Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klątwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klątwa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 grudnia 2017

Gniew żołnierza i klątwa kowala


Pamiętniki Albrychta Stanisława Radziwiłła to kopalnia XVII-wiecznych anegdot: zarówno tych z dworu, senatu jak i dotyczących wojska, mieszczan czy szlachty. Dziś ciekawa powiastka z 1650 roku, mówiąca o tym, żeby nie denerwować się w święte dni – pamiętajcie, bądźcie spokojnie w te Święta…

W święto w Niebowzięcia Pańskiego byliśmy na obiedzie u podskarbiego. Tego dnia dziwny przypadek się stał: Pawłowicz, porucznik alias zacny człowiek, gdy hetmana do domu podskarbiego na koniu przeprowadzał, odpadła na bruku koniowi jedna podkowa, każde tedy on kowalowi podkować konia, gdy kowal wymawiał się świętem, żołnierzem gniewem zapalony, uderzył go buzdyganem, a on przeklinać go począł, [mówiąc:] bodajbyś szyję [spadając] z konia złamał; skoro to wymawiał, Pawłowicz z konia zpadł i nogę złamał, z i tego przypadku za 14 dni umarł. 

wtorek, 27 kwietnia 2010

Klątwa Stefana Czarnieckiego


Tym razem notka krótka, ale historia mroczna...

Po zwycięskiej bitwie pod Połonką w 1660 roku Stefan Czarniecki, dowodzący koronną dywizją wspierającą armię litewską, maszerował ze swoimi oddziałami pod Mohylew. W czasie owej podróży jeden z jego rotmistrzów dowodzących chorągwią kozacką, Adam Działyński (starosta bratiański) nakazał swojej rocie opuszczenie wojsk Czarnieckiego i przejście do głównych sił koronnych na Ukrainę. Kozacy Działyńskiego szli tam na wezwanie hetmana Lubomirskiego, chorągiew miała bowiem jakoby zostać pohusarzona. Utrata jednostki miała straszliwie rozeźlić Czarnieckiego, który jak wiemy nie był człowiekiem spokojnego usposobienia. Z jednej strony tracił dobrą i doświadczoną jednostkę, która pod jego komendą walczyła w Danii, z drugiej dużym ciosem była utrata wraz z tym oddziałem porucznika Jana Polanowskiego ‘na którego on [Czarniecki – K.] radzie siła polegał’. Cała sprawa odbiła się echem w Koronie, wojewoda ruski wysłał bowiem do kilku urzędników królewskich listy, skarżąc się na Lubomirskiego.

Jednak wydarzenie to krwawy epilog. Kiedy kozacy Działyńskiego opuszczali dywizję Czarnieckiego, ten miał w gniewie przekląć ich, mówiąc ‘Bodejże was tam i z rotmistrzem w pierwszej okazyjej pozabijano!’. Kiedy chorągiew dotarła do armii Lubomirskiego, wzięła udział w walkach pod Cudnowem, walcząc 14 października w zaciętych walkach przeciw Moskalom. Pasek z niejaką grozą zanotował ‘Przyszli pod Czudnów, nazajutrz zabito rotmistrza [Działyńskiego], zabito dwadzieścia towarzystwa i czeladzi ze czterydzieści. Za odmianą miejsca zwykła się też mienić i fortuna. Sam Polanowski o mały włos że nie zginął’. Co prawda tak poważne straty (chorągiew miała 141 koni etatu, oznaczałoby to więc utratę połowy stanu faktycznego) wydają się nieco przesadzone, jednak nie da się ukryć, że kozacy ponieśli poważne straty. Od pierwszej ćwierci 1661 roku służą pod nowym rotmistrzem, Kazimierzem Działyńskim (wojewodzicem pomorskim), w zmniejszonym, bo liczącym 102 konie składzie. Czyżby więc klątwa wojewody ruskiego dopadła ich na Ukrainie?