Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muszkiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muszkiety. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 kwietnia 2017

Sztuką robienia muszkietem i arkebuzem


Zgodnie z zapowiedzią, moich porządków w albumach z Rijksmuseum ciąg dalszy. Znów Jacob de Gheyn (i jego kopie), tym razem:
- musztra muszkieterska
- musztra arkebuzerska
Klasyka gatunku - zarówno w kwestii mundurologii jak i taktyki. Jutro kolejny album, acz już innego autora...

wtorek, 3 lutego 2015

W jakiej kto sukni służyć chce, w takiej sukni niech służy


Jeden z moich ulubionych XVII-wiecznych hetmanów – Krzysztof II Radziwiłł – miał (nie)przyjemność kilkakrotnego potykania się ze Szwedami, widział więc potrzebę rozwijania formacji pieszych. Poniżej zamieszczam jego pomysły dotyczące tworzenia i szkolenia piechoty na modłę cudzoziemską – leniwy dzisiaj jestem i nie chce mi się przepisywać. Hetman miał pod swoją komendą w Inflantach różnych cudzoziemców: Szkotów, Irlandczyków, Anglików, Francuzów i Niemców; w piechocie chciał jednak szkolić lokalną kadrę, zdając sobie sprawę, że oficerowie i podoficerowie stanowią „kręgosłup” jednostek.  Bardzo ciekawy jest punkt 5, gdzie Radziwiłł sugerował – dopóki nie wyszkoli się odpowiedniej ilości lokalnych żołnierzy – by kompanie składały się z 2/3 z Polaków i Litwinów, a w 1/3 z obcokrajowców niemieckiego albo inszego cudzoziemskiego. Punkt 6 to coś przyjemnego dla znajomych pludraków od rekonstrukcji historycznej: w jakiej kto sukni służyć chce, w takiej sukni niech służy. W punkcie 7 hetman zaznacza, że muszkiety niderlandzkie i ręczną broń cudzoziemcy powinny mieć własną, skarb państwa ma im tylko dostarczać prochu i kul.  Radziwiłł – zapewne głównie pod wpływem doświadczeń z kampanii 1621 i 1622 roku – sugerował też, że chorągiew (kompania) piechoty nie powinna liczyć więcej niż 200 ludzi, miało to ułatwić zarówno musztrę jak i dowodzenie oddziałem. Faktycznie w 1635 roku w armii wystawionej przeciw Szwedom na 13 rot piechoty cudzoziemskiej w armii litewskiej aż 12 liczyło po 200 porcji, tylko jedna miała 400 porcji. Podobnie w dragonii: jedna kompania liczyła 200, jedna 120 a cztery po 100 porcji. Zachęcam do lektury całego pomysłu hetmańskiego, rzecz to bardzo ciekawa.

poniedziałek, 19 maja 2014

Muszkiety, pałasze i konie

Pierwszy rajtar Rzplitej, a mój (jeżeli mogę pozwolić sobie na poufałość) dobry internetowy kompan – Jarek ‘Igła’ Domiński – zamieścił na swojej stronie rajtarzy.pl bardzo ciekawe zestawienie  dotyczące koni używanych w jeździe ‘zachodniej’ w XVII wieku. Wspomniał tam i o dragonach, co przypomniało mi o ciekawym zapisku z pamiętników Patricka Gordona. Obiecałem kiedyś fragment ten przytoczyć, więc nadarza się świetna okazja, by niejako podpiąć się pod zestawienie autorstwa Jarka i podać jakiś przykład ‘z życia’.
Na początku marca 1660 roku licząca ok. 100 oficerów i żołnierzy kompania dragonów dowodzona przez Gordona dotarła do obozu wojsk koronnych pod Piotrkowem. Tu Patrick miał wreszcie okazję spotkać się z nominalnym dowódcą swojej jednostki – czyli Jerzym Lubomirskim – i zaprezentować mu oddział. Kapitalny jest dialog pomiędzy obydwoma panami, uświadamiający jak trudno było ‘z niczego’ sformować w zniszczonym wojną kraju nawet tak niewielką jednostkę jak kompania. Oddajmy głos Gordonowi (tłumaczenie własne z oryginału angielskiego):
Zapytał mnie tedy czy są uzbrojeni. Odrzekłem, że wyposażyłem wszystkich w muszkiety[1] i pulwersaki[2]. A [czy mają] pałasze[3]? – zapytał mnie. Odrzekłem, że niektórzy z nich mają. Jednak gdy zapytał mnie, czy mają konie, odrzekłem: ‘Gdzie mógłbym zdobyć [dla wszystkich] konie w takim  czasie, gdy nawet chleb [dla żołnierzy] ciężko było zdobyć’. Jednakże powiedziałem, że podoficerowie[4] mają konie.
Kompania została powiększona  o kolejnych 60 żołnierzy, których Gordon miał wybrać spośród ex-szwedzkich żołnierzy trzymanych przez Lubomirskiego w niewoli. Oficer wybrał najlepszych spośród nich, reszta trafiła do regimentu piechoty cudzoziemskiej marszałka.
Przed Gordonem stanęło teraz arcytrudne zadanie zdobycia konia dla swoich dragonów. Oddział stanął na terenie Spiszu gdzie w Nowej Wsi Spiskiej (wbrew nazwie jest to miasto) Patrick próbował kupić konie. Okoliczna szlachta wywindowała jednak ceny, także udało mu się zdobyć zaledwie 8 (sic!) rumaków. Po wymianie listów z Lubomirskim i okolicznymi urzędnikami szkocki oficer dostał pozwolenie na zarekwirowanie koni i wystawienia kwitów dłużnych z ceną określoną przez samego Gordona. Szkot, otrzymawszy ten rozkaz w nocy, nakazał swoim dragonom zamknąć i obsadzić bramy miejskie, tak by nie wyjechał żaden koń. Rankiem kazał zebranej szlachcie i mieszczanom zgromadzić konie na rynku, nakazując jednocześnie, by nie sprowadzano koni o zbyt wysokiej cenie, a także starych i niezdolnych do służby. W dwie godziny zebrano w ten sposób 400 koni, z których dragoni wybrali 150 czy 160. Gordon przystąpił wtedy do wystawiania kwitów, w bardzo rozsądny i godziwy sposób[5].W ten sposób cała kompania dragonów otrzymała konie, problemem jednak był brak siodeł. Nie można ich było tak szybko zdobyć [w takiej ilości], jednak Gordon zamówił 100 sztuk wraz z całym oporządzeniem w Kieżmarku.  
O dalszych losach kompanii dragonów napiszę w (mniej lub bardziej odległej) przyszłości.





[1] Np. w Krakowie kupił od kupca nazwiskiem Blackhall 60 nowych muszkietów po 4 floreny za sztukę. Także w Krakowie udało się zdobyć 6 starych muszkietów, proch i lont.
[2] W oryginale ‘powder bagge’, dzięki dla Rafała Szwelickiego za zasugerowanie właściwej nazwy. 
[3] W oryginale ‘sword’, czyli na pewno nie chodzi o szable, bo te Gordon zapisuje w innym sposób. Poza tym jednostka składała się z cudzoziemców, więc szabla nie byłaby dla nich naturalnym wyborem.
[4] Plus oczywiście sam Gordon.
[5] W końcu to jego pamiętnik, co innego mógł napisać…

piątek, 10 stycznia 2014

Poszukiwany pan Maciej z Wrocławia... z 1603 roku.

Wrzucam raczej jako ciekawostkę i podstawę do dalszych badań – bo niestety dostępu do źródła nie mam. Jeszcze na początku XVII wieku jedynym praktycznie dostawcą muszkietów do formowanych dla armii polskiej rot piechoty cudzoziemskiej byli kupcy z Gdańska. W czasie przygotowań do wyprawy inflanckiej Zamoyskiego (1601-1602) zakupiono w Gdańsku 800 muszkietów, właśnie na wyposażenie piechoty niemieckiej i szkockiej. Co ciekawe jednak, w 1603 roku Zygmunt III miał nadać specjalny przywilej na handel muszkietami dla kupca z Wrocławia, Macieja Arendta. Wspomina o tym w Wojnie inflanckiej 1600-1602 Stanisław Herbst, podając odpowiednią notę bibliograficzną jako: 30 VII 1603 – Metryka Koronna, 148 f. 126.  Szybkie spojrzenie na stronę AGADu i spis Inwentarzy Metryki Koronnej wskazuje chyba na to: Sygnatura MK 148, mikrofilm 173: 1602 7 XI; 1603 4 I - 1605 8 II;  chociaż może to być też Sygnatura MK 149, mikrofilm 174, gdzie znajdujemy właśnie datę 30 VII 1603. Niestety tych akurat tomów w wersji elektronicznej AGAD na stronie nie udostępnia. Rzecz interesująca i być może warta zbadania, ciekawe jaki dokładnie przywilej otrzymał pan Maciej. Jeżeli w przyszłości jakaś dobra dusza będzie akurat badać przepastne archiwa AGADu, polecam się  pamięci i upraszam o sprawdzenie tego dokumentu – postaram się zrewanżować w miarę skromnych możliwości.