Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia moskiewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armia moskiewska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2023

Wszystkie tomy pamiętników Patricka Gordon dostępne za darmo w sieci



Wspaniałe wieści dla wszystkich miłośników dobrej lektury :) Aberdeen University Press udostępnił właśnie w wolnym dostępie, do ściągnięcia w formie pdfu, wszystkie sześć tomów pamiętników Patricka Gordona - oczywiście w języku angielskim, w opracowaniu Dymitra Fedosowa. Jedno z najciekawszych źródeł z epoki, więc warto się zapoznać. Poniżej linki do wszystkich tomów:

Tom I

Tom II

Tom III

Tom IV

Tom V

Tom VI 

wtorek, 2 sierpnia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. LI

 


W styczniu tego roku recenzowałem na blogu pierwszy tom pracy Michaela Fredholma von Essena Charles X’s Wars. Armies of the Swedish Deluge 1655-1660, z serii Century of the Soldier 1618-1721. Dzisiaj pora na recenzję drugiego tomu, zatytułowanego The Wars in the East, 1655-1657. Książka podzielona jest na 19 rozdziałów, które w opisują w sposób chronologiczny ciąg wydarzeń od wybuchu wojny Rzeczpospolitej z Moskwą w 1654 roku do wkroczenia wojsk cesarskich do Polski w 1657 roku i wyruszenia Karola X Gustawa do Danii. Mamy tu więc najważniejsze starcia z tego okresu, z tymże niektóre opisy są nader obszerne (Warszawa, Wojnicz czy Gołąb) a niektórym poświęcono znacznie mniej miejsca (np. Prostki to zaledwie 14-zdaniowy akapit). Wydaje mi się że dużą rolę w takim a nie innym opisie danego starcia odegrała dostępność materiałów w języku szwedzkim, w tym przetłumaczonych na ten język artykułów polskich autorów jak Jan Wimmer czy Jerzy Teodorczyk. Z tego też powodu nie znajdziemy tu raczej nic o czym w Polsce już nie napisano, aczkolwiek bez wątpienia ciekawa jest spora ilość ODB, przede wszystkim armii moskiewskiej i szwedzkiej. Bitwy są często opisane dosyć ogólnie, np. bez podania strat walczących, co z jednej strony wytłumaczone jest różnicą informacji w źródłach, z drugiej jednak strony do owych źródeł nie mamy żadnego odwołania – znów (przynajmniej jeżeli chodzi o armie polską i litewską) zapewne z powodu ich niedostępności w języku szwedzkim bądź angielskim. Prowadzi to czasami do wpadek, jak wtedy kiedy dowiadujemy się, że wiosną 1656 roku Puck poddał się Szwedom, gdy w rzeczywistości utrzymał się w rękach polskich przez całą wojnę. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu rozdziały 13 i 14, opisujące walki szwedzko-moskiewskie w Ingrii i Kexholm, starcia w Karelii i moskiewskie oblężenie Rygi. Są to tematy słabiej u nas znane więc ciekawe było o nich poczytać, bo też teatr działań odległy i nietypowy.

Tym razem na kolorowych planszach nie znajdziemy wizerunków żołnierzy, mamy za to 10 flag należących do różnych armii, narysowanych przez Tomasza Nowojewskiego. Siergej Szamenkow jest z kolei autorem pięciu czarno-białych rysunków przedstawiających żołnierzy – podobnie jak to miało miejsce w pierwszym tomie. W tekście znajdziemy bardzo dużo ilustracji z epoki, jak ryciny Dahlbergha, mapy bitew, portrety dowódców czy wizerunku żołnierzy; także zdjęcia obecnego stanu niektórych miejsca opisywanych w książce. Na duży plus można zaliczyć aż 14 map (niektóre łatwo rozpoznawalne dla polskiego czytelnika…) przedstawiające główne bitwy i oblężenia z okresu 1654-1657.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, tak jak w przypadku pierwszego tomu, można mieć. Duża część tego tomu opisuje wydarzenia które polski czytelnik ma dostępne w o wiele obszerniejszych i dokładniejszych opracowaniach rodzimych autorów. Uwagę przyciąga jednak zdecydowanie opis konfliktu szwedzko-moskiewskiego, duża ilość map i dobrze poprowadzona narracja konfliktu, idealna jako wprowadzenia tematu. Na pewno dobrze się to uzupełnia z pierwszym tomem i wraz z zapowiadaną trzecią częścią (czyli działaniami w okresie 1658-1660, włącznie z wojnami duńskimi) będzie stanowiło ciekawą serię, w solidny sposób przybliżający zagadnienia konfliktu polsko-szwedzkiego i związanych z nim wojen. Jako takie jest na pewno bardzo ważną i przydatną lekturą na rynku anglojęzycznym, przybliżając czytelnikom mniej znany konflikt z udziałem Rzplitej.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

sobota, 25 kwietnia 2020

A w Pułku powiadają być po Tysiącu y siedmiu set



Musicie mi wybaczyć, że jestem ostatnio mocno monotematyczny i nic tylko źródła, źródła i źródła… ale tyle interesujących rzeczy udało się znaleźć, że aż szkoda byłoby się nimi nie podzielić na blogu. Tym razem bardzo ciekawa (i czytelna) notatka z 9 sierpnia 1633 roku, z obozu armii litewskiej walczącej z wojskami Szeina oblegającymi Smoleńska. To zeznania wziętych do niewoli bojarów moskiewskich, którzy informowali między innymi o posiłkach dla oblegających i sile ich artylerii. Znajdziemy tu także informacje o planach ataku na zamek. Z zeznaniem możecie się zapoznać pod tym linkiem.

wtorek, 4 lutego 2020

Y rzadko który z nich umie wziąc w rękę pistolet



Ciekawostka z zeznań dezerterów z armii moskiewskiej we wrześniu 1633 roku, tycząca regimentu rajtarii d’Heberta:

Tamze z woyska trzey nieprzyjaciele przedarszy się przyszli: Polak, Inflantczyk y Szwed, z których ten Polan z Stanisławowa examinowan[1] przy KJM[2], jest li raytarowie, powiedział, których 14 chorągwi pzyszło przed tegodniem bardzo są ladaicacy y rzadko który z nich umie wziąc w rękę pistolet, y iako dwie abo trzy chorągwie naszych znieść by ich mogło.

Co jak co, ale laurki swojej jednostce to on nie wystawił…


[1] Przesłuchany
[2] Władysławie IV

poniedziałek, 18 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXV



Mimo przerwy blogowej obiecałem zamieścić kilka recenzji, pora więc nadrobić zaległości. W dzisiejszym wpisie praca Katarzyny Słodowej Smoleńsk 1609-1611, która ukazała się w tym roku w serii Historyczne Bitwy. Jak to zwykle przy blogowych recenzjach, najpierw przyjrzymy się ogólnej konstrukcji pracy, żeby potem przejść do bardziej szczegółowych komentarzy.

Praca podzielona jest na osiem rozdziałów, te z kolei dzielą się na podrozdziały (od dwóch do sześciu). Pierwszy rozdział to informacje o miejscach działaniach wojennych, ze szczególnym uwzględnieniem Smoleńska i jego fortyfikacji. W kolejnej części możemy się zapoznać z ogólnymi informacjami na temat wojskowości polskiej i moskiewskiej. Rozdział trzeci to geneza wyprawy pod Smoleńsk, włącznie z sejmem z 1609 roku i planem interwencji w Państwie Moskiewskim. Następny rozdział to opis przygotowań do wyprawy wojennej, włącznie z organizacją i liczebnością armii królewskiej. Rozdział piąty to omówienie trasy jaką przebyły oddziały Zygmunta III w drodze pod Smoleńsk. Kolejna część to przybliżenie pozostałych działań wojennych w tym okresie, walk pod Białą, Carowym Zajmiszczem, bitwą pod Kłuszynem i wkroczeniem wojsk Żółkiewskiego do Moskwy. Rozdział siódmy, najobszerniejszy ze wszystkich, omawia oblężenie Smoleńska, szturmy i działania oblężnicze, a także kapitulację miasta. W ostatnim rozdziale czytelnik może się zapoznać z informacjami w jaki sposób Zygmunt III ‘rozreklamował’ swój tryumf.

Opisana powyżej struktura pracy jest bardzo przejrzysta, co ułatwia lekturę i pozwala z dużą łatwością śledzić przebieg wydarzeń. Bardzo dokładnie opisane zostały fortyfikacje i siły obrońców Smoleńska, włącznie z  rozmieszczeniem artylerii w basztach. Także siły oblegających są opisane z dużą dbałością o szczegóły, autorka posługuje się bowiem informacjami z popisów wydanych w 1898 roku przez Wierzbowskiego. Bardzo przydatne są cztery mapy, zwłaszcza dwie ukazujące fortyfikacje Smoleńska i miejsca szturmów, czytając o kolejnych atakach możemy bowiem szybko sprawdzić mapę i sprawdzić skąd i gdzie szturmowano.  Bardzo interesujący jest ostatni rozdział, z którego możemy się dowiedzieć o wierszach, drukach ulotnych i medalach sławiących zdobycie Smoleńska.

Niestety sporo jest w tej pracy błędów, przede wszystkim dotyczących kwestii militarnych. Wydaje się, że tak autorka jak i redaktorzy pracy niezbyt ‘czuli się’ w tym temacie, stąd pewne niedociągnięcia. Pozwolę sobie wynotować kilka przykładów. Nagminne używanie określeń autorament narodowy i cudzoziemski, mimo że te weszły w życie dopiero w okresie reform Władysława IV.  Potraktowanie rot i chorągwi jako dwóch różnych typów jednostek. W opisie uzbrojenia husarii brak szabli, za to znajdziemy tu tarczę. Obok husarii mamy pancernych, co jest ewidentnym błędem; pojawią się też lekkozbrojni, mimo że w tym czasie nie była to wyodrębniona formacja; mamy za to ‘Kozaków polskich’ czyli jazdę kozacką, określenie o ‘Kozakach polskich’ może być raczej mylące dla tych spośród czytelników, którzy mają słabe pojęcie o wojskowości epoki.  Jako oddziały jazdy cudzoziemskiej w armii polskiej mamy arkebuzerów i rajtarów, jeżeli ci pierwsi mieli być arkabuzerami to przypominam – w tym okresie nie była to jazda cudzoziemska. Mamy tu obszerny akapit o dragonach, do tego w koletach które miały sięgać przed kolana – a w tym okresie dragonii w armii polskiej jeszcze nie było, a nawet gdy już się pojawiła (po 1617 roku) to takich koletów na wyposażeniu mieć nie mogła. Z kolei w przypadku armii moskiewskiej autorka wspomina o trzech do siedmiu pułkach, po czym w tekście wymienia tylko sześć. Nie bardzo też rozumiem, czemu autorka używa czasami w tekście określenia ‘wojsko ruskie’ zamiast moskiewskie czy carskie?

Bogata bibliografia składa się z wielu źródeł archiwalnych, drukowanych oraz opracowań. Jak już pisałem, szczególnie cieszy obecność źródeł i opracowań w języku rosyjskim. Tu jeden niezbyt miły zgrzyt: autorka podaje bowiem wśród źródeł drukowanych Pamiętniki obrony Smoleńska (1609-1611), wydane w Moskwie w 1912, zredagowane przez J.W.Gote. Przyznam szczerze, że sporo się naszukałem, próbując zlokalizować to źródło. Okazuje się że redaktor to Jurij Gauthier, zbiór jest 6 tomem w serii Смутное время Московского государства. 1604-1613 гг., a jego właściwy tytuł to  Памятники обороны Смоленска. (1609-1611 гг.). Forma zapisu zastosowana przez autorkę jest więc bardzo myląca i utrudnia czytelnikom znalezienie cytowanego źródła. Wśród opracowań dziwi też brak nowych opracowań dotyczących bitwy pod Kłuszynem – książki Radosława Sikory, artykułów Przemysława Gawrona i Andrzeja Grzegorza Przepiórki – co wpływa na sposób opisania tego starcia w książce, zwłaszcza co do liczebności walczących armii.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie można mieć. Z jeden strony mamy tu bowiem sporo ciekawych informacji dotyczących oblężenia, z drugiej zaś sporo błędów czy niedopatrzeń, które nieco psują przyjemność z lektury. Jeżeli jednak ktoś jest zainteresowany okresem Wielkiej Smuty czy też panowania Zygmunta III to chyba warto dodać ten tomik do swojej kolekcji.


poniedziałek, 24 czerwca 2019

Z Irlandii na Ukrainę, ze zmianami kosmetycznymi



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 7/7]

Tydzień szwedzki zakończymy wpisem lekkim, chociaż dotyczącym jednej z najgorszych militarnych porażek w historii Szwecji. Porażka Karola XII pod Połtawą odbiła się szerokim echem w Europie, nic więc dziwnego że starcie zostało uwiecznione na wielu obrazach i rycinach. W zbiorach Riksarkivet znalazłem takie oto przedstawienie bitwy, opisane po francusku jako zwycięska bitwa Jego Wysokości Cara nad Królem Szwecji. Starcie dynamiczne, Szwedzi po prawej uciekają, wojska rosyjskie widoczne po lewej atakują zawzięcie. Ale zaraz… coś tu wygląda niezwykle znajomo, na pewno już to widziałem. Szybki przegląd zbiorów Rijksmuseum i voila, toż to datowane na 1691 rok przedstawienie bitwy pod Boyne, autorstwa Romeyna de Hooghe – możemy je podziwiać poniżej. Nieznany autor ‘Połtawy’ nawet się nie starał zmieniać detali, dodał tylko podpis. Niestety zdigitalizowana wersja nie ma legendy, a szkoda bo ciekawym jak też wytłumaczył obecność poszczególnych oddziałów i jak je dopasował do Połtawy.



środa, 13 lutego 2019

Jednym ręce, nogi lub karki się padało



Dziś notatka o tym jak straszliwa burza przerwała moskiewskie manewry wojskowe. W czerwcu 1660 roku, przebywający w niewoli moskiewskiej Michał Obuchowicz, tak miał opisać atak żywiołu na carską stolicę:
Niesłychany i niespodziany powstał szturm[1] i wielki tak dalace że dachy znosił, krzyże u Cerkwi łamał, w naszym dworze gdzieśmy stali, parkan z jednej strony całe wywrócił, jakoby sam Pan Bóg drogę uwolnieniu naszemu gotował (…). Zastała też burza w polu na mustrze regiment sołdatów, gdzie (jakośmy od samych Moskwy wzięli wiadomość) dziewięćdziesiąt człowieka połamało, jednym ręce, nogi lub karki się padało.
Straty oddziału większe niż w niejednej bitwie…  


[1] Burza.

niedziela, 10 czerwca 2018

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XVII



W dzisiejszej recenzji wracamy do serii Century of the Soldier 1618-1721, wydawnictwa Helion & Company. W poprzednich recenzjach sporo narzekałem, zobaczymy jak będzie przy kolejnym podejściu. Tym razem skierujemy naszą uwagę na wschód, okazją ku temu będzie praca Borisa Megorsky’ego The Russian army in The Great Northern War 1700-21. Organisation, Materiel, Training and Combat Experience, Uniforms. Autor jest niezależnym badaczem, ale i rekonstruktorem, zajmującym się właśnie epoką Wielkiej Wojny Północnej.

Jak to zazwyczaj najpierw przyjrzymy się strukturze pracy, żeby potem poświęcić nieco miejsca ogólnym komentarzom na temat treści, ilustracji, etc. Książka należy do podserii tzw. ‘Culverins’ czyli monografii wydawanych w miękkiej oprawie, ale zawierających kolorowe plansze. Włącznie z bibliografią liczy 270 stron.

Po krótkim wprowadzeniu, w którym Autor omawia aktualny stan badań tematu, przechodzimy do rozdziału pierwszego, omawiającego organizację armii moskiewskiej. Rozdział ma  cztery podrozdziały:
- o organizacji armii i jej jednostek, gdzie możemy np. znaleźć strukturę dywizji i regimentów
- o starych jednostkach, przed reformami Piotra: strzelcach, jeździe bojarskiej, rajtarach, artylerii, Kozakach i lekkiej jazdy (jak Kałmucy czy Baszkirzy)
- o „nowej armii”, głównie jednostkach piechoty (w tym gwardii), grenadierach, milicji, dragonach, artylerii i lekkiej jeździe
- o flocie

Drugi rozdział to owe ‘Materiel’, czyli wyposażenie i uzbrojenie. Mamy tu obszernie omówioną broń białą i palną, a także ekwipunek z nią związany – podzielone na sekcję dotyczącą piechoty i jazdy. Sporo miejsca poświęcono artylerii, w tym także oblężniczej. Znaczną część tego rozdziału stanowi kolejny podrozdział, w którym Autor zajmuje się umundurowaniem. Znajdziemy tu sekcje o nakryciach głowy, nawet fryzurach (!), a nawet informacje dotyczące butów i rękawic. Omówiona jest nawet kwestia strojów występujących wśród marynarzy. W następnym podrozdziale zapoznamy się z zagadnieniem sztandarów i muzyki wojskowej. Rozdział kończy część opisująca okręty i wyposażenie marynarki wojennej.

Trzeci rozdział to opis szkolenia i doświadczeń wojennych armii moskiewskiej tej doby. Sporo miejsce poświęcono podręcznikom wojskowym, które stosowano w armii – bardzo ciekawe zagadnienie. Kolejna część rozdziału to przekucie teorii na praktykę, czyli działania wojenne. Autor opisuje taktykę użycia poszczególnych formacji, w tym artylerii. W następnym podrozdziale możemy zapoznać się z „małą wojną”, a dwa następne dotyczą działań oblężniczych i taktyki w działaniach morskich.

Po krótkim podsumowaniu, mamy trzy aneksy:
- pierwszy to dwie mapy, jedna z nich przedstawia mapę środkowej Europy i operacji armii moskiewskiej w czasie WWP, z zaznaczeniem ważniejszych bitew. Druga to mapa europejskiej części Rosji, gdzie także znajdziemy ważniejsze starcia
- drugi aneks to specyficzne kalendarium, wymieniające wszystkie bitwy i oblężenia w których brała udział armia Piotra I. Przy każdej mamy podane miejsce, datę i wynik starcia
- trzeci, nader obszerny aneks, to opis mundurów regimentowych. Poświęcę mu kilka słów przy omawianiu ilustracji

Bibliografia jest obszerna, dzieli się na sekcje: opublikowanych materiałów źródłowych, opracowań i artykułów. Brak materiałów archiwalnych może dziwić, jest jednak dobrze uzasadniony przez Autora i, jak się wydaje, nie wpływa na jakość opracowania tematu.

Co do ilustracji – z reguły jestem dość krytyczny w tej materii, zwłaszcza jeżeli chodzi o materiały z epoki. Tutaj jednak mamy istny majstersztyk. 131 ilustracji tu głównie źródła ikonograficzne, pozostała część to zdjęcia rosyjskich rekonstruktorów historycznych. Autor często odwołuje się do owych obrazów i tłumaczy ich walory i mankamenty. Do tego mamy obszerne sekcje ilustracji kolorowych:
- pięć plansz (po trzech żołnierzy każda) autorstwa Nikolaya Zubkova. Wspaniałe prace, bardzo klimatyczne, mam nadzieję że ten rysownik częściej będzie dostarczał materiałów do serii
- 14 kolorowych sztandarów ze zbiorów szwedzkich
- 45 kolorowych  sztandarów (rysunki z epoki)
- 12 kolorowych sztandarów (współczesne rysunki)
- seria zdjęć ukazujący ekwipunek ze zbiorów rosyjskich
- 44 rekonstrukcje mundurów opisanych w aneksie trzecim, ukazujące najważniejsze części stroju

Książka jest napisana bardzo sprawnym piórem, czyta się ją niezwykle przyjemnie, podziwiając erudycję autora. Megorsky prowadzi Czytelnika pewną ręką, także spokojnie z pracą może się zapoznać ktoś kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tematem. Nie boi się jednocześnie przyznać, jeżeli nie jest w stanie czegoś potwierdzić źródłowo/ma zbyt mało podstawa do danej teorii. Lekturę bardzo usprawnia konstrukcja pracy, która może być wzorem dla monografii tego typu – bardzo przejrzysta, a jednocześnie zbilansowana. Dla czytelnika jak ja, który nie zna języka rosyjskiego, to niesamowita okazja zapoznania się z bardzo szczegółowym opisem armii Piotra I. Bardzo ciekawym zabiegiem jest, oprócz podawania w przypisach oryginalnych tytułów prac i artykułów, tłumaczenie owych tytułów na angielski. Naprawdę trudno jest mi cokolwiek w tej pracy skrytykować, może tylko to że chętnie przeczytałbym jeszcze ze 100 stron, tak mnie wciągnęła.

Rzadko tak bezkrytycznie się zachwycam książką historyczną, ale naprawdę, jak dla mnie jest to póki co odkrycie roku. Mam nadzieję, że Boris Megorsky napisze i opublikuje w serii kolejne prace, chętnie się z nim zapoznam.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak widać po recenzji, trzeba mieć. To naprawdę niezwykle ciekawa praca, rzekłbym obowiązkowa lektura dla zainteresowanych WWP czy wojskowością rosyjską.


poniedziałek, 5 marca 2018

Są bowiem oni słudzy...



W czasie wojny smoleńskiej obydwie strony polegały w dużej mierze na oddziałach moderowanych ‘na sposób zachodni’. W armii moskiewskiej były zarówno regimenty złożone z samych cudzoziemców, jaki te gdzie tylko kadra miała pochodzić z Niemiec czy Francji. Z kolei w armii polsko-litewskiej gros knechtów miało być zaciągniętych na terenach Rzplitej, za to kadra rekrutowała się z dość szerokiej puli międzynarodowej. Albrycht Stanisław Radziwiłł przytacza ciekawą informację dotyczącą negocjacji polsko-moskiewskich z początku stycznia 1634 roku. Widać tam jak różnie postrzegano owych cudzoziemców i ich wpływ na działania armii.

Wspomniany w tekście ‘Lesel’, który zabił Sandersona to Alexander Leslie. Pisałem kilka lat temu o owej nader dziwnej sprzeczce moskiewskich pułkowników. ‘Sehin’ to oczywiście wojewda Szein. Z kolei ‘Roswerman’ to Wilhelm Rozworn, pułkownik dowodzący jednym z  regimentów piechoty moskiewskiej.

wtorek, 6 lutego 2018

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XV


Dawno nie było żadnej recenzji, dziś pora to nadrobić. Kilka miesięcy temu szukając w internecie informacji o Chanacie Kałmuckim, natknąłem się na bardzo ciekawą pracę. Chodzi o Where two world met. The Russian State and the Kalmyk Nomad, 1600-1771, autorstwa Michaela Khodarkovsky’ego, a wydaną w 1992 roku. Temat wydawał mi się bardzo zajmujący, a książka faktycznie nie zawiodła. Przyjrzyjmy się najpierw nieco samej strukturze pracy, później kilka zdań ogólnego komentarza.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów i kilku dodatków. Pierwszy rozdział to wprowadzenie w historię i kulturę Kałmuków (Ojratów), strukturę ich państwa i plemion, sztukę wojenną i religię. W drugim rozdziale Autor opisuje wzajemne postrzeganie między Kałmukami i Rosją. Rozdział trzeci to historia przybycia Kałmuków na stepy na północy Morza Kaspijskiego, wyparcia stamtąd plemion tubylczych i początków relacji z Moskwą. W kolejnym rozdziale zapoznamy się z dojściem do władzy najsłynniejszego i najpotężniejszego z władców Chanatu  -Ajuki (Ayuki) Chana.  Rozdział piąty mówi o niełatwych sojuszach tego władcy z Moskwą, w okresie 1697-1722. W rozdziale szóstym widzimy stopniowo pogłębiający się kryzys Chanatu, w latach 1722-1735. Rozdział siódmy to postępująca kolonizacja moskiewska i tragiczny exodus Kałmuków, uciekających do Dżungarii  w Chinach.

Jeżeli chodzi o dodatki, mamy obszerny aneks będący tłumaczeniem negocjacji pomiędzy posłem moskiewskim a kałmuckimi wodzami w 1650 roku. Dodatkowo mamy także listę władców kałmuckich, a także chanów rządzących Ojratami pozostały w Dżungarii.  Lekturę ułatwiają cztery mapy, ukazujące regiony w których rozgrywały się opisywane wydarzenia. Na końcu pracy możemy także znaleźć słownik wyrażeń mongolskich, kałmuckich i rosyjskich, używanych w tekście.

Autor opiera się o źródła tureckie i rosyjskie – głównie drukowane, chociaż mamy kilka odnośników do archiwów tureckich ze Stambułu. W bibliografii znajdziemy także kilka źródeł z końca XVIII/początku XIX wieku, napisanych w języku niemieckim.  Wśród użytych opracowań gros to te w języku rosyjskim, jest tam też kilka opracowań wydanych po angielsku.

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, Autor sprawnie lawiruje pomiędzy skomplikowanymi zależnościami plemienno-państwowymi Chanatu i jego sąsiadów. Czytelnik ma okazję zapoznać się z niezwykle fascynującymi i mało znanymi wydarzeniami z XVII i XVIII wieku, obserwując Kałmuków lawirujących pomiędzy Moskwą, Tatarami i resztą wojowniczych sąsiadów. Khodarkovsky z dużą dozą szczegółów przedstawia nam historię fascynującego tworu państwowego, jakim stał się Chanat Kałmucki. Prowadzi nas  przez cały okres jego istnienia, aż do upadku pod wpływem zwiększającego się naporu ze strony Moskwy. Widzimy więc zarówno „małą wojnę” prowadzoną na stepach, próby użycia Kałmuków w moskiewskich kampaniach wojennych (w tym także na Ukrainie), ale i negocjacje dyplomatyczne i zmieniającą się sytuację geopolityczną regionu. Mimo że stepowe państwo Kałmuków istniało przez relatywnie krótki okres czasu, odegrało ważną rolę w  regionie, lektura niniejszego książki zdecydowanie pozwoliła mi na wypełnienie specyficznej „białej plamy” w mojej wiedzy.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć jeżeli ktoś jest zainteresowany historią regionu. Bardzo niszowy temat, ale ciekawie zaprezentowany i warty lektury.



wtorek, 30 stycznia 2018

Kariera pana Patricka

XVII-wieczny żołnierz mógł czasami mieć problem z połapaniem się w której armii (w danym momencie) służy. Idealny przykład to kariera naszego dobrego znajomego Patricka Gordona. Poniżej krótka ściągawka ukazująca jak często zmieniał barwy klubowe:

czwartek, 9 listopada 2017

Semeni na pasku Paska


Nasz  dobry znajomy Jan Chryzostom Pasek w czasie swojej kariery wojskowej walczył w szeregach różnych formacji armii koronnej. Pod komendą Czarnieckiego – włącznie ze słynną wyprawą turystyczną do Danii – stawał jako towarzysz chorągwi kozackiej. Na początku lat 60. przyszło mu jednak wykonywać różne „misje specjalne”, w czasie których dowodził nieco innymi żołnierzami. Wspominałem już kiedyś na blogu o jego walecznych dragonach, z którymi stawił czoła wolontarzom. Nieco później, bo zimą 1662 roku, z rozkazu Czarnieckiego został wysłany z eskortą do posłów moskiewskich. Tym razem przydano mu pod komendę ludzi  40 dobrych.  Byli to semeni, zapewne z chorągwi Franciszka Kobyłeckiego.  Formacja ta rzadko pojawia się na blogu, spójrzmy więc cóż też Pasek o nich wspomina. Nie ma tego zbyt wiele, ale na bezrybiu i rak ryba.
Pan Jan szybko pokazał żołnierzom kto tu rządzi: przykazuje im, żeby mię słuchali, żeby się trzeźwo chowali, a nie robili hałasów. Szybko udało im się spotkać z poselstwem moskiewskim, semeni nie sprawiali chyba żadnych problemów – przynajmniej Pasek nic o tym nie wspomina. Eskorta okazała się bardzo przydatna, gdy posłowie dotarli do Nowogródka. Stał tam na kwaterach skonfederowany pułk jazdy litewskiej, a jego żołnierze odmówili Paskowi prowiantu i podwód dla poselstwa. Ten nie dał sobie jednak w kaszę dmuchać, szybko objął komendę nad semenami i żołnierzami moskiewskimi (argumentując posłom, że tu o chodzi o kontempt i mego króla i waszego cara) po czym dokonał zbrojnej demonstracji przy wkraczaniu do miasta.
Zordynowałem ich tedy tak: semenów 40 i moja czeladź wprzód; strzelców moskiewskich, co od wozów, 15; po obydwu skrzydłach piechota z długą strzelbą, a Moskwa konna dopiero za nami. Takie zgrupowanie stanęło twarzą w twarz z 300 albo i więcej żołnierzy litewskich. Pasek nie ugiął się w obliczu bandoletów i strzelby konfederatów, twardo negocjując z Litwinami. Ważkim argumentem był w tym fakt, że semenowie i Moskwa muszkiety trzymają jak na widełkach (…) semenowie na paradzie stoją, Moskwa wszyscy armatno, bez ruśnice długiej żaden nie stąpi. Sprawa rozeszła się po kościach, poselstwo zajęło w końcu kwatery a Pasek prośbą i groźbą zdobył od mieszczan prowiant i podwody. Dalsza droga przebiegła bez większych problemów i semeni pana Jana mogli wrócić pod swoją macierzystą chorągiew.


wtorek, 17 października 2017

Chorągiew wyborna (ale spośród zapasowych)


Znalazłem bardzo ciekawy cytat[1] dotyczący sztandaru przekazanego wolnym Kozakom w Carstwie Moskiewskim. Flagi były wszak ważnym symbolem, nic więc dziwnego, że darowując takową kozackiemu „hetmanowi” starano się go sobie zjednać:
Roku 7140[2], miesiąca stycznia, dnia 14, nakazał Car[3] przysłać do Urzędu Spraw Zagranicznych chorągiew wyborną, wybraną spośród chorągwi zapasowych, a następnie wysłać tę chorągiew dowódcy Kozaków Tulskich i Dnieprowskich, Iwanowi Worypajowi. Chorągiew ta z weneckiego adamaszku: obwódka czerwona, w środku dwa pola żółte i pola czarne, na czarnym polu wszędzie tafta czerwona, tafty w nim 2 arszyny 6 werszków[4]; po 26 ałtynów za 4 arszyny; odebrał poddiaczy Isaj Rtiszcziew.



[1] W tłumaczeniu Jurija Sawczuka.
[2] Czyli używając bardziej swojskiej terminologii – 1632 roku.
[3] Michał I.
[4] Jeden werszek to ok. 4.45 cm, arszyn składał się z 16 werszków. 

poniedziałek, 9 października 2017

Rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta


Po paru latach wracamy do Gilesa Fletchera i jego opisu Państwa Moskiewskiego. Pozostaniemy w klimatach wojennych, tym razem nieco o artylerii i walkach z Polakami:
Nie biorą ze sobą wiele artylerii [na kampanię] gdy przyjdzie im się potykać z Tatarami; kiedy jednak przychodzi walczyć z Polakami (których wyżej sobie cenią jako przeciwników) ruszają dobrze zaopatrzeni w [działa i] amunicję i wszelkie niezbędne zapasy. Powiada się, że żaden z chrześcijańskich władców nie ma większych zapasów dział i amunicji niż car Rosji. Duża w tym zasługa arsenału w Moskwie, gdzie mają niezwykle dużo  wielkich dział, wszystkie z nich mosiężne, bardzo porządnie wykonane.
Mówi się, że rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta, niźli stając do walnego starcia poza granicami swego kraju. Dobrze na to wskazują [poprzednie] wojny, zwłaszcza oblężenie Pskowa, które miało miejsce osiem lat temu. Kiedy to udało się [Moskwie] odeprzeć polskiego króla Stefana Batorego, z całą jego armią licząca 100 000 ludzi, zmuszając go do zwinięcia oblężenia, w którym stracił wielu swoich najlepszych kapitanów i żołnierzy.

Za to w walnej bitwie moskiewski zawsze jest gorszy od Polaków i Szwedów. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Na trąbach podobnych żmudzkim


W lutym 1658 roku do Moskwy przybyło poselstwo perskie. Na nasze szczęście w stolicy carów przebywał wtedy Stefan Franciszek Medeksza, który pozostawił po sobie opis wjazdu Persów do miasta. Notka niezbyt długa, ale wspomina obecność perskich tufekczi uzbrojonych na modłę europejską.


wtorek, 2 maja 2017

From Moscow with love (and 100 cannons)


Stoczona 17 września 1631 roku bitwa pod Breitenfeld była największym tryumfem Gustawa II Adolfa i jednym z najważniejszych zwycięstw w historii szwedzkiej armii. Nic więc dziwnego, że wieść o tym zwycięstwie rozeszła się szerokim echem po Europie. Mało kto jednak pamięta, że w najbardziej uroczysty sposób uhonorowano zwycięstwo Gustawa II Adolfa… w Moskwie. Poddani cara celebrowali w ten sposób sojusz moskiewsko-szwedzki, wymierzony w Rzplitą. Moller, ambasador szwedzki w Moskwie, w taki sposób zachęcał Michała I do hucznej imprezy: by wróg, to jest polski król, usłyszawszy [o celebracji] nabawił się wielkiego strachu oraz by jasnym się stało, jaka przyjaźń łączy nasze dwa kraje.

Impreza naprawdę była udana, miało w niej bowiem brać udział blisko 60 000 ludzi. 2 listopada Jego Carska Wysokość udał się z kilkoma tysiącami ludzi poza miasto, gdzie nakazał oddać tryumfalną salwę ze 100 dział tak w mieście jak i poza nim, by pokazać jak jego serce uradowała wieść [o bitwie]. Bito w kościelne dzwony, miały miejsce publiczne modły dziękczynne i specjalne msze. Jak raportował Gustawowi II Adolfowi Moller, nikt w owym kraju nie widział do tej pory takiej [uroczystej] parady. Kilka tysięcy żołnierzy defilowało pod Moskwą, oddając honorowe salwy z dział, muszkietów i rusznic. Mało kto wiedział jednak, z jakim hukiem miał się już niedługo zawalić tak uczczony sojusz…

sobota, 11 marca 2017

Kozaccy mistrzowie małej wojny


Korzystając że w moje ręce wpadło dzisiaj najnowsze wydanie Pamiętników wojny moskiewskiej Reinholda Heidensteina (wielkie dzięki Michale!) pozwolę sobie coś z tego wynotować. Nasz kronikarz pozostawił oto piękny opisów Kozaków dońskich (aczkolwiek mogą to też być kozacy grodowi – nie jest to do końca jasne) którzy mieli u boku armii moskiewskiej bronić Pskowa przed wojskami Batorego:
Mieli oni swoim zwyczajem urywać rozproszone oddziałki i polować na zdobycz. Bez zbroi, tylko w szaty na słotę i zimno jako tako odziani, z szablą i spisą, po większej jednak części rusznic już używając, są oni jedyni do tego rodzaju wojny. Drobny oddziałek obskoczyć, urwać, przeprawę, okolicę, położenie nieprzyjaciele zbadać, rzeki w czółnach albo na kłodach przebywać, przez lasy wreszcie choćby najgęstsze i okolice bezdrożne się przedzierać – oto właściwy ich żywioł, a usposabia ich do tego lekkie uzbrojenie, wytrzymałość na trudy, głód i pragnienie, a osobliwie niesłychana w tym kierunku nabyta wprawa. Pod tym względem żadne inne wojsko z nimi się mierzyć nie może.

Zaiste rzadka to laurka wystawiona przeciwnikowi. Takie mistrzostwo „małej wojny” faktycznie wskazywałoby że chodzi o Dońców, którzy odznaczali się w tym podobną wprawą jak Zaporożcy. Co prawda spotkałem się z interpretacją, że mogą to być kozacy grodowi, w świetle powyższego opisu wydaje mi się to jednak mniej prawdopodobne. 

poniedziałek, 6 marca 2017

Z zajadłością z jaką psy jelenia ścigają


Marzec zaczniemy od sceny żywcem wyjętej z horroru. Miejsce: Moskwa, czas: druga połowa stycznia 1606 roku. 18 stycznia doszło do próby zamachu na cara Dymitra Samozwańca, atak jednak udaremniono a śledztwo (przeprowadzone za pomocą tortur) wykazało, że nawet wśród moskiewskich strzelców ze straży carskiej znajdują się spiskowcy. Siedmiu prowodyrów uwięziono, po czym Dymitr zwołał wszystkich strzelców na apel na Kremlu. Wygłosił do nich długi apel, twierdząc że to on jest prawowitym i prawdziwym władcą, wyzywając spiskowców od nikczemników. Strzelcy mieli zapewniać go o swojej wierności, prosząc go o wyjawienie kto jest jego przeciwnikiem i kto czyha na jego życie. Kiedy nastrój wśród żołnierzy był już odpowiedni, sam car zszedł ze sceny a przed strzelcami postawiono siedmiu spiskowców. Zachował się nader obrazowy opis tej egzekucji (nie czytajcie przy jedzeniu…):

Stało się to w sposób tak straszliwy, iż nikt nie uwierzyłby temu opowiadaniu. Ponieważ cały ten tłum nie miał ani broni ani lasek, przeto rzuciwszy się na swe ofiary, rękami rozrywał je na drobne kawałki. Po tej walce, strzelcy tak dalece krwią byli zbroczeni, jakby w rzeźni woły zabijali. Byli pomiędzy nimi i tacy, którzy z zajadłością z jaką psy jelenia ścigają, zębami kawałki ciała wyrywali. Jeden z nich do tego stopnia posuwał swą zaciekłość, iż oderwał ucho jednej z ofiar i dopóty trzymał je w zębach, dopóki go zupełnie nie pogryzł. Lwy zgłodniałe nie srożyłyby się tak nad bezbronnymi jagniętami jak ci ludzie pastwili się nad swoimi bliźnimi. Po dopełnieniu tej okropnej egzekucji, zawołali:
- Oby, jak ci zdrajcy, poginęli wszyscy wrogowie Hosudara!


Dymitr zapewne nie przypuszczał, że już za kilka miesięcy i jego czeka śmierć z rąk tłumu…

piątek, 17 lutego 2017

Mistrzowie rzucania siekierkami


Piechota polsko-węgierska wiele razy dawała dowody swojej odwagi i ofiarności na polach bitew. Mimo że należała do ‘ludu ognistego’, często brała jednak sprawę w swojej ręce (i szable), walcząc z przeciwnikiem twarzą w twarz. Znalazłem przepiękny opis takiego starcia z połowy sierpnia 1580 roku, w przededniu oblężenia Wielkich Łuk – jest to przy okazji bardzo interesujące źródło dotyczące uzbrojenia polskiej piechoty.
W roli głównej Wawrzyniec Wybranowski, dowodzący rotą złożoną z dwustu piechurów wybranieckich[1]. Rotmistrz zostawił swoich żołnierzy aby drwa rąbali do mostu, a sam tylko z porucznikiem swojej chorągwi odjechali na ćwierć mili oględując mosty. Tu natknęli się na trzech moskiewskich Tatarów, napastnicy jednak odskoczyli widząc że obydwaj Polacy porwali się do rusznic. To ciekawa wzmianka, wskazująca że nawet oficerowie roty posiadali długą broń palną. Szybko jednak okazało się, że nadciąga coraz więcej Tatarów. Wybranowski kazał się wycofać swojemu porucznikowi, który słabego podjezdka miał, podczas gdy sam rotmistrz postanowił osłonić odwrót.
Porucznik zdał sobie jednak sprawę, że nie da rady na tym koniu ujechać, zeskoczył z siodła i uciekł w las. Ruszyło tam za nim trzech Tatarów z szablami w dłoniach, ich zapał ostudził jednak strzał z rusznicy, więc zaprzestali pościgu. W tym samym czasie Wybranowski, ścigany przez większą grupę, naprowadzał ją na swoją chorągiew. Dojechawszy na miejsce, krzyknął na nie, aby do rusznic skoczyli. Niestety na miejscu zastał tylko ośmiu żołnierzy, reszta była zajęta rąbaniem drzewa. W obliczu szybko nadciągających Tatarów, wybrańcy tak prędko do rusznic i ognia dla rozpalenia knotów przyjść nie mogli. Nie powstrzymało to jednak bojowego zapędu polskich piechurów, kilkanaście ich wyskoczyło z siekierami, z dardami, z multanami i z czem kto mógł na prędce.
Jeden z Tatarów wysforował się przed grupę i zaatakował Wybranowskiego. Rotmistrza uratowali jednak jego żołnierze: jeden pieszy cisnął nań siekierką i ugodził go w skroń aż się z konia pochylił, potem dardą go ugodził podle pas, aż na wylot przepadła, że tudzież umarł. Kolejni Tatarzy porwali zabitego towarzysza, mocno naciskani przez Polaków, którzy też obuszkami Tatary jęli kołatać, zaczem drudzy do rusznic jęli przychodzić. Moskiewska jazda uciekła ścigana ostrzałem, tak spieszno uciekali, że strzały, czapli i jeden łuk poupuszczali. Pachołek Wybranowskiego zawiadomił  w międzyczasie polskie siły główne, z których przysłano husarię i jazdę kozacką na wsparcie. Co ciekawe, hetman Jan Zamoyski nie był zadowolony z całej sytuacji: miał pretensje do rotmistrza, że ten zapuścił się z oddziałem za daleko, nie wystawił straży po czym wybrał się na wycieczkę. Co by jednak nie mówić, opis walki jest przedni, a nasi wybrańcy zachowali się wyśmienicie.



[1] Co ciekawe, polskie źródła nazywa ich hajdukami.