Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta I. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta I. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII


Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie, rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją [królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria Stuart, a kat pozbawił ją życia przez ścięcie 8 lutego 1587 roku.




[1] Nieco ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców -  za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s Spy Master” (London 2006). 

wtorek, 24 stycznia 2012

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. V

Nie jesteśmy w stanie doliczyć się ile razy próbowano dokonać zamachu na królową Elżbietę I. Duża w tym zasługa ‘uberszpiega’ sir Francisa Walsinghama, który przy pomocy rozgałęzionej siatki szpiegów, agentów i prowokatorów likwidował spiski zanim miały one szanse na realizacje. W źródłach możemy jednak znaleźć informacje, jakimi to metodami planowano zgładzić władczynię, poniżej kilka co lepszych przykładów:
- wysadzenie za pomocą beczek z prochem – zapewne chodzi o jakąś machinę piekielną, nie zachowały się jednak szczegóły
- zatrucie królewskiej pościeli
- zatrucie królewskich mebli – ta i powyższa metoda miała zadziałać poprzez wystawienie Elżbiety na długotrwałe działanie trucizny
- zatrucie buta lub strzemiona – to jak sądzę miało zadziałać natychmiastowo
- metodą na Księcia Orańskiego – czyli zastrzelona
- inne italskie wynalazki – to intrygujące i mocno enigmatyczne, być może chodzi jakąś formę trucizny?
Nie zdziwiłbym się, gdyby nie była to wyczerpująca lista...

niedziela, 9 października 2011

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. IV

Elżbieta I miała szczęście w nieszczęściu do niedoszłych zamachowców. Nieszczęściem był fakt, że katoliccy spiskowcy (rodzimi i zagraniczni) próbowali pozbyć się władczyni, mając nadzieję, że jej śmierć pozwoli na powrót Anglii w obręb wpływów Rzymu. Szczęściem królowej był sir Francis Walsingham, szef jej wywiadu, kontrwywiadu i tajnej policji, który za pomocą szerokiej sieci szpiegów (Kit Marlowe anyone?) dusił wszelkie spiski w zarodku. Dziś opowiastka o niedoszłym zamachu na Elżbietę, który skończył się na fazie planowania – czy raczej chwalenia się planowaniem – ale miał nader niemiłe skutki dla kilku gentelmanów.
Szlachcic z Warwickshire, niejaki Somerville (lub Somerfield) w gronie znajomych podał pomysł, ze uda się do Londynu i zastrzeli królową podczas jej przejażdżki konnej. Miał on zamiar podjechać do królowej i zastrzelić ją z swojego dagga (pistoletu). Chwaląc się pomysłem miał też powiedzieć, że ma nadzieję ujrzeć głowę królowej nabitą na pikę, jest ona albowiem wężem i żmiją [nie był chyba najlepszym ofiologiem). Jak się zdaje niedoszły zamachowiec nie miał zbyt równo pod sufitem, przechwalając się pomysłem w dosyć szerokim gronie. Jakiś usłużny doniósł o całej aferze jednemu z psów gończych sir Francisa i szlachcic, a na dokładkę jego teść a także kapelan, trafili do lochu. W trybie przyśpieszonym skazano ich na karę śmierci. Sommervile/Somerfield jednak na szafot nie trafił, znaleziono go bowiem powieszonego w celi. Co prawda zarzekał się wcześniej, że pomysł był wyłącznie jego autorstwa i że nie reprezentował większej grupy, jeden z agentów Walsinghama podał teorię, że to nieznani wspólnicy Sommervile’a pozbyli się go w obawie przed wsypą. Cała ta afera okazała się więc w sumie nader tragiczną farsą…