Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
czwartek, 28 marca 2019
Zakochany misiek
środa, 6 marca 2019
Z gdańskiej księgi horroru - odsłona trzecia
czwartek, 25 października 2018
Aby łaskę swą królewską pokazać raczył
czwartek, 19 października 2017
Szkocki pułkownik na gdańskim koniu
czwartek, 5 października 2017
Wojna drążnicza
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Gdańsk, w dzisiejszych czasach nader ludne kupieckie miasto...
W 1617 roku, na zamówienie Rady Miejskiej Gdańska, lokalny rytownik i rysownik Aegidius Dickmann (ok. 1593 - ok. 1648), wykonał ogromną panoramę miasta. Nieco więcej o tym panu - tutaj. Przepiękną panoramę, aktualnie w zbiorach szwedzkich, możemy podziwiać online na World Digital Library. Polecam, bo jest tam w świetnej jakości, można bez problemu powiększać szczegóły i oglądać do woli.
niedziela, 14 sierpnia 2016
Z gdańskiej księgi horroru - odsłona druga
czwartek, 5 maja 2016
Kadrinazi radzi i odradza - cz. X
piątek, 1 stycznia 2016
Z gdańskiej księgi horroru - odsłona pierwsza
piątek, 21 sierpnia 2015
Znaczne wydawał męstwa swego dowody
wtorek, 9 czerwca 2015
Mechaniczny muszkieter i spiżowa sikawka
sobota, 16 maja 2015
Rajtarzy rzeźnicy
piątek, 29 kwietnia 2011
Sojusznicy RON - cz. VI
czwartek, 21 kwietnia 2011
Sojusznicy RON - cz. V
wtorek, 1 czerwca 2010
Sojusznicy RON - cz. IV
czwartek, 29 kwietnia 2010
Zdrady się żadnej nie spodziewając... - Kiezmark 1627
Wracam do mojego zdecydowanie ulubionego konfliktu…
4 (14) lipca 1627 roku szwedzkie oddziały dowodzone przez samego Gustawa II Adolfa forsują Wisłę pod Kiezmarkiem i po krótkiej acz zaciętej walce pokonują siły polskie obsadzające fortyfikacje polowe. Było to drugie podejście ‘Lwa Północy’ do zdobycia owej przeprawy – poprzedni atak wykonano nocą z 22 na 23 maja (1 na 2 czerwca) 1627 roku. Wtedy to król w zamieszaniu towarzyszącemu walce został postrzelony w biodro, ranę odniósł także towarzyszący mu hr. von Thurn (młodszy) i atak odwołano. Lipcowy atak przyniósł jednak tym razem sukces.
Na pewno złożyło się na niego kilka czynników. Po pierwsze zaciężne wojska gdańskie, obsadzające wraz z oddziałami koronnymi fortyfikacje, uciekły z zajmowanych pozycji. 1200 (lub 1800) żołnierzy pod komendą holenderskiego płk. Liesemanna (Lisemana), oficera z niezłym stażem z armii ks. Maurycego z Nassau, porzuciło swoich polskich towarzyszy na pastwę losu, dodatkowo przy ucieczce zagważdżając własne działa. Po drugie, szwedzkie oddziały miały ogromną przewagę liczebną – Gustaw II Adolf zgromadził bowiem pod komendą 81 kompanii piechoty, 40 kompanii jazdy (w tym 8 lub 9 kompanii kirasjerów) i 4 kompanie dragonii – razem 14 764 żołnierzy. Oczywiście nie wszystkie te oddziały mogły wziąć udział w ataku na pozycje obrońców, jednak i tak takie siły dawały Szwedom odpowiednią przewagę. Po trzecie wreszcie, siły polskich obrońców były nader szczupłe – ledwie 400 piechurów cudzoziemskich (o jednostkach nieco więcej poniżej) – a hetman Koniecpolski, zaskoczony akcją Szwedów, nie zdążył na czas z pomocą dla swoich żołnierzy. Piechurzy bronili się bardzo dzielnie (Oxenstierna pisał w liście go Gustawa II Adolfa, że była to ‘najlepsza piechota przeciwnika’), kładąc trupem 50 czy 60 napastników. Niestety, gdy Polacy wycofali się do szańców Gdańszczan, zdali sobie sprawę, że działa nie nadają się do użytku a sojusznicy w panice opuścili pole walki. Cały kontyngent piechoty polskiej dostał się do niewoli. Rozwścieczony hetman Koniecpolski, którego bolała strata zarówno pozycji obronnej jak i cennej piechoty (duże zaciągi piechoty cudzoziemskiej dopiero maszerowały do Prus) wysłał nazajutrz po starciu swoich oficerów do Gdańska, by przeprowadzili śledztwo na temat wycofania się wojska Liesemanna. Polacy chcieli wiedzieć, czy holenderski oficer ‘z tamtych szańców był ustąpił za wiadomością i rozkazaniem rady Gdańskiej, czyli też z swej woli i bojaźni zdradził’.
W ręce Szwedów wpadło ok. 400 polskich muszkieterów, wszystkie działa, rozliczne zapasy (proch, kule, lonty, dużo żywności i piwa). Zagładzie uległy w tym starciu dwie zasłużone roty piechoty cudzoziemskiej Zygmunta III, walczące w 1626 roku pod Gniewem a potem stanowiące część sił oblegających i szturmujących Puck. Jedną z nich dowodził Anglik, kapitan Artur Aston (młodszy), oddział ten miał w 1626 roku etatowy stan 500 porcji. Drugą rotą był oddział pułkownika Gerharda Denhoffa, o etatowym stanie 200 porcji. Jednakże tylko część tego oddziału walczyła pod Kiezmarkiem – jedna z kompanii została pozostawiona w zdobytym Pucku jako garnizon. Pułkownik Denhoff także nie brał udziału w walce, maszerował w tym czasie z nowozaciągniętym regimentem piechoty cudzoziemskiej do Prus. Jego rotą dowodził brat, podpułkownik Fryderyk Denhoff. Zapewne gros walczących pochodziło z roty Astona, jednak źródła wymieniają obydwie jednostki jak i dwóch wspomnianych oficerów. O ile Fryderyk wrócił potem z niewoli szwedzkiej i brał udział w dalszych walkach (w 1629 roku został nawet dowódcą regimentu piechoty) o tyle Astonowi tak spodobało się wśród wojaków Gustawa II Adolfa że odmówił wzięcia udziału w wymianie jeńców i spotykamy go później w szeregach wojsk szwedzkich walczących w Niemczech.
Do naszych czasów zachowały się przynajmniej jeden ze sztandarów zdobytych pod Kiezmarkiem (patrz zdjęcie). Ogromnych rozmiarów, po rekonstrukcji o wymiarach 2.73 (wysokość) na 3.43 m (długość). Jedno ze szwedzkich opracowań (a za nim anglo- i polskojęzyczne opracowania) identyfikują ów sztandar z jedną z kompanii Astona, nazywając go sztandarem gwardii królewskiej. Nie wiem jednak, na jakiej podstawie Szwedzi doszli do wniosku, że chorągiew na pewno należała do oddziału Astona. Tak rota Anglika jak piechota Denhoffa były zaciężnymi oddziałami królewskimi, jednostkami piechoty które należały do nadwornej gwardii Zygmunta III były chorągwie hajduków, których pod Kiezmarkiem jednak nie było. W zbiorach szwedzkich ma się znajdować także jeszcze jeden sztandar, także zdobyty pod Kiezmarkiem, ale poza sygnaturą nie spotkałem się z jego opisem.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Z cyklu Historie jednostek wojskowych - cz. VI
W 1576 roku wybucha wojna Gdańska z Koroną, dumni mieszczanie nie chcą uznać wyboru Stefana Batorego na króla. Rada miasta pośpiesznie rekrutuje najemników do walki z Polakami. Jedną z zaciągniętych jednostek (wchodzących w skład garnizonu miejskiego) jest szkocki regiment dowodzony przez Williama Stewarta. Oddział ten liczący ok. 700 żołnierzy, przybywa z Niderlandów, gdzie służył od 1575 roku, walcząc przeciw Hiszpanom. Jako że regiment poniósł spore straty na służbie Zjednoczonych Prowincji – głównie z głodu i chorób – został uzupełniony przez zaciągi ze Szkocji. Oprócz Stewarta, znamy nazwiska kilku oficerów regimentu - co ciekawe, oddział miał liczyć sześć kompanii. Znani oficerowie to John Trotter, John Thompson, John Barone, William Moncrieff, Alex Ross, John Dallachy, William Benton, John Dollachy, Alexander Murray (Morra) John Crawford i Robert Gourlay.
Brak informacji o pikinierach w szeregach oddziału Stewarta – być może wiązało się to z faktem, że Szkotów chwalono jako bardzo dobrych strzelców? Broń palna to mieszanka arkebuzów różnego pochodzenia, prawdopodobnie część zakupiono w Lubece, przez która wiodła trasa Szkotów podróżujących do Gdańska.
Szeregowym żołnierzom płacono pięć talarów na miesiąc, podoficerowie i oficerowie mieli oczywiście wyższe gaże. Gdańscy księgowi był bardzo wymagający – gdy kapitan Moncrieff skarżył się, że przerzucenie kompanii jego żołnierzy z Niderlandów kosztowało go blisko 600 talarów, wydanych na transport i żywność (kapitan miał nawet zastawić w Elsynorze swój najlepszy strój, by uzyskać pieniądze), zażądano od niego szczegółowej listy wydatków i kwitów potwierdzających zakupy. Szkoci walczyli jednak nader dzielnie w obronie miasta, obsadzając min. strategiczną twierdzę Latarnię. To tam, w czasie potyczki z Polakami, poległ kapitan Robert Gourlay. Ranny, starał się skoczyć z łodzi na brzeg, wpadł jednak do wody, gdzie ciężka zbroja pociągnęła go na dno. Zapewniono mu honorowy pogrzeb w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.
Tak Polacy jak i Gdańszczanie chwalili postawę Szkotów. Gdańska relacja wręcz twierdzi, iż żołnierze Stewarta ‘wykazali się tak szlachetną postawą, że zdobyli wielką sławę dla swego kraju w tym regionie [tj. w Polsce]’. Musieli także wpaść w oko Stefanowi Batoremu, który rozkazał zaciągać szkockich piechurów w czasie swoich kampanii przeciw Moskwie. Próbował także namówić do służby Williama Stewarta – ten jednak odmówił i z częścią regimentu powrócił na służbę niderlandzką. Szkoci dołączyli tam do jednostki 'brytyjskiej' pod komenda pułkownika Johna Norrisa (Anglika) i wzięli udział w walkach z Hiszpanami pod Rymenant nieopodal Mechelen. Dalsze ich losy są mi nieznane.