Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna 1654-1667. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna 1654-1667. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVI



Dwa lata temu zachwalałem na blogu pierwszą część korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła. Ostatnio w końcu trafił do mnie, wydany w 2020 roku, drugi tom tej korespondencji, zatytułowany „Listy”, pora więc na kolejną porcję zachwytów. Tym razem grupa znakomitych historyków (Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski, Dariusz Milewski i Mirosław Nagielski) przygotowała dla czytelników zestaw listów pisanych przez i do hetmana Janusza Radziwiłła. Na blisko 300 stronach znajdziemy tu aż 220 listów, z okresu 1646-1655 (1646-1654 kiedy książę Janusz był hetmanem polny, a 1654-1655 kiedy był hetmanem wielkim). Gros z nich to po raz pierwszy wydane źródła archiwalne, acz znalazły się tu i te wydane wcześniej w XIX i XX wieku, ale w tym tomie opracowano je bez wcześniejszych błędów. Otrzymujemy tu kolejny niesamowicie interesujący zbiór źródłowy, dotyczący osoby hetmana, wojskowości litewskiej, konfliktów z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Oczywiście nie jest to lektura najłatwiejsza: warto wiedzieć kto, do kogo i w jakich okolicznościach pisał; listy w języku polskim są gęsto przetykane łaciną, oprócz tego mamy tu też wiele listów pisanych w całości po łacinie (jak korespondencja z księciem Jakubem Kettlerem) a nawet kopie listów które zachowały się tylko w tłumaczeniu na język ruski (tak to nazwano we wstępie, jako że niestety bukw nie jestem w stanie łatwo odcyfrować, wierzę redaktorom na słowo). Z tego też powodu nie będzie to raczej ‘lektura do poduszki’, a przydatny materiał referencyjny i zbiór źródłowy do którego bez wątpienia będą chcieli zajrzeć miłośnicy epoki. Indeksy -  osobowy i geograficzny – także pomagają w używaniu tego tomu jako bazy źródłowej. „Listy”  to świetne uzupełnienie części pierwszej, przybliżając osobę i postawę hetmana Radziwiłła w omawianym okresie.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak przy pierwszej części, trzeba mieć. Uwielbiam tak dobrze przygotowane edycje źródłowe, nawet to że często muszę głowić się nad tłumaczeniem zwrotów łacińskich jest ledwie drobną niedogodnością. Jeżeli jesteście zainteresowani armią litewską czy hetmanem Radziwiłłem, to bez wątpienia powinniście dodać ją do swojej biblioteczki. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

wtorek, 22 czerwca 2021

Rolle księcia Michała

 



Znowu wracamy do przeglądania zasobów AGADu na szukajwarchiwach. Tym razem bardzo interesujący zbiór rolli popisowych jednostek dowodzonych przez Michała Kazimierza Radziwiłła w latach 50-tych i 60-tych:

- chorągiew husarii (służąca tylko przez jedną ćwierć na przełomie 1654 i 1655 roku)

- regiment i kompanie dragońskie, okres 1656-1658

- regiment pieszy w okresie 1656-1659

- dawny regiment hetmana Jerzego Lubomirskiego, przejęty przez Radziwiłła, okres 1663-1668  

wtorek, 11 maja 2021

Połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem

 


Stefan Czarniecki był dowódcą surowym, który zwykł swoich żołnierzy trzymać ‘krótko’. Czasami jednak zdarzały mu się sytuacje, w których okazywał też nieco poczucia humoru. Niezastąpiony Jan Chryzostom Pasek przytoczył w swoich pamiętnikach taki ciekawy przypadek z 1660 roku, kiedy to dywizja Czarnieckiego walczyła z wojskami moskiewskimi. Polacy mieli się przeprawić przez Drucz, idąc z pomocą Litwinom. Nie było czasu na budowanie mostów, regimentarz miał więc zakrzyknąć:

- Pływaliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąwszy na pomoc, za mną!

Po czym dał przykład żołnierzom, przepływając jako pierwszy. Kiedy jego koń, z trudem bo z trudem, wyszedł na drugi brzeg, Czarniecki zaczął zachęcać swoich żołnierzy do działania. Chorągiew w której służył Pasek, weszła do wody. Oddajmy więc głos pamiętnikarzowi i zobaczmy co się stało:

Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugą stronę, takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda [Czarniecki]: „Macie szczęście, panie bracie: są tu wielkie ryby, połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem” (na to przymawiając, że to był chłopek małego [w]zrostu).

 

czwartek, 15 kwietnia 2021

Kożuchy, dardy i tureckie muszkiety

 


Kolejne bardzo ciekawe znalezisko ze zbiorów AGADU. Dokument z października 1656 roku, mówiący o oddziałach prywatnych Michała Kazimierza Radziwiłła. Znajdziemy tam informację o czterech jednostkach:

- chorągwi kozackiej złożonej z 30 ziemian

- chorągwi piechoty węgierskiej pod Chylińskim, złożoną z 60 hajduków.

- chorągwi piechoty niemieckiej kapitana lejtnantna Neimana (Neumana?). Liczebność nie jest podana, mamy tylko wzmiankę ‘według roll’. Za to znajdziemy tu informację o sztandarze ‘żółtym z krzyżem czerwonym’

- chorągwi piechoty niemieckiej lejtnanta Zary (?)

Obydwie jednostki niemieckie miały być złożone z nowozaciągniętych żołnierzy, stąd też towarzyszy im długa lista wydanej broni. Znajdziemy tam muszkiety ‘kupne’, muszkiety tureckie, muszkiety przerobione z ‘rur różnych skarbowych’. Nie brak tam i pik, miało ich być 120 (po 6 na 20 rot). Tak knechtom jak i hajdukom kupiono też kożuchy i buty. A jako wisienka na torcie informacja o żywności, czyli faska masła i kopa sera.



Druga karta jest nie mniej ciekawa, dotyczy bowiem różnych materiałów, które zakupiono i wysłano do Radziwiłła. Początkowo sądziłem że chodzi o materiały na mundury wojskowe, ale biorąc pod uwagę jak dużo różnych typów wymieniono na liście, nie jestem tego już tak pewien, być może chodzi po prostu o dostawę na dwór księcia. Niemniej jednak jest to bardzo ciekawy spis, a oprócz materiałów znajdziemy tam też i ‘szablę z węgierską oprawną’.



Całość dokumentumożecie znaleźć tutaj.

piątek, 15 stycznia 2021

Ze szkocką pintą i kwaterką brandy

 


Wracamy do zapisków Patricka Gordona, udało mi się bowiem znaleźć ciekawy fragment dotyczący utrzymania żołnierzy (i ich morale) w ryzach. W marcu 1661 roku kompania dowodzona przez Gordona, po powrocie z kampanii 1660 roku, powoli maszerowała z kwater zimowych, trafiając w okolice Krosna. Tu do jednostki trafiły uzupełnienia, wszak dragoni ponieśli spore straty w czasie walk z Moskwą i Kozakami. Jak napisał o tych nowych żołnierzach sam Gordon, było to ’50 chłopa, którzy wcześniej służyli Cesarzowi Rzymskiemu na Węgrzech, pod komendą generała Susa [De Souches] i zdezerterowali, a teraz nasz generał przysłał ich [do mnie] by wcielić ich do kompanii i rozmieścić na kwaterach. Byli to wysocy, nader krzepcy ludzie, głównie Francuzi i Włosi, [ale] też kilku Hiszpanów’. Jako że oddział Gordona był rozmieszczony na terenie miasteczka i kilku wsi, Szkot mógł się słusznie obawiać jak utrzymać tych nowych rekrutów w ryzach, tym bardziej że cała kompania od pewnego czasu nie otrzymywała żołdu. Zdecydował więc, że każdy żołnierz dostanie dziennie szkocką pintę piwa [czyli prawie 1.7 litra], kwaterkę brandy i tyle żywności na ile lokalna ludność może sobie pozwolić. Najwyraźniej podziałało to na morale dragonów, bo nie doszło do żadnych ekscesów, a dwa tygodnie później kompanii wypłacono żołd.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Listy przypowiednie Jana Kazimierza


Z jednodniową obsuwką kilka listów przypowiednich z okresu panowania Jana Kazimierza. Nie ma to jak przyjemna lektura źródłowa, jak człowiek musi w domu siedzieć...
- regiment piechoty cudzoziemskiej ks. Bogusława Radziwiłła - 1649 rok
- 600-osobowy suplement do regimentu ks. Bogusława Radziwiłła - 1651 rok
- regiment rajtarii ks. Bogusława Radziwiłła - 1651 rok
- chorągiew husarii ks. Michała Kazimierza Radziwiłła - 1654 rok
- drugi regiment piechoty ks. Michała Kazimierza Radziwiłła - 1661 rok

Kończymy póki co maraton materiałów źródłowych, w przyszłym tygodniu planuję wrócić do bardziej opisowych wpisów i może jednej czy dwóch recenzji.


wtorek, 17 marca 2020

Dzidami, drągami i wszelkiego gatunku pociskami



Pora nieco odgrzebać blog, dawno tu nic nie pisałem, koncentrując się tylko na blogowym FB. W dzisiejszym wpisie notka z walk polsko-tatarsko-kozackich pod Słobodyszczami, dokładnie rzecz biorąc z ataku który miał miejsce 7 października 1660 roku. W relacji zatytułowanej List pisany do Rzymu z obozu pod Cudnowem… możemy zapoznać się z bardzo ciekawymi informacji na temat starcia na cześć Boga i chwałę wieczną oręża polskiego. Tak oto autor listu opisuje polski atak na pozycje kozackie:
Słońce miał się już ku zachodowi, kiedy w. marszałek koronny [Jerzy Sebastian Lubomirski] stanął przed nieprzyjacielem, ale nie chcąc mu dać czas do przygotowania się do bitwy, postanowił ze zwykłą sobie determinacją  natychmiast na niego uderzyć. Z taką natarczywością wpadli Polacy w środek szeregów nieprzyjacielskich, z taką bili się zapalczywością, że w przeciągu mało co więcej jak godziny, gdyż zmrok położył koniec bitwy, kilka tysięcy Kozaków, podług ich własnego wyznania, legło na placu. Myśli mieli stu zabitych, między którymi barona Oedt pułkownika jazdy[1], i kilkuset rannych, po większej części dzidami, drągami i wszelkiego gatunku pociskami, jakie się nawinęły pod rękę Kozakom, bo nie mieli czasu nabijać rusznic, swej zwyczajnej broni.

Hieronim Chrystian Holsten, który w szeregach regimentu rajtarii Lubomirskiego brał udział w tym bitwie, daje nieco mniej optymistyczny opis, gdzie po początkowym sukcesie [Kozacy] dobrali się nam jednak tak mocno do skóry, że musieliśmy się wycofać. Niemieckie rajtar wspomina, że w końcu strzelbami, spisami, łukami, kosami, drągami a nawet kłonicami wypędzili nas z obozu przypadkowo na bagna. Regiment miał ponieść duże straty, obok poległego obersztera wielu innych oficerów zginęło i zostało rannych. Między innymi rotmistrz Mautner zabity toporem s  rotmistrzowi Makowskiemu rozpłatano kosą głowę[2]. Regiment miał też stracić dwa sztandary, a ten niesiony przez Holstena miał kilka cięć i strzałów.


[1] Stefan Franciszek baron de Oedt, oberszter regimentu rajtarii Jerzego Sebastiana Lubomirskiego.
[2] Miał jednak przeżyć starcie.

sobota, 15 czerwca 2019

Protestacja żyda Pińskiego...


W dzisiejszym wpisie bardzo ciekawy dokument z 1655 roku, czyli protestacja żyda Pińskiego Ezyasza Jakubowicza na p. Lisowskiego, złożona w pińskim urzędzie grodzkim. Dotyczy ona złupienia przez kupę swawolną majątku Dowieczorowicze (Drogiczyn). W protestacji możemy znaleźć niezwykle szczegółową listę ukradzionego majątku: od kosztowności, przez rzędy końskie (w tym husarskie), mnóstwo strojów aż po rodzynki, tabakę i cukier. Zapisek długi, ale warto się z nim zapoznać, bo mnóstwo tam interesujących pozycji.











piątek, 24 maja 2019

Nie będą żony ich teraz ogórków ani rzodkwi przedawać



W latopisie Joahima Jerlicza możemy znaleźć dużo ciekawych informacji dotyczących okresu 1620-1673. Oprócz ważnych wydarzeń historycznych są tam też rozliczne anegdoty, dotyczące mniej lub bardziej znanych osób z epoki. Jerlicz często komentuje też dokonania wojsk polskich i litewskich – wspominając zarówno zwycięstwa jak i porażki. Dziś ciekawostka z 1663 roku, dotyczące spłacenia zadłużenia armii koronnej i zwinięcia Związku Święconego.  Kronikarz zapisał tam szczególny fragment dotyczący jazdy lekkiej, zwłaszcza chorągwi wołoskich:

Tego czasu uważyli to sobie Król JMć z Senatem aby więcej w wojsku nie było chorągwi Tatarskich nad cztery, ażeby na jeden koń dawano, a czeladź Polacy albo i Ruś onym nie służyła, jeno Tatarzyn Tatarzynowi. Wołoskich dwie chorągwi, które aby przy Hetmanie byli, co dobrze to upatrzyli i uważyli, bo nigdy się z nieprzyjacielem szczerze nie bili, jedno o łupie abo zdobyczy myśleli. Przez co się i spanoszyli a zbogacili; nie będą żony ich teraz ogórków ani rzodkwi przedawać, ani sami w giermakach żółtych chodzić.

niedziela, 24 marca 2019

Wesoła kompania pana Franciszka



W sierpniu 1657 roku Franciszek Medeksza wyruszył do Moskwy z poselstwem do cara. Już kilka razy na blogu cytowałem fragmenty jego zapisków, tym razem coś z początku jego podróży. W połowie sierpnia pan Franciszek zawitał do Kiejdan, gdzie przygotował się do wyprawy, dla mnie ochędóstwo poszyto, czeladź przyodziano a drugą na tę okazyją zasiągniono i wozy z żywnością z folwarku naśpiżowano. 27 sierpnia jego ‘konwój’ trafił do Łohojska, gdzie dowodzący załogą kapitan moskiewski dokonał inspekcji całej grupy. Medeksza pozostawił nam spis towarzyszącej mu czeladzi, który pozwolę sobie zacytować – bo to nader ciekawy przykład ukazujący strukturę grupy towarzyszącej posłowi w jego podróży.



wtorek, 29 stycznia 2019

Brodę i głowę kazał opalić



Latopisiec albo Kroniczka… Joachima Jerlicza to bardzo ciekawe źródło przeróżnych anegdot z okresu 1620-1673. Oprócz zapisków dotyczących ważnych wydarzeń historycznych, znajdziemy tam i wspominki o wróżdach rodowych czy notki o znanych postaciach. Poniżej taka właśnie zabawna anegdotka o dyplomacji moskiewsko-kozackiej w 1655 roku. W rolach głównych Bohdan Chmielnicki i car Aleksy I Romanow:




poniedziałek, 23 lipca 2018

Prawdziwa Kmicicowa kompania




Kilkakrotnie wspominałem już na blogu o utrapieniach jakie przynosiły ze sobą oddziały wolontarskie w okresie 1654-1667. Podopieczni Oskierki czy Muraszki byli niestety tak samo skorzy do łupienia lokalnej ludności jak i do walki z przeciwnikiem. Dziś znalazłem kolejnego przywódcę „Kmicicowej kompanii”, który wykorzystał wojenną zawieruchę do własnych celów. Poniżej uniwersał Jana II Kazimierza, nawołujący obywateli  powiatu pińskiego do stawienia oporu wolontariuszowi Felicjanowi Rodakowskiemu, który z kupą swawolną nie kwapił się do obozu wojsk litewskich, zamiast tego wyrządzając w powiecie wielkie krzywdy y excessa.




poniedziałek, 11 czerwca 2018

Litewska maskirowka z 1655 roku



Wielokrotnie wspominałem na blogu o problemach jakie sprawiały własne wojska na rodzimych ziemiach – od zajmowania kwater po bezlitosne łupienie ludności. Dziś taki przypadek z 1655 roku, w wykonaniu chorągwi kozackiej[1] krajczego Wielkiego Księstwa Litewskiego Michała Kazimierza Radziwiłła, dowodzonej przez Zdanowicza. Co interesujące, litewscy żołnierze plądrując rodaków mieli udawać wojaków moskiewskich, licząc że to na przeciwnika spadnie wina za gwałty i kradzieże. Poniżej skarga złożona na oddział i jego dowódcę:





[1] Etatowo liczyła ona 150 koni.

piątek, 30 grudnia 2016

Od głodu i wolontarzy uchowaj nas Panie...


Jan Cedrowski opisał  swoim pamiętniku straszliwe plagi które w 1656 i 1657 roku nawiedziły województwo mińskie. Kraj wyczerpany wojnami z Kozakami, Szwedam i Moskwą musiał teraz stawić czoła najgorszemu z wrogów…
Dopuścił P. Bóg […] na różnych miejscach i w moim domu straszną moc myszy polnych, tak że zboża wprzód w polach, a potem w pieniach i swirnach i przepłotach strasznie psowali i za którem dopuszczczeniem Bożem zaraz głód straszny nastąpił, który trwał aż do żniw roku 1657 tak że kotki, psy, zdechliny wszelakie ludzie jadali, na ostatek rżnęli ludzi i ciała ludzkie jedli i umarłym trupom ludzkim wyleżeć się w grobie nie dali, czegom się sam mizerny człowiek oczyma mojemi napatrzał.
Co gorsza, wraz z głodem nadciągnęli i plądrujący żołnierze… na dodatek nominalnie walczący po tej samej stronie.  W marcu 1657 roku pan Jan zapisał:
Niezmierne rabunki, najazdy cierpieliśmy od chłopów własnych naszych, których był Pułkownikiem hultaj Dzienis Muraszka[1] i założył był sobie sedem belli[2] w Kamieniu. Ten niezbożny człowiek i jego hultaje nie tylko chłopów i poddanych naszych, ale i czeladź podmawiali, a drugich w swój regestr wypisywali i największą byli przyczyną ciężkiego głodu i rozejścia wszystkich chłopów. Uciszyli się jednak potem jak ich w Prusowiczach pogromiono, gdzie i moich kilku poddanych którzy się byli pohultali, zabito.
Muraszko który tak się dał we znaki litewskiej szlachcie, podźwignął się po porażce i kontynuował różnego rodzaju harce i swawole. Wspominałem o nim kilka lat temu w innym wpisie.



[1] Walczący potem u boku wojsk polsko-litewskich w kampanii 1660 roku.
[2] Obóz wojskowy. 

poniedziałek, 3 października 2016

Cudzoziemcy a moskiewscy obersztrowie


Dawno nie zawędrowaliśmy na pole bitwy pod Werkami – a starcie to wszak ciekawe. Tym razem przyjrzymy się krótkiemu zapisowi ze Skarbnicy pamięci Macieja Vorbeka-Lettowa, który może rzucić nieco światła na armię moskiewską w tej bitwie. Pan Maciej napisał bowiem:
Cudzoziemcy a moskiewscy obersztrowie[1] ci w Wilnie beli: obersztel Daniel Krafat Szot[2], Jurgen Szot, Adam Belli Szot, Jerzy de From Niderlandczyk, Nowart Szot, Kasper Jander Niemiec, inszych imion nie mogli wiedzieć.
Z pomocą przychodzą nam tu wpisy z blogu Vlada Velikanova, gdzie możemy znaleźć liczebność piechoty moskiewskiej w garnizonie Wilna i armii polowej Dołgorukiego w lipcu 1658 roku oraz raport samego Dołgorukiego dotyczący bitwy[3].
- Daniel Krafat to w takim razie Daniel Craufort (Crowford?), dowodzący regimentem piechoty w armii polowej
- Kasper Jander to według zapisu u Vlada Kasper Yander, stojący na czele kolejnego regimentu piechoty
- Adam Belli to zapewne Thomas Beyle (?), następny pułkownik piechoty nowego typu
- Nowart może być błędnym zapisem nazwiska Adama Goghwarta
- Jurgen to (znów tylko ‘może’) być może Y (?) Urwin (Irwin?), którego regiment pozostał w Wilnie
Jerzy (Georg) de From niestety nijak mi do niczego nie pasuje.
Widać więc, że mimo porażki udało się Litwinom ‘urwać’ nieco informacji dotyczącej sił przeciwnika.




[1] Pułkownicy
[2] Szkot.
[3] Dużo ciekawych informacji w komentarzach do tego drugiego wpisu. 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Krwawa rozprawa pod Kuszlikami - cz. II


Coraz ciekawiej w temacie bitwy pod Kuszlikami – wykopałem kilka źródeł i opracowań (dziękuję za pomoc wszystkim zainteresowanym). Dziś wypisek z diariusza Jana Antoniego Chrapowickiego, który otrzymywał informacje z frontu w listach od starosty żmudzkiego, Jerzego Karola Hlebowicza. W notce z dnia 14 listopada 1661 czytamy:
List od jm. Pana starosty żmudzkiego oddał dragon późno, w którym oznajmuje, że Chowańskiego zniesiono, iż tylko w półtoru tysięcy ludzi uszedł i pana Wiażewicza zabito.
Wspomniany tam Wiażewicz – Jerzy Piotr – był porucznikiem „białej” chorągwi kozackiej Hlebowicza i synowcem samego Chrapowickiego.
Kolejny dragon z listem od Hlebowicza przybył cztery dni później. Tym razem wiadomości były dokładniejsze:
Pisze i przysyła z obozu wiadomości, że Chowańskiego cale zniesiono, Naszczokina zabito[1], synów Chowańskiego [:] starszego wzięto, młodszego zabito[2]w drugiej to potrzebie, gdzie mu i obóz, i armatę zabrano. Był w tej potrzebie i jm. Pan wojewoda ruski[3]. To też oznajmują, że pana Wiażewicza w łeb postrzelono, że zaraz umarł.
W kolejnych odsłonach: nieco o liczebności wojsk litewsko-polskich i moskiewskich. Szczegóły wkrótce.



[1] Co jest informacją błędną.
[2] To także okazało się błędną wiadomością i Chrapowicki przekreślił to potem w swoim diariuszu.
[3] Stefan Czarniecki. 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Krwawa rozprawa pod Kuszlikami - cz. I


Bitwa pod Kuszlikami to bardzo ciekawe, acz chyba mniej znane starcie z okresu wojny polsko-moskiewskiej 1654-1667. 4 listopada 1661 roku połączone siły polsko-litewskie[1] dowodzone przez samego Jana II Kazimierza pokonały armię moskiewską Iwana Chowańskiego. Chyba warto by od czasu od czasu coś o tym napisać.
Ciekawe informacje można znaleźć w pamiętnikach Patricka Gordona. Co prawda nie brał udziału w tym starciu, ale miał relacje naocznych świadków – swoich kolegów z cudzoziemskiej kadry w armii Chowańskiego.  Gordon bardzo ogólnie wspomina o wczesnych potyczkach z września i października, kiedy to Chowański walczył z Litwinami: gdzie to Rosjanie, będąc stroną silniejszą, zdobyli przewagę. W początkowej fazie kampanii korpus moskiewski,  dowodzony przez Chowańskiego i Ordina-Naszczokina (bardzo zręcznego polityka, cieszącego się wielką łaską Cara), miał liczyć 12 000 ludzi. Trudy walk, problemy z zaopatrzeniem i brak rozstrzygnięcia w walce z Litwinami doprowadził jednak szybko do erozji morale wojsk moskiewskich. W obliczu nadciągających wojsk polskich, które miały się połączyć z Litwinami, wśród żołnierzy moskiewskich zaczęła się nasilać dezercja. W tym czasie Moswicini zaczęli dezerterować po 100 i 50 [naraz], także zostało ich ledwie 6000[2]. Generał-porucznik Thomas Daylell[3], który służył w tej armii, widząc ją tak zmniejszoną i obawiając się nadciągających [polskich] sił, doradzał Chowańskiemu by ten wycofał się w rejon Połocka, jak to już zrobił jego kolega [Ordin-Naszczokin] ale [Chowański] tego nie zrobił. Generał Daylell stwierdził więc, że nie chce być świadkiem ruiny całej armii i wyjechał do Połocka[4], pozostawiając swój regiment [piechoty] pod dowództwem podpułkownika.
Niestety brak opisu bitwy, za to Gordon wspomniał co nieco o moskiewskich starciach. Po krótkim starciu, Moskwicini zostało zmuszeni do odwrotu, pułkownik [Robert] Douglas[5] zabity, pułkownicy [Andrew] Forret[6] i [Cornelius von] Bockhoven[7] wraz z wieloma innymi wzięci do niewoli. Jakieś 1500 żołnierzy moskiewskich zginęło a setki wpadły do niewoli. Pora roku nie pozwoliła jednak Polakom na pościg ani na wykorzystanie tego zwycięstwa.
Na szczęście mamy jeszcze inne źródła dotyczącego bitwy pod Kuszlikami, więc coś o tym w przyszłości jeszcze napiszę.



[1] Regimentarzem koronnym był tam Stefan Czarniecki, regimentarzem litewskim Kazimierz Żeromski.
[2] Co ciekawe, według źródeł moskiewskich jest to prawda: z 12 000 piechurów Chowańskiego miało zdezerterować ponad 6500.
[3] Kolejny szkocki oficer, na służbie cara od 1656 roku.
[4] Spryciarz…
[5] Taaa, kolejny Szkot.
[6] Szkot lub Anglik.
[7] Holender. 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od koni kanibali po smagłe dziewczęta


Miałem dziś kontynuować  wątek starcia pod Zakrzewem (na moim FB mamy bardzo ciekawą dyskusję na temat wczorajszego spisu), ale że jeszcze zbieram źródła, musi to trochę poczekać. Jako że mój ukochany pierworodny zdecydował o 6 rano, że spanie jest przereklamowane, mam okazję napisać nowy wpis. Pozostaniemy jednak w klimatach rajtarii, tym razem jednak polskiej z roku 1660. Jeden z moich ulubionych pamiętnikarzy z XVII wieku opisze nam najgorszy i najlepszy moment swojej kampanii przeciw armii Szeremietiewa.
W czasie bitwy pod Cudnowem, Hieronim Chrystian Holsten wpadł do niewoli moskiewskiej; gdy zraniono mu konia, złapał mnie za kark półniemiecki Moskwicin. Rajtar spędził aż trzy tygodnie w otoczonym przez armię koronnym obozie Szeremietiewa i – co dość zrozumiałe – nie wspomina tego pobytu najlepiej.
Zapanował tak wielki głód, że nie da się tego opisać, ponieważ nasi Polacy i Tatarzy tak mocno ich zablokowali, że mogli oni wyjść najwyżej na 20 kroków z obozu. Koń pożerał z głodu drugiego konia[1], do tego nie można było znaleźć ani liści, ani drzewa, ani korzeni drzew. Nam jeńcom podrzucali od czasu do czasu z litości kawałek surowego końskiego mięsa. Z gnatów robiliśmy zaraz ogień i węgle, na którym mięso piekło się całkiem na czerwono. Od Niemców[2] otrzymywaliśmy także czasami kawałek mocno spleśniałego chleba. Moczyliśmy go w wodzie i robiliśmy z tego zimną zupę w ustach, ponieważ w naszej jamie[3] własnymi rękami wygrzebaliśmy jeszcze małą dziurę, aby móc czerpać wodę pitną na nasze potrzeby.
Gdy po kapitulacji wojsk moskiewskich Holsten i spółka wrócili w szeregi własnej armii, przedstawiali straszny widok. Nasze żołądki i ręce pokurczone były zupełnie jak puste dudy, dym z gnatów końskich zabalsamował nas całkowicie.
Nasz dzielny rajtar miał jednak okazję podreperować zdrowie, gdy jego regiment pozostał na Ukrainie na leżach zimowych.  W porównaniu z poprzednimi doświadczeniami, dzielny wojak i jego koledzy spędzali teraz czas w komfortowych warunkach.
Tę połowę zimy spędziliśmy więc za ukraińskimi piecami chlebowymi, gdyż tu, gdy gospodarz chce iść spać, włazi z żoną do worka, podobnie pachołek i dziewka, każdy w swoim worku i tak śpią wszyscy, a cielęta i świnie obok pieców. Dobre mięso i chleb, miód, gorzałka i tytoń były naszym zwykłym wiktem. Moją najlepszą rozrywką było to, że stale mogłem jeździć na łowy, gdyż miałem dobre psy i sokoły. Wieczorem zabawialiśmy się z ukraińskimi, smagłymi dziewczętami i tak połowa zimy zbliżała się do końca.





[1] Scena jak z horroru…
[2] W służbie moskiewskiej.
[3] Holsten trzymany był w czworokątnej jamie, razem z czterema innymi Niemcami i trzema Polakami. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Ustawiczne chorowite ponosząc prace


Dziś niezwykle ciekawy dokument, datowany na 17 maja 1659 roku. To manifest złożony przez Michała Paca i starszyznę koła wojskowego z dywizji hetmana polnego litewskiego Wincentego Korwina Gosiewskiego. Żołnierze - obydwu autoramentów - przedstawiają w nim przejmujący obraz nieopłaconego, wykrwawionego i zmęczonego przez dwa lata z pola nie schodząc wojska. Pozbawieni dowództwa hetmana (wziętego w 1658 roku do niewoli moskiewskiej pod Werkami), walczący zarówno przeciw Szwedom jak i Moskalom, wojacy Gosiewskiego upominają się u króla o zaległy żołd i poprawę warunków służby. Warto poczytać w jakich to słowach wypowiadali się w tej petycji, wszak podobna sytuacja była i w armii koronnej.