ;)

No to jedziemy z koksem. Siedem prawd jak siedem życzeń...

ATOR! ATOR!

1) Uwielbiam wszelkiej maści dzierganki, i to naprawdę nie ma znaczenia czy mam akurat w tym kierunku zdolności czy też nie, poprostu MUSZĘ spróbować wszystkiego...

2) Uwielbiam zwierzęta i naprawdę nie ma znaczenia, ze pies to nie kot a ptak to nie pies, a rybka nie mówi. Przygarniam wszystko, w związku z tym mieszkamy w ZOO...

3) Od wielu lat staczam nierówną walkę w moim prywatnym Kju (zdrobnienie od Kew Gardens ;) ) i naprawdę nie ma znaczenia, że to ja tam niby ustalam zasady. Ostatecznie i tak chwasty są górą...

4) Kocham moje Kju, kocham moje zwierzaki i kocham moje krzyżykowanie, ale od jakiegoś czasu mam ochotę na gorrrący rrromans... z szydełkiem lub innymi drutami. Narazie podziwiam, podziwiam a w duchu mnie ssie...

5) Nie pałam miłością do prac domowych gotuję jak muszę, a niestety muszę. Gdybym miała wybór: przerzucić tonę węgla lub ugotować obiad, wybrałabym węgiel...

6) Lubię odwiedzać SH. Budzi się we mnie instynkt łowcy. Poluję, a jak się uda upolować perełkę wychodzę z miną kota, który właśnie skonsumował własnołapnie złowioną mysz...

7) Generalnie nie przepadam za galeriami handlowymi i zakupami ciuchowymi za niebotyczne kwoty, ale... gdy mnie tak wpuścić do sklepu ogrodniczego tracę zdolność logicznego rozumowania ;) Bo chcę mieć i to! I to! O! I to też! O! A to takie pięęękne... kupię sobie!Ojej a tego jeszcze nie widzialam! O! A to ta nowość o której czytałam! O! A to u Evluka widziałam (Uwielbiam Twój Ogród kobieto weź ty jak człowiek załóż blog no 'natentychmiast' byś dostała wyróżnienie od 'mnię' ;) )
No wiec tak w skrócie to o ogrodach, roślinkach i grzebaniu w ziemi to ja mogę godzinami...

Nie wiem czy uda mi się nominować aż 16 blogów, ponieważ większość z tych, które chciałabym nominować już je posiada, bądź nie życzy sobie. Kilka jednak wskażę, nie zawsze robótkowe ;)

Makro
Rzeczpospolita Futrzasta
Siwa i Kotowie
Tayton (nie mogę dodać komentarza, mam nadzieje, ze to przeczytasz)
www.robotkowebajdurzenie.blogspot.com
www.marinaduch.blogspot.com

Powinnam wybrać jeszcze 10 ale poprostu nie potrafię. Wszedzie gdzie zaglądam takie wyróznienie już jest. Jeśli jednak do któregoś z blogów w moim pasku bocznym takie wyróżnienie nie dotarło, a ja to jakoś przeoczyłam, to bardzo proszę się częstować. Na te blogi zawsze warto!

A robótkowo?

Robótkowo wykańczam pewnego UFO-ka, albo on wykańcza mnie. Szczegóły kiedyś (bo nie jestem pewna czy 'wkrótce')