Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpiegostwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpiegostwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2019

Pułk pontonowo-mostowy Zygmunta III



Odkopałem wczoraj pochodzący z 1979 roku artykuł Władysława Czaplińskiego Cień Polski nad Sundem (Kartki z dziejów dyplomacji w latach 1621-1626), zachęcam do lektury, można go znaleźć tutaj. Jest on oparty o relacje szwedzkiego agenta Andera Svenssona, który w Elsynorze miał pilne baczenie na Cieśniny Duńskie. Znalazłem tam bardzo interesujące informacje z marca 1623 roku, kiedy to Svensson donosił do Sztokholmu o przygotowywanej przez Zygmunta III inwazji na Szwecję. Oto w porcie gdańskim cieśle, pod kierownictwem kapitana Polidora (Adriana von Katza) mieli budować około 70 wielkich łodzi, czy też promów o płaskich dnach. Późniejszy raport donosił, że każda z tych łodzi może pomieścić około 15 ludzi i że mają służyć do przerzucania przy ich pomocy mostów pontonowych przez wąskie zatoki czy też ujścia rzek. W Sztokholmie przypuszczano więc, że mogą być użyte  do ataku na wyspy przy wybrzeżu szwedzkim. Co prawda wiemy że plany Zygmunta III pozostały tylko w sferze marzeń, jednak dla miłośników historii alternatywnej wizja szkockiej i niemieckiej piechoty polskiego króla, desantującej się na wybrzeże Szwecji  czy budującej dzięki takim łodziom mosty pontonowe na pewno musi być kusząca…

niedziela, 28 października 2018

15 mgnień (moskiewskiej) wiosny



Tydzień z wojnami Stefana Batorego zakończymy notatką szpiegowską. Jeżeli wierzyć polskim przekazom, w przededniu wyprawy pskowskiej w 1581 roku Iwan IV Groźny wysłał swoich szpiegów, by sabotowali polsko-litewskie przygotowania wojskowe , włącznie z zorganizowaniem zamachu na samego króla:
Powiedział i to, że [Iwan IV] rozesłał szpiegi, których jest w Litwie nie mało, którym rozkazał, aby tu szkodzili, skorno Król JMć odjedzie. W tym tygodniu kilku ich ścięto, którzy wyznali na mękach, że po odjeździe królewskim spalić Wilno chcieli a potem dróg takowych szukać, jakoby króla o gardło przyprawić. Powiedzieli i to, że ich 15 Kniaź wszystkich posłał. Gdziekolwiek są, ukryć się przecież nie będą mogli…
Historia niczym z powieści szpiegowskiej, gotowy scenariusz na jakieś opowiadanie czy film – walka XVI-wiecznego polskiego „kontrwywiadu” z grupą zamachowców.

niedziela, 2 marca 2014

Naśmiewają się papiści z innych narodów

Lata temu obiecałem, że Ulryk von Werdum i jego niezwykle ciekawe opisy Polski i Polaków będą się częściej pojawiać na blogu. Z ręką na sercu muszę jednak napisać, że zupełnie o nim zapomniałem – a szkoda, bo też lektura to przednia. Wracamy więc do dociekliwego szpiega,  a jako że to niedziela, spójrzmy cóż też napisał o religijności Polaków. Pewne rzeczy się chyba od XVII wieku aż tak nie zmieniły…
W wielkich miastach pobudowali Polacy wszędzie piękne kościoły, we wsiach i miasteczkach zaś są kościoły, jak wszystkie inne budowle, przeważnie z drzewa, zapatrywane krytymi gankami, żeby mogli odbywać swe procesje w każdym czasie w suchym miejscu. Krzyże, wystawione pod niebem przy publicznych drogach i w innych miejscach, także pokryte są z góry daszkiem różnorakich kształtów i figur i zwykle zaopatrzone w płócienną zasłonę, czasami także w obrazy, zupełnie odziane.
Polacy wyznający religię rzymskokatolicką są tak gorliwymi papistami, jak chyba Hiszpanie lub Irlandczycy, a w nabożeństwie swym więcej zabobonni niż pobożni. Kiedy się modlą lub słuchają mszy, chrapią lub charkają, wzdychając tak, że z daleka już ich słychać, upadają na ziemię, biją głową o mur i ławki, uderzają sami siebie w twarz i wyprawiają inne w tym rodzaju dziwactwa, z których naśmiewają się papiści z innych narodów.

[jako ilustracja posłużyła makieta XVII-wiecznego kościoła z kolekcji terenów OiM produkcji Wargamera]

sobota, 2 kwietnia 2011

Halo halo, tu nocny jastrząb...

Kwiecień na blogu rozpoczniemy wątkiem niczym z powieści o Jamesie Bondzie. W 1670 roku przybył do Polski Francuz ukrywający się pod przydomkiem Monsieur Beauval. Był to w istocie agent króla francuskiego, Jean de Courthonne, kanonik z Lisieux, opat Paulmeirs i Harchagrats. Jego misją było nawiązanie kontaktów z polską opozycją wobec króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, u której chciano uzyskać poparcie dla francuskiego kandydata na tron RON. Emisariuszowi temu w charakterze sługi towarzyszył pochodzący z Fryzji Ulryk von Werdum. Pozostawił on po sobie kapitalny opis naszego kraju – znajdujemy tam wzmianki o kuchni, ubiorze czy zwyczajach Polaków, a także wnikliwy opis zniszczeń z których powoli podnosiła się Korona po wojnach kozackich i szwedzkich. Zapewne pan Ulryk zawita wielokrotnie na strony bloga, jego pierwszy występ będzie jednak bez wątpienia typowo szpiegowski, a dotyczy okresu negocjacji Monsieura Beauval z oficerami armii koronnej, na czele z hetmanem Sobieskim. Zobaczymy jakże to szpieg zmieniał tożsamości – i to w nader przemyślny sposób, zważywszy na jego misję. Najlepiej  będzie czytać przy motywie muzycznym z przygód 007…
Cały ten początek lata siedzieliśmy incognito na zamku łowickim. Negocyacya pana mego, abbe de Paulmiers, z innymi grandami [magnatami] była już tak jakby ukończona. Prosta atoli szlachta z armii polskiej, którą nazywają imieniem towarzyszów, a którzy się ze wszystkich polskich rodów jako najodważniejsi i najdzielniejsi oddają służbie wojskowej – ta prosta szlachta trzymała jeszcze prawie bez wyjątku bardzo gorliwie z królem Michałem Wiśniowieckim. Dla tego uznano za odpowiednie, żeby pan mój przez niejaki czas był obecny w armii, aby z głównymi oficerami, samymi dobrymi przyjaciółmi Francuzów, codziennie mógł się naradzać, jakby to dalej całą armię pozyskać i na korzyść [francuskiego kandydata do tronu] księcia de Longueville przeciw królowi Michałowi skonfederować można. Ponieważ zaś taka obecność w armii pociągała za sobą niezmiernie wielkie niebezpieczeństwa i obawiać się nam było trzeba najokrutniejszego z nami postępowania, gdyby towarzysze wtedy  nas poznali, postanowiono, że pan mój ma udawać inżyniera, który świeżo z Kandyi [dzisiejszy Heraklion/Iraklion na Krecie] przyjechał i że ma wyrobić sobie pozwolenie od samego króla Michała do służenia w Polsce przeciw Turkom, którzy się wtedy już wojną grozili, tak jak to poprzednio czynił w Kandyi, gdzie przecież nigdy nie był, ale całą tę wojnę z oblężeniem i wszystkimi wypadkami znał tak dobrze, że pewnoby mądrzejszym ludziom od Polaków [sic! Jakie to obraźliwe!] potrafił wmówić, jako osobiście brał udział przy oblężeniu Kandyi.
I rzeczywiście dostał też potem patent z podpisem i pieczęcią króla Michała, w którym go rekomendowano wszystkim oficerom jako pana inżyniera królewskiego. Dotąd nazywał się monsieur Beauval albo monsieur du Buorg albo Maciej Olewic, teraz zaś nazwał się Jean Bardouis, le Chevalier de Saconnay. Po tem nazwisku i charakterze królewskiego inżyniera znano go w wkrótce w całej armii.
Ja zaś dotąd zwałem się Chrystian Freson, teraz zaś nawałem się Gracyan Ulric. Większa część Polaków, po części także nasi Francuzi nie znali mnie pod innem nazwiskiem jak Ulric.