Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Radziwiłł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Radziwiłł. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVI



Dwa lata temu zachwalałem na blogu pierwszą część korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła. Ostatnio w końcu trafił do mnie, wydany w 2020 roku, drugi tom tej korespondencji, zatytułowany „Listy”, pora więc na kolejną porcję zachwytów. Tym razem grupa znakomitych historyków (Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski, Dariusz Milewski i Mirosław Nagielski) przygotowała dla czytelników zestaw listów pisanych przez i do hetmana Janusza Radziwiłła. Na blisko 300 stronach znajdziemy tu aż 220 listów, z okresu 1646-1655 (1646-1654 kiedy książę Janusz był hetmanem polny, a 1654-1655 kiedy był hetmanem wielkim). Gros z nich to po raz pierwszy wydane źródła archiwalne, acz znalazły się tu i te wydane wcześniej w XIX i XX wieku, ale w tym tomie opracowano je bez wcześniejszych błędów. Otrzymujemy tu kolejny niesamowicie interesujący zbiór źródłowy, dotyczący osoby hetmana, wojskowości litewskiej, konfliktów z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Oczywiście nie jest to lektura najłatwiejsza: warto wiedzieć kto, do kogo i w jakich okolicznościach pisał; listy w języku polskim są gęsto przetykane łaciną, oprócz tego mamy tu też wiele listów pisanych w całości po łacinie (jak korespondencja z księciem Jakubem Kettlerem) a nawet kopie listów które zachowały się tylko w tłumaczeniu na język ruski (tak to nazwano we wstępie, jako że niestety bukw nie jestem w stanie łatwo odcyfrować, wierzę redaktorom na słowo). Z tego też powodu nie będzie to raczej ‘lektura do poduszki’, a przydatny materiał referencyjny i zbiór źródłowy do którego bez wątpienia będą chcieli zajrzeć miłośnicy epoki. Indeksy -  osobowy i geograficzny – także pomagają w używaniu tego tomu jako bazy źródłowej. „Listy”  to świetne uzupełnienie części pierwszej, przybliżając osobę i postawę hetmana Radziwiłła w omawianym okresie.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak przy pierwszej części, trzeba mieć. Uwielbiam tak dobrze przygotowane edycje źródłowe, nawet to że często muszę głowić się nad tłumaczeniem zwrotów łacińskich jest ledwie drobną niedogodnością. Jeżeli jesteście zainteresowani armią litewską czy hetmanem Radziwiłłem, to bez wątpienia powinniście dodać ją do swojej biblioteczki. 

niedziela, 11 października 2020

Surowego na się zaciągając karania

 


Kilkakrotnie wspominałem na blogu o tym że hetmani z rodu Radziwiłłów słynęli z surowości wobec podkomendnych. Dziś kolejny przykład, datowany na sierpień 1649 roku uniwersał Janusza Radziwiłła do spóźnionych chorągwi:

Chorągwią wszytkim pozad idącym. Na jak surową opóźnienia i leniwym iściem do obozu zarobiliście animadwersyją, sami się osądzić możecie. Stąd i teraz upominam i koniecznie pod obowiązkiem powinności rycerskiej poczciwością i gardłem rozkazuję, abyście za wzięciem uniwersału tego dniem i nocą jak najprostszym gościńcem spieszyli do obozu, surowego na się zaciągając karania, które bez miłosierdzia i folgi wszelakiej nad każdym ekstendować każę.

Nie wiem jak Wy, ale ja tam bym zebrał chorągiew w troki i od razu przyspieszył…

niedziela, 12 kwietnia 2020

Listy przypowiednie Jana Kazimierza


Z jednodniową obsuwką kilka listów przypowiednich z okresu panowania Jana Kazimierza. Nie ma to jak przyjemna lektura źródłowa, jak człowiek musi w domu siedzieć...
- regiment piechoty cudzoziemskiej ks. Bogusława Radziwiłła - 1649 rok
- 600-osobowy suplement do regimentu ks. Bogusława Radziwiłła - 1651 rok
- regiment rajtarii ks. Bogusława Radziwiłła - 1651 rok
- chorągiew husarii ks. Michała Kazimierza Radziwiłła - 1654 rok
- drugi regiment piechoty ks. Michała Kazimierza Radziwiłła - 1661 rok

Kończymy póki co maraton materiałów źródłowych, w przyszłym tygodniu planuję wrócić do bardziej opisowych wpisów i może jednej czy dwóch recenzji.


wtorek, 21 stycznia 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVIII



Jedną z reguł mojego blogowego recenzowania jest to, że nie omawiam wydawnictw źródłowych. Od każdej reguły muszą jednak wcześniej czy później zaistnieć wyjątki, a tu okazja jest wręcz znakomita. W zeszłym roku, nakładem Wydawnictwa Neriton, ukazała się bowiem książka na którą wyczekiwałem od długiego czasu. Chodzi mianowicie o pierwszą część Korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła w latach 1646-1655 czyli słynny Diariusz kancelaryjny 1649-1653. Pracowała nad nim od wielu lat grupa wspaniałych polskich historyków: Mirosław Nagielski, Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski i Dariusz Milewski. I zaprawdę powiadam Wam, warto było czekać na efekt ich pracy. Otrzymujemy tu bowiem opasłe tomiszcze, wraz z indeksami i aneksami to aż 890 stron. Dariusz kancelaryjny hetmana polnego jest niesamowicie interesującym źródłem, obejmującym okres 1649-1653, czyli konflikt z Kozakami. Znajdziemy tu setki listów z i do kancelarii hetmańskiej, dotyczącymi zarówno działalności wojskowej jak i politycznej. Mamy relacje z walk z Kozakami, zarówno na froncie wojsk litewskich jak i koronnych. Nie zabrakło komputów armii litewskiej, informacji na temat żołdu czy mobilizacji jednostek, zeznań jeńców. Wszystko to przepięknie opracowane przez szanowne grono redaktorskie: mamy więc zidentyfikowanych oficerów i urzędników, miasta, wsie i miasteczka opisane w tekście, nie brak także i komentarzy tłumaczących niektóre zagadnienia czy prostujących błędy. Zdecydowanie lektura na długie zimowe wieczory, można do woli analizować zestawy dokumentów, listy czy komputy. Naprawdę świetna rzecz, gratulacja dla Szanownych Redaktorów za przygotowanie tego źródła do druku. Aż od razu człowieka zżera ciekawość, co za perełki będą w części drugiej?

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to niezwykle zdecydowane trzeba mieć.  Mamy tu wspaniałe materiały źródłowe, świetnie opracowane, stanowiące niezwykle cenny przyczynek do historii Powstania Chmielnickiego i wojskowości litewskiej. Wręcz zaryzykowałbym stwierdzenie, że dla każdego fana epoki to niezbędny dodatek do prywatnej biblioteczki. W sumie ode mnie same zachwyty, bo jak tu się do czegoś przyczepić?

poniedziałek, 5 listopada 2018

Był na palu od godziny do godziny żyw


Po cieplutkiej kołdrze dla Marysieńki przechodzimy do dużo poważniejszych tematów. Lądujemy bowiem oto w Bobrujsku, w lutym 1649 roku. Miasto poddaje się wojskom litewskim hetmana Janusza Radziwiłła - a ten znany był z twardej ręki tak wobec swoich żołnierzy jak i przeciwnika. Przeczytajmy więc co czekało złapanych Kozaków, ale i litewskiego pachołka (pocztowego?) który złamał zakaz hetmański.


sobota, 21 października 2017

Na ćwiartowanie skazany


Kilkakrotnie pisałem o przykładach skazywania w XVII wieku polskich i litewskich żołnierzy na karę śmierci. Kolejny przykład tym razem z roku 1651, z armii litewskiej pod komendą – słynącego z ciężkiej ręki – księcia Janusza Radziwiłła.
W drugiej połowie marca w obozie pojawiła się tatarska chorągiew dowodzona przez Karacewicza. W czasie jej popisu tatarskiego pacholika, który garbarza pana na ten czas swego w Wilkiej zabiwszy, do Tatarzyna [w] chorągwi tej Karacewiczowej towarzysza przysłał[1] (…) poznano i za warte wzięto[2]. Ów pacholik, zwany Sawicki, został postawiony przez sądem hetmana. Oskarżony dobrowolnie[3] przyznał się do zabicia pana swego i został skazany na karę śmierci poprzez ćwiartowanie. Co prawda nie znalazłem informacji o tym, czy wyrok faktycznie wykonano, biorąc jednak pod uwagę, że chodziło o pacholika a nie o towarzysza, trudno zakładać by koło wojskowe upomniało się o los Sawickiego.



[1] Wydaje mi się, że jednak w oryginalnym zapisie mogło być słowo ‘przystał’, co niejako wynika z całego ciągu zdania – że oto pacholik najął się na służbę u jednego z towarzyszy w chorągwi Karacewicza.
[2] Zaaresztowano.
[3] Taaa, znamy te dobrowolne metody przyznawania się do winy. 

wtorek, 19 lipca 2016

Bić wszystkich co w pludrach, bo to wszystko zdrajcy!


Dwukrotnie opisywałem- tutaj i tutaj – burdę do jakiej doszło w czasie negocjacji polsko-szwedzkich w 1635 roku. Znalazłem jeszcze jeden, dość obszerny, opis tej sytuacji, tym razem z listu Janusza Radziwiłła do jego ojca, Krzysztofa II Radziwiłła. Historia przepiękna, więc warto ją przytoczyć.
Kommissarze nasi nastawać zaczęli, kazali Szwedowie w bębny i trąby uderzyć (a było szwedzkich rajtarów kompanji dwie i jedna piesza). Nasi Panowie Kommissarze usłyszawszy trąby powiedzieli Panom Mediatorom: Że tu trąbkami nas nie ustraszą; i posłali żeby też i nasi uderzyli w trąby i bębny (a były nasze chorągwie Usarskie P. Starosty Puckiego i P. Niemirycza[1]). Tam któryś niecnota przybiegłszy do chorągwi krzyknął: „Panowie do koni! Biją, Kommissarzów wzięto!”. A właśnie wtenczas towarzystwo do pierścieni biegało[2] i kilkadziesiąt Szwedzkich przypatrywali się. Nasi troszeczkę też sobie byli podpili; bez porządku zaraz na tych co się gonitwom przypatrywali wsiedli, siekli, wjechali na nich aż na namioty Kommissarskie. Nasi wypadli hamować, a Szwedzcy Kommissarze dopadłszy karet w nogi. Wrangiel[3] wpadł na koń, ludzie sporządził[4], a trzeci kornet Szwedzów nie wiedzieć zkąd się urodził[5]. Piechota p. Hetmana [Stanisława Koniecpolskiego] co przy Kommissarzach i piechota P. Wojewody Bełzkiego[6] zaraz namioty Kommissarzów zastąpiła. Nasi bez porządku zaczęli te rzecz byli, pewnieby ich tam Szwedzi wyćwiczyli.  Nasi Kommissarze w strachu byli, osobliwie P. Pernawski[7], P. Starosta Kościerzyński[8] i insi co po cudoziemsku chodzą, bo pijani ludzie zaraz poczęli wołać „Bić wszystkich co w pludrach, bo to wszystko zdrajcy!”. Z naszej strony masz jednego rannego, jeno jeden trębacz. P. Hetman bardzo frasowny i boję się, że komu tej gry przypłacić przyjdzie.
Jak widzimy towarzystwo popiło sobie i zagrała w nich gorąca krew sarmacka. Na szczęście cała rzecz rozeszła się „po kościach”…





[1] Jerzy Niemirycz.
[2] Znane ćwiczenie husarskie. Jak to opisywał Gloger w Encyklopedii Staropolskiej: „Rycerz, goniący w całym pędzie konia, usiłował trafić kopją w pierścień, wiszący na sznurze. Stopień jego zręczności sędziowie oznaczali liczbą. Kto pierścień wdział na kopję, zapisywano mu 6, kto górą weń uderzył, miał 3, dołem 2, a kto z boków — ten dostawał najniższą liczbę 1. Rycerze gonitwę kilkakroć powtarzali. Kto kopją sznur przeniósł, tracił wszystkie razy, równie jak ten, komu noga ze strzemienia wypadła, albo hełm spadł z głowy. Kto kopję złamał albo ziemi nią dotknął, musiał opuścić szranki”
[3] Herman Wrangel.
[4] Ustawił w szyku.
[5] Pojawił.
[6] Rafał Leszczyński
[7] Ernest Magnus Denhoff.
[8] Jeden z Weiherów? Jakoś nie mogę go zidentyfikować.

środa, 20 stycznia 2016

Insza na papierze szykować albo ołowianych chłopów na stole


We wrześniu 1653 roku w dowództwie wojsk polskich stojących pod Kamieńcem debatowano bezustannie nad planem działań przeciwko Kozakom i Tatarom. Część oficerów i dygnitarzy popierała pomysł dalszej ofensywy, inni skłonni byli na ustępstwa wobec Kozaków i wierzyli w dobre intencje Chmielnickiego. Listownie brał też udział w tych rozmowach hetman polny litewski Janusz Radziwiłł[1], który od początku był przeciwny (chybionemu jak się okazało) pomysłowi wyprawy  żwanieckiej. Jego kuriery bezustannie krążyli między Kiejdanami a obozem koronnym, tegoż dnia którego przyszła poczta, nazad oną odprawuję. Wśród korespondencji ks. Janusza zachował się jego list do brata stryjecznego czyli ks. Bogusława Radziwiłła. Hetman zawarł w nim ciekawą myśl, która jest na tyle uniwersalna – mimo upływu wielu lat – że warto ją przytoczyć[2] i zapamiętać:
Trzebaby i mnie i wielu innych o to hałasować, że nie możemy z dobrem sumieniem takich rad[3] chwalić ani sposobu prowadzenia wojny takiego, choćby nam też najbardziej zadawano, że się na wojnie nie znamy, kiedy sam skutek pokazuje że i sami[4] nie przejedli wojennego rozumu; bo insza na papierze szykować albo ołowianych chłopów na stole, insza bram i szyldwachów w mieście z ciepłej izby pilnować, insza kształtnie z kopią skoczyć i piękną zapuścić brodę, a insza rady wojennej przewodnictwo prowadzić.  



[1] De facto dowodzący armią litewską, gdyż stary i schorowany hetman wielki Janusz Kiszka nie brał udziału w walkach; zmarł zresztą w 1654 roku.
[2] Podaję wersję bez wtrąceń po łacinie, przetłumaczone one zostały przez Edwarda Kotłubaja.
[3] O kontynuowaniu wyprawy.
[4] Dygnitarze koronni. 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Szpila księcia Janusza

Wspominałem kiedyś, jak to dzielnie poczynała sobie chorągiew kozacka hetmana Janusza Radziwiłła, broniąc swego dowódcy przy przeprawie pod Cercami 25 sierpnia 1654 roku. Kozacy mieli ponieść ogromne straty, broniąc księcia w obliczu ataku 4 chorągwi moskiewskich; dopiero interwencja chorągwi hajduków hetmańskich pod Juszkiewiczem uratowała Radziwiłła i resztkę jego oddziału jazdy. Czytałem dzisiaj jeszcze raz list księcia do podczaszego upickiego Krzysztofa Dowgiałły Stryżki, w którym Radziwiłł opisywał to starcie. Bardzo ciekawe jest podsumowanie tego listu, w którym hetman wbija przysłowiową „szpilę” wojskom polskim:
Tak to bywa w takim razie, a że da jeszcze Bóg oddać za swoje, mam mocną w tym nadzieję. Biłem się, przegrałem, zwyczajna to; nie uciekłem jako pod Piławcami, anim się okupił jak pod Zborowem, anim się wyprosił jak od Beresteczkiem.

Niewątpliwie książę był sfrustrowany bolesną klęską, odniesioną w starciu z armią moskiewską, niemniej jednak jego komentarz wydaje się bardzo celny. Ciekawe na ile oddaje sposób w jaki elity litewskie myślały wtedy o swoich odpowiednikach z Korony?

sobota, 25 września 2010

Biłem się, przegrałem, zwyczajna to rzecz...


Napisałem ostatnio kilka słów o chorągwiach hetmana Radziwiłła, walczących w tragicznych bitwach latem 1654 roku przeciw siłom moskiewskim. Kontynuując ten temat, chciałbym się dzisiaj zająć częściową identyfikacją (na tyle na ile pozwalają mi moje zasoby źródeł) jednostek armii litewskiej walczących pod Szkłowem,  Szepielewiczami (Ciecierzynem) i Cercami. Litewskie źródła opisujące owe starcie wymieniają wiele oddziałów, niestety przede wszystkim w kontekście ciężkich strat. Na ile jest to możliwe, postaram się teraz te oddziały wymienić. Podane w nawiasach liczby to stany etatowe – oczywiście stany faktyczne były o wiele niższe, zwłaszcza po krwawym starciu pod Szkłowem. W przypadku kilku oddziałów brak potwierdzenia źródłowego, że walczyły pod Szepielewiczami, jednakże jako że widzimy je pod Szkłowem, gdzie poniosły straty, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że walczyły i w kolejnych bitwach. Armia pod komendą hetmana Radziwiłła była wszak niewielka, zapewne wszystkie dostępne oddziały (poza garnizonami) wzięły udział w kampanii – bez wątpienia wszystkie chorągiew husarii, gros chorągwi kozackich i tatarskich, a także praktycznie cała dostępna dragonia.
- kozacka (pancerna) chorągiew hetmana Radziwiłła pod porucznikiem Aleksandrem Mierzeńskim (150 koni) – oddział ten poniósł spore straty pod Szkłowem, jak już pisałem na blogu został zdziesiątkowany osłaniając hetmana pod Cercami
- hetmańska chorągiew husarii (159 koni) – źródła potwierdzają jej udział pod Szkłowem, gdzie poniosła ciężkie straty
- chorągiew husarii Hrehorego Mirskiego, strażnika litewskiego pod porucznikiem Hieronimem Mirskim (83 konie) – porucznik zginął pod Szkłowem,
- chorągiew husarii Aleksandra Hilarego Połubińskiego, podstolego wielkiego litewskiego,  (122 konie) – wchodziła w skład pułku Połubińskiego, który osłaniał odwrót armii spod Szepielewicz
- chorągiew kozackiego tegoż, pod porucznikiem Konstantym Kotowskim  (120 koni) – jak wyżej
- chorągiew kozacka Jerzego Niemirycza, podkomorzego kijowskiego (100 koni)   pod porucznikiem Niemstą – porucznik zginął pod Szkłowem
- chorągiew kozacka Samuela Wysockiego (100 koni) – walczyła w straży przedniej pod Szepielewiczami
- chorągiew kozacka Jana Bychowca, starosty trockiego (120 koni) – jak wyżej, w bitwie zginął jego porucznik (Helzbon?)
- Jerzego Karola Hlebowicza, starosty żmudzkiego, pod porucznikiem Samuelem Kmicicem (120 koni) – jak wyżej
- podkomorzego rzeczyckiego – nie znalazłem nikogo o takim tytule, wydaje mi się jednak, że może tu chodzić o chorągiew kozacką Jerzego Władysława Judyckiego, marszałka rzeczyckiego (120 koni) – jak wyżej
- chorągiew kozacka Chryzostoma Jundziłła (86 koni) – rotmistrz poległ w walce
- regiment dragonii hetmana Radziwiłła pod Hermanem Ganzkopfem (Ganskofem) (200 porcji) – jednostka walczyła także pod Szkłowem, w czasie odwrotu spod Szepielewicz, jak cała dragonia litewska, oddział poniósł ciężkie straty
- regiment dragonii ks. Bogusława Radziwiłła pod Eberhardem Puttkamerem (700 porcji) – dołączył do armii po Szkłowie, ciężkie straty po Szepielewiczach
- regiment dragonii Ernesta Jana Korffa (750 porcji) – walczył pod Szkłowem, ciężkie straty po Szepielewiczach
- być może  pod Szepielewiczami walczył także regiment dragonii Erdmana von Gantzkov (Gantzkopf, Ganskof) (400 porcji)
- regiment rajtarii hetmana Radziwiłła pod obersztlejtnantem Ernestem Sackenem (660 koni) – Sacken został wzięty do niewoli, chociaż pierwsze relacje po bitwie stwierdzały że zginął
- regiment piechoty cudzoziemskiej hetmana Radziwiłła pod obersztejtnantem Janem von Ottenhausenem (1050 porcji) – oddział ten miał zostać zniszczony pod Cercami regiment Xcia Jmci samego pieszy, cudownie dobry i potężny, w pień wysieczony
- regiment piechoty cudzoziemskiej Jerzego Niemirycza pod Bogusławem Przypkowskim (1000 porcji) – jednostka miała ocaleć pod Cercami bez większych strat
- chorągiew piechoty węgierskiej hetmana Radziwiłła pod kapitanem Samuelem Juszkiewiczem (200 porcji) – oddział ten uratował hetmana w czasie przeprawy pod Cercami
- chorągiew piechoty węgierskiej hetmana Radziwiłła pod kapitanem Janem Dmochowskim (100 porcji)
- dwie niezidentyfikowane chorągwie piechoty węgierskiej – poza chorągwiami hetmańskimi garnizonami Dubrowny i Homla mogłyby to być tylko roty Marcina Błędowskiego i ks. Bogusława Radziwiłła
Lista nie jest zbyt długa, niemniej jednak porównując ją z dostępnymi spisami armii litewskiej z jesieni 1654 roku widzimy tu wszystkie trzy chorągwie husarii spod komendy hetmana Radziwiłła, a także praktycznie całą dragonię i piechotę nie pozostawioną na garnizonach. Relacje wspominają także o ciężkich stratach dragonii i rajtarii litewskiej pod Cercami – dragonia jest dosyć dobrze zidentyfikowana, być może więc oprócz regimentu rajtarii hetmana walczyły tam także samodzielne roty rajtarskie (każda po 120 koni) Ernesta Jana Korffa, Teofila Schwarzhoffa i Jerzego Teodora Tyzenhauza.
Oczywiście będę wdzięczny za wszelkie komentarze, uwagi czy sugestie dotyczące innych oddziałów…

poniedziałek, 13 września 2010

Tak to bywa in campo Martis


W toku bitew stoczonych przeciw siłom moskiewskim w tym roku – 12 sierpnia pod Szkłowem i 24 sierpnia pod Szepielewiczami (Ciecierzynem) i 25 sierpnia pod Cercami– Litwini zapłacili ogromną daninę krwi, próbując powstrzymać siły przeciwnika. Wśród walczących jednostek na szczególną uwagę zwraca chorągiew kozacka (pancerna) hetmana wielkiego litewskiego, księcia Janusza Radziwiłła, pod porucznikiem Aleksandrem Mierzeńskim (oddział liczył etatowo 150 koni). Rocie tej (i a kilku innym oddziałom hetmańskim) chciałbym poświęcić kilka słów.
W początkowej fazie bitwy pod Szkłowem hetman wysłał, przy wsparciu trzech innych chorągwi kozackich, grupę towarzyszy ze swojej chorągwi kozackiej, w celu wywabienia sił moskiewskich z lasu. Zamiar Radziwiłła powiódł się, Moskale zaatakowali litewskich harcowników po czym zostali wciągnięci w pułapkę i zmuszeni do walki w niekorzystnym dla siebie terenie. Jak widzimy hetman ufał weteranom ze swojej roty kozackiej, wyznaczając kilkanaście samego towarzystwa [czyli zapewne bez pocztowych] do tak ważnego zadania. W toku zaciętych walk kawalerii z obydwu stron (tak Litwinom jak i Moskalom wciąż przybywały posiłki) tak kozacy jak i husarze z roty hetmana wielokrotnie szarżowali na przeciwnika, ponosząc, jak i inne oddziały litewskie, duże straty. Ks. Janusz wspomniał o swoich żołnierzach w liście do króla Jana II Kazimierza - Nie masz żadnej w wojsku WKMci chorągwie, która by się mniej czterech albo pięciu razy nie potykała, nie masz żadnej tak szczęśliwej, żeby kilku towarzystwa i szmatem czeladzi nie przypłaciła. Wydaje się jednak, że straty rot hetmańskich były największe, włącznie z utratą sztandaru husarii - aleć przy tej, lubo krwawej, lecz sławnej rozprawie, najbardziej mym kompaniom obiem, a usarskiej i kozackiej, dostało się, z których kilkanaście towarzystwa padło, osobliwie przy usarskiej chorągwi, którą w pół drzewka ucięto, broniąc i chcąc ratować siedem towarzystwa poległo, między którymi i sędzia wojskowy pan Czudowski. Niezwykle heroiczna musiała być walka wokół sztandaru chorągwi husarskiej; strata siedmiu towarzyszy, na czele z niezwykle poważanym w wojsku litewskim sędzią wojskowym Marcinem Janem Czudowskim, wskazuje na zacięty i krwawy bój. Inny litewski uczestnik boju także podkreślał bohaterską postawę oddziałów hetmańskich, wspominając także o rajtarii księcia. Nie było żadnej [chorągwi], któraby pięciu, sześciu razy, nie potykała się: osobliwie hetmańska kozacka: więcej dziesięciu razy uderzała, a husarska w sam ogień z kopiami skoczyła. Ogarnął ją nieprzyjaciel, i choć miała posiłki, i te miały z nieprzyjacielem co czynić. Zaczym chorągiew w pół drzewca ucięta, koło której i towarzystwa nabito: jakoż najwięcej też z tych dwóch chorągwi a z rajtariej hetmańskiej poginęło. Widzimy więc, że kozacy hetmana mieli szarżować nawet więcej niż dziesięć razy, nic dziwnego że uważaną ową chorągiew za najlepszą w armii litewskiej. Zwycięstwo w bitwie należało do armii litewskiej, ale zostało okupione dużymi stratami. Co gorsza, kolejna armia moskiewska szła już na pomoc oddziałom pobitym pod Szkłowem.
25 sierpnia 1654 roku Litwini hetmana Radziwiłła zostali pokonani przez przeważające siły moskiewskie. Tym razem kawaleria litewska nie dała rady przeciwnikom- potkała się jazda nasza, lecz potężnie i szkodliwie bardzo od Moskwy wsparta i porażona, w rozsypkę iść musiała. Ponosząc ciężkie straty, żołnierze pod komendą ks. Janusza rozpoczęli odwrót. W czasie przeprawy przez rzekę Druć pod Cercami, wykrwawiona poprzednimi walkami hetmańska chorągiew kozacka walczyła jako eskorta księcia, który, wyróżniając się wśród żołnierzy, stał się obiektem zaciekłych ataków moskiewskich. Xcia Jmci w prawą nogę przebito. Konia pod nim zabito, wilczatego wołoskiego bachmata. Rota nie poddała się w obliczu przewagi przeciwnika, poniosła jednak ogromne straty. Sam hetman napisał w miesiąc po bitwie u jednej przeprawy 4 chorągwie nieprzyjacielskie tak nas obskoczyli, że od 40 albo 50 koni chorągwi mej kozackiej, ledwie już 5 człeka broniąc się przy mnie zostało. Z kolei ojciec porucznika Mierzeńskiego w liście do kanclerza wielkiego koronnego napisał Xcia Jmci z rąk prawie nieprzyjacielskich wydarła chorągiew kozacka, dawno słychanym cnoty i miłości ku wodzowi przykładem. (…) ich z półtora sta koni tylko trzydziestu zostało, między któremi i rodzony mój, Porucznik ich, cudownem szczęściem zachowany jeszcze na usługę J. K. Mci i Rzplitéj. Zbigniew Morsztyn, który walczył z kampanii 1654 roku jako towarzysz w hetmańskiej rocie kozackiej napisał o owej walce:
Sto i pięćdziesiąt nas się popisało,
A pięć czterdzieści tylko pozostało;
Żaden nie umarł ani żaden zwinął,
Lecz każdy zginął.
Jak więc widzimy, chorągiew miała stracić ponad 100 żołnierzy – rzadko czytamy o tak wysokich stratach. W czasie przeprawy miał także zginąć chorąży oddziału, nie znalazłem jednak informacji o tym by sztandar roty wpadł w ręce tryumfujących Moskali.