Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna smoleńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna smoleńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXII



W kąciku recenzji pora odkurzyć nieco starszych tomów. W ciągu kilku najbliższych tygodni postaram się zamieszczać przynajmniej raz w tygodniu recenzję książek wydanych jeszcze w XX czy na początku XXI wieku, które z różnych względów chciałbym przybliżyć (lub odradzić!) na blogu. W dzisiejszej odsłonie wydana po raz pierwszy w 2001 roku praca profesora Dariusza Kupisza Smoleńsk 1632-1634. W 2017 roku ukazał się wersja poprawiona i rozszerzona, dodatkowo z inną okładką, przy recenzji posłużę się jednak wchodzącym w skład moich zbiorów egzemplarzem z pierwszego wydania.

Zaczniemy jak zwykle od opisu poszczególnych rozdziałów, by później dodać nieco komentarzy z punktu widzenia czytelnika. Po krótkim wstępie omawiającym dostępną bazę źródłową, przechodzimy do siedmiu rozdziałów. W pierwszym autor omawia teren na których przyszło toczyć „wojnę smoleńską” – zarówno warunki naturalne jak i samą twierdzę Smoleńsk, wokół której koncentrowały się walki. W rozdziale drugim zapoznajemy się z genezą konfliktu, od XV wieku aż do przedednia wybuchu nowej wojny. Kolejny rozdział to przygotowania obydwu stron. Mamy tu więc moskiewskie zaciągi na Zachodzie, budowę jednostek sołdackich i rajtarii, ale i problemy na łonie dowództwa moskiewskiego. Druga część rozdziału dotyczy wojsk litewskich przygotowujących się do obrony Smoleńska i twierdz nadgranicznych, a także przedstawienie głównych dowódców – Sapiehy, Radziwiłła i Gosiewskiego. Następny rozdział poświęcony jest samemu oblężeniu Smoleńska przez armię Szeina, ale i działaniom oddziałów litewskich Radziwiłła w okolicach twierdzy, a także walkach na pozostałych teatrach wojny. Piąty rozdział skupia się na polskim przygotowaniach do odsieczy, wyborze Władysława IV na króla, organizacji armii odsieczowej i operacji połączonych armii prowadzących do zwinięcia oblężenia Smoleńska. W rozdziale szóstym przeczytamy o zaciętych walkach o Żaworonkowe Wzgórze, a wreszcie o kapitulacji armii Szeina. Ostatni rozdział omawia nieudane oblężenie Białej i zakończone konfliktu na drodze negocjacji. Dwa aneksy poświęcone są armiom polskiej i litewskiej. Pierwszy przedstawia oddziały pod komendą Krzysztofa II Radziwiłła w obozie pod Krasnem na przełomie 1632 i 1633. W drugim zaś znajdziemy etatowe stany armii odsieczowej zorganizowanej w 1633 roku przez króla Władysława IV.

Nie ukrywam, że jest to jak dla mnie jeden z najlepszych HBków które przeczytałem. Oparty o wiele dostępnych  materiałów źródłowych, prostuje jednocześnie pełne błędy z klasycznego już przedwojennego opracowania tematu autorstwa Wacława Lipińskiego. Praca ma bardzo czytelną konstrukcję, wszystko łączy się tu w logiczną całość, nie ma przypadków gdzie autor gubiłby się w jakiś zbędnych wątkach czy rozmyślaniach (tak, nawiązuje do jednej z poprzednich recenzji na blogu…). W tekście znajdziemy wiele niezwykle interesujących cytatów z materiałów źródłowych, głównie z diariuszy, które w bardzo ciekawy sposób ukazują opisywane wydarzenia i sytuacje. Szczerze mówiąc, poza warstwą ilustracyjną (o czym poniżej), nie wydaje mi się żeby można było coś tej pracy zarzucić.

Zestaw czarno-białych ilustracji to mieszanka zdjęć baszt i bram Smoleńska, rycin z XVII wieku (np. Hondiusa) i przerysów autorstwa pułkownika Gembarzewskiego. Rysunki i ryciny są jednak w fatalnej jakość i mało co na nich widać. Wydanie pierwsze ma nader krwawą okładkę autorstwa Pawła Głodka i mnie osobiście rysunek ten bardzo odrzuca. Przyznam, że nawet nie bardzo wiem co ‘artysta miał na myśli’ na tym rysunku, kogo i w jakich okolicznościach ma to przedstawiać. Z drugiej jednak strony nigdy nie kupuje książki dla okładki, autor i tematyka pracy są dla mnie najważniejsze, także mogę na to przymknąć oko. Bardzo ważne i przydatne są cztery mapy, które możemy znaleźć na końcu książki. Pomagają przy lekturze, zwłaszcza jeżeli ktoś dopiero zaczyna się interesować epoką.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie trzeba mieć. Bardzo rzetelna i dobrze opracowana praca, napisana bardzo sprawnym piórem, świetnie się czyta. Do tego jeden z moich ulubionych konfliktów XVII-wiecznych, więc naprawdę warto przeczytać i mieć w swojej biblioteczce. 

sobota, 25 kwietnia 2020

A w Pułku powiadają być po Tysiącu y siedmiu set



Musicie mi wybaczyć, że jestem ostatnio mocno monotematyczny i nic tylko źródła, źródła i źródła… ale tyle interesujących rzeczy udało się znaleźć, że aż szkoda byłoby się nimi nie podzielić na blogu. Tym razem bardzo ciekawa (i czytelna) notatka z 9 sierpnia 1633 roku, z obozu armii litewskiej walczącej z wojskami Szeina oblegającymi Smoleńska. To zeznania wziętych do niewoli bojarów moskiewskich, którzy informowali między innymi o posiłkach dla oblegających i sile ich artylerii. Znajdziemy tu także informacje o planach ataku na zamek. Z zeznaniem możecie się zapoznać pod tym linkiem.

wtorek, 4 lutego 2020

Y rzadko który z nich umie wziąc w rękę pistolet



Ciekawostka z zeznań dezerterów z armii moskiewskiej we wrześniu 1633 roku, tycząca regimentu rajtarii d’Heberta:

Tamze z woyska trzey nieprzyjaciele przedarszy się przyszli: Polak, Inflantczyk y Szwed, z których ten Polan z Stanisławowa examinowan[1] przy KJM[2], jest li raytarowie, powiedział, których 14 chorągwi pzyszło przed tegodniem bardzo są ladaicacy y rzadko który z nich umie wziąc w rękę pistolet, y iako dwie abo trzy chorągwie naszych znieść by ich mogło.

Co jak co, ale laurki swojej jednostce to on nie wystawił…


[1] Przesłuchany
[2] Władysławie IV

wtorek, 3 grudnia 2019

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVII



Dziś w kąciku recenzji praca na której wydanie czekałem z dużą niecierpliwością. To Krzyż i karabela. Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Obojga Narodów w ocenie dyplomacji papieskiej w latach 1623-1635, autorstwa Pawła Dudy. Mój ulubiony okres historyczny czyli panowanie Zygmunta III, do tego liczne konflikty z udziałem wojsk Rzplitej, a wszystko to opisane z punktu widzenia nuncjuszy apostolskich w Koronie. W latach 1623-1644 papieżem był Urban VIII (Maffeo Barberini), a jego pontyfikat przypadał na okres ciągłych konfliktów europejskich. Nic więc dziwnego, że nuncjusze odgrywali ważną rolę zarówno jako posłowie, mediatorzy jak i źródło informacji na temat zewnętrznej i wewnętrznej polityki kraju w którym przyszło im rezydować.
Książka obejmuje okres rezydentury pięciu nuncjuszy: w Polsce de Torresa, Lancellottiego, Santa Croce, Viscontiego i Flonardiego.  Praca podzielona jest na cztery rozdziały:

1 - obejmuje okres 1623-1625, przybliżając sytuację polityczną walk Rzplitej ze Szwecją w Inflantach, a także aspektów Wojny Trzydziestoletniej  i próby zawiązania koalicji antytureckiej.
2 – to okres 1625-1629, gdzie opis koncentruje się na konflikcie ze Szwecją, sojuszem polsko-habsburskim i kolejnymi fazami Wojny Trzydziestoletniej.
3 – przybliża znów krótszy okres, czyli 1629-1632. Mamy tu min. wybuch otwartego konfliktu Szwecji z Habsburgami, próby zachęcenia Zygmunta III do większego poparcia obozu katolickiego w Rzeszy, a także zawiązanie sojuszu szwedzko-moskiewskiego. Rozdział ten przynosi zmianę na tronie Rzplitej, gdzie po śmierci Zygmunta III rozpoczyna panowanie Władysław IV.
4 – w ostatnim rozdziale autor przybliża działania dyplomacji papieskiej w czasie pierwszych lat panowania Władysława IV (1633-1635). Mimo że dotyczy to relatywnie krótkiego okresu, Rzplita była zaangażowana w wiele konfliktów: wojnę smoleńską, starcia z Turcją a wreszcie „wojny” ze Szwecją w 1635 roku.

Praca ma bardzo przejrzystą konstrukcję, dzięki czemu czytelnik może z łatwością śledzić rozwój sytuacji czy danego konfliktu. Ogromnym plusem jest obszerne wykorzystanie zasobów źródłowych, w oparciu o bogate zbiory korespondencji nuncjuszy, przechowywane w Archiwum Watykańskim.  Mimo że autor często cytuje listy, podając ich oryginalny zapis, każdy fragment jest przez niego przetłumaczony w przepisach, ogromnie ułatwiając lekturę. W kolejnych rozdziałach widzimy rozległą sieć łączności pomiędzy Rzymem i papieskimi nuncjuszami, rezydującymi w różnych krajach katolickich a także próby wpływania na politykę europejską.  Wspomniana już powyżej korespondencja jest źródłem niezwykle cennych informacji: od przebiegu kampanii i wyników bitew, przez spory wewnętrzne w Polsce aż po kwestię sukcesji Zygmunta III. Pozwala to spojrzeć na okres 1623-1635 w nieco innym świetle, zwłaszcza w kontekście roli Rzymu i jego przedstawicieli w kształtowaniu sytuacji w Rzplitej.  Osobiście najbardziej zainteresował mnie okres wojny o ujście Wisły i tego jak był on postrzegany przez nuncjuszy w Polsce, Cesarstwie i Hiszpanii,  przynosząc kolejne źródła dotyczące tego konfliktu.  Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie do niczego się w tej pracy ‘przyczepić’ . Jest napisana bardzo sprawnie, w oparciu o niezwykle obszerną bazę bibliograficzną, opisując okres który jest mi szczególnie bliski. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że autor nie spocznie na laurach i w przyszłości będziemy mieli okazję zapoznać się z kolejnymi pracami o podobnej tematyce.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie trzeba mieć. Bardzo interesująca praca, która powinna przypaść do gustu wszystkim zainteresowanym panowaniem Zygmunta III i Władysława IV czy wpływem dyplomacji papieskiej na zewnętrzne i wewnętrzne sprawy Rzplitej.  Opisywany okres czyli lata 1623-1635, ukazany jest z bardzo ciekawej perspektywy, prezentując nieco inne spojrzenie i mechanizmy polityczne. 

niedziela, 21 kwietnia 2019

Wszystko jednak wdzięczno i miło


Oblężenie Białej to niezbyt udany epilog wojny smoleńskiej 1632-1634, o którym zresztą pisałem już na blogu. Albrycht Stanisław Radziwiłł w swoim pamiętniku wspomina, w jakich warunkach przyszło wojskom polsko-litewskim dowodzonych przez Władysława IV spędzić Wielkanoc w 1634 roku. Dziś więc to dobra okazja, by zamieść na blogu stosowny fragment:



poniedziałek, 28 stycznia 2019

Z panem Wilhelmem pod Smoleńskiem

Jakoś nie mam ostatnio weny do pisania na blogu, głównie skupiam się więc na krótkich notkach i albumach z malarstwem, które dodaję na blogową stronę na FB. Zdając sobie jednak sprawę, że nie wszyscy Czytelnicy bloga tam zaglądają, będę teraz częściej zamieszczał wpisy w dawnym stylu,w których znaleźć będzie można fragmenty interesujących obrazów. Dzisiaj lądujemy pod Smoleńskiem w 1633 i 1634 roku, a prezentowane miniaturki pochodzą oczywiście spod ręki Wilhelma Hondiusa (1597-1652). Poniżej przedstawienia żołnierzy armii koronnej i litewskiej:


























sobota, 13 października 2018

Ubiór francuski na nim szczerozłoty




Przepiękny opis stroju Władysława IV Wazy, w czasie zaprzysiężenia  pokoju z Moskwą po zakończeniu wojny smoleńskiej w 1634 roku. Opis ten podał Ambroży Grabowski w swoich Starożytnościach historycznych polskich, ma pochodzić z druku ulotnego Poprzysiężony pokój Moskwie z Polakami, etc. Henryk z Rutek Chełchowski opisał, wydanego w Lublinie w 1635 roku. Oj potrafił się nasz Władysław pokazać, potrafił…




wtorek, 21 sierpnia 2018

Nader specjalna kula armatnia



Wojna smoleńska 1632-1634 obfitowała w nader dziwne przypadki – a to latający husarz, a to hajduk który się kulom nie kłaniał. Tym razem historia nader niecodziennego strzału z moskiewskiej armaty, rzecz działa się 3 kwietnia 1634 roku pod Białą:

Pod bytność Króla Jego M. i Xiążęcia P. Hetmana[1] (bo niemal na każdy dzień dla przejażdżki i przypatrzenia się robocie nadjeżdżał i czasem wieczerzał u P. Hetmana) strzelono z działa 3-funtowego z zamku. Kupa pochopem poszedłszy przez sałasz[2] P. Jana Moskorzowskiego[3] i piwnicznego książęcego najmniej przez sążni cztery, kożuch turecki, na którym czeladnik, pod  głowy go w kilkoro zwinąwszy i podłożywszy, spał, we troje przerwała, w drugim kącie chłopcowi śpiącemu nad głową poszła, że od samego szumu się porwał, rozumiejąc, że mu kto w łeb dał. W budzie piwnicznego Xiążęcia P. Hetmana kredencyrzowi rękaw u kożucha, który miał na sobie, przedarła. To wszystko bez szkody w ludziach; wydarszy się dopiero z sałaszów, chłopu nogę pod kolanem złamała, drugiemu wierzch nogi zerwała. Potym pochop wziąwszt, korporała[4]  jednego z rajtarskiej kompaniej Króla Jego Mości mimo lotem albo duchem w lewe ramię tak ogłuszyła, że z konia zleciał, a na ciele rany nie było tylko czerwono; od tego poszedszy ku bazarowi, chłopcowi na koniu stojącemu pół szable utrąciła, a samego i koniowi nic.

Oj działo się tak pod Smoleńskiem jak i pod Białą, oj działo…


[1] Krzysztofa II Radziwiłła.
[2] Szałas.
[3] Sekretarz przyboczny hetmana Radziwiłła.
[4] Kaprala.

środa, 11 lipca 2018

Ej tego czerwonego ratujcie!



Ciekawostka z okresu wojny smoleńskiej, w roli głównej Adam Przedbór Koniecpolski[1], służący w randze chorążego w regimencie piechoty cudzoziemskiej Eliasza Arciszewskiego.  O XVII-wiecznym chorążym który by, nawet w nagłym wypadku, niósł dwa sztandary, jeszcze nie słyszałem – jakie to interesujące odrobiny można znaleźć w źródłach. Ciekawe czy królewska wzmianka o 'czerwonym' ma oznaczać strój oficera czy barwę chorągwi? Ilustracja powyżej oczywiście nie ma nic wspólnego ze Smoleńskiem, ale taki ten pobitewny łupieżca ze sztandarem śliczny, że musiałem go tu dodać. Oddajmy głos panu ojcu, niech się pochwali walecznym synem:

Adam, któregom w piętnastym roku do Niderlandu wy­prawił i tam służył, na elekciję króla Władysława powrócił, acz bez woli mojej i jmci pana krakowskiego, nie zaznał łaski naszej. W Gdańsku był dotąd aż Heliasz Arciszewski zbierał się do Moskwy, (r. 1633) onego też za skrytą wolą pana kra­kowskiego i moją zaciągnął, i nosił chorągiew u niego. W oczach króla jmci Władysława, gdy się u mostu pewnego z Moskwą pułk Arciszewskiego rozprawował, a tak że z 1200 ludzi tylko Arciszewskiemu zostało 500, lubo i Moskwy wiele poległo, on we wszystkim ogniu z chorągwią się uwijał, a drugę gdy chorążego zabito z kompanij pana Pacławskiego w tym regimencie, porwał i tak z dwiema się uwijał, aż za wskaza­niem króla jmci, (który rzekł: „Ej tego czerwonego ratujcie!") skoczył Jakub Madaliński z chorągwią[2] i wsparł Moskwę. Jedne chorągiew rzucił Adam konnemu, a z drugą między konnemi z owego razu oddalił się. Żołdacy potem kupili się do niego.


[1] Syn Zygmunta Stefana Koniecpolskiego, starosty będzińskiego.
[2] Chorągiew jazdy kozackiej.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Hajduk co się kulom nie kłaniał



Pisałem ostatnio o latającym husarzu z okresu wojny smoleńskiej, wypadałoby więc coś napisać o piechocie z tej samej wojny. Wszak to knechci, hajducy i dragonii odegrali ogromną rolę w ostatecznym zwycięstwie armii Władysława IV, płacąc za to zresztą ogromną cenę. W grudniu 1633 roku niektóre regimenty piechoty – na skutek walk, chorób i dezercji – stopniały do liczebności pojedynczej kompanii, niektóre pułki liczą już ledwie co więcej jak 100 ludzi. Notka którą znalazłem dotyczy jednak hajduka, prawdopodobnie z nadwornej chorągwi królewskiej. Żołnierz ten miał niesamowite szczęście kiedy to śmierć, dosyć dosłownie, zajrzała mu w oczy:
24 [grudnia 1633 roku] zacięcie nieprzyjaciel z ciężkich dział strzelał do obozu królewskiego, tak że niektóre kule armatnie padały blisko domku królewskiego i budy przy nim wystawionej. Jedna z kul [armatnich] roztrzaskała hajdukowi stojącemu na warcie przed domkiem królewskim muszkiet, który trzymał w ręku, nie uszkodziwszy go wcale, odbiła się od ziemi i wpadła przez konia do domu królewskiego, rozerwawszy na dwie połowy komin.
Hajduk i koń najedli się strachu, zaś komin królewski poległ na polu bitwy…

piątek, 13 kwietnia 2018

Fly like a husarz



Husarz miał skrzydła, więc logiczne jest że mógł od czasu do czasu latać. Ktoś powie, że teraz to już Kadrinazi pojechał, odbija mu na starość od tych wszystkich książek i zacznie bajki i mity o husarii prawić... A jednak niekoniecznie, znalazłem bowiem przykład latającego husarza, do tego spieszonego. Paweł Jan Sapieha, dobrze znany z okresu Potopu gdzie dochrapał się buławy wielkiej litewskiej, zaczął swoją karierę militarną w czasie wojny smoleńskiej. 24-letni młodzian był tam rotmistrzem 120-konnej chorągwi husarskiej, walczącej pod Smoleńskiej i w czasie oblężenia Białej. To właśnie w czasie tego drugiego starcia doszło do ‘latającego’ epizodu. Oddajmy głos Kasprowi Niesieckiemu, który barwnie opisał to w swoim herbarzu:

Pod Białą potem na wał szturmem idąc, z konia zsiadłszy i z całą kompanią swoją, ledwo życia nie stracił, mina albowiem od Moskwy wyrzucona, wysoko go w kirysiu w górę wyniosła, przecież go bez znacznego szwanku, znowu postawiła, ale ziemią i prochem prawie go zarzuciwszy.

Być może chodzi o epizod z 9 maja 1634 roku, który miał przynieść polsko-litewskim wojskom spore straty. Jak opisał to jeden z kronikarzy:

[mina] jednych brełami ziemie z ogniem zmieszanemi potłukła, drugich poopalała, trzecim nogi, ręce połamała, a wszystkich tam będących ziemią tak przysypała, że się ledwo z niej wygrzebli. Muszkiety żołdaków naszych, w lauffgrabach stojących, za zapaleniem się samych od prochu i impetu obróciwszy się naszych strzelały i kilku zabiły.

poniedziałek, 5 marca 2018

Są bowiem oni słudzy...



W czasie wojny smoleńskiej obydwie strony polegały w dużej mierze na oddziałach moderowanych ‘na sposób zachodni’. W armii moskiewskiej były zarówno regimenty złożone z samych cudzoziemców, jaki te gdzie tylko kadra miała pochodzić z Niemiec czy Francji. Z kolei w armii polsko-litewskiej gros knechtów miało być zaciągniętych na terenach Rzplitej, za to kadra rekrutowała się z dość szerokiej puli międzynarodowej. Albrycht Stanisław Radziwiłł przytacza ciekawą informację dotyczącą negocjacji polsko-moskiewskich z początku stycznia 1634 roku. Widać tam jak różnie postrzegano owych cudzoziemców i ich wpływ na działania armii.

Wspomniany w tekście ‘Lesel’, który zabił Sandersona to Alexander Leslie. Pisałem kilka lat temu o owej nader dziwnej sprzeczce moskiewskich pułkowników. ‘Sehin’ to oczywiście wojewda Szein. Z kolei ‘Roswerman’ to Wilhelm Rozworn, pułkownik dowodzący jednym z  regimentów piechoty moskiewskiej.

środa, 28 lutego 2018

Zacni to cudzoziemcy - Smoleńsk 1632-1634


Zasypało śniegiem w Edynburgu, więc - korzystając że mam urlop - siedzę w cieple, popijam herbatę i grzebię w źródłach. Na krótko wracam znów do wojny smoleńskiej, zrobiłem sobie wstępną wersję zestawienia oficerów oddziałów cudzoziemskich (rajtarii, dragonii i piechoty) w armii Władysława IV. Może kogoś zainteresuje, można sobie ściągnąć plik w pdfie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Konferencja Century of the Soldier 1618-1721 (wrzesień 2018)


Milo mi poinformować, że zaproponowany przeze mnie temat odczytu zainteresował organizatorów konferencji 'Century of the Soldier 1618-1721', która odbędzie się 22 września 2018 roku w Królewskiej Zbrojowni w Leeds. Na przykładzie trzech oficerów - Artura Astona Juniora, Jakuba Butlera i Jakuba Murraya - przyjrzę się tam nieco karierom brytyjskich oficerów na służbie Zygmunta III i Władysława IV w okresie 1621-1634. Efektem konferencji będzie też zbiór artykułów, w oparciu o wygłoszone referaty.
Zapraszam do zapoznania się z planem wydarzenia, nazwiskami prelegentów i tematyką ich odczytów. Zapowiada się ciekawe wydarzenie, dla mnie będzie to zdecydowanie coś nowego...



wtorek, 16 stycznia 2018

Po smoleńsku z wielkim hukiem


3 października 1633 roku król Władysław IV uroczyście wjechał do Smoleńska, symbolicznie kończąc moskiewskie oblężenie. Oczywiście walki z armią Szeina miały jeszcze trwać wiele miesięcy, niemniej jednak miasto było uratowane. W ciągu kilku dni rozpoczęły się negocjacje komisarzy królewskich z mieszkańcami i żołnierzami garnizonu – jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi oczywiście o pieniądze…
Całe negocjacje mogły się jednak, dosyć dosłownie, zakończyć z wielkim hukiem.  7 października doszło bowiem na zamku smoleńskim do eksplozji  która wstrząsnęła ‘dworem’ dowodzącego garnizonem Samuela Sokolińskiego.  Zginęło 11 ludzi, a tam za cudowną łaską Bożą pp. komisarz JKMci, którzy tam na likwidacyje długów podczas oblężenia zaciągnionych w tym dworze siedzieli, tego uszli, mało co przedtym z tego dworku uszedłszy. Sam Sokoliński ledwo uszedł z życiem, na czas wyprowadzając z miejsca wypadku gości i komisarzy.

Właśnie, wypadku, nie był to bowiem raczej efekt moskiewskiego ostrzału czy sabotażu. Zawinił raczej czynnik ludzki… Prochy tam robiono i przesuszano, nim je do cekhauzu zawieść miano, tam czyli pacholik z okna strzelił, czyli prochu na osobnej kupce próbował, nie wiedzą jako się zapuścił ogień, gdyż nikt nie uszedł stamtąd, któryby dać mógł wiadomość. 

wtorek, 13 września 2016

Petyhorcy po raz sam już nie wiem który


Milion lat temu, w pierwszym blogowym wpisie dotyczącym petyhorców, wspomniałem o ich obecności w czasie odsieczy Smoleńska w wojnie 1632-34. Armia królewska miała mieć w składzie 780 koni petyhorców, podzielonych na chorągwie:
- Pawła Czarnieckiego – 300 koni (3 chorągwie?)
- Czyża – 120 koni
- Remigiana Jelca – 120 koni
- Jeżowskiego – 120 koni
- Podorowskiego – 120 koni
Postanowiłem więc poszperać nieco w diariuszach z tej wojny, by poszukać śladów owych petyhorców. Znając nazwiska rotmistrzów, udało się odnaleźć to i owo, chociaż jak zawsze w przypadku petyhorców są to strzępy.
Petihorcy i Kozacy [jazda kozacka] mieli prowadzić marsz armii królewskiej i jako pierwsi połączyli się 2 września 1633 roku z Litwinami pod Łubną.
Pod koniec września 1633 roku chorągwie Czarnieckiego i Jelca z inszemi rotmistrzami (…) w pięciuset koni  wyruszyli na podjazd w stronę Drohobuża. W toku starcia z oddziałem moskiewskim mieli zabić ok. 100 żołnierzy, a do niewoli wzięli 6 Tatarów jaickich.
1 października w obozie popisać się miała nowoprzybyła chorągiew petyhorska. Co ciekawe, znalazłem jedno źródło opisujące ją jako chorągiew JKM p. Łaszcza – być może to więc oddział prywatny, spoza komputu?
Petyhorcy brali też udział w walnych walkach z armią moskiewską w połowie października, wtedy to ranny miał zostać rotmistrz Czarniecki. Kilka chorągwi kozackich pietichorskich miało wtedy wraz z rajtarią Seya, kozakami Woyny i Moczarskiego nieprzyjacielowi wstręt czynić.
Wiemy że część towarzystwa spod chorągwi Czyża w październiku 1633 roku opuściła oddział, za co zresztą mieli stanąć przed sądem hetmańskim – dwukrotnie jednak się przed nim nie stawili.
Chorągiew Czyża miała na początku listopada brać udział w podjeździe dla dostania języka. Jak widać to kolejny dowód na używanie petyhorców do tego typu zadań. Jeżeli byli faktycznie wyposażeni w broń drzewcową, dawałoby im to dodatkowy atut w starciu z jazdą moskiewską – może stąd właśnie udział w czatach, jako wsparcie dla chorągwi kozackich?
Teorię tę może potwierdzić fakt, że oto 2 lutego 1634 roku znów widzimy petyhorców –możemy potwierdzić obecność chorągwi Czarnieckiego – w podjeździe, który Towarkow, i inne miasteczka i wsi wiele spaliwszy i wyścinawszy, głębiej poszedł.
Nie ma tego za dużo, ale w przypadku petyhorców każdy okruch informacji może się przydać…


poniedziałek, 12 września 2016

Bojarzy, uriadnicy i 3 kowali


Michał Szein, szykując w 1634 roku swoją armię do kapitulacji przed wojskami polsko-litewskimi, miał sporządzić dokładny raport przeznaczony dla cara. Wymienił w nim liczebność pozostałych przy życiu żołnierzy, a także ekwipunek który miano oddać zwycięzcom. Pozwolę sobie na zamieszczenie jego obszernych fragmentów, bo to bardzo zajmująca lektura. Opieram się o streszczenie zamierzone przez Ksawerego Liske w Przyczynkach do historii wojny moskiewskiej…

Lista wojsk, oprócz pułkowników, którym pozwolono odejść do Moskwy:
Z pułku Szeina dworzan i dzieci bojarskich – 1220
Z pułku Prozorowskiego dworzan i dzieci bojarskich – 392
Z pułku Izmaiłowa dworzan i dzieci bojarskich – 518
Z pułku Białosielskiego – 300
Romanowskich Tatarów – 4
Z pułki Szeina i Izmaiłowa poniżowych grodów – 166
Białozerców, mieszkańców różnych grodów – 50
Starego wyjazdu cudzoziemców Greków, Serbów i Wołochów – 274[1]
Tatarów – 69
Rajtarskiego pułku uriadników[2] – 165
Rzemieślników – 17
Rajtarów – 1150
Dragonów – 80
Z ruskich pułków uriadników Niemców – 500
Z ruskich pułków sołdatów – 2567
Dońskich atamanów, asawułów i kozaków – 176
Jaickich atamanów, asawułów i kozaków – 344
Moskiewskich strzelców z dwoma dowódcami – 194
Puszkarzy – 102
Cieśli – 29
Kowal – 1
Szein miał zapisać, że wielu z tych żołnierzy zmarło po drodze do Moskwy.

Z niemieckich 4 pułków było w styczniu podług raportu ich pułkowników 2140 ludzi, z tych chorych zostało pod Smoleńskiem 364, inni przeszli do króla[3].

W obozie pozostawiono także chorych i rannych, którzy nie byli w stanie samodzielnie iść, a nie można ich było – z braku wozów – zabrać ze sobą.
Dworzan i dzieci bojarskich – 35
Białozerców – 20
Starego wyjazdu cudzoziemców – 12
Ruskich pułków pieszych – 1221
Rajtarskiego pułku rajtarów – 63
Rajtarskiego pułku dragonów – 15
Niemieckich pułków – 355
Ruskich i niemieckich uriadników – 34
Dońskich kozaków – 3
Jaickich kozaków – 36
Moskiewskich strzelców – 87
Puszkarzy – 28
Cieśli – 3
Kowali – 2
Ludzi bojarskich – 90

Wśród posiadanego ekwipunku – nie będę wymieniał dział, bo o nich już pisałem – możemy znaleźć:
4188 muszkietów
2944 pałaszy
3381 hełmów żelaznych
517 pancerzy z połami
1054 pancerzy bez poł.





[1] Prawdopodobnie lekka jazda.
[2] Zapewne chodzi o oficerów i  podoficerów.
[3] Władysława IV. 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Jeszcze więcej oficerów rajtarii JKM


Kilka miesięcy wrzucałem na blog spis oficerów rajtarii polskiej i litewskiej z okresu 1621-1629. Lista ta doczekała się dziś rozszerzenia, dodałem także kadrę oficerską spod Cecory, Chocimia, a także 1635 roku (Inflanty i Prusy). Oczywiście należy pamiętać, że wciąż jest to dość surowy szkic: brakuje tam sporo detali, do tego niektórzy oficerowie mogą występować tam w dwóch miejscach (kwestia innego zapisu nazwiska, braku imion w źródłach, etc). Stopniowo jednak rozszerzam ten spis, być może uda się go w 2016 roku dokończyć a nawet dać do druku.
Aktualna wersja do ściągnięcia z dropboxa (link w poprzednim wpisie także poprawiony).

poniedziałek, 23 listopada 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXVII


Salomon Savery gościł już na blogu, przedstawiałem bowiem jego dzieła dotyczące wojny smoleńskiej. Jest on też autorem portretu króla Władysława IV, który możemy podziwiać powyżej. Moją uwagę przykuła jednak miniaturka którą widzimy pod portretem, ukazująca kapitulację wojsk Szeina. Władysław IV, w otoczeniu świty, widoczny jest po lewej stronie. W centrum mamy poddających się żołnierzy moskiewskich, składających u stóp monarchy sztandary swoich regimentów. Kolejni chorąży czekają cierpliwie na swoją kolej. To kolejny przykład machiny propagandowej Władysława, która miała rozsławić polsko-litewskie zwycięstwo w Europie. Co jak co, ale król potrafił się zareklamować...