Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inżynieria wojskowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inżynieria wojskowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 lipca 2017

Les Travaux de Mars/Den Arbeid van Mars...


Po przerwie wracam do blogowania, po raz kolejny zresztą w oparciu o wspaniałe zasoby online z Rijksmuseum. W 1671 roku francuski inżynier i kartograf, Alain Manesson Mallet, opublikował pracę o 'sztuce wojennej' ze swojego okresu. Dzieło to, pod znaczącym tytułem Les Travaux de Mars, our l'art de la guerre  już rok później doczekało się niemieckiego i holenderskiego tłumaczenia (jako Den Arbeid van Mars...) opublikowanego w Amsterdamie przez Jacoba van Meurs. Praca Malleta była o tyle ważna, że uwzględniała wszystkie najważniejsze, współczesne mu, dzieła dotyczące fortyfikacji i sztuki wojennej. Nie jest przypadkiem, że sam wielki Vauban miał posiadać tę książkę w swoich zbiorach. Niewątpliwym plusem (dla kogoś kto nie zna języków w których wydano pracę Malleta) jest jej bogata warstwa ilustracyjna. Zadbał o to, skądinąd dobrze nam znany, Romeyn de Hooghe. I tu dochodzimy do sedna wpisu, czyli kolejnego albumu który zebrałem do kupy z zasobów Rijksmuseum - przyjemnego przeglądania.

wtorek, 8 lipca 2014

Saper Mruczek melduje się na rozkaz!


Wpis miał być dzisiaj na zupełnie inny temat i o czymś (jak to mawiali panowie z Latającego Cyrku) z kompletnie innej beczki. Przypadkiem natrafiłem jednak na taką piękną historyjkę, że nie mogę się powstrzymać. Mistrzu Franciszku, w pana ręce…
Niemiecki puszkarz i saper Franz Helm (1500-1567) rodem z Kolonii, służył w armiach cesarza Karola V, książąt bawarskich Wilhelma IV, Ludwika X i Alberta V oraz Jana II, palatyna Simmern. Oprócz wojaczki zajmował się także pisaniem podręczników dotyczących użytkowania ‘nowożytnej’ artylerii i sprzętu oblężniczego. Jedną z jego ksiąg, pod oryginalnym tytułem Buch von den probierten Kunsten – Księga sztuk praktycznych – krążyła sobie w XVI wieku po Europie;  doczekała się nawet wydania tak późno jak w 1625 roku, tyle że już pod o wiele bardziej chwytliwym tytułem Armamentarium principale oder Kriegsmunition und Artillerie-Buch.

No i cóż to za rewelacja, ktoś zapyta? Wszak podobnych podręczników w Europie wydano całkiem sporo. Książka Helma zasłynęła jednak w ubiegłym roku dzięki rakietowemu kotu. University of Pennsylvania udostępnił w tymże roku na swojej stronie internetowej manuskrypt z 1548 roku, a tam czytelnicy znaleźli ilustracje przedstawiające rakietowego kota i gołębice. Kilka wersji z różnych wydań załączam do niniejszego wpisu. Mistrz saperski z Kolonii proponował bowiem – wzorem historii znanych ze starożytności i średniowiecza – użyć takich zwierząt w czasie działań oblężniczych. 

Mitch Fraas na swoim blogu Unique at Penn przyjrzał się wtedy dokładniej całej sprawie. Tak oto przetłumaczył opis użycia takich zwierząt:
Przygotuj mały worek niczym [do] ognistej strzały… jeżeli chcesz się dostać do zamku lub miasta, zdobądź z tego miejsca [żyjącego tam] kota. I przywiąż worek do kota, zapal go [worek –nie kota… - K.], pozwól by się dobrze rozpalił i wypuść tedy kota, a on pobiegnie do pobliskiego zamku lub miasta, a ze strachu spróbuje się skryć, dzięki czemu na koniec  podpali   stodołę lub siano.
Widzimy więc, że nie o rakietę tu chodzi, a nieco dziwne rysunki pokazują po prostu płonące worki. Gołębice miały być użyte w ten sam sposób, niczym żywcem wyjęte ze staroruskiego latopisu Powieść minionych lat.


Temat co prawda jest dobrze opisany w anglojęzycznej blogosferze, pomyślałem jednak, że może zainteresować i polskojęzycznych czytelników. A poniżej kilka linków, na wypadek gdyby ktoś chciał zapoznać się z badaniami Mitcha Fraasa i oryginalnymi manuskryptami i wydaniami:






wtorek, 14 stycznia 2014

Malarze znani i nieznani - cz. LVI

W sumie trochę to naciągane, że podciągam niniejszy wpis do malarstwa, ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia ze specyficznym autoportretem, można na to przymknąć oko. Fryderyk (Fridrich) Getkant (?-1666) to niezwykle ciekawa XVII-wieczna postać: inżynier wojskowy, kartograf i artylerzysta. Służył kolejno Władysławowi IV, Janowi II Kazimierzowi, Karolowi X Gustawowi (dla którego oblegał Jasną Górę…) i znowu Janowi II Kazimierzowi. Dla pierwszego z tych władców wykonał przepiękny atlas Topografica practica conscripta et recognita per Fridericum Getkant, mechanicum. Na jednej z map – przedstawiającej Królewiec i okolice – nasz inżynier przedstawił trzech kartografów wojskowych. Uznaje się, że postać w kapeluszu, wskazująca palcem prawej ręki, to właśnie sam Getkant, który postanowił się uwieńczyć przy pracy. Rzadko mamy do czynienia z wizerunkiem polskich inżynierów czy kartografów, więc tym cenne jest takie źródło ikonograficzne.  

wtorek, 5 czerwca 2012

Cebula, śliwki i spirytus marszałka Vaubana


Vauban w czasie swojej długiej kariery napisał wiele traktatów dotyczących zarówno obrony jak i zdobywania fortyfikacji. Lektura jego dzieł przynosi wiele ciekawych informacji, gdyż opisywał on nawet najdrobniejsze aspekty działań oblężniczych. Znalazłem właśnie ciekawy opis wiktuałów które zalecał dla złożonego z 4000 żołnierzy garnizonu sześciu bastionowej twierdzy. Zapas ten miał być wystarczający na 48-dniowe oblężenie – gdyż w tyle według niego dobrze przygotowani oblegający powinni być w stanie zdobyć twierdzę (niedługo przedstawię rozpiskę takiego oblężenia). Czym więc mieli się żywić obrońcy? W spiżarni twierdzy powinny się znaleźć przede wszystkim:
- 3 495 septiers [jeden septier to 235 funtów] ziarna i ryżu
- 5051 skrzyń cebul
- 1424 kwintali [gdzie jeden kwintal to 112 funtów] wołowiny
- 480 kwintali baraniny dla rannych i chorych oficerów
- 480 kwintali cielęciny dla rannych i chorych [szeregowych] żołnierzy
- 385 kwintali sera
- 8 kwintali śliwek dla chorych
- 275 muides [jeden muide to ok. 160 litrów] wina
- 825 muides piwa
- 108 muides eau de vie, czyli spirytusu
Niezwykle ważny, dla utrzymania morale żołnierzy, miał być tytoń. Na 4000 żołnierzy trzeba było przygotować 12 900 funtów tytoniu, gdzie jeden funt wystarczy na 112 fajek, dla równego rachunku przyjmijmy 100, biorąc pod uwagę ubytki [przy nabijaniu fajki]. Dowódca garnizonu powinien dbać o to, by zbiorniki na wodę były czyste i zawsze pełne. Co ciekawe, Vauban zalecał także, by żołnierze garnizonu mieli regularne dni postne, które miały ich uodpornić i przygotować do trudów oblężenia i braków żywności.

sobota, 27 sierpnia 2011

Ośmielam się tedy zwrócić do Jego Ekscelencji...

Na chwilę wybierzemy się do XV wieku, dokładnie rzecz biorąc do Mediolanu w roku 1482. Wtedy to Ludovico Sforza zaciągnął na swoją służbę jako inżyniera wojskowego Leonarda da Vinci. Mistrz Leonardo w obszernym liście przedstawił mediolańskiemu księciu swoje zdolności, fragment tej ‘broszury reklamowej’ chciałbym przedstawić poniżej. Tłumaczenie (z języka angielskiego, czyli tłumaczenia z tłumaczenia…) niżej podpisanego, więc wszelakie błędy to tylko i wyłącznie mea culpa.
Przestudiowałem prace tych którzy [aktualnie] zwą się wynalazcami maszyn wojennych i stwierdzam, że ich wynalazki niczym nie różnią się od tych [maszyn] których używa się obecnie. Ośmielam się tedy zwrócić do Jego Ekscelencji [Ludovica Sforzy] i zaproponować następujące usługi:
Jestem w stanie zbudować bardzo lekkie, wytrzymałe i przenośne mosty, których użyć można w pościgu [ale i by] pokonać wroga [jeżeli nadarzy się ku temu okazja]. Potrafię także budować inne [mosty] które są o wiele solidniejsze, odporne zarówno na ogień jak i na atak, [a przy tym] łatwe do postawienia i zwinięcia. Mogę także z jednaką łatwością spalić i zniszczyć te [mosty] nieprzyjaciela.
By zając ufortyfikowaną pozycję, potrafię opróżnić fosy [z wody] i wiem jak wybudować dowolną ilość pomostów, taranów, drabin i wszelakiego podobnego ekwipunku potrzebnego w tego typu operacjach [oblężniczych].
Mogę także wybudować bez większego hałasu [tj. tak by nie słyszał go nieprzyjaciel] podziemne tunele i tajemne przejścia by dotrzeć do wybranego miejsca, nawet jeżeli trzeba by je wykopać pod fosą czy rzeką.
Jeżeli zaś działa nie mogą być użyte [przy oblężeniu] mogę wybudować katapulty i inne niezwykle skuteczne, mniej znane maszyny wojenne. Wedle życzenia i potrzeby, mogę wybudować nieskończoną ilość różnorakich maszyn, [przydatnych] tak do ataku jak i do obrony. 

środa, 22 czerwca 2011

Wielce wygodny most królewski

Niezbyt często (nigdy?) nie wspominam na blogu o inżynierii wojskowej z XVI czy XVII wieku, wypadałoby więc się poprawić w tej materii. Zacznijmy może od kampanii pskowskiej Stefana Batorego i opisu mostu który służył armii w czasie wyprawy:
Wielką wygodę świadczy most królewski wojenny, co go w Kownie robiono na kształt tego, co po Ferdynandzie [Ferdynandzie I Habsburgu] cesarzu został był w Węgrzech. Pod Dzisną postawiono go na Dźwinie za 3 godziny; druga połowica jest go też pod samym Połockiem; barzo bezpieczny, każdą batę z pokładem, z linami, z powrozy 6 wozów ciągnie ziemią; a kiedy po wodzie, dwaj chłopi prowadzą; może i 100 000 wojska przejechać po nim, więc go może i na wodzie używać, jako i drugich łodzi do prowadzenia obłóg [taborów] wojennych.