Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewlija Czelebi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewlija Czelebi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Owa tłuszcza Tatarów, szybkich jak wiatr łowców nieprzyjaciela



Wczoraj Ewlija Czelebi opowiada nam o kapykułach w armii tatarskiej. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się jego opisowi krymskich ordyńców. Będzie zarówno o wyprawach wojennych, strojach jak i wypasaniu koni:

Chanowie posiadają wojsko, z którego w rzeczy samej mogą być dumni. Nie ma tam koni jucznych, taboru, spiżarni ani też kuchni, wozów, wielbłądów, karawan, armat, muszkietów, namiotów lub ładunków. Jest tam tylko osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy — samych jeźdźców, ochoczych do walki, z sahajdakami w ręku, oraz sześć albo i siedemkroć sto tysięcy koni i ogierów, podzielonych na kosze i powiązanych ze sobą ogonami. W każdym koszu, czyli co sto kroków, znajduje się kocioł zwany hoszczy  przytroczony rzemiennymi pasami do jednego konia, a także parę koni, które dźwigają zawiniętą w skóry owcze i kozie „fałszywą wędzonkę”, to znaczy uprażone jagły i ser suszony. Inne zaś zapasy żywności są im nie znane.

Owa tłuszcza Tatarów, szybkich jak wiatr łowców nieprzyjaciela, ma zwyczaj taki, iż drogę dziesięciu postoi zawsze w jeden dzień przebywa. Osobliwsza to rzecz, że nie mają przy tym żadnej paszy ani obroku, ani innej karmy dla koni. Gdy tylko bowiem z koni zsiądą, wypędzają je zaraz pod dozorem swoich chłopców w pole, te zaś, kiedy już się wytarzają, nawierzgają i wyhasają, zaczynają się paść. Jeżeli wyprawa zimową porą się zdarzy, konie wygrzebują spod śniegu trawę, czyli wyciągają i zjadają zeschłą trawę pozostałą z ubiegłego lata. Koni swoich Tatarzy jęczmieniem nie karmią, atoli gdy je do wyprawy wojennej szykują, wówczas przez czterdzieści albo i pięćdziesiąt dni nie dają im ani słomy, ani siana, jeno im na dzień cały i całą noc torby pełne jęczmienia zawieszają.

Podczas surowych zim, jakie w owych krajach bywają, Tatarzy namiotów nie używają. Związują oni rzemiennym pasem wierzchołki czterech żerdzi, zaczem grubsze ich końce w ziemię wtykają, a potem na owych żerdziach rozwieszają zdjęte z pleców wojłokowe jamurłachy swoje 300. Zrobiwszy w ten sposób coś na kształt namiotu, ścielą na śniegu czaprak z konia, a pod głowę siodło sobie podkładają. Potem odwiązują swoje szable z pochwą i sahajdak, a nawet zdejmują koszule, rozesławszy zaś je na kożuchu, układają się wszyscy do snu zupełnie nago. Rano naciągają oni te swoje płócienne koszule, czerwone i niebieskie. Kiedy zaś wstaną, zaraz ów jamurłach, u góry nad nimi jako namiot zawieszony, na końskim grzbiecie zamiast czapraka ścielą, a potem koniowi kulbakę nakładają i tę dwoma rzemieniami w dwóch miejscach przymocowują. Zaczem w oka mgnieniu koni dosiadają, a już wierzchem siedząc szablę i sahajdak przypinają sobie. Koń, raz i drugi kańczugiem smagnięty, w cwał rusza, od tego zaś na owym mrozie i koń, i sam jeździec się rozgrzewa, i tak w drogę ruszają.

Słowem, lud to przez Ałłaha umyślnie do wojen stworzony. 

niedziela, 1 sierpnia 2021

Potomkowie Abchazów, Czerkiesów i Gruzinów



Ewlija Czelebi, w typowym dla siebie gawędziarskim stylu, opowie o piechocie służącej w armii chanów krymskich, czyli tak zwanych kapyłukach. Za ilustrację posłużą modele tej formacji z gry „Ogniem i Mieczem” Wargamera:

Okrom wzmiankowanych osiemdziesięciu tysięcy wojska tatarskiego chan posiada stale przy swoim boku trzy tysiące kapykułów, którzy w Bagczesaraju tudzież w okolicznych wioskach i otarach mieszkają. To zbrojne w muszkiety wojsko przysłał był chanowi Mengli Gerejowi sułtan Bajezid Święty spośród sług Progu Szczęśliwości. W owych czasach kapykułów było równo dwanaście tysięcy, wszelako z biegiem czasu w oddziałach tych zapanowało rozprzężenie i zostało z nich niewiele ponad trzy tysiące. Mimo to ciągle się liczy, że na granicy z wrogami jest dwanaście tysięcy kapykułów krymskich. Obecnie są oni na służbie u chanów, wszakże nie są to Tatarzy, lecz potomkowie Abchazów, Czerkiesów i Gruzinów. Wobec dynastii osmańskiej nie dopuścili się oni nigdy wiarołomstwa. Dwanaście tysięcy złotych, które sułtanowie osmańscy wyruszając na wojnę posyłają chanom tatarskim jako tak zwane „ciżemkowe” przeznacza się na żołd dla tych właśnie kapykułów i pomiędzy nich też się rozdziela.


środa, 17 czerwca 2020

Ci konie mieli przednie, bystre niby prąd dunajski



Dziś fragment przepięknego opisu wjazdu poselstwa tureckiego do Wiednia w 1665 roku, autorstwa Ewliji Czelebiego. Oczywiście kronikarz ten miał niezwykły talent do ubarwiania rzeczywistości, zwłaszcza kiedy wydarzenia dotyczyły jego samego, tu jednak bardzo spodobał mi się zapisek dotyczący wyglądu tureckich wielmożów:
Później wespół z nami agowie z Budy, Egeru, Kanizsy i Ostrzyhomia – w hełmach pozłocistych z chroniącą kark siatką ze stalowych pierścieni zrobioną, w skórach tygrysich i z orlimi skrzydłami na plecach, w czapach na głowach, jakie ongiś Salih, Jahia, Gurz Ilias, Porcza i Ewrenos nosili, oraz myckach niewielkich z wypustkami, co jak żagle wyglądały. Ci konie mieli przednie, bystre niby prąd dunajski przy Demirkapu, z grzywami i ogonami henną ubarwionymi, i takież konie też luzem prowadzili; dzierżyli oni w rękach lance takie, jakie w miasteczku Kostajnicy są wyrabiane, w skórę wilczą z włosiem oprawne i proporczykami z rozmaitego jedwabiu u góry ozdobione oraz strzelby przez plecy przerzucone mieli i tak szli równo z głowami końskimi.
Kronikarz opisał całą kawalkadę, z wieloma równie przepięknie przybranymi postaciami, ale kolejne fragmenty zostawię już na inne wpisy.

niedziela, 16 czerwca 2019

To giaurzy najpoczciwsi na świecie




Ewlija Czelebi w swojej Księdze podróży opisał między innymi udział w poselstwie do Wiednia, które miało miejsce w 1665 roku. Spod jego pióra wyszła bardzo ciekawa obserwacja dotycząca austriackiej i węgierskiej wojskowości i obyczajowości, skomentowana oczywiście przez pryzmat turecki. Pozwolę sobie zacytować, bo to przedni temat na wpis:

Austriacy napadli potem na Węgrów i uczynili ich swoimi poddanymi, ale właściwie to Austriacy w porównaniu z Węgrami są niby Żydzi jacy: animuszu nie ma w nich zgoła żadnego i do walki na szable ani do jazdy na koniu się nie nadają. Muszkieterzy austriaccy jednak dobrze ze strzelb swoich strzelają (mają oni przytroczony do boku rapier, a kiedy strzelają, to opierają muszkiety na drewnianych widełkach i tak dają ognia, z ręki zaś – jak Osmanowie czynią  - nie strzelają). Kiedy zaś dają ognia, to zawsze mrużą oczy.  Mają duże czarne kapelusze, buty z długimi czubami i na wysokich obcasach a czy to zima czy lato, to nie ma mowy, by który z nich zdjął z rąk rękawice.



Co się zaś Madziarów tyczy, to choć państwo ich jest słabe, stół jednak zawsze suto zastawiony mają, a gościom wielce są radzi. Lud to rolniczy, który swą ziemię zasiewa i plony z niej potem zbiera. Jest to zaiste dzielny lud: do każdego kraju, niby ci Tatarzy, na swych rączych koniach wpadną, zaś obwieszeni są pięcioma albo i dziesięcioma strzelbami, a do tego jeszcze u pasa szable noszą. Niczym się też oni od żołnierzy naszych z pogranicza nie różnią, bo tak samo jak oni się ubierają i tak samo na kohejlanach pięknie jeźdzą, dobrze się karmią i człeka przyjezdnego ugoszczą. Jeńców swoich nie męczą, tak jak to Austriacy czynią, a szablą władają równie sprawnie co Osmanowie.

Słowem, jedni i drudzy to giaurzy, bezbożniki, ale Węgrzy to giaurzy najpoczciwsi na świecie, a czyści: nie myją oni rano twarzy swoich uryną, jak to Austriacy czynią, lecz podobnie jak Osmanowie – wodą co dzień rano swoje oblicza obmywają.