Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk III Walezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk III Walezy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lipca 2017

4000 d'Artagnanów na Dzikich Polach


Do  elekcji 1573 roku stanęło kilku kandydatów, wśród nich (ostateczny zwycięzca) Henryk Walezy, reprezentujący Cesarstwo Ernest Habsburg czy szwedzki król Jan III Waza. Posłowie każdego z chętnych do polskiej korony składali szlachcie różnorakie obietnice, próbując zjednać sobie głosy. Ciekawy jest zestaw przygotowany przez Francuzów:


Oczywiście starano się trafić do możliwe najszerszej grupy wyborców: obiecując owe urzęda i godności czy finansowanie edukacji zagranicznej dla 100 szlacheckich młodzianów. Najbardziej jednak ubawiła mnie propozycja dotycząca posiłków wojskowych. 4000 strzelców z Gaskonii – a region ten znany był jako prowincja dostarczająca armii francuskiej nader walecznych wojaków – miało oto stanowić część sił chroniących granice Korony.  Trochę trudno mi sobie wyobrazić takie oddziały uganiające się za czambułami tatarskimi na Dzikich Polach. Pomysł pozostał jednak, mimo tego że Henryk wygrał elekcję, tylko na papierze. Może to i lepiej…

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jednak Polacy najwięcej na jazdę liczą


Zupełnym przypadkiem natknąłem się dzisiaj na bardzo ciekawy opis XVI-wiecznej Polski, przygotowany przez Jana Krasińskiego dla króla Henryka Walezego. Tłumaczenie tego napisanego po łacinie dziełka opublikował w 1852 roku Stanisław Budziński. To właśnie z tego wydania chciałbym dziś przytoczyć bardzo ciekawy fragment dotyczący polskiej wojskowości circa 1573.

Liczne są w Polsce wybornego żołnierza chorągwie; dzielą się one na chorągwie pieszych i jezdnych. Jezdni bogato uzbrojeni[1] mają zdatne do upartej walki konie, których przednią część zbroją żelazną pokrywają. W boju używają włóczni[2], a następnie dwóch mieczy: jednego długiego ku spadku czworograniasto kończatego (koncerz), drugiego zakrzywionego i krótkiego do zadania cięcia; walczą także gdy tego potrzeba krótkiemi rusznicami[3], podobnie jak Niemcy, lub żelaznemi buławami, jak to u Węgrów jest zwyczajem; do zasłonienia się tarczy używają. Inny rodzaj jazdy stanowią lekko zbrojni, t. j. tak nazwani w Polsce i Węgrzech usarze. Ci prawie wszyscy zbroje i przyłbice noszą, używają lekkiej kopii, zakrzywionego miecza i tarcz podobnych do tureckich. Niektórzy zwyczajem Scytów strzały z łuków ciskają, inni z krótkich rusznic strzelają do nieprzyjaciela. Trzeci rodzaj jazdy stanowią kozacy, którzy bardzo są wytrzymali na zimno, głód i trudy wszelkiego rodzaju. Uzbrajają się oni bardzo lekko, podobnie jak Tatarzy. Konie mają bardzo rącze i do małych utarczek zdatne. Siodła na koniach tak urządzają, iż bez trudności na wszystkie strony mogą się obracać i z łuku strzelać. Do walki używają najczęściej łuku, rażąc  gradem pocisków jeźdźców  i konie nieprzyjacielskie. Używają także szabli na wzór wschodnich i krótkich drzewców.
(…)
Polacy zwykli także urządzać chorągwie piechoty, której używają do odległych wypraw, powierzając jej wszelkiego rodzaju machiny wojenne. Ona toruje drogi wojsku, buduje mosty, dobywa miast i twierdz; wielce jest zatem na wojnie przydatną. Jednak Polacy najwięcej na jazdę liczą, a pieszego żołnierza nie tyle co Włochy i Hiszpanie cenią.



[1] Redaktor XIX-wiecznego wydania dodał tu w nawiasie błędną nazwę „pancerni”, chociaż opis wskazuje na kopijników.
[2] Znów, jak sądzę, błąd redaktora – chodzi raczej o kopię.
[3] Pistoletami. 

czwartek, 7 maja 2015

U Polaków wszystko odmienne


Znalazłem przepiękny fragment  opisu podróży króla-elekta Henryka Walezego do Polski , autorstwa legata papieskiego, Antoniego Marii Graziani, kardynała Commedoni. Rzeczy dotyczy przekroczenia granicy w Międzyrzeczach. Bardzo ciekawy jest kontrast pomiędzy eskortującą Francuza jazdą niemiecką, a  witającymi go Polakami. Istna rewia mody, którą w interesujący sposób opisał kardynał. Oj dostało się przy okazji niemieckim rajtarom, dostało - za to ich opis jest bardzo ciekawy.

Przybyl nakoniec Król do Międzyrzecza, miasta w Biskupstwie Kujawskim, gdzie już dziesięciu Senatorów, i niezmierne mnóstwo rycerstwa czekało na niego. Pospieszyli bowiem przedniejsi, każdy z pocztem swoim, do przywitania nowo obranego Pana. Wszystkie okoliczne wzgórza jazdą były okryte. Po lewej ręce stało 3000 Niemców, te odprowadziwszy Króla do granicy wraz do domów wracać miały. Uszykowali się i oni w porządku. Nic bardziej oczu uderzać nie mogło, jak bijąca różnica między postacią tych dwóch Narodów. Konie Niemców były ciężkie, tłuste i prawie wszystkie kare, strój równie czarny i krótki, najeżone i nieutrefione brody: nazywano ich Schwartz Reytery: nosili podługowate miecze, każdy po dwie strzelby i młotek żelazny.

U Polaków wszystko odmienne, nie jednakowej maści konie, nie jednak ubiór, różne nawet oręże. Lubo nie ma kraju, coby tak dzielne konie wydawał, przecież sprowadzając je z Tureczyzny, a nawet i Włoch. Majętniejsi wiele powodnych koni prowadzą za sobą. Rozmaite ubiory: ci w narodowym stroju, inni w Węgierskim, Tatarskim, wielu w Włoskim, niektórzy w Francuzkim. Podobnaż różnica i w zbroi. Jedni z łukami, strzałami, i zakrzywioną szablą, ci z kopijami i tarczami, inni w pancerzach i hełmach: niewielu ciężko uzbrojonych, lecz wszyscy letko i zwinnie koniem toczący. Niektórzy mieli głowy ogolone, inni z obstrzyżonemi, u wielu włosy długie, u tych broda długa, u tamtych ogolona prócz wąsów. Sama różność w ubiorach, niebieskie, zielone, szkarłatne szaty, drogie futra, jedwabiem i złotem świecące, dziwnie zachwycały oczy patrzących.

Henryk, spojrzawszy na te tysiące hufów, zachwycony odgłosem trąb i kotłów, ochoczemi całego mnóstwa krzykami, zawołał radośnie, dziś dopiero widzę się prawdziwym Królem.



czwartek, 6 lutego 2014

Minionki króla Henryka

Tym razem nie będzie wojowania, a wręcz przeciwnie..Henryk Walezy w czasie swojego krótkiego pobytu w Polsce nie zdobył sobie zbytniej przychylności nowych poddanych. Szczególnie krzywym okiem patrzono ja jego męskich faworytów, z którymi spędzał nazbyt dużo czasu… Gdy Walezy powrócił do Francji i objął tron jako Henryk III, jego „towarzystwo” zyskało sobie wyjątkowo złą sławę wśród ludu Paryża. Tak zwani „les Mignons” (ulubieńcy/milutcy), którymi otaczał się król, utożsamiani byli z homoseksualizmem (stąd powtarzana przez wielu historyków teza, że Henryk był gejem) chociaż jest to chyba mocne uproszczenie, oparte o plotki ich przeciwników politycznych (ulubieńcy wywodzili się najczęściej z ubogiej szlachty i ich status został – w opinii wielu starych rodów szlacheckich – niesłusznie podniesiony). Ich rozpasanie – bo też hulanki i swawole nie były im obce -  było powszechnie krytykowane. Paryski prawnik Pierre de l’Estoile tak oto opisał „minionki” króla w roku 1576 (tłumaczenie własne z przekładu angielskiego):

W tym oto czasie [lipiec 1576 roku] lud zaczął coraz częściej dyskutować o Mignons, których nienawidzono nie tylko z powodu ich niemądrego i aroganckiego zachowania czy [podobnego do] kobiecego i nieskromnego makijażu i strojów, ale  przede wszystkim z powodu wspaniałych prezentów, które zwykł im darować Król. Lud oskarżał ich o to [że są] przyczyną jego biedy, chociaż po prawdzie pieniądze nie trzymały się Mignons; [wydawali je tak szybko] że pieniądze powracały do ludzi niczym woda spływająca przez rynnę. Ci piękni Mignons nosili włosy pokryte pomadą, kręcone i owinięte wokół małych aksamitnych beretów, na modłę [paryskich] prostytutek. Kołnierze przy ich koszulach były tak sztywne i szerokie,  że ich głowy wyglądały niczym głowa Św. Jana na talerzu [nawiązanie do znanej przypowieści biblijnej]. Ich ulubioną rozrywką był hazard, przeklinanie, tańce i swawole, bójki i zadawanie się z prostytutkami. Gdziekolwiek udawał się król, udawali się z nim, by zawsze być w pobliżu i by zadowolić monarchę słowem i czynem. Boją się i szanują Króla bardziej niźli Boga samego a ich jedynym celem jest by utrzymać się w królewskich łaskach.