Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk 1609-1611. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk 1609-1611. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Trzymał i używał spokojnie



Bardzo interesujący przypadek tego, jak żołnierze oblegającej armii radzili sobie w czasie długich, nawet kilkuletnich operacji. Znalazłem go w pracy Karola Łopateckiego „Dyscyplina militaris” w wojskach Rzeczypospolitej do połowy XVII wieku (zdecydowanie polecam!), pozwolę sobie tu wypisać co lepsze fragmenty, bo też historia to przednia.
Rzecz dotyczy towarzysza armii królewskiej Stanisława Galińskiego, służącego w latach 1609-1611 w czasie oblężenie Smoleńska. Nasz obrotny pan Stanisław po przybyciu pod Smoleńsk zajął derewnię[1] zwaną Brolinkowo, którą pustą zajachał przez czeladź swą i onem trzymał i używał spokojnie. Na stałe mieszkało tam dwóch z luźnej czeladzi jego pocztu, a także grupa jeńców moskiewskich, zapewne sukcesywnie w trakcie kampanii ‘dokładana’ do stanu osobowego:
- moskalików wyrostków dwóch Wasiela i Jakuba
- trzeciego chłopię mniejsze Iwaśka przez szturm zamku smoleńskiego wzięte
- moskiewska matrona
- dziewka pod Wiaźmą wzięta
- druga dziewka Maska w zamku w sturmie smoleńskim wzięta
Towarzysz zostawił tam także dwa swoje konie z pocztu i dwa konie luźnej czeladzi. Wesołą gromadkę dopełniało (w 1611 roku) czworo owiec, kurów albo kokoszy trzydzieści jedna. Oprócz zboża, które stanowiło podstawę wyżywienia pocztu Galińskiego w czasie kampanii, w derewni hodowano kapustę, pasternak, rzepę, konopię, len i tatarkę.
Pytanie skąd znamy tak dokładne informacje na temat tej działalności gospodarczej? Oto w 1611 roku inny towarzysz – Jan Roszkowski – napadł ze swoim pocztem na Brolinkowo i złupił je do cna. Przejął jeńców, wszystkie dobra, tylko luźną czeladź odesłał do Galińskiego. Ten oceniał koszt napadu na 1500 złotych, wymieniając że wśród zrabowanych rzeczy znalazło się 45 beczek wymłóconego zboża i 100 wozów siana. Co ciekawe, mimo że sąd wojskowy stanął po stronie poszkodowanego, nie udało się wyegzekwować zwrotu zrabowanych dóbr. Galiński nie  był w stanie się w takim przypadku utrzymać w szeregach armii, zwinął więc poczet i powrócił w rodzinne pielesze na Podlasiu. Przynajmniej zostawił na ten dokładny opis wypadków, wnosząc sprawę przed sądem grodzkim brańskim. Swoją drogą ciekawe, jak wielu spośród towarzyszy walczących pod Smoleńskiem radziło sobie podobnie jak Galiński, zajmując opuszczone sioła, być może nawet licząc na to, że po zakończeniu konfliktu będą mogli liczyć na nadanie tych ziem?


[1] Czyli folwark, sioło czy gospodarstwo.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXV



Mimo przerwy blogowej obiecałem zamieścić kilka recenzji, pora więc nadrobić zaległości. W dzisiejszym wpisie praca Katarzyny Słodowej Smoleńsk 1609-1611, która ukazała się w tym roku w serii Historyczne Bitwy. Jak to zwykle przy blogowych recenzjach, najpierw przyjrzymy się ogólnej konstrukcji pracy, żeby potem przejść do bardziej szczegółowych komentarzy.

Praca podzielona jest na osiem rozdziałów, te z kolei dzielą się na podrozdziały (od dwóch do sześciu). Pierwszy rozdział to informacje o miejscach działaniach wojennych, ze szczególnym uwzględnieniem Smoleńska i jego fortyfikacji. W kolejnej części możemy się zapoznać z ogólnymi informacjami na temat wojskowości polskiej i moskiewskiej. Rozdział trzeci to geneza wyprawy pod Smoleńsk, włącznie z sejmem z 1609 roku i planem interwencji w Państwie Moskiewskim. Następny rozdział to opis przygotowań do wyprawy wojennej, włącznie z organizacją i liczebnością armii królewskiej. Rozdział piąty to omówienie trasy jaką przebyły oddziały Zygmunta III w drodze pod Smoleńsk. Kolejna część to przybliżenie pozostałych działań wojennych w tym okresie, walk pod Białą, Carowym Zajmiszczem, bitwą pod Kłuszynem i wkroczeniem wojsk Żółkiewskiego do Moskwy. Rozdział siódmy, najobszerniejszy ze wszystkich, omawia oblężenie Smoleńska, szturmy i działania oblężnicze, a także kapitulację miasta. W ostatnim rozdziale czytelnik może się zapoznać z informacjami w jaki sposób Zygmunt III ‘rozreklamował’ swój tryumf.

Opisana powyżej struktura pracy jest bardzo przejrzysta, co ułatwia lekturę i pozwala z dużą łatwością śledzić przebieg wydarzeń. Bardzo dokładnie opisane zostały fortyfikacje i siły obrońców Smoleńska, włącznie z  rozmieszczeniem artylerii w basztach. Także siły oblegających są opisane z dużą dbałością o szczegóły, autorka posługuje się bowiem informacjami z popisów wydanych w 1898 roku przez Wierzbowskiego. Bardzo przydatne są cztery mapy, zwłaszcza dwie ukazujące fortyfikacje Smoleńska i miejsca szturmów, czytając o kolejnych atakach możemy bowiem szybko sprawdzić mapę i sprawdzić skąd i gdzie szturmowano.  Bardzo interesujący jest ostatni rozdział, z którego możemy się dowiedzieć o wierszach, drukach ulotnych i medalach sławiących zdobycie Smoleńska.

Niestety sporo jest w tej pracy błędów, przede wszystkim dotyczących kwestii militarnych. Wydaje się, że tak autorka jak i redaktorzy pracy niezbyt ‘czuli się’ w tym temacie, stąd pewne niedociągnięcia. Pozwolę sobie wynotować kilka przykładów. Nagminne używanie określeń autorament narodowy i cudzoziemski, mimo że te weszły w życie dopiero w okresie reform Władysława IV.  Potraktowanie rot i chorągwi jako dwóch różnych typów jednostek. W opisie uzbrojenia husarii brak szabli, za to znajdziemy tu tarczę. Obok husarii mamy pancernych, co jest ewidentnym błędem; pojawią się też lekkozbrojni, mimo że w tym czasie nie była to wyodrębniona formacja; mamy za to ‘Kozaków polskich’ czyli jazdę kozacką, określenie o ‘Kozakach polskich’ może być raczej mylące dla tych spośród czytelników, którzy mają słabe pojęcie o wojskowości epoki.  Jako oddziały jazdy cudzoziemskiej w armii polskiej mamy arkebuzerów i rajtarów, jeżeli ci pierwsi mieli być arkabuzerami to przypominam – w tym okresie nie była to jazda cudzoziemska. Mamy tu obszerny akapit o dragonach, do tego w koletach które miały sięgać przed kolana – a w tym okresie dragonii w armii polskiej jeszcze nie było, a nawet gdy już się pojawiła (po 1617 roku) to takich koletów na wyposażeniu mieć nie mogła. Z kolei w przypadku armii moskiewskiej autorka wspomina o trzech do siedmiu pułkach, po czym w tekście wymienia tylko sześć. Nie bardzo też rozumiem, czemu autorka używa czasami w tekście określenia ‘wojsko ruskie’ zamiast moskiewskie czy carskie?

Bogata bibliografia składa się z wielu źródeł archiwalnych, drukowanych oraz opracowań. Jak już pisałem, szczególnie cieszy obecność źródeł i opracowań w języku rosyjskim. Tu jeden niezbyt miły zgrzyt: autorka podaje bowiem wśród źródeł drukowanych Pamiętniki obrony Smoleńska (1609-1611), wydane w Moskwie w 1912, zredagowane przez J.W.Gote. Przyznam szczerze, że sporo się naszukałem, próbując zlokalizować to źródło. Okazuje się że redaktor to Jurij Gauthier, zbiór jest 6 tomem w serii Смутное время Московского государства. 1604-1613 гг., a jego właściwy tytuł to  Памятники обороны Смоленска. (1609-1611 гг.). Forma zapisu zastosowana przez autorkę jest więc bardzo myląca i utrudnia czytelnikom znalezienie cytowanego źródła. Wśród opracowań dziwi też brak nowych opracowań dotyczących bitwy pod Kłuszynem – książki Radosława Sikory, artykułów Przemysława Gawrona i Andrzeja Grzegorza Przepiórki – co wpływa na sposób opisania tego starcia w książce, zwłaszcza co do liczebności walczących armii.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie można mieć. Z jeden strony mamy tu bowiem sporo ciekawych informacji dotyczących oblężenia, z drugiej zaś sporo błędów czy niedopatrzeń, które nieco psują przyjemność z lektury. Jeżeli jednak ktoś jest zainteresowany okresem Wielkiej Smuty czy też panowania Zygmunta III to chyba warto dodać ten tomik do swojej kolekcji.


czwartek, 25 lipca 2019

Wielkomyślny, poważny, wstrzemięźliwy



[Tydzień z Zygmuntem III – wpis 4/7]

W dzisiejszym wpisie laurka wychwalająca króla, a dokładnie dokonania za jego panowania do początku 1619 roku. Pergaminy z owym Rysem czynów i dzieł Zygmunta III miały zostać umieszczone w gałce spiżowej na szczycie wieży Zamku Królewskiego w Warszawie. Zobaczymy więc cóż tam o naszym blogowym bohaterze napisał dworski propagandzista:








sobota, 12 stycznia 2019

Ozdoby sarkofagu Zygmunta III



Sporo ostatnio było w mediach informacji o tym jak odrestaurowane sarkofagi polskich władców wróciły do katedry na Wawelu. Jednym z nich  jest cynowy sarkofag Zygmunta III, któremu przywrócono kolory i złocenia. Życzliwy Czytelnik bloga (pozdrawiam niezwykle serdecznie!) podesłał mi kilka przepięknych zdjęć, na których możemy podziwiać tryumfy oręża polskiego pod Smoleńskiem w 1611 roku i Chocimiem w 1621 roku. Bardzo ciekawe detale, mam nadzieję że przypadną Wam do gustu.













piątek, 8 września 2017

Z królem Zygmuntem pod Smoleńsk (po łacinie)


Dziś coś dla miłośników armii koronnej Zygmunta III w okresie Smuty. Wydawało mi się, że już kiedyś wrzucałem link do tego źródła, sprawdzając jednak stare posty nic takiego nie mogę znaleźć.  W okresie 1896-1903 Teodor Wierzbowski wydał w Warszawie pięć tomów z serii Matieraly k istorii Moskovskago gosudarstva v XVI i XVII stoletiiakh[1]. Niezwykle interesujący jest tom II, z 1898 roku, jest to bowiem obszerny zbiór łacińskich dokumentów dotyczących armii Zygmunta III oblegających w okresie 1609-1611 Smoleńsk.  Widzimy jak zmieniała się liczebność i skład armii, możemy identyfikować dowódców i typy jednostek. Fenomenalne źródło, nawet dla kogoś z tak słabą znajomością łaciny jak ja…

Można ten zacny tom upolować online w dwóch miejscach:





[1] Tak tak, mam zapisy według angielskiej nomenklatury, urok internetu…

piątek, 6 czerwca 2014

Waloni, Prusacy, Inflantczycy, Pomorczycy - raz jeszcze

Trzeba będzie chyba od nowa zająć się kwestią rajtarii polskiej i litewskiej walczącej w czasie Smuty, bo też niezły mamy mętlik w źródłach. Kilka lat temu popełniłem o tym krótki wpis, ale dotarłem w między czasie do źródeł, które stoją nieco w sprzeczności z poprzednimi zapisami. W opisanych po łacinie spisach żołdu, rajtarzy biorący udział w oblężeniu Smoleńska określeni są jako Equibitus Germanis.
Wspominałem o rocie von Rosena, liczącej prawdopodobnie 100 koni. Z list zapłaty żołdu wynika j, że chorągiew ta (przynajmniej na papierze) była jednak większa. Przy dacie 6 lipca 1609 roku znajdujemy bowiem wzmiankę, że chorągiew rotmistrza Henryka (Henric) von Rosen liczyć miała 200 koni. W drugiej ćwierci służby (rozpoczynającej się od 6 października 1609 roku) stan chorągwi to 169 koni. Do stanu 200 koni powraca w trzeciej ćwierci służby (6 stycznia-6 kwietnia 1610 roku). Znajdujemy także kilka nazwisk rajtarów, służących w tej jednostce. Co ważne, są oni określenie jako towarzysze – commilitonibus. Nazwiska są o tyle interesujące, że jest tam całkiem sporo polsko-brzmiących rajtarów. Lista to: Sikutowicz, Vaxman, Henric Ianson, Cornelius Frencensem, Paul Bartholomaeum, Szczigielski, Paskiewicz, Andrzej Piatkowski, Felic Rauscherdlin, Balthasar Kosmider, Thomas Gilczyn, Jan (Ioanni) Gerber, Michael Slee, trzech (braci?) Suchodolskich (Gaspar, Jan/Ioanii i Krzysztof/Christopher), Swichowski.
Druga rota znajdująca się na stanie wojska oblegającego Smoleńsk miała być dowodzona przez rotmistrza Eberharda Gegha/Geyghe’a/Geghi/Seighe. Nazwisko oficera jest za każdym razem pisane w inny sposób, być może chodzi o Seja? W lipcu 1609 roku miała stan etatowy 100 koni. Identyczna liczebność chorągwi wykazywana jest także za drugą i trzecią ćwierć służby.  Tutaj odnalazłem jednak tylko jedno nazwisko towarzysza –Eberhard Wilkeman.
Jest i wzmianka o oddziale dowodzonym przez kawalera Nowodworskiego, z tymże chorągiew określana jest jako arkabuzeria – Equibitus harkabusiers. Rota ma rozpisane 8 ćwierci służby, od 6 lipca 1609 roku do 6 lipca 1611 roku. Jej liczebność w kolejnych ćwierciach to: 90, 93, 93, 90, 90, 86,79 i 76 koni. Tu muszę odcyfrować jeszcze nieco dłuższy zapis łaciński, więc do tematu powrócę.

Muszę dotrzeć jeszcze do kilku źródeł dotyczących oblężenia Smoleńska, może uda się w nich znaleźć nieco więcej szczegółów. Postaram się wtedy zebrać obydwa wpisy do kupy w formie jakiegoś bardziej zorganizowanego artykułu.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wojenne fortele pod Smoleńskiem - cz. I

Król Zygmunt III na czele swojej armii oblegał Smoleńsk bardzo długo (od września 1609 do czerwca 1611 roku), acz z powodzeniem. W toku długotrwałego oblężenia dochodziło do licznych szturmów, wycieczek ze strony obrońców, a także rozlicznych forteli wojennych. Jako że zachowało się do naszych czasów sporo materiałów źródłowych, możemy w nich znaleźć mnóstwo interesujących opisów walk czy sytuacji do których dochodziło podczas oblężenia. Pozwolę sobie więc od czasu do czasu zamieścić jakieś krótkie anegdoty z okresu oblężenia. Jako pierwszy wystąpi Stanisław Górecki, rotmistrz chorągwi kozackiej, który 5 stycznia 1610 roku wyprawił się nocną porą na zwiad murów Smoleńska:
P. Górecki, rotmistrz quarciany, odważywszy się z kilką towarzystwa, w nocy podszedłszy pod mury smoleńskie, od Abraamowskiey bramy, zmierzył wysokość muru, dla pewnych wojennych fortelów, y postrzeżony gdy się wracał, siła użył od gęstey strzelby niebezpieczeństwa.
Odważny oficer miał jednak szczęście, bo uniósł cało głowę ze swojej misji. Jak przekonamy się przy okazji kolejnych wpisów, nie zawsze atakującym dopisywało szczęście…

niedziela, 7 sierpnia 2011

Po węgiersku w konie y rynsztunek

Siedmiogrodzcy Szeklerzy (Székelyek) od czasu do czasu pojawiają się w polskich źródłach z XVII wieku, zwłaszcza w pierwszej połowie tego wieku. Nacja to bowiem była nader bojowa, chętnie zaciągana przez szlachciców i magnatów do wojsk prywatnych, znana u nas pod nazwą sabatów. Służyli zarówno pieszo (hajducy) jak i konno, w tym ostatnim przypadku jako lekka jazda i/lub podragioniona piechota. Często sabaci pojawiają się w zapiskach w Prawem i Lewem Władysława Łozińskiego, który tak napisał o czasach pierwszych elekcji – odtąd grasuje w Polsce plaga tzw. sabatów (…) i nie masz wojny prywatnej, nie masz jakiegoś znaczniejszego aktu gwałtu w województwie ruskim, w którym by nie zaznaczyli się krwią i łupiestwem ci hajducy zakarpaccy. Bardzo chętnie witał ich w swojej służbie (nie)sławny Stanisław ‘Diabeł Łańcucki’ Stadnicki, starosta zygwulski, który widział w nich idealnego żołnierza do swoich prywatnych wojenek. Pod Guzowem w 1607 roku miał mieć aż 1000 konnych sabatów. O ile wojny prywatne szlachty są tematem niezwykle zajmujący (i zapewne pojawią się na blogu od czasu do czasu) zdarzało się jednak, że sabatów widzimy w nieco poważniejszych i bardziej ‘oficjalnych’ kampaniach. Oto bowiem wśród wojsk towarzyszących królowi Zygmuntowi III w oblężeniu Smoleńska (1609-1611) znajdujemy chorągiew sabatów przyprowadzoną przez Stanisława Stadnickiego (nie chodzi to oczywiście o ‘Diabła’), kasztelana przemyskiego.  Zależnie od źródeł było to 100 lub 200 Szeklerów. Oddział ten popisał się 20 września 1609 roku przed królem. Było to 100 [sabatów] po węgiersku w konie y rynsztunek. Swoją drogą to ostatnie zdanie daje spore pole do dyskusji, czym dokładnie był ‘węgierski rynsztunek’…

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Smoleńsk 1611 - in memoriam

W ramach tworzenia nowej świeckiej tradycji na blogu kolejny wpis z cyklu ‘in memoriam’. Tym razem moją grafomanią będę się pastwił nad Czytelnikami z okazji 400-lecia zdobycia Smoleńska przez wojska JKM Zygmunta III Wazy. Tekst nie będzie jednak w nastroju świętowania, znowu chciałbym bowiem zwrócić uwagę na aspekt o którym raczej nie chcemy pamiętać.

Miasto umierało z krzykiem, wybudzone z ciężkiego letniego snu wybuchem miny. Dziesiątki metrów muru zawaliły się pod wpływem eksplozji, zwiastując nadchodzący koniec. Dzwony zaczęły bić na trwogę, wzywając obrońców do załatania wyłomu – za późno… Setki napastników wdzierały się już do miasta, niczym fala rozlewając się po ulicach. Niemieccy knechci, polscy i litewscy piechurzy, węgierscy hajducy, Kozacy – z okrzykiem tryumfu na ustach zdobywali dom za domem, kolejne baszty i wieże. Długie miesiące frustrującego oblężenia, śmierć tylu towarzyszy broni, głód i trudy kampanii; za to wszystko nareszcie można było wystawić rachunek. Spłacali go obrońcy i mieszczanie -  krwią, która płynęła szeroką strugą po ulicach miasta, płomieniami które żarłocznie pożerały domy, łzami przerażenia i bezsilności.  Powiadają, że gdy miasto pada pod ciosami szturmujących, Bóg odwraca od niego swoją twarz. Tak było i tego czerwcowego poranka, gdy nie dawano żadnego pardonu a tysiące ginęły w zażartym starciu.
Historia nazwie to potem wielkim tryumfem, o którym będzie się uczyć w szkołach lub który wykreśli się z kart historii – wszystko zależne od strony która będzie opowiadała o tym dniu. Celebrować się będzie msze, eksplodują fajerwerki, drukarnie będą wysyłać do całej Europy opisy chwalebnej walki. To wszystko przyjdzie jednak po jakimś czasie: tygodniach, miesiącach, latach. A póki co trwa rzeź, opętańczy korowód twarzy bez imion i historii. Jednak i wśród całego tego szaleństwa zachował się okruch człowieczeństwa, którego nie zdławiła do końca rządza krwi i zemsty.
… chłopczyk ma nie więcej niż pięć lat, jest straszliwie wychudzony i osłabiony. Próbuje zmusić matkę by wstała, by uciekała, ale ta nie reaguje, a spod jej ciała rozlewa się plama szkarłatu. Chłopczyk płacze bezgłośnie, otumaniony odgłosami rzezi. Wtem podbiega do niego polski piechur, w ręku trzyma zakrwawioną szablę. Staje obok dziecka, które podnosi głowę – ich wzrok spotyka się i na moment obydwaj zastygają w bezruchu. Drab zamyśla się przez chwilę, jakby coś sobie przypomniał. Wypuszcza z dłoni broń, drugą dłonią przeciera spocone czoło. Nagle klęka przy dziecku i wyciąga do niego obydwie ręce. Chłopczyk, wciąż w szoku i przerażeniu,  obejmuje piechura, Polak zamyka go bezpiecznym uścisku. Po policzkach żołnierza lecą łzy, w których przez moment lśni promień czerwcowego słońca. Dookoła nich słychać strzały, krzyki walczących i umierających, żałosny odgłos smoleńskich dzwonów. Ale ci dwaj są w owej chwili bezpieczni od całego otaczającego ich szaleństwa, nie ma znaczenia religia, narodowość czy wiek. Jest tylko dwójka płaczących ludzi, bezpieczna wysepka w oceanie chaosu... 

środa, 13 kwietnia 2011

Waloni, Prusacy, Inflantczycy, Pomorczycy - rajtaria RON w czasie Wielkiej Smuty

W ramach nieustających poszukiwań informacji dotyczących rajtarii walczącej w ramach armii RON tym razem słów kilka o jej udziale w walkach Wielkiej Smuty. Niewiele tego, ale jak zwykle lepsze to niż nic. Ilustracja z bogatej kolekcji Daniela Staberga (adres internetowy jego albumu możecie znaleźć na liście stron).
Wśród wojsk towarzyszących królowi Zygmuntowi III, ruszających w 1609 roku na Smoleńsk, nie znajdujemy wiele rajtarii. Jedną jednostką dowodził kawaler Nowodworski, jego oddział to konnych rajtarów 130. Wydaje się jednak, że oddział ten był de facto większy, przed królem popisało się bowiem 150 rajtarów. Bardzo ciekawa jest informacja o składzie narodowym tej chorągwi, która złożona była z Prusaków, Inflantczyków, Pomorczyków. Żołnierze kawalera są opisani jako wyposażeni w parę rusznic – rzadki to przykład wzmianki o uzbrojeniu rajtarów, jak sądzę chodzi tu jednak o parę pistoletów, a nie broń długą. Co do udziału tej chorągwi w walkach, nie udało mi się znaleźć żadnych szczegółów. Biorąc jednak pod uwagę, że kawaler Nowodworski brał udział w szturmach Smoleńska, być może towarzyszyli mu tam spieszeni rajtarzy?
Pod koniec października pod Smoleńskiem pojawiła się dwie chorągwie rajtarii – pierwsza składała się z Walonów a dowodził nią von Rosen (Rozen). Liczyła ona prawdopodobnie 100 koni. Druga to 60 Inflantczyków, pod komendą Medona (Otto Medema?).
Kolejny ślad udziału rajtarii w działaniach wojennych znalazłem dopiero w 1611 roku. Z królewskiego wojska spod Smoleńska wydzielono z początkiem października zgrupowanie kawalerii, które miało wesprzeć litewskie oddziały hetmana Chodkiewicza idące na odsiecz polskiego garnizonu Moskwy. W skład oddziału ‘smoleńskiego’ weszły dwie chorągwie rajtarskie. Było to 100 żołnierzy Rosena (jego porucznikiem był Gadon/Gaden) i nieznana liczna żołnierzy Seja (nowa rota?). Z kolei w skład inflanckiej dywizji Chodkiewicza widzimy nazwiska oficerów, które mogłyby wskazywać na to, że dowodzone przez nich oddziały były właśnie rajtarią. Chodzi tu o Platemberga (jego oddział miał 71 koni) i Mikołaja Korffa (61 koni) – pierwszy z nich dowodził rajtarią w czasie poprzednich walk w Inflantach, także kilka lat później zobaczymy go pod komendą Chodkiewicza na czele rajtarów. Z kolei członkowie rodziny Korffów bardzo często dowodzili oddziałami takiej jazdy w ramach armii litewskiej. Oddziały te wzięły udział w nieudanej próbie przebicia się do garnizonu moskiewskiego. Jak się jednak wydaje Chodkiewicz wysoce cenił sobie udział rajtarii w podległych mu wojskach, pisząc w tymże 1612 roku, w obliczu odsieczy Moskwy, że rajtarii kilka chorągwi trzeba mieć Królowi JMci, bo ci najpotrzebniejsi będą. Wynikało to zapewne z faktu, ze spieszona rajtaria, dobrze wyposażona w broń palną, mogła być dobrym uzupełnieniem dla piechoty, walcząc w trudnych warunkach miejskich.
Bardzo duży był udział rajtarii w wyprawie moskiewskiej królewicza Wladysława w okresie 1617-1618. Początkowo w skład jego oddziałów wchodziły tylko dwie roty – Teodora Denhoffa i Otto Medema – każda z nich po 200 koni. Kiedy jednak 4 października 1617 roku nadciągnął ze swoimi oddziałami hetman Chodkiewicz, maszerowało z nim aż 8 chorągwi rajtarskich. Dowodzili nimi Aderkas, Gaden (porucznik Rosena z 1611 roku), Klebek, Platemberg (wspomniany powyżej), Potemkin, Sobieszczański i Sokołowski. Roty te liczyły po 100 koni każda.  Łącznie 10 chorągwi miało liczyć 1200 koni, jednak trudy kampanii mocno przerzedziły ich szeregi. 16 sierpnia 1618 roku hetman Chodkiewicz pisał, że ma pod komendą tylko 800 rajtarów. 6 spośród owych chorągwi miało brać udział w ataku na Bramę Twerską w nocy z 10 na 11 października 1618 roku. Były to roty Aderkasa, Klebeka, Henryka von Rosen (objął dowodzenie innej roty?), Platemberga, Potemkina i Sokołowskiego. Z kolei chorągwie Gadena i Sobieszczańskiego wspierać miały atak na Bramę Arbacką.  
Jak zwykle bardzo chętnie zapoznam się z wszystkimi komentarzami, może Czytelnicy wskażą też jakieś informacje które pominąłem.