Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia bawarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia bawarska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 czerwca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XL

 

Kilka lat temu recenzowałem na blogu pracę Laurence’a Springa The Bavarian Army during the Thirty Years War 1618-1648. The backbone of the Catholic League. Była to wtedy 15 książka z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’. Minęło kilka lat i jako książka numer 69 w tejże serii (jak ten czas leci) ukazało się drugie i poprawione wydanie tej pracy. Wypadałoby więc zrecenzować i nową wersję. Moją pierwszą recenzję znajdziecie tutaj, bo będę się do niej odnosił pisząc o nowym wydaniu. Tym razem więc pokrótce co i jak się zmieniło.

Tym razem mamy do czynienia z miękką okładką, typowo dla większości tomów serii. Nieco zwiększył się także format wydania, nowa wersja ma 30 stron więcej. Jako że w pierwszej recenzji opisałem konstrukcję pracy, nie będę już tego powtarzał, zaznaczę tylko zmiany widoczne w nowym wydaniu:

- nowe źródła i opracowania, dotyczące bezpośrednio armii bawarskiej, dzięki czemu mamy nieco więcej ciekawych informacji w tekście

- nowy rozdział i nowy aneks, omawiające organizację i liczebność milicji bawarskiej w omawianym okresie

- zmiana struktury niektórych rozdziałów: niektóre akapity zostały przesunięte, rozszerzone lub skrócone, inne zupełnie usunięte. Część tabelek występuje teraz w postaci opisów w tekście

- sześć kolorowych plansz (każda z jednym żołnierzem) autorstwa Siergieja Szamenkowa

- 10 kolorowych plansz ze sztandarami (zarówno zdjęcia jak i rysunki), także więcej źródłowych opisów sztandarów, a także krótki aneks dotyczących zbiorów flag w szwedzkim Muzeum Armii, autorstwa kurator muzeum, pani Karin Tetteris

- dużo więcej ilustracji z epoki, przedstawiających żołnierzy i scenki rodzajowe z wojny

Także jak widać zmian całkiem sporo i to zdecydowanie na lepsze, bo autor dodał konkretne informacje dotyczące Bawarów, czego nieco brakowało w pierwszym wydaniu. Przy okazji poprzedniej recenzji komentowałem, że struktura niektórych rozdziałów wydawała się nieco chaotyczna – także i tu zmiany na plus, bo rozdziały wyglądają na nieco bardziej ‘zorganizowane’.

Niestety w tej beczce miodu nie może zabraknąć i łyżki dziegciu. Błędy które zaznaczałem przy okazji pierwszego wydania, takie jak śmierć Bucquoya w wyniku utonięcia czy von Sporck walczący po Wojnie Trzydziestoletniej przeciw Polakom  wciąż mają się dobrze i można je znaleźć w tekście książki. Trochę to frustrujące, bo była doskonała okazja żeby je poprawić przy okazji nowego wydania.

Zwyczajowo więc oceniam według rankingu [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] na mocne (mocniejsze niż pierwszym razem) można mieć. Nowe wydanie ma więcej informacji o tytułowej problematyce, mamy też dużo wizualnych dodatków uatrakcyjniających lekturę, jest to też bardziej uporządkowana praca niż za pierwszym wydaniem.

 


środa, 11 grudnia 2019

Brisak forteca w Alzacyi bardzo mocna



Tydzień z Wojną Trzydziestoletnią, wpis 3/7

Sięgamy tym razem po jednego z moich ulubionych pamiętnikarzy, czyli Albrychta Stanisława Radziwiłła. Od czasu do czasu notował on cóż też wydarzyło się na polach bitewnych Wojny Trzydziestoletniej. Taki oto zapisek znajdziemy w styczniu 1639 roku:
Brisak forteca w Alzacyi bardzo mocna, która dotychczas, gdy nieprzyjacielowi się nie poddała, od francuzkiego wojska za generalstwa Wejmera głodem przciśniona, wzięta jest. Co wszystkie szyki cesarskie pomieszało. Getz, generał wojska cesarskiego, o zdradę podejrzany, wzięty i do Wiednia zaprowadzony. Różnie to ludzie tłumaczyli; jedni dziwowali się nieszczęściu cesarskiemu, i ubolewali na jego niedostatek w ludziach mężnych i wiernych; drudzy utyskowali na niewdzięczność austryacką, która żołnierską pracę i odwagę rycerską więzieniem i kajdanami nagradza. Cóżkolwiek jest, szkoda zaprawdę wielka się stała cesarstwu stratą Brisaku, gdy Francuz klucz do Niemiec i Tyrolu otrzymał.  

Wypada tu parę rzeczy wyjaśnić. Ów ‘Brisak’ to twierdza Breisach (Brisach), która 18 grudnia 1638 roku, po czterech miesiącach oblężenia, wpadła w ręce Francuzów. Dowodził nimi książę Bernard Sasko-Weimarski, czyli wspomniany tam ‘Wejmer’. Z kolei pechowy generał ‘Getz’ to Johann baron von Gotzen, feldmarszałek w służbie Bawarii. Brał udział w przegranej bitwie pod Wittenweiher (9 sierpnia 1638), gdzie duże straty poniosły sprzymierzone oddziały cesarskie dowodzone przez Federigo Savelliego. Ten miał jednak ‘chody’ na dworze cesarskim, stąd też ostatecznie kozłem ofiarnym stał się oficer bawarski. Nic zresztą dziwnego,  że wybrano go na ofiarę. Od 1626 roku walczył bowiem w szeregach armii cesarskiej i w 1635 został wydalony z armii za błędy popełnione w kampanii śląskiej (i zbyt bliskie kontakty z  Wallensteinem). Nasz baron jednak długo nie przebywał na emeryturze, bo przyjął go na służbę elektor Bawarii.  Nie można mu było jednak udowodnić żadnych błędów w kampanii alzackiej, gdzie robił co mógł by ocalić Breisach W sierpniu 1640 ogłoszono więc jego niewinność i powrócił do służby cesarskiej. Zginął w 1645 roku, dowodząc kawalerią w bitwie pod Jankowem (Jankau).

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XIII


Kolejne podejście do serii Century of the Soldier 1618-1721, raz jeszcze Laurence Spring, tym razem w pracy The Bavarian army during the Thirty Year War 1618-1648. The backbone of the Catholic League. Obawiam się jednak, że jest to już moja ostatnia przygoda z pozycjami tego wydawnictwa.
Książka zaczyna się od krótkiego kalendarium wojny. Następnie krótki wstęp o roli Bawarii w konflikcie. Główna część pracy to 12 rozdziałów:

- Korpus oficerski
- Szeregowcy [The Rank and File]
- Organizacja [jednostek]
- Stroje żołnierzy
- Wyposażenie żołnierzy
- Sztandary
- Racje żywnościowe i żołd
- Kwatery
- Taktyka
- Cywile i żołnierze
- Śmierć w armii
- Podsumowanie: nareszcie pokój

Rozdziały są krótkie, z reguły ok. 10 stron.  Zdecydowanie dłuższy jest ten mówiący o relacji cywili i żołnierzy, ma bowiem aż 22 strony, z tego prawie 11 opowiada o rzezi Magdeburga. Bez wątpienia był to ważny (i jakże krwawy epizod) wojny, jednak wyraźnie widać tu zachwianie proporcji w tekście. Rozdziały są bardzo nierówne: znajdujemy w nich mnóstwo informacji i cytatów z różnych źródeł, problem jaki z tym mam jest jednak taki, że często nie dotyczą one armii bawarskiej a np. szwedzkiej, duńskiej czy holenderskiej. Bez wątpienia trzy strony o strojach armii szwedzkiej są bardzo interesujące, zwłaszcza dla mnie, jednak czy należałoby się na tym skupiać w książce o armii bawarskiej? Praktycznie brak opisów walk z udziałem oddziałów bawarskich (poza masakrą Magdeburga) – a przecież armia ta zapisała naprawdę przepiękną kartę w czasie wojny. Zbyt często, jak na mój gust, autor podpiera się cytatami z angielskich traktatów wojennych z epoki, co często nie bardzo ma przełożenie na to co działo się w tym czasie w Europie. Brak próby oceny tak strategii jak i taktyki wyższych oficerów bawarskich, należeli wszak oni do wybijających się dowódców wojny trzydziestoletniej. Brak też tabeli opisujących relacje do siebie różnych walut. Jest to o tyle uciążliwe, że Autor nader swobodnie przeskakuje z jednej waluty na drugą i dochodzi do dziwnych sytuacji, gdy na str. 90 czytamy, że XVII-wieczna armia polska płaciła swoim żołnierzom sześć szylingów na tydzień. Rozdziały mają często dość chaotyczną strukturę, jakby Autor nie do końca przemyślał o czym chce w danym momencie pisać. Przykładowo w rozdziale o taktyce, mamy w pewnym miejscu wzmianki o tym jak używać kopijników, zaraz potem dragonów, żeby płynnie przejść do umiejscowienia artylerii na polu bitwy, po czym ni z tego ni z owego Autor raczy nas informacji o kapłanach błogosławiących wojsko przed bitwą.  Czasami przy lekturze łapałem się na tym, że wracałem do poprzedniej strony, nie będąc pewny czy czegoś nie pominąłem, bo zaskakiwała mnie taka nagła zmiana wątku.

Przechodzimy do aneksów. Pierwszy z nich to lista bawarskich regimentów biorących udział w walkach. Niestety jest ona złożona w sposób alfabetyczny który mocno utrudnia lekturę. Z jednej strony mamy tu wymieszane różne formacje (więc obok siebie regimenty piechoty i jazdy), z drugiej brak konsekwencji zapisu. Wielu pułkowników mamy tylko wymienionych z nazwiska, podczas gdy w przypadku innych mamy wszystkie imiona i tytuły. Brak też konsekwencji w opisach jednostek – niektóre mają pełny szlak bojowy, z kolei inne tylko datę zaciągu i zwinięcia. Brak wyjaśnienia czemu niektóre jednostki miały przydomek ‘Jung’ i ‘Alt/Alte’ – nie wiem czy Autor tego nie wiedział czy po prostu uznał za coś tak oczywistego, co nie wymaga tłumaczenia.
Drugi aneks to Zdobyte sztandary protestanckie. Podzielony jest on na trzy części. Dwie pierwsze nie wzbudzają wątpliwości – to zdobycze spod Białej Góry i Stadtholm. Trzecia część jednak pasuje tu jak pięść do nosa, jest to bowiem lista sztandarów utraconych przez wojska cesarskie pod Wittenweier w 1638 roku. Jak to się ma do tytułowych sztandarów protestanckich? To wie tylko Autor.

Tekst zawiera dwie mapy- czytelne, pomagające przy lekturze. Do tego 30 czarno-białych ilustracji, w większości pochodzących z traktatów wojennych z epoki. Kuriozalne jest jednak to, że część z nich nie ma informacji o źródle pochodzenia. Jest to o tyle dziwne, że są to rysunki z traktatów Wallhausena. Ciekawa za to jest rekonstrukcja ośmiu sztandarów bawarskich, na str. 80-81.
Bibliografia to aż 11 stron (z książki która ma niewiele ponad 190), podzielona na źródła archiwalne, źródła drukowane, opracowania i strony internetowe. Także i tutaj mamy czasami dziwne zabiegi: np. traktaty Wallhausena są w bibliografii wymienione dwa razy – dwa niemieckie oryginały i dwa francuskie tłumaczenia. Bardzo dziwny zabieg, służący chyba tylko sztucznemu rozdmuchaniu bibliografii. Co ciekawe, rzeczony Wallhausen zwykle jest zapisywany jako Johann Jacobi von Wallhausen, tu jednak występuje tylko jako Johan Wallhausen. Jak na historyka mamy tu małą dbałość o szczegóły.

Niestety, tak jak w poprzednich pracach z tej serii zawodzi redakcja i korekta. Literówki, źle złożony tekst, rozliczne powtórzenia, a czasami dziwna konstrukcja zdania – tak jakby nikt tego na spokojnie nie przeczytał. O wiele większym problemem są jednak błędy merytoryczne, do tego poważne. I tak na str. XVIII [część wstępu] spotykamy informację, że hrabia Bucquoy utonął w 1621 roku, podczas gdy w rzeczywistości zginął w tymże roku w potyczce oddziałów jazdy. Zupełnie kuriozalne jest stwierdzenie ze str. 25, że już po wojnie trzydziestoletniej Johan von Sporck walczył w ramach armii cesarskiej… przeciw Polakom. Najwyraźniej Autor nie wie, po czyjej stronie stało Cesarstwo w czasie „Potopu”.  O lekkiej kawalerii – na stronie 49 – czytamy że rekrutowała się ‘zazwyczaj z Polski lub jednego z kozackich plemion [one of the Cossack tribe]’. Tu opadła mi szczęka, co to ma być? Upieranie się, że dragoni używali pik pojawia się tak często, że przestałem liczyć przykłady.  Czasami ma się wrażenie, że autor nie bardzo wie o czym pisze, a brak redaktora jest poważnym mankamentem.  Np. w dwóch miejscach Autor powtarza informację, że w grudniu 1623 roku armia siedmiogrodzka pokonała wojska cesarskie Caraffy, mordując wszystkich „Włochów, Hiszpanów i Walonów”, biorąc do niewoli tylko Niemców. W tym samym miejscu podaje jednocześnie informację, że w czasie walk wzięto do niewoli Caraffę – czyli jednak nie wszystkich Włochów wymordowano. Problem jaki mam z tą informacją (podaną za pamfletem z Hagi, datowanym na 14 grudnia 1623 roku) jest taki, że nie mogę znaleźć potwierdzenia tej porażki w żadnym opracowaniu o wojnie które posiadam. O ile mi wiadomo, w listopadzie 1623 roku doszło pod Hodoninem do zawarcia zawieszenia broni pomiędzy Bethlenem i Caraffą właśnie, w grudniu nie toczono już żadnych walk. Czyżby więc bitwa która nigdy nie miała miejsca? Oczywiście mogę się mylić, jednak sam opis i źródło jego pochodzenia wydaje się nieco podejrzane.


Pozostaje więc zwyczajowa ocena końcowa [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]. Pomimo licznych mankamentów, jestem skłonny ocenić ją jako można mieć. Mimo wszystko znajdujemy tam sporo ciekawych informacji, porozrzucanych w tekście. Problemem jest głównie to, że najczęściej nie dotyczą one tytułowej armii bawarskiej, a innych stron biorących udział w wojnie trzydziestoletniej. Jako monografia owej jakże przecież interesującej armii, książka ta nie spełnia – według mnie – swojego zadania, jest za to mieszaniną (często raczej chaotyczną) wielu interesujących detali dotyczących wojny. 

wtorek, 4 września 2012

Regiment bardzo zapobiegliwych grenadierów



Po raz kolejny powrócę do Kronik starego weterana autorstwa pułkownika De la Colonie, przy okazji niecnie pożyczając ilustrację z blogu With Zeal and With Bayonets Only (polecam!):
Tym razem nasz dzielny pułkownik opisze ileż to uzbrojenia dźwigali jego dziarscy grenadierzy:
Oprócz strojów które mieli na sobie, na ich ekwipunek składał się muszkiet, bagnet, ciężki pałasz, torba z granatami, pistolet przy pasie na ramieniu [czegoś tu pewnie nie zrozumiałem, w angielskim tłumaczeniu: a pistol in their shoulder-belt] i toporek [hatchet].
Zaciekawiło mnie zwłaszcza używanie pistoletów, pułkownik tłumaczy to jednak kilka stron później. Jego żołnierze „zasłynęli” jako bardzo sprawni łupieżcy na terenach przez które maszerowali, gdy rozbijaliśmy obóz mieli w zwyczaju wyruszać na poszukiwanie drewna i słomy, pod tym pretekstem zaś wysyłali oddziałki które przeczesywały i grabiły okolice (…) Bandolier i pistolet ukryte pod płaszczem były tu bardzo przydatne i tak uzbrojeni mogli podejmować się tak ważnych wypraw i mało kto mógł im się oprzeć. Oficer przyznawał jednak, że wszystko co przynieśli [z takiej wyprawy] było rozdzielane pomiędzy cały batalion.
Bez wątpienia grenadierzy potrafili o siebie zadbać…